Klęska młodzieżówki

W 5. kolejce eliminacji młodzieżowych mistrzostw Europy reprezentacja Polski prowadzona przez trenera Czesława Michniewicza przegrała na wyjeździe 0:3 z Bułgarią.

Biało-czerwoni w tym meczu zagrali w składzie: Kamil Grabara – Robert Gumny, Sebastian Walukiewicz, Jan Sobociński, Kamil Pestka – Marcin Listkowski (46. Przemysław Płacheta), Karol Fila, Maciej Ambrosiewicz (46. Sebastian Kowalczyk), Mateusz Bogusz (68. Bartosz Bida), Kamil Jóźwiak (74. Sylwester Lusiusz) – Patryk Klimala (74. Bartosz Slisz). Po tej porażce polski zespół stracił pozycję lidera na rzecz zespołu Rosji, trzecia lokatę zajmuje Bułgaria. W grupie 5 rywalizują jeszcze ekipy Serbii, Estonii i Łotwy.

W młodzieżowych mistrzostwach Europy, które odbędą się w 2021 roku na Węgrzech i w Słowenii, weźmie udział 16 zespołów. Bezpośrednią kwalifikację uzyskają zwycięzcy każdej z dziewięciu grup eliminacyjnych oraz najlepsza drużyna z drugiego miejsca z najlepszym bilansem. Pozostałe cztery zespoły zostaną wyłonione w barażach z udziałem ośmiu drużyn z drugich miejsc.

 

Asysty Grosickiego

W 14. kolejce angielskiej Championship doszło do starcia dwóch reprezentantów Polski. Zespół Hull City z Kamilem Grosickim w składzie pokonał 2:0 ekipę Krystiana Bielika, Derby County.

W liczącej 24 zespoły Championship po 14. kolejkach z drużyn mających w składach polskich piłkarzy najwyżej plasuje się Leeds United, którego filarem jest Mateusz Klich, a rezerwowym bramkarzem Kamil Miazek. W miniony weekend Klich rozegrał cały mecz w wyjazdowej potyczce z Sheffield Wednesday, ale po remisie 0:0 jego ekipa ma 25 pkt i zajmuje w tabeli trzecie miejsce, za West Bromwich Albion (27) i Preston North End (25).

Grosicki i Bielik zmierzyli się w bezpośredniej walce, z której zwycięsko wyszedł „Grosik”. Jego zespół wygrał 2:0, a on zaliczył asysty przy obu trafieniach. W tabeli Hull City także jest wyżej, bo z 19 pkt na koncie zajmuje 12. lokatę, natomiast Derby z jednym punktem mniej zajmuje 16. pozycję. Warto wspomnieć, że wcześniej drużyna Hull City nie potrafiła wygrać z Derby w sześciu kolejnych spotkania, nic zatem dziwnego, że kibice fetowali Grosickiego jak bohatera.

Na zapleczu Premier League występuje jeszcze dwóch naszych bramkarzy. 32-letni Bartosz Białkowski w tym sezonie broni barw Millwall. Nie jest to mocny zespół – od 17 sierpnia tracił w każdym meczu minimum jednego gola. Tym razem Białkowski mógł odnotować występ „na zero”, bo Millwall, po raz pierwszy od 2003 ropku, wygrało ze Stoke (2:0) i awansowało na 15. miejsce.
Po nieudanym starcie wiatr w żagle złapał też Huddersfield Town z Kamilem Grabarą w bramce. Ekipa naszego młodzieżowego reprezentanta nie przegrała w szóstym meczu z rzędu, tym razem pokonując Barnsley 2:0, dzięki czemu uciekła ze strefy spadkowej na bezpieczne 20. miejsce.

 

 

Polacy w Championship

Trzech reprezentantów Polski z angielskiej Championship, Kamil Grosicki, Mateusz Klich i Krystian Bielik, po powrocie ze zgrupowania kadry zagrało w ligowych meczach swoich drużyn.

