Kowalczyk się wykłóca, a Wierietielny z tego śmieje

Korzystając z odmrożenia polskiego sportu kadra biegaczek narciarskich rozpoczęły zgrupowanie w Zakopanem. Po raz pierwszy pod wodzą nowego trenera, Słowaka Martina Bajcicaka, ale po dawnemu z Justyną Kowalczyk w roli asystentki, zawodniczki oraz nieformalnej szefowej. W ekipie znalazł się niespodziewanie także poprzedni szkoleniowiec, Aleksander Wierietielny, choć ponoć jedynie towarzysko.

Na pierwszym w tym sezonie zgrupowaniu w stolicy polskich Tatr stawiło się sześć zawodniczek – Izabela Marcisz, Monika Skinder, Weronika Kaleta, Karolina Kaleta, Karolina Kukuczka oraz Hanna Popko. Miała być jeszcze Eliza Rucka, ale tę zawodniczkę trapią jakieś niewyjaśnione problemy zdrowotne. Poinformowała o tym sama Justyna Kowalczyk w felietonie zamieszczonym na łamach „Gazety Wyborczej”. „Szkoda, bo to utalentowana i pracowita dziewczyna. Jednak bez trafnej diagnozy i przede wszystkim sposobu zapobiegania omdleniom, byłoby zbyt dużym ryzykiem pozwolić jej trenować. Pozostaje mieć nadzieję, że mądre głowy zajmą się w końcu Elizką i szybko do grupy wróci”.
Niewątpliwą niespodzianka jest pojawienie się na zgrupowaniu Aleksandra Wierietielnego, który po ubiegłym sezonie oficjalnie ogłosił przejście na emeryturę. Przyczyny wyjawił swego czasu w jednym z wywiadów prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.
„Trener Wierietielny już w listopadzie ubiegłego roku podczas spotkania w siedzibie związku powiedział mi, że czuje się już bardzo zmęczony, że jeszcze dociągnie do końca tego sezonu, ale już dłużej nie będzie kontynuował pracy z kadrą i odejdzie. Przypomniał mi wtedy, że w końcu ma już 72 lata, a prowadzenie kadry biegaczek to męczące zajęcie i trzeba je powierzyć komuś młodszemu”.
Wygląda jednak na to, że Wierietielny po kilku miesiącach spędzonych na dobrowolnej emeryturze odzyskał chęć do pracy i postanowił na własne oczy sprawdzić, jak jego następca pracuje z kadrowiczkami. Oddajmy tu ponownie głos Justynie Kowalczyk, która tak w „GW” opisała nową rolę swojego mentora: „Przyjeżdża, jak zawsze pierwszy, na treningi i się śmieje, że społecznie pracuje mu się lżej. Tak, tak. Dalej pracuje. Z kadrą. Obiecał dziewczynom, że będzie na każdym treningu, gdy będą w Zakopanem i będzie się starał odwiedzać je, gdy będą gdzieś dalej. Mimo wieku, którym się teraz zasłania, Trener Wierieltielny zaangażowaniem w pracę spokojnie obdzieliłby trzech młodszych szkoleniowców. Znów zawstydza działaczy. I z ironią się śmieje, cwaniak, że teraz ja muszę się wykłócać o zgodę na zakup izotoników czy witaminy C na majowy obóz” – napisała legendarna „Królowa zimy”.
Następnym razem powinna w końcu wymienić z nazwiska tych działaczy PZN, z którymi musi kłócić się o takie przyziemne sprawy. Bo chyba nie prosi o zgodę na zakup witaminy C prezesa Tajnera?

Rzuciła narty dla medycyny

Norweska mistrzyni olimpijska w biegach narciarskich Astrid Uhrenholdt Jacobsen, kiedyś jedna z rywalek Justyny Kowalczyk, w minioną środę ogłosiła zakończenie sportowej kariery.

