Gospodarka 48 godzin

Depresja bankiera

Bankierzy z pesymizmem patrzą na rynek pracy. Widzą, że w bankach ciągle rośnie nacisk na wyniki, a wynagrodzenia stoją w miejscu. Gorzej niż przed rokiem oceniają także swoje szanse na rynku pracy. 30 proc. z nich ocenia, że prawdopodobieństwo utraty pracy w ciągu kolejnego roku jest wysokie lub bardzo wysokie. Takie właśnie są wyniki badania „Jak się pracuje w bankach?”, przeprowadzonego w połowie tego roku przez Bankier.pl. Tak więc obawy bankierów o miejsce pracy nie znikają. I słusznie, bo banki nadal tną zatrudnienie. To długoterminowy trend, który widać w danych Komisji Nadzoru Finansowego. Potwierdzają to również sami zainteresowani. 39 proc. respondentów w badaniu Bankiera pl. wskazało, że w 12 miesiącach poprzedzających sondaż w ich dziale miały miejsce „trwałe redukcje stanowisk pracy”. O subiektywnym poczuciu zagrożenia utratą pracy świadczą odpowiedzi na pytanie, gdzie respondenci mieli wskazać prawdopodobieństwo zwolnienia w najbliższych 12 miesiącach. 10 proc. ocenia je jako bardzo wysokie, zaś 20 proc. wskazało na „wysoki poziom zagrożenia”. Grupa spokojnych o zatrudnienie była najmniej liczna od 2016 r. i wynosiła zaledwie 12 proc. Pochodną oceny sytuacji na rynku pracy były odpowiedzi na pytanie o szacowany czas poszukiwania nowego miejsca pracy. 14 proc. badanych wskazało, że znalezienie pracy zajmie im ponad sześć miesięcy (to najwyższy, kiedykolwiek zauważony odsetek takich wskazań wśród bankierów). Natomiast 21 proc. (to także najwyższy wynik) wybrało odpowiedź „4-6 miesięcy”. Zaledwie co dziesiąty respondent spodziewa się, że poszukiwania nowego zatrudnienia zajmą mu mniej niż miesiąc.

Realna koniunktura
Wskaźnik koniunktury PMI dla przemysłu w Polsce, podawany przez Markit, w sierpniu tego roku wyniósł 50,6 pkt. W kryzysie gospodarczym spowodowanym pandemią jest to dosyć dobry wynik, wskazujący na lekki optymizm przedsiębiorców i rozwój gospodarczy (bo wynosi powyżej 50 pkt). Tym niemniej jest on niższy od wskaźnika PMI w lipcu 2020 r., który wynosił 2,8 pkt. Ten spadek koniunktury wynikał m.in. z niewielkiej liczby nowych zamówień i wolniejszego tempa wzrostu produkcji, a także z powodu ogólnego osłabienia nastrojów, spowodowanego tym, że działania rządu nie doprowadziły do skutecznego zwalczania pandemii koronawirusa, która – wbrew oczekiwaniom rozbudzanym przez rząd PiS – nie stała się mniej groźna i wcale nie osłabła podczas letnich miesięcy. Spadek wskaźnika PMI w sierpniu wydawał się nieuchronny, bo w lipcu odnotował on najwyższą wartość od dwóch lat (aż 52,8) – choć wynikało to głównie z optymistycznych wypowiedzi prominentów PiS, którzy chcieli w ten sposób poprawić szanse wyborcze Andrzeja Dudy. Nie wynikał natomiast z rzeczywistego stanu naszej gospodarki. Można więc powiedzieć, że sierpień przyniósł weryfikację tego nieuzasadnionego optymizmu – i powrót do bardziej realnych ocen dotyczących koniunktury w gospodarce. A prawda jest taka, że warunki gospodarcze dla funkcjonowania polskiego przemysłu stopniowo się poprawiają, lecz wciąż w powolnym tempie.

Koronawirus osłabia i wzmacnia koniunkturę

Kilka miesięcy temu przedsiębiorcy z branży hotelowej, restauracyjnej i cateringowej mieli najgorsze nastroje w całej polskiej gospodarce. Dziś są największymi optymistami – choć nie na długo.

