Polska drużyna straciła moc

Polskim skoczkom w końcówce sezonu zaczyna brakować pary, bo notują coraz słabsze wyniki. W piątek na skoczni w Lahti kroku czołówce dotrzymywali już tylko Kamil Stoch i Dawid Kubacki, a w sobotnim konkursie drużynowym nawet oni odstawali od najlepszych. Konsekwencją było dopiero szóste miejsce biało-czerwonych, najgorsze w tym sezonie.

Nasi skoczkowie nie będą dobrze wspominać występu w konkursie drużynowym w Lahti. W trzecich w obecnym sezonie drużynowych zmaganiach wypadki słabiutko, zajmując dopiero szóste miejsce. To ich najgorsza lokata w obecnym sezonie – wcześniej w Wiśle zajęli trzecie miejsce, w Klingenthal zwyciężyli, ale w Zakopanem wywalczyli tylko piątą pozycję. Ponieważ ostatnio poza Stochem i Kubackim reszta skoczków w naszej ekipie zanotowała regres formy, do zawodów na fińskiej skoczni biało-czerwoni nie przystępowali w roli faworytów.
Ten niekorzystny trend potwierdził piątkowy konkurs indywidualny. W finale oglądaliśmy jedynie dwóch polskich skoczków: Stocha i Kubackiego. Piotr Żyła, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł i Jakub Wolny zakończyli udział w konkursie już po pierwszej serii, a Paweł Wąsek nawet nie zdołał przejść przez kwalifikacje. Stoch przed drugą próbą zajmował 5. lokatę i z trudem bo z trudem, ale ją utrzymał. Rozczarował za to Kubacki, po pierwszej serii był wiceliderem, ale zepsuł drugi skok i ostatecznie wylądował na szóstej pozycji. Piątkowe zawody wygrał pewnie Austriak Stefan Kraft. Lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w obu próbach uzyskał odległość 129,5 m. Drugie miejsce zajął wicelider klasyfikacji Niemiec Karl Geiger, a trzecie Norweg Daniel Andre Tande.
26-letni Kraft w tym sezonie wygrał po raz piąty. Prezentuje wyborną formę i wszystko wskazuje, że powtórzy wyczyn z sezonu 2016/2017 i po raz drugi w karierze zdobędzie „Kryształowa Kulę”. Trzy lata temu zdobycie tego trofeum zapewniło mu osiem konkursowych zwycięstw, a na podium stawał 17 razy. W obecnym sezonie od listopadowej inauguracji w Wiśle do końca lutego odbyły się 24 indywidualne konkursy. Kraft w najlepszej trójce był 14 razy, lecz licząc tylko w tym roku stawał na podium w 11 z 16 konkursów,a w pierwszej trójce zawodów meldował się w pięciu ostatnich startach z rzędu, z czego dwa ostatnie wygrał. Jego przewaga nad drugim w „generalce” Karlem Geigerem jest już tak znaczna, że nie zdoła jej raczej odrobić.
Wróćmy jednak do sobotniego konkursu drużynowego, bo postawa w nim kwartetu polskich skoczków daje sporo do myślenia. Piotr Żyła zaczął nawet przyzwoicie, uzyskując odległość 123 m (120,6 pkt.), co dało biało-czerwonych trzecią lokatę po pierwszej grupie. Niestety, skaczący jako drugi Jakub Wolny zaliczył tylko 119 m (112,5 pkt.) i po jego skoku nasz zespół Polacy spadł w klasyfikacji na piątą pozycję. Niemile zaskoczył polskich kibiców Kamil Stoch, który wylądował metr bliżej od Wolnego, ale doliczono mu więcej punktów za trudne warunki i dostał wyższą notę (114,4 pkt), dzięki czemu biało-czerwoni awansowali po trzech grupach na czwarte miejsce lokatę. Cóż jednak z tego, skoro ten, na którego najbardziej liczyliśmy, czyli Dawid Kubacki, w swojej grupie wypadł słabiutko i po skoku na odległość 123,5 m nasza drużyna ponownie spadła na piąte miejsce.
Na półmetku prowadzili Niemcy, przed Słowenią, Austrią i Norwegią. Do podium Polakom brakowało 5,2 pkt. Indywidualnie najlepiej w pierwszej serii spisał się Niemiec Karl Geiger (128 m), a dwoma kolejnymi najlepszymi wynikami mogli pochwalić się Słoweńcy Timi Zajc (130 m) i Anze Lanisek (127 m). Z naszych skoczków najlepiej indywidualnie wypadł Kubacki, który miał siódmy rezultat.
W drugiej odsłonie „drużynówki” Żyła zderzył się z niekorzystnymi warunkami i wylądował na 116 metrze. Szanse naszej ekipy na włączenie się do walki o czołowe miejsce w tym momencie rozwiały się jak dym, a tu jeszcze na dodatek coraz lepiej zaczynali punktować Japończycy. W drugiej grupie jeszcze słabiej od Żyły poszybował Wolny i zaliczył tylko 113,5 m, przez co Polacy spadli na szóste miejsce, za ekipę Japonii. Po przyzwoitym skoku Stocha (124 m) wrócili na piąte miejsce, ale Kubacki zaliczył jedynie 117,5 m i reprezentacja Polski zakończyła rywalizację na szóstym miejscu.
Zwyciężyła drużyna Niemiec, co jej trenera Stefana Horngachera wprawiło z znakomity nastrój, druga lokatę wywalczyli Słoweńcy, a dopiero trzecią Austriacy. Indywidualnie najlepiej spisał się jednak Stefan Kraft (127 i 126,5 m), który wyprzedził pod tym względem Karla Geigera (128 i 121 m) i Timiego Zajca (130 i 124 m). Najlepszy z polskich skoczków, Kamil Stoch, zajął w tym zestawieniu 10. lokatę. Nie zapowiadało to sukcesów biało-czerwonych także w niedzielnym konkursie indywidualnym, który zakończył się po zamknięciu wydania.

Tylko w sobotę było dobrze

Nasi skoczkowie narciarscy w miniony weekend ze zmiennym szczęściem rywalizowali na mamuciej skoczni w austriackim Bad Mitterndorf. W sobotę spisali się rewelacyjnie. Konkurs niespodziewanie wygrał Piotr Żyła, piąte miejsce zajął Dawid Kubacki, a siódme Kamil Stoch. W niedzielę już tak dobrze nie było.

