Polacy awansowali w rankingach

W tenisowych rankingach nie doszło do wielkich przetasowań. Najwyżej z polskich tenisistów sklasyfikowany jest Hubert Hurkacz, który w tym tygodniu zadebiutował w Top 50 rankingu ATP Tour.

W najnowszym rankingu ATP Hubert Hurkacz awansował na 41. miejsce. W porównaniu do poprzedniego notowania wrocławianin przesunął się w górę o 11 pozycji i jest czwartym polskim tenisistą w historii, po Wojciechu Fibaku, Łukaszu Kubocie i Jerzym Janowiczu, który znalazł się w Top 50 światowej listy. 22-letni tenisista w tym sezonie dotarł do ćwierćfinałów w Dubaju i Indian Wells, a w Miami pokonał czwartego na świecie Dominika Thiema. Stoczył też kilka pojedynków z graczami ze ścisłej czołówki, m.in. z Borną Coriciem (15 ATP), Rogerem Federerem (3 ATP) i Stefanosem Tsitsipasem (7 ATP). W ubiegłym tygodniu w Madrycie w 3. rundzie minimalnie przegrał w trzech setach z obrońcą tytułu Niemcem Alexandrem Zverevem (5 ATP). Hurkacz nie musi bronić teraz żadnych punktów aż do French Open.

W rankingu ATP awansował także Kamil Majchrzak, który konsekwentnie zmierza do Top 100. Obecnie piotrkowianin klasyfikowany jest na 111. pozycji. Liderem zestawienia pozostał Serb Novak Djoković, który w minioną niedzielę wygrał turniej w Madrycie, pokonując w finale Greka Stefanosa Tsitsipasa 6:3, 6:4. Pozycję wicelidera światowej listy utrzymał Hiszpan Rafael Nadal.

Z naszych tenisistek w czołowej setce rankingu WTA znajduje się jedynie Magda Linette, która w najnowszym notowaniu plasuje się na 84. miejscu. Swoją lokatę poprawiła też Iga Świątek, awansując ze 107. na 103. pozycję. Liderką zestawienia pozostaje Japonka Naomi Osaka, druga jest Rumunka Simona Halep, a trzecia Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber.

 

Wszyscy powoli pną się w górę

Z polskich tenisistów miniony tydzień był najbardziej udany dla Kamila Majchrzaka, który wygrał challenger ATP w Saint-Brieuc. W najnowszym notowaniu rankingów prawie wszyscy nasi reprezentanci poprawili swoje lokaty. W singlu najwyżej sklasyfikowany jest Hubert Hurkacz (ATP 52), a w deblu Łukasz Kubot (ATP 4).

Hurkacz, który dotarł do 3. rundy turnieju ATP Masters 1000 w Miami, w najnowszym notowaniu światowej listy tenisistów awansował o dwie lokaty i zajmuje obecnie najwyższe w karierze 52. miejsce. Wcześniej 22-letni wrocławianin dotarł do ćwierćfinału w dwóch turniejach z rzędu – w Dubaju i Indian Wells. W obu tych imprezach wyeliminował szóstego na światowej liście Japończyka Kei Nishikoriego, a w Miami pokonał klasyfikowanego wtedy na czwartym miejscu Dominika Thiema. Liderem rankingu pozostaje niezmiennie Serb Novak Djoković, drugi jest Hiszpan Rafael Nadal, a trzeci Niemiec Alexander Zverev.

Zadowolony ze swoich dokonań w poprzednim tygodniu może być drugi w hierarchii polskich singlistów Kamil Majchrzak, który w minioną niedzielę wygrał challengera ATP w Saint-Brieuc. Był to jego pierwszy triumf w karierze w imprezie tej rangi. Dzięki zdobytym punktom Majchrzak awansował na 130. lokatę w rankingu ATP i jest to jego życiowy rekord.
W zestawieniu „Race to London”, które wyłoni ośmiu uczestników kończącego sezon listopadowego turnieju mistrzów Hurkacz jest obecnie klasyfikowany na 30. miejscu, a Majchrzak na 82. Wypada też odnotować poprawę notowania Łukasza Kubota, który wraz z Brazylijczykiem Marcelo Melo w Miami dotarł do półfinału i w rankingu deblistów awansował z piątej pozycji na czwartą. Prowadzenie utrzymał Amerykanin Mike Bryan.

