Niech wreszcie zaczną mniej truć

Na razie rzekome starania rządu o wyeliminowanie „kopciuchów”
sprowadzają się głównie do działań propagandowych.

Rządy Prawa i Sprawiedliwości doprowadziły do tego, że mieszkańcy Polski muszą oddychać najbardziej zanieczyszczonym powietrzem w Europie.
Wprawdzie, jeżeli chodzi tylko o zatrucie powietrza w samych miastach, z wyłączeniem wszelkich obszarów pozamiejskich, to nieco gorzej od nas wypada Bułgaria – tam procentowo, zanotowano przekroczenie norm w większym odsetku miast niż w Polsce. Gdy jednak wziąć pod uwagę wielkość tych przekroczeń, jesteśmy absolutnie bezkonkurencyjni.
Wedle statystyk Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), obecnie wśród 50 miast w Unii Europejskiej z najbardziej skażonym powietrzem aż 36 leży w naszym kraju (wśród nich na niechlubnym podium jest kolejno Opoczno, Żywiec i Rybnik), a tylko 7 w Bułgarii. A przecież jeszcze bardziej trującym powietrzem często oddychają mieszkańcy małych polskich miejscowości.

Martwi ludzie

Skutki tego wszystkiego widzimy już w postaci zwiększonej umieralności. Podawane są różne liczby, mówiące o skali zgonów z powodu smogu: w 2017 r. wymieniano liczby 30 – 35 tys, obecnie mówi się już o prawie 70 tys. ofiar śmiertelnych rocznie.
Dokładniej zbadał to Narodowy Fundusz Zdrowia, który przeanalizował przyczyny wzrostu liczby zgonów w 2017 r. Okazało się, że szczególnie duża śmiertelność panowała w styczniu i lutym – dwóch miesiącach, w których najbardziej intensywnie pracuje system grzewczy, a ludzie najczęściej palą w piecach.
Najbardziej tragiczny był styczeń – w pierwszym miesiącu 2017 r. w Polsce zmarło o 23,5 proc. więcej ludzi, niż w styczniu rok wcześniej. Analiza tych zgonów dokonana przez specjalistów z NFZ dała jednoznaczny wynik. Narodowy Fundusz Zdrowia stwierdził w swym raporcie: „Średnie natężenie pyłów PM10 w powietrzu dla Polski w styczniu 2017 r. było na rekordowym poziomie. Ponadto w styczniu 2017 roku odnotowano najniższą średnią temperaturę powietrza w porównaniu do analogicznych okresów z zeszłych lat (..)Potencjalną przyczyną wzrostu liczby zgonów w styczniu 2017 r. jest skokowe pogorszenie jakości powietrza, które może rodzić gwałtowne konsekwencje zdrowotne u osób szczególnie podatnych”.
Te osoby szczególnie podatne to przede wszystkim dzieci i seniorzy, a także ludzie z dolegliwościami układu krążeniowo-oddechowego. To oni w pierwszej kolejności umierają z powodu zatrutego powietrza.

Martwe przepisy

Liderzy Prawa i Sprawiedliwości oczywiście nie poniosą żadnej realnej odpowiedzialności za śmierć kilkudziesięciu tysięcy Polaków. Ciąży na nich wprawdzie odpowiedzialność moralna, ale tym naturalnie nikt się nie przejmuje.
W Polsce od 1 lipca 2018 r. nie wolno sprzedawać pieców grzewczych na paliwo stałe nie spełniających wymogów najwyższej, piątej klasy ekologicznej.
Zakaz był tylko pustym przepisem, którego nikt nie egzekwował, toteż naturalnie pozostał na papierze.
Obecna ekipa wprawdzie się tym nie przejmowała – ale trudno było wciąż ignorować rosnące niezadowolenie elektoratu z powodu coraz bardziej zatrutego powietrza.Jadwiga Emilewicz, wcześniej minister przedsiębiorczości i technologii, a obecnie minister rozwoju oświadczyła więc: – Z obserwacji rynku kotłów na paliwo stałe wynika, że sprzedawcy nadal oferują urządzenia niespełniające wymagań rozporządzenia. To wpływa negatywnie nie tylko na jakość powietrza, a co za tym idzie na nasze zdrowie, ale jest także elementem nieuczciwej konkurencji. Nie zgadzamy się na reklamowanie urządzeń wysokoemisyjnych jako niskoemisyjnych, posługiwanie się fałszywymi świadectwami jakości lub sprzedaż kotłów bezklasowych pod innymi nazwami.