Barometr koniunktury na trzeci kwartał bieżącego roku dla sektora HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) wyniósł 55,7 pkt. W porównaniu do pomiaru na drugi kwartał (koniec marca bieżącego roku) wartość tego wskaźnika, obliczanego przez Europejski Fundusz Leasingowy wzrosła niemal dwukrotnie – o 27,1 pkt. To największa dynamika spośród wszystkich badanych sektorów polskiej gospodarki i najwyższy wskaźnik koniunktury wśród nich.
Barometr koniunktury EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności małych i średnich firm do rozwoju (takiego jak wzrost sprzedaży i produkcji, ekspansja na nowe rynki, maksymalizacja zysków, inwestycje w środki trwałe). Wartość głównego indeksu wskaźnika koniunktury dla całej polskiej gospodarki na III kwartał tego roku wyniosła 50,2 pkt. Osiągnięty poziom jest o 17,7 pkt. wyższy niż w drugim kwartale tego roku i jednocześnie najwyższy od III kwartału 2019 r. (52,2 pkt.).
Mimo dużego i uzasadnionego pesymizmu w pierwszym półroczu, nastroje w branży HoReCa są więc obecnie znacząco lepsze, niż w pozostałych elementach gospodarki. Co więcej, ten sektor ocenia swoją najbliższą przyszłość najlepiej od ponad roku – ostatnio lepszy wynik został odnotowany w drugim kwartale 2019 roku.
Na tak dobry wynik największy wpływ miało letnie ożywienie w krajowym ruchu turystycznym i korzystne prognozy dotyczące sprzedaży.
Prawie 54 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych prognozuje wzrost zamówień od lipca do września br., podczas gdy tylko co czwarty zapytany spodziewa się zmniejszenia obrotów. Jest to zdecydowanie odmienny obraz od tego z końca marca i początku kwietnia, kiedy ponad 81 proc. przedstawicieli HoReCa obawiała się mniejszej sprzedaży, a na jej wzrost liczyło zaledwie 3 proc. zapytanych.
Wówczas hotelarze, restauratorzy i przedstawiciele firm cateringowych, obok sektora usług, najbardziej pesymistycznie wyobrażali sobie swoją przyszłość. Teraz jest odwrotnie. To wszystko nie pozostaje bez wpływu na płynność finansową, której poprawienia spodziewa się 30 proc. przedsiębiorców, również najwięcej wśród sektorów gospodarki. Natomiast na duże odbicie w inwestycjach jeszcze nie ma co liczyć – zdecydowana większość zapytanych (87 proc.) uważa, że pozostaną one na niezmienionym poziomie co ostatnio. Tym niemniej, w związku z poprawą koniunktury 18,8 proc. przedsiębiorców wyraża większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (kredyty i pożyczki).
O poprawie nastrojów w branży HoReCa może świadczyć także fakt, że więcej przedstawicieli tego sektora twierdzi, że kondycja ich biznesów mimo wciąż trwającej pandemii, w ciągu kolejnych sześciu miesięcy poprawi się, niż pogorszy (42,5 proc. wobec 39 proc.). Tutaj również grupa optymistów jest najliczniejsza wśród wszystkich sektorów polskiej gospodarki. – HoReCa to jeden z sektorów, dla którego objawy infekcji spowodowanej COVID-19 w perspektywie długoterminowej mogą okazać się najbardziej widoczne. Do dziś, pomimo zniesienia wielu obostrzeń, wiele restauracji, kawiarni, barów, hoteli czy pensjonatów nie funkcjonuje tak jak miało to miejsce przed wybuchem pandemii. Najpewniej dlatego tak wielu przedstawicieli tego sektora twierdzi, że najpoważniejszym skutkiem trwającego kryzysu będą upadki działalności gastronomicznych i hotelarskich. Z drugiej strony, sami zainteresowani widzą nie tyle światełko w tunelu, co reflektor, o czym świadczy najwyższa od ponad roku wartość branżowego indeksu. Na założenie różowych okularów przez restauratorów i hotelarzy z pewnością wpłynęły trzy czynniki. Pierwszy – pomoc finansowa w ramach tarczy antykryzysowej. Po drugie – trwający sezon wakacyjny, w którym polska turystyka pozostaje bezkonkurencyjna wobec zagranicznych ofert. Po trzecie, uruchomienie bonów, które mają na celu pobudzenie turystycznej gałęzi polskiej gospodarki – zwraca uwagę Radosław Woźniak, prezes EFL.
Koronawirus w połączeniu z decyzjami rządu najpierw doprowadził wiele hoteli, restauracji i firm cateringowych na skraj upadku, by potem, za sprawą letniego boomu krajowych wyjazdów turystycznych Polaków, wyrównywać poniesione straty. Jego wpływ jest jednak niszczący i podważa wszelkie plany biznesowe. Aż 73,8 proc. przedsiębiorców z sektora hotelarskiego, restauracyjnego i cateringowego uważa, że koronawirus będzie mieć zdecydowanie niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację ich firmy (to również najwyższy pesymizm wśród wszystkich sektorów gospodarki).
Nadal też w branży HoReCa najwięcej ankietowanych, wśród wszystkich badanych sektorów gospodarki, twierdzi, że pandemia koronawirusa spowoduje zamykanie biznesów hotelarskich i gastronomicznych (tak uważa 50 proc.).
Pod koniec maja 67 proc. zapytanych liczyło na uporanie się ze skutkami kryzysu do końca przyszłego roku, pod koniec czerwca – już tylko 39 proc. Więcej respondentów natomiast uważa, że nastąpi to w ciągu najbliższych dwóch – trzech lat (35,5 proc. wobec 27 proc. w maju) lub jeszcze później w następnych latach (19 proc. , gdy w maju nikt tak nie myślał).
Oznacza to, że w porównaniu do wyników z wiosny tego roku, hotelarze, cateringowcy i restauratorzy są mniej optymistycznie nastawieni, jeśli chodzi o czas powrotu do pełnej koniunktury. To zaś może poddawać w wątpliwość, czy jej obecna poprawa okaże się trwała.

Gorzej w każdej dziedzinie

Towarzystwo Ekonomistów Polskich ostrzega: w naszej gospodarce szaleje wirus niepewności.