Zaskoczeniem był występ Bielika, który z powodu kontuzji nie zagrał przecież w żadnym październikowym meczu naszej reprezentacji. Trener Derby County Phillip Cocu nie miał jednak żadnych oporów i wystawił Polaka do gry przeciwko ekipie Charlton Atletic. Dla Bielika był to emocjonalnie trudny występ, bo poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w tym klubie i pomógł mu w awansie z Ligue 1 (angielska III liga) do Championship. Dawni koledzy nie mieli aż tyle sentymentów i dokopali drużynie Derby 3:0, a trener Cocu zdjął polskiego piłkarza w 60. minucie.

Grosicki grał do 84. minuty, ale jego Hull City znowu przegrało u siebie, tym razem z Queens Park Rangers 2:3. Skrzydłowy naszej reprezentacji tym razem nie strzelił gola, ale zaliczył niezły wystąp. Całego spotkania nie zaliczył też Mateusz Klich, którego trener Leeds United Marcelo Bielsa zmienił po godzinie gry. Ekipa Leeds wygrała potyczkę 1:0 z Birmingham City po golu Kalvin Phillips w 65. minucie, gdy polskiego piłkarza nie było już na boisku. Ale Klich mógł z bliska przyjrzeć się ekscesom do jakich na Elland Road dopuściła się grupa kiboli Birmingham City.

Całe mecze rozegrali natomiast bramkarze: Bartosz Białkowski obronił rzut karny w przegranym przez jego Millwall 2:3 meczu z Brentford. Były bramkarz reprezentacji Polski obronił „jedenastkę” egzekwowaną w 24. minucie przez Ollie Watkinsa. Z kolei młodzieżowy reprezentant Polski Kamil Grabara pomógł Huddersfield Town wywalczyć remis 2:2 w wyjazdowym meczu z Blackburn Rovers.

 

Kadra U-21 poniosła klęskę

Klęska naszej młodzieżowej reprezentacji w meczu z Hiszpanami 0:5 przekreśliła marzenia jej piłkarzy o medalu w mistrzostwach Europy oraz o awansie do turnieju olimpijskiego w Tokio. Nie to jednak jest najgorszą konsekwencją tej sromotnej porażki.

Wygrane przez biało-czerwonych podczas turnieju we Włoszech mecze z Belgią (3:2) i gospodarzami imprezy (1:0) na pewno zasługują na uznanie, ale z pewnością nie na podziw. Nasi młodzi piłkarze mieli w tych spotkaniach po prostu mnóstwo szczęścia i dość sił, żeby uporczywym bieganiem za piłką trochę zrównoważyć brak umiejętności gry w piłkę. Ich styl gry raził siermiężnością i schematyzmem, bo trener Czesław Michniewicz miał tylko jeden taktyczny pomysł, obrazowo przez futbolowych znawców nazwany „autobusem”. Polegał ona na tym, że na linii pola karnego ustawiał jeden rządek obrońców, a dwadzieścia metrów dalej drugi. Zadaniem graczy ustawionym w tych zasiekach jak słupy było przede wszystkim przeszkadzanie rywalom w oddaniu strzału na bramkę strzeżoną przez prezentującego znakomitą formę Kamila Grabarę. W tej koncepcji istotną rolę miał też odegrać wystawiony samotnie na szpicy Dawid Kownacki, niestety, tuż przed turniejem doznał kontuzji i ani w meczu z Belgami, ani Włochami swojej roli porządnie nie odegrał, a z Hiszpanami już nawet nie zagrał, bo odezwał się niezaleczony do końca uraz i nie było sensu narażać chłopaka na jego pogłębienie.

