Australian Open 2021: Triumf Osaki i Djokovicia

Rozegrane w miniony weekend finałowe pojedynki zakończyły 109. edycję wielkoszlemowego Australian Open, a 34. rozgrywaną na kortach Melbourne Park. Wśród pań triumfowała po raz drugi w karierze Japonka Naomi Osaka, zaś rywalizację mężczyzn po raz dziewiąty, a trzeci z rzędu, wygrał Serb Novak Djoković.

W sobotnim finale turnieju kobiet rozstawiona w imprezie z numerem 3 Naomi Osaka zmierzyła się z zajmującą 24. miejsce w rankingu WTA 25-letnią Amerykanką Jennifer Brady. Japonka walczyła o czwarty wielkoszlemowy tytuł, a drugi w Melbourne (wcześniej wygrała tu w 2019 roku), dla amerykańskiej tenisistki był to pierwszy występ w finale turnieju Wielkiego Szlema. Po raz ostatni obie grały przeciwko sobie w półfinale US Open 2020 i wtedy Osaka pokonała Brady po zaciętej trzysetowej walce. Tym razem Japonka po trwającym 76 minut meczu zwyciężyła dość łatwo 6:4, 6:3.
Dla Osaki był to 18. występ w turniejach Wielkiego Szlema i czwarty zdobyty tytuł – w tej chwili ma na koncie po dwa triumfy w US Open (2018, 2020) i Australian Open (2019, 2021). Warto podkreślić, że japońska tenisistka okazała się lepsza od rywalek w każdym z czterech finałowych pojedynków, w których wystąpiła.
Tylko Muguruza stawiła opór
W drodze po tytuł w tegorocznej edycji Australian Open Osaka pokonała kolejno: 30-letnią Rosjankę Anastasiję Pawluczenkową (WTA 39) 6:1, 6:2; 27-letnią Francuzkę Caroline Garcię (WTA 43) 6:2, 6:3; 26-letnią Tunezyjkę Uns Jabber (WTA 30) 6:3, 6:2; 27-letnią Hiszpankę Garbine Muguruzę (WTA 14) 4:6, 6:4, 7:5; 35-letnią Tajwankę Hsieh Su-wei (WTA 71) 6:2, 6:2; 39-letnią Amerykankę Serenę Williams (WTA 11) 6:3, 6:4 oraz w finale Jennifer Brady 6:4, 6:3.
Japońska tenisistka oddała więc swoim rywalkom tylko jednego seta, a trzysetowy pojedynek z Muguruzą był zdecydowanie jej najtrudniejszą potyczką w imprezie. Hiszpanka miała dwie piłki meczowe, których nie zdołała jednak wykorzystać. Osaka dzięki temu dołączyła do grona sześciu znakomitych zawodniczek, które także zwyciężyły w Melbourne po obronie piłek meczowych, a były to: Monika Seles (1991), Jennifer Capriati (2002), Serena Williams (2003 i 2005), Na Li (2014), Angeliqua Kerber (2016) i Karolina Woźniacka (2018).
W najnowszym notowaniu rankingu WTA Osaka awansuje na drugie miejsce, ale wielu tenisowych ekspertów jest zdania, że japońska tenisistka wkrótce odbierze pozycję liderki Australijce Ashleigh Barty i nie odda prowadzenia przez wiele tygodni. Naomi przyznała, że podczas pandemii dotarło do niej, iż w jej życiu nie nie jest najważniejsze to, czy wygra mecz czy też go przegra. To pozwoliło jej nabrać dystansu do rywalizacji na korcie, ale paradoksalnie pomogło w odnoszeniu sukcesów. Finałowe zwycięstwo w starciu z Jennifer Brady było jej 21. z rzędu. Od 7 lutego zeszłego roku żadnej rywalce nie udało się pokonać mieszkającej na co dzień w USA reprezentantki Japonii.
Brady do finału Australian Open awansowała jako piąta singlistka notowana poza Top 20 rankingu od 2000 roku. Mogła zostać najniżej klasyfikowaną mistrzynią od czasu Sereny Williams (w 2007 była 81.), ale w starciu z Osaką okazała się dużo słabsza. Ale dla Brady to jest i tak najlepszy występ w Wielkim Szlemie. W 12 wcześniejszych startach nie przebiła się poza czwartą rundę, dopiero w ubiegłorocznym US Open doszła do półfinału, a teraz zaliczyła występ w finale. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Brady zadebiutuje w Top 20 awansując na 13. pozycję.
Trzeci triumf Barbory Krejcikovej
W grze podwójnej kobiet triumfowała białorusko-belgijska para Aryna Sabalenka – Elise Mertens, która w finale pokonała Czeszki Barborę Krejcikovą i Katerinę Siniakovą 6:2, 6:3. Krejcikova powetowała sobie porażkę triumfem w grze mieszanej. Grając w parze z Amerykaninem Rajeevem Ramem czeska tenisistka wygrała miksta w Australian Open po raz trzeci z rzędu – przed rokiem partnerował jej Chorwat Nikola Mektić, a dwa lata temu tegoroczny partner Rajeev Ram. W finałowej potyczce Krfejcikova i Ram pokonali w 59 minut australijski duet Samanta Stosur Matthew Ebden 6:1, 6:4.
W niedzielę rywalizację rozstrzygnęli też debliści. W finałowej potyczce zmierzyli się broniący tytułu Rajeev Ram i Brytyjczyk Joe Salisbury ze słowacko-chorwacka parą Filip Polasek – Ivan Dodig. Mecz 6:3, 6:4 wygrali rozstawieni z turnieju z numerem 9 Polasek i Dodig. Dla 35-letniego słowackiego tenisisty to pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze i jest drugim po słynnej Danieli Hantuchovej reprezentantem Słowacji, który wygrał imprezę tej rangi. Dodig natomiast w wielkim Szlemie triumfował w deblu po raz drugi – sześć lat temu w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo wygrał French Open. Do męskiego debla zgłosiło się dwóch Polaków, ale Łukasz Kubot i Hubert Hurkacz nie przebili się przez drugą rundę zmagań.
Mistrzowski występ lidera rankingu
Ostatnim akordem tegorocznej edycji Australian Open 2021 był jak zawsze finałowy pojedynek w grze pojedynczej panów. W niedzielę rano polskiego czasu do walki o pierwszy w tym roku wielkoszlemowy tytuł stanęli 33-letni Serb Novak Djoković, lider rankingu ATP oraz 25-letni Rosjanin Daniił Miedwiediew, numer 4. na światowej liście i ubiegłoroczny triumfator ATP Finals w Londynie. Niestety, ich starcie nie dostarczyło spodziewanych emocji, bo Djoković stłamsił wręcz rywala na korcie i w niecałe dwie godziny pokonał go 7:5, 6:2, 6:2.
Serb był wyraźnie lepszy przede wszystkim mentalnie. Nie załamywał się, gdy mu nie szło, a że takich momentów słabszej gry w dwóch pierwszych setach miał niewiele, dominował zdecydowanie wywołując tym rosnącą frustrację u rosyjskiego tenisisty. Djoković wygrywał większość długich wymian, miał znakomite passing shoty, zmuszał rywala do błędów przy siatce i dokonywał lepszych wyborów. Grał po prostu jak na lidera rankingu i 17-krotnego triumfatora turniejów Wielkiego Szlema przystało – czyli jak mistrz nad mistrze. Miedwiediew był zbyt zdekoncentrowany i zdenerwowany, by odmienić losy tego pojedynku. Łamiąc ze złości rakietę pod koniec drugiego seta dał tylko dowód swojej bezradności. Mecz zakończył się po zaledwie 112 minutach. Djoković wygrał Australian Open po raz dziewiąty w karierze i po raz trzeci z rzędu (2008, 2011–2013, 2015, 2016, 2019 i 2020). Teraz ma na koncie w sumie 18. wielkoszlemowych tytułów w singlu, już tylko o dwa mniej od Rogera Federera i Rafaela Nadala, z którymi ściga się w klasyfikacji wszech czasów. A na jej czele z 24. triumfami w turniejach Wielkiego Szlema znajduje się australijska tenisistka Margaret Court, a wciąż na drugim miejscu marząca o jej zdetronizowaniu Serena Williams z 23. zwycięstwami. Wydaje się jednak, że jeśli ktoś wyprzedzi kiedyś Court, to raczej dokona
tego Djoković.