Może UE wymusi zmiany?

Kilka dni temu, 23 listopada weszła w życie znowelizowana ustawa Prawo Ochrony Środowiska. Nowelizacja ma wreszcie spowodować możliwość egzekwowania, martwego dotychczas, zakazu sprzedaży kopciuchów obowiązującego od 1 lipca ubiegłego roku.
Poniekąd wymusiła to na polskiej władzy Unia Europejska, bo od 1 stycznia 2020 r. kraje członkowskie będą musiały przestrzegać tzw. ekoprojektu, czyli proekologicznego rozporządzenia Komisji Europejskiej. Dzięki UE pojawił się więc cień szansy, że kiedyś powietrze w Polsce będzie nieco czystsze.
Nowelizacja Prawa Ochrony Środowiska ma wzmocnić uprawnienia organów Inspekcji Handlowej do sprawdzania, czy oferowane przez przedsiębiorców kotły na paliwo stałe o znamionowej mocy cieplnej nie większej niż 500 kilowatów (czyli używane do ogrzewania pomieszczeń przez gospodarstwa domowe oraz małe i średnie zakłady ) spełniają stosowne wymagania czystości emisji.
Zgodność tych pieców z wymaganiami będzie sprawdzania poprzez badania laboratoryjne oraz posiadanie odpowiedniej dokumentacji, świadectw i certyfikatów. Nowelizacja przydziela także instytucjom kontrolnym więcej kasy na przeprowadzanie laboratoryjnej weryfikacji oraz wprowadza bardziej szczegółowe definicje „kotła na paliwo stałe” oraz „wprowadzenia do obrotu” takiego kotła. Ma to utrudnić indywidualne sprowadzanie do Polski kopciuchów z innych państw.
Organy Inspekcji Handlowej będą mogły nakładać kary na firmy sprzedające takie piece – ale już nie na osoby prywatne. Oznacza to, że teoretycznie żaden przedsiębiorca nie ma prawa oferować pieców nie spełniających wymogów, ale każdy człowiek ma prawo taki piec kupić – i go używać (choć oczywiście nie ma prawa go używać tam, gdzie samorządy wprowadziły zakaz palenia paliwem stałym).

Żeby pokazać, że coś się robi

W rządzie postanowiono też wykonać dodatkowe propagandowe gesty, świadczące o tym, że władza jednak trochę stara się o promowanie czystszych źródeł ciepła.
Sprawa jest dosłownie paląca, bo na polski rynek trafia rocznie, wedle różnych szacunków od ponad 100 tys do prawie 250 tys. pieców na paliwa stałe. Ponieważ rządu to nie interesowało, to nie ma też żadnych dokładniejszych danych o ich sprzedaży. Organizacje pozarządowe oceniają jednak, że 20 – 25 proc. tych kotłów grzewczych to kopciuchy niespełniające żadnych wymagań.
Trudno całkowicie przejść nad tym do porządku dziennego, toteż rząd postanowił pokazać, że coś się robi. Na zlecenie Ministerstwa Rozwoju powstało więc oprogramowanie, które pozwoli Inspekcji Handlowej analizować oferty sprzedaży kotłów na paliwo stałe w internecie. Dzięki temu teoretycznie ma być łatwiej „namierzyć” sprzedawane kopciuchy.
Oprogramowanie umożliwi zautomatyzowaną weryfikację ogłoszeń o sprzedaży kotłów, zamieszczanych na portalach internetowych. Program ma wyłapywać te oferty, z których wynika, że urządzenie nie spełnia wymagań określonych w przepisach. Formalny dostęp do niego będą mieć pracownicy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz wojewódzkich inspekcji handlowych.
Aplikacja ma wyszukiwać podejrzane oferty na podstawie następujących zwrotów, wskazujących na istnienie sprzeczności słów oferty z przepisami, np. „kocioł klasy 5 i inne parametry emisyjne”, „kocioł na zamówienie” czy „określona klasa kotła inna niż klasa 5”. Przypomnijmy, że piąta klasa to ta najczystsza, jedyna, której urządzenia teoretycznie można sprzedawać.
Wyłapywane też będą pojedyncze, podejrzane słowa, np. „ ruszty, ręczne” (nie mają ich piece na dozwolone paliwo płynne czy lotne), czy zakazany rodzaj paliwa (węgiel lub drewno).
Pierwsze kontrole ruszą już w grudniu. Inspekcja Handlowa będzie sprawdzać kotły na paliwo stałe o mocy cieplnej do 500 kW, dostępne w sklepach, hurtowniach, u producentów czy importerów.
Skontrolują najwyżej etykietki
Na razie, ponieważ pieniądze na kontrole zaplanowano w budżecie dopiero od 2020 r., IH skontroluje tylko dokumentację. W przyszłym roku będzie też zlecać badania laboratoryjne. Co roku ma dostawać na ten cel 900 tys. zł. Pozwoli to zbadać w laboratorium ok. 50 kotłów rocznie.
– Inspektorzy zostali odpowiednio przeszkoleni do kontroli kotłów. Wkrótce ogłosimy przetarg na wybór specjalistycznego laboratorium, które będzie je badać. Jednocześnie upowszechniamy wśród przedsiębiorców wiedzę o wymaganiach wobec kotłów na paliwo stałe. Na początku listopada wysłaliśmy pismo z wyjaśnieniami do dużych sieci marketów budowlanych oraz do stowarzyszeń producentów. Przygotowaliśmy także na naszej stronie internetowej kompendium wiedzy na ten temat – mówi Tomasz Chróstny, wiceprezes UOKiK.
Te 50 kotłów, które będzie można badać laboratoryjnie w ciągu roku to liczba śmiesznie mała, w porównaniu z ponad 100 tysiącami (najskromniej licząc) corocznie wprowadzanymi do obrotu.
Nikt zresztą nie ma specjalnych złudzeń, że nowe przepisy cokolwiek zmienią, jeśli rząd PiS nie wprowadzi pełnej rekompensaty za wymianę kopciucha na nowy, czysty piec.
A nie wprowadzi, bo ma w niewielkim poważaniu zdrowie i życie Polaków. Ważniejsze są wydatki na czczenie żołnierzy wyklętych i finansowanie propagandy sukcesu w rządowych mediach.
Na razie więc, żeby pokazać jakąś aktywność, UOKiK prowadzi wyrywkową kontrolę etykiet energetycznych na kotłach. Bada się, czy te etykiety są i czy zawierają prawidłowe sformułowania – ale już nie to, czy sformułowania na etykietach są zgodne z faktycznymi parametrami kotła…

