Naomi Osaka znów wygrała US Open

Open przegrała po dziewięciu rozegranych gemach przegrywała w pojedynku z Wiktorią Azarenką 1:6, 0:2, lecz od tego momentu zaczęła grać jak natchniona i ostatecznie wygrała mecz 1:6, 6:3, 6:3. 22-letnia Japonka jest teraz najmłodszą tenisistką z trzema triumfami w turniejach Wielkiego Szlema.

Japońska tenisistka zagrała w finale wielkoszlemowego turnieju po raz trzeci w karierze, w tym po raz drugi w US Open. Na kortach w Nowym Jorku triumfowała w 2018 roku, pokonując w finale ulubienicę i faworytkę kibiców Serenę Williams 6:2, 6:4, za co została wygwizdana podczas ceremonii wręczania nagród. Rok kończyła jednak na pierwszym miejscu rankingu WTA, a swoją pozycję umocniła na początku 2019 roku triumfując także w wielkoszlemowym Australian Open. W drugiej połowie roku dopadł ją kryzys formy, m.in. z US Open odpadła już w IV rundzie, w efekcie straciła pozycję liderki światowej listy tenisistek. Do tegorocznego turnieju w Nowym Jorku przystępowała z dziewiątego miejsca rankingu.
Dla Azarenki był to natomiast piąty występ w finale Wielkiego Szlema w karierze, ale podobnie jak Osaka przed sobotnim finałem miała na koncie dwa triumfy, oba odniesione w Australian Open (2012 i 2013). W US Open do walki o zwycięstwo stanęła po raz trzecie – w dwóch wcześniejszych próbach, w 2012 i 2013 roku, przegrała z Sereną Williams. W tegorocznej edycji nowojorskiego turnieju utytułowana Amerykanka znów stanęła na jej drodze, tym razem w półfinale. Białorusinka lepiej jednak wykorzystała koronawirusową przerwę w tenisowych rozgrywkach. Wróciła do gry w znakomitej fizycznej formie, znacznie szczuplejsza, szybsza i mocniejsza kondycyjnie niż była jeszcze rok temu. Już w turnieju poprzedzającym US Open pokazała moc dochodząc do finału, w którym zresztą miała się zmierzyć z Osaką, lecz Japonka oddała mecz walkowerem z powodu kontuzji. Ale był to pierwszy turniejowy turniej 31-letniej obecnie Azarenki od ponad czterech lat. Powody jej słabszej formy są powszechnie znane – wkrótce po tym jak w 2016 roku urodziła syna, rozstała się ze swoim partnerem i ojcem dziecka Billym McKeague’em, byłym hokeistą, a teraz instruktorem golfa. Tenisistka uznała, że McKeague nie jest wystarczająco odpowiedzialny, by zajmować się dzieckiem, a on wytoczył jej proces o prawo do opieki nad synem. Z tego powodu jej tenisowa kariera zacząła się sypać, bo nie mogła swobodnie podróżować na turnieje dopóki trwała sądowa batalia. Dopiero w tym roku sprawa została ostatecznie rozstrzygnięta i Wiktoria wreszcie mogła wrócić do tenisa. Narzuciła sobie ostry reżim treningowy i wróciła do formy jak za najlepszych lat.
I raczej nic nie wskazuje, że będzie to epizod. Turnieje w Nowym Jorku pokazują, że chociaż w kobiecym tenisie dominują dzisiaj zawodniczki z młodszych pokoleń, których pozycje coraz odważniej atakują nastolatki , jak Amerykanka Coco Gauff czy Polka Iga Świątek, to jednak starsze tenisistki, wśród których przybywa mam (w turniejowej drabince było aż dziewięć, w ćwierćfinałach aż trzy – Williams, Azarenka i Bułgarka Cwetana Pironkowa, a kolejna mama, Rosjanka Wiera Zwonariowa, wygrała debla w parze z Laurą Siegemund). Regulamin WTA pozwala dzisiaj „tenisowym mamom” przez trzy lata po urodzeniu dziecka startować w 12 turniejach z rankingiem takim, jak przed przerwą na macierzyństwo.
Do finału Azarenka i Osaka dotarły po trzysetowych bojach. Japonka pokonała Jennifer Brady 7:6, 3:6, 6:3, a Białorusinka wyeliminowała Serenę Williams wygrywając z nią 1:6, 6:3, 6:3. Ze starszą o osiem lat amerykańska gwiazdą Azarenka zmierzyła się po raz 23., ale pokonała ją dopiero po raz piąty. Warto wspomnieć, że w trzeciej rundzie białoruska tenisistka wyeliminowała po zaciętej walce Igę Świątek.
Osaka w sumie straciła w turnieju trzy sety. Już na otwarcie problemy sprawiła jej rodaczka Misaki Doi (6:2, 5:7, 6:2), a w 3. rundzie Ukrainka Marta Kostiuk (6:3, 6:7, 6:2). Azarence natomiast poza Williams seta urwała tylko Czeszka Karolina Muchova w 1/8 finału (5:7, 6:1, 6:4). Białorusinka jest piątą nierozstawioną finalistką US Open w Erze Otwartej (od 1968). Przed nią sztuki tej dokonały Venus Williams (1997), Kim Clijsters (2009), Roberta Vinci (2015) i Sloane Stephens (2017).
Naomi Osaka jest teraz najmłodszą tenisistką z trzema wielkoszlemowymi tytułami na koncie od czasu Marii Szarapowej, która splendor ten uzyskała w 2008 roku. W sobotnim finale zagrała przeciwko Azarence po czwarty w karierze, wygrała po raz trzeci. Uległa Białorusince w Australian Open 2016 1:6, 1:6, ale we French Open 2019 pokonała ją 4:6, 7:5, 6:3. Poza tym Japonka była jeszcze górą w 2018 roku w Rzymie wygrywając 6:0, 6:3.
W finale tegorocznego US Open w trwającym godzinę i 53 minuty spotkaniu Osaka zaserwowała sześć asów, w tym pięć w drugim secie. Japonka posłała 34 kończące uderzenia przy 26 niewymuszonych błędów, z czego odpowiednio 16 przy tylko pięciu w drugiej partii. Azarence zanotowano 30 piłek wygranych bezpośrednio i 22 pomyłki, z których zaledwie trzy popełniła w pierwszym secie. Obie tenisistki uzyskały po pięć przełamań. W poniedziałek Białorusinka awansuje w rankingu WTA na 14. miejsce, a Japonka zostanie czwartą rakietą globu.
Azarenka była jedną z pięciu białoruskich tenisistek uczestniczących w tegorocznym US Open. Żadna z nich nie uniknęła pytań o to, co sądzą o sytuacji w ich ojczystym kraju. Wypowiedzi na temat sytuacji politycznej unikała Aliaksandra Sasnowicz, kwitując każde pytanie zwrotem „Bez komentarza”. Ale już Olga Goworcowa otwarcie mówiła, że sport jest teraz nieważny, a sytuacja na Białorusi to szaleństwo, a słyszy od bliskich, że czasami strach wyjść z domu. Z kolei Aryna Sabalenka zdobyła się na wpis na Instagramie: „Nie mogę patrzeć na okrucieństwo wobec bezbronnych ludzi. Proszę, dość przemocy”, zaś Wiera Łapko, która w US Open doszła do drugiej rundy, była przed wyjazdem do USA na ulicznym proteście, a w turnieju grała w biało-czerwonych barwach, by okazać solidarność z protestującymi rodakami
Azarenka nie chciała zajmować jednoznacznego stanowiska, szukała pojednawczych tonów. „Serce mi się kraje, gdy patrzę, co się u nas dzieje. Trudno mówić o tym, gdy mnie tam nie ma, trudno do końca zrozumieć sytuację. Mam tylko nadzieję, że przemoc wreszcie się skończy”.