Australian Open 2021: Dla jednych radość, dla innych łzy

Do półfinału kobiecego turnieju w tegorocznym Australian Open z zawodniczek z czołowej dziesiątki rankingu przebiła się tylko Japonka Naomi Osaka (WTA 3). W rywalizacji mężczyzn sytuacja była odwrotna – w czwórce półfinalistów znalazł się tylko jeden gracz spoza Top 10 światowej listy.

W potyczkach ćwierćfinałowych odpadły dwie najwyżej sklasyfikowane przed imprezą tensistki. O ile jednak porażkę wiceliderki rankingu Rumunki Simony Halep z Amerykanka Sereną Williams trudno uznać nawet za niespodziankę, to już przegrana Ashleigh Barty z Czeszką Karoliną Muchovą 6:1, 2:6, 3:6 to jedna z największych sensacji tego turnieju. Liderka światowej listy była bowiem wielką nadzieją gospodarzy na pierwszy od 1978 roku triumf ich reprezentantki w singlowych zmaganiach na kortach Melbourne Park. Barty w poprzedniej edycji odpadła w półfinale, ale w tym roku 24-letnia australijska tenisistka po blisko rocznej przerwie w startach z powodu pandemii była wypoczęta i spragniona rywalizacji. W pierwszej rundzie rozbiła 6:0, 6:0 zawodniczkę z Czarnogóry Dankę Kovinić, a potem bez straty seta wyeliminowała z imprezy rodaczkę Darię Gavrilovą (6:1, 7:6), Rosjankę Jekaterinę Aleksandrową (6:2, 6:4) i Amerykankę Shelby Rogers (6:3, 6:4).
Przełomowa przerwa medyczna
Zajmująca przed tegorocznym Australian Open 27. miejsce w rankingu Muchova w drodze do ćwierćfinału miała zdecydowanie trudniejsze rywali. W pierwszej rundzie trafiła na mistrzynię French Open z 2017 roku Łotyszkę Jelenę Ostapenko (WTA 47), pokonując ją 7:5, 6:2, w kolejnej rundzie wyeliminowała zajmującą miejsce w trzeciej setce światowej listy niemiecką weterankę kortów Monę Barthel (6:4, 6:1), lecz w dwóch następnych trafiała na wyżej od siebie rozstawione w turnieju zawodniczki – szóstą w rankingu rodaczkę Karolinę Pliskovą (7:5, 7:5) i 14. w zestawieniu Belgijkę Elise Mertens (7:6, 7:5).
Jeśli australijscy kibice mieli jakieś obawy przez starciem ich ulubienicy z mało znaną 24-letnią czeską tenisistką, to pierwszy set z pewnością je rozwiał. Barty rozpoczęła pojedynek z impetem wygrywając pięć gemów z rzędu, oddając rywalce zaledwie sześć punktów. Przełomowy okazał się początek drugiej partii, gdy Muchova poprosiła o przerwę medyczną w związku z zawrotami głowy. Gdy mierzono jej puls i temperaturę, Australijka cierpliwie czekała na korcie na wznowienie gry, ale w trakcie tego oczekiwania coś się w jej nastawieniu do rywalizacji zmieniło. Jeśli poczuła się zbyt pewna siebie i już oczami wyobraźni widziała się w półfinale, to popełniła kosztowny błąd, bo po wznowieniu rywalizacji Czeszka zaczęła grać coraz lepiej, podczas gdy zaskoczona tym Barty coraz gorzej.
Dość powiedzieć, że w dwóch kolejnych setach Australijka popełniła aż 31 niewymuszonych błędów. Liderka rankingu, choć mocno rozczarowana porażką, nie miała pretensji o długą przerwę medyczną rywalki, którą miała prawo uznać za przyczynę swojego niepowodzenia. „Wszystko odbyło się zgodne z przepisami, Karolina po prostu skorzystała ze swoich praw. A ja jestem rozczarowana tylko z tego, że dopuściłam by to stało się punktem zwrotnym w naszym meczu. Chciałam zajść nieco dalej w turnieju, jednak to nie był mój dzień. Ta porażka jest dla mnie bardzo bolesna, lecz jestem wystarczająco doświadczoną zawodniczką, żeby się z tym uporać” – podsumowała swój występ Barty, która jak na razie ma w dorobku jeden wielkoszlemowy triumf (wygrała French Open w 2019 roku).
Brady zatrzymała Muchovą
Muchova miała podwójny powód do zadowolenia, bo dopiero po raz drugi w karierze pokonała rywalkę z Top 5 światowego rankingu, a po raz pierwszy liderkę tego zestawienia. W turniejach Wielkiego Szlema jej najlepsze dotychczasowe osiągnięcie to był ćwierćfinał Wimbledonu w 2019 roku. W Australian Open nigdy wcześniej nie przeszła nawet drugiej rundy. Niespodzianki nie było natomiast w pojedynku dwóch Amerykanek – sklasyfikowana na 24. miejscu rankingu Jennifer Brady, półfinalistka ubiegłorocznego US Open, przerwała piękny sen swojej rodaczki i dobrej koleżanki Jessiki Peguli, aktualnie 61. tenisistki na światowej liście, pokonując ją w trzech setach 4:6, 6:2, 6:1. W Au8stralian Open Brady wcześniej najdalej doszła do 1/8 finału. Pokonana przez nią Pegula w 1/8 finału wyeliminowała rozstawioną z numerem piątym Ukrainkę Jelinę Switolinę, a w swoich wcześniejszych startach w Wielkim Szlemie ani razu nie przeszła trzeciej rundy. W Australian Open debiutowała w poprzedniej edycji i odpadła już w I rundzie.
Muchova i Brady wcześniej grały przeciwko sobie tylko raz – w 1/8 finału turnieju WTA w Pradze w 2019 roku. Wtedy po trzysetowym pojedynku górą była Czeszka, na kortach Melbourne Park eksperci dawali obu tenisistkom równe szanse. W drugiej półfinałowej parze marzącej o 24. wielkoszlemowym tytule Serenie Williams na drodze do osiągnięcia tego celu znów stanęła młodsza o 16 lat Japonka Naomi Osaka.