Rywalizacja drużyn juniorskich i młodzieżowych jest prowadzona po to, żeby wychować i wyszkolić zawodników na potrzeby pierwszej reprezentacji. A skoro tak, to rozpaczliwe „murowanie bramki” i gra w stylu „obrony Częstochowy” wymuszone przez Michniewicza to nie jest najlepszy pomysł na przyszłość. Wiadomo jednak, że obecnym władzom PZPN na potrzeby wizerunkowe bardzo potrzebny był sukces w tegorocznych mistrzostwach świata U-20 rozegranych na przełomie maja i czerwca w Polsce oraz mistrzostwach drużyn do lat 21 obecnie rozgrywanych we Włoszech i San Marino. I to sukces wymierny, czyli medale lub jak w przypadku młodzieżówki Michniewicza awans do turnieju olimpijskiego. Bo z takim wynikiem w dorobku obecna ekipa rządząca polską piłką w najbliższych wyborach mogłaby odrzucić sztandarowy zarzut opozycji pod swoim adresem, że markuje zaangażowanie w szkolenie młodzieży i że nie ma na tym polu żadnych wymiernych osiągnięć.
Niewykluczone, że dla tego celu Michniewicz poświęcił sportowe ambicje Grabary, Bielika, Żurkowskiego, Szymańskiego czy Kownackiego i zamiast pozwolić im na beztroskie pogranie w piłkę z rówieśnikami z Belgii, Włoch i Hiszpanii, zmusił tych chłopaków do ośmieszenia się nakazując im grać topornie i bez najmniejszego wdzięku. Włosi i Belgowie z Polakami co prawda przegrali, ale wszyscy widzieli, że to oni lepiej grali w piłkę. Wynik w kategoriach młodzieżowych jest sprawą drugorzędną, liczy się piłkarska jakość, technika panowania nad piłką, odwaga w podejmowaniu boiskowych decyzji i fantazja w konstruowaniu akcji ofensywnych. Piłkarzy tak grających kluby pożądają i takich kupują za dziesiątki milionów euro.

Jeśli o coś jeszcze można mieć pretensje do Michniewicza, to o to, że chociaż w kadrze na MME 2019 wybrał grupę utalentowanych zawodników, to w trakcie imprezy „orał” tylko kilkunastoma z nich (Grabara, Pestka, Bielik, Wieteska, Żurkowski, Szymański, Fila, Michalak, Dziczek zagrali we wszystkich trzech spotkaniach). Dla porównania, trener Hiszpanów po wygranym meczu z Belgią przeciwko Polakom wystawił skład z pięcioma nowymi zawodnikami, a na dodatek nie znalazł miejsca dla nominalnego napastnika. Bo słusznie doszedł do wniosku, że schematyczny „autobus” Polaków najlepszym sposobem będzie słynna tiki-taka wypracowana wiele lat temu przez zespół Barcelony pod wodzą Pepa Guardioli. Najgorsze jest jednak to, że chociaż Hiszpanie już do przerwy prowadzili 3:0, selekcjoner biało-czerwonych swojej taktyki do końca nie zmienił.
Dlatego trochę dziwi fakt, że prezes PZPN Zbigniew Boniek jeszcze przed turniejem we Włoszech wbrew swoim zwyczajom przedłużył Michniewiczowi kontrakt na kolejne dwa lata i powierzył kolejny rocznik U-21. Może myśli, że nikt już w Polsce nie pamięta, że ten facet był swego czasu mocno zaprzyjaźniony z niesławnej pamięci Ryszardem F., ps. Fryzjer, z czego Michniewicz nigdy się publicznie nie wytłumaczył. Może nie należy już czegoś takiego oczekiwać od kogoś, kto prowadzi wprawdzie kadrę młodzieżową, ale złożoną z zawodowych piłkarze zarabiający miliony złotych?

 

Dostali tęgie lanie na pożegnanie

Hiszpańscy piłkarze dość bezceremonialnie przerwali krótki sen o potędze młodzieżowej reprezentacji Polski i jej trenera Czesława Michniewicza. Biało-czerwoni przegrali z nimi 0:5 i ostatecznie w mistrzostwach Europy do lat 21 zajęli nic nie dające 3. miejsce w grupie A.

Pięć bramek nie odzwierciedla różnicy klas dzielących oba zespoły. Hiszpanie przy większym szczęściu mogli zdobyć jeszcze drugie tyle goli. Trener polskiej drużyny Czesław Michniewicz nic nie zmienił w taktyce, jaka przyniosła mu zaskakujące powodzenie we wcześniejszych spotkaniach z Belgami (3:2) i (1:0). Ponownie ustawił swoich piłkarzy w dwóch liniach i kazał im bronić strefowo dostępu do pola karnego. Tej taktyki nie zmienił do końca spotkania, chociaż już w pierwszym kwadransie rywale oddali na bramkę Kamila Grabary aż 11 strzałów. W końcu osiągnęli efekt w 16. minucie objęli prowadzenia, a na przerwę schodzili z przewagą trzech goli, która zapewniała im pierwsze miejsce w grupie A, awans do półfinału mistrzostw Europy oraz olimpijskie paszporty do przyszłorocznych igrzysk w Tokio.