Decyzję 33-letniej Jacobsen, która w ostatnich latach uprawianie narciarstwa biegowego łączyła z powodzeniem ze studniami medycznymi na uniwersytecie w Oslo, przyspieszyła praca w szpitalu. Narciarka kończy ostatni rok studiów i musiała zaliczyć obowiązkową, półtoramiesięczną praktykę. „Widząc co się dzieje podczas epidemii koronawirusa doszłam do wniosku, że niesienie pomocy ludziom i walka o ich życie są o wiele ważniejsze, niż sport wyczynowy. Walka o głupie sekundy z nartami na nogach, tak naturalna dla mnie jeszcze trzy miesiące temu, nagle stała się kompletnie nieważna. Mój światopogląd diametralnie się zmienił” – stwierdziła biegaczka przed kamerami telewizji NRK.
Jacobsen na w sportowym dorobku złoty medal olimpijski w sztafecie, zdobytym w Pjongczangu, a oprócz tego wywalczyła również 10 medali mistrzostw świata – trzy złote, dwa srebrne i pięć brązowych. Ma również na koncie 14 tytułów mistrzyni Norwegii.

48 godzin sport

Królowa zimy wychodzi za mąż
W życiu Justyny Kowalczyk szykuje się wielka zmiana. Nasza olimpijska mistrzyni trzyma swoje prywatne życie w tajemnicy, lecz kilka miesięcy temu przestała ukrywać swój związek z taternikiem i wspinaczem górskim Kacprem Tekielim. W tym roku „Królowa zimy” zamierza wyjść za niego za mąż, co niefrasobliwie ujawnił jej były trener Aleksander Wierietielny, który w wywiadzie udzielonym jednemu z rosyjskich portali internetowych zdradził nie tylko zamiar, ale także termin ślubu. „Justyna ma wyjść za mąż w maju. Mam zaproszenie na jej ślub” – pochwalił się były już trener polskiej kadry biegaczek narciarskich, bo jak wiadomo po tym sezonie 72-letni szkoleniowiec postanowił definitywnie przejść na emeryturę. Kowalczyk raczej nie będzie miała do niego pretensji, bo sama niedawno wrzuciła na Instagramie zdjęcie, na którym niby od niechcenia prezentuje na palcu pierścionek do złudzenia wyglądający jak ślubna obrączka. Problem w tym, że z powodu epidemii koronawirusa majowy termin ślubu mistrzyni nart może być trudny do dotrzymania.

PZLA przełożył mistrzostwa Polski z czerwca na sierpień
Polski Związek Lekkiej Atletyki przełożył zaplanowane na 25-26 czerwca mistrzostwa Polski we Włocławku. Nowy termin wyznaczono na 15 sierpnia, ale ostateczna decyzja i tak uzależniona jest od rozwoju epidemii koronawirusa. Gospodarzem przeniesionych na sierpień mistrzostw także będzie Włocławek.

Mistrzostwa świata w lotach narciarskich odbędą się w grudniu
Mistrzostwa świata w lotach narciarskich miały odbyć się w Planicy na zakończenie sezonu 2019/2020. Z powodu pandemii koronawirusa Miedzynardowa Federacja Narciarska przerwała sezon w trakcie norweskiego cyklu zawodów Raw Air i odwołała imprezę w Planicy. Teraz ogłosiła, że chce przeprowadzić te zawody w drugiej połowie grudnia, przed świętami Bożego Narodzenia.

Węgierska kadra pływacka zarażona koronawirusem
Węgierska federacja pływacka poinformowała, że w kadrę narodowej przebywającej w marcu na zgrupowaniu w tureckim Erzurum doszło do zarażenia koronowirusem. Wśród zakażonych znaleźli się m.in. medalistka olimpijska i mistrzyni świata Boglarka Kapas, brązowy medalista mistrzostw świata i Europy Dominik Kozma oraz Richard Bohus i David Horvath. Cała ekipa po powrocie do kraju została poddana kwarantannie.