Blisko 40-letni już tenisowa gwiazda znów stała się obiektem niewybrednego ataku ze strony słynącego z kontrowersyjnych zachowań i wypowiedzi Iona Tiriaca. Były rumuński tenisista, który w najlepszym momencie kariery był ósmą rakietą na świecie, a potem jako menedżer z powodzeniem przez pewien czas prowadził Borysa Beckera, oceniając szanse Amerykanki powiedział: „W tym wieku i przy obecnej wadze nie rusza się już tak, jak 15 lat temu. Serena była rewelacyjną zawodniczką, ale dzisiaj nie jest i gdyby miała trochę przyzwoitości, przeszłaby już na emeryturę”.
Osaka znów lepsza od Sereny
Tiriac, choć jego ocena była chamska i wielce niestosowna wobec tenisowej mistrzyni, w ocenie szans amerykańskiej tenisistki jednak si nie pomylił. W starciu z Osaką, która wcześniej wyeliminowała znajdujące się w życiowej formie Hiszpankę Garbine Muguruzę i Tajwankę Su-Wei Hsieh, Williams nie miała zbyt wielu argumentów i przegrała dość gładko 3:6, 4:6. Serena ostatni z 23 swoich triumfów wielkoszlemowych odniosła cztery lata temu właśnie w Melbourne. Była już wówczas we wczesnym etapie ciąży. Do rywalizacji wróciła po przerwie macierzyńskiej w połowie 2018 roku i od tego czasu zaliczyła 11 nieudanych prób wywalczenia 24. wielkoszlemowego tytułu. Czterokrotnie była już o krok od spełnienia marzenia, gdy przegrywała w finale. W tegorocznej edycji Australian Open w ćwierćfinale nie dała się drugiej w rankingu Simonie Halep, ale z Osaką najwyraźniej nie umie grać. „Czy to było pożegnanie? Nie wiem. Jeśli kiedykolwiek zechcę się pożegnać z tenisem, to i tak nikomu o tym nie powiem” – stwierdził na konferencji po meczu z Osaką, podczas której po kolejnym pytaniu puściły jej nerwy i z płaczem przerwała spotkanie z przedstawicielami mediów.
A Naomi Osaka w sobotnim finale zmierzy się z inną z amerykańskich tenisistek, Jennifer Brady, która zatrzymała zwycięski pochód Karoliny Muchovej pokonując ją 6:4, 3:6, 6:4.
W rywalizacji mężczyzn w ćwierćfinale dominowali liczbowo Rosjanie. Rozstawiony z numerem 4 Daniił Miedwiediew pokonał Andrieja Rublowa 7:5, 6:3, 6:2. Ich poprzedni wielkoszlemowy mecz tych rosyjskich tenisistów, którego stawką również był awans do półfinału, także wygrał Miedwiediew. Obaj rosyjscy tenisiści przyjaźnią się poza kortem, niedawno poprowadzili Rosję do sukcesu w drużynowym ATP Cup, a tegorocznym sezonie byli niepokonani (każdy z nich miał bilans 8-0). Dla Miedwiediewa był to już czwarty wygrany pojedynek z rodakiem z rzędu – za każdym razem zwyciężał bez straty seta. Pod koniec ubiegłego sezonu triumfował w turnieju ATP w Paryżu oraz kończącej sezon turnieju mistrzów w Londynie – ATP Finals. Ale innych rywali też bije skutecznie – wygrał 11 ostatnich pojedynkach z rywalami z Top 10 rankingu ATP. W wielkoszlemowym półfinale zameldował się po raz trzeci w karierze – dwa wcześniejsze awanse wywalczył w US Open. Jego najlepszym wynikiem w Wielkim Szlemie jest finał US Open 2019 roku. W Melbourne wcześniej najdalej dochodził do 1/8 finału. Wiadomo już, że w najnowszym notowaniu rankingu ATP Miedwiediew awansuje na trzecie miejsce.
Grecki koszmar Nadala
W piątkowym pojedynku o finał Rosjanin zmierzy się z greckim tenisistą Stefanosem Tsitsipasem, który niespodziewanie okazał się lepszy od „turniejowej dwójki”, czyli Rafaela Nadala. Hiszpan łatwo wygrał dwa pierwsze sety, 6:3 i 6:2, ale trzeciej partii Grek zaczął grać jak w transie i wygrał ją po zaciętej walce w tie-breaku 7:6(4), a następnie niesiony entuzjazmem wygrał kolejnego seta 6:4. W decydującej partii obaj gracze wznieśli się na wyżyny, lecz Tsitsipas serwował jak natchniony i nie dał się Nadalowi ani razu przełamać, sam zaś dokonał tej sztuki przy stanie 5:5 i nie zmarnował szansy na zwycięstwo przy swoim podaniu – wygrał 7:5 i cały mecz po ponad czterogodzinnej walce 3-2. To sensacja, bo Hiszpan dopiero po raz drugi w swojej bogatej karierze przegrał wielkoszlemowy mecz, prowadzą 2:0 w setach. Po raz pierwszy miało to miejsce w trakcie US Open w 2015 roku, gdy w ten sposób dał się pokonać Włochowi Fabio Fogniniemu.
W walce o finał Tsitsipas będzie miał w nogach wyczerpujący mecz z Nadalem, ale nie tylko to może być atutem Miedwiediewa. Rosjanin ma patent na Greka, bo wygrał z nim pięć z sześciu pojedynków. Ich kolejne starcie, którego stawka będzie finał tegorocznego Australian Open, odbędzie się w piątek rano polskiego czasu.
W drugiej parze zagra Rosjanin Asłan Karaczew, rewelacyjny debiutant, który w swoim pierwszym występie w Wielkim Szlemie od razu zaszedł do półfinału, a jest to gracz już 27-letni, zaś przed turniejem w Melbourne nie było go nawet w pierwszej setce rankingu. O finał zagrał z najlepszym graczem ostatnich lat, liderem rankingu ATP Novakiem Djokoviciem. Serb w ćwierćfinale w czterech setach wyeliminował Niemca Alexandra Zvereva (6:7, 6:2, 6:4, 7:6) i z wielką pewnością siebie przystąpił do pojedynku z rewelacją turnieju i bez większego trudu wygrał z nim w trzech setach 6:3, 6:4, 6:2. W finałowej potyczce z Miedwiediewem Serb będzie faworytem, ale niespodzianki ze strony rosyjskiego tenisisty nie można wykluczyć.