Oba konkursy na skoczni Kulm w Bad Mitterndorf zainaugurowały zmagania w Pucharze Świata w lotach narciarskich. W tym sezonie w tym cyklu zaplanowano trzy konkursy indywidualne i jeden drużynowy. Oprócz dwóch rozegranych w sobotę i niedzielę w Austrii, na norweskim obiekcie Vikersund 14 marca odbędzie się turniej drużynowy, a dzień później kończącą pucharowy sezon oraz cykl Raw Air konkurs indywidualny. Mistrzostwa świata w lotach zaplanowano natomiast w dniach 20-22 marca w słoweńskiej Planicy.
Trener reprezentacji Polski Michal Dolezal do konkursów w Austrii wystawił Kamila Stocha, Dawida Kubackiego, Piotra Żyłę, Jakuba Wolnego, Aleksandra Zniszczoła, Klemensa Murańkę i Andrzeja Stękałę. Na treningu najlepszy okazał się Yukiya Sato. Japończyk pofrunął 225,5 m i wyprzedził drugiego Ryoyu Kobayashiego (227 m) oraz Piotra Żyłę (233,5 m). Tuż za czołową trójką uplasował się Dawid Kubacki, który skoczył 219 m. Na 14. miejscu po skoku treningowym znalazł się Kamil Stoch (209,5 m). Jakub Wolny zajął 33. pozycję (190,5 m), Aleksander Zniszczoł był 39. (185 m), Klemens Murańka 44. (180 m), a Andrzej Stękała uzyskał 170 m i zakończył trening na 49. miejscu. Na półmetku sobotniej rywalizacji pierwsze miejsce zajmował Karl Geiger. Niemiec oddał najdłuższy skok w pierwszej serii (230 m) i pewnie wyprzedził Stefana Krafta (224,5 m). Czołową trójkę uzupełnił Piotr Żyła po locie na odległość 225,5 m. Dalej od niego poszybował Dawid Kubacki, który jednak pomimo wyniku 226 m uplasował się dopiero na szóstym miejscu. Do rywalizacji włączył się też Kamil Stoch uzyskując odległość 217,5 m. Powody do zadowolenia mógł mieć również Jakub Wolny, który przełamał kryzys formy i na mamucie w Kulm wylądował na 211 metrze. Awans do drugiej serii wywalczył jeszcze 27. w klasyfikacji Zniszczoł (197 m).
W finałowej serii najlepiej z Polaków spisał się Żyła. W drugiej próbie skoczył co prawda tylko 219 metrów, ale w łącznej punktacji zajął pierwszą lokatę i objął też prowadzenie w klasyfikacji generalnej w lotach narciarskich. Drugie miejsce na podium zajął Słoweniec Timi Zajc (225 m), a trzecie Austriak Stefan Kraft (224,5 m). Kubacki wywalczył ostatecznie piątą lokatę (213 m), a Stoch, po kapitalnym skoku na odległość 231,5 m zakończył rywalizację na siódmej pozycji. Wolny zajął 24. miejsce (201 m), Zniszczoł zdobył 1 punkt do klasyfikacji generalnej za 30. lokatę ((188 m).
W niedzielnym konkursie karty na skoczni rozdawał już wiatr. W pierwszej serii najlepiej z naszych skoczków spisał się Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski wykorzystał mocny wiatr pod narty i uzyskał 232 metry, ale dało mu to tylko czwarte miejsce. Minimalnie przegrywał z trzecim Timo Zajcem, drugim Ryoyu Kobayashim i prowadzącym Stefanem Kraftem. Sobotni triumfator, Piotr Żyła, w pierwszej próbie zaliczył 223,5 m i był dopiero dziewiąty. Fatalnie wypadł natomiast Kubacki, który wylądował na 199. metrze i nie zakwalifikował się do drugiej serii.
Wiatr wzmagał się coraz mocniej i pod koniec zawodów doprowadził do wypaczenia rywalizacji. Gdy czwarty na półmetku Kamil Stoch usiadł na belce startowej, na buli wiało w plecy 4 m/s, ale gdy już ruszył w dół w powietrzu miał już ekstremalne warunki i w efekcie wylądował na 159. metrze. Po jego skoku jury anulowało drugą serię i za wiążące uznało wyniki z pierwszej serii. Tym sposobem po raz trzeci w tym sezonie zwyciężył Stefan Kraft, który o 0,7 punktu wyprzedził Ryoyu Kobayashiego. Trzecią lokatę zajął Timi Zajc, z którym z kolei Stoch przegrał zaledwie o 0,7 punktu.
Żyła rzecz jasna pozostał na 9. miejscu, a z biało-czerwonych punkty wywalczyli jeszcze 21. Jakub Wolny i 28. Zniszczoł. Tym razem swojego punktowego dorobku nie powiększył najwyżej notowany w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Dawid Kubacki. Z tego powodu stracił zajmowaną dotąd trzecią lokatę na rzecz Ryoyu Kobayashiego. Nasz skoczek traci do Japończyka 60 pkt, do drugiego w „generalce” Niemca Karla Geigera 150, a do prowadzącego Krafta już 288 punktów. Piąty w „generalce” jest Stoch, a Żyła zajmuje 10. miejsce. Nasi pozostali skoczkowie zajmują lokaty poza czołową trzydziestką w klasyfikacji PŚ. W osobnej klasyfikacji lotów narciarskich liderem jest Kraft przed Zajcem i Żyłą.

Kubacki walczył do końca

Dobre skoki Dawida Kubackiego i Kamila Stocha nie wystarczyły. Reprezentacja Polski w drużynowym konkursie PŚ w Zakopanem zajęła dopiero piąta lokatę. Triumfowała prowadzona przez Stefana Horngachera ekipa Niemiec, a Dawid Kubacki na dodatek stracił rekord Wielkiej Krokwi, który Japończyk Yukiya Sato wyśrubował do poziomu 147 metrów.