Koniec sezonu w polskiej lidze ping-ponga
Z powodu pandemii koronawirusa zarząd Polskiego Związku Tenisa Stołowego podjął decyzję o zakończeniu rozgrywek ligowych szczebla centralnego. Mistrzem ekstraklasy kobiet została Enea Siarka Tarnobrzeg, zaś mistrzem ekstraklasy mężczyzn Kolping Frac Jarosław. Podjęto też decyzje w sprawie spadkowiczów. Z kobiecej ligi zdegradowane zostały dwa ostatnie zespoły – KU AZS PWSiP Metal-Technik Łomża oraz ATS Białystok, natomiast z męskiej Poltarex Pogoń Lębork i Warta Kostrzyn nad Odrą. W ich miejsce awansowały najlepsze zespoły z zaplecza ekstraklasy.

Włoski motocyklista przyłapany na zabronionym dopingu
Andrea Iannone został zawieszony na 18 miesięcy za złamanie przepisów antydopingowych. Kara nałożona przez FIM na 30-letniego włoskiego motocyklistę obowiązuje do połowy czerwca 2021 roku. Iannone zapowiedział złożenie odwołania do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie, albowiem twierdzi, że zabroniony specyfik trafił do jego organizmu za pośrednictwem mięsa, które zjadł podczas rozegranego 3 listopada ub. roku wyścigu o Grand Prix Malezji na torze Sepang.

Hojny gest solidarności piłkarzy Barcelony
Władze FC Barcelona doszły do porozumienia ze sportowcami swojego klubu w sprawie obniżenia pensji na okres trwania pandemii koronawirusa. Najdłużej trwały pertraktacje z piłkarzami, ale w końcu także oni zgodzili się na cięcie wynagrodzeń. O zawartej ugodzie poinformował w mediach społecznościowych kapitan drużyny Leo Messi. On i jego koledzy na czas zawieszenia rozgrywek zrzekli się 70 procent swoich wynagrodzeń, a ponadto postanowili przekazać z własnej kieszeni dodatkowe pieniądze, które mają zostać wykorzystane do utrzymania pensji pozostałych pracowników klubu na dotychczasowym poziomie. „Trochę to trwało, ale dla nas priorytetem było znalezienie sposobu na realną pomoc nie tylko klubowi, ale też tym, którzy w obecnej sytuacji są najmocniej pokrzywdzeni. Muszę jednak stwierdzić, że mnie i moich kolegów mocno zabolało, że ktoś wewnątrz klubu próbował w ostatnim czasie za pośrednictwem mediów wywierać na nas presję. Niepotrzebną, bo dobro klubu i wszystkich pracujących w nim osób jest dla nas równie ważne, jak nasze własne i naszych rodzin” – oznajmi Messi. Dzięki poświęceniu piłkarzy w kasie Barcelony zostanie co najmniej 100 mln euro.

Dramat polskiej sztafety juniorek

Nasze biegaczki narciarskie, startujące w miniony piątek w rozgrywanym w ramach mistrzostw świata juniorów biegu sztafetowym, przeżyły sportowy dramat. Polki dobiegły do mety jako pierwsze w stawce, co było historycznym wyczynem, lecz nie zdążyły się nawet nacieszyć sukcesem, bo zostały przez sędziów zdyskwalifikowane.