Australian Open 2021: Świątek i Kubot zagrali na 1/8 finału

Iga Świątek i Łukasz Kubot jako ostatni z reprezentantów Polski zakończyli swój udział w tegorocznym Australian Open. W II rundzie turnieju gry mieszanej polska para przegrała z amerykańsko-belgijskim mikstem Hayley Carter – Sander Gille. Ale na kortach Melbourne Park gra toczy się nadal.

Świątek w niedzielę okazała się gorsza od Simony Halep w 1/8 turnieju singla kobiet, natomiast Łukasz Kubot w parze z Holendrem Wesleyem Koolhofem także w 1/8 finału odpadł w turnieju debla mężczyzn. W mikście zdołali awansować do drugiej rundy po zaciętym boju z reprezentantami gospodarzy Astrą Sharmą i Johnem-Patrickiem Smithem, wygranym przez polska parę 5:7, 7:6, 10-6. To był udany rewanż za porażkę w poprzedniej edycji Australian Open, kiedy to właśnie australijski mikst wyeliminował naszych reprezentantów w ćwierćfinale. We wtorek naprzeciwko 38-letniego Kubota i 19-letniej Świątek stanęli 25-letnia Amerykanka Hayley Carter i 30-letni Belg Sander Gille, którzy w pierwszej rundzie niespodziewanie pokonali znakomity czesko-chorwacki duet Barbora Strycova – Nikola Mektić.
Niestety, nie był to jednorazowy przebłysk wysokiej formy, o czym boleśnie przekonali się Kubot i Świątek, będący naszą wielka nadzieją na olimpijski medal w Tokio właśnie w grze mieszanej. Łatwo przegrali 4:6, 1:6 i definitywnie pożegnali się z tegorocznym Australian Open.
Serena najstarsza z najlepszych
Rywalizacja na kortach Melbourne toczy się jednak nadal. W grze pojedynczej w rywalizacji pań w gronie ośmiu ćwierćfinalistek tegorocznej edycji Australian Open znalazły się trzy Amerykanki (Serena Williams, Jennifer Brady i Jessica Pegula) oraz po jednej zawodniczce z Australii (Ashleigh Barty), Rumunii (Simona Halep), Japonii (Naomi Osaka), Czech (Karolina Muchowa) i Tajwanu (Su-Wei Hsieh).
Co ciekawe, wśród ośmiu tenisistów, którzy awansowali do fazy ćwierćfinałowej, nie było ani jednego gracza ze Stanów Zjednoczonych, za to najwięcej, bo trzech graczy miała Rosja (Andrej Rublew, Daniił Miedwiedew, Asłan Karaczew), a po jednym Serbia (Novak Djoković), Hiszpania (Rafael Nadal), Grecja (Stefanos Tsitsipas), Bułgaria (Grigor Dimitrow) i Niemcy (Aleksander Zverev).
Wśród pań w najlepszej ósemce turnieju w komplecie zameldowały się zawodniczki zajmujące trzy pierwsze miejsca w rankingu WTA (Barty, Halep, Osaka). Z piątki pozostałych najwyżej w rankingu jest Williams (WTA 11), a następnie Brady (WTA 24), Muchova (WTA 27), Pegula (WTA 61) i Su-wei Hsieh (71). We wtorek nad ranem Osaka gładko rozprawiła się z Hsieh wygrywając z nią 6:2, 6:2, a Williams wyeliminowała Halep pokonując ją 6:3, 6:3. Amerykańska tenisistka w swoim 77 starcie w imprezie wielkoszlemowej, a po raz 20 w Australian Open, w ćwierćfinale wystąpiła po raz 54., w tym po raz 13. w Melbourne Park.
Do półfinału Wielkiego Szlema awansowała zaś po raz 40., a w Australian Open po raz dziewiąty. Młodsza z sióstr Williams w Melbourne wygrywała już siedem razy (2003, 2005, 2007, 2009, 2010, 2015 i 2017).
Jeśli zwycięży w tej edycji, wyrówna rekordu wszech czasów w liczbie zdobytych tytułów wielkoszlemowych w singlu należący do Australijki Margaret Court. Kolejną rywalką Sereny będzie jednak rozstawiona z w imprezie z numerem trzecim Naomi Osaka. Z młodszą o 16 lat Japonką o stawkę rywalizowała dotychczas trzykrotnie i dwa razy musiała uznać jej wyższość, w tym w finale wielkoszlemowego US Open 2018. Ich półfinałowy pojedynek zapowiada się na wielkie wydarzenie sportowe.
W środę rano w dwóch pozostałych parach liderka rankingu WTA Ashleigh Barty zmierzyła się z Karoliną Muchovą, a Jennifer Brady z Jessicą Pegulą.
Wśród panów w gronie ćwierćfinalistów znaleźli się numer 1 rankingu Novak Djoković i numer 2 Rafael Nadal, odpadł natomiast trzeci na światowej liście Austriak Dominic Thiem.
Sensacyjny kwalifikant z Rosji
Z szóstki pozostałych ćwierćfinalistów najwyżej sklasyfikowany jest Medwedew (ATP 4), potem Tsitsipas (ATP 6), Zverev (ATP 7) i Rublew (ATP 8), a miejsca poza Top 10 rankingu zajmują Dimitrow (ATP 21) i kwalifikant z Rosji Karaczew, sklasyfikowany przed turniejem w rankingu ATP dopiero na 114. pozycji.
Ten 27-letni rosyjski tenisista w tegorocznym Australian Open debiutuje w Wielkim Szlemie i jest pierwszym graczem w tzw. Erze Otwartej, liczonej od 1968 roku, któremu w pierwszym starcie od razu udało się awansować do półfinału. Karaczew w imponującym stylu przechodził kolejne etapy turnieju, a w trzech pierwszych meczach nie oddał rywalom ani jednego seta. W drodze po półfinału pokonał trzech rozstawionych graczy, wśród nich występującego z „ósemką” Argentyńczyk Diego Schwartzmana. W rozegranym w czwartek nad ranem pojedynku ćwierćfinałowym pokonał Grigor Dimitrowa 2:6, 6:4, 6:1, 6:2 i o finał zagra z liderem światowego rankingu Novakiem Djokoviciem, który we wtorek przed południem polskiego czasu pokonał Alexandra Zvereva 6:7(6), 6:2, 6:4, 7:6(6)
W dwóch pozostałych parach 1/4 finału zmierzyli się Andrej Rublew z Daniiłem Medwedewem, a Stefanos Tsitsipas z Rafaelem Nadalem.
Najstarsza w gronie ćwierćfinalistek jest Serena Williams (39 lat), ale rewelacja tego turnieju, Tajwanka Su-Wei Hsieh jest od niej młodsza tylko o cztery lata. Trzecia pod względem wieku w tej stawce jest Simona Halep (29 lat), a w dalszej kolejności Karolina Muchowa (27), Jessica Pegula (26), Jennifer Brady (25), Ashleigh Barty (24). Najmłodsza w stawce jest 23-letnia Naomi Osaka.
W męskiej ósemce ćwierćfinalistów najstarszy jest 34-letni Rafael Nadal, ale Novak Djokovic jest od niego młodszy tylko o jeden rok. Pozostała szóstka graczy mieści się w przedziale wiekowym 20-30: Grigor Dimitrow (29 lat), Asłan Karaczew (27 lat), Daniił Miedwiedew (24 lata), a Alexander Zverev i Andrej Rublew mają po 23 lata. Najmłodszy w stawce Stefanos Tsitsipas ma 22 lata.