Koronawirus (SARS-CoV-2) uderzył w polską gospodarkę. Na początku drugiego kwartału odnotowano pogorszenie się koniunktury we wszystkich działach gospodarki, objętych badaniami przez Instytut Rozwoju Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej.
Wartości zarówno barometru koniunktury (BAR-IRG), który w sposób syntetyczny przedstawia koniunkturę ogólnogospodarczą, jak i jego składowych (wskaźników koniunktury w poszczególnych działach), dramatycznie spadły. Większość z nich osiągnęła historyczne minima.
Wartość barometru wynosi obecnie minus 39,9 pkt. i jest to najniższy poziom w historii badania. W porównaniu z pierwszym kwartałem obniżyła się aż o 30,6 pkt., a spadek w skali roku wyniósł 39,9 pkt. Równie głębokich kwartalnych i rocznych spadków wartości barometru dotychczas nie zanotowano.
Kryzys jest rozległy i głęboki. Najbardziej pogorszyły się nastroje konsumentów. W porównaniu z pierwszym kwartałem wartość wskaźnika kondycji gospodarstw domowych zmniejszyła się o 40,5 pkt. Gospodarstwa domowe najbardziej obawiają się wzrostu bezrobocia. Wartość salda odpowiedzi na to pytanie zwiększyła się kwartalnie aż o 62,8 pkt., do poziomu 78,6 pkt., najwyższego w historii badania.
Rosną także obawy dotyczące sytuacji finansowej gospodarstw domowych i ogólnej sytuacji w gospodarce polskiej. Wartość salda odpowiedzi na to drugie pytanie wynosi minus 57,9 pkt. i jest o 43,2 pkt. niższa niż w pierwszym kwartale oraz o 53,8 pkt. niższa niż rok temu.
W przemyśle przetwórczym wartość wskaźnika obniżyła się w ciągu marca i kwietnia o 28 pkt. Obecnie wynosi minus 38,8 pkt. i jest niższa od wartości sprzed roku o 39,1 pkt.
Przedsiębiorstwa przemysłowe informują o spadku produkcji, inwestycji, zamówień, zapasów, cen oraz pogorszeniu się ich sytuacji finansowej. Dramatycznie pogarszają się też ich nastroje. Wartość salda odpowiedzi na pytanie o ocenę ogólnej kondycji gospodarki polskiej wynosi minus 88,3 pkt. Tak niska wartość salda świadczy o ogromnym pesymizmie, który ogarnął przedsiębiorców na niespotykaną dotychczas skalę. Tempo pogarszania się nastrojów w przemyśle przetwórczym jest ogromne.
Stosunkowo najmniejsze zmiany zachodzą w zatrudnieniu. Wartość salda obniżyła się w ciągu miesiąca o 5,1 pkt., a spadek w skali roku wyniósł 4,8 pkt. Ten wynik wskazuje, iż obawy gospodarstw domowych dotyczące bezrobocia są być może przesadzone. Nie wiadomo jednak, jak długo potrwa kryzys. Przewidywania przedsiębiorstw dotyczące zarówno ich wyników gospodarczych, jak i rozwoju sytuacji w całej gospodarce w najbliższych miesiącach, są bardzo pesymistyczne.
W budownictwie spadek wartości wskaźnika wyniósł 25,3 pkt., do poziomu minus 36,3 pkt. Zakłady budowlane, podobnie jak przemysłowe, odnotowały spadek wielkości produkcji i zamówień. Szczególnie głęboki był spadek zamówień eksportowych.
Najniższą wartość, tak jak w przemyśle przetwórczym, przyjęło saldo odpowiedzi na pytanie o ogólną kondycję gospodarki. Wynosi ona minus 82,1 pkt. i jest niższa od wartości z pierwszego kwartału o 56,7 pkt. Przewidywania firm budowlanych dotyczące rozwoju sytuacji w kolejnym kwartale są bardzo pesymistyczne. Narastają zwłaszcza ich obawy przed zatorami płatniczymi.
W handlu i sektorze bankowym spadki wartości wskaźników koniunktury były nieco mniejsze, wyniosły odpowiednio: 28,8 i 31,8 pkt. Także w tych sektorach spadki odnotowano dla wszystkich sald testu koniunktury. Tak jak w przemyśle przetwórczym i budownictwie na pogorszenie się koniunktury najsilniej zareagowały nastroje, a silny pesymizm ujawnia się w ocenach perspektyw rozwoju sytuacji w najbliższym okresie.
Wyniki badań koniunktury przeprowadzonych w kwietniu są porażające. Podobnego obrazu gospodarki nie oglądaliśmy w żadnym z kryzysów, jakie przeżyliśmy od czasów transformacji ustrojowej. Zaledwie 9 proc. ankietowanych przedsiębiorstw nie odczuło negatywnych skutków obostrzeń w życiu gospodarczym, wprowadzonych w następstwie wybuchu epidemii COVID-19, a co czwarte uznało je za dotkliwe.
Nie tylko nie notowano dotąd tak niskich wartości wskaźników koniunktury, ale także głębokość ich spadków i tempo, w jakim następują, są wyjątkowe. Podobnie jak przyczyny, które doprowadziły do obecnej sytuacji. W gospodarce szaleje wirus niepewności, który zaraża pesymizmem wszystkich uczestników działalności gospodarczej.
Nie wiadomo, jak będzie przebiegał dalszy rozwój sytuacji w gospodarce. Mamy niewiele informacji o kolejnych działaniach osłonowych rządu. Trudno więc ocenić dziś, kiedy nastąpi odbicie w gospodarce i jaki będzie jego przebieg.

Trochę lepiej, ale wciąż gorzej niż rok temu

Przedsiębiorcy w Polsce, jak zwykle od paru lat, bez optymizmu patrzą w przyszłość.
Ale wciąż nieźle sobie radzą.