Krezuski na korcie

Japońska tenisistka Naomi Osaka znalazła się na czele rankingu najlepiej zarabiających sportsmenek na świecie, sporządzonego przez miesięcznik „Forbes”. W Top 10 zestawienia znalazło się ponadto osiem innych mistrzyń kortu.

Wedłyg magazynu „Forbes” Naomi Osaka w ostatnich 12 miesiącach pobiła rekord zarobków w kobiecym sporcie ustanowiony przez byłą już tenisistkę Marię Szarapową. Rosjanka w 2015 roku zarobiła 29,5 mln dolarów, natomiast japońska tenisistka w ostatnim roku z umów reklamowych i premii wywalczonych na korcie uzbierała aż 37,4 mln dolarów. ale w tej kwocie ponad 30 mln dolarów to dochody z intratnych kontraktów sponsorskich – z odzieżowym gigantem firmą Nike oraz Master Card, All Nippon Airways, Nissanem i Shiseido.
Osaka zepchnęła z pozycji najlepiej zarabiającej sportsmenki Serenę Williams, która zajęła to miejsce po Szarapowej, której zarobki mocno poszły w dół po wpadce dopingowej. W ostatnich 12 miesiącach utytułowana amerykańska tenisistka zarobiła według „Forbesa” 36 mln dolarów i w zestawieniu zajęła drugą lokatę. Ale trzecia na liście Australijka Ashleigh Barty, liderka rankingu WTA od czerwca 2019 roku, zarobiła w tym samym czasie prawie trzy razy mniej od Osaki i Williams (13,1 mln dolarów). Nie zmienia to faktu, że klasyfikację najbogatszych sportsmenek „Forbesa” zdominowały tenisistki. W pierwszej dziesiątce zestawienia znalazło się aż dziewięć przedstawicielek tego sportu. Oprócz wspomnianych Osaki, Williams i Barty, jeszcze Rumunka Simona Halep (10.9 mln dolarów), Kanadyjka Bianca Andreescu (8,9 mln dolarów), Hiszpanka Garbine Muguruza (6,6 mln dolarów), Ukrainka Elina Switolina (6,4 mln dolarów), Amerykanka Sofia Kenin, mistrzynie wielkoszlemowego Australian Open 2020 (5,8 mln dolarów) oraz reprezentantka Niemiec Andżelika Kerber (5,3 mln dolarów).
Dopiero za plecami Kerber, na zamykającej Top 10 ostatniej pozycji, uplasowała się znakomita amerykańska piłkarka nożna, ubiegłoroczna mistrzyni świata z reprezentacją USA, Alex Morgan, której zarobki Forbes wyliczył na kwotę 4,6 mln dolarów.