W rozegranym w niemieckim Oberwiesenthal biegu polska sztafeta wystartowała w składzie: Karolina Kaleta, Monika Skinder, Magdalena Kobielusz oraz Izabela Marcisz. Na mecie Polki wyprzedziły o drużynę Niemiec o 10,2 s, a trzecią ekipę Szwajcarii o 47,3 s. Niestety, już po biegu okazało się, że Polki i Niemki pomyliły się na trasie i w końcówce pobiegły po krótszej pętli. W związku z tym oba zespoły zostały zdyskwalifikowane, a tytuł mistrzyń świata przypadł Szwajcarkom. W polskiej ekipie łzy popłynęły strumieniem, bo zawodniczkom było żal straconej szansy na pierwszy w historii triumf w biegu sztafetowym.
Justyna Kowalczyk w mediach społecznościowych wyraziła szereg zastrzeżeń pod adresem organizatorów biegu sztafetowego. „Mieliśmy na tych mistrzostwach mnóstwo nakazów. Kary są za każdy krok w złą stronę. A jaka jest kara za nieprzygotowanie trasy do rywalizacji?” – napisała Kowalczyk. „Jak to możliwe, żeby zawodnik mógł pobiec w inną stronę? Dlaczego rozjazd nie był zagrodzony? Zawodnik może być zdenerwowany, może mu okularki śnieg zasypać, może być zmęczony. Trasa ma być oznaczona!” – dodała mistrzyni olimpijska. A na koniec przywaliła już prosto z mostu: „Gdzie był delegat techniczny? Kamerował na podbiegu tych trenerów (mnie też) i rodziców, którzy podbiegali z zawodnikami. Za to są kary pieniężne. To było dziś dla niego najważniejsze. Moje dziewczęta zostały zdyskwalifikowane i płaczą teraz, a jury? Miłego wieczoru!” – zakończyła swój wpis Kowalczyk.

Marcisz przebiła nawet Kowalczyk

Takiego wyczynu w wieku juniorki nie dokonała nawet Justyna Kowalczyk. 19-letnia Izabela Marcisz podczas mistrzostwa świata juniorów w Oberwiesenthal wywalczyła trzy medale – dwa srebrne (w sprincie i na 15 kilometrów stylem dowolnym) oraz brąz na 5 kilometrów stylem klasycznym.

Nigdy wcześniej polska biegaczka narciarska w juniorskich mistrzostwach globu nie zdobyła trzech medali. Nasza najlepsza biegaczka wszech czasów Justyna Kowalczyk, która dzisiaj jest trenerką Izabeli Marcisz w kadrze Polski, jako juniorka wywalczyła tylko jeden srebrny krążek – 17 lat temu była druga w sprincie w czempionacie rozegranym w szwedzkiej Sollefteamie.
Marcisz medalowe żniwa zaczęła od srebra w sprincie, potem wywalczyła brąz na 5 km techniką klasyczną, a na koniec dołożyła kolejne srebro na 15 km techniką łyżwową. Jej sukces to zasługa trenerskiego duetu Aleksander Wierietielny – Justyna Kowalczyk. Sukces wprawdzie został odniesiony w rywalizacji juniorek, ale to dobrze prorokuje na przyszłość. Tym bardziej niepokojące są plotki, że trener Wierietielny po tym sezonie chce zrezygnować z dalszego prowadzenia kobiecej kadry biegaczek.

Tęsknią za Kowalczyk

Po zakończeniu sportowych karier przez Marit Bjoergen i Justynę Kowalczyk, na biegowych trasach króluje teraz niepodzielnie Therese Johaug. Nie cieszy się jednak w swoim kraju wielkim uznaniem.

W plebiscycie na najlepszych norweskich sportowców mijającego roku dziennika „Verdens Gang” Johaug zajęła dopiero trzecie miejsce, przegrywając z piłkarką Adą Hegerberg, która zajęła drugą lokatę oraz z mistrzem świata na 400 metrów przez płotki Karstenem Warholmem, który w plebiscycie zwyciężył. W pierwszej dziesiątce plebiscytu, biegi narciarskie poza Johaug reprezentuje jeszcze tylko czwarty w zestawieniu Johannes Klaebo. W komentarzach dominowały z tego powodu nostalgiczne tony, bo przecież dotąd panowało powszechne przekonanie, iż biegi narciarskie są w Norwegii sportem narodowym, jak futbol w Brazylii czy krykiet w Indiach.