Koniunktura w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu i usługach w październiku 2019 roku uległa nieznacznej poprawie w stosunku do września, nadal jednak są to dane wyraźnie gorsze niż przed rokiem – podał Główny Urząd Statystyczny. Pogorszeniu uległa zaś sytuacja w budownictwie, handlu detalicznym i usługach.
Wskaźniki koniunktury nadal nie pokazują wyraźniejszej poprawy w gospodarce, wskazują natomiast na obawy przedsiębiorców odnośnie rozwoju sytuacji w przyszłości.
Ogólny wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej GUS (SI) w październiku 2019 r. wzrósł z poziomu 100,2 we wrześniu do 101,0 w październiku 2019 r. Jest to głównie zasługa poprawy sytuacji w sektorze przetwórstwa przemysłowego. Wzrost wartości wskaźnika SI jest jednak nieznaczny, średnia jego wartość z ostatnich trzech miesięcy jest najniższa od IV kwartału 2016 roku.
Od kwietnia bieżącego roku obserwujemy systematyczne pogarszanie się sytuacji w produkcji przemysłowej.
Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, jest to efekt czynników zewnętrznych, spadku zamówień eksportowych i recesyjnej sytuacji w gospodarce niemieckiej. Jednak w październikowych badaniach GUS wskaźnik ufności w przetwórstwie przemysłowym wzrósł z poziomu 104,3 do 107,1.
Oceny bieżącego portfela zamówień krajowych i zagranicznych nie uległy zmianie. Prognozy produkcji są nieznacznie mniej pesymistyczne od formułowanych w ubiegłym miesiącu. Zgłaszany jest natomiast niedobór zapasów wyrobów gotowych.
Z analizą głównego czynnika przyczyniającego się do nieznacznej poprawy ogólnego wskaźnika SI, czyli sytuacją w sekcji przetwórstwo przemysłowe należy poczekać.
Zmiany miesięcznych wartości często bowiem nie uwzględniają czynników, które zakłócają prawidłową ocenę bieżącej sytuacji (efekt liczby dni roboczych i bazy odniesienia sprzed roku). Tak zresztą było w przypadku wrześniowych danych o dynamice produkcji przemysłowej, która wzrosła o 5,6 proc., nieco powyżej oczekiwań analityków i znacznie silniej niż w sierpniu.
Wykorzystanie mocy produkcyjnych w przemyśle wynosi w październiku 81,2 proc. (w październiku ub.r. 82,5 proc. ). Świadczy to o nieco większych możliwościach produkcyjnych. Najwyższe wykorzystanie mocy produkcyjnych występuje w branży naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń oraz produkcja mebli i odzieży, a najniższe – w sektorze farmaceutycznym oraz wśród producentów metali, skór i wyrobów ze skór wyprawionych.
Wskaźnik ufności w budownictwie nieznacznie spadł (z poziomu 111,5 do 111,1 we wrześniu), jednak w tym przypadku można mówić o względnej stabilizacji. Jest to głównie zasługą utrzymujących się, pozytywnych ocen bieżącego portfela zamówień na rynku krajowym i zagranicznym. Mniej optymistycznie wyglądają natomiast prognozy zatrudnienia w sektorze budowlanym.
Z kontynuacją pogarszania się koniunktury mamy do czynienia w usługach (spadek z poziomu 92,9 do 91,3) oraz w handlu detalicznym (spadek ze 100,8 do 100,2). Pogorszeniu ulegają również prognozy sprzedaży. Widać to już było w zaskakujących wynikach wrześniowych danych o sprzedaży detalicznej, w tym szczególnie niższej sprzedaży żywności.
W głównych sektorach gospodarki nie widać jednoznacznych, silnych zmian, nie ma przełomu. GUS-owskie badania koniunktury wskazują jednak, że koniunktura powoli słabnie. W październiku 2018 r. ogólny wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej GUS wynosił 104,8, a dzisiaj spadł do poziomu 101.

Niższe tempo wzrostu

Jeszcze jest czas na podwyżki stóp. Na razie mogą zostać na poziomie 1,5 proc.

Rada Polityki Pieniężnej stwierdza, iż napływające dane wskazują, że tempo wzrostu w gospodarce światowej pozostaje relatywnie niskie, a perspektywy globalnej koniunktury nadal się pogarszają.W strefie euro tempo wzrostu aktywności gospodarczej – wobec trwającej dekoniunktury w przemyśle – utrzymuje się na niskim poziomie. Czynnikiem ograniczającym skalę spowolnienia wzrostu w tej strefie jest nadal dobra sytuacja w sektorze usług.
W Stanach Zjednoczonych koniunktura pozostaje dobra, choć odczyty jej wskaźników także sygnalizują osłabienie aktywności w III kwartale. W Chinach napływające dane wskazują na dalsze obniżanie się tempa wzrostu gospodarczego.
We wrześniu nastąpił wzrost cen ropy naftowej na rynkach światowych, jednak ich poziom jest nadal niższy niż przed rokiem. Jednocześnie inflacja w wielu krajach utrzymuje się na umiarkowanym poziomie. W Polsce panuje dobra koniunktura, chociaż napływające dane wskazują na prawdopodobne obniżenie się tempa wzrostu gospodarczego w III kw., do czego przyczynia się głównie osłabienie koniunktury za granicą. Stabilizująco na dynamikę PKB oddziałuje natomiast rosnąca konsumpcja krajowa, wspierana przez zwiększające się zatrudnienie i płace, dobre nastroje konsumentów oraz wypłaty świadczeń społecznych. Nadal rosną także inwestycje w gospodarce. Inflacja w e wrześniu br. – według szybkiego szacunku GUS – wyniosła 2,6 proc. W kierunku wyższej dynamiki cen oddziałuje głównie wcześniejszy istotny wzrost cen żywności. Ograniczająco na dynamikę cen wpływają natomiast niższe niż przed rokiem ceny energii.

