Trochę lepiej, ale wciąż gorzej niż rok temu

Przedsiębiorcy w Polsce, jak zwykle od paru lat, bez optymizmu patrzą w przyszłość.
Ale wciąż nieźle sobie radzą.

Koniunktura w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu i usługach w październiku 2019 roku uległa nieznacznej poprawie w stosunku do września, nadal jednak są to dane wyraźnie gorsze niż przed rokiem – podał Główny Urząd Statystyczny. Pogorszeniu uległa zaś sytuacja w budownictwie, handlu detalicznym i usługach.
Wskaźniki koniunktury nadal nie pokazują wyraźniejszej poprawy w gospodarce, wskazują natomiast na obawy przedsiębiorców odnośnie rozwoju sytuacji w przyszłości.
Ogólny wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej GUS (SI) w październiku 2019 r. wzrósł z poziomu 100,2 we wrześniu do 101,0 w październiku 2019 r. Jest to głównie zasługa poprawy sytuacji w sektorze przetwórstwa przemysłowego. Wzrost wartości wskaźnika SI jest jednak nieznaczny, średnia jego wartość z ostatnich trzech miesięcy jest najniższa od IV kwartału 2016 roku.
Od kwietnia bieżącego roku obserwujemy systematyczne pogarszanie się sytuacji w produkcji przemysłowej.
Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, jest to efekt czynników zewnętrznych, spadku zamówień eksportowych i recesyjnej sytuacji w gospodarce niemieckiej. Jednak w październikowych badaniach GUS wskaźnik ufności w przetwórstwie przemysłowym wzrósł z poziomu 104,3 do 107,1.
Oceny bieżącego portfela zamówień krajowych i zagranicznych nie uległy zmianie. Prognozy produkcji są nieznacznie mniej pesymistyczne od formułowanych w ubiegłym miesiącu. Zgłaszany jest natomiast niedobór zapasów wyrobów gotowych.
Z analizą głównego czynnika przyczyniającego się do nieznacznej poprawy ogólnego wskaźnika SI, czyli sytuacją w sekcji przetwórstwo przemysłowe należy poczekać.
Zmiany miesięcznych wartości często bowiem nie uwzględniają czynników, które zakłócają prawidłową ocenę bieżącej sytuacji (efekt liczby dni roboczych i bazy odniesienia sprzed roku). Tak zresztą było w przypadku wrześniowych danych o dynamice produkcji przemysłowej, która wzrosła o 5,6 proc., nieco powyżej oczekiwań analityków i znacznie silniej niż w sierpniu.
Wykorzystanie mocy produkcyjnych w przemyśle wynosi w październiku 81,2 proc. (w październiku ub.r. 82,5 proc. ). Świadczy to o nieco większych możliwościach produkcyjnych. Najwyższe wykorzystanie mocy produkcyjnych występuje w branży naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń oraz produkcja mebli i odzieży, a najniższe – w sektorze farmaceutycznym oraz wśród producentów metali, skór i wyrobów ze skór wyprawionych.
Wskaźnik ufności w budownictwie nieznacznie spadł (z poziomu 111,5 do 111,1 we wrześniu), jednak w tym przypadku można mówić o względnej stabilizacji. Jest to głównie zasługą utrzymujących się, pozytywnych ocen bieżącego portfela zamówień na rynku krajowym i zagranicznym. Mniej optymistycznie wyglądają natomiast prognozy zatrudnienia w sektorze budowlanym.
Z kontynuacją pogarszania się koniunktury mamy do czynienia w usługach (spadek z poziomu 92,9 do 91,3) oraz w handlu detalicznym (spadek ze 100,8 do 100,2). Pogorszeniu ulegają również prognozy sprzedaży. Widać to już było w zaskakujących wynikach wrześniowych danych o sprzedaży detalicznej, w tym szczególnie niższej sprzedaży żywności.
W głównych sektorach gospodarki nie widać jednoznacznych, silnych zmian, nie ma przełomu. GUS-owskie badania koniunktury wskazują jednak, że koniunktura powoli słabnie. W październiku 2018 r. ogólny wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej GUS wynosił 104,8, a dzisiaj spadł do poziomu 101.

Niższe tempo wzrostu

Jeszcze jest czas na podwyżki stóp. Na razie mogą zostać na poziomie 1,5 proc.