Naomi Osaka krezuską

Japonka Naomi Osaka jest najlepiej zarabiającą sportsmenką według magazynu „Forbes”. Przez ostatni rok tenisistka zarobiła 37,4 mln dolarów. To nowy rekord w kobiecym sporcie.

Poprzedni rekord zarobków w jednym roku należał do Rosjanki Marii Szarapowej, został ustanowiony w 2015 roku, a wynosił 29,7 mln dolarów. „Forbes” w swoim zestawieniu uwzględnia zarówno premie za sukcesy na korcie, jak i wpływy z reklam przed opodatkowaniem. W publikowanych przez ten magazyn zestawieniach najlepiej zarabiających sportsmenek od 1990 roku wśród kobiet zawsze pierwsze miejsce zajmowała tenisistka, zaś od 2004 roku liderką wśród najlepiej zarabiających była albo wspomniana Szarapowa, albo Amerykanka Serena Williams, która w tegorocznym zestawieniu znalazła się na drugim miejscu w przychodami w wysokości 36 mln USD.
22-letnia Osaka od czerwca ubiegłego roku wygrała tylko dwa turnieje i obecnie w światowym rankingu jest dziesiąta. Lukratywne kontrakty sponsorskie zapewniły jej jednak wcześniejsze wielkoszlemowe sukcesy – w 2018 roku triumfowała w US Open, a kilka miesięcy później w Australian Open.

Linette nadal najlepsza w Polsce

W najnowszym notowaniu rankingu WTA Magda Linette utrzymała 33. lokatę i wciąż jest najwyżej sklasyfikowaną z polskich tenisistek. Iga Świątek spadła o jedno miejsce i zajmuje obecnie na światowej liście 50. pozycję, ale po rozgrywanym w tym tygodniu turnieju w Dosze awansuje o kilka lokat.

Rakieta numer jeden w naszym kobiecym tenisie, Magda Linette, zajmuje obecnie w światowym rankingu najwyższą w karierze 33. lokatę, ale raczej nie utrzyma jej w następnym notowaniu. Poznanianka odpadła już w I rundzie turnieju WTA Premier 5 w katarskiej Dosze, po porażce z wyżej notowaną Czeszką Karoliną Muchovą (WTA 27), dlatego w przyszłym tygodniu musi liczyć się ze spadkiem w światowym zestawieniu.
Świątek straciła punkty za zeszłoroczny występ w Budapeszcie i spadła z 49. na 50. lokatę, lecz ona będzie miała okazję odrobić straty, bowiem udział w turnieju w Dosze zaczęła od wygranej z wyżej notowaną Chorwatka Donną Vekić (WTA 23) 6:4, 7:5. Warszawianka w tym tygodniu nie broni żadnych punktów, dlatego w przypadku osiągnięcia dobrego wyniku w katarskim turnieju może awansować w rankingu WTA nawet o kilkanaście miejsc.
W drugiej setce światowej mamy dwie kolejne zawodniczki – Katarzyna Kawa plasuje się aktualnie na 121. miejscu, zaś Magdalena Fręch, która zaliczyła spadek o 11 pozycji, zajmuje 176. lokatę. Natomiast w trzeciej setce rankingu WTA swoje pozycje utrzymały Maja Chwalińska (WTA 215) i Urszula Radwańska (WTA 267). Następna w hierarchii polskich tenisistek Katarzyna Piter jest sklasyfikowana na 350. pozycji. Kolejna na liście Stefania Rogozińska-Dzik, Anna Hertel i Paula Kania plasują się w ósmej setce światowej listy.
Pozycję liderki rankingu WTA utrzymała Australijka Ashleigh Barty, drugie miejsce zajmuje triumfatorka niedzielnego finału turnieju w Dubaju Rumunka Simona Halep, a trzecie Czeszka Karolina Pliskova. Szwajcarka Belinda Bencić, która nie obroniła tytułu w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, spadła z 4. na 9. pozycję. Jej miejsce za czołową trójką zestawienia zajęła Kanadyjka Bianca Andreescu, a Top 10 uzupełniają 5. na liście Amerykanka Sofia Kenin, 6. Holenderka Kiki Bertens, 7. Ukrainka Elina Switolina, 8. Amerykanka Serena Williams, zaś najlepszą dziesiątkę zamyka Japonka Naomi Osaka.

Udana wyprawa Świątek na antypody

Iga Świątek awansowała do IV rundy wielkoszlemowego Australian Open. W sobotę pokonała rozstawioną z numerem 19. Chorwatkę Donnę Vekić 7:5, 6:3, która wcześniej wyeliminowała Rosjankę Marię Szarapową. O awans do ćwierćfinału 18-letnia tenisistka z Warszawy z nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu zmierzyła się z Estonką Anett Kontaveit.