Co się więc stało, że przedstawiciele tego sportu zaczęli ustępować we wskaźnikach popularności reprezentantom lekkoatletyki i piłki nożnej? Dziennik „Dagbladet” postawił w swoim redakcyjnym komentarzu tezę, że „czas złotej ery biegów narciarskich minął wraz z zakończeniem kariery przez Justynę Kowalczyk, której pojedynki z Marit Bjoergen elektryzowały całą Norwegię”. Dodajmy, nie tylko pojedynki na biegowych trasach, także utarczki słowne do jakich między nimi dochodziło z powodu stosowanych przez norweska gwiazdę anabolicznych leków na astmę. Tegoroczna edycja Tour de Ski nie budzi już w Norwegii dawnego zainteresowania, bo jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji było dla wszystkich jasne, że jeśli Johaug nie przeszkodzi jakiś wyjątkowy pech, to wiadomo że to ona wygra zawody i pozbawi kibiców tak cenionych przez nich emocji do ostatnich sekund i metrów, jakie przez wiele lat gwarantowała im polska gwiazda w starciach z norweskimi rywalkami”. Już pierwszy etap Tour de Ski, bieg na 10 km technika dowolną, potwierdził te prognozy. Johaug, która w tym sezonie prowadzi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, potwierdziła wysoką formę.

 

Kowalczyk rozrabia w słusznej sprawie

Nasza najwybitniejsza biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk znów nie zdzierżyła. W swoim felietonie w „Gazecie Wyborczej” skrytykowała pracowników COS-u w Zakopanem, którzy nie naśnieżyli sztucznie choćby niewielkiego odcinka trasy biegowej, przez co musiała za grube pieniądze jechać z kadrą biegaczek do Ramsau.

Nawet w czasach gdy Kowalczyk zdobywała olimpijskie medale, to w kraju nie miała gdzie trenować. Dzisiaj też ma z tym problem. I podaje przykład. (…)„Zaklinałam prognozy pogody. Ha! Będzie duży mróz! Czyli w Zakopanem na pewno narobią śniegu z armatek i za dwa dni będziemy mieli po czym biegać! W Kasinie Wielkiej w tym czasie cały stok zjazdowy zrobili. A w Zakopanem nic. . (…) Niech mi nikt nie mówi, że to z braku funduszy. COS jest państwowy, ale państwowe są też pieniądze, które wydałam na szybko organizowany obóz w Ramsau. Gdyby za podobną kwotę naśnieżono dwa kilometry trasy, korzystałaby nie tylko kadra biegaczy, ale i szkoła sportowa, i kluby, i zwykli ludzie, którzy dla zdrowia chcieliby sobie pobiegać. Na pewno byłoby to bardziej opłacalne niż wysyłanie kadry za granicę. Ale nie, każdej zimy to samo” – grzmi Kowalczyk. Trudno w tej sprawie nie przyznać jej racji.

 

Skoczkowie bez medalu

W sobotnim konkursie indywidualnym nasi reprezentanci wypadli poniżej oczekiwań. Najlepszy z nich, Kamil Stoch, zajął dopiero piąte miejsce. Niedzielny konkurs drużynowy miał poprawić nam humory. Nie poprawił. Biało-czerwoni zajęli dopiero czwartą lokatę.

Znakomita postawa naszych skoczków w Pucharze Świata dawała mocne podstawy do snucia medalowych planów w tegorocznych mistrzostwach świata w Seefeld. Dla kibiców sportów zimowych było oczywiste, że jeśli w Austrii biało-czerwoni wywalczą jakiś krążek, to zrobią to wyłącznie skoczkowie. W biegach narciarskich i kombinacji norweskiej nie było na to żadnych szans, chociaż w sztafecie drużynowej swój start zapowiedziała Justyna Kowalczyk.

Starczyło sił na 10. miejsce

W niedzielny poranek odbyła się rywalizacja w sprincie drużynowym. Dla Justyny Kowalczyk udział w tych zawodach był powrotem do zmagań z najlepszymi zawodniczkami na świecie ze sportowej emerytury. Jej partnerką była utalentowana juniorka Monika Skinder. W pierwszym biegu na liście startowej znalazły się reprezentantki Norwegii, Szwecji, Finlandii, Niemiec, Włoch, Kanady, Kazachstanu, Słowacji i Wielkiej Brytanii. W drugim biegu półfinałowym oprócz reprezentantek Polski na liście startowej znalazły się Amerykanki, Rosjanki, Szwajcarki, Słowenki, Białorusinki, Ukrainki, Czeszki, Chinki i Tajki.