Rada Polityki Pieniężnej stwierdza, iż napływające dane wskazują, że tempo wzrostu w gospodarce światowej pozostaje relatywnie niskie, a perspektywy globalnej koniunktury nadal się pogarszają.W strefie euro tempo wzrostu aktywności gospodarczej – wobec trwającej dekoniunktury w przemyśle – utrzymuje się na niskim poziomie. Czynnikiem ograniczającym skalę spowolnienia wzrostu w tej strefie jest nadal dobra sytuacja w sektorze usług.
W Stanach Zjednoczonych koniunktura pozostaje dobra, choć odczyty jej wskaźników także sygnalizują osłabienie aktywności w III kwartale. W Chinach napływające dane wskazują na dalsze obniżanie się tempa wzrostu gospodarczego.
We wrześniu nastąpił wzrost cen ropy naftowej na rynkach światowych, jednak ich poziom jest nadal niższy niż przed rokiem. Jednocześnie inflacja w wielu krajach utrzymuje się na umiarkowanym poziomie. W Polsce panuje dobra koniunktura, chociaż napływające dane wskazują na prawdopodobne obniżenie się tempa wzrostu gospodarczego w III kw., do czego przyczynia się głównie osłabienie koniunktury za granicą. Stabilizująco na dynamikę PKB oddziałuje natomiast rosnąca konsumpcja krajowa, wspierana przez zwiększające się zatrudnienie i płace, dobre nastroje konsumentów oraz wypłaty świadczeń społecznych. Nadal rosną także inwestycje w gospodarce. Inflacja w e wrześniu br. – według szybkiego szacunku GUS – wyniosła 2,6 proc. W kierunku wyższej dynamiki cen oddziałuje głównie wcześniejszy istotny wzrost cen żywności. Ograniczająco na dynamikę cen wpływają natomiast niższe niż przed rokiem ceny energii.

Spokojna jak rada pieniężna

Jeśli nie wpadniemy w kryzys, stopy procentowe powinny zostać na obecnym poziomie.

Rada Polityki Pieniężna pozostawiła bez zmian wysokość podstawowych stóp procentowych. Najważniejsza z nich, stopa referencyjna, nadal wynosi 1,5 proc. Polityka pieniężna w Polsce jest nad wyraz spokojna, jednak skala niepewności dotycząca wpływu czynników krajowych i zagranicznych na polski rynek finansowy jest coraz większa.
Jak ocenia Towarzystwo Ekonomistów Polskich, stopy procentowe w Polsce pozostaną zapewne na niezmienionym poziomie przez dłuższy czas. RPP jest gotowa na wszystkie scenariusza, aczkolwiek na ten moment skorzystanie z dodatkowych instrumentów polityki pieniężnej jest mało prawdopodobne.
Z publikowanych przez Radę Polityki Pieniężną dokumentów wynika, że polityka pieniężna w najbliższych miesiącach prawdopodobnie nie będzie ulegała zmianie.
Jednak coraz wyraźniej widać, że członkowie RPP zdają sobie sprawę ze zmieniającej się sytuacji gospodarczej oraz ryzyk wynikających m.in. z wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej z końcem października, wyraźnego wyhamowania aktywności gospodarczej w Niemczech i widocznego spowolnienia w polskiej gospodarce. A także z konsekwencji wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych, oraz niewiadomej związanej z konsekwencjami wpływu podwyżek płacy minimalnej na inflację. Większość z tych czynników została wymieniona przez RPP w opublikowanym we wrześniu dokumencie „Założenia polityki pieniężnej na rok 2020”. W rozdziale dotyczącym uwarunkowań polityki pieniężnej w 2020 r. wśród głównych czynników ryzyka dla polskiego wzrostu gospodarczego i inflacji wymieniono „skalę i trwałość spowolnienia gospodarczego na świecie”.
Pierwsze symptomy spowolnienia są zresztą już widoczne, a mogą się jeszcze z większą siłą urzeczywistnić w przypadku, gdy wyjście Wielkiej Brytanii z UE nastąpi bez porozumienia. Do takiego scenariusza obie strony nie są do końca przygotowane, a co najważniejsze, nikt nie jest w stanie ocenić z jaką skalą niepewności będziemy mieli do czynienia na rynkach finansach w sytuacji Brexitu bez porozumienia. Zdarzenie to, jak i wszystkie inne czynniki niepewności powinny być brane pod uwagę przez członków RPP w najbliższych miesiącach.
O ile spowolnienie aktywności gospodarczej może wpłynąć na spowolnienie dynamiki inflacji, to już kursy walutowe, ceny surowców energetycznych, czy też sytuacja na rynku pracy i dynamika płac, mogą wpłynąć na szybszy wzrost cen w najbliższych kwartałach. W sytuacji coraz większego spowolnienia gospodarczego na świecie i w Polsce, RPP może stanąć przed dylematem, czy zwracać bardziej uwagę na nieco wyższą inflację, czy też na ryzyko spowolnienia koniunktury gospodarczej w naszym kraju. Jest to jednak scenariusz hipotetyczny, który może pojawić się w dalszej przyszłości.
W październikowym komunikacie po posiedzeniu RPP wyraźnie wskazano, że „perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne a dynamika produktu krajowego brutto – mimo oczekiwanego obniżenia – utrzyma się w najbliższych latach na relatywnie wysokim poziomie”. RPP zauważa równocześnie wzrost niepewności dotyczącej „skali i trwałości osłabienia koniunktury za granicą oraz jego wpływu na krajową aktywność gospodarczą”.
NBP ocenia, że dynamika PKB w Polsce spowolni do 4,3 proc. w tym roku, a inflacja wyniesie 2,3 proc. Według członków RPP inflacja powróci w pobliże tego wskaźnika w połowie przyszłego roku. Większość z nich jest przekonana, że polityka fiskalna sprzyja stabilnej polityce pieniężnej. Optymistyczny scenariusz, przedstawiony przez RPP może się urzeczywistnić, powinniśmy jednak pamiętać, że wiele czynników, które mogą wpłynąć na przyszłą inflację są trudne dziś do oceny z uwagi na niepewność z jaką mamy do czynienia.
Ewentualne wątpliwości dotyczące kształtowania się koniunktury gospodarczej i inflacji będą mogły zostać rozwiane w listopadzie, kiedy członkowie RPP będą dysponowali nową projekcją PKB i inflacji.
Trudno jednak sobie wyobrazić, aby doszło do gwałtownych zmian w polityce pieniężnej. Jeżeli nie wystąpi sytuacja kryzysowa, będzie to mało prawdopodobne.