Ćwierćfinaliści Australian Open 2021:

Kobiety:
Su-Wei Hsieh (Tajwan, WTA 71, 35 lat);
Naomi Osaka (Japonia, WTA 3, 23 lata);
Serena Williams (USA, WTA 11, 39 lat)
Simona Halep (Rumunia, WTA 2, 29 lat)
Ashleigh Barty (Australia, WTA 1, 24 lata); Karolina Muchova (Czechy, WTA 27, 24 lata);
Jennifer Brady (USA, WTA 24, 25 lat);
Jessica Pegula (USA, WTA 61, 26 lat).

Mężczyźni:
Andrej Rublew (Rosja, ATP 8, 23 lata);
Daniił Medwedew (Rosja, ATP 4, 24 lata);
Stefanos Tsitsipas (Grecja, ATP 6, 22 lata); Rafael Nadal (Hiszpania, ATP 2, 34 lata);
Grigor Dimitrow (Bułgaria. ATP 21, 29 lat); Asłan Karaczew (Rosja, ATP 114, 27 lat);
Novak Djokovic (Serbia, ATP 1, 33 lata);
Alexander Zverev (Niemcy, ATP 7, 23 lata).

Halep tym razem była lepsza od Świątek

Iga Świątek przegrała z Simoną Halep 6:3, 1:6, 4:6 w meczu czwartej rundy Australian Open i odpadła z turnieju. Rumuńska tenisistka, wiceliderka rankingu WTA, zrewanżował się Polce za dotkliwą porażkę (6:1, 6:2) sprzed czterech miesięcy w wielkoszlemowym French Open w Paryżu.

Nasza tenisistka mogła mieć z ostatniego starcia z Halep wyłącznie dobre wspomnienia. Podczas Roland Garros pokonała ją w dwóch setach (6:1, 6:2), a sama Rumunka mówiła niedawno, że w tamtym starciu Polka ją „zmiażdżyła”. Przed niedzielnym starciem w Melbourne Świątek była jednak zaskakująco ostrożna w ocenie swoich szans. W medialnych wypowiedziach podkreślała klasę przeciwniczki i zapewniała, że nie oczekuje iż i tym razem ją pokona. Co ciekawe, nawet najwybitniejsi tenisowi eksperci nie byli w stanie wskazać w tym meczu faworytki, co z cała pewnością jest większym komplementem dla 19-letniej Polki, bo Halep nie bez powodu jest druga w rankingu WTA.
Początek spotkania nikogo zatem nie zaskoczył, gdy po wyrównanym boju Świątek wygrała pierwszego seta 6:3. Ale Halep wyciągnęła wnioski z paryskiej klęski i w drugiej partii rzuciła na szalę całą swoją ambicję, siłę i talent oraz najgłębsze pokłady determinacji. No i podniosła Polce poprzeczkę bardzo wysoko, co nie może dziwić w przypadku zawodniczki, która w czołówce światowej listy znajduje się już grubo ponad trzysta tygodni. Skoncentrowana Halep wrzuciła „trzeci bieg” i szybko objęła prowadzenie w gemach 3:0. Nasza tenisistka nie grała już tak dobrze jak w pierwszej partii i zaczęła popełniać coraz więcej błędów, które pewnie grająca Rumunka bezlitośnie wykorzystywała. I już nie wypuściła zwycięstwa z rąk wygrywając seta 6:1.
Świątek zaczęła trzecią partię najgorzej jak tylko było można, czyli dała się rywalce przełamać, a potem zmarnowała doskonałą okazję na odrobienie straty. Znów jednak walczyła zaciekle, bez kompleksów i dla utytułowanej rywalki była absolutnie równorzędna przeciwniczką. Halep była jednak odrobinę lepsza, w trudnych momentach procentowało jej większe doświadczenie. Prowadziła 4:2, potem 5:3, a gdy Świątek wygrała swoje podanie do zera i zrobiło się 5:4, wytrzymała presję i znakomicie serwując wygrała kolejnego gema kończąc seta wynikiem 6:4 i cały mecz zwycięstwem 2-1. Nasza tenisistka odpadła zatem z Australian Open w czwartej rundzie, co jest powtórzeniem wyniku osiągniętego w tym wielkoszlemowym turnieju przed rokiem. „Ta wygrana wiele dla mnie znaczy, bo porażka na kortach Rolanda Garrosa z Igą była dla mnie trudnym przeżyciem. Wtedy nic mi nie wychodziło,a ona na niewiele mi pozwalała, dzisiaj starałam się nie popełnić tamtych błędów i zagrać znacznie lepiej. Cieszę się, że mi się udało. Jestem trochę zmęczona, bo stres z pierwszego tygodnia pozostaje, ale postaram się zrobić co w mojej mocy, żeby zagrać jeszcze lepiej w kolejnej rundzie” – powiedziała Halep na antenie Eurosportu.
A w następnej rundzie rywalką rumuńskiej tenisistki będzie prąca do 24. wielkoszlemowego tytułu w karierze Serena Williams. Amerykanka w czwartej rundzie stoczyła twardy bój z równie potężnie jak ona zbudowaną Białorusinką Aryną Sabalenką i zwyciężyła w trzech setach 6:4, 2:6, 6:4. Do ćwierćfinału z tej części turniejowej drabinki awansowała wcześniej Tajwanka Su-Wei Hsieh, która wygrała z Czeszką Marketą Vondrousova 6:4, 6:2. Jej przeciwniczką będzie Japonka Naomi Osaka (wyeliminowała Hiszpankę Garbine Muguruzę 4:6, 6:4, 7:5). Lepsza z tej pary w półfinale zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Williams – Halep.
A Iga Świątek jeszcze nie żegna się z kortami kompleksu Melbourne Park, bo w Australian Open wciąż rywalizuje w p;arze z Łukaszem Kubotem w turnieju miksta. Natomiast Kubot nadal jest w grze w turnieju debla w duecie z Holendrem Wesleyem Koolhofem. W drugiej rundzie pokonali duet Thanasi Kokkinakis – Nick Kyrgios 6:3, 6:4 i w 1/8 finału zmierzą się z australijską parą Matthew Ebden – John
Patrick Smith.

Bałagan przed Australian Open

Organizatorzy międzynarodowych mistrzostw Australii postanowili, że w pierwszym dniu odbędą się mecze z górnej połówki singla mężczyzn i dolnej połówki singla kobiet. Taki rozstaw gier oznaczał, że Iga Świątek i Kamil Majchrzak swoje pojedynki musieli stoczyć już w poniedziałek, a w turniejach poprzedzających Australian Open sypnęło walkowerami.