Nastoletnia tenisistka z Warszawy po raz drugi w karierze doszła do 1/8 finału w turniejach Wielkiego Szlema. W ubiegłym roku dotarła do tego poziomu w French Open w Paryżu. Zwycięstwo klasyfikowanej w rankingu na 56. miejscu Igi Świątek zostało zauważone w tenisowym świecie. Serwis wtatennis.com podkreślał, że na kortach w Melbourne w 1/8 finału w grze pozostały tylko dwie nastolatki – oprócz 18-letniej Polki jeszcze 16-letnia Amerykanka Cori Gauff (WTA 67), w tym turnieju sensacyjna pogromczyni broniącej tytułu Japonki Naomi Osaki. Wschodząca gwiazda amerykańskiego tenisa to kolejna Afroamerykanka w kobiecym tenisie w Stanach Zjednoczonych, ale już dzisiaj eksperci uważają, że to ona będzie godną następczynią sióstr Sereny i Venus Williams. Obie już odpadły z turnieju, a 39-letnią Venus wyeliminowała już w pierwszej rundzie właśnie Cori Gauff, która na wielkie sukcesy musi jednak poczekać do następnych turniejów, bowiem w walce o ćwierćfinał pokonała ją w niedzielę 21-letnia Rosjanka Sofia Kenin (WTA 15).
Donna Vekić nie dała rady
Niżej notowana w rankingu WTA Polka nie była rzecz jasna faworytką pojedynku z plasującą się o 36 pozycji wyżej Donną Vekić. 23-letnia Chorwatka jest ćwierćfinalistką ubiegłorocznego US Open, nic zatem dziwnego, że Świątek czuła przed nią wielki respekt. „To był mój najtrudniejszy mecz w tym turnieju. Granie przeciwko tak doświadczonym zawodniczkom zawsze jest wyzwaniem. Moje ciało nie zawsze mnie słuchało, bo byłam bardzo zmęczona. Nie miałam tej pewności, którą odczuwałam przed poprzednimi spotkaniami. W trakcie gry koncentrowałam się jednak już tylko na tym, żeby zmusić rywalkę do błędów. Była to jak się okazało skuteczna taktyka. Awansowała po raz drugi w karierze do IV rundy Wielkiego Szlema, ale to dla mnie wciąż wielka nowość” – przyznała polska tenisistka na konferencji prasowej po spotkaniu z Vekić.
Chorwackie media przyjęły zwycięstwo Świątek z lekkim niedowierzaniem. „Vekić nie potwierdziła na korcie statusu faworytki. W pojedynku z pięć lat młodszą Polką nie wykorzystała sytuacji, po których mecz mógł potoczyć się po jej myśli. Nie wykorzystała break pointu na samym początku, bo rywalka wytrzymała presję i po 104 minutach zakończyła spotkanie w dwóch setach 7:5, 6:3” – napisano w jednym z branżowych portali w tym kraju. Sukces Świątek odnotowała też oficjalna strona internetowa WTA. „Świątek awansowała do czwartej rundy Australian Open, czym wyrównała swój najlepszy występ na wielkoszlemowych turniejach. W następnym meczu w Melbourne Polka będzie miała okazję zrewanżować się Anett Kontaveit za ubiegłoroczną porażkę w Cincinatti 6:4, 6:7” – napisano w wtatennis.com.
Warszawianka w tegorocznym Australian Open oprócz występów w grze pojedynczej zaplanowała też start w mikście, w parze z Łukaszem Kubotem. Oboje wspólnymi startami chcą sprawdzić jakie mają szanse w kontekście startu w igrzyskach olimpijskich w Tokio. W pierwszym meczu polska para pokonała Australijczyków Ellen Perez i Luke’a Saville’a 6:4, 7:5 i awansowała do 1/8 finału miksta. Ich kolejnymi przeciwnikami będą Tajwanka Hao-Ching Chan i Nowozelandczyk Michael Venus. Mecz zostanie rozegrany w poniedziałek rano polskiego czasu, już po pojedynku Świątek z Kontaveit. Kubot, który chwalił młodą koleżankę po pierwszym występie, jedyne obawy miał odnośnie jej fizycznej formy. O siebie nie musiał się martwić, bo odpadł już z turnieju debla i miał na głowie jedynie występ w grze mieszanej, ale w rozmowach z Igą jasno dawał jej do zrozumienia, że ona ma wszystko podporządkować grze pojedynczej.
Kontaveit też wymiatała
Pojedynek Świątek z Kontaveit (WTA 31) zaplanowano w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu na krytym korcie Melbourne Arena. Nasza tenisistka w poprzednich rundach odprawiła bez straty seta Węgierkę Timeę Babos, Hiszpankę Carlę Suarez Navarro i Donnę Vekić, ale Estonka też zmiatała swoje przeciwniczki z kortu. Wprawdzie w drodze do IV rundy straciła jednego seta, w inauguracyjnym starciu z Hiszpanką Sarą Sorribes (6:2, 4:6, 6:1), lecz dwa pozostałe pojedynki kończyła już w dwóch partiach – z Australijką Astrą Sharmą wygrała 6:0, 6:2, a rozstawioną w turnieju z numerem szóstym Szwajcarkę Belindę Bencić rozbiła w 49 minut 6:1, 6:1. Był to jej jeden z najlepszych meczów w karierze i dziesiąte zwycięstwo nad tenisistką z Top 10 światowego rankingu. Najbardziej spektakularnym z nich było pokonanie w 2017 roku w Rzymie Angelique Kerber, ówczesnej rakiety numer 1 na świecie.
Kontaveit po raz czwarty w karierze dotarła do IV rundy wielkoszlemowej imprezy,a po raz drugi w Australian Open (wcześniej w 2018 roku). W innych turniejach tej rangi dokonała tego w US Open w 2015 i French Open w 2018 roku. Estonka wraca do formy po problemach zdrowotnych. Ubiegły sezon zakończyła we wrześniu, po US Open. W Nowym Jorku oddała wtedy walkowerem mecz III rundy z Bencić, bo zmagała się z chorobą wirusową. Zrezygnowała potem z występów w Azji (Zhengzhou, Osaka, Wuhan) oraz w Linzu i Moskwie. Dla niej, podobnie jak dla Świątek, stawką poniedziałkowego pojedynku był pierwszy w karierze awans do ćwierćfinału.
Trwa pogrom faworytek
Bencić nie była jedyną tenisistka z Top 10 rankingu wyrzucona za burtę w pierwszym tygodniu turnieju w Melbourne. Rozstawiona z numerem 5 Ukrainka Jelina Switolina, ćwierćfinalistka dwóch poprzednich edycji Australian Open i półfinalistka ubiegłorocznych Wimbledonu oraz US Open, odpadła w niedzielę po porażce z Hiszpanką Garbine Muguruzą 1:6, 2:6. Przed nią i Bencić z imprezą pożegnały się jeszcze Czeszka Karolina Pliskova (WTA 2), Japonka Naomi Osaka (WTA 3) i Amerykanka Serena Williams (WTA 9). W 1/8 finału imprezy w Melbourne pozostały z Top 10 już tylko Australijka Ashleigh Barty (WTA 1), Rumunka Simona Halep (WTA 4), Czeszka Petra Kvitova (WTA 7) i Holenderka Kiki Bertens (WTA 10).
Z zawodniczek czołowej dziesiątki światowej listy w tegorocznym Australian Open nie wystąpiła z powodu kontuzji pleców sklasyfikowana w rankingu WTA na szóstym miejscu Kanadyjka Bianca Andreescu, mistrzyni US Open 2019.