A jednak się kręci

Wszystkie wskaźniki wskazują na to, że koniunktura w polskiej gospodarce jest coraz gorsza. Mimo to nie grozi nam gwałtowne spowolnienie, a tempo wzrostu w tym roku nie spadnie poniżej 4 proc.

Najważniejszy dla oceny perspektyw gospodarczych naszego kraju, tzw. ogólny wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej Głównego Urzędu Statystycznego (SI), uległ we wrześniu 2019 r. nieznacznemu pogorszeniu i wyniósł 100,2 (100,4 w sierpniu tego roku).
To niby niewielki regres – ale w stosunku do września 2018 r. wartości wszystkich składowych tego wskaźnika koniunktury są niższe.

Obawy o sprzedaż

Dane potwierdzają gorsze nastroje przedsiębiorców, co jest wynikiem zarówno niepewności zewnętrznej, jak i czynników ryzyka na rynku krajowym.
Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, prognozy i oceny zazwyczaj z niewielkim wyprzedzeniem pokazują kierunek zmian w gospodarce. Wskaźniki koniunktury od kilku miesięcy pogarszały się, a to zapowiada gorsze wyniki w poszczególnych sektorach gospodarki realnej.
Najsilniejszemu pogorszeniu uległa sytuacja w handlu detalicznym. Dotyczy to szczególnie sprzedaży sfinalizowanej w ostatnich trzech miesiącach. Bardziej ostrożne są również oczekiwania dotyczące sprzedaży w ostatnich miesiącach bieżącego roku.
Oceny dotyczące sytuacji w przetwórstwie przemysłowym i w usługach kształtują się na poziomie zbliżonym do notowanego w poprzednim miesiącu. Warto jednak zwrócić uwagę, że pogorszeniu uległa ocena bieżącego portfela zamówień (krajowego i zagranicznego). Natomiast prognozy produkcji są mniej pesymistyczne od formułowanych w sierpniu. Producenci zgłaszają co najwyżej niedobory zapasów wyrobów gotowych.
W sektorze budowlanym utrzymują się pozytywne oceny dotyczące wielkości zamówień zarówno na rynku krajowym jak i zagranicznym.

Trochę więcej pesymizmu

W porównaniu z ubiegłym rokiem, wśród ankietowanych przedsiębiorców widoczny jest nieco większy pesymizm. Czy mają rację? Coraz więcej argumentów przemawia za tym, że tak.
Brak wyraźnych oznak przemawiających za poprawą koniunktury wynika zarówno z czynników zagranicznych, jak i krajowych. Kluczowa dla polskiego eksportu gospodarka Niemiec wchodzi w okres recesji, co musi negatywnie wpłynąć na wartość polskiego eksportu. Widać to już dziś między innymi na przykładzie sektora samochodowego. Podobna sytuacja widoczna jest również w największych gospodarkach: Stanach Zjednoczonych i Chinach.

Zadecydują zmiany po wyborach

Jeszcze przed wakacjami, w czerwcu, Bank Światowy obniżył prognozy światowego wzrostu produktu krajowego brutto o prawie 1 punkt procentowy, do 2,9 proc. W głównej mierze jest to efekt konfliktów handlowych, jak również niepewność związana z efektami Brexitu. Przypomnijmy również, że w ostatnich miesiącach sytuacja na rynkach finansowych wskazywała na możliwość wystąpienia scenariusza recesji na świecie.
Poczucie niestabilności warunków, w jakich przedsiębiorcy prowadzą działalność gospodarczą, ma również wpływ na kształtowanie się wartości wskaźników koniunktury gospodarczej w Polsce. Oprócz spraw związanych z rynkiem pracy oraz malejącą skalą zamówień, ankietowani przedsiębiorcy wskazują na rosnącą niepewność związaną z regulacjami, jakie mogą pojawić się po październikowych wyborach parlamentarnych. Także niepewność odnosząca się do skali obciążeń fiskalnych w przyszłym roku z pewnością nie sprzyja pozytywnym ocenom odnoszącym się do przyszłości. Sytuacja mogłaby ulec zmianie najwcześniej po pierwszym kwartale 2020 roku.