Z powodu opóźnień w programie turniejów poprzedzających Australian Open, spowodowanych przez jeden pozytywny test na Covid-19 u osoby pracującej w Grand Hyatt Hotel, jednym z hoteli, w którym ulokowani zostali tenisiści i sędziowie biorący udział w tenisowych imprezach, w czwartek zawieszono wszelkie rozgrywki, co kompletnie zdewastowało terminarz gier. Kilka tenisistek oddało swoje mecze walkowerem, albo zgłosiły kontuzje – w ten sposób zrezygnowały z walki o zwycięstwo m.in. Amerykanka Serena Williams, Japonka Naomi Osaka i Białorusinka Wiktoria Azarenka. W tej sytuacji finały turniejów Gippsland Trophy i Yarra Valley Classic przesunięto na niedziel, a w Grampians Trophy zrezygnowano z rozgrywania spotkania finałowego i wszystkim półfinalistkom przyznano punkty i nagrody pieniężne przewidziane dla finalistek. A ten akurat turniej wprowadzono do kalendarza dodatkowo z myślą o zawodniczkach, które po przybyciu do Australii musiały poddać się surowej kwarantannie. Spowodowane to było pozytywnymi wynikami testów na COVID-19 wśród uczestników lotów czarterowych na antypody.
Iga Świątek w poniedziałek w nocy zmierzyła się z Holenderką Arantxą Rus, natomiast Kamil Majchrzak w pierwszej rundzie trafił na Serba Miomira Kecmanovicia. Trzeci z naszych singlistów, Hubert Hurkacz, swój pierwszy pojedynek w turnieju stoczy we wtorek, a jego rywalem będzie Szwed Mikael Ymer.

Świątek trzecia na liście płac

W minioną niedzielę tegoroczny sezon tenisowy zakończyły panie. W ostatnim turnieju, w Linzu, triumfowała Białorusinka Aryna Sabalenka, która dzięki temu awansował w rankingu WTA na 10. pozycję. Iga Świątek utrzymała w najnowszym notowaniu 17. lokatę, ale pod względem zarobków jest w tym sezonie trzecia wśród tenisistek.

Liderką zestawienia pozostaje Australijka Ashleigh Barty, a kolejne miejsca w czołowej dziesiątce zajmują Rumunka Simona Halep, Japonka Naomi Osaka, Amerykanka Sofia Kenin, Ukrainka Elina Switolina, Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Czeszka Petra Kvitova, Holenderka Kiki Bertens, a stawkę zamyka wspomniana już wcześniej białoruska zawodniczka. Drugą dziesiątkę otwiera Serena Williams, a za nią kolejne lokaty zajmują Szwajcarka Belinda Bencić, Białorusinka Wiktoria Azarenka, Brytyjka Johanna Konta, Hiszpanka Garbine Muguruza, Amerykanka Madison Keys, Iga Świątek, Chorwatka Petra Martić, reprezentująca Kazachstan Rosjanka Jelena Rybakina i Belgijka Elise Mertens. Druga z polskich tenisistek w Top 100, Magda Linette, utrzymała 40. lokatę, a w drugiej setce mamy jeszcze dwie reprezentantki – sklasyfikowaną na 113. miejscu Katarzynę Kawę i zajmującą 156. pozycję Magdalenę Fręch. Te lokaty będą ważne za dwa miesiące, gdy na antypodach rozpocznie się pierwsza część nowego sezonu, tradycyjnie wieńczona wielkoszlemowym Australian Open.
Dość długo ważyły się losy tego turnieju, bo w Australii wszystkich przybywających na ten kontynent obowiązuje dwutygodniowa kwarantanna. Poza tym w każdym ze stanów funkcjonują odmienne rygory sanitarnym, co poważnie utrudnia możliwość swobodnego przemieszczania się po kraju. Ostatecznie działacze australijskiej federacji tenisowej zdecydowali się na rozwiązanie zastosowane w sierpniu tego roku w Stanach Zjednoczonych przed US Open. Amerykańska federacja (USTA) w porozumieniu z lokalnymi władzami zorganizowała w Nowym Jorku dwa turnieje – przeniesiony z Cincinnati Western & Southern Open oraz wielkoszlemowy US Open. Wszystkich uczestników zmagań umieszczono w odizolowanych od otoczenia hotelach, gdzie byli regularnie testowani na obecność Covid-19. W styczniu taka sama „bańka pandemiczna” ma powstać w stanie Wiktoria, ale już wiadomo, że w Melbourne przepisy sanitarne nie będą aż tak surowe jak były w Nowym Jorku, na co narzekała większość zawodniczek i zawodników.
Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, przyszłoroczny Australian Open odbędzie się w dniach 18-31 stycznia. Wyprawa do Australii będzie wielkim wyzwaniem dla najlepszej obecnie polskiej tenisistki, bo po wygraniu przełożonego na październik wielkoszlemowego French Open oczekiwania wobec niej niepomiernie wzrosły. Nie tylko ze strony kibiców w Polsce, nie ulega wątpliwości, że cały tenisowy światek z zainteresowaniem będzie przyglądał się jak niespełna 20-letnia Polka radzi sobie z presją wyniku oraz statusem wschodzącej gwiazdy tego sportu.
Na razie Świątek zbiera owoce swojego znakomitego występu na paryskich kortach im. Rolanda Garrosa. Wedle finansowego raportu WTA Polka w 2020 roku zarobiła na korcie 2 261 213 dolarów, co daje jej trzecie miejsce na tenisowej liście płac. Więcej od niej zarobiły jedynie triumfatorka Australian Open i finalistka French Open Amerykanka Sofia Kenin (4 302 970 USD) oraz Japonka Naomi Osaka (3 352 755 USD). Za plecami Świątek na liście tenisowych krezusek sezonu 2020 znalazły się znacznie bardziej od niej utytułowane Wiktoria Azarenka (1 991 783 USD), Garbine Muguruza (1 942 072), Simona Halep (1 937 890) i Petra Kvitova (1 505 967). Dla porównania, Magda Linette zarobiła w tym sezonie 436 149 dolarów, Katarzyna Kawa 107 032, a Magdalena Fręch 70 522 USD.

Naomi Osaka znów wygrała US Open

Open przegrała po dziewięciu rozegranych gemach przegrywała w pojedynku z Wiktorią Azarenką 1:6, 0:2, lecz od tego momentu zaczęła grać jak natchniona i ostatecznie wygrała mecz 1:6, 6:3, 6:3. 22-letnia Japonka jest teraz najmłodszą tenisistką z trzema triumfami w turniejach Wielkiego Szlema.