Osaka wypadła z walki o tron

Była liderka światowego rankingu Naomi Osaka wycofała się z kończącego sezon turnieju WTA Finals w chińskim Shenzen. Japonka zrezygnowała z powodu kontuzji ramienia. Zastąpiła ją w grupie czerwonej Belgijka Kiki Bertens i od razu odniosła sukces pokonując Australijkę Ashleigh Barty.

Osaka rozpoczęła batalię w WTA Finals w dobrym stylu. W swoim pierwszym spotkaniu w grupie „czerwonej” wygrała z Czeszką Petrą Kvitovą 7:6(1), 4:6, 6:4. We wtorek Japonka miała zagrać z rakietą numer jeden Australijką Ashleigh Barty, ale niespodziewanie zrezygnowała z dalszych występów. „Jestem rozczarowana, że muszę wycofać się z turnieju. Nie tak chciałam zakończyć turniej i ten sezon. Mam nadzieję na szybki powrót do zdrowia i wierz, że za rok ponownie pojawię się w Shenzen” – powiedziała na pożegnanie Osaki. Mistrzyni ubiegłorocznego US Open i tegorocznego Australian Open kończy zatem sezon z 11 zwycięstwami z rzędu i dwoma turniejowymi tytułami – w Toray Pan Pacific Open w Tokio i China Open w Pekinie.

Wycofując się z turnieju Osaka zrobiła prezent Ashleigh Barty, bo Australijka bez względu na wynik jaki osiągnie w Shenzhen zakończy 2019 rok na pierwszym miejscu światowej listy. I być może ta miła perspektywa trochę ją zdemobilizowała, bo we wtorek Barty nieoczekiwanie przegrała z zastępczynią Osaki, sklasyfikowaną obecnie w rankingu WTA na 10. pozycji Belgijką Kiki Bertens 6:3, 3:6, 4:6. Wygrana belgijskiej tenisistki otwiera jej szanse nawet na awans do półfinału, jeśli w czwartek pokona jeszcze Szwajcarkę Belindę Bencic, która z kolei we wtorek uporała się z Petrą Kvitovą 6:3, 1:6, 6:4. W rozegranej w niedzielę pierwsze kolejce spotkań w grupie „czerwonej” po wspomnianym już wyżej starciu Osaki z Kvitovą, na kort wyszły Barty i Bencic. Lepsza okazała się Australijka, która wygrała 5:7, 6:1, 6:2. W najtrudniejszej sytuacji jest w tej chwili Kvitova, bo Czeszka ma już na koncie dwie porażki.

Przypomnijmy, że w turnieju mistrzyń w Shenzen pula nagród wynosi aż 14 milionów dolarów, a lwią część tej kwoty zgarnie najlepsza z grona ośmiu najlepszych tenisistek obecnego sezonu. W grupie „czerwonej” grają Ashleigh Barty, Petra Kvitova Belinda Bencic i zamiast Osaki Kiki Bertens, natomiast w grupie „purpurowej” Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep i broniąca tytułu Ukrainka Jelina Switolina. Pojedynki pierwszej kolejki w tej grupie odbyły się w poniedziałek. Zmagania zaczęły Switolina i Pliskova. Ukraińska tenisistka rozstrzygnęła pojedynek w dwóch setach wygrywając 7:6(12), 6:4.