W kobiecym rankingu WTA w Top 100 nadal mamy tylko jedna reprezentantkę, Magdę Linette, która awansowała o trzy lokaty i zajmuje obecnie 85. miejsce. Poznanianka w tym tygodniu startowała w turnieju w Charleston, ale w losowaniu już w pierwszej rundzie trafiła na Australijkę Ajlę Tomljanović, z którą przegrała trzy wcześniejsze pojedynki. Tym razem także okazała się słabsza od urodzonej w Chorwacji, ale od 2014 roku reprezentującej Australię rywalki i przegrała z nią 2:6, 6:7(7).

Iga Świątek nie przebiła się przez kwalifikacje ani w Indian Wells, ani w Miami, ale mimo to 17-letnia warszawianka poprawiła swoją lokatę awansując na 118. pozycję, najwyższą w karierze. Pozycję liderki utrzymała Japonka Naomi Osaka. W Miami mogła ją odzyskać Rumunka Simona Halep, ale musiał dotrzeć co najmniej do finału. W sukurs Osace przyszła Czeszka Karolina Pliskova, która wyeliminowała Halep w 1/2 finału. Rumuńska tenisistka musiała zadowolić się jedynie awansem na pozycje wiceliderki, spychając na trzecie miejsce inną z czeskich zawodniczek, Petrę Kvitovą. Wypada odnotować, że z Top 10 rankingu wypadła Amerykanka Serena Williams, a w jej miejsce awansowała Australijka Ashley Barty.

 

Serena Williams wróciła do Top 10

Tenisowa karuzela kręci się już na całego i wyrzuca z czołówki słabnących. W tym tygodniu padło na duńską tenisistkę Karolinę Woźniacką, która z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra od Australian Open i w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła z 9. na 14. miejsce. Za to do czołowej „10” po raz pierwszy po przerwie macierzyńskiej wróciła Amerykanka Serena Williams.

Pozycję liderki rankingu WTA mimo absencji w rozegranym w ubiegłym tygodniu turnieju w Dosze utrzymała zwyciężczynie tegorocznego Australian Open Naomi Osaka. 21-letnia Japonka przewodzi stawce z dorobkiem 6970 punktów. Na drugie miejsce z trzeciego awansowała finalistka imprezy w Katarze 27-letnia Rumunka Simona Halep (5537 pkt), którą z pierwszego miejsca po sukcesie w Melbourne zepchnęła Osaka. Najniższe miejsce na podium klasyfikacji WTA Tour zajęła 25-letnia Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt), co daje jej formalnie tytuł pierwszej rakiety w Stanach Zjednoczonych. Wedle rankingu numerem drugim w tym kraju jest Serena Williams (3406 pkt), która po raz pierwszy po urlopie macierzyńskim znalazł się w Top 10. N razie 23-krotna triumfatorka wielkoszlemowych turniejów zamyka dziesiątkę najwyżej sklasyfikowanych tenisistek, ale większość ekspertów przewiduje, że 37-letnia gwiazda ten rok zakończy na 1. miejscu.

W Top 10 dwie zawodniczki mają jeszcze tylko Czechy – czwartą lokatę zajmuje 28-letnia Petra Kvitova (5120 pkt), a piąta młodsza od niej o dwa lata Karolina Pliskova (5055 pkt). Pozostał miejsca zajmują 24-letnia Ukrainka Elina Switolina (5020), 31-letnia Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4960), 27-letnia Holenderka Kiki Bertnes (4885) i 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka (2565).

Z czołowej „10” rankingu wypadła duńska tenisistka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka, która spadła na 14. miejsce . a to dlatego, że z powodu kłopotów zdrowotnych nie gra w tenisa od Australian Open. Wycofała się ze startów w Dosze i Dubaju, co będzie ja kosztowało utratę wielu punktów i dalszy spadek w klasyfikacji. Pierwszą rakietą w Polsce wśród pań pozostaje 27-letnia Magda Linette, zajmująca obecnie 89. pozycję. Druga z Polek w zestawieniu, 17-letnia Iga Świątek, wróciła na 140. miejsce. Niewielki awans zaliczyła też 21-letnia Magdalena Fręch, obecnie 178.. W trzeciej setce rankingu WTA mamy trzy reprezentantki – Katarzyna Kawa jest 264., Urszula Radwańska 274., a Katarzyna Piter 297.