Biało-czerwoni zagrali w spotkaniu z Hiszpanią bez swojego najskuteczniejszego strzelca i lidera zespołu Dawida Kownackiego, któremu w meczu z Włochami odnowiła się kontuzja. Ale nawet z nim w składzie wybrańcy trenera Michniewicza nie mieliby żadnych szans na wywalczenie korzystnego rezultatu, czyli co najmniej remisu. Nasi piłkarze odstawali od swoich hiszpańskich rówieśników nie tylko umiejętnościami gry indywidualnej i zespołowej, w technice operowania piłką czy w kreatywności przy konstruowaniu akcji ofensywnych, lecz także pod względem kondycyjnym, a nawet w poziomie zaangażowania. Reprezentacja U-21 wraca zatem z mistrzostw na tarczy i na dodatek upokorzona.

 

Zaskakujący sukces młodzieżówki

Od niedzieli 16 czerwca we Włoszech i San Marino trwają mistrzostwa Europy drużyn do lat 21. Reprezentacja Polski w pierwszym spotkaniu dość nieoczekiwanie pokonała faworyzowaną Belgię 3:2. W drugim meczu grupy A Włosi pokonali Hiszpanię 3:1. W środę biało-czerwoni zmierzą się z gospodarzami turnieju. Awans do półfinału turnieju zapewnia promocje do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio.

W mistrzostwach Europy reprezentacji młodzieżowych, od 1978 roku rozgrywanych w formule U-21, nasi młodzi piłkarze ani razu nie przebili się do półfinału turnieju, nie mają zatem w dorobku żadnego medalu tej imprezy. Dwa lata temu młodzieżowcy walczyli o prymat w Europie na polskich stadionach. Niestety, PZPN nie potrafił przygotować na ten turniej odpowiednio mocnej drużyny. Biało-czerwoni prowadzeni przez Marcina Dornę nie wyszli nawet z grupy. Była to sportowa porażka, bo Dorna nie miał w kadrze nieudaczników. Dowodzi tego choćby fakt, że z tamtej ekipy Jerzy Brzęczek powołuje dzisiaj Tomasza Kędziorę, Jana Bednarka, Karola Linettego, Dawida Kownackiego, Przemysława Frankowskiego i Krzysztofa Piątka, a oprócz nich o kadrę otarli się lub ocierają Jarosław Jach, Paweł Dawidowicz, Paweł Jaroszyński, Adam Buksa, Bartosz Kapustka i Mariusz Stępiński.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek czasem potrafi uczyć się na własnych błędach, a że osobiście bardzo mu zależało, żeby w dwóch tegorocznych imprezach z udziałem reprezentacji młodzieżowych dobrze wypaść, do prowadzenia kadry U-20, która na przełomie maja i czerwca wystąpiła w roli gospodarza rozgrywanych w naszym kraju mistrzostw świata, zatrudnił byłego trenera Legii Warszawa Jacka Magierę, natomiast do prowadzenia kadry U-21 trenerskiego weterana Czesława Michniewicza.

Michniewicz lepszy od Magiery

Magiera miał łatwiej, bo jego zespół jako gospodarz mundialu U-20 nie musiał przebijać się przez eliminacje, lecz może właśnie dlatego zbudowany przez niego zespół zdołał tylko wyjść z grupy i odpadł w 1/8 finału. Michniewicz miał zadanie nieporównanie trudniejsze, bo musiał ze swoją ekipą awans do turnieju we Włoszech i San Marino wywalczyć. Dokonał tego dopiero w barażach, w których biało-czerwoni pokonali Portugalczyków, rywali także w futbolu młodzieżowym z górnej europejskiej półki. W losowaniu grupowych przeciwników nasi młodzi piłkarze nie mieli szczęścia, bo trafili do grupy A z gospodarzami turnieju Włochami, Hiszpanią i Belgią. Dlatego nikt nie stawiał przed nimi wygórowanych żądań.