Jeszcze bardziej zaciętą walkę stoczyły Halep i Andreescu. Te zawodniczki w tym roku zdobyły po jednym wielkoszlemowym tytule. Halep triumfowała w Wimbledonie, a Andreescu wygrała US Open. W Shenzhen zmierzyły się w bezpośrednim starciu po raz pierwszy. Rumuńska mistrzyni przez ponad dwie i pół godziny toczyła heroiczny bój z reprezentującą Kanadę 19-letnią rodaczką (rodzice Andreescu wyemigrowali do Kanady z Rumunii na początku XXI wieku) i pokonała ją 3:6, 7:6(6), 6:3. Wygrana nie stawia jeszcze Halep w roli faworytki imprezy, ale pokonanie wschodzącej gwiazdy światowego tenisa może być sygnałem, że celem rumuńskiej tenisistki w Shenzhen jest zwycięstwo w turnieju.

 

Mistrzynie grają w Shenzhen

Od niedzieli osiem najlepszych tenisistek tegorocznego sezonu rywalizuje w chińskim Shenzhen w turnieju WTA Finals. Zostały podzielone na dwie grupy. W „czerwonej” grają Australijka Ashleigh Barty, Japonka Naomi Osaka, Czeszka Petra Kvitova i Szwajcarka Belinda Bencic, natomiast w „purpurowej” Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep i Ukrainka Jelina Switolina. Turniej potrwa do 3 listopada.

Mistrzostwa WTA z udziałem ośmiu najlepszych singlistek sezonu po raz pierwszy odbywają się w Shenzhen. Poprzednio impreza gościła w Singapurze, natomiast od tego sezonu przez dziesięć kolejnych lat turniej mistrzyń rozgrywany będzie w tym chińskim mieście, bo na tak długo WTA zawarła umowę. Chińczycy przekonali władze zarządzającej kobiecymi rozgrywkami organizacji do przeprowadzki oraz umiejscowienia turnieju mistrzyń na cała dekadę w najprostszy sposób, po prostu zaproponowali podwojenie puli nagród. W Singapurze tenisistki miały do podziału siedem milionów dolarów, teraz grają za dwukrotnie większe pieniądze – ponad 14 milionów dolarów.

Jako pierwsze wyszły na kort Japonka Naomi Osaka i Czeszka Petra Kvitova. Był to ich drugi dopiero pojedynek. W styczniu tego roku zmierzyły się w finale Australian Open i wtedy w trzech setach zwyciężyła 22-letnia japońska tenisistka, zdobywając drugi wielkoszlemowy tytuł w karierze, po US Open 2018. Czeszka w swoim dorobku także ma dwa wielkoszlemowe triumfy, ale oba odniosła na trawiastych kortach Wimbledonu (2011, 2014).

W tym roku Kvitova triumfowała w Sydney i Stuttgarcie, natomiast Osaka, po wygraniu Australian Open, zanotowała spadek formy i straciła pozycję liderki na rzecz Ashleigh Barty, lecz ostatnio wróciła na zwycięską ścieżkę. Wygrała dwa azjatyckie turnieje, w Osace i Pekinie, a przystępując do pojedynku z Kvitovą miała na koncie 10 wygranych meczów z rzędu. W pierwszym secie walka była bardzo wyrównana i Japonka wygrała tę partię tie-breaku 7:6(1). W drugim secie czeska tenisistka poprawiła swoja grę i zwyciężyła 6:4, lecz w decydującej partii pozwoliła rywalce na przejęcie inicjatywy i przegrywała już nawet 2:5, ale ostatecznie po walce uległa jej 4:6.

W drugim niedzielnym pojedynku w grupie czerwonej liderka światowej listy Australijka Ashleigh Barty stanęła do walki ze Szwajcarką Belindą Bencic. Obie tenisistki debiutują w turnieju mistrzyń – Barty co prawda grała w imprezie juz dwukrotnie, ale te dwa występy zanotowała w grze podwójnej. W singlu rywalizuje po raz pierwszy, podobnie jak Bencic, która awans zapewniła sobie rzutem na taśmę wygrywając turniej w Moskwie.

W pojedynku turniejowej „jedynki” z turniejową „siódemką” lepsza okazała się Australijka, która zwyciężyła 5:7, 6:1, 6:2.
W poniedziałek o punkty powalczą zawodniczki z grupy „purpurowej”. W pierwszej serii gier Karolina Pliskova zmierzy się z Jeliną Switoliną, a Bianca Andreescu z Simoną Halep.