Zawody Pucharu Świata w Zakopanem po raz kolejny były wielkim sportowym wydarzeniem. Komplet widzów na trybunach jak zawsze w ostatnich latach stworzył niepowtarzalna atmosferę, którą tak zachwycają się skoczkowie z innych krajów. W sobotę w konkursie drużynowym zabrakło jednak najważniejszego dla gospodarzy składnika, czyli zwycięstwa polskiej drużyny. Co prawda mało kto na nie liczył, bo ostatnie wyniki biało-czerwonych nie napawały optymizmem. W rywalizacji drużynowej do sukcesu potrzebne są dalekie skoki całej czwórki zawodników, a w polskiej ekipie wysoki poziom gwarantowali jedynie znajdujący się w tej części sezonu w znakomitej formie Dawid Kubacki oraz nie schodzący poniżej mistrzowskiego poziomu Kamil Stoch. Pewną niewiadomą był jak zawsze występ Piotra Żyły, natomiast z góry można było przewidzieć słaby wynik czwartego skoczka, albowiem w ostatnich tygodniach Maciej Kot, Stefan Hula, Jakub Wolny czy Aleksander Zniszczoł mocno odstawali od czołówki. Trener polskiej kadry Michal Doleżal wystawił w drużynie Wolnego, mimo iż ten skoczek przepadł w kwalifikacjach. „Mamy teraz problem, bo brakuje nam czwartego, stabilnie skaczącego skoczka w drużynie. Postawiłem na Wolnego, bo u niego najmniej jest do poprawy, a poza tym on zawsze lepiej radził sobie w drużynie. Zaryzykowaliśmy i wyszło jak wyszło” – tłumaczył się po zawodach czeski szkoleniowiec. Do rywalizacji drużynowej przystąpiło dziewięć reprezentacji. Po pierwszej serii ostatnie 9. miejsce zajęła ekipa Rosji. Wygrali Niemcy (1182,2 pkt), przed Norwegią (1142,2), Słowenią (1125), Japonią (1122,5), Polską (1118,6), Austrią (1114,9), Czechami (974,6) i Szwajcarią (965,1).
Zgodnie z przewidywaniami w naszej ekipie nie zawiedli jedynie Kubacki i Stoch, którzy w obu próbach skakali daleko i dotrzymywali kroku rywalom. W pierwszej serii najbardziej zawiódł jednak nie Wolny, który uzyskał odległość 122,5 m, lecz Żyła, bo w jego przypadku 123 metry to była przykra wpadka. Gdyby w pierwszej serii skoczył równie dobrze jak zrobił to w drugiej (136,5 m), to nawet mimo słabego wyniku Wolnego w drugiej próbie (118 m) biało-czerwoni znaleźliby się na najniższym stopniu podium, przed Słoweńcami i Japończykami. Na wyprzedzenie bezkonkurencyjnych w sobotę Niemców oraz drugich w klasyfikacji Norwegów już by to nie wystarczyło, ale miejsce na podium, nawet to najniższe, byłoby dla polskich kibiców piękną nagrodą za fantastyczną frekwencję i żywiołowy doping.
Wypada mieć nadzieję, że selekcjoner naszej kadry ma należyte rozeznanie w formie poszczególnych zawodników, ale trochę zastanawia decyzja o wysłaniu Klemensa Murańki akurat w ten weekend na zawody Pucharu Kontynentalnego do Sapporo. W sobotę zawodnik ten zajął tam drugą lokatę skacząc 135,5 i 130 m, zaś w niedzielę wygrał bezdyskusyjnie uzyskując 138 i 133 m. Kto wie, może na Wielkiej Krokwi w Zakopanem szybowałby równie daleko.
Ale przed niedzielnym konkursem indywidualnym (zakończył się po zamknięciu wydania) obiecujące było to, że w drużynówce liderzy kadry, Dawid Kubacki i Kamil Stoch, trzymali wysoki poziom i nie odstawali od najlepszych.

Dlaczego Kot już nie lata?

Przed czekającymi nas w najbliższy weekend konkursami w Zakopanem liderem w ekipie naszych skoczków jest Dawid Kubacki. Po efektownych zwycięstwach w Titisee-Neustadt zajmuje w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata czwarte miejsce, najwyższe z Polaków. Jego znakomite wyniki przełożyły się też na zarobki. Na liście krezusów tego sezonu jest obecnie trzeci.

Kubacki w tym roku zdominował rywalizację w Pucharze Świata. Licząc od noworocznych zawodów w Ga-Pa, Polak zdobył 560 punktów do klasyfikacji Pucharu Świata, o 101 więcej niż lider Karl Geiger. Przypomnijmy, że nasz skoczek w styczniu zwyciężył w Bischofshofen i dwukrotnie w Titisee-Neustadt (łącznie 300 pkt.) oraz zajął drugą lokatę w Innsbrucku (80 pkt.), a także trzy trzecie miejsca – w Garmisch-Partenkirchen i dwa razy w Val di Fiemme (za każde otrzymał 60 pkt).
Trzeci w klasyfikacji najlepszych skoczków tego roku, za Kubackim i Geigerem, jest Stefan Kraft (w styczniu wywalczył 384 pkt). Z polskich skoczków w czołowej dziesiątce najlepszych zawodników w tym roku uplasowali się jeszcze Piotr Żyła (8. pozycja i 189 pkt), dziewiąty w tym zestawieniu Kamil Stoch (187 pkt).
Ale w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata liderem pozostaje Karl Geiger z dorobkiem 886 punktów, druga lokatę zajmuje Stefan Kraft (803 pkt), a trzecią Japończyka Ryoyu Kobayashi (795 pkt). Tuż za nim jest Kubacki, który ma na koncie 764 punkty.
Dobra passa zapewniła Kubackiemu trwałe miejsce w historii polskich skoków narciarskich, bowiem w Titisee-Neustadt po raz siódmy i ósmy z rzędu stanął na podium zawodów Pucharu Świata. Takiej serii nie mieli przed nim nawet Adam Małysz i Kamil Stoch, a bycie w czymś lepszym od takich tuzów jest już wartością sama w sobie.
Premie finansowe za sukcesy zapewniły też Kubackiemu awans na trzecie miejsce na liście płac Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Na jego konto tylko z tytułu oficjalnych premii za zajmowane miejsca w zawodach wpłynęło już 91 200 franków szwajcarskich (ok. 360 000). W tej kwocie nie uwzględniono dodatkowej premii jaką otrzymał za triumf w klasyfikacji końcowej Turnieju Czterech Skoczni (20 tys. franków szwajcarskich).
Przypomnijmy, że FIS za pierwsze miejsce w konkursie indywidualnym płaci 10 tys. franków, za drugie – 8 tys., a za trzecie – 6 tys. Za zajęcie 30. miejsca, ostatniego punktowanego w zawodach, FIS płaci symboliczne 100 franków. W konkursach drużynowych premia do podziału dla zwycięzców wynosi 7500 franków. Rzecz jasna te oficjalne premie nie są jedynymi dochodami skoczków.
Na czele listy płac znajduje się Stefan Kraft, który w 15 konkursach zarobił łącznie 109 300 franków szwajcarskich (ok. 432 tys. złotych), a lider klasyfikacji generalnej Karl Geiger plasuje się w tym zestawieniu na drugim miejscu z dorobkiem 99 400 franków. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch zarobił w tym sezonie na razie 59 150 franków (ok. 233 500), co daje mu szósta lokatę w stawce krezusów, a Piotr Żyła jest dziesiąty z dorobkiem 43 950 franków (ok. 173 500). Pozostali nasi reprezentanci znacznie odstają od tego tercetu. Jakub Wolny zarobił dotąd 14 200 franków (ok. 55 000 złotych), Maciej Kot 3700 franków (ok. 14 500 zł), a Stefan Hula 3100 franków (ok. 12 000 zł).
W każdej klasyfikacji obecnego sezonu widać rażącą dysproporcję między należącymi do czołówki Kubackim, Stochem i Żyłą, a pozostałymi zawodnikami w kadrze biało-czerwonych. Nikt nie potrafi wytłumaczyć dlaczego Kot, Wolny i Hula, nie mówiąc o Klemensie Murańce i Aleksandrze Zniszczole, tak bardzo odstają od czołowej trójki naszych skoczków. Dla trenera kadry Michala Doleżala to poważny problem, bo w tej chwili tak naprawdę nie ma on dobrego kandydata na czwartego zawodnika w drużynie, a w najbliższą sobotę na Wielkiej Krokwi w Zakopanem odbędzie się przecież kolejny w tym sezonie konkurs drużynowy.
Dlaczego Stefan Hula, a przede wszystkim Maciej Kot, tak słabo spisują się w bieżącym sezonie Pucharu Świata? Nawet taki autorytet jakim jest Adam Małysz ma problem z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie. Za trenerskiej kadencji Stefana Horngachera Hula potrafił odnosić życiowe sukcesy, zaś Kot pokazał, że drzemie w nim potencjał nie mniejszy, niż dostrzegano już wtedy w Kubackim. Ale kryzys formy Kota nie nastąpił po zmianie selekcjonera, bo już Horngacher w ostatnim roku swojej pracy z polska kadrą miał z nim problem i jak pamiętamy, nie zabrał go na mistrzostwa świata w Seefeld. Pod wodzą Michala Doleżala Maciej Kot nie stał się lepszym skoczkiem, wręcz przeciwnie – trwale wypadł z czołówki Pucharu Świata.
„Stefan Hula i Maciek Kot potrzebują spokojnego treningu. Oni naprawdę dobrze przepracowali całe lato i dlatego teraz nie wiemy, co się z nimi dzieje i dlaczego tak źle skaczą” – przyznał w rozmowie z TVP Sport Adam Małysz, dyrektor ds. skoków i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim. Ale wielkiego wyboru nie ma, bo lepszych od nich zawodników na zapleczu kadry po prostu nie ma.
Pozostaje żywić nadzieje, że na dobrze im znanej skoczni w Zakopanem wszyscy zgłoszeni do zawodów nasi skoczkowie, nie tylko Kubacki, Stoch i Żyła, będą szybować daleko. Czeski selekcjoner biało-czerwonych po naradzie z całym sztabem szkoleniowym PZN zdecydował, że w konkursie indywidualny wystartuje tylko dziewięciu naszych reprezentantów (PZN mógł wystawić d wunastu). Na Wielkiej Krokwi zobaczymy zatem obok Dawida Kubackiego, Kamila Stocha i Piotra Żyły, także Stefana Hulę, Macieja Kota, Aleksandra Zniszczoła, Jakuba Wolnego, Andrzeja Stękałę i Adama Niżnika.