Japońska tenisistka zagrała w finale wielkoszlemowego turnieju po raz trzeci w karierze, w tym po raz drugi w US Open. Na kortach w Nowym Jorku triumfowała w 2018 roku, pokonując w finale ulubienicę i faworytkę kibiców Serenę Williams 6:2, 6:4, za co została wygwizdana podczas ceremonii wręczania nagród. Rok kończyła jednak na pierwszym miejscu rankingu WTA, a swoją pozycję umocniła na początku 2019 roku triumfując także w wielkoszlemowym Australian Open. W drugiej połowie roku dopadł ją kryzys formy, m.in. z US Open odpadła już w IV rundzie, w efekcie straciła pozycję liderki światowej listy tenisistek. Do tegorocznego turnieju w Nowym Jorku przystępowała z dziewiątego miejsca rankingu.
Dla Azarenki był to natomiast piąty występ w finale Wielkiego Szlema w karierze, ale podobnie jak Osaka przed sobotnim finałem miała na koncie dwa triumfy, oba odniesione w Australian Open (2012 i 2013). W US Open do walki o zwycięstwo stanęła po raz trzecie – w dwóch wcześniejszych próbach, w 2012 i 2013 roku, przegrała z Sereną Williams. W tegorocznej edycji nowojorskiego turnieju utytułowana Amerykanka znów stanęła na jej drodze, tym razem w półfinale. Białorusinka lepiej jednak wykorzystała koronawirusową przerwę w tenisowych rozgrywkach. Wróciła do gry w znakomitej fizycznej formie, znacznie szczuplejsza, szybsza i mocniejsza kondycyjnie niż była jeszcze rok temu. Już w turnieju poprzedzającym US Open pokazała moc dochodząc do finału, w którym zresztą miała się zmierzyć z Osaką, lecz Japonka oddała mecz walkowerem z powodu kontuzji. Ale był to pierwszy turniejowy turniej 31-letniej obecnie Azarenki od ponad czterech lat. Powody jej słabszej formy są powszechnie znane – wkrótce po tym jak w 2016 roku urodziła syna, rozstała się ze swoim partnerem i ojcem dziecka Billym McKeague’em, byłym hokeistą, a teraz instruktorem golfa. Tenisistka uznała, że McKeague nie jest wystarczająco odpowiedzialny, by zajmować się dzieckiem, a on wytoczył jej proces o prawo do opieki nad synem. Z tego powodu jej tenisowa kariera zacząła się sypać, bo nie mogła swobodnie podróżować na turnieje dopóki trwała sądowa batalia. Dopiero w tym roku sprawa została ostatecznie rozstrzygnięta i Wiktoria wreszcie mogła wrócić do tenisa. Narzuciła sobie ostry reżim treningowy i wróciła do formy jak za najlepszych lat.
I raczej nic nie wskazuje, że będzie to epizod. Turnieje w Nowym Jorku pokazują, że chociaż w kobiecym tenisie dominują dzisiaj zawodniczki z młodszych pokoleń, których pozycje coraz odważniej atakują nastolatki , jak Amerykanka Coco Gauff czy Polka Iga Świątek, to jednak starsze tenisistki, wśród których przybywa mam (w turniejowej drabince było aż dziewięć, w ćwierćfinałach aż trzy – Williams, Azarenka i Bułgarka Cwetana Pironkowa, a kolejna mama, Rosjanka Wiera Zwonariowa, wygrała debla w parze z Laurą Siegemund). Regulamin WTA pozwala dzisiaj „tenisowym mamom” przez trzy lata po urodzeniu dziecka startować w 12 turniejach z rankingiem takim, jak przed przerwą na macierzyństwo.
Do finału Azarenka i Osaka dotarły po trzysetowych bojach. Japonka pokonała Jennifer Brady 7:6, 3:6, 6:3, a Białorusinka wyeliminowała Serenę Williams wygrywając z nią 1:6, 6:3, 6:3. Ze starszą o osiem lat amerykańska gwiazdą Azarenka zmierzyła się po raz 23., ale pokonała ją dopiero po raz piąty. Warto wspomnieć, że w trzeciej rundzie białoruska tenisistka wyeliminowała po zaciętej walce Igę Świątek.
Osaka w sumie straciła w turnieju trzy sety. Już na otwarcie problemy sprawiła jej rodaczka Misaki Doi (6:2, 5:7, 6:2), a w 3. rundzie Ukrainka Marta Kostiuk (6:3, 6:7, 6:2). Azarence natomiast poza Williams seta urwała tylko Czeszka Karolina Muchova w 1/8 finału (5:7, 6:1, 6:4). Białorusinka jest piątą nierozstawioną finalistką US Open w Erze Otwartej (od 1968). Przed nią sztuki tej dokonały Venus Williams (1997), Kim Clijsters (2009), Roberta Vinci (2015) i Sloane Stephens (2017).
Naomi Osaka jest teraz najmłodszą tenisistką z trzema wielkoszlemowymi tytułami na koncie od czasu Marii Szarapowej, która splendor ten uzyskała w 2008 roku. W sobotnim finale zagrała przeciwko Azarence po czwarty w karierze, wygrała po raz trzeci. Uległa Białorusince w Australian Open 2016 1:6, 1:6, ale we French Open 2019 pokonała ją 4:6, 7:5, 6:3. Poza tym Japonka była jeszcze górą w 2018 roku w Rzymie wygrywając 6:0, 6:3.
W finale tegorocznego US Open w trwającym godzinę i 53 minuty spotkaniu Osaka zaserwowała sześć asów, w tym pięć w drugim secie. Japonka posłała 34 kończące uderzenia przy 26 niewymuszonych błędów, z czego odpowiednio 16 przy tylko pięciu w drugiej partii. Azarence zanotowano 30 piłek wygranych bezpośrednio i 22 pomyłki, z których zaledwie trzy popełniła w pierwszym secie. Obie tenisistki uzyskały po pięć przełamań. W poniedziałek Białorusinka awansuje w rankingu WTA na 14. miejsce, a Japonka zostanie czwartą rakietą globu.
Azarenka była jedną z pięciu białoruskich tenisistek uczestniczących w tegorocznym US Open. Żadna z nich nie uniknęła pytań o to, co sądzą o sytuacji w ich ojczystym kraju. Wypowiedzi na temat sytuacji politycznej unikała Aliaksandra Sasnowicz, kwitując każde pytanie zwrotem „Bez komentarza”. Ale już Olga Goworcowa otwarcie mówiła, że sport jest teraz nieważny, a sytuacja na Białorusi to szaleństwo, a słyszy od bliskich, że czasami strach wyjść z domu. Z kolei Aryna Sabalenka zdobyła się na wpis na Instagramie: „Nie mogę patrzeć na okrucieństwo wobec bezbronnych ludzi. Proszę, dość przemocy”, zaś Wiera Łapko, która w US Open doszła do drugiej rundy, była przed wyjazdem do USA na ulicznym proteście, a w turnieju grała w biało-czerwonych barwach, by okazać solidarność z protestującymi rodakami
Azarenka nie chciała zajmować jednoznacznego stanowiska, szukała pojednawczych tonów. „Serce mi się kraje, gdy patrzę, co się u nas dzieje. Trudno mówić o tym, gdy mnie tam nie ma, trudno do końca zrozumieć sytuację. Mam tylko nadzieję, że przemoc wreszcie się skończy”.