Niepewność szkodzi wzrostowi

Rada Polityki Pieniężnej widzi zagrożenia dla naszej gospodarki, ale usiłuje zachować urzędowy optymizm.

W gospodarczym świecie stopniowo dzieje się coraz gorzej. Napływające dane wskazują, że tempo wzrostu w gospodarce światowej pozostaje relatywnie niskie, a perspektywy globalnej koniunktury znowu się pogorszyły – wskazuje Rada Polityki Pieniężnej.

Choć burza huczy wokół nas

W strefie euro w II kw. wzrost produktu krajowego brutto nadal jest na bardzo niskim poziomie wynoszącym zaledwie 0,2 proc.).
Mimo nadal dobrej sytuacji w sektorze usług w eurostrefie, aktywność w sektorze przemysłowym pozostaje słaba. A bez rozwoju przemysłu nie będzie rozwoju Europy. W Stanach Zjednoczonych koniunktura pozostaje dobra, choć i tam dynamika PKB w drugim kwartale się obniżyła, a odczyty wskaźników koniunktury sygnalizują możliwe osłabienie aktywności w kolejnych kwartałach. W Chinach wzrost PKB także spowolnił w II kwartale tego roku.
Europejski Bank Centralny utrzymuje stopy procentowe na poziomie bliskim zera, w tym stopę depozytową poniżej zera, oraz reinwestuje papiery wartościowe zakupione w ramach programu skupu aktywów. EBC sygnalizuje także możliwość poluzowania polityki pieniężnej w najbliższym czasie. Wszystko to ma pobudzić europejską gospodarkę.
W tym samym celu Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych obniżyła stopy procentowe oraz zaprzestała zmniejszania swojej sumy bilansowej.
Jednocześnie inflacja w wielu krajach utrzymuje się na umiarkowanym poziomie. Także i dlatego, że w ostatnim okresie obniżyły się ceny ropy naftowej na rynkach światowych. Ale te obniżki stanowi już przeszłość. Zbombardowanie rafinerii w Arabii Saudyjskiej grozi zakłóceniami na rynku paliw, których skutki odczuje cały rozwinięty świat, a w tym oczywiście i Polska.

Wyspa wciąż lekko zielona

Na razie jednak, w Polsce – mimo osłabienia wzrostu gospodarczego za granicą – nadal utrzymuje się dobra koniunktura, a tempo wzrostu PKB w II kwartale tego roku wyniosło 4,5 proc. (rok do roku). Wzrostowi aktywności gospodarczej w naszym kraju sprzyja rosnąca konsumpcja, wspierana przez wciąż zwiększające się zatrudnienie i płace, dobre nastroje konsumentów oraz wypłaty świadczeń społecznych.
W II kwartale nadal rosły także – mimo zauważalnego już pewnego obniżenia dynamiki – inwestycje w Polsce. Pytanie, jak długo jeszcze będą rosnąć?
Trzeba też zauważyć, że obniżyło się zarówno tempo wzrostu eksportu i importu, co wskazuje na zwalnianie obrotów naszej gospodarki.
Jednocześnie, rośnie inflacja, która w sierpniu tego roku – według szybkiego szacunku GUS – wyniosła 2,8 proc. Na koniec roku prawdopodobnie osiągnie 3 proc., co oznacza systematyczne zmniejszanie siły nabywczej zarobków Polaków. Na rzecz coraz wyższej dynamiki cen oddziałuje głównie istotny i dotkliwy wzrost cen żywności. Ograniczająco na przyrost cen wpływają natomiast niższe niż przed rokiem ceny energii, w tym paliw (co się wkrótce zmieni).

Niby dobrze, ale z obawami

W ocenie Rady Polityki Pieniężnej perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne, a dynamika PKB utrzyma się w najbliższych latach na relatywnie wysokim poziomie – choć trudno liczyć na utrzymanie tempa wzrostu wynoszącego dziś 4,5 proc. W Polsce rośnie bowiem niepewność dotycząca skali i trwałości osłabienia koniunktury za granicą – i jego negatywnego wpływu na krajową aktywność gospodarczą.
Nie wiadomo też, co będzie z inflacją, która z pewnością wzrośnie w pierwszym kwartale przyszłego roku – ale RPP ma nadzieję, iż to tylko przejściowy wzrost.
Reasumując, Rada ocenia, że nasza gospodarka nadal utrzymuje się na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz zachowuje równowagę makroekonomiczną. Jak widać, zdaniem RPP, tej równowagi z pewnością nie zakłócą liczne obietnice przedwyborcze, mnożące się w ustach liderów PiS jak króliki Lejzorka.