Kadra dwóch prędkości

Konkursy w Predazzo potwierdziły, że w tym sezonie kadra Polski podzieliła się na dwie grupy – mocną i słabą. W tej pierwszej są Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła, a w drugiej Maciej Kot, Stefan Hula oraz Jakub Wolny, którego trener Michal Doleżal na kolejne zawody, w Titisee-Neustadt, zastąpił Aleksandrem Zniszczołem.

Z naszych skoczków w Predazzo ponownie najlepiej spisał się Dawid Kubacki, który dwukrotnie stanął na najniższym stopniu podium. W sumie w tym sezonie zawodnik z Nowego Targu już sześć razy z rzędu uplasował się w czołowej trójce zawodów Pucharu Świata, co jest znaczącym wyczynem, bo przed nim wcześniej takiej sztuki dokonali tylko Adam Małysz w sezonie 2000/2001 oraz Kamil Stoch w sezonie 2017/2018. Na serię Kubackiego składają się: cztery konkursy Turnieju Czterech Skoczni (trzecie miejsce w Oberstdorfie, trzecie w Garmisch-Partenkirchen, drugie w Innsbrucku i pierwsze w Bischofshofen) oraz dwie trzecie lokaty wywalczone w miniony weekend w Predazzo na skoczni normalnej.
Co ciekawe, Kubacki na tym obiekcie zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, po pierwszej serii skoków zajmował miejsce poza pierwszą trójką i dopiero w drugiej serii poprawiał swoją pozycję. W najbliższy weekend w Titisee-Neustadt stanie przed szansą na przedłużenie dobrej passy i jeśli znów stanie na podium, w tej nieformalnej klasyfikacji zostanie samodzielnym liderem.
Trzech dobrych to trochę za mało
W bieżącej rywalizacji o triumf w Pucharze Świata takie statystyczne wyczyny nie mają jednak istotnego znaczenia. Aktualna sytuacja jest taka, że na czele klasyfikacja generalnej znajdują się Niemiec Karl Geiger, który w Predazzo wygrał oba konkursy i dzięki temu powiększył swoje konto do 819 punktów. Drugi w zestawieniu Austriak Stefan Kraft ma w dorobku 699 punktów, a zajmujący trzecią lokatę Japończyk Ryoyu Kobayashi (niedawny lider klasyfikacji w niedzielnym konkursie zajął dopiero 26. miejsce) 654 punkty. Dopiero za tą trójką plasuje się najlepszy w tym sezonie z polskich skoczków, czyli Dawid Kubacki, który zgromadził do tej pory 564 pkt. Piąte miejsce zajmuje Norweg Marius Lindvik (505 pkt), a szósty jest kolejny z Polaków, Kamil Stoch (435 pkt).
Top 10 klasyfikacji uzupełniają: Norweg Daniel Andre Tande (397 pkt), Austriak Phillipp Aschenwald (386 pkt) i Słoweniec Peter Prevc (373 pkt). Awans o trzy miejsca po włoskich zawodach zanotował Piotr Żyła, który zajmuje obecnie 13. lokatę z dorobkiem 261 punktów.
Niestety, pozostali nasi kadrowicze są w klasyfikacji na odległych pozycjach. Maciej Kot wywalczył dotąd 37 punktów i ten skromny dorobek daje mu dopiero 34. miejsce w klasyfikacji generalnej. Jeszcze słabiej wypadają w tym zestawieniu Stefan Hula, który z 31 pkt na koncie zajmuje 39. lokatę oraz najsłabszy z naszych skoczków w tym sezonie Jakub Wolny, który jest w zestawieniu 41. (22 pkt). Swoimi słabymi jak na możliwości wynikami Wolny w końcu zdenerwował Doleżala i selekcjoner kadry postanowił odesłać go do Polski, żeby pod okiem trenera Zbigniewa Klimowskiego popracował nad odbudową formy. A w jego miejsce powołał do reprezentacji Aleksandra Zniszczoła, który w dwóch ostatnich konkursach Pucharu Kontynentalnego w Bischofshofen spisał się najlepiej z zawodników kadry B, zajmując zajął 4. i 11. miejsce. Nie są to jednak rezultaty pozwalające na optymizm. Nie ma co liczyć, żeby Zniszczoł w Titisee-Neustadt zdołał wywalczyć jakieś punkty do klasyfikacji generalnej, ale w skokach zdarzają się czasem wielkie powroty.
Ostatni sprawdzian przed Zakopanem
W Titisee-Neustadt skoczkowie będę mieli o co walczyć. Do klasyfikacji Pucharu Świata wliczane będą bowiem punkty nie tylko za wyniki w dwóch konkursach, ale także w kwalifikacjach. Poza tym dla najlepszego skoczka w Titisee-Neustadt Five, czyli tego, który zdobędzie najwięcej punktów w obu seriach konkursowych oraz kwalifikacjach, organizatorzy przewidzieli premię finansową w wysokości 25 tys. euro. Dla porównania – Kubacki za zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni otrzymał tylko 20 tysięcy franków szwajcarskich.
Kolejne konkursy w Pucharze Świata odbędą się w Zakopanem, a te zawody dla polskich skoczków są pod względem prestiżowym najważniejsze w tej części sezonu. Miejmy nadzieję, że odstający wyraźnie od reszty kadry tercet Kubacki – Stoch – Żyła nie straci wysokiej formy na skoczni w Titisee-Neustadt, a ich słabsi koledzy lepiej się postarają, bo w klasyfikacji Pucharu Narodów Polska jest trzecia i wynik każdego zawodnika jest teraz na wagę złota.