Krezuski na korcie

Japońska tenisistka Naomi Osaka znalazła się na czele rankingu najlepiej zarabiających sportsmenek na świecie, sporządzonego przez miesięcznik „Forbes”. W Top 10 zestawienia znalazło się ponadto osiem innych mistrzyń kortu.

Wedłyg magazynu „Forbes” Naomi Osaka w ostatnich 12 miesiącach pobiła rekord zarobków w kobiecym sporcie ustanowiony przez byłą już tenisistkę Marię Szarapową. Rosjanka w 2015 roku zarobiła 29,5 mln dolarów, natomiast japońska tenisistka w ostatnim roku z umów reklamowych i premii wywalczonych na korcie uzbierała aż 37,4 mln dolarów. ale w tej kwocie ponad 30 mln dolarów to dochody z intratnych kontraktów sponsorskich – z odzieżowym gigantem firmą Nike oraz Master Card, All Nippon Airways, Nissanem i Shiseido.
Osaka zepchnęła z pozycji najlepiej zarabiającej sportsmenki Serenę Williams, która zajęła to miejsce po Szarapowej, której zarobki mocno poszły w dół po wpadce dopingowej. W ostatnich 12 miesiącach utytułowana amerykańska tenisistka zarobiła według „Forbesa” 36 mln dolarów i w zestawieniu zajęła drugą lokatę. Ale trzecia na liście Australijka Ashleigh Barty, liderka rankingu WTA od czerwca 2019 roku, zarobiła w tym samym czasie prawie trzy razy mniej od Osaki i Williams (13,1 mln dolarów). Nie zmienia to faktu, że klasyfikację najbogatszych sportsmenek „Forbesa” zdominowały tenisistki. W pierwszej dziesiątce zestawienia znalazło się aż dziewięć przedstawicielek tego sportu. Oprócz wspomnianych Osaki, Williams i Barty, jeszcze Rumunka Simona Halep (10.9 mln dolarów), Kanadyjka Bianca Andreescu (8,9 mln dolarów), Hiszpanka Garbine Muguruza (6,6 mln dolarów), Ukrainka Elina Switolina (6,4 mln dolarów), Amerykanka Sofia Kenin, mistrzynie wielkoszlemowego Australian Open 2020 (5,8 mln dolarów) oraz reprezentantka Niemiec Andżelika Kerber (5,3 mln dolarów).
Dopiero za plecami Kerber, na zamykającej Top 10 ostatniej pozycji, uplasowała się znakomita amerykańska piłkarka nożna, ubiegłoroczna mistrzyni świata z reprezentacją USA, Alex Morgan, której zarobki Forbes wyliczył na kwotę 4,6 mln dolarów.

Naomi Osaka krezuską

Japonka Naomi Osaka jest najlepiej zarabiającą sportsmenką według magazynu „Forbes”. Przez ostatni rok tenisistka zarobiła 37,4 mln dolarów. To nowy rekord w kobiecym sporcie.

Poprzedni rekord zarobków w jednym roku należał do Rosjanki Marii Szarapowej, został ustanowiony w 2015 roku, a wynosił 29,7 mln dolarów. „Forbes” w swoim zestawieniu uwzględnia zarówno premie za sukcesy na korcie, jak i wpływy z reklam przed opodatkowaniem. W publikowanych przez ten magazyn zestawieniach najlepiej zarabiających sportsmenek od 1990 roku wśród kobiet zawsze pierwsze miejsce zajmowała tenisistka, zaś od 2004 roku liderką wśród najlepiej zarabiających była albo wspomniana Szarapowa, albo Amerykanka Serena Williams, która w tegorocznym zestawieniu znalazła się na drugim miejscu w przychodami w wysokości 36 mln USD.
22-letnia Osaka od czerwca ubiegłego roku wygrała tylko dwa turnieje i obecnie w światowym rankingu jest dziesiąta. Lukratywne kontrakty sponsorskie zapewniły jej jednak wcześniejsze wielkoszlemowe sukcesy – w 2018 roku triumfowała w US Open, a kilka miesięcy później w Australian Open.

Linette nadal najlepsza w Polsce

W najnowszym notowaniu rankingu WTA Magda Linette utrzymała 33. lokatę i wciąż jest najwyżej sklasyfikowaną z polskich tenisistek. Iga Świątek spadła o jedno miejsce i zajmuje obecnie na światowej liście 50. pozycję, ale po rozgrywanym w tym tygodniu turnieju w Dosze awansuje o kilka lokat.

Rakieta numer jeden w naszym kobiecym tenisie, Magda Linette, zajmuje obecnie w światowym rankingu najwyższą w karierze 33. lokatę, ale raczej nie utrzyma jej w następnym notowaniu. Poznanianka odpadła już w I rundzie turnieju WTA Premier 5 w katarskiej Dosze, po porażce z wyżej notowaną Czeszką Karoliną Muchovą (WTA 27), dlatego w przyszłym tygodniu musi liczyć się ze spadkiem w światowym zestawieniu.
Świątek straciła punkty za zeszłoroczny występ w Budapeszcie i spadła z 49. na 50. lokatę, lecz ona będzie miała okazję odrobić straty, bowiem udział w turnieju w Dosze zaczęła od wygranej z wyżej notowaną Chorwatka Donną Vekić (WTA 23) 6:4, 7:5. Warszawianka w tym tygodniu nie broni żadnych punktów, dlatego w przypadku osiągnięcia dobrego wyniku w katarskim turnieju może awansować w rankingu WTA nawet o kilkanaście miejsc.
W drugiej setce światowej mamy dwie kolejne zawodniczki – Katarzyna Kawa plasuje się aktualnie na 121. miejscu, zaś Magdalena Fręch, która zaliczyła spadek o 11 pozycji, zajmuje 176. lokatę. Natomiast w trzeciej setce rankingu WTA swoje pozycje utrzymały Maja Chwalińska (WTA 215) i Urszula Radwańska (WTA 267). Następna w hierarchii polskich tenisistek Katarzyna Piter jest sklasyfikowana na 350. pozycji. Kolejna na liście Stefania Rogozińska-Dzik, Anna Hertel i Paula Kania plasują się w ósmej setce światowej listy.
Pozycję liderki rankingu WTA utrzymała Australijka Ashleigh Barty, drugie miejsce zajmuje triumfatorka niedzielnego finału turnieju w Dubaju Rumunka Simona Halep, a trzecie Czeszka Karolina Pliskova. Szwajcarka Belinda Bencić, która nie obroniła tytułu w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, spadła z 4. na 9. pozycję. Jej miejsce za czołową trójką zestawienia zajęła Kanadyjka Bianca Andreescu, a Top 10 uzupełniają 5. na liście Amerykanka Sofia Kenin, 6. Holenderka Kiki Bertens, 7. Ukrainka Elina Switolina, 8. Amerykanka Serena Williams, zaś najlepszą dziesiątkę zamyka Japonka Naomi Osaka.