Rozpoznawalna marka na Białorusi

TIS Group, firma z Podlasia produkująca kotły C. O., która od lat ma ugruntowaną pozycję na krajowym rynku, znakomicie sprzedaje się także na Białorusi.

– Współpracujemy z kontrahentami ze Wschodu od dawna, a perspektywy są ciągle rozwojowe– ocenia Tomasz Mańczuk prezes TIS Grup.
TIS Group funkcjonuje od 2007 roku. Zakłady produkcyjne usytuowane ma po dwóch stronach naszej wschodniej granicy. Najpierw powstała fabryka na Białorusi, a ponad trzy lata temu w Lipsku na Podlasiu. Spółka słynie z solidnych kotłów C.O., które znakomicie wytrzymują niskie temperatury i nadają się do długiej i intensywnej eksploatacji. Dlatego też cieszą się powodzeniem wśród klientów w takich krajach jak Kazachstan, Rosja, Ukraina, a przede wszystkim Białoruś.
Ujmując rzecz statystycznie – blisko 70 proc. kontrahentów TIS Group to klienci ze Wschodu, głównie z Białorusi, a około 30 to pozostali, w tym polscy odbiorcy.Firma chce utrzymać dobrą pozycję w krajach, w których jest największy popyt na jej produkty. Dlatego regularnie bierze udział w branżowych targach na Wschodzie – w Mińsku, Wilnie, Moskwie czy Rydze.
– Na nasze kotły klienci zza wschodniej granicy niekiedy muszą poczekać nawet trzy czy cztery tygodnie, ponieważ tak dużym cieszą się powodzeniem. Ale wiedzą, że warto, bo potem będą działały bezawaryjnie przez wiele lat – mówi Tomasz Mańczuk prezes TIS Grup.–Dobrze sprzedają się starsze, sprawdzone modele, ale jest duże zainteresowanie także tymi najnowszymi, spełniającymi europejskie normy emisji. Aktualnie posiadamy w ofercie doskonały kocioł C.O. 5 klasy, który przetestowaliśmy też w trudnych, zimowych warunkach na Wschodzie.
Nowe kotły C.O. produkowane przez TIS Group przystosowane są do spalania paliwa typu pellet. Wyposażone zostały w palnik z automatycznym zapłonem oraz elektronicznie sterowany system precyzyjnego dozowania paliwa. Jednym z największych jego atutów, szczególnie docenianym przez użytkowników, jest system samoczyszczący, dzięki któremu pozostałości paliwa usuwane są z palnika. Kocioł TIS nadaje się do ogrzewania budynków o powierzchni wielu tysięcy metrów kwadratowych i można go instalować w domach jednorodzinnych.
– Nasze ceny są konkurencyjne w porównaniu z urządzeniami tej klasy produkowanymi na Białorusi, a ich jakość jest jednak dużo lepsza – dodajeTomasz Mańczuk, prezes TIS Group.–Mamy w tym kraju wyrobią markę, także dlatego, że jeden z naszych zakładów mieści się na terenie Republiki Białoruś. Bardzo cenię sobie białoruskich pracowników, zarówno niższego szczebla jak i kadrę zarządzającą. Znakomicie układa się też współpraca z firmami dystrybuującymi nasz produkt, jak i z odbiorcami. Z kolei oni budują dobrą opinię o naszej firmie i produkowany kotłach w swoim kraju. Zysk jest więc obopólny.