W rywalizacji mężczyzn w czołówce doszło tylko do drobnej korekty, bo 29-letni Japończyk Kei Nishikori przeskoczył na liście Rogera Federera i awansował jego kosztem na szóstą pozycję. 37-letni „Il Maestro” jest obecnie siódmy, a na czele rankingu ATP niezmiennie pozostaje 31-letni Serb Novak Djoković (10955 pkt), który ma sporą przewagę nad drugim w zestawieniu 32-letnim Hiszpanem Rafaelem Nadalem (8320 pkt) i trzecim na liście 21-letnim Niemcem Alexandrem Zverevem (6475). Najwyżej sklasyfikowany z polskich tenisistów 21-letni Hubert Hurkacz spadł na 78. miejsce, a nasza męska rakieta nr 2, Kamil Majchrzak, utrzymał 158. lokatę.

 

Przetasowania w tenisowych rankingach

Po Australian Open doszło do zmian w tenisowych rankingach. Wśród pań nową liderką została Japonka Naomi Osaka, a na drugie miejsce awansowała pokonana przez nią w finale Czeszka Petra Kvitova. Wśród panów nie doszło do zmian na szczycie – liderem pozostał zwycięzca turnieju Serb Novak Djoković, a wiceliderem pokonany przez niego Hiszpan Rafael Nadal.

Osaka jest pierwszą japońską tenisistką na czele światowej listy, a 26. w historii tego prestiżowego zestawienia. 21-letnia zawodniczka zmieniła na prowadzeniu Rumunkę Simonę Halep, która prowadziła niemal nieprzerwanie od 9 października 2017 roku (między 29 stycznia a 19 lutego ubiegłego roku na moment wyprzedzała ją Dunka polskiego pochodzenia Karolina Woźniacka). Japonka jest najmłodszą liderką rankingu WTA od 2010 roku. Wtedy pierwszą rakietą świata wśród kobiet została 20-letnia wówczas Woźniacka. Wyniki australijskiej lewy Wielkiego Szlema ustawiły na nowo hierarchię w Top 10 światowej listy. Z czołowej dziesiątki wypadła Rosjanka Daria Kastkina, a w jej miejsce awansowała Białorusinka Aryna Sabalenka (3485 pkt). Dziewiątą lokatę zajmuje Karolina Woźniacka (3566), triumfatorka ubiegłorocznej edycji Australian Open, która tym razem odpadła już w 3. rundzie, za co zapłaciła spadkiem w rankingu aż o sześć miejsce.

Ósma jest Holenderka Kiki Bertens (4430 pkt, awans o jedną pozycję), siódma Ukrainka Jelina Switolina (4940 pkt, pozycja bez zmian), szósta Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber (4965 pkt i spadek z pozycji wiceliderki). Na piąte miejsce awansowała półfinalistka tegorocznej edycji Czeszka Karolina Pliskova (5100 pkt, skok o trzy pozycje), na czwarte Amerykanka Sloane Stephens (5307 pkt, poprzednio piąta). Niedawna liderka Simona Halep jest trzecia (5582 pkt), Kvitova z 6290 pkt jest druga. Osaka prowadzi z dorobkiem 7030 pkt. Wśród polskich tenisistek numerem 1 nadal jest Magda Linette, ale poznanianka spadła w rankingu aż o 18 miejsc i zajmuje obecnie 98. lokatę. Nasza rakietą numer 2 została 17-letnia Iga Świątek, która po udanym występie w Australian Open awansował o 37 miejsc na 140 pozycję.

Wśród panów nie doszło do tylu zmian. Novak Djoković po Australian Open umocnił się na prowadzeniu w rankingu ATP z dorobkiem 10955 pkt. Drugą lokatę utrzymał pokonany w finale Rafael Nadal (8320 pkt), ale z trzeciego miejsca spadł aż na szóste broniący tytułu Szwajcar Roger Federer (4600 pkt). Jego miejsce zajął Niemiec Alexander Zverev (6475 pkt). Na czwartą pozycję awansował Argentyńczyk Juan Martin Del Potro (5060 pkt), na piątą reprezentant RPA Kevin Anderson (4845 pkt), siódmy jest Japończyk Kei Nishikori (4110 pkt), ósmy Austriak Dominic Thiem (3960), dziewiąty Amerykanin John Isner (3155), a Top 10 zamyka Chorwat Marin Cilić (3140). Najlepszy z polskich tenisistów, Hubert Hurkacz, awansował o trzy lokaty i zajmuje obecnie 73. miejsce, najwyższe w jego karierze. Drugą rakietą jest Kamil Majchrzak, który w najnowszym notowaniu został sklasyfikowany na 156. pozycji, również najlepszej w karierze. W rankingu deblistów prowadzi Amerykanin Mike Bryan, a najlepszy z Polaków Łukasz Kubot a jest dziewiąty.