Spokojna jak rada pieniężna

Jeśli nie wpadniemy w kryzys, stopy procentowe powinny zostać na obecnym poziomie.

Rada Polityki Pieniężna pozostawiła bez zmian wysokość podstawowych stóp procentowych. Najważniejsza z nich, stopa referencyjna, nadal wynosi 1,5 proc. Polityka pieniężna w Polsce jest nad wyraz spokojna, jednak skala niepewności dotycząca wpływu czynników krajowych i zagranicznych na polski rynek finansowy jest coraz większa.
Jak ocenia Towarzystwo Ekonomistów Polskich, stopy procentowe w Polsce pozostaną zapewne na niezmienionym poziomie przez dłuższy czas. RPP jest gotowa na wszystkie scenariusza, aczkolwiek na ten moment skorzystanie z dodatkowych instrumentów polityki pieniężnej jest mało prawdopodobne.
Z publikowanych przez Radę Polityki Pieniężną dokumentów wynika, że polityka pieniężna w najbliższych miesiącach prawdopodobnie nie będzie ulegała zmianie.
Jednak coraz wyraźniej widać, że członkowie RPP zdają sobie sprawę ze zmieniającej się sytuacji gospodarczej oraz ryzyk wynikających m.in. z wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej z końcem października, wyraźnego wyhamowania aktywności gospodarczej w Niemczech i widocznego spowolnienia w polskiej gospodarce. A także z konsekwencji wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów frankowych, oraz niewiadomej związanej z konsekwencjami wpływu podwyżek płacy minimalnej na inflację. Większość z tych czynników została wymieniona przez RPP w opublikowanym we wrześniu dokumencie „Założenia polityki pieniężnej na rok 2020”. W rozdziale dotyczącym uwarunkowań polityki pieniężnej w 2020 r. wśród głównych czynników ryzyka dla polskiego wzrostu gospodarczego i inflacji wymieniono „skalę i trwałość spowolnienia gospodarczego na świecie”.
Pierwsze symptomy spowolnienia są zresztą już widoczne, a mogą się jeszcze z większą siłą urzeczywistnić w przypadku, gdy wyjście Wielkiej Brytanii z UE nastąpi bez porozumienia. Do takiego scenariusza obie strony nie są do końca przygotowane, a co najważniejsze, nikt nie jest w stanie ocenić z jaką skalą niepewności będziemy mieli do czynienia na rynkach finansach w sytuacji Brexitu bez porozumienia. Zdarzenie to, jak i wszystkie inne czynniki niepewności powinny być brane pod uwagę przez członków RPP w najbliższych miesiącach.
O ile spowolnienie aktywności gospodarczej może wpłynąć na spowolnienie dynamiki inflacji, to już kursy walutowe, ceny surowców energetycznych, czy też sytuacja na rynku pracy i dynamika płac, mogą wpłynąć na szybszy wzrost cen w najbliższych kwartałach. W sytuacji coraz większego spowolnienia gospodarczego na świecie i w Polsce, RPP może stanąć przed dylematem, czy zwracać bardziej uwagę na nieco wyższą inflację, czy też na ryzyko spowolnienia koniunktury gospodarczej w naszym kraju. Jest to jednak scenariusz hipotetyczny, który może pojawić się w dalszej przyszłości.
W październikowym komunikacie po posiedzeniu RPP wyraźnie wskazano, że „perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne a dynamika produktu krajowego brutto – mimo oczekiwanego obniżenia – utrzyma się w najbliższych latach na relatywnie wysokim poziomie”. RPP zauważa równocześnie wzrost niepewności dotyczącej „skali i trwałości osłabienia koniunktury za granicą oraz jego wpływu na krajową aktywność gospodarczą”.
NBP ocenia, że dynamika PKB w Polsce spowolni do 4,3 proc. w tym roku, a inflacja wyniesie 2,3 proc. Według członków RPP inflacja powróci w pobliże tego wskaźnika w połowie przyszłego roku. Większość z nich jest przekonana, że polityka fiskalna sprzyja stabilnej polityce pieniężnej. Optymistyczny scenariusz, przedstawiony przez RPP może się urzeczywistnić, powinniśmy jednak pamiętać, że wiele czynników, które mogą wpłynąć na przyszłą inflację są trudne dziś do oceny z uwagi na niepewność z jaką mamy do czynienia.
Ewentualne wątpliwości dotyczące kształtowania się koniunktury gospodarczej i inflacji będą mogły zostać rozwiane w listopadzie, kiedy członkowie RPP będą dysponowali nową projekcją PKB i inflacji.
Trudno jednak sobie wyobrazić, aby doszło do gwałtownych zmian w polityce pieniężnej. Jeżeli nie wystąpi sytuacja kryzysowa, będzie to mało prawdopodobne.

A jednak się kręci

Wszystkie wskaźniki wskazują na to, że koniunktura w polskiej gospodarce jest coraz gorsza. Mimo to nie grozi nam gwałtowne spowolnienie, a tempo wzrostu w tym roku nie spadnie poniżej 4 proc.

Najważniejszy dla oceny perspektyw gospodarczych naszego kraju, tzw. ogólny wskaźnik syntetyczny koniunktury gospodarczej Głównego Urzędu Statystycznego (SI), uległ we wrześniu 2019 r. nieznacznemu pogorszeniu i wyniósł 100,2 (100,4 w sierpniu tego roku).
To niby niewielki regres – ale w stosunku do września 2018 r. wartości wszystkich składowych tego wskaźnika koniunktury są niższe.