Sytuację zmienił zwycięski mecz z reprezentacją Belgii, której pierwsza reprezentacja jest obecnie numerem 1 w rankingu FIFA (Polska zajmuje w nim 19. miejsce). W tym kraju szkolenie młodych piłkarzy stoi na wysokim poziomie i trener Johan Walem miał znacznie większy wybór wysokiej klasy zawodników niż Michniewicz, dlatego w jego kadrze zabrakło kilku znanych już graczy z tego rocznika, regularnie powoływanych do pierwszej reprezentacji kraju. Bez nich też jednak byli uważani za faworytów, a już na pewno w spotkaniu z Polakami.

Porażka 2:3 była dla Belgów szokiem. „Na tym poziomie margines błędu jest bardzo mały. Nie wystarczy dobrze grać przez pierwsze 25 minut. Zaczęliśmy doskonale, a później straciliśmy dobry rytm i pojawiało się coraz więcej problemów. Pierwszy gol dla Polaków nigdy nie powinien paść, a ich drugie trafienie podcięło nam skrzydła” – narzekał trener Johan Walem przed kamerami telewizji RTBF. Złości nie kryli też belgijscy piłkarze. Strzelec drugiej bramki dla Belgów Dion Cools stwierdził: „Polacy zaskoczyli nas golem z rzutu rożnego i gra się posypała”. Bardziej nieuprzejmy w ocenie rywali był obrońca Elias Cobbaut: „Polacy strzelili nam szmaciane gole. Mieli cztery okazje i trafili trzy razy”.

Czesław Michniewicz, dla którego dobry wynik w mistrzostwach Europy może okazać się punktem zwrotnym w podupadłej ostatnio trenerskiej karierze, po spotkaniu z Belgami stonował optymizm. „W każdej rywalizacji trzeba mieć trochę szczęścia, a my tego wieczoru mieliśmy wszystko” – ocenił na łamach serwisu internetowego PZPN. W środę 19 czerwca biało-czerwonych czeka jednak jeszcze trudniejsze wyzwanie – mecz z gospodarzami turnieju Włochami. Tym razem Polacy nie mogą liczyć na efekt zaskoczenia, bo ich zwycięstwo nad Belgami zostało w Italii zauważone i szeroko komentowane.

Przejmą kadrę za dwa lata?

Włosi wierzą w wygraną swojego zespołu, ale doceniają siłę polskiego zespołu i podkreślają, że kilku graczy z kadry Michniewicza już występuje w zagranicznych klubach (Dawid Kownacki jest graczem Sampdorii Genua wypożyczonym do Fortuny Duesseldorf, Kamil Grabara z FC Liverpool został wypożyczony do duńskiego AGF Aarhus), Krystiana Bielika Arsenal wypożyczył do trzecioligowego Charlton Athletic, Karol Świderski ostatni sezon spędził jako zawodnik PAOK Saloniki i Jakub Piotrowski z KRC Genk), kolejni latem pójdą w ich ślady (po transferach są już Sebastian Szymański, który odejdzie z Legii Warszawa do Dynama Moskwa, Szymon Żurkowski sprzedany przez Górnika Zabrze do Fiorentiny oraz Konrad Michalak oddany przez Lechię Gdańsk do rosyjskiego klubu Achmat Grozny, a do zmiany klubów szykują Robert Gumny z Lecha Poznań, Patryk Dziczek z Piasta Gliwice i Mateusz Wieteska z Legii Warszawa, a chęć na to mają też pozostali gracze kadry.

Warto zapamiętać te nazwiska, bo po Euro 2020 piłkarze z tego pokolenia zaczną wypierać z pierwszej reprezentacji zawodników dzisiaj już mających trzydzieści i więcej lat, jak Łukasz Fabiański, Kamil Glik, Kamil Grosicki, Jakub Błaszczykowski czy Grzegorz Krychowiak. Trener Brzęczek lub jego następca może mieć wkrótce prawdziwy kłopot bogactwa na każdej pozycji. Niestety, będzie się musiał sporo po Europie najeździć, bo w kadrze nie będzie miał ani jednego zawodnika z naszej ekstraklasy.