Na pierwszej zmianie pobiegła Kowalczyk. Najbardziej utytułowana polska biegaczka w historii wyprowadziła nasz zespół na prowadzenie. Skinder na drugiej zmianie przybiegła już jednak jako trzecia, ale jej strata do najlepszych nie była jeszcze dużą. Biegnąca na piątej zmianie Kowalczyk utrzymała piątą lokatę, a Skinder powtórzyła wyczyn swojej trenerki i tak oto Polki awansowały do finału. Z przedostatnim czasem w dziesięciozespołowej stawce, więc nikt na medale nie liczył. Nawet nasza „Królowa zimy” uczciwie przyznawała, że będzie zachwycona jeśli wywalczą ósma lokatę.

Ostatecznie w finale sprintu drużynowego techniką klasyczną Kowalczyk i Skinder zajęły ostatnie, dziesiąte. Po fantastycznym finiszu wygrały Szwedki (Stina Nilsson, Maja Dahlqvist), przed Słowenkami (Katja Visnar, Anamarija Lampic) i Norweżkami (Ingvild Flugstad Oestberg, Maiken Caspersen Falla). Kolejne miejsca zajęły Rosjanki, Amerykanki, Niemki, Finki, Szwajcarki i Białorusinki. Biegnąca na ostatniej zmianie 18-letnia Skinder minęła linię mety z ogromną stratą nawet do przedostatnich Białorusinek, ale biorąc pod uwagę, że dla niej był to pierwszy finał mistrzostw świata, to już samo miejsce wśród najlepszych duetów można uznać za sukces. Naszym biegaczom, Dominik owi Buremu i Maciejowi Starędze, nie udało się nawet przebrnąć do półfinału. Sprint drużynowy mężczyzn wygrali Finowie Emil Iversen i Johannes Hoesflot Klaebo. Na podium stanęli jeszcze Rosjanie i Włosi.

Cała nadzieja w skoczkach

Nic zatem dziwnego, że fani sportów zimowych z niecierpliwością czekali na zaplanowany na niedzielne popołudnie konkurs drużynowy w skokach narciarskich. Ale i z uzasadnionym niepokojem, bowiem dzień wcześniej nasi skoczkowie nie zachwycili w konkursie indywidualnym na dużej skoczni. Mistrzostwo świata na tym obiekcie wywalczył Markus Eisenbichler. Niemiec, który był drugi po pierwszej serii, wyprzedził swojego rodaka Karla Geigera oraz rewelacyjnie skaczącego ostatnio Szwajcara Killiana Peiera. Kamil Stoch zdołał awansować o dwa miejsca, ale ostatecznie zajął piątą lokatę. Po wnikliwej analizie pojawiły się jednak wątpliwości, czy sędziowie nie skrzywdzili trzykrotnego mistrza olimpijskiego, odbierając mu przy pomiarze odległości półtora metra oraz przy wyliczaniu współczynników za wiatr. Gdyby skoki naszego najlepszego skoczka oceniono rzetelnie, mógłby wywalczyć nawet srebrny medal. Podobne pretensje mógł mieć też lider Pucharu Świata Japończyk Ryoyu Kobayashi, którego też jurorzy skrzywdzili w ocenach.

Pozostali polscy skoczkowie nawet nie zbliżyli się do podium. Dawid Kubacki był 12., Piotr Żyła zajął odległą 19. lokatę, a Jakub Wolny nie zakwalifikował się nawet do serii finałowej i zakończył rywalizację na 40. miejscu. Słaby występ kosztował go utratę miejsce w kadrze na niedzielny konkurs drużynowy. Wolnego zastąpił Stefan Hula. Jak się później okazało nie była to fortunna zmiana. Dwa lata temu w Lahti mistrzostwo świata na dużej skoczni zdobył Austriak Stefan Kraft przed Niemcem Andreasem Wellingerem, a Piotr Żyła wywalczył brązowy medal. W tym roku w Seefeld żaden z nich nie powtórzył tych wyników.