 

Australian Open: Triumfy Osaki i Djokovicia

Japonka Naomi Osaka pokonała Czeszką Petrę Kvitovą 7:6(2), 5:7, 6:4 i po raz pierwszy w karierze wygrała Australian Open. W męskim finale Serb Novak Djoković niespodziewanie łatwo pokonał Hiszpana Rafaela Nadala 6:3, 6:2, 6:3.

Kvitova i Osaka w sobotnim finale w Melbourne Park zmierzyły się po raz pierwszy. 28-letnia Czeszka to dwukrotna triumfatorka Wimbledonu (2011, 2014), ale w Australian Open jej najlepszym dotąd osiągnięciem był półfinał w 2012 roku. W poprzedniej edycji tego turnieju odpadła już w pierwszej rundzie, w obecnych zmaganiach aż do finału szła przez turniej jak burza. Zatrzymała ją dopiero Osaka, która drugim z rzędu triumfem w Wielkim Szlemie chyba potwierdziła, że jest już tenisową gwiazdą pierwszej wielkości.

Czeszki nie dały jej rady

Japonka została rozstawiona w Melbourne z numerem czwartym. Mieszkająca na co dzień w Stanach Zjednoczonych 21-letnia tenisistka ogromny postęp zanotowała w poprzednim sezonie. Zaczęła go jako 68. rakieta świata, a zakończyła na czwartej pozycji w światowej hierarchii. Błysnęła wielką formą już w marcowym, silnie obsadzonym turnieju WTA w Indian Wells, ale uwagę całego tenisowego świata zwróciła na siebie niespodziewanym triumfem w US Open. Niespodziewanym podwójnie, bo wcześniej ani razu nie przeszła 1/8 finału w Wielkim Szlemie, a ponadto w finale jej rywalką była wielka Serena Williams. Amerykańska gwiazda fatalnie zniosła porażkę z młodszą o 17 lat przeciwniczką. Karczemnymi awanturami z sędzią meczu popsuła widowisko, a Osace radość zwycięstwa popsuły wrogie wobec niej zachowanie nowojorskiej publiczności, która bardzo chciała świętować 24. wielkoszlemowy tytuł Sereny. W Melbourne kibice zachowywali się życzliwie wobec obu walczących w finale zawodniczek.

Ten rok Japonka zaczęła od półfinału w Brisbane. Australian Open zaczęła od zwycięstwa w I rundzie nad Polka Magdą Linette, a potem poradziła sobie z kolejnymi pięcioma rywalkami. Przepustkę do finału dała jej wygrana z Czeszką Karoliną Pliskovą, która w ćwierćfinale wyeliminowała Serenę Williams i wybawiła Japonkę od konieczności dania Amerykance rewanżu za US Open. Osaka, która ma także amerykańskie obywatelstwo, jest pierwszą japońską tenisistką, która wygrała Australian Open. Została też 10. w historii triumfatorką dwóch turniejów Wielkiego Szlema z rzędu. Za triumf na kortach Melbourne Park zarobiła 4,1 mln dolarów australijskich, czyli 2,91 mln dolarów amerykańskich. W najnowszym notowaniu rankingu WTA Naomi Osaka znajdzie się po raz pierwszy w karierze na pierwszym miejscu i będzie rzecz jasna pierwszą Japonką na szczycie światowej hierarchii tenisistek. Petra Kvitova zajmie w rankingu drugą pozycję, ale dla nie będzie to powtórzenie tego osiągnięcia, bo już kiedyś był numerem 2. na światowej liście.