Uszczuplenie portfeli

Czy bessa zawita na parkiety giełdowe?

Maj nie mógł zacząć się gorzej. Spadek rynkowych indeksów był więcej niż zauważalny i mocno uszczuplił portfele inwestorów.
Osłabienie koniunktury na światowych giełdach można przypisywać różnym czynnikom. Na przykład eskalacji napięcia gospodarczego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami i wprowadzaniem przez prezydenta Donalda Trumpa kolejnych ceł na chińskie towary. Jednak podstawowa przyczyna jest dość prosta – amerykański rynek akcji ma za sobą bardzo długi okres wzrostów i naturalne jest pojawienie się nerwowości
Pierwsze tweety Donalda Trumpa o chęci nałożenia ceł na chińskie produkty pociągnęły za sobą szereg zdarzeń, których głównym skutkiem był wzrost globalnej awersji do ryzyka i spadek nadziei na szybkie rozwiązanie problemu. Do tej pory dotyczył on całej chińskiej gospodarki, teraz zaczął dotykać poszczególnych spółek.
Pierwszą ofiarą został chiński gigant Huawei, który został wpisany na czarną listę. W efekcie kolejne amerykańskie i sprzyjające USA korporacje zaczęły odmawiać Chińczykom dalszej współpracy, co w przypadku takich firm jak Google nie pozostaje bez znaczenia.
Taka sytuacja nie sprzyja globalnej wymianie handlowej. Część nieamerykańskich spółek już szuka sposobu, by powrócić do współpracy z chińskim gigantem.
Ponadto, według ostatnich badań skutki wojny celnej uderzą nie tylko w Państwo Środka, ale również w zwykłych obywateli amerykańskich, którzy średnio zapłacą ponad 800 dolarów rocznie za nową politykę amerykańskiego prezydenta.
Warto też zaznaczyć, że strona chińska nie pozostawia zaistniałej sytuacji bez odpowiedzi, chociaż można odnieść wrażenie, że władze Chin w dalszym ciągu kalkulują, co im się bardziej opłaca, pozostawiając piłeczkę w rękach Amerykanów. Na razie główną groźbą było możliwe embargo eksportu 17 metali ziem rzadkich, wykorzystywanych przede wszystkim w przemyśle zaawansowanych technologii. Jest to jednak broń obosieczna, gdyż trudno byłoby znaleźć dla tych towarów nowe rynki zbytu.
Europa Zachodnia ma również swoje demony. Do nierozwiązanego problemu brexitu i zwalniającej gospodarki dołączyły ostatnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, które wygrały ugrupowania skrajnie prawicowe i populistyczne, co budzi obawy zwłaszcza w przypadku Francji i Włoch.
Na warszawskiej giełdzie miesiąc mijał w cieniu geopolityki. Mało przydatne były rewelacyjne dane gospodarcze o wzroście inwestycji prywatnych i dobrej koniunkturze w sektorze przemysłowym oraz w sektorze sprzedaży detalicznej. Trwający sezon wyników nie zmienił ogólnego obrazu krajowej giełdy. W przypadku dużych spółek poza sektorem handlu detalicznego trudno było doszukiwać się znaczących, pozytywnych zaskoczeń. Czynnikiem ryzyka pozostaje reforma otwartych funduszy emerytalnych.

Co czeka rumuńską gospodarkę?

Bardzo szybko można doprowadzić do tego, że stabilny kraj zacznie się uzależniać od importu i zmagać z szybko rosnącymi cenami.

W latach 2016-2018 pensje w rumuńskim sektorze publicznym rosły w tempie przekraczającym 20 proc. każdego roku – według danych rumuńskiego banku centralnego.
Przy niskim bezrobociu popchnęło to w górę również wynagrodzenia w sektorze prywatnym, średnio o kilkanaście procent rocznie.

Nakręcanie koniunktury

Jeszcze w styczniu 2015 r. przeciętne wynagrodzenie netto wyniosło w Rumunii 1740 lei, czyli po kursie sprzed czterech lat ok. 1635 zł na rękę. W pierwszym miesiącu 2019 r. przeciętne wynagrodzenie rumuńskiego pracownika wyniosło już 2936 lei (2640 zł netto).
Dodatkowo władze były również hojne dla emerytów. Według danych MFW wydatki na świadczenia emerytalne wzrosły z 51 mld lei do 68 mld przez cztery lata, czyli o ponad 30 proc. Inne świadczenia społeczne od państwa wzrosły o ponad połowę – z 24 do 38 mld lei.
Silne wzrosty wynagrodzeń, poprzez konsumpcję, doprowadziły do olbrzymiego wzrostu PKB – o 7,0 proc. w 2017 r. W tym roku wysoka również była inflacja – 4,0 proc. Ale to nie wzrost cen jest największym zagrożeniem dla Rumunii.
Przy otwartych granicach popyt konsumentów został zaspokojony przez import, drastycznie pogarszając saldo wymiany handlowej i bilans rachunku bieżącego.