Po raz pierwszy od 2015 roku również w deblu jest faza grupowa. W niedzielę odbędą się dwa mecze w Grupie Purpurowej. Su-Wei Hsieh i Barbora Strycova zmierzą się z Samanthą Stosur i Shuai Zhang, z którymi w maju przegrały w Madrycie. Tajwanka i Czeszka triumfowały w tym sezonie w Wimbledonie. Australijka i Chinka w styczniu wygrały Australian Open. Hsieh w 2013 roku zwyciężyła w Masters razem z Shuai Peng. Stosur w imprezie tej była najlepsza dwa razy wspólnie z Lisą Raymond (2005, 2006).
Gabriela Dabrowski i Yifan Xu zagrają z Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą. Kanadyjka i Chinka to finalistki tegorocznego Wimbledonu. Czeszki zdobyły tytuł w Toronto. Największe sukcesy osiągnęły w ubiegłym sezonie, gdy święciły wielkoszlemowe triumfy w Paryżu i Londynie. Są również finalistkami Mistrzostw WTA 2018. W tym roku Dabrowski i Xu pokonały Krejcikovą i Siniakovą w Madrycie i w półfinale Wimbledonu.

 

Barty podwójną liderką

Triumfatorka turnieju w Moskwie Belinda Bencic awansowała z 10. na siódme miejsce w światowym rankingu tenisistek. Szwajcarka zapewniła też sobie miejsce w WTA Finals w Shenzen.

Pozycje liderki rankingu WTA utrzymała Australijka Ashleigh Barty, która jest też pierwsza w rankingu zawodniczek, które wywalczyły prawo gry w tegorocznym turnieju mistrzyń w chińskim Shenzen. Tam na przełomie października i listopada osiem najlepszych w tym roku singlistek i osiem najlepszych par deblowych powalczy w turnieju z pulą nagród przekraczającą 14 mln dolarów.

Kolejne miejsca na światowej liście zajmują: Czeszka Karolina Pliskova, Japonka Naomi Osaka, Kanadyjka Bianca Andreescu, Rumunka Simona Halep, Czeszka Petra Kvitova, wspomniana już Szwajcarka Belinda Bencić oraz Ukrainka Jelina Switolina, ubiegłoroczna triumfatorka WTA Finals. Top 10 zestawienia zamykają Amerykanka Serena Williams i Holenderka Kiki Bertnes. Z polskich tenisistek najwyżej sklasyfikowana Magda Linette plasuje się na 42. miejsce, a druga z z naszych zawodniczek w Top 100, Iga Świątek, zajmuje 61. lokatę. W drugiej setce listy mamy jeszcze Katarzynę Kawę, obecnie zajmującą 128. miejsce oraz 192. Magdalenę Fręch.

Daleko kończą sezon dwie tenisowe gwiazdy polskiego pochodzenia. Reprezentująca Niemcy Angelique Kerber spadła na 17. miejsce, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka aż na 38. Przypomnijmy, że obie swego czasu były na czele światowej listy. W podobnej sytuacji jest też kilka innych tenisistek, które były liderkami rankingu WTA – Hiszpanka Garbine Muguruza jest 36., Białorusinka Wiktoria Azarenka 50., Amerykanka Venus Williams 53 czy Rosjanka Maria Szarapowa, która wypadła z Top 100 i jest obecnie sklasyfikowana dopiero na 134. pozycji.

 

Przetasowania po US Open

Japonka Naomi Osaka nie obroniła tytułu w US Open i w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła na czwarte miejsce. Liderką ponownie została Australijka Ashleigh Barty. Tegoroczna triumfatorka, Kanadyjka Bianca Andreescu, awansował na piątą lokatę. W rankingu ATP w czołowej trójce nie doszło do zmian – liderem pozostał Novak Djoković, drugi jest Rafael Nadal, a trzeci Roger Federer.

Chociaż Barty odpadła już w 1/8 finału nowojorskiego turnieju, mimo to znów jest na czele listy światowej i jako pierwsza zapewniła sobie udział w kończących sezon „turnieju mistrzyń” – WTA Finals w chińskim Shenzen. Dużo straciła dotychczasowa liderka, Japonka Naomi Osaka, która w US Open broniła tytułu, ale w odpadła już w 4. rundzie po porażce ze Szwajcarką Belindą Bencić 5:7, 4:6. Z 4846 punktami na koncie jest obecnie czwarta, ale piątą w zestawieniu Biancę Andreescu wyprzedza zaledwie o 11 „oczek”. Prowadząca na światowej liście Barty (6501 pkt) też nie ma zbyt dużej przewagi nad drugą w kolejności Czeszką Karoliną Pliskovą, która zgromadziła na koncie 6125 pkt. Zdecydowanie większą stratę notuje trzecia w rankingu Ukrainka Jelina Switolina – 5032 pkt. Stawkę w Top 10 uzupełniają: 6. Simona Halep (Rumunia) – 4803 pkt, 7. Petra Kvitova (Czechy) – 4326, 8. Kiki Bertens (Holandia) – 4325, 9. Serena Williams (USA) – 3935, 10. Belinda Bencic (Szwajcaria) – 3738.
Z polskich tenisistek najwyżej w najnowszym notowaniu sklasyfikowana została Magda Linette, która po udanym występie w US Open awansowała z 53. na najlepsze w karierze 45. miejsce. Iga Świątek natomiast spadła z 49. na 57. lokatę i straciła pozycję rakiety numer jeden w naszym kobiecym tenisie. W Top 100 światowej listy nie mamy już innych zawodniczek, natomiast w drugiej setce rankingu niewielki awans zanotowała Katarzyna Kawa (z 132. na 129. miejsce).