Obawy o sprzedaż

Dane potwierdzają gorsze nastroje przedsiębiorców, co jest wynikiem zarówno niepewności zewnętrznej, jak i czynników ryzyka na rynku krajowym.
Jak wskazuje Towarzystwo Ekonomistów Polskich, prognozy i oceny zazwyczaj z niewielkim wyprzedzeniem pokazują kierunek zmian w gospodarce. Wskaźniki koniunktury od kilku miesięcy pogarszały się, a to zapowiada gorsze wyniki w poszczególnych sektorach gospodarki realnej.
Najsilniejszemu pogorszeniu uległa sytuacja w handlu detalicznym. Dotyczy to szczególnie sprzedaży sfinalizowanej w ostatnich trzech miesiącach. Bardziej ostrożne są również oczekiwania dotyczące sprzedaży w ostatnich miesiącach bieżącego roku.
Oceny dotyczące sytuacji w przetwórstwie przemysłowym i w usługach kształtują się na poziomie zbliżonym do notowanego w poprzednim miesiącu. Warto jednak zwrócić uwagę, że pogorszeniu uległa ocena bieżącego portfela zamówień (krajowego i zagranicznego). Natomiast prognozy produkcji są mniej pesymistyczne od formułowanych w sierpniu. Producenci zgłaszają co najwyżej niedobory zapasów wyrobów gotowych.
W sektorze budowlanym utrzymują się pozytywne oceny dotyczące wielkości zamówień zarówno na rynku krajowym jak i zagranicznym.

Trochę więcej pesymizmu

W porównaniu z ubiegłym rokiem, wśród ankietowanych przedsiębiorców widoczny jest nieco większy pesymizm. Czy mają rację? Coraz więcej argumentów przemawia za tym, że tak.
Brak wyraźnych oznak przemawiających za poprawą koniunktury wynika zarówno z czynników zagranicznych, jak i krajowych. Kluczowa dla polskiego eksportu gospodarka Niemiec wchodzi w okres recesji, co musi negatywnie wpłynąć na wartość polskiego eksportu. Widać to już dziś między innymi na przykładzie sektora samochodowego. Podobna sytuacja widoczna jest również w największych gospodarkach: Stanach Zjednoczonych i Chinach.

Zadecydują zmiany po wyborach

Jeszcze przed wakacjami, w czerwcu, Bank Światowy obniżył prognozy światowego wzrostu produktu krajowego brutto o prawie 1 punkt procentowy, do 2,9 proc. W głównej mierze jest to efekt konfliktów handlowych, jak również niepewność związana z efektami Brexitu. Przypomnijmy również, że w ostatnich miesiącach sytuacja na rynkach finansowych wskazywała na możliwość wystąpienia scenariusza recesji na świecie.
Poczucie niestabilności warunków, w jakich przedsiębiorcy prowadzą działalność gospodarczą, ma również wpływ na kształtowanie się wartości wskaźników koniunktury gospodarczej w Polsce. Oprócz spraw związanych z rynkiem pracy oraz malejącą skalą zamówień, ankietowani przedsiębiorcy wskazują na rosnącą niepewność związaną z regulacjami, jakie mogą pojawić się po październikowych wyborach parlamentarnych. Także niepewność odnosząca się do skali obciążeń fiskalnych w przyszłym roku z pewnością nie sprzyja pozytywnym ocenom odnoszącym się do przyszłości. Sytuacja mogłaby ulec zmianie najwcześniej po pierwszym kwartale 2020 roku.

Niepewność szkodzi wzrostowi

Rada Polityki Pieniężnej widzi zagrożenia dla naszej gospodarki, ale usiłuje zachować urzędowy optymizm.

W gospodarczym świecie stopniowo dzieje się coraz gorzej. Napływające dane wskazują, że tempo wzrostu w gospodarce światowej pozostaje relatywnie niskie, a perspektywy globalnej koniunktury znowu się pogorszyły – wskazuje Rada Polityki Pieniężnej.

Choć burza huczy wokół nas

W strefie euro w II kw. wzrost produktu krajowego brutto nadal jest na bardzo niskim poziomie wynoszącym zaledwie 0,2 proc.).
Mimo nadal dobrej sytuacji w sektorze usług w eurostrefie, aktywność w sektorze przemysłowym pozostaje słaba. A bez rozwoju przemysłu nie będzie rozwoju Europy. W Stanach Zjednoczonych koniunktura pozostaje dobra, choć i tam dynamika PKB w drugim kwartale się obniżyła, a odczyty wskaźników koniunktury sygnalizują możliwe osłabienie aktywności w kolejnych kwartałach. W Chinach wzrost PKB także spowolnił w II kwartale tego roku.
Europejski Bank Centralny utrzymuje stopy procentowe na poziomie bliskim zera, w tym stopę depozytową poniżej zera, oraz reinwestuje papiery wartościowe zakupione w ramach programu skupu aktywów. EBC sygnalizuje także możliwość poluzowania polityki pieniężnej w najbliższym czasie. Wszystko to ma pobudzić europejską gospodarkę.
W tym samym celu Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych obniżyła stopy procentowe oraz zaprzestała zmniejszania swojej sumy bilansowej.
Jednocześnie inflacja w wielu krajach utrzymuje się na umiarkowanym poziomie. Także i dlatego, że w ostatnim okresie obniżyły się ceny ropy naftowej na rynkach światowych. Ale te obniżki stanowi już przeszłość. Zbombardowanie rafinerii w Arabii Saudyjskiej grozi zakłóceniami na rynku paliw, których skutki odczuje cały rozwinięty świat, a w tym oczywiście i Polska.