Starcie tenisowych gigantów

W rywalizacji mężczyzn w finale tegorocznego Australian Open spotkało się dwóch najlepszych obecnie tenisistów – sklasyfikowany w rankingu ATP na pierwszym miejscu 31-letni Serb Novak Djoković i zajmujący druga lokatę w zestawieniu 32-letni Hiszpan Rafael Nadal. W półfinale na drodze tych dwóch mistrzów tenisa stanęli „młodzi, gniewni” – 20-letni Grek Stefanos Tsitsipas i 24-letni Francuz Lucas Pouille.
Zamiast udanego „zamachu na majestat” kibice obejrzeli dwa najbardziej jednostronne półfinały Wielkiego Szlema w Erze Otwartej. Rafael Nadal w starciu z Tsitsipasem stracił ledwie sześć gemów, gromiąc greckiego pretendenta 6:2. 6:4, 6:0. Jeszcze surowiej z Pouille’em obszedł się Djoković, który pozwolił Francuzowi ugrać zaledwie cztery gemy wygrywając pojedynek 6:0, 6:2, 6:2. Nigdy nie wcześniej w erze nowożytnej zawodowego tenisa nie zdarzyło się, żeby w dwóch rozegranych od pierwszej do ostatniej piłki półfinałach wielkoszlemowego turnieju zwycięzcy oddali pokonanym tak niewielką liczbę gemów.

Siódmy triumf Djokovicia

W niedzielnym finale Rafael Nadal i Novak Djoković zmierzyli się już po raz 53, co jest rekordem w erze tenisa zawodowego. Bilans wcześniej rozegranych 52 pojedynków był korzystny dla Serba, który zwyciężył 27 razy, natomiast Hiszpan wygrał 25 spotkań. Starcie na kortach Melbourne Park było ich 15. w Wielkim Szlemie. W tych potyczka lepszy bilans ma Nadal, który zanotował 9 zwycięstw i 6 porażek). Jeśli chodzi o wielkoszlemowe finały, to wcześniej obaj mierzyli się siedem razy, a Hiszpan triumfował czterokrotnie. W finale Australian Open wcześniej Nadal i Djoković spotkali się tylko raz, w 2012 roku, gdy po rekordowym, trwającym pięć godzin i 52 minuty widowisku Serb zwyciężył 5:7, 6:4, 6:2, 6:7(5), 7:5.
Djoković miał chyba odrobinkę mocniejszą motywację od Nadala, bo w przypadku zwycięstwa mógł zostać pierwszym tenisistą w historii, który wygrał wielkoszlemowy turniej na Antypodach po raz siódmy. I osiągnął ten cel nadspodziewanie łatwo. Wszyscy spodziewali się wielogodzinnego, morderczego pojedynku tenisowych gigantów, tymczasem Serb w 124 minuty wygrał 6:3, 6:2, 6:3.

Djoković po raz siódmy w karierze wygrał Australian Open i ustanowił pod tym względem męski rekord wszech czasów. Wcześniej był najlepszy w Melbourne w 2008, 2011, 2012, 2013, 2015 i 2016 roku. To jego 15. tytuł wielkoszlemowy.

 

WTA Finals dla Switoliny

Elina Switolina zakwalifikowała się do WTA Finals w Singapurze jako ostatnia w stawce ośmiu tenisistek. Ale w turnieju Ukrainka wygrała wszystkie pojedynki, zaś w finale pokonała Amerykankę Sloane Stephens 3:6, 6:2, 6:2.

 

W niedzielnym finale WTA Finals w Singapurze, ostatnim rozegranym w tym mieście, spotkały się dwie niepokonane w turnieju tenisistki. Switolina w fazie grupowej pokonała Czeszkę Petrę Kvitova 6:3, 6:3, drugą z czeskich reprezentantek Karolinę Pliskovą 6:2, 2:6, 6:2 i Dunką o polskich korzeniach Karolinę Woźniacką 5:7, 7:5, 6:3, a w półfinale wyeliminowała Holenderkę Kiki Bertens 7:5, 6:7, 6:4. Sloane Stephens natomiast w fazie grupowej wygrała z Japonką Naomi Osaką 7:5, 4:6, 6:1, z Holenderka Kiki Bertens 7:6, 2:6, 6:3 i reprezentantką Niemiec Angelique Kerber 6:3, 6:3, zaś w półfinale uporała się z Czeszka Karolina Pliskovą 0:6, 6:4, 6:1. Dla ukraińskiej tenisistki już sam awans do finału turnieju mistrzyń był największym osiągnięciem w karierze, Amerykanka miała już na koncie triumf w ubiegłorocznym wielkoszlemowym US Open. Przed meczem eksperci dawali jednak obu zawodniczkom równe szanse na zwycięstwo.