W singlu mężczyzn ubiegłoroczny triumfator, Novak Djoković, podobnie jak Osaka wśród pań, także nie obronił tytułu. Co ciekawe, serbski tenisista odpadł po porażce ze Stanem Wawrinką, rodakiem Belindy Bencić, także jak Japonka w IV rundzie. Drugi z przewodzących w światowym rankingu „trzech muszkieterów”, Szwajcar Roger Federer, pożegnał się z US Open w ćwierćfinale, więc na placu boju pozostał już tylko trzeci z nich, Hiszpan Rafael Nadal. I on też sięgnął po zwycięstwo w tegorocznej edycji zmagań na kortach Flushing Meadows w Nowym Jorku, pokonując w finale po trwającym ponad cztery i pół godziny epickim boju Rosjanina Daniła Miedwiediewa 7:5, 6:3, 5:7, 4:6, 6:4. Był to 19. wielkoszlemowy triumf hiszpańskiego tenisisty. Więcej od niego ma jedynie Federer (20), a Djokowić o trzy mniej (16). W 2019 roku tytuły w Wielkim Szlemie podzielili między siebie Serb i Hiszpan – Djoković wygrał Australian Open i Wimbledon, a Nadal French Open i US Open. To już trzeci sezon z rzędu, w którym gracze „wielkiej trójki” (Federer w poprzednich latach też wygrywał) nie pozwalają nikomu z zewnątrz zdobyć tych najbardziej prestiżowych laurów w tenisie.

W najnowszym notowaniu rankingu ATP widać, jak wielki dystans dzieli Djokovicia, Nadala i Federera od reszty graczy. Lider zestawienia, Djoković, ma na koncie 9865 pkt, drugi Nadal 9225 pkt, a trzeci Federer 7130 pkt. Finalista tegorocznego US Open Rosjanin Daniił Miedwiediew awansował na czwarte miejsce, ale ma w dorobku tylko 5235 pkt. Top 10 światowej listy tenisistów uzupełniają: 5. Dominic Thiem (Austria) – 4575 pkt, 6. Alexander Zverev (Niemcy) – 4095, 7. Stefanos Tsitsipas (Grecja) – 3420, 8. Kei Nishikori (Japonia) – 3375, 9. Karen Chaczanow (Rosja) – 2810, 10. Roberto Bautista Agut (Hiszpania) – 2575.
Z polskich graczy najwyżej sklasyfikowano Huberta Hurkacza, który po odpadnięciu w 1. rundzie US Open spadł z 29. na 33. miejsce. Znaczny awans odnotował natomiast drugi z Polaków w Top 100, Kamil Majchrzak. Piotrkowianin dostał się do głównej drabinki US Open jako tzw. szczęśliwy przegrany, zastępując Kanadyjczyka Milosa Raonicia. 23-letni Majchrzak wykorzystał szansę i dotarł aż do trzeciej rundy, w której przegrał po zaciętym spotkaniu z Bułgarem Grigorem Dimitrowem. Był to jego najlepszy występ w karierze, a dzięki zdobytym punktom awansował w rankingu ATP z 94. na 84. miejsce.

 

Rankingi WTA i ATP

Udane występy Igi Świątek i Huberta Hurkacza przełożyły się na ich awanse w rankingach na najwyższe miejscach w karierze. Ogromny skok zanotowała też 17-letnia Maja Chwalińska.

Świątek, która dotarła do 3. rundy turnieju Rogers Cup w Toronto, pokonując po drodze m.in. byłą liderkę światowego rankingu Karolinę Woźniacką, w tym tygodniu rywalizuje w imprezie WTA podobnej rangi w Cincinnati. Warszawianka przebiła się tam przez dwustopniowe kwalifikacje, a następnie w 1. rundzie wyeliminowała 25. na światowej liście Francuzkę Caroline Garcię, a to już pozwoli jej w kolejnym notowaniu znowu awansować w rankingu. Obecnie zajmuje w nim 55. pozycję.

Hurkacz w rozgrywanej Montrealu męskiej części cyklu turniejów Rogers Cup także doszedł do 3. rundy, a po drodze wyeliminował m.in. piątego na światowej liście Greka Stefanosa Tsitsipasa. Najwyżej w karierze awansował także Kamil Majchrzak, który znalazł się na 96. pozycji. Magda Linette zajmuje obecnie 79. lokatę, co oznacza, że w Top 100 światowych rankingów mamy kwartet reprezentantów. Żaden z tenisistów na razie nie ma szans na powiększenie tego grona, natomiast Świątek i Linette wkrótce mogą dostać wsparcie. Katarzyna Kawa plasuje się obecnie na 124. miejscu, ale właśnie do Top 200 z impetem wleciała kolejna wielka nadzieja naszego żeńskiego tenisa, 17-letnia Maja Chawalińska.

Zawodniczka z Dąbrowy Górniczej wygrała ostatnio w Warszawie turniej WSG Open zaliczany do cyklu ITF z pulą nagród 60 tys. dolarów i był to jej trzeci z rzędu turniejowy triumf w imprezach tej rangi. Zdobyte punkty pozwoliły jej awansować z 286. miejsca na 192. Liderem męskiego rankingu jest Serb Novak Djoković, a kobiecego Japonka Naomi Osaka.