Wyspa wciąż lekko zielona

Na razie jednak, w Polsce – mimo osłabienia wzrostu gospodarczego za granicą – nadal utrzymuje się dobra koniunktura, a tempo wzrostu PKB w II kwartale tego roku wyniosło 4,5 proc. (rok do roku). Wzrostowi aktywności gospodarczej w naszym kraju sprzyja rosnąca konsumpcja, wspierana przez wciąż zwiększające się zatrudnienie i płace, dobre nastroje konsumentów oraz wypłaty świadczeń społecznych.
W II kwartale nadal rosły także – mimo zauważalnego już pewnego obniżenia dynamiki – inwestycje w Polsce. Pytanie, jak długo jeszcze będą rosnąć?
Trzeba też zauważyć, że obniżyło się zarówno tempo wzrostu eksportu i importu, co wskazuje na zwalnianie obrotów naszej gospodarki.
Jednocześnie, rośnie inflacja, która w sierpniu tego roku – według szybkiego szacunku GUS – wyniosła 2,8 proc. Na koniec roku prawdopodobnie osiągnie 3 proc., co oznacza systematyczne zmniejszanie siły nabywczej zarobków Polaków. Na rzecz coraz wyższej dynamiki cen oddziałuje głównie istotny i dotkliwy wzrost cen żywności. Ograniczająco na przyrost cen wpływają natomiast niższe niż przed rokiem ceny energii, w tym paliw (co się wkrótce zmieni).

Niby dobrze, ale z obawami

W ocenie Rady Polityki Pieniężnej perspektywy krajowej koniunktury pozostają korzystne, a dynamika PKB utrzyma się w najbliższych latach na relatywnie wysokim poziomie – choć trudno liczyć na utrzymanie tempa wzrostu wynoszącego dziś 4,5 proc. W Polsce rośnie bowiem niepewność dotycząca skali i trwałości osłabienia koniunktury za granicą – i jego negatywnego wpływu na krajową aktywność gospodarczą.
Nie wiadomo też, co będzie z inflacją, która z pewnością wzrośnie w pierwszym kwartale przyszłego roku – ale RPP ma nadzieję, iż to tylko przejściowy wzrost.
Reasumując, Rada ocenia, że nasza gospodarka nadal utrzymuje się na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz zachowuje równowagę makroekonomiczną. Jak widać, zdaniem RPP, tej równowagi z pewnością nie zakłócą liczne obietnice przedwyborcze, mnożące się w ustach liderów PiS jak króliki Lejzorka.

Uszczuplenie portfeli

Czy bessa zawita na parkiety giełdowe?

Maj nie mógł zacząć się gorzej. Spadek rynkowych indeksów był więcej niż zauważalny i mocno uszczuplił portfele inwestorów.
Osłabienie koniunktury na światowych giełdach można przypisywać różnym czynnikom. Na przykład eskalacji napięcia gospodarczego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami i wprowadzaniem przez prezydenta Donalda Trumpa kolejnych ceł na chińskie towary. Jednak podstawowa przyczyna jest dość prosta – amerykański rynek akcji ma za sobą bardzo długi okres wzrostów i naturalne jest pojawienie się nerwowości
Pierwsze tweety Donalda Trumpa o chęci nałożenia ceł na chińskie produkty pociągnęły za sobą szereg zdarzeń, których głównym skutkiem był wzrost globalnej awersji do ryzyka i spadek nadziei na szybkie rozwiązanie problemu. Do tej pory dotyczył on całej chińskiej gospodarki, teraz zaczął dotykać poszczególnych spółek.
Pierwszą ofiarą został chiński gigant Huawei, który został wpisany na czarną listę. W efekcie kolejne amerykańskie i sprzyjające USA korporacje zaczęły odmawiać Chińczykom dalszej współpracy, co w przypadku takich firm jak Google nie pozostaje bez znaczenia.
Taka sytuacja nie sprzyja globalnej wymianie handlowej. Część nieamerykańskich spółek już szuka sposobu, by powrócić do współpracy z chińskim gigantem.
Ponadto, według ostatnich badań skutki wojny celnej uderzą nie tylko w Państwo Środka, ale również w zwykłych obywateli amerykańskich, którzy średnio zapłacą ponad 800 dolarów rocznie za nową politykę amerykańskiego prezydenta.
Warto też zaznaczyć, że strona chińska nie pozostawia zaistniałej sytuacji bez odpowiedzi, chociaż można odnieść wrażenie, że władze Chin w dalszym ciągu kalkulują, co im się bardziej opłaca, pozostawiając piłeczkę w rękach Amerykanów. Na razie główną groźbą było możliwe embargo eksportu 17 metali ziem rzadkich, wykorzystywanych przede wszystkim w przemyśle zaawansowanych technologii. Jest to jednak broń obosieczna, gdyż trudno byłoby znaleźć dla tych towarów nowe rynki zbytu.
Europa Zachodnia ma również swoje demony. Do nierozwiązanego problemu brexitu i zwalniającej gospodarki dołączyły ostatnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, które wygrały ugrupowania skrajnie prawicowe i populistyczne, co budzi obawy zwłaszcza w przypadku Francji i Włoch.
Na warszawskiej giełdzie miesiąc mijał w cieniu geopolityki. Mało przydatne były rewelacyjne dane gospodarcze o wzroście inwestycji prywatnych i dobrej koniunkturze w sektorze przemysłowym oraz w sektorze sprzedaży detalicznej. Trwający sezon wyników nie zmienił ogólnego obrazu krajowej giełdy. W przypadku dużych spółek poza sektorem handlu detalicznego trudno było doszukiwać się znaczących, pozytywnych zaskoczeń. Czynnikiem ryzyka pozostaje reforma otwartych funduszy emerytalnych.