I jak się okazało, prognozowali słusznie, chociaż pojedynek lepiej zaczęła Stephens. Wyraźnie stremowana Switolina grała pasywnie dopiero od stanu 1:4 zaczęła stawiać rywalce większy opór, ale pierwszego seta przegrał ostatecznie 3:6. W drugiej partii po tremie nie było już śladu i Ukrainka zaczęła uzyskiwać coraz wyraźniejsza przewagę. Grała dynamicznie, swobodnie, posyłała zabójcze krosy, zwłaszcza bekhendowe, a zaskakiwana nimi Stephens popełniała więcej błędów. Switolina wciąż podnosiła poziom swojej gry, natomiast Amerykanka odwrotnie. Ukrainka wygrała drugą partię 6:2, a w trzeciej nie pozwoliła Amerykance na więcej i po dwóch godzinach i 23 minutach jak najbardziej zasłużenie sięgnęła o mistrzowski tytuł i ponad dwa miliony dolarów premii.

Było to drugie spotkanie tych tenisistek w tym roku. Wcześniej w półfinale turnieju w Montrealu zwyciężyła Stephens. Ich aktualny bilans wynosi teraz 2-2. Dla Stephens to trzeci przegrany finał w tym roku. Przegrała jeszcze w Montrealu i w wielkoszlemowym French Open w Paryżu, w którym uległa Rumunce Simonie Halep. Amerykanka ma w swoim dorobku sześć wygranych turniejów. Switolina w wielkoszlemowych turniejach najdalej doszła do ćwierćfinału – w French Open w 2015 i 2017 i Australian Open 2018. W Singapurze wygrała wszystkie pięć meczów i jest pierwszą zawodniczką od 2013 roku, której to się udało (pięć lat temu dokonała tego Serena Williams). W tym sezonie wcześniej triumfowała w turniejach Brisbane, Dubaju i Rzymie.

W grze podwójnej triumfowały Węgierka Timea Babos i Francuzka Kristina Mladenović.

 

 

Kerber wciąż w grze

Z dwóch polskich tenisistek uczestniczących w tegorocznym ATP Finals na placu boju pozostała już tylko reprezentująca Niemcy Angeliqua Kerber. Grająca dla Danii Karolina Woźniacka przegrała z Ukrainką Jeliną Switolina i odpadła z turnieju. Do półfinału z grupy „Białej” oprócz Switoliny awansowała jeszcze Czeszka Karolina Pliskova.

 

Po czterech dniach Mistrzostw WTA żadna z ośmiu zawodniczek nie wywalczyła jeszcze awansu do półfinału. Dopiero piątek dnia, w czwartek, doszło do pierwszych rozstrzygnięć. W grupie „Białej” najpierw zmierzyły się dwie Czeszki – Petra Kvitova z Karolina Pliskovą. Pierwsza to dwukrotna mistrzyni Wimbledonu, a w tym roku od lutego do czerwca wygrała pięć turniejów (Petersburg, Doha, Praga, Madryt i Birmingham). Pliskova doszła do ćwierćfinałów w Australian Open i US Open oraz wygrała dwa turnieje (Stuttgart, Tokio). Dla niej jest to trzeci występ w WTA Finals. Najlepszy rezultat osiągnęła w poprzednim sezonie dochodząc do półfinału, a tegorocznej edycji powtórzyła ten wyczyn. Kvitova natomiast to triumfatorka tej imprezy z 2011 roku. W finale wystąpiła jeszcze trzy lata temu, ale wtedy uległa Agnieszce Radwańskiej. Uczestniczy po raz szósty w Turnieju Mistrzyń. Bilans meczów obu Czeszek to 3-0 dla Kvitovej, lecz w czwartek na korcie wyraźnie dominowała Pliskova, która wygrała 6:3, 6:4 i za jednym zamachem zapewniła sobie awans i pozbawiła na to szans rodaczkę.