Daleko od równowagi

Dane MFW pokazują, że od 2007 r. do 2015 r. wydajność rumuńskiej gospodarki rosła mniej więcej zgodnie z wynagrodzeniami. Jednak już na początku 2018 r. wynagrodzenia były o ok. 20 proc. zawyżone w porównaniu do możliwości produkcyjnych gospodarki. Teraz prawdopodobnie trzeba do tego dołożyć kolejne 10 pkt proc., biorąc pod uwagę dane banku centralnego dotyczące jednostkowych kosztów pracy za trzy pierwsze kwartały 2018 r.
W rezultacie, wynagrodzenia Rumunów mogą być nawet o 30 proc wyższe, niż wynika to z ich ogólnej wydajności pracy. Ponieważ gospodarka nie jest w stanie wypełnić potrzeb konsumpcyjnych czy inwestycyjnych, kraj posiłkuje się importem.
Pod koniec 2014 r. deficyt w wymianie towarowej Rumunii ze światem był umiarkowany i wynosił ok. 6 mld euro, a saldo obrotów bieżących dzięki pozytywnemu wkładowi usług było w pierwszym kwartale 2015 r. nawet dodatnie (0,24 proc. PKB).
Teraz deficyt wymiany towarowej, wyliczany jako suma ostatnich 12 miesięcy, sięgnął w styczniu 2019 r. 15,5 mld euro, czyli prawie 8 proc. PKB. Pokazuje to olbrzymią nierównowagę zewnętrzną kraju, która jest przede wszystkim rezultatem wzrostu wynagrodzeń i mało produktywnej konsumpcji – ocenia Cinkciarz.pl.

Gorzkie lekarstwa

Oparte wyłącznie na, zbyt mocno stymulowanej konsumpcji, perspektywy wzrostu gospodarczego nie mogą być trwałe. Poza silnym wzrostem deficytu w obrotach towarowych kraj ma coraz większe problemy ze zbilansowaniem budżetu.
S&P ocenia, że deficyt sektora finansów publicznych będzie w każdym z najbliższych czterech lat przekraczał 3 proc. PKB, czyli kraj wejdzie w procedurę nadmiernego deficytu. Jeszcze bardziej pesymistyczna była Komisja Europejska w listopadzie, oceniając, że dziura w budżecie sięgnie 4,6 proc PKB w 2020 r.
Rząd ratuje się obecnie wprowadzeniem dodatkowych podatków (od hazardu, akcyzy) czy liczy na wyższą dywidendę od spółek skarbu państwa. Z drugiej strony władze Rumunii musiały się wycofać z absurdalnie skonstruowanego podatku bankowego, który miał być zależny od rynkowych stóp procentowych. S&P, uwzględniając tę decyzję, cofnął negatywną perspektywę ratingu dla Rumunii. Wiarygodność kredytowa tego kraju jest obecnie na najniższym poziomie inwestycyjnym, czyli BBB minus.
Niezależnie jednak już od bieżących decyzji Rumunia powinna szykować się na poważne problemy. Koniec szybkiego wzrostu wynagrodzeń i dziura w budżecie przełożą się szybko na ograniczenie inwestycji i znaczne spowolnienie wzrostu PKB.
Gospodarka przez ostatnie lata stała się także znacznie mniej konkurencyjna, czego dowodem jest olbrzymi wzrost deficytu handlowego. Rumunię czeka więc twarde lądowanie, a z okresem prosperity kraj może się pożegnać na wiele, wiele lat.

Spojrzenie bez optymizmu

Rzut oka w przyszłość gospodarczą Polski nie przynosi powodów do zadowolenia, zwłaszcza dla mniejszych przedsiębiorstw. Rozwój będzie trudny.

Przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw rozpoczęli nowy rok z wyjątkowo słabymi nastrojami. Główny indeks koniunktury dla tej grupy firm osiągnął wartość niższą niż 50 pkt. (dokładnie 49,9 pkt.).
Zdarzyło się tak po raz pierwszy w historii jego pomiarów – niedługiej wprawdzie, bo trwającej od początku roku 2015. To zaś wskazuje na bardzo ograniczony rozwój i oznacza, że warunki do wzrostu dla firm w Polsce są obecnie niekorzystne.

Wygrzebią się?