 

48 godzin sport

Benefis Włodzimierza Szaranowicza
Włodzimierz Szaranowicz poinformował o zakończeniu kariery sportowego komentatora w marcu tego roku. Bezpośrednią przyczyną rezygnacji 70-letniego dziennikarza z dalszej pracy w telewizji jest choroba neurologiczna. Pierwsze jej objawy zaobserwował cztery lata temu, gdy komentował dla TVP mistrzostwa świata w lekkoatletyce. W trakcie swojej pracy był na 19 igrzyskach olimpijskich, pierwszy raz 39 lat temu w Moskwie. Komentował także najważniejsze imprezy lekkoatletyczne i w skokach narciarskich. W latach 2009-2017 zajmował stanowisko dyrektora TVP Sport. Pożegnał się z widzami w wyemitowanym w miniony weekend przez TVP benefisie „Halo, Włodku!”.

Triumf Włocha w Monte Carlo
Rozstawiony z numerem 13. Włoch Fabio Fognini wygrał turniej ATP Masters 1000 na kortach ziemnych w Monte Carlo (pula nagród 5,2 mln euro). W finale pokonał Serba Duszana Lajovicia 6:3, 6:4. To dziewiąty tytuł 31-letniego tenisisty w karierze. W półfinale Fognini wyeliminował 11-krotnego triumfatora imprezy w Monte Carlo Hiszpana Rafaela Nadala. W grze pojedynczej w Monte Carlo rywalizował Hubert Hurkacz, ale w pierwszej rundzie przegrał z Chorwatem Borną Coricem. Natomiast w deblu w 1/4 finału odpadł Łukasz Kubot grający w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo.

Dyskwalifikacja mistrza z Kenii
Mistrz olimpijski z Pekinu i trzykrotny mistrz świata w biegu na 1500 m Asbel Kiprop został w ub. roku przyłapany na dopingu. Kenijczyk zdobył złoto na igrzyskach w Pekinie (2008), a także na mistrzostwach świata w Daegu (2011), Moskwie (2013) i Pekinie (2015), ale wpadł 27 listopada 2017 roku, kiedy wykryto ślady erytropoetyny (EPO) w próbce pobranej podczas treningu. Kiprop zażądał badania próbki B, ale rezultat był identyczny. W marcu tego roku został przesłuchany w Londynie. Nie przyznał się do stosowania EPO, mimo to Athletics Integrity Unit (AIU), niezależny organ odpowiedzialny za walkę z dopingiem, 20 kwietnia ogłosił, że 29-letni Kenijczyk został zdyskwalifikowany na cztery lata, począwszy od 3 lutego 2018 roku. Anulowane zostały także wszystkie jego rezultaty osiągnięte między listopadem 2017 a lutym 2018 roku.

Kara dla ringowego gryzonia
Podczas gali bokserskiej w Liverpoolu (30 marca br.) Brytyjczyk Kash Ali walczył w wadze ciężkiej ze swoim rodakiem Davidem Price’em. W piątej rundzie po klinczu obaj bokserzy padli na deski, a wtedy Ali ugryzł rywal w brzuch. Sędzia ringowy przerwał walkę i zdyskwalifikował „ringowego gryzonia”, a Brytyjska Komisja Bokserska zawiesiła go na pół roku, do 1 października 2019 r. Ponadto Ali stracił gażę za pojedynek z Price’em i jeszcze musi zapłacić 10 tys. funtów grzywny.

Czarny dzień Polaków w Anglii
W rozegranej w poniedziałek 44. kolejce angielskiej II ligi wszystkie zespoły z polskimi piłkarzami przegrały swoje mecze. Leeds United (Mateusz Klich) przegrał na wyjeździe z Brentford 0:2, Hull City (Kamil Grosicki) uległo Sheffield United 0:3, Queens Park Rangers (Paweł Wszołek) przegrała z Derby County 0:2, Ipswich Town (z Bartoszem Białkowskim na ławie) doznał porażki 0:1 w starciu ze Swansea City, a Bolton (bez Pawła Olkowskiegow kadrze meczowej) przegrał z Blackburn 0:2. Drużyny Białkowskiego i Olkowskiego już zostały zdegradowane do niższej ligi.

Francja i Australia o Fed Cup
Francuskie tenisistki będą rywalkami Australijek w finale Pucharu Konfederacji, który odbędzie się w dniach 9-10 listopada. W Rouen Francja wygrała z Rumunią po zaciętej walce 3-2. Zacięta rywalizacja była także w drugim półfinale w Brisbane, gdzie Australijki zmierzyły się z Białorusinkami. Podobnie jak w spotkaniu Francuzek z Rumunkami, także na antypodach o awansie przesądził mecz deblowy, w którym lepsze okazały się gospodynie i ustaliły wynik na 3:2.