Co czeka rumuńską gospodarkę?

Bardzo szybko można doprowadzić do tego, że stabilny kraj zacznie się uzależniać od importu i zmagać z szybko rosnącymi cenami.

W latach 2016-2018 pensje w rumuńskim sektorze publicznym rosły w tempie przekraczającym 20 proc. każdego roku – według danych rumuńskiego banku centralnego.
Przy niskim bezrobociu popchnęło to w górę również wynagrodzenia w sektorze prywatnym, średnio o kilkanaście procent rocznie.

Nakręcanie koniunktury

Jeszcze w styczniu 2015 r. przeciętne wynagrodzenie netto wyniosło w Rumunii 1740 lei, czyli po kursie sprzed czterech lat ok. 1635 zł na rękę. W pierwszym miesiącu 2019 r. przeciętne wynagrodzenie rumuńskiego pracownika wyniosło już 2936 lei (2640 zł netto).
Dodatkowo władze były również hojne dla emerytów. Według danych MFW wydatki na świadczenia emerytalne wzrosły z 51 mld lei do 68 mld przez cztery lata, czyli o ponad 30 proc. Inne świadczenia społeczne od państwa wzrosły o ponad połowę – z 24 do 38 mld lei.
Silne wzrosty wynagrodzeń, poprzez konsumpcję, doprowadziły do olbrzymiego wzrostu PKB – o 7,0 proc. w 2017 r. W tym roku wysoka również była inflacja – 4,0 proc. Ale to nie wzrost cen jest największym zagrożeniem dla Rumunii.
Przy otwartych granicach popyt konsumentów został zaspokojony przez import, drastycznie pogarszając saldo wymiany handlowej i bilans rachunku bieżącego.

Daleko od równowagi

Dane MFW pokazują, że od 2007 r. do 2015 r. wydajność rumuńskiej gospodarki rosła mniej więcej zgodnie z wynagrodzeniami. Jednak już na początku 2018 r. wynagrodzenia były o ok. 20 proc. zawyżone w porównaniu do możliwości produkcyjnych gospodarki. Teraz prawdopodobnie trzeba do tego dołożyć kolejne 10 pkt proc., biorąc pod uwagę dane banku centralnego dotyczące jednostkowych kosztów pracy za trzy pierwsze kwartały 2018 r.
W rezultacie, wynagrodzenia Rumunów mogą być nawet o 30 proc wyższe, niż wynika to z ich ogólnej wydajności pracy. Ponieważ gospodarka nie jest w stanie wypełnić potrzeb konsumpcyjnych czy inwestycyjnych, kraj posiłkuje się importem.
Pod koniec 2014 r. deficyt w wymianie towarowej Rumunii ze światem był umiarkowany i wynosił ok. 6 mld euro, a saldo obrotów bieżących dzięki pozytywnemu wkładowi usług było w pierwszym kwartale 2015 r. nawet dodatnie (0,24 proc. PKB).
Teraz deficyt wymiany towarowej, wyliczany jako suma ostatnich 12 miesięcy, sięgnął w styczniu 2019 r. 15,5 mld euro, czyli prawie 8 proc. PKB. Pokazuje to olbrzymią nierównowagę zewnętrzną kraju, która jest przede wszystkim rezultatem wzrostu wynagrodzeń i mało produktywnej konsumpcji – ocenia Cinkciarz.pl.

Gorzkie lekarstwa

Oparte wyłącznie na, zbyt mocno stymulowanej konsumpcji, perspektywy wzrostu gospodarczego nie mogą być trwałe. Poza silnym wzrostem deficytu w obrotach towarowych kraj ma coraz większe problemy ze zbilansowaniem budżetu.
S&P ocenia, że deficyt sektora finansów publicznych będzie w każdym z najbliższych czterech lat przekraczał 3 proc. PKB, czyli kraj wejdzie w procedurę nadmiernego deficytu. Jeszcze bardziej pesymistyczna była Komisja Europejska w listopadzie, oceniając, że dziura w budżecie sięgnie 4,6 proc PKB w 2020 r.
Rząd ratuje się obecnie wprowadzeniem dodatkowych podatków (od hazardu, akcyzy) czy liczy na wyższą dywidendę od spółek skarbu państwa. Z drugiej strony władze Rumunii musiały się wycofać z absurdalnie skonstruowanego podatku bankowego, który miał być zależny od rynkowych stóp procentowych. S&P, uwzględniając tę decyzję, cofnął negatywną perspektywę ratingu dla Rumunii. Wiarygodność kredytowa tego kraju jest obecnie na najniższym poziomie inwestycyjnym, czyli BBB minus.
Niezależnie jednak już od bieżących decyzji Rumunia powinna szykować się na poważne problemy. Koniec szybkiego wzrostu wynagrodzeń i dziura w budżecie przełożą się szybko na ograniczenie inwestycji i znaczne spowolnienie wzrostu PKB.
Gospodarka przez ostatnie lata stała się także znacznie mniej konkurencyjna, czego dowodem jest olbrzymi wzrost deficytu handlowego. Rumunię czeka więc twarde lądowanie, a z okresem prosperity kraj może się pożegnać na wiele, wiele lat.