W drugim pojedynku grupy „Białej” o drugie miejsce w półfinale walczyły Karolina Woźniacka z Eliną Switoliną. Ukrainka, mimo zwycięstw nad obiema Czeszkami, w starciu z reprezentantka Danii nie była faworytką. W tym roku Switolina wygrała turnieje w Brisbane, Dubaju i Rzymie, a w wielkoszlemowych imprezach najdalej dotarła w Australian Open, ale tylko do ćwierćfinał. Woźniacka natomiast nakręcona ubiegłorocznym triumfem w WTA Finals zaczęła nowy sezon od zwycięstwa w Australian Open
Switolina zadebiutowała w WTA Finals rok temu. Pokonała Simonę Halep, ale wcześniejsze dwa spotkania przegrała i nie wyszła z grupy. Dla Woźniackiej to szósty występ w imprezie. Wcześniej tylko raz nie wyszła z grupy, w 2011 roku. Osiem lat temu po raz pierwszy zagrała w finale ulegają jednak Belgijsce Kim Clijsters. Switolina i Woźniacka po raz drugi zmierzą się w Singapurze. Przed rokiem Dunka straciła tylko dwa gemy. Trzy wcześniejsze ich mecze wygrała Ukrainka. W czwartek obie stoczyły zacięta walkę, z której zwycięsko wyszła Switolina, wygrywając 5:7, 7:5, 6:3.

W piątek zapadną rozstrzygnięcia w grupie „Czerwonej. Sloane Stephens w drugiej serii gier pokonała Kiki Bertens, ale chociaż odniosła drugie zwycięstwo, nie może być jeszcze pewna awansu do półfinału. Komfort popsuła Amerykance reprezentująca Niemcy Angelique Kerber, która w pierwszym meczy nieoczekiwanie przegrała z Holenderką Kiki Bertens, ale w środę po zaciętym meczu pokonała wschodzącą gwiazdę kobiecego tenisa Naomi Osakę 6:4, 5:7, 6:4. Był to pojedynek zawodniczek, które w tym roku triumfowały w imprezach wielkoszlemowych. Kerber sięgnęła po tytuł w Wimbledonie, a Osaka niespodziewanie wygrała US Open.

Dzięki zwycięstwu nad Japonką, mieszkająca w podpoznańskim Puszczykowie 30-letnia Kerber, dla której jest to piąty starty w WTA Finals, przedłużyła swoje szanse na awans do półfinału. Żeby wyjść z grupy musi jednak pokonać w piątek Sloane Stephens.

 

W WTA Finals nie ma faworytek

Przed tegorocznego turnieju mistrzyń w Singapurze prognozowano, że główne role odegrają w nim broniąca tytułu Karolina Woźniacka i debiutująca w imprezie Naomi Osaka. Tymczasem obie przegrały swoje pierwsze pojedynki.

 

Trwająca od niedzieli w Singapurze 48. edycja turnieju mistrzyń już pierwszego dnia sypnęła niespodziankami. W starciu Petry Kvitovej z Jeliną Switoliną eksperci więcej szans na zwycięstwo dawali czeskiej tenisistce, która ma już w dorobku triumf w tej imprezie odniesiony w 2011 roku i doświadczenie z kilku innych startów zakończonych mniej spektakularnymi osiągnięciami, a poza tym od czterech lat nie przegrała pojedynku ze Switoliną. Ukrainka zakwalifikowała się do tegorocznej edycji WTA Finals w ostatniej chwili i już szykowała się do gry w turnieju w chińskim Zhuhai. Ale w starciu z Kvitovą Switolina wyciągnęła wnioski ze swojego ubiegłorocznego występu z Singapurze, w którym zdołał wygrać tylko jeden pojedynek i nie wywalczyła awansu do półfinału. W meczu z Kvitovą była skoncentrowana i waleczna od początku i nie straciła koncentracji do ostatniej piłki. Wygrała pewnie 6:3, 6:3 i przerwała trwającą cztery lata serię niepowodzeń w meczach z tą czeską zawodniczką.

W drugim spotkaniu w grupie „białej” zmierzyły się Karolina Woźniacka i druga z reprezentantek Czech w stawce, Karolina Pliskova. Faworyzowana reprezentantka Danii nie miała jednak swojego najlepszego dnia i chociaż walczyła ambitnie, to po półtorej godzinie gry schodziła z kortu pokonana 2:6, 4:6. Pliskova poprawiła swój niekorzystny bilans pojedynków z Woźniacką na 4-6, ale nie można wykluczyć, że obie tenisistki w Singapurze zmierzą się ze sobą ponownie. Dunka polskiego pochodzenia w drugiej kolejce gier pokonała bowiem Kvitovą 7:5, 3:6, 6:2 i zachowała szanse na awans do półfinału. Pliskova natomiast mogła już zapewnić sobie awans w przypadku wygrania pojedynku ze Switoliną (zakończył się po zamknięciu wydania), ale Ukrainka była dokładnie w takiej samej korzystnej sytuacji.