Pół drużyny zawiodło

Dla polskich kibiców niepokojące było także to, że po zsumowaniu wyników w konkursie indywidualnym nasz kwartet nie zmieścił się jako drużyna w czołowej trójce, a to nie była dobra wiadomość przed niedzielnym konkursem drużynowym. Już po pierwszej serii stało się jasne, że biało-czerwoni nie obronią mistrzowskiego tytułu zdobytego dwa lata temu w Lahti. Skaczący poprawnie, ale znacznie poniżej swoich możliwości oraz słabiej na tle najlepszych rywali Dawid Kubacki i Kamil Stoch nie byli w stanie nadrobić strat w punktacji, jakie poczynili startujący na dwóch pierwszych zmianach Piotr Żyła i zwłaszcza Stefan Hula. Przed drugą serią nasza drużyna zajmowała dopiero czwarte miejsce, a na domiar złego Żyła zaliczył jeszcze słabszy skok niż w pierwszej próbie, a Hula poprawił się tylko nieznacznie. Kubacki i Stoch mogli już powalczyć jedynie o brązowy medal z Japończykami, bo Niemcy i Austriacy byli już poza zasięgiem. Niestety, 126,5 m Kubackiego i 122,5 m Stocha starczyły na utrzymanie tylko 4. miejsca. Kiedyś byłby to sukces, dzisiaj taki wynik to klęska.

 

Cała nadzieja w skoczkach

Na rozpoczęte w środę 20 lutego mistrzostwa świata w Seefeld Polski Związek Narciarski wystawił 18-osobową kadrę. Z naszych reprezentantów realne szanse na zdobycie medalu mają jednak tylko skoczkowie narciarscy.

W dwóch rolach w Austrii wystąpi Justyna Kowalczyk. Dwukrotna mistrzyni olimpijska, która jest asystentką trenera Aleksandra Wierietielnego w kadrze kobiet, pojawi się też na trasach. Narciarka z Kasiny w planach ma start w sprincie drużynowym i sztafecie, rozważa też bieg na 10 km techniką klasyczną. To będą jej dziewiąte MŚ w karierze. Zdobyła na nich osiem medali, w tym dwa złote. W kadrze są też dwie skoczkinie – Kamila Karpiel i Kinga Rajda.Nasze skoczkinie narciarskie jeszcze nigdy nie brały udziału w MŚ. Po raz pierwszy wystawimy też drużynę w konkursie par mieszanych.

Pierwsze starty biegaczek i biegaczy w kwalifikacjach sprintu technika dowolną zakończyły się klapą. Nikt z biało-czerwonych nie przebił się do ćwierćfinału. Cała nadzieja na medale ulokowana jest w skoczkach. W piątek w kwalifikacjach do sobotniego konkursu na dużej skoczni wystartują Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki i Jakub Wolny.