PiS nie chce zwalczać smogu

Rząd nic nie robi, by w Polsce było czystsze powietrze. Woli zwalać swoje obowiązki na samorządy lokalne.

Rząd PiS wymyślił sposób jak ukryć swoją indolencję i bezczynność w zwalczaniu zanieczyszczeń powietrza. Postanowił przerzucić ten obowiązek na samorządy.
Dlatego właśnie Rada Ministrów przyjęła nowelizację prawa ochrony środowiska oraz ustawy o zarządzaniu kryzysowym.
Projekt przewiduje przyspieszenie – rękami samorządów – eliminacji zagrożeń związanych z występowaniem nadmiernych stężeń niektórych zanieczyszczeń powietrza. Dotyczy to zwłaszcza przekroczeń dopuszczalnych poziomów pyłów PM10 i PM2,5, a także dwutlenku azotu oraz benzoapirenu.

Częściej umierają? No to trudno

Polska ma bardzo duże kłopoty z dotrzymaniem wymogów jakości powietrza, ze względu na zanieczyszczenie pyłami zawieszonymi. Na 46 stref w Polsce, dopuszczalny poziom skażeń jest przekraczany w 44. Za przekroczenia te odpowiada zwłaszcza sektor bytowo-komunalny oraz transport.
Skala zaniedbań PiS-owskiej władzy jest tak duża, że według Światowej Organizacji Zdrowia zanieczyszczone powietrze w Polsce jest przyczyną przedwczesnej śmierci ok. 45 tys. osób rocznie. Z kolei tzw. niska emisja – wytwarzana w dużym stopniu przez małe zakłady i gospodarstwa wykorzystujące do ogrzewania kotły na paliwo stałe – odpowiada w Polsce za ok. 19 tys. przedwczesnych zgonów.
Rząd kompletnie nie przejmuje się rosnącą liczbą zgonów. Nic nie umie na to poradzić – a i absolutnie nie ma ochoty, bo musiałby ograniczyć spalanie węgla, co naruszyłoby interesy lobby górniczego.
Rada Ministrów uznała więc, że podstawą do działań naprawczych w sferze ochrony powietrza ma być aktywność samorządów – a konkretnie, uchwała sejmiku województwa w sprawie programu ochrony powietrza.
Mamy niby rządowy program „Czyste Powietrze” ale jest on już taką lipą, że sam rząd nie zwraca na niego uwagi, O czyste powietrze mają zatem walczyć samorządy. Rząd jest od ważniejszych spraw.