Program Titisee-Neustadt Five
Piątek, 17 stycznia
Godz. 16:00 – trening
Godz. 18:00 – kwalifikacje
Sobota, 18 stycznia
Godz. 15:00 – seria próbna
Godz. 16:00 – początek konkursu
Niedziela, 19 stycznia
Godz. 14:15 – seria próbna
Godz. 15:15 – początek konkursu
Transmisję z piątkowych kwalifikacji przeprowadzi Eurosport. Natomiast sobotni oraz niedzielny konkurs pokażą TVP oraz Eurosport.

Kubacki wygrał, ale reszta zawiodła

Lepszej inauguracji nowego roku Dawid Kubacki nie mógł sobie wymarzyć. Wygrał 68. edycję Turniej Czterech Skoczni i dołączył do Adama Małysza i Kamila Stocha, którzy wcześniej triumfowali w tych prestiżowych zawodach. Kubacki jest też najwyżej z polskich skoczków w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale zajmuje dopiero piąta lokatę. W Pucharze Narodów biało-czerwoni plasują się na trzecim miejscu, za Austrią i Norwegią.

Przed turniejem Kubacki nie był wymieniany w gronie faworytów, zwłaszcza że jego występy w grudniowych imprezach były dalekie od doskonałości. Pochodzący z Nowego Targu skoczek zmagania w Turnieju Czterech Skoczni zaczął jednak nadspodziewanie dobrze. Zajął trzecie lokaty w konkursach w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen, na nielubianej przez siebie skoczni w Innsbrucku zaskoczył wszystkich zajmując drugie miejsce, zaś na swoim ulubionym obiekcie w Bischofshofen nie dał już rywalom szans i pewnie zwyciężył, triumfując jednocześnie w 68. edycji TCS jako trzeci polski skoczek w historii. Jako pierwszy dokonał tej sztuki Adam Małysz w sezonie 2000/2001, a potem dwukrotnie Kamil Stoch w sezonach 2016/2017 i 2017/2018.

Kubacki zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni z łączną notą 1131,6 pkt, wyprzedzając drugiego w klasyfikacji generalnej Norwega Mariusa Lindvika o 20,6 pkt, a trzeciego Niemca Karla Geigera o 23,2 pkt. Na czwartej pozycji rywalizację zakończył ubiegłoroczny triumfator Japończyk Ryoyu Kobayashi (ze stratą do lidera 35,6 pkt), zaś Kamil Stoch na miejscu 13. (on stracił do Kubackiego aż 108 pkt).

TSC trzyma się już tylko na prestiżu

Ryoyu Kobayashi rok temu wygrał, mając 62,1 punktu przewagi. Stoch dwa lata temu miał 69,6, Słoweniec Peter Prevc przed czterema laty wygrywał z wynikiem o 26,5 pkt lepszym od następnego w kolejności rywala. Tegoroczna przewaga Kubackiego jest zatem najniższą od pięciu lat, gdy Austriak Stefan Kraft pokonał drugiego na podium przeciwnika różnicą sześciu punktów. Natomiast łączna nota Kubackiego jest drugą najlepszą w historii TCS. Lepszy od Polaka pod tym względem był jedynie Peter Prevc.

To tylko obrazuje jak wyrównana była rywalizacja w 68. edycji TCS. Kubacki jest teraz czwartym zawodnikiem w historii, który stawał na podium we wszystkich konkursach TCS, ale wygrał dopiero w ostatnim. Przed nim dokonali tego Fin Kari Ylianttila (1977-1978), Austriak Andreas Goldberger (1994-1995) i Niemiec Jens Weissflog (1995-1996).

Posiadająca prawa telewizyjne do pokazywania skoków narciarskich TVP nie omieszkała, jak ma to w zwyczaju pod rządami Jacka Kurskiego, rozdmuchać sukces Kubackiego do granic śmieszności, przedstawiając go na swojej antenie jakby było to jakieś epokowe wydarzenie. Tymczasem fakty są takie, że Turniej Czterech Skoczni w ostatnich latach mocno podupadł na znaczeniu i dzisiaj ma w hierarchii imprez w tym sporcie mniejsze znaczenie niż choćby norweski cykl Row Air. Jakby to nie zabrzmiało, powodem są pieniądze. Organizatorzy niemiecko-austriackiego turnieju dopiero od niedawna zaczęli dostrzegać, że sam prestiż w dzisiejszym skomercjalizowanym do szpiku kości sporcie już nie jest wystarczającym bodźcem. W 2001 roku triumfujący w TCS Adam Małysz otrzymał w nagrodę samochód oraz finansową premię w wysokości 90 tysięcy franków. Kubacki za ten sam wyczyn 19 lat później dostał de facto tylko 20 tysięcy franków szwajcarskich.