Reprezentacja Polski ma MŚ 2019 w Seefeld
Skoki narciarskie
Kobiety: Kinga Rajda (SSR LZS Sokół Szczyrk), Kamila Karpiel (AZS Zakopane).
Sztab szkoleniowy: Marcin Bachleda (trener), Sławomir Hankus (asystent).
Mężczyźni: Kamil Stoch (KS Eve-nement Zakopane), Dawid Kubacki (TS Wisła Zakopane), Piotr Żyła (WSS Wisła), Jakub Wolny (LKS Klimczok Bystra), Stefan Hula (KS Eve-nement Zakopane).
Sztab szkoleniowy: Stefan Horngacher (trener główny), Grzegorz Sobczyk (asystent trenera), Zbigniew Klimowski (asystent trenera), Michał Doleżal (asystent trenera), Kacper Skrobot (serwismen), Maciej Kreczmer (serwismen), Łukasz Gębala (fizjoterapeuta), Aleksander Winiarski (lekarz), Adam Małysz (dyrektor sportowy PZN), Paweł Witczak (IT, analiza wideo), Matthias Prodinger (specjalista ds. sprzętu).
Biegi narciarskie
Kobiety: Izabela Marcisz (Stowarzyszenie Sportowe Prządki Ski), Monika Skinder (MULKS Grupa Oscar Tomaszów Lubelski), Weronika Kaleta (LKS Markam Wiśniowa-Osieczany), Urszula Łętocha (LKS Markam Wiśniowa-Osieczany), Justyna Kowalczyk (KS AZS AWF Katowice).
Sztab szkoleniowy: Aleksander Wierietielny (trener), Justyna Kowalczyk (asystent trenera), Rafał Węgrzyn (asystent trenera), Mateusz Chowaniak (serwismen), Peep Koidu (serwismen), Sven Rakoszek (fizjoterapeuta), Oleksij Pysarenko (terapeuta).
Mężczyźni: Dominik Bury (MKS Istebna), Maciej Staręga (UKS Rawa Siedlce), Kamil Bury (MKS Istebna).
Sztab szkoleniowy: Tadeusz Krężelok (trener), Mariusz Hluchnik (asystent trenera), Andrzej Michałek (asystent trenera), Paweł Gurbisz (fizjoterapeuta), Paweł Fundanicz (serwismen), Piotr Pilch (serwismen), Bartłomiej Rucki (serwismen).
Kombinacja norweska
Szczepan Kupczak, Paweł Słowiok i Adam Cieślar (wszyscy KS AZS AWF Katowice), Paweł Twardosz (PKS Olimpijczyk Gilowice).
Sztab szkoleniowy: Danny Winkelmann (trener), Robert Mateja (asystent trenera), Piotr Śliwka (serwismen), Bjoern Schneider (serwismen), Daniel Hankus (fizjoterapeuta).

 

Puchar Świata dla Natalii Maliszewskiej

Natalia Maliszewska zdobyła Puchar Świata w short tracku. Przed nią Kryształową Kulę w dyscyplinie zimowej wśród kobiet zdobyła jedynie Justyna Kowalczyk w biegach narciarskich.

Rywalizująca na 500 m w short tracku Maliszewska jest piątym polskim sportowcem, który zdobył Puchar Świata w dyscyplinach zimowych. Przed nią Kryształowe Kule czterokrotnie zdobywali Adam Małysz i Justyna Kowalczyk, dwukrotnie Kamil Stoch i raz łyżwiarz szybki Zbigniew Bródka. 23-letnia panczenistka białostockiego klubu Otto Speed Skating Team jeszcze przed ostatnim zawodami Pucharu Świata w Turynie mogła być pewna tego sukcesu, bo w tym sezonie wcześniej dochodziła do wszystkich pięciu finałów biegu na 500 metrów – dwa razy w nich zwyciężała, a tylko raz nie znalazła się na podium.

We Włoszech do wygrania klasyfikacji generalnej wystarczyły jej dwa awanse do półfinału. Polka nie zamierzała ciułać punktów i kwestię pierwszego w jej karierze triumfu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata załatwiła już w pierwszym, sobotnim starcie. Wygrała ćwierćfinał, w półfinale zajęła drugie miejsce, a potem w finale ponownie wywalczyła drugą lokatę. Sprinterki pokonują cztery i pół okrążenia 111-metrowego toru z prędkością 40 km/h na płozie cienkiej jak kartka papieru. Łatwo podczas walki o błąd. Zwłaszcza, że przepisy były niejasne i okazało się, że Polka musiała jeszcze w niedzielę dla pewności powalczyć co najmniej o półfinał. Cel osiągnęła i mogła już w pełni cieszyć się z sukcesu.

Natalia Maliszewska jest pierwszą Polką, która w short tracku stanęła na podium zawodów PŚ, jako pierwsza takie zawody wygrała, w marcu ub. roku jako pierwsza zdobyła medal mistrzostw świata (srebrny), dołożyła do niego złoty medal mistrzostw Europy, a teraz do tych trofeów jako pierwsza dorzuciła triumf w Pucharze Świata. Autorką jej sukcesów jest trenerka kadry Urszula Kamińska.