Będziemy więcej kontrolować

Dzisiejsze przepisy mówią, że sejmik województwa, w terminie 18 miesięcy od dnia otrzymania wyników oceny poziomów szkodliwych substancji w powietrzu (taką ocenę przeprowadzają wojewódzcy inspektorzy ochrony środowiska i klasyfikacji stref) – określa program ochrony powietrza w swojej uchwale.
Zgodnie z decyzją rządu, teraz samorządy będą miały mniej czasu na przygotowanie programów ochrony powietrza. Termin zostanie skrócony o 3 miesiące, więc będą musiały się zmieścić w 15 miesiącach. Ostateczny termin przyjęcia tych programów przez sejmiki wojewódzkie rząd wyznaczył na 15 czerwca 2020 r.
Rząd PiS postanowił też zająć się tym, co lubi najbardziej – czyli kontrolowaniem innych.
Aby wzmocnić kontrolę realizacji programów ochrony powierza, Rada Ministrów narzuciła samorządom obowiązek corocznego monitorowania przez zarząd województwa postępu działań naprawczych nawet na szczeblu gminnym. Kontrolowane będzie wykonanie planów ochrony powietrza oraz wynikających z nich planów działań krótkoterminowych.
„Nałożono dodatkowe zadania na administrację samorządową” – szczerze stwierdza Rada Ministrów, wskazując, iż działania kontrolne umożliwią monitorowanie skuteczności realizowanych zadań.
Tyle, że od samego monitorowania i kontrolowania nic się nie poprawi – tak jak od mieszania herbata nie zrobi się słodsza.
Wśród tych dodatkowych obowiązków, które rząd PiS, zamiast sobie, narzuca samorządom, znalazł się wymóg przygotowania dodatkowej dokumentacji i sprawozdawczości oraz monitorowanie stopnia realizacji działań, na poziomie od gminy do województwa.
Do nowych zadań urzędu marszałkowskiego należeć będzie teraz stała weryfikacja stanu zaawansowania poszczególnych działań i przygotowywanie szczegółowych informacji oraz sprawozdań dla ministra środowiska.
Nasilenie kontroli i sprawozdawczości – taka jest recepta PiS na zapewnienie czystszego powietrza w Polsce.
Rząd narzuci też samorządom nowy kształt planów ochrony powietrza – ale to, jakie zmiany będą one musiały wprowadzić do tych planów, zostanie określone szczegółowo w rozporządzeniu ministra środowiska. Rozporządzenie załatwi to po cichu, bez publicznego roztrząsania, nieuniknionego, gdy przepisy „stają na rządzie”.
Jednym z nowych obowiązków samorządów będzie też, jak podkreśla Rada Ministrów, „nawiązanie ciągłej, stałej współpracy z innymi podmiotami oraz prowadzenie bieżącej i systematycznej analizy skuteczności działań naprawczych wprowadzanych na poziomie regionalnym”.

To nie my, to rzecz samorządów

Jak wskazuje Rada Ministrów, samorządy zostaną wyraźnie zobowiązane do tego, by ich działania przewidziane w programie umożliwiały ograniczenie przekroczeń wartości dopuszczalnych, w możliwie najkrótszym terminie.
A może rząd PiS nałożyłby na siebie taki obowiązek, zamiast zwalać własne zadania na innych? Na to jednak nie można liczyć. „Dobra zmiana” do perfekcji opanowała sposoby migania się od roboty. A jeśli w dodatku przy okazji może wziąć pod but samorządy lokalne (bo idea samorządności jest wraża dla PiS), to jeszcze lepiej.
Dobrym przykładem na to, że rząd PiS tylko pozoruje walkę ze smogiem, jest rozporządzenie ministra rozwoju i finansów z 1 sierpnia 2017 r. w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe. Rozporządzenie wprowadziło restrykcyjne wymagania dla takich pieców. Od 1 października 2017 r. obowiązuje zaś zakaz stosowania tzw. rusztu awaryjnego, zaostrzono normy dotyczące tlenku węgla, związków gazowych oraz pyłów.
Wszystko to guzik pomogło, bo kotły-”kopciuchy’ są sprzedawane i użytkowane bez przeszkód, tyle, że pod inną nazwą. Rząd skąpi pieniędzy na sfinansowanie ich wymiany, szkodliwym miałem węglowym można handlować bez przeszkód, a poziom skażeń badany jest sporadycznie.
Dziś więc rząd stwierdza: „Mimo przeprowadzonej nowelizacji rozporządzenia z 1 sierpnia 2017 r., niezbędne okazało się wprowadzanie zmian na poziomie ustawowym”. I tradycyjnie, sposobem na zwalczenie smogu ma być poprawa „efektywności systemu kontroli przestrzegania przepisów dotyczących wymagań dla kotłów na paliwo stałe”.
Tym razem dodatkowe zadania nałożono na organy Inspekcji Handlowej. Będą one mogły nakładać na przedsiębiorców kary pieniężne do 5 proc. przychodu uzyskanego przez nich ze sprzedaży przestarzałych kotłów.
Rząd utrzymuje, że wyeliminuje to sprzedawców i producentów fałszujących świadectwa jakości pieców lub sprzedających kotły „bezklasowe” pod innymi nazwami. Nic takiego naturalnie się nie stanie, o czym rząd doskonale wie – ale wie też, że łatwiej wydawać wyssane z palca przepisy i w ten sposób pokazywać, że coś się robi, zamiast na serio wziąć się do poważnej walki ze smogiem.