Owszem, w sumie zarobił znacznie większą kwotę, ale tylko dzięki premiom za miejsca zajmowane w poszczególnych konkursach, które są nagradzane tak samo, jak inne imprezy w Pucharze Świata, czyli zwycięzca otrzymuje 10 tys. franków, drugi zawodnik osiem tysięcy, a trzeci sześć tysięcy franków szwajcarskich. To oznacza, że Kubacki za dwa trzecie, drugie i pierwsze miejsca zgarnął łącznie 30 tys. franków, a z premią za końcowy triumf w sumie 50 tys. franków plus drobne kwoty za miejsca zajmowane w kwalifikacji. Tak na marginesie – dla zwycięzcy konkursów kwalifikacyjnych organizatorzy przewidzieli 5 tys. franków, co oznacza, że zawodnik wygrywający te pomocnicze zawody w czterech konkursach mógł zgarnąć w sumie tyle, ile triumfator całego turnieju. Dla porównania, zwycięzca cyklu Row Air dostanie ekstra 60 tysięcy euro.

Turniej Czterech Skoczni nie jest też wydarzeniem mającym znaczący wpływ na przebieg rywalizacji w Pucharze Świata. Pod względem punktacji to tylko cztery kolejne konkursy i nic ponadto. Dlatego Kubacki mimo zwycięstwa zdołał awansować jedynie na piąte miejsce, a jedyna korzyścią jest to, że w klasyfikacji generalnej odrobił sporo punktów do wyprzedzającej go czwórki zawodników. Pozycje lidera z dorobkiem 644 pkt utrzymał Ryoyu Kobayashi, drugi jest Niemiec Karl Geiger (619 pkt), trzeci Austriak Stefan Kraft (539 pkt), a czwarty Norweg Marius Lindvik (469 pkt). Kubacki z 444 pkt na koncie ma za plecami Daniela Andre Tandego (Norwegia) – 374 pkt, Phillippa Aschenwalda (Austria) – 364 pkt, Kamila Stocha – 335 pkt, Petera Prevca (Słowenia) – 323 pkt i zamykającego czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej Johanna Andre Forfanga (Norwegia) – 256 pkt.

Słabość polskiej kadry

Patrząc na punktowe osiągnięcia pozostałych polskich skoczków, raczej nie napawają one optymizmem. Pierwszy sezon naszych kadrowiczów pod rządami czeskiego trenera Michala Doleżala nie jest jakoś dramatycznie słaby, głównie dzięki wynikom Kubackiego i w mniejszym stopniu Stocha, ale dokonania Piotra Żyły (19. miejsce w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 175 pkt), Macieja Kota (34. lokata i 33 pkt), Stefana Huli (36. miejsce i 28 pkt), Jakuba Wolnego (39. miejsce, 22 pkt) i 57. lokata Klemensa Murańki (ledwie 4 pkt) nie nastrajają optymistycznie. Fakty są oczywiste – w tej części sezonu z naszych skoczków kroku czołówce dotrzymuje jedynie Kubacki, a pozostali zanotowali wyraźny regres formy w porównaniu z poprzednim sezonem, gdy trenerem biało-czerwonych był Austriak Stefan Horngacher.

Potwierdza to pozycja polskiej reprezentacji w Pucharze Narodów. Biało-czerwoni po TCS utrzymali trzecią lokatę, ale ich łączny punktowy dorobek, 1741 pkt, znacznie już odbiega od prowadzących w klasyfikacji Austriaków (2320 pkt) oraz od zajmujących drugie miejsce Norwegów (2064 pkt). A za plecami naszych skoczków czają się Japończycy (1667 pkt) oraz konsekwentnie odrabiający straty z początku sezonu Niemcy (1597 pkt). Jeśli Stoch, Żyła, Kot i Wolny szybko nie poprawią swoich rezultatów, trudno będzie utrzymać naszej ekipie nawet miejsce na najniższym stopniu podium, a co dopiero myśleć o walce o wyższe lokaty.

Kolejne zawody już w najbliższy weekend we włoskim Val di Fiemme. Z Polaków wystartują w nich Kubacki, Stoch, Żyła, Kot, Hula i Wolny.

 

Japończycy gonią Polaków

Po niezbyt udanym dla naszych skoczków narciarskich niedzielnym konkursie indywidualnym w Klingenthal, reprezentacja Polski z trudem utrzymała trzecie miejsce w Pucharze Narodów.

W sobotnim konkursie drużynowym biało-czerwoni spisali się wybornie i pewnie go wygrali, lecz w rywalizacji indywidualnej nie poszło im już tak dobrze. Na skoczni znowu królował dominator z poprzedniego sezonu Ryoyu Kobayashi, któremu skoki na 136,5 oraz 134 metry zapewniły pierwsze miejsce. Za jego plecami uplasował się Stefan Kraft, a na najniższym stopniu podium stanął Marius Lindvik. Dzięki wygranej Kobayashi został nowym liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, bo dotychczasowy lider, Daniel Andre Tande, zakończył zawody dopiero na 18. pozycji. Polacy nie odegrali znaczących ról. Najlepszy z nich, Piotr Żyła, zajął 9. lokatę, tuż za nim uplasował się Kamil Stoch, a Dawid Kubacki był 14. Punkty zdobyli jeszcze Klemens Murańka, który był 27., oraz 28. w konkursie Jakub Wolny.

W klasyfikacji Pucharu Narodów przewagę nad pozostałymi ekipami powiększyli Austriacy, którzy zgromadzili 1533 pkt i wyprzedzają drugą w zestawieniu drużynę Norwegii (1285) o 248 punktów. Biało-czerwoni z dorobkiem 1108 pkt zajmują miejsce trzecie, lecz depczący im po piętach Japończycy (1079) mają już do nich tylko 29 punktów straty. Na piątej pozycji plasuje się ekipa Słowenii (886 pkt), a zaledwie na szóstej prowadzona przez byłego trenera kadry Polski Stefana Horngachera reprezentacja Niemiec (829 pkt). W czołowej ósemce zespołów znajdują się jeszcze Szwajcarzy z dorobkiem 351 „oczek oraz ekipa Finlandii (68 pkt). znajdująca się na 9. miejscu Rosja ma na koncie 58 pkt, ale już dziesiąta w zestawieniu Bułgaria tylko jeden.

Kolejne dwa konkursy indywidualne Pucharu Świata odbędą się już w najbliższy weekend w szwajcarskim Engelbergu. Będzie to generalny sprawdzian formy przed 68. edycją Turnieju Czterech Skoczni. Sobotnie zawody rozpoczną się o godz. 16:00, a niedzielny o 15:00.

 

W drużynie Polacy znów byli najlepsi

Reprezentacja Polski w składzie Piotr Żyła, Jakub Wolny, Kamil Stoch i Dawid Kubacki wygrała drużynowe zawody Pucharu Świata w Klingenthal. Już na półmetku konkursu biało-czerwoni uzyskali wyraźną przewagę nad drugimi Austriakom i trzecią na podium zawodów ekipą Japonii. To pierwszy triumf naszych skoczków w obecnym sezonie, a siódmy w historii.

Skocznia w Klingenthal najwyraźniej sprzyja naszym skoczkom. To tutaj w 2016 roku biało-czerwoni zwyciężyli po raz pierwszy w historii w rywalizacji drużynowej. Był to ich pierwszy sezon pod wodzą wodzą trenera Stefana Horngachera. Polski zespół tworzyli wówczas Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. W tegorocznej edycji konkursu, który wrócił do cyklu Pucharu Świata w po trzyletniej przerwie, w składzie tego kwartetu zabrakło jedynie Kota, którego zastąpił Jakub Wolny. W tym sezonie był to dopiero drugi konkurs drużynowy – wcześniejszy rozegrano w Wiśle w pierwszych zawodach obecnego sezonu. Nasi skoczkowie zajęli w nim trzecie miejsce. Triumfowali Austriacy przed Norwegami.

W Klingenthal do rywalizacji przystąpiło dziewięć reprezentacji: Rosji, Finlandii, Szwajcarii, Niemiec, Japonii, Polski, Słowenii, Norwegii i Austrii. Wiejący wiatr utrudniał rywalizację, ale tym razem sprzyjał naszym zawodnikom. Skaczący jako pierwszy w naszej drużynie Piotr Żyła poszybował na fantastyczną odległość 145 m, tylko o 1,5 m gorzej od rekordu skoczni, ale Philipp Aschenwald skoczył 144,5 m z niższej belki startowej i dzięki temu Austriacy objęli prowadzenie. Żyła wypracował jednak ponad 20 punktów przewagi nad trzecią Słowenią. Startujący jako drugi Jakub Wolny zaliczył 136 m i był lepszy o 4,5 m od Gregora Schlierenzauera, a zatem po doszło do zmiany lidera i na prowadzenie wyszli biało-czerwoni, którzy nie oddali go już do końca zawodów. Kamil Stoch uzyskał odległość 126 m, a skaczący jako ostatni Dawid Kubacki pofrunął przy niezbyt korzystnym wietrze 133,5 m. Po pierwszej serii z rywalizacji odpadli Finowie.

W drugiej serii Polacy nadal trzymali wysoki poziom. Co prawda Żyła zaliczył tylko 127 m, bo trafił na fatalne warunki, lecz Wolny skoczył 130 m i znów był lepszy od startującego w jego grupie Schlerenzauera (124,5 m). Przed skokami dwóch ostatnich grup zawodników Austriacy tracili do polskiej drużyny 24 punkty, a trzecia Norwegia już ponad 42. Stoch w drugiej próbie powtórzył wynik z pierwszej – 126 m, ale Kubacki skokiem na odległość 137 m przypieczętował zwycięstwo biało-czerwonych.
Rzutem na taśmę na najniższy stopień podium wskoczyli Japończycy, którzy po skoku Ryoyu Kobayashiego wyprzedzili Norwegów. Drugie miejsce Austriakom zapewnił Kraft uzyskując 133,5 m. Reprezentacja Polski zdobyła 968,7 punktów i wyprzedziła drugą Austrię o 25 punktów. Dalsze miejsca zajęli Japończycy, Norwegowie, Słoweńcy, Niemcy, Szwajcarzy i Rosjanie. Indywidualnie najlepszy był Japończyk Ryoyu Kobayashi, który zdobył aż 270,1 pkt. Tuż za jego plecami znalazł się Dawid Kubacki (254,2 pkt), który był lepszy od Philippa Aschenwalda o 0,6 pkt. Piotr Żyła zajął czwarte miejsce, Jakub Wolny siódme, a Kamil Stoch 13.

Triumf w Klingenthal był siódmym zwycięstwem polskiej ekipy w historii konkursów drużynowych Pucharu Świata. Ponadto biało-czerwoni mają na koncie po dziesięć drugich i trzecich miejsc. Na podium nasi skoczkowie stanęli po raz pierwszy w Villach w Austrii w 2001 roku, zajmując trzecią lokatę. Niedzielny konkurs indywidualny zakończył się po zamknięciu wydania.

Zwycięstwa drużynowe Polaków:
3 grudnia 2016, Klingenthal (Niemcy) – Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Maciej Kot, Kamil Stoch; 28 stycznia 2017, Willingen (Niemcy) – Żyła, Kubacki, Kot, Stoch; 27 stycznia 2018, Zakopane – Kot, Stefan Hula, Kubacki, Stoch; 17 listopada 2018, Wisła – Żyła, Wolny, Kubacki, Stoch; 15 lutego 2019, Willingen (Niemcy) – Żyła, Wolny, Kubacki, Stoch; 23 marca 2019, Planica (Słowenia) – Wolny, Stoch, Kubacki, Żyła; 14 grudnia 2019, Klingenthal (Niemcy) – Żyła, Wolny Stoch, Kubacki.

 

Nawet Stoch nie zachwyca

Po konkursach w Wiśle, Kuusamo i Niżnym Tagile rywalizacja w Pucharze Świata w skokach narciarskich przenosi się do Niemiec. W najbliższy weekend w Klingenthal odbędą się dwa kolejne konkursy – w sobotę drużynowy, a w niedzielę indywidualny. Dla naszych skoczków, którym jak na razie nie wiedzie się najlepiej, to szansa na przełamanie impasu, bo skocznia w Klingenthal zawsze była przyjazna dla biało-czerwonych.

Po trzech turniejach Pucharu Świata w polskiej ekipie nikt nie ma powodów do zadowolenia. Na podium udało się stanąć tylko Kamilowi Stochowi, który w inauguracyjnym konkursie w Wiśle zajął trzecią lokatę. W Finlandii i Rosji nasi zawodnicy byli tylko tłem dla rywali. W dużym stopniu winne temu były fatalne warunki pogodowe, które powodowały, że wyniki każdego skoczka były loterią. Niektórym fortuna jednak sprzyjała, ale dziwnym trafem wśród jej wybrańców nie było żadnego z siedmiu uczestniczących w zawodach Polaków.

Fatalne wyniki biało-czerwoni zanotowali zwłaszcza na nielubianej przez nich skoczni w Niżnym Togile. Na Uralu było śniegu dostatek, ale wiało okropnie i każdy podmuch był loterią. Także dla sędziów, którzy w tych zmiennych warunkach mogli bezkarnie dokładać lub odejmować punkty za wiatr wedle swojej subiektywnej oceny. Nie wiadomo jednak dlaczego dorzucili z tego tytułu do oceny Ryoyu Kobayashiemu, a nie zrobili tego w przypadku choćby Kamila Stocha, trzykrotnego mistrza olimpijskiego. Inna sprawa, że Stoch, jeśli jest w swojej optymalnej formie, w żadnych warunkach pogodowych nie potrzebuje wsparcia, ale przy wyrównanej stawce to oceny za styl czy rekompensaty za warunki pogodowe często decydują o kolejności. Fortuna mocno jednak nie sprzyjała Piotrowi Żyle, który niespodziewanie zakończył swój udział po pierwszej serii, podobnie jak Klemens Murańka. W finale wystąpiło pięciu naszych zawodników, ale żaden nie znalazł się w czołowej dziesiątce, a najlepszy z nich, Stoch, był dopiero 15.

Nowy sezon Pucharu Świata, pierwszy pod wodzą nowego trenera Michala Doleżala, nasi skoczkowie zaczęli więc grubo poniżej oczekiwań, ale ich słaby występ w Niżnym Tagile, najgorszy w tym cyklu zawodów od blisko trzech lat, to już wyraźny sygnał alarmowy. W ostatnich latach konkurs Pucharu Świata bez Polaka w pierwszej dziesiątce to rzadkość. po raz ostatni tak zły występ biało-czerwonych miał miejsce w marcu 2016 roku w Planicy, jeszcze za trenerskich rządów Łukasza Kruczka. Wówczas najlepszy z naszych Maciej Kot także był na 15. miejscu.

Dyrektor sportowy PZN Adam Małysz tak na swoim profilu w mediach społecznościowych ocenił występ kadry skoczków na Uralu: „To był kolejny dziwny konkurs, w którym równie ważne, co umiejętności, było szczęście. Nam go tym razem zabrakło, a wyniki były poniżej oczekiwań i możliwości. Mam nadzieję, że na doskonale znanej nam skoczni w Klingenthal konkursy będą bardziej sprawiedliwe i przekonamy się, na co rzeczywiście stać naszych reprezentantów” – stwierdził Małysz.
Trener Doleżal na razie konsekwentnie stawia na siódemkę zawodników i do Klingenthal ponownie zabrał oprócz Stocha i Kubackiego, także Piotra Żyłę, Macieja Kota, Stefana Hulę, Jakuba Wolnego i Murańkę.

Turniej Pucharu Świata w Klingenthal odbędzie się po trzyletniej przerwie. Ostatnio skoczkowie gościli tam w 2016 roku i Polacy wypadli wtedy znakomicie, wygrywając po raz pierwszy konkurs drużynowy. W sobotę będą mogli powtórzyć ten wyczyn. Na niedzielę zaplanowano zmagania indywidualne. To będzie 11. taki konkurs na skoczni Vogtland Arena (HS 140) w Klingenthal. Do tej pory na podium stawało tam trzech polskich skoczków. Adam Małysz był trzeci w 2007 i drugi w 2010 roku, Stoch wygrał tu w 2011 roku, a w 2013 sensacyjnie zwyciężył Krzysztof Biegun, dla którego był to jedyny taki triumf w karierze.
W grudniu 2016 Polacy wygrali tu konkurs drużynowy, a zwycięski zespół tworzyli Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Maciej Kot. W konkursie indywidualnym trzy lata temu zwyciężył jednak Domen Prevc przed Danielem-Andre Tande i Stefanem Kraftem.

Rywalizacja w Klingenthal rozpocznie się w piątek 13 grudnia od kwalifikacji. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy (początek godz. 16:00), a w niedziele indywidualny (początek także o 16:00).

Liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest Tande (260 punktów), który wyprzedza Krafta (196 punktów), Karla Geigera (192 punkty) i Ryoyu Kobayashiego (190 punktów). Najlepszy z Polaków Kamil Stoch zajmuje 8. miejsce (120 pkt). Dawid Kubacki jest 9. (117 pkt), Maciej Kot 28. (30), Piotr Żyła 30. (27), Jakub Wolny 33. (19), a Stefan Hula 35. (15 pkt).

 

Wiało w Niżnym Tagile

W sobotnim konkursie Pucharu Świata w Niżnym Tagile po pierwszej serii z Polaków najlepszy był Piotr Żyła, który po skoku na odległość 131 m był drugi. Niestety, w drugiej serii zaliczył tylko 112 metrów i spadł na 24. miejsce.

Loteryjne warunki pogodowe, skocznia nielubiana przez naszych skoczków, co było widać już w piątkowych kwalifikacjach – nic dziwnego, że w polskiej ekipie nikt nie obiecywał zwycięskiego weekendu. Nadzieje rozbudził jednak Piotr Żyła, który skoczył 131 metrów i na półmetku zajmował drugą lokatę, za Słoweńcem Peterem Prevcem (133,5 m. Trzecie miejsce zajmował Austriak Philipp Aschenwald (129 m). Z pozostałych naszych skoczków najwyżej był Dawid Kubacki – jedenasty (127 m), potem Kamil Stoch (17., 121 m), jako ostatni do drugiej serii z 30. miejsca zakwalifikował się Maciej Kot, który skoczył 116,5 m.
W drugiej serii konkursowej wiatr jeszcze bardziej płatał figle. Boleśnie dokuczył zwłaszcza Piotrowi Żyle, bo przy jego próbie nagle zaczął wiać w plecy i nasz skoczek z najwyższym trudem doleciał do 112 metra. Dostał też przeciętną notę i w efekcie z drugiego miejsca spadł aż na 24. Innym naszym reprezentantom wiatr na skoczni w Niżnym Tagile nie przeszkodził, wręcz przeciwnie, nawet pomógł. Kubacki i Stoch znacznie poprawili swoje wyniki – pierwszy po skoku na odległość 131 m awansował na piątą lokatę, natomiast Stochowi wynik 128,5 m zapewnił awans na dziewiąte miejsce. Maciej Kot też się poprawił uzyskując 119 m, co dało mu awans z 30. na 27. pozycję. Do finałowej serii nie zakwalifikowali się Stefan Hula i Klemens Murańka.

W sobotę najwięcej szczęścia w Niżnym Tagile miał sensacyjny zwycięzca, Japończyk Yukiya Sato, który w pierwszej próbie skoczył na odległość 126,5 m i był siódmy, natomiast w drugiej serii pofrunął na 132 metr. Konkurs nie był udany dla lidera klasyfikacji generalnej. Norweg Daniel Andre Tande po pierwszej serii był 14., a w drugiej próbie zaliczył tylko 114 metrów i ostatecznie zajął dopiero 21. lokatę.

Niedzielny konkurs w Niżnym Togile zakończył się po zamknięciu wydania.