Mikro, małe i średnie firmy znajdują się w inwestycyjnym dołku. Eksperci zwracają uwagę, że jeszcze nigdy tak mało mikro, małych i średnich firm nie planowało większych inwestycji. Plany inwestycyjne ma tylko 18 proc. z nich.
Ponadto, wartość głównego indeksu barometru koniunktury (sporządzanego przez Europejski Fundusz Leasingowy) była w I kwartale o 1,2 pkt. niższa niż w poprzednim kwartale (ostatnim ubiegłego roku).  W porównaniu z I kwartałem 2018 r. różnica wynosi już 6,9 pkt. (56,8 pkt.).
Ów indeks to syntetyczny wskaźnik informujący o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu i rozwoju, rozumianego, jako stawianie sobie celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki, maksymalizacją zysków, inwestycjami w środki trwałe).
Oczywiście, zgodnie z tendencją z lat ubiegłych, tradycyjnie na przełomie roku (między IV kw. a I kw.) nastroje przedsiębiorców spadają, osiągając najniższą wartość. Wejście w nowy rok to zawsze element niepewności.
Na ocenę własnej sytuacji ma też wpływ to, co dzieje się w otoczeniu społeczno-gospodarczym. Zarówno w krajowym – tu chodzi przede wszystkim o niewielki zapas rąk do pracy – jak i zagranicznym.

Niemiecki katar

Niewielkie firmy z Polski bardzo uważnie patrzą na swych zachodnich sąsiadów, od których otrzymują coraz gorsze informacje, głównie sygnalizujące postępujące spowolnienie niemieckiego przemysłu.
– Dekoniunktura nad Renem z pewnością będzie coraz bardziej ciążyć polskim przedsiębiorcom, dla których niemieckie firmy są najczęściej głównym partnerem handlowym – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL. I dodaje: –Zaskoczyło nas jednak, że dynamika spadku w ciągu czterech ostatnich pomiarów barometru koniunktury jest bardzo duża. Niestety, świadczy to o zdecydowanym pogorszeniu nastrojów polskich małych i średnich przedsiębiorstw. naszych MŚP. mu ograniczonego rozwoju.

Niedobra tendencja

Barometr koniunktury powstaje na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców, które dotyczą 4 sfer: poziomu sprzedaży, planowanych inwestycji w środki trwałe, płynności finansowej i zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, a wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP.
Spadek do poziomu 49,9 pkt. na początku tego roku to wprawdzie bardzo nikły zjazd poniżej bariery dobrej koniunktury, ale jest to już kolejny okres długiej tendencji spadkowej. Na razie nie widać warunków dla jej odwrócenia.
Podobnie jak w poprzednich pomiarach, o spadku oczekiwań co do koniunktury zadecydował głównie pesymizm co do możliwości inwestowania. Optymistów jest tu o 5,2 p.p. mniej niż kwartał wcześniej (spadek z 23,5 proc. do 18,3 proc.). To także jest najniższy wynik od początku badania, czyli od stycznia 2015 r.
Zdecydowanie więcej jest przedsiębiorców, którzy przewidują spadek inwestycji niż tych, którzy planują ich wzrost. Od IV kwartału 2017, gdy odsetek optymistów był rekordowy (41,4 proc.), wskaźnik ten stale spada (w sumie już o 23,1 pkt. proc.). Można więc mówić o poważnym załamaniu planów inwestycyjnych naszych firm.

Nie jest wcale tak różowo

Coraz trudniej pokonywać bariery, mogące osłabić polską gospodarkę i zagrozić jej rozwojowi. Przedsiębiorcy nie dają rady, a władza nie pomaga.

 

Oto kilka głównych, zdaniem ekspertów, dzisiejszych zagrożeń dla rozwoju Polski oraz jej gospodarki:
1. Zapaść demograficzna.
2. Niska strukturalna efektywność wykorzystania własnych zasobów.
3. Pogłębianie się niespójności i atomizacji społecznej.
4. Deficyt zasobów pracy.
4. Wzrost wynagrodzeń przekraczający dynamikę wydajności pracy, co może prowadzić do stopniowego wytracania konkurencyjności polskiej gospodarki.
5. Ryzyko szybkiego zwiększenia się długu publicznego w okresie nadchodzącej dekoniunktury.
6. Liczne działania lub zapowiedzi działań rządu destabilizujące sytuację i rachunek ekonomiczny podmiotów gospodarczych (np. podatek solidarnościowy, zmiany w systemie kierowania składek na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, zmiany w projekcie pracowniczych planów kapitałowych.
7. Regionalne i środowiskowe asymetrie w poziomie rozwoju, niskie współczynniki zatrudnienia, społeczno-ekonomiczna marginalizacja niektórych regionów kraju.
8. Niski poziom innowacyjności, w tym niski poziom cyfryzacji gospodarki oraz państwa
9. Zjawiska zamknięcia się w dotychczasowych ramach instytucjonalnych, nieprzystających do wymogów rewolucji cyfrowej.
10. Wszechwładza priorytetu celów krótkookresowych. Symptomatyczne jest tu, że Polska nie posiada ogólnokrajowego, profesjonalnego centrum diagnoz i studiów. Brak takiego zaplecza decyzyjnego negatywnie wyróżnia Polskę na tle innych krajów UE.