W grupie „czerwonej” sytuacja jest taka sama, czego dowodem są wyniki rozegrany w poniedziałek spotkań. W starciu triumfatorek dwóch ostatnich edycji wielkoszlemowego US Open eksperci więcej szans dawali tegorocznej zwyciężczyni Japonce Naomi Osace, tymczasem Amerykanka Sloane Stephens, która do Singapuru zakwalifikowała się tylko dlatego, że z powodu kontuzji wycofała się Rumunka Simona Halep, spłatała wszystkim psikusa wygrywając z Osaka po kapitalnym pojedynku 7:5, 4:6, 6:1. W drugiej parze również trzeba było trzech setów na wyłonienie zwyciężczyni, ale porażka wyżej notowanej w rankingu Angelique Kerber z Holenderką Kiki Bertens 6:1, 6:3, 6:4 jest sporą niespodzianką. I potwierdzeniem tezy, że w tegorocznej edycji WTA Finals nie ma stuprocentowych faworytek. O zwycięstwie tej czy innej zawodniczki decydują niuanse, bo wszystkie przyjechały do Singapuru doskonale przygotowane do gry i mocno zmotywowane. Dlatego nie sposób przewiedzieć, która z nich wygra ten turniej.

 

Pożegnanie mistrzyń z Singapurem

W niedzielę 21 października rozpoczął się turniej mistrzyń WTA Finals z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek sezonu. W ostatniej chwili wycofała się z niego z powodu kontuzji liderka rankingu Rumunka Simona Halep.

 

Najlepsze tenisistki sezonu powalczą w Singapurze o triumf w WTA Finals po raz piąty z rzędu, ale zarazem już po raz ostatni. Za rok kolejne zmagania w turnieju mistrzyń odbędą się w Chinach, a konkretnie w Shenzhen. Władze kobiecego tenisa poinformowały o podpisaniu 10-letniej umowy. Skorzystają na tym także zawodniczki, które w Singapurze walczą o pule nagród w wysokości siedmiu milionów dolarów, natomiast w Shenzen do podziału będzie kwota dwukrotnie wyższa, co sprawi, że WTA Finals wysokością premii przebije nawet turnieje Wielkiego Szlema.

Formaty i terminy turnieju mistrzyń nie po raz pierwszy ulegają zmianie. Pierwsza edycja tych prestiżowych zmagań odbyła się w 1972 roku w Boca Raton. Cztery lata później najpierw rozegrano I rundę (osiem par), a następnie po raz pierwszy w historii zastosowano podział na grupy. W latach 1975-1986 tenisistki rywalizowały pod koniec marca lub na początku kwietnia. W 1986 roku wrócono do terminu październikowego bądź listopadowego. Wtedy jedyny raz odbyły się dwie edycje Masters. Zarówno w marcu, jak i listopadzie zwyciężyła Czeszka z amerykańskim paszportem Martina Navratilova.

Shenzen będzie 10. miastem-gospodarzem turnieju mistrzyń. Przed nim WTA Finals gościły: Boca Raton (1972-1973), Los Angeles (1974-1976 i 2002-2005), Nowy Jork (1977 i 1979-2000), Oakland (1978), Monachium (2001), Madryt (2006-2007), Dauha (2008-2010), Stambuł (2011-2013) i Singapur (2014-2018). W ostatnim, pożegnalnym turnieju w Singapurze, który jest 48. edycją mistrzostw WTA, znalazły się dwie triumfatorki tej imprezy – Czeszka Petra Kvitova to mistrzyni z sezonu 2011, gdy impreza po raz pierwszy odbyła się w Stambule, a reprezentująca Danię Karolina Woźniacka triumfowała rok temu w Singapurze.

Oprócz nich w zmaganiach wezmą udział reprezentująca reprezentująca Niemcy Andżelika Kerber, Czeszka Karolina Pliskova, Ukrainka Elina Switolina oraz debiutantki – Japonka Naomi Osaka, Amerykanka Sloane Stephens i Holenderka Kiki Bertens. Organizatorzy tradycyjnie już podzielili zawodniczki na dwie grupy. W białej znalazły się Woźniacka, Kvitova, Pliskova i Switolina, a w czerwonej Kerber, Stephens, Osaka i Bertens.