Popisowy występ Grabary
Występujący w duńskim Arhus GF na wypożyczeniu z FC Liverpool bramkarz Kamil Grabara obronił rzut karny w meczu 31. kolejki spadkowej grupy A duńskiej ekstraklasy, w którym jego drużyna wygrała 4:2 z Vejle BK. Młodzieżowy reprezentant Polski skutecznie interweniował w doliczonym czasie gry po strzale Władłena Jurczenki. Grabara rozegrał całe spotkanie. Jego klub zajmuje pierwsze miejsce w tabeli spadkowej grupy A, mając 44 punkty po 31 meczach.

Świerczok strzelał w Bułgarii
Jakub Świerczok strzelił dwa gole dla Łudogorca Razgrad w wygranym 3:0 meczu 30. kolejki w ramach grupy mistrzowskiej bułgarskiej ekstraklasy z Botewem Płowdiw. Dla Polaka były to szóste i siódme ligowe trafienia w tym sezonie. Świerczok wszedł na boisko w 22. minucie w miejsce kontuzjowanego Claudiu Keșerü. W wyjściowym składzie Łudogorca mecz rozpoczął Jacek Góralski, ale w 58. minucie został zmieniony.

Zmarł były piłkarz Pogoni
Po długiej chorobie w wieku 58 lat zmarł Jarosław Biernat, były piłkarz Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. W barwach „Portowców”, których był wychowankiem, rozegrał 160 meczów, a w 1982 roku doszedł do finału Pucharu Polski. W latach 1983 – 1985 Biernat był zawodnikiem Legii Warszawa, z której wrócił do Pogoni. W 1987 roku wyjechał do Niemiec i występował tam w barwach Eintrachtu Frankfurt, SG Union Solingen, SpVgg Bayeruth, KTSV Preussen Krefeld i SG Duren 99.

Sukces naszej reprezentacji młodzieżowej

Fot. Kapitan młodzieżówki Dawid Kownacki

 

 

Mało kto liczył, że w barażu z Portugalią po porażce u siebie 0:1 nasza „młodzieżówka” zdoła w rewanżu odrobić straty. Ale wygrała 3:1 i zagra w finałach mistrzostw Europy.

Portugalczycy byli tak pewni siebie, że do rewanżowego spotkania z biało-czerwonymi nie wystawili nawet najsilniejszego składu. Przyszło im zapłacić za to słoną cenę. Prowadzony przez trenera Czesława Michniewicza polski zespół objął prowadzenie już w 5. minucie po golu strzelonym po rzucie rożnym przez obrońcę Krystiana Bielika. De facto ten piłkarz jest zawodnikiem Arsenalu Londyn, ale w tej chwili gra na wypożyczeniu w trzecioligowym angielskim Charlton Athletic. Trzy minuty później na 2:0 podwyższył kapitan biało-czerwonych Dawid Kownacki, na co dzień rezerwowy napastnik Sampdorii Genua, a w 24. minucie trzecią bramkę wbił piłkarz Legii Warszawa Sebastian Szymański.

Portugalski zespół odpowiedział tylko jednym trafieniem – w 52. minucie na 3:1 strzelił Diogo Jota, ale na więcej młodzi polscy piłkarze już rywalom nie pozwolili i tak oto raczej niespodziewanie po raz siódmy w historii wywalczyli awans do finałów młodzieżowych mistrzostw Europy. Awans wywalczył zespół w składzie: Polska: Kamil Grabara – Robert Gumny, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Kamil Pestka – Filip Jagiełło (53. Konrad Michalak), Patryk Dziczek, Bartosz Kapustka, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański (69. Kamil Jóźwiak) – Dawid Kownacki (90. Karol Świderski).

Turniej finałowy odbędzie się w przyszłym roku w dniach 16-30 czerwca we Włoszech. Naszej reprezentacji przyjdzie rywalizować z drużynami Włoch, Hiszpanii, Francji, Anglii, Serbii, Niemiec, Chorwacji, Danii, Belgii, Rumunii i Austrii. Losowanie grup odbędzie się w piątek 23 listopada w Bolonii.

PZPN przed rokiem był gospodarzami finałów MME. W turnieju zagrało po raz pierwszy 12 zespołów. Niestety, nasz zespół, którego trenerem był Marcin Dorna, nie zdołał nawet wyjść z grupy, przegrywając ze Słowacją 1:2 i Anglią 0:3 oraz remisując ze Szwecją 2:2.

Przyszłoroczny turniej będzie miał podwójną stawkę, bo oprócz walki o mistrzostwo kontynentu młodzi piłkarze bić się będą jeszcze o olimpijskie paszporty do IO 2020 w Tokio. Przypomnijmy, że po raz ostatni nasz zespół zagrał na olimpiadzie w 1992 roku w Barcelonie, zdobywając tam pod wodzą trenera Janusza Wójcika srebrny medal. W Japonii zagrają półfinaliści MME 2019.

 

Dziewięciu Polaków zgłoszonych do gry w Champions League

Dziewięciu polskich piłkarzy znalazło się w kadrach 32 zespołów, które we wtorek rozpoczną rywalizację w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

Ośmiu naszych zawodników ma w swoich klubowych zespołach mocne pozycje – są to Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund, Kamil Glik w AS Monaco, Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński w SSC Napoli oraz Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa i oczywiście Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Większych szans na występy nie ma raczej najmłodszy ze zgłoszonych do Ligi Mistrzów polskich graczy, 19-letni bramkarz FC Liverpool Kamil Grabara. W angielskim klubie pierwszym golkiperem jest obecnie Brazylijczyk Alisson Becker, a drugim Belg Simone Mignolet. Ale już sam fakt, że trener „The Reds” Juergen Klopp wpisał młodego Polaka na „listę startową” jest dla tego utalentowanego bramkarza ogromnym wyróżnieniem.

Lewandowski w Lidze Mistrzów zdobył jak do tej pory 45 bramek, co daje mu 10. miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych rozgrywek. Rekordzistą w tej klasyfikacji jest Cristiano Ronaldo z dorobkiem 120 goli. Obaj napastnicy będą mieli okazję poprawić swoje osiągnięcia strzeleckie już w środę. Juventus zagra na wyjeździe z Valencią, a Bayern także na wyjeździe z Benficą Lizbona.

Rekord Ligi Mistrzów innego rodzaju ustanowił hiszpański bramkarz FC Porto Iker Casillas, który we wtorek rozpoczął swój 20. sezon w Lidze Mistrzów. Nikt przed nim przez tyle lat nie występował w tych rozgrywkach. 37-letni obecnie hiszpański bramkarz zadebiutował w nich w barwach Realu Madryt w wieku 17 lat, w sezonie 1999-2000. Z zespołem, z którym był związany przez większość kariery, wygrał te rozgrywki trzykrotnie – w 2000, 2002 i 2014 roku.

 

W Anglii szkolą nam bramkarzy

W miniony weekend w meczach towarzyskiego cyklu International Champions Cup polski futbol reprezentowało trzech nastolatków.

 

W angielskiej Premier League mamy dwóch bramkarzy – Łukasza Fabiańskiego w West Ham United i Artura Boruca w Bournemouth. Niewykluczone, że wkrótce dołączą do nich Marcin Bułka w Chelsea Londyn i Kamil Grabara w FC Liverpool. Obaj znaleźli się w kadrach swoich klubów na letnie zgrupowania przed sezonem i dostali od trenerów szanse występu w rozgrywanych za oceanem towarzyskich meczach cyklu International Champions Cup. 18-letni Marcin Bułka zagrał jedną połowę spotkania z Interem Mediolan i zebrał za swój występ życzliwe recenzje.

O rok starszy Kamil Grabara rozpoczął mecz z Manchesterem United w wyjściowym składzie i w 14. minucie popisał się efektowną „kiwką” w polu karnym, na którą dał się nabrać napastnik rywali Alexis Sanchez. Młody polski bramkarz puścił gola, ale genialnego strzału z rzutu wolnego Pereiry nie obroniłby nawet Alisson Becker, który będzie w tym sezonie pierwszym golkiperem Liverpoolu.

Warto też odnotować udane występy w Bayernie Monachium 18-letniego pomocnika reprezentacji Polski juniorów Marcela Zylly.