 

Koniunktura kiedyś się skończy

Takie właśnie są najważniejsze wnioski, sformułowane przez ekonomistów uczestniczących w konferencji zorganizowanej przez Komitet i Instytut Nauk Ekonomicznych PAN oraz Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.
W konferencji wzięli udział m.in. profesorowie Marek Belka, Bogusław Fiedor, Stanisław Gomułka, Marian Gorynia, Witold Orłowski, Jerzy Hausner, Elżbieta Mączyńska, Ryszard Rapacki, Jerzy Wilkin, Andrzej Wojtyna.
Zdaniem uczestników, obecna dobra koniunktura samoczynnie podtrzymuje wzrost w dłuższym okresie. Ma jednak to do siebie, że się cyklicznie waha. Zawsze przyszłe problemy zaczynają się w okresie dobrej koniunktury a właściwe działania dostosowawcze należy podejmować zanim koniunktura osłabnie. Na tym właśnie zasadza się prowadzenie polityki zapobiegającej huśtawce cyklów.
Niestety, w polskim przypadku mamy do czynienia w dużej mierze z polityką sprzyjającą wahaniom cyklicznym.
W rezultacie, kiedy nastąpi silniejsze osłabienie tempa wzrostu nie będziemy dysponowali możliwościami stymulacji wzrostu na drodze zwiększenia wydatków publicznych lub obniżenia stóp procentowych.

 

Mali pozostają małymi

Stopniowo pogarsza się demografia polskich przedsiębiorstw. Ciągle rośnie liczba małych przedsiębiorstw, natomiast zbyt mało z nich staje się firmami średnimi, które umiędzynarodowiałyby swoją działalność, jak ma to miejsce w Niemczech.
W naszym przypadku jest to szczególnie istotne, bowiem to właśnie przedsiębiorstwa średnie stanowią często zaplecze wytwórcze dla przedsiębiorstw zagranicznych, a jednocześnie mogą być ich rynkową przeciwwagą. Stają się one „miękkim podbrzuszem” polskiej gospodarki. I dlatego strukturalna polityka gospodarcza powinna być znacznie mocniej ukierunkowana na przeciwdziałanie temu zagrożeniu.
Generalnie, dziś dobrze radzimy sobie z problemami koniunkturalnymi, ale zaniedbujemy rozwiązywanie problemów strukturalnych. W sumie, wciąż jesteśmy silni – ale tracimy siłę rozwojową.

 

Państwo autorytarnej mobilizacji

Wprawdzie nasza gospodarka nadal pozostaje na ścieżce względnie zrównoważonego wzrostu, to jednak nie są podejmowane reformy strukturalne i instytucjonalne, które zapobiegałyby jej stopniowemu dryfowaniu w stronę wzrostu niezrównoważonego i niskiego.
Polskę może dotknąć relatywne pogarszanie się miejsca, jakie zajmuje obecnie w międzynarodowym podziale pracy.
„Państwo autorytarnej mobilizacji”, jakim obecnie jesteśmy, w krótkiej perspektywie zyskuje na operacyjnej sprawności – kosztem jednak radykalnego ograniczenia potencjału rozwojowego i stworzenia podstaw do głębokich społecznych podziałów i ostrych konfliktów.

 

Potrzebne elementarne zaufanie

Ład konstytucyjny rodzi się i jest modyfikowany w następstwie refleksji i dyskusji wielu podmiotów, w której mieszają się interesy i racje. Przy czym te drugie wynikają ze strategicznej wyobraźni uczestniczących w dyskursie aktorów.
Aby jednak w ogóle mogli oni podjąć strategiczny dialog muszą oni sobie elementarnie ufać. Przedsiębiorczość i innowacyjność rozwijają się tylko w warunkach specyficznego ekosystemu gospodarczego, który może być tylko częściowo i stopniowo kształtowany przez administrację publiczną. I to taką, która jest politycznie niezależna i wysoce profesjonalna.
Podstawową składową tego systemu stanowią firmy, które są otwarte i zdolne do współdziałania z innymi. Jeśli myśli się o rozwoju, a nie tylko o utrwalaniu określonego stanu, to oddziaływanie odgórne ma sens tylko wtedy, kiedy napotyka na współgrające z nim oddziaływanie oddolne.
Choć przeważnie mniej więcej wiadomo, jakie działania mogłyby usuwać blokady w naszym rozwoju, to często brakuje woli lub mechanizmów politycznych, aby takie działania podjąć.
Stąd też niemal każdemu czynnikowi rozwojowego potencjału Polski towarzyszy czynnik blokujący rozwój.
Istotna część tego potencjału jest marnotrawiona na walkę z problemami, które sami tworzymy.