Izrael nie stawił oporu

Po czterech kolejkach sytuacja w Grupie G jest jasna – prowadząca w tabeli z kompletem punktów reprezentacja Polski ma nad drugą ekipą Izraela pięć „oczek” przewagi, a nad trzecią Austrią sześć. Ten dorobek nie daje jeszcze co prawda gwarancji awansu do Euro 2020, ale skoro nasza drużyna zdobyła go grając grubo poniżej możliwości, to wystarczy żeby jesienią utrzymała tylko poziom ze spotkania z Izraelem, a wygra grupę w cuglach.

Serię pięciu zwycięstw z rzędu nasza piłkarska reprezentacja zaliczyła 13 lat temu za selekcjonerskiej kadencji Leo Beenhakkera, ale tylko dwa z nich odniosła w meczach towarzyskich. Trener Jerzy Brzęczek już po spotkaniu z Macedonią mógł się pochwalić lepszym bilansem potyczek o punkty, a po wygranej z Izraelem ma na koncie cztery wygrane z rzędu w meczach o stawkę. Dodatkowym walorem jest to, że biało-czerwoni nie stracili w tych czterech spotkaniach bramki. Te zdobycze zdały się jednak na nic, bo po zwycięskim wprawdzie, ale wygranym w żenującym stylu meczu z Macedonią Północną na Brzęczka i jego wybrańcy spadła potężna fala krytyki.

Największe pretensje jakie formułowano pod adresem selekcjonera dotyczyły wybranej taktyki gry z jednym napastnikiem, oczywiście Robertem Lewandowskim, ale z Krzysztofem Piątkiem i Arkadiuszem Milikiem na ławce. Nie osłabiło jej nawet wstawienie Piątka zaraz po przerwie w miejsce słabo spisującego się prawego skrzydłowego z Chicago Fire Przemysława Frankowskiego. Napastnik AC Milan jeszcze podgrzał atmosferę strzelając zwycięskiego gola, nic więc dziwnego, że Brzęczek, chociaż z niego kunktator i chwiejny w decyzjach gość, to pod naciskiem histeryzujących mediów zdecydował się na grę z Izraelem w ustawieniu 1-4-4-2, z Piątkiem na szpicy, Lewandowskim w roli rozgrywającego oraz z prawonożnym Grosickim na lewej, a lewonożnym Zielińskim na prawej flance.

W środku pola gardę trzymali Krychowiak z Klichem, a formację defensywną tworzyli Kędziora, Glik, Bednarek i Bereszyński na lewej stronie. To była niespodzianka, bo spodziewano się na tej pozycji Macieja Rybusa, ale do tego piłkarza Brzęczek ma jakiś osobisty uraz, bo nawet mimo nacisków Lewandowskiego lewy obrońca Lokomotiwu Moskwa cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. „Na absencję Rybusa nie wpłynęła ani jego forma sportowa ani zdrowie. Wpłynęła na to taktyka i to, że po czterech meczach mamy dwanaście punktów” – wyjaśnił po meczu jego nieobecność selekcjoner.

Brzęczek zaprzeczył też, że po meczu z Macedonią doszło w kadrze do kłótni. „Okres po meczu z Macedonią był najspokojniejszy jaki mieliśmy. Jasne jest dla wszystkich, że ta drużyna przez trzy dni nie nauczyła się grać w piłkę. Nie denerwuje mnie krytyka mediów. Kadra to nie jest koncert życzeń. Wiem, że trzeba robić swoje. Liczę, że zostanę doceniony po czasie” – podsumował Brzęczek. Najbardziej zirytowało go stwierdzenie jednego z dziennikarzy, że można już kadrze Polski gratulować awansu do Euro 2020. „A zna pan zespół, który wywalczył awans z 12 punktami? Szanujmy naszych rywali, bo nie jesteśmy nawet na półmetku zmagań” – zganił żurnalistę selekcjoner.

Jakość gry naszej reprezentacji w spotkaniu z Izraelem była bez wątpienia znacznie lepsza od poziomu, jaki pokazała trzy dni wcześniej w Skopje w potyczce z Macedonią Północną. Nie należy jednak przesadzać w ocenach w drugą stronę, bo chociaż zespół Izraela jest wiceliderem grupy i przed przyjazdem do Warszawy rozbił 3:0 na wyjeździe Łotwę, to okazał się dla biało-czerwonych najłatwiejszym jak dotąd rywalem w tych eliminacjach.

Inna sprawa, że nasi piłkarze zagrali w poniedziałek nie tylko z większą ambicją, ale przede wszystkim bardziej zespołowo. Na pochwały zasłużyli wszyscy gracze, łącznie z rezerwowymi, może na dodatkowego cukierka zasłużyli Piątek, Zieliński, Grosicki Krychowiak, lecz po raz kolejny worek słodyczy powinien dostać Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji tym razem strzelił gola tylko z karnego, ale bez niego takie efektowne zwycięstwo byłoby niemożliwe. „Lewy” ma już teraz 106 meczów, tyle samo co Jakub Błaszczykowski, pewnie za chwilę zostanie samodzielnym rekordzistą. Nie musi już się ścigać, ani niczego nikomu udowadniać. Znalazł się w miejscu, z którego może z uśmiechem przygląda ć się narodzinom w kadrze młodych gwiazd, jak Piątek, Kądzior, Zieliński czy Kownacki. Może przez wakacje też do tego wniosku dojdzie, a wtedy w jesiennych meczach biało-czerwoni klepną awans do Euro bez problemu.

Polska – Izrael 4:0
Gole: Krzysztof Piątek (35), Robert Lewandowski (56 karny), Kamil Grosicki (58), Damian Kądzior (84).
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Zieliński, Klich (75. Góralski), Krychowiak, Grosicki (77. Kądzior) – Piątek (73. Milik), Lewandowski.
Izrael: Harush – Dasa, Taha, Yeini, Biton (82. Elhamed), Harush – Peretz, Solomon (72. Saba), Natcho, Kayal (57. Cohen) – Zahavi.
Żółte kartki: Krychowiak – Zahavi, Natcho.
Sędziował: Tobias Stieler (Niemcy).
Widzów: 57 229.

Grupa G
1. kolejka: Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna– Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1
2. kolejka: Polska – Łotwa 2:0; Izrael – Austria 4:2; Słowenia – Macedonia 1:1;
3. kolejka: Macedonia – Polska 0:1; Łotwa – Izrael 0:3; Austria – Słowenia 1:0
4. kolejka: Polska – Izrael 4:0: Łotwa – Słowenia 0:5; Macedonia – Austria 1:4

Tabela grupy G
1. Polska              4    12   8:0
2. Izrael               4      7    8:7
3. Austria            4      6    7:6
4. Słowenia        4       5    7:3
5. Macedonia     4      4    5:7
6. Łotwa             4      0    1:13

 

Szczęśliwa wygrana Polaków w Skopje

Reprezentacja Polski wygrała w Skopje z Macedonią Północną 1:0 po przypadkowym golu, którego zapisano na konto Krzysztofa Piątka. Zagrali jednak na żenującym poziomie, a w poniedziałek czeka ich starcie z bramkostrzelną drużyną Izraela.

Po meczu w Skopie więcej niż o wygranej zespołu Jerzego Brzęczka mówiło się o wybrykach polskich kibiców, których macedońska policja aresztowała za burdy ponad trzystu. O żenująco słabym poziomie gry naszej drużynie najlepiej świadczy to, że zaraz po ostatnim gwizdku sędziego piłkarze naszej drużyny pod wodza kapitana Roberta Lewandowskiego przepraszali obecnych na stadionie w Skopje kibiców, że musieli ogląda takie marne widowisko. W naszym zespole nikt nie zagrał dobrze i nic dziwnego, że przed poniedziałkowym meczem z Izraelem na Stadionie Narodowym w obozie biało-czerwonych panuje nerwowa atmosfera. Ale grać trzeba i wygrać wręcz wypada.

Pięć zwycięstw odnieśli nasi piłkarze w jedenastu dotychczasowych spotkaniach z Izraelem. Poniedziałkowy mecz o punkty eliminacji Euro 2020 będzie pierwszą potyczką obu ekip od 2005 roku. Polska pod wodzą trenera Pawła Janasa zagrała wtedy z Izraelem w Kijowie i wygrała 3:2 po dwóch trafieniach Grzegorza Rasiaka i golu Mirosława Szymkowiaka.
Dotychczasowe mecze Polska – Izrael: 21.06.1959, Wrocław: Polska – Izrael 7:2; 29.11.1959, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:1; 03.12.1966, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 10.02.1988, Tel Awiw: Izrael – Polska 1:3; 19.09.1992, Mielec: Polska – Izrael 1:1; 13.02.1993, Tel Awiw: Izrael – Polska 0:0; 14.09.1994, Tel Awiw, el. ME: Izrael – Polska 2:1; 25.04.1995, Zabrze, el. ME: : Polska – Izrael 4:3; 25.02.1098, Tel Awiw: Izrael – Polska 2:0; 18.08.1998, Kraków: Polska – Izrael 2:0; 17.08.2005, Kijów: Polska – Izrael 3:2. Bilans: 11 meczów, 5 zwycięstw, 4 remisy, 2 porażki, bramki 22:14.

Macedonia Północna – Polska 0:1
Gol: Krzysztof Piątek (47).
Macedonia: Dimitrievski – Bejtulai, Velkovski, Visar Musliu – Ristovski (76. Ademi), Bardi, Nikolov (62. Trajkovski), Elmas, Alioski – Pandev (85. Hasani), Nestorovski.
Polska: Fabiański – Kędziora, Glik, Bednarek, Bereszyński – Frankowski (46. Piątek), Klich (90. Góralski), Krychowiak, Zieliński, Grosicki (70. Rybus) – Lewandowski.
Żółte kartki: Musliu, Nestorovski – Glik, Bednarek. Czerwona kartka: Musliu (85., za drugą żółtą).
Sędziował: Gianluca Rocchi (Włochy).
Widzów: 22 000.

Grupa G
Macedonia Północna – Polska 0:1
Łotwa – Izrael 0:3
Austria – Słowenia 1:0
Tabela:
1. Polska           3   9   4:0
2. Izrael             3   7   8:3
3. Macedonia    3   4   4:3
4. Austria          3   3   3:5
5. Słowenia       3   2   2:3
6. Łotwa            3   0   1:8

 

Kłopoty kadry z odlotem

Reprezentacja Polski wyruszyła do Macedonii Północnej z dwugodzinnym opóźnieniem, ale w końcu dotarła do Skopje. Przed hotelem nie było tłumów, a na piłkarzy czekał już obiad. Ostatecznie podróż nie okazała się więc aż taka męcząca.

Wyczarterowany samolot, którym reprezentacja Polski miała polecieć do Skopje na mecz eliminacji Euro 2020 z Macedonią Północną, uległ awarii w Londynie i kadra biało-czerwonych musiała czekać na lotnisku Chopina w Warszawie prawie dwie godziny, zanim przewoźnik podstawił inny samolot. W końcu nasi piłkarze odlecieli dopiero po 13:00 i z powodu opóźnienia cały harmonogram czwartkowego popołudnia legł w gruzach. Rzecznik prasowy PZPN poinformował na Twitterze, że zaplanowana na 16:30 konferencja prasowa została przesunięta o godzinę, a trening kadry wyznaczono na 18:00.

Takich kłopotów nie mieli rzecz jasna gospodarze meczu. Trener reprezentacji Macedonii Północnej Igor Angelovski na wstępie spotkania z dziennikarzami zapewnił: „To, że gościmy tak dobrą reprezentację jak Polska, powoduje, że będziemy jeszcze bardziej zmobilizowani. Wymagam od moich zawodników, żeby w każdym meczu grali maksymalnie ofensywnie, bo taką mam filozofię gry. Nie zmienię jej akurat na mecz z Polakami. Musimy zapomnieć, że zdobyliśmy już w tych eliminacjach cztery punkty, tylko podejść do meczu tak, jakby był pierwszy. Jestem przekonany, że moi zawodnicy zostawią serce na boisku”.
Selekcjoner kadry Macedończyków został rzecz jasna zapytany, czy ma receptę na powstrzymanie Roberta Lewandowskiego. Angelovski odpowiedział żartobliwie: „Z tego co wiem Lewandowski nie jest chory, a ja nie jestem lekarzem i nie wypisuję recept. Czeka nas mecz z polskim zespołem, a nie z jednym jego zawodnikiem” – powiedział Angelovski.

Do Skopje Brzęczek zabrał taką oto kadrę: bramkarze – Łukasz Fabiański (West Ham), Łukasz Skorupski (Bologna), Rafał Gikiewicz (Union Berlin); obrońcy – Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria), Thiago Cionek (SPAL), Kamil Glik (AS Monaco), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Michał Pazdan (Ankaragucu), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire), Jacek Góralski (Łudogorec), Kamil Grosicki (Hull City), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Karol Linetty (Sampdoria), Damian Szymański (Achmat Grozny), Piotr Zieliński (SSC Napoli); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli) i Krzysztof Piątek (AC Milan).

Którzy z tych zawodników wyjdą na mecz w podstawowej jedenastce? Wiadomo, że bramce stanie Fabiański, co już Brzęczek zdążył już wcześniej ogłosić, z całą pewnością w ataku zobaczymy też kapitana drużyny Roberta Lewandowskiego. W medialnych spekulacjach na temat składu biało-czerwonych sugerowano się ustawieniem graczy podczas gier treningowych, a w nich Brzęczek najczęściej testował sprawdzony już wariant 1-4-2-3-1, czyli z jednym napastnikiem. Jeśli nie była to zmyłka przygotowana na zaspokojenie ciekawości macedońskich szpiegów, to w piątek w Skopje powinni w środku obrony zagrać Glik z Bednarkiem, na prawej flance Bereszyński lub Kędziora, a na lewej Rybus. Dwójkę defensywnych pomocników stworzą zapewne Krychowiak z Klichem, na lewym skrzydle pomocy powinien zagrać Grosicki, na prawej Frankowski, w środku jako rozgrywający Zieliński, a na szpicy „Lewy”.

Trudno stwierdzić, czy jest to obecnie najsilniejszy skład naszej reprezentacji, ale w rezerwie Brzęczek z ofensywnych graczy ma tak naprawdę tylko Milika i Piątka, a w pomocy niemal samych speców od zadań defensywnych – Góralskiego, Szymańskiego, Linettego i Kądziora. Żaden z nich nie nadaje się do kreowania gry, co oznacza, że jeśli słaby dzień będzie miał Zieliński, to w razie kłopotów w starciu z Macedończykami Brzęczek nie ma żadnego asa w rękawie. Chyba, że cofnie Lewandowskiego do pomocy, a w jego miejsce na szpicę pośle Piątka, a na wsparcie jeszcze Milika. Tylko że taki wariant selekcjoner odrzucił. Może to też była zmyłka?

 

Kadra Brzęczka trochę się sypie

Z 28 piłkarzy powołanych przez Jerzego Brzęczka na mecze z Macedonią Północną i Izraelem, z kadry wypadli z powodu kontuzji Wojciech Szczęsny i Arkadiusz Reca, zaś Dawida Kownackiego, Sebastiana Szymańskiego i Roberta Gumnego selekcjoner odesłał na zgrupowanie szykującej się do mistrzostw Europy reprezentacji młodzieżowej.

Po marcowych meczach reprezentacja Polski prowadzi w grupie G z kompletem sześciu punktów i bilansem bramkowym 3:0 (z Austrią 1:0, z Łotwą 2:0). Najbliżsi przeciwnicy naszych piłkarzy zajmują dwa kolejne miejsca w tabeli. Drugi Izrael wygrał z Austrią 4:2 i zremisował ze Słowenią 1:1 (4 pkt, bramki 5:3), a trzecia Macedonia Północna pokonała 3:1 Łotwę i zremisowała 1:1 ze Słowenią (4 pkt, bramki 4:2). Oczywiście kibice w tych krajach nie dopuszczają nawet myśli, że ich drużyny przegrają z Polakami.

U nas też panuje powszechne przekonanie, że chociaż ostatnio reprezentacja nie zachwyca swoją grą, to w tej grupie Lewandowski i spółka „nie mają z kim przegrać”, dlatego oczekuje się od ekipy Brzęczka dwóch kolejnych zwycięstw. „Zdajemy sobie sprawę, że w marcowych spotkaniach z Austrią i Łotwą nie zagraliśmy tak, jak oczekiwaliśmy. Przeanalizowaliśmy te mecze i wiemy, co powinniśmy poprawić, żeby wejść na poziom, który ta drużyna jest w stanie zaprezentować. Ale mecze o punkty to nie jest czas na eksperymenty. Naszym celem jest zakwalifikowanie się do mistrzostw Europy, a sześć punktów jeszcze awansu nie daje, musimy w czekających nach meczach zagrać z maksymalnym zaangażowaniem. Macedonia i Izrael nie należą do światowej czołówki, ale to solidne drużyny. Trzeba będzie z nimi zagrać z maksymalnym zaangażowaniem, bo myślenie, że wystarczą tylko umiejętności, to wielki błąd” – mobilizuje swoich graczy Brzęczek.

W podobny ton uderzył też kapitan naszej reprezentacji Robert Lewandowski, ale on ostatnio apele o maksymalna mobilizację powtarza przed każdym zgrupowaniem. Niestety, nie zawsze są to apele skuteczne. Tym razem „Lewy” przypomniał kolegom, że w przeszłości nasza drużyna miała problemy z utrzymaniem koncentracji zwłaszcza w drugich spotkaniach, granych w krótkim odstępie czasowym po pierwszym meczu. Tym razem biało-czerwoni będą w tym drugim starciu walczyć z zespołem Izraela.

Czy to wystarczy, przekonamy się już w najbliższy piątek. Do gry o punkty eliminacji Euro 2020 zostało Brzęczkowi 23 zawodników, z których drobne problemy zdrowotne mają Kamil Glik (przeciążenie ścięgna Achillesa) i Maciej Rybus (naciągnięcie mięśnia dwugłowego). Pozostali są ponoć w pełni sił, chociaż na różnym poziomie wytrenowania, bo rozgrywki ligowe w Europie skończyły się w maju. Kamil Grosicki na przykład ostatni mecz zagrał na początku maja, potem zdążył wyskoczyć na dwutygodniowy urlop, z którego przyjechał prosto do Polski i ponownie podjął treningi.

Selekcjoner biało-czerwonych zapewniał jednak na zwyczajowej konferencji prasowej, że jest zadowolony stanem fizycznym kadrowiczów. „Większość piłkarzy zakończyła sezon więcej niż dziesięć dni przed meczami z Macedonią i Izraelem, dlatego też zaczęliśmy zgrupowanie nieco wcześniej. Intensywność czwartkowych i piątkowych treningów była już bardzo wysoka” – zapewniał Brzęczek. Uciął też spekulacje na temat obsady reprezentacyjnej bramki pod nieobecność Szczęsnego. „W tej kwestii sprawa jest jasna. Numerem jeden jest Wojtek, ale mamy wspaniałych zawodników na tej pozycji. Teraz podstawowym bramkarzem będzie oczywiście Łukasz Fabiański, który jest zawodnikiem na podobnym poziomie” – zakończył trener Jerzy Brzęczek.

 

Kadra Brzęczka dostała wolne

Nasza piłkarska reprezentacja szykuje się do meczów z Macedonią Północną (7 czerwca) i Izraelem (10 czerwca). Kadrowicze powołani przez Jerzego Brzęczka zebrali się w Warszawie już w czwartek, ale w sobotę selekcjoner dał wszystkim wolne do niedzieli wieczorem.

Selekcjoner wysłał powołania do 28 zawodników, ale z pierwotnego składu kadry ubył kontuzjowany Arkadiusz Reca, co osłabieniem nie jest, bo do reprezentacji wrócił najlepszy od kilku lat polski piłkarz na pozycji lewego obrońcy, czyli Maciej Rybus. On co prawda też miał ostatnio problemy zdrowotne, ale na zgrupowaniu stawił się w pełni sił i trenował z pełnym obciążeniem. Do Warszawy nie przyjechał Wojciech Szczęsny, który przechodzi rehabilitację po artroskopii kolana. To oznacza, że w spotkaniach z Macedonią i Izraelem między słupkami stanie Łukasz Fabiański. Problemy zdrowotne miał też Kamil Glik. Obrońca AS Monaco narzekał na przeciążenie ścięgna Achillesa w prawej nodze i do treningów z drużyną ma przystąpić dopiero w poniedziałek. Dopiero w piątek dotarł prawy obrońca Dymana Kijów Tomasz Kędziora, bo w czwartek grał spotkanie ligowe. Z tego samego powodu dopiero w poniedziałek dotrze zawodnik Chicago Fire Przemysław Frankowski.

Tak więc przygotowania do meczów z Macedonią i Izraelem zaczną się tak naprawdę dopiero od poniedziałku. Na boiskach KS ZWAR i Polonii Warszawa wybrańcy trenera Brzęczka będą ćwiczyć do środy, bo już w czwartek rano mają wylot do Skopje. Powrót do Warszawy ma nastąpić zaraz po meczu, co nastąpi późno w nocy. Sobota zatem będzie dla piłkarzy ulgowa i dopiero w niedzielę potrenuj pod kątem meczu z Izraelem, z którym zmierzą się w poniedziałek 10 czerwca na Stadionie Narodowym.

 

Szczęsny walnął w Recę

Maciej Szczęsny, obecnie zatrudniony w charakterze telewizyjnego eksperta, wywołała burzę stwierdzeniem, iż Jerzy Brzęczek wystawia do gry Arkadiusza Recę, by Wisła Płock dostała od Atalanty Bergamo bonus transferowy wart pół miliona euro.

Za powołanie Arkadiusza Recy, który po przejściu z Wisły Płock (w tym klubie jego trenerem był Jerzy Brzęczek) do Atalanty Bergamo grzał we włoskim klubie ławę, selekcjoner kadry był krytykowany już po jesiennych meczach reprezentacji, a ponieważ w sytuacji tego piłkarza w Atalancie nic od tamtej pory na lepsze się nie zmieniło, jego obecność w kadrze na marcowe mecze eliminacyjne wywołała zrozumiałą fale oburzenia. W spotkaniu z Austrią Reca na boisku się nie pojawił i temat ucichł, lecz z meczu z Łotwą wyszedł w podstawowym składzie i zagrał od pierwszego do ostatniego gwizdka. I trzeba uczciwie przyznać, że zagrał słabo. Miał jednak duży udział w zwycięstwie, bo to z jego podania gola na 1:0 strzelił Robert Lewandowski. Tak na marginesie, Kamil Glik zdobył bramkę na 2:0 z podania Jakuba Błaszczykowskiego, a to drugi z piłkarzy, których obecność w kadrze uważana jest za przejaw nepotyzmu Brzęczka. Można zatem powiedzieć, że w meczu z Łotwą obaj ci zawodnicy dali selekcjonerowi mocne alibi dla podjętych przez niego w ich sprawie decyzji kadrowych.

Obalił to alibi jednak Maciej Szczęsny, który od pewnego czasu próbuje robić karierę telewizyjną w TVP Sport i skwapliwie wykorzystuje każdą wizytę na wizji, żeby utrwalać swój wizerunek bezkompromisowego eksperta. Tym razem pojechał jednak „po bandzie” rzucając w eter, że Arkadiusz Reca dlatego jest w kadrze, bo Brzęczek chce pomóc swojemu byłemu pracodawcy Wiśle Płock w zarobieniu 500 tys. euro. Tyle właśnie pieniędzy, wedle Szczęsnego, płocki klub dostanie, jako transferowy bonus od Atalanty Bergamo, jeśli Reca rozegra co najmniej pięć meczów w reprezentacji Polski.
Piłkarz po meczu z Łotwą nie chciał komentować rewelacji telewizyjnego eksperta, pewnie także dlatego, że jest on ojcem kolegi z reprezentacji Wojciecha Szczęsnego. Jerzy Brzęczek tylko się żachnął i skwitował rzecz krótko: „Nie znam klauzul, jakie są między klubami przy transferach piłkarzy. To opinia pana Szczęsnego, do której ma prawo. Ja patrzę tylko na rozwój i na ewentualną przydatność piłkarzy do kadry”.

Z wyjaśnieniem pospieszyła też Wisła Płock, zamieszczając komunikat tej treści: „W odniesieniu do medialnego zamieszania wokół meczu Polska – Łotwa, Zarząd Wisły Płock informuje, że nie jest upoważniony do ujawniania szczegółów umów transferowych swoich zawodników. Stwierdzamy natomiast stanowczo, że Klub nie otrzymał i nie otrzyma od Atalanty Bergamo środków finansowych z tytułu występów Arkadiusza Recy w reprezentacji Polski. Obecne władze Wisły Płock nigdy w żaden sposób nie podejmowały działań wymuszających grę swoich obecnych lub byłych zawodników w jakichkolwiek reprezentacjach i nie wyobrażają sobie, aby mogło się to stać w przyszłości” – można przeczytać na oficjalnej stronie klubu.
Głos w tej bulwersującej sprawie zabrał też, za pośrednictwem Twittera, prezes PZPN Zbigniew Boniek, który napisał: „Twitterowa szarańcza z tym kontraktem Recy oszalała. Sprawdziłem, klasyczny temat z d..y. Nie pierwszy i ostatni. Skąd w niektórych tyle jadu?”.

Szambo jednak wylało i cała ta sprawa pachnie nieładnie pachnie. Maciej Szczęsny póki co za swoje słowa nie przeprosił ani zarzutów nie odwołał. A są one poważne i nadają się nawet na sądowy procesik, bo chyba tylko tą drogą dałoby się rozwiać wszelkie wątpliwości. A tak wątpliwości pozostaną…

 

Popis Lewandowskiego w reprezentacji

Reprezentacja Polski meczami z Austrią (1:0) i Łotwą (2:0) rozpoczęła rywalizacje o awans do mistrzostw Europy w 2020 roku. To trzecie z rzędu kwalifikacje do wielkiej piłkarskiej imprezy, w których kluczowym graczem biało-czerwonych jest Robert Lewandowski – teraz już nie tylko kapitan i najskuteczniejszy strzelec drużyny, lecz także jej najlepszy gracz. Sześć zdobytych punktów i pozycja lidera grupy to gównie jego zasługa.

Lewandowski najwięcej stracił wizerunkowo na nieudanym występie naszej drużyny w ubiegłorocznym mundialu w Rosji. Jego kariera, dotąd znajdująca się na kursie wznoszącym, mocno wyhamowała, do czego przyczyniły się także jego plany odejścia z Bayernu Monachium, przez które stał się dla niemieckich mediów workiem do bicia. „Lewy” latem ubiegłego roku gruntownie jednak przemyślał swoją strategię kariery i zmienił w niej pryncypia – zamiast odchodzić z Bayernu, zaczął zabiegać o przedłużenie kontraktu, a nawet okazywać przywiązanie do barw tego klubu, czego wcześniej nie robił. Zaczął też wprowadzać zmiany w swoim stylu gry – nadal był pazernym na gole snajperem, ale coraz częściej i z coraz lepszym skutkiem zaczął też stwarzać okazje bramkowe kolegom.

Lewy wciąż stanowi o sile zespołu

Na zgrupowanie przed marcowymi meczami reprezentacji Lewandowski nie jechał jednak z taką pewnością, bo eksplozja strzeleckiej mocy Krzysztofa Piątka w Serie A wznieciła w Polsce dyskusję, czy wobec przeciągającego się braku skuteczności „Lewego” w reprezentacji (osiem kolejnych meczów bez gola) aby nie nadszedł już czas na zmianę w obsadzie pozycji środkowego napastnika na korzyść gracza AC Milan. Poza tym nie jest chyba tajemnicą, że kilku piłkarzy kadry ma duży kłopot z zaakceptowaniem wiodącej roli Lewandowskiego w kadrze, co zresztą doskonale było widać w meczach z Austrią i Łotwą.
Te mecze pokazały jednak dobitnie, że kapitan naszej reprezentacji wciąż stanowi co najmniej połowę piłkarskiej wartości zespołu i ten oczywisty fakt, potwierdzany zresztą w oficjalnych wypowiedziach przez najważniejszych ludzi w polskim futbolu, czyli prezesa PZPN Zbigniewa Bońka i jego zastępcę Marka Koźmińskiego, nie pozwala jego oponentom na podniesienie jawnego buntu.

Wspomniany Koźmiński, przypomnijmy – wiceprezes PZPN ds. szkoleniowych, w jednym z wywiadów udzielonych po meczu Polska – Łotwa stwierdził: „Nie rozumiem osób, które podważają niezaprzeczalną rolę Lewandowskiego w kadrze. Oczywiście Robert nie strzelał goli w kilku meczach, zdarzyły mu się też słabe występy, ale to wciąż lider tej drużyny. Od niego oczekuje się nieprawdopodobnych rzeczy, ale w tych oczekiwaniach trzeba zachować trochę rozsądku. W Wiedniu też grał bardzo dobrze, wypracował fantastyczną sytuację Piątkowi, a z Łotwą oprócz zdobycia kluczowej bramki na 1:0, przez cały mecz ofiarnie walczył i miał jeszcze trzy znakomite podania do kolegów, którym stworzył okazje bramkowe. Jemu takich podań dostarczono mało. Robert dzisiaj jest już trochę innym graczem, nie skupia się wyłącznie na strzelaniu goli, lecz podejmuje się kreować grę zespołu i wypracowuje okazje innym. Nie twierdzę, że nie można go krytykować jeśli zagra słabiej, tylko co u niego znaczy słabiej? Nawet wtedy jest przecież znacznie lepszy od wielu innych zawodników”. Naprawdę trzeba wiele złej woli, żeby nie przyznać Koźmińskiemu racji. Nie ma też podstaw sądzić, że nie zna się na rzeczy.

Dla PZPN awans do Euro 2020 nie jest może kwestią życia i śmierci, ma jednak znaczenie na tyle ważne, żeby nie zostawiać losów awansu wyłącznie w gestii Jerzego Brzęczka. Także dlatego, że jego personalne decyzje i niezrozumiały upór, z jakim przy niektórych obstaje, nie budzą do niego jak na razie pełnego zaufania. Zwycięstwa w spotkaniach z Austrią i Łotwą z pewnością nie da się uznać jako efekt jego trenerskich umiejętności. Biało-czerwoni wygrali te spotkania dosyć szczęśliwie. Nawet Łotysze, chociaż mieli w swoich szeregach graczy z klubów naszej ekstraklasy, a nawet I ligi, sprawiali wrażenie zespołu lepiej przygotowanego do meczu pod względem taktycznym.

Prosta droga do awansu

Po meczu jednak tylko Lewandowski miał odwagę powiedzieć, co w grze biało-czerwonych szwankowała najbardziej. „Parę rzeczy musimy poprawić. Przede wszystkim utrzymywanie się przy piłce i jej rozgrywanie. Musimy szybciej operować piłką, wypracować automatyzmy, dzięki którym będziemy mogli grać „w ciemno”. w meczu z Łotwą zbyt często przyjmowaliśmy piłkę i potem staliśmy z nią w miejscu, a jak wiadomo bez szybkości trudno jest zaskoczyć przeciwnika i stworzyć sytuację do strzelenia gola. Ogólnie rzecz biorąc mamy powody do zadowolenia, bo zrealizowaliśmy założony plan i mamy na koncie komplet punktów. Na kolejnym zgrupowaniu, w czerwcu, będzie trochę więcej czasu na przećwiczenie kilku elementów. Musimy bez przerwy doskonalić naszą grę z myślą nie tylko o eliminacjach, lecz także w kontekście występu w mistrzostwach Europy, do których, w co głęboko wierzę, nasza drużyna awansuje” – zapewniał „Lewy”.

Po pierwszej turze spotkań w grupie G biało-czerwoni znaleźli się na prostej drodze do tego celu, ale sądząc po wynikach innych spotkań to chyba jednak nie Austria będzie ich najtrudniejszym rywalem. Aspiracje do walki o awans z pierwszego miejsca zgłosiły też zespoły Izraela i Macedonii Północnej, a właśnie z tymi zespołami nasza reprezentacja zmierzy się w czerwcu. Najtrudniejszy będzie zapewne mecz z Izraelem na Stadionie Narodowym w Warszawie, niekoniecznie tylko w warstwie sportowej.

Nie mają z kim przegrać?

Po pierwszej turze spotkań nasza reprezentacja ustawiła się w roli faworyta do zwycięstwa w grupie. Gdyby wygrała oba spotkania w czerwcu, pozostałe do rozegrania mecze trener Brzęczek mógłby wykorzystać na przećwiczenie różnych schematów taktycznych, także tych z grą na trzech obrońców i trójkę napastników. Na razie pod tym względem możliwości naszej reprezentacji prezentują się bardzo ubogo. Z Austrią i Łotwą biało-czerwoni zagrali w ustawieniu 1-4-4-2, co łatwo rozszyfrowali i zneutralizowali nawet Łotysze, chociaż to zespół z drugiej setki rankingu FIFA. Przy maksymalnym zaangażowaniu Lewandowskiego, strzeleckim szczęściu Piątka i bramkarskim Wojciecha Szczęsnego polski zespół wyszedł z opresji zwycięsko, lecz bez znaczącej poprawy jakości gry swój ewentualny występ w Euro 2020 zakończy takim samym blamażem jak występ na mundialu w Rosji.

Tylko czy z Arkadiuszem Recą na lewej obronie (jego asysta przy golu Lewandowskiego nie zmienia niskiej oceny jego występu), chaotycznym i bezproduktywnym Kamilem Grosickim, przewidywalnymi w swojej grze Mateuszem Klichem i Grzegorzem Krychowiakiem, zespół tworzony obecnie przez Brzęczka może w ogóle wznieść się na wyższy poziom?

Grupa G
Austria – Polska 0:1; Macedonia Północna – Łotwa 3:1; Izrael – Słowenia 1:1;
Polska – Łotwa 2:0; Słowenia – Macedonia Płn 1:1; Izrael – Austria 4:2.
1. Polska                   2    6    3:0
2. Izrael                    2    4    5:3
3. Macedonia Płn   2    4    4:2
4. Słowenia             2     2    2:2
5. Austria                2     0    2:5
6. Łotwa                  2     0    1:5
Następne mecze
7 czerwca 2019: Macedonia Płn – Polska; Austria – Słowenia; Łotwa – Izrael.
10 czerwca 2019: Polska – Izrael; Łotwa – Słowenia; Macedonia Płn – Austria

 

Orły wśród słabeuszy

Mecz z mającą wielkie aspiracje i trudną do pokonania na jej terenie drużyną Austrii nie był wybitnym występem reprezentacji Polski. Biało-czerwoni wygrali jednak 1:0 i dali dowód, że mimo słabszego okresu to on są w grupie G faworytami do awansu.

Trener Jerzy Brzęczek przed czwartkowym meczem podjął trzy istotne decyzje kadrowe. Pierwsza – wybrał bramkarza numer 1 i postawił na Wojciecha Szczęsnego, druga – wbrew spekulacjom mediów nie wystawił do gry swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego, i wreszcie trzecia, najmniej fortunna – posadził na ławie Krzysztofa Piątka, a do gry u boku Roberta Lewandowskiego wystawił Arkadiusza Milika. Nie była to trafna decyzja, bo Milik zmagał się przed meczem z jakąś infekcją i na dobrą sprawę to on powinien usiąść na ławie. W przerwie został zmieniony, ale o dziwo – nie przez Piątka, tylko Przemysława Frankowskiego. Dopiero wtedy, gdy urazu doznał Piotr Zieliński, selekcjoner biało-czerwonych posłał w jego miejsce Piątka, a napastnik AC Milan zawstydził go zdobywając zwycięską bramkę.

Piątek tym trafieniem przyćmił trochę Roberta Lewandowskiego, ale bez wątpienia to kapitan naszej reprezentacji zasłużył na wyższe oceny. „Lewy” znów wprawdzie nie zdobył bramki, lecz bez dwóch zdań był jednym z najlepszych graczy w polskiej drużynie. W niedzielnym meczu z Łotwą na Stadionie Narodowym (zakończył się po zamknięciu wydania) cała drużyna powinna w podzięce grać na niego z całych sił, żeby wreszcie trafił do siatki.

Także Piątek, chociaż ten piłkarz jest teraz w takim strzeleckim amoku, że na boisku interesuje go tylko zdobywanie bramek. A już na pewno powinien to robić Kamil Grosicki, który w spotkaniu z Austriakami żadnej ze swoich akcji skrzydłami nie zakończył celnym podaniem. Jeśli dodamy do tego beznadziejnie niecelne dośrodkowania z rzutów rożnych i liczne błędy w grze defensywnej, rodzi się poważna wątpliwość co do przydatności tego piłkarza w kadrze. Niestety, ma on w polskich mediach sporą grupę sympatyków zupełnie ślepych na te mankamenty i dostaje od nich wysokie noty, które zaciemniają faktyczny obraz.
W sumie jednak po meczu z Austrią humory kibiców się poprawiły, bo wreszcie po serii sześciu spotkań bez zwycięstwa biało-czerwoni wygrali mecz. Był to też pierwszy triumf Brzęczka w roli selekcjonera kadry. Nikt nie miał wątpliwości, że w niedzielę reprezentacja pod jego wodzą także wygra, chociaż sporą grupę zawodników dopadło przeziębienie. Drużyna Łotwy jest chyba najsłabsza w grupie (w czwartek przegrała z Macedonią na wyjeździe 1:3) i nie wygrać z nią to dzisiaj obciach.

 

Wiedeński test Szczęsnego

Zanim trener Jerzy Brzeczek podał skład biało-czerwonych na mecz z Austriakami, ujawnił na którego z bramkarzy postawi. Zapowiedział, że przez najbliższe pół roku numerem 1 w bramce będzie Wojciech Szczęsny.

Brzęczek o swoim wyborze bramkarz poinformował oficjalnie. „To była trudna decyzja, bo dla mnie zarówno Wojtek Szczęsny, jak i Łukasz Fabiański są równorzędnymi zawodnikami i każdemu należy się pozycja numer 1 w bramce. Ale przepisy pozwalają na wystawienie do gry tylko jednego zawodnika w bramce. Szczęsny jest moim wyborem na pierwsze półrocze eliminacji. Jak będzie w jesiennych meczach pokaże przyszłość” – zaznaczył selekcjoner biało-czerwonych. Trudno mieć do niego o to pretensje. Jakąś decyzję podjąć musiał.

Ale ta była chyba najłatwiejsza. W wyborze zawodników w środku pola w jego przedmeczowych wypowiedziach dało się wyczuć wahanie. Oczywiście nie w przypadku wszystkich dziesięciu graczy. Pewniakami w jego personalnej układance byli Robert Lewandowski, Kamil Glik, Jan Bednarek, Kamil Grosicki, Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński, przewidywanie reszty składu to już były jedynie spekulacje, zależne od taktycznego ustawienia zespołu. Brzęczek zdradził jedynie, że rozpatruje wyłącznie dwa warianty: 1-4-4-2 oraz 1-4-2-3-1. Odrzucał tym samym pojawiające się w mediach sugestie, że powinien wykorzystać znakomitą formę strzelecką Lewandowskiego, Krzysztof Piątka i Arkadiusza Milika i zagrać z Austrią trzema napastnikami.

„Na pewno drużyna jest lepsza niż przed mundialem w Rosji. Decydującym momentem jest to, czy już jest w stanie to pokazać, na co bardzo liczymy. Miniony rok nie był dla nas udany, rozczarowanie było bardzo duże, ale uważam, że jesienne mecze, chociaż żadnego nie wygraliśmy, pokazały duży potencjał zespołu. Dziś pozycja zawodników kadry w klubach jest silniejsza niż była w ubiegłym roku. Naszym zadaniem jest wykorzystać w stu procentach jakość, jaką wypracowali w klubach” – podkreślał Brzęczek, zarówno w wypowiedziach dla polskich, jak i austriackich mediów. Starał się też rozwiać wątpliwości w kwestii swoich relacji z Lewandowskim. „Robert jest najlepszym strzelcem w historii naszej reprezentacji. Wiadomo, jak ważną jest postacią w polskiej piłce. Cała drużyna liczy na jego skuteczność tak, jak w poprzednich eliminacjach. To jest nasz kapitan, nasza największa gwiazda, na której spoczywa wielka odpowiedzialność” – przekonywał.

Podobnie uważał trener zespołu Austrii Franco Foda, który nie ukrywał, że wyłączenie z gry Lewandowskiego będzie kluczowe dla wyniku spotkania. Mecz z Polska był dla selekcjoner austriackiej kadry 13. w tej rol. Jego bilans jest duo lepszy ni Brzęczka (sześć meczów, trzy remisy i trzy porażki): osiem zwycięstw, jeden remis i trzy porażki. 52-letni niemiecki szkoleniowiec zaczął pracę od pięciu zwycięstw z rzędu. Pokonał m.in. Urugwaj (2:1), Rosję (1:0) i Niemcy (2:1). W Lidze Narodów Austriacy rywalizowali w grupie B trzeciej dywizji z Irlandią Północną oraz Bośnią i Hercegowiną, zajmując drugie miejsce.
Na starcie eliminacji do Euro 2020 pokonanie uważanej za najmocniejsza w grupie reprezentacji Polski byłoby idealnym otwarciem. Foda nie mógł skorzysta z kilku kluczowych piłkarzy, ale ich absencji bagatelizował. „Zmieniają się piłkarze, ale nie nasz plan gry” – zapewniał w wypowiedziach.

I dawał do zrozumienia, że kluczem do powodzenia jego zespołu będzie szczelna defensywa. „ Polacy mają mocną ofensywę z Lewandowskim z Bayernu, Milikiem z Napoli i Piątkiem z Milanu, więc nie możemy podjąć z nimi otwartej gry. Podstawą naszego sukcesu będzie solidna defensywa. Chcemy jak najbardziej zabezpieczyć przestrzenie między formacjami” – zdradzał swój plan Foda.

O dziwo, Brzęczek mówił podobnie. „Nie możemy się koncentrować tylko na ofensywie i pięknej grze, bo decydująca będzie zdyscyplinowana gra w defensywie. Austriacy potrafią bezwzględnie wykorzystać okazję, jeśli trafią na drużynę lekceważącą tę zasadę” – zapewniał. I mieliśmy nadzieję, że wie, co mówi. Nie napiszemy jednak jak było faktycznie, bo mecz Austria – Polska zakończył się po zamknięciu wydania.

 

Wiedeński test kadry

Jeśli wierzyć zapewnieniom selekcjonera Jerzego Brzęczka, reprezentacja Polski jest gotowa do czwartkowego meczu z Austrią – pierwszego w eliminacjach Euro 2020. Ale bukmacherzy są sceptyczni w ocenie szans biało-czerwonych i za zdecydowanego faworyta tej potyczki uważają zespół gospodarzy.

Wybrańcy Jerzego Brzęczka stawili się na zgrupowanie kadry w Warszawie w ustalonych terminach. Pod hotel Double Tree podjeżdżali samochodami, co dla niektórych było dobrą okazją do pochwalenia się swoimi „brykami”. Motoryzacyjne preferencje kadrowiczów zlustrował „Super Express” i wedle opinii tabloidu najdroższym autem pochwalił się Wojciech Szczęsny. „Bramkarza Juventusu Turyn podwiozła żona Marina, a kibice zachwycali się luksusowym Bentleyem wartym ponad milion złotych!” – pisał „SE”.

Niewiele mniejsze wrażenie zrobił Maybach Roberta Lewandowskiego, którego cenę tabloid oszacował na milion złotych. Kapitan biało-czerwonych nie powoził jednak osobiście luksusową bryką, tylko robił to jego ochroniarz. Ale już Arkadiusz Milk podjechał pod hotel Mercedesem klasy A za niewiele ponad sto tysięcy złotych, zaś Krzysztof Piątek w ogóle nie podjął wyzwania, bo przyjechał taksówką.

Trzeba jednak przyznać, że w wydatkach na samochody nasi piłkarze nie oszczędzają i pod hotelem Double Tree urządzili (oprócz Piątka) mały motoryzacyjny pokaz aut z górnej półki cenowej. Wielkiej publiczności jednak nie mieli, bo po nieudanych mistrzostwach świata w Rosji i kiepskich występach w drugiej połowie ubiegłego roku, popularność reprezentantów mocno spadła i póki co pod hotelem nie gromadzą się już takie tłumy fanów jak miało to miejsce przed rosyjskim mundialem. Euforię fanów mogą odrodzić tylko zwycięstwa i awans do finałów mistrzostw Europy. Tylko czy reprezentację Polski na to teraz stać?

Bukmacherzy są sceptyczni

Mimo absencji kilku czołowych graczy kadry Austrii, w zakładach bukmacherskich wyżej stoją akcje gospodarzy czwartkowego meczu. Za każdą złotówkę postawioną na Austriaków można zarobić, w zależności od bukmachera, średnio około 2-3 zł. Za trafnie wytypowane zwycięstwo biało-czerwonych, a także remisu, w zakładach płacone jest 3,5 do 1. Kiepska strzelecka passa Roberta Lewandowskiego w reprezentacji też znalazła odbicie w bukmacherskich stawkach – za każdą złotówkę postawioną na to, że w spotkaniu z Austrią ustrzeli hat-tricka, są gotowi płacić 40 złotych. Nie mają natomiast żadnych wątpliwości co do hierarchii napastników w polskiej kadrze – w zakładach o to, który z nich zagra w podstawowym składzie najmniej da się zarobić stawiając na „Lewego”, a najwięcej stawiając na Piątka.

Na szczęście to nie bukmacherzy decydują o wynikach i personalnych wyborach (na szczęście póki co nie ma dowodów, że jest inaczej), więc kibice bardziej kierują się opiniami trenerów i zawodników. A w nich obraz sytuacji prezentuje się zgoła odwrotnie. Trener Austriaków Franco Foda w licznych wywiadach podkreślał klasę polskich piłkarzy i zazdrościł Jerzemu Brzęczkowi zwłaszcza kłopotu bogactwa w linii ataku. „My nie mamy napastników tej klasy. Prawdę mówiąc, w mojej drużynie grałby Łukasz Teodorczyk, dla którego w polskiej kadrze zabrakło miejsca” – przyznał austriacki szkoleniowiec. Tak do końca nie można mu jednak wierzyć, bo nie bez powodu po losowaniu grup uśmiechał się od ucha do ucha. W grupie G oprócz Polski i Austrii znalazły się jeszcze zespoły Izraela, Macedonii i Słowenii, ale w powszechnej ocenie o awans bić się będą Polacy i Austriacy. Dlatego czwartkowe spotkanie w Wiedniu jest takie ważne.

Znów mamy boską drużynę?

Brzęczek na początku zgrupowania kadry podczas spotkania z dziennikarzami przeciął spekulacje na temat gry trzema napastnikami. Takie ustawienie sugerowały polskie media zachwycone kapitalną formą strzelecką Lewandowskiego, Piątka i Milika. Selekcjoner biało-czerwonych zamknął jednak temat. „Zaczynając pracę z kadrą mówiłem, że bazowymi ustawieniami będą 1-4-2-3-1 oraz 1-4-4-2. Tak chcemy grać w najbliższych meczach” – stwierdził Brzęczek. No cóż, takie jego prawo, ale warto zauważyć, że nasza reprezentacja pod jego wodzą stosując oba te taktyczne warianty jeszcze nie wygrała meczu. Nie ma co robić z tego tajemnej wiedzy. Prawda jest taka, że to nie systemy taktyczne, nawet najbardziej wymyślne, grają na boisku, tylko piłkarze. Podstawą sukcesu jest zatem wybór odpowiednich zawodników.

Brzęczek ma do dyspozycji 28 graczy, a przed meczem z Austrią zdąży przeprowadzić z nimi tylko jeden normalny trening. Jeśli zatem miałby na jego podstawie dokonać selekcji, to całkiem niewykluczone, że w czwartek o 20:45 na murawę wiedeńskiego stadionu wyjdzie w biało-czerwonych barwach, jak zwykł to określać Jan Tomaszewski – „boska drużyna, bo tylko Bóg wie, jak ona w meczu zagra.

W najlepszych czasach Adama Nawałki ten dowcip został odesłany do lamusa i zaczęliśmy wierzyć, że nigdy go już nie trzeba będzie przytaczać. Po mundialu w Rosji i sześciu meczach Brzęczka bez zwycięstwa sytuacja się zmieniła i ponownie przed meczem biało-czerwonych nie mamy pewności, którzy piłkarze w nim zagrają i jak w nim zagrają. Co gorsza, nie mamy też przekonania, że jakąś wiedzę na ten temat posiada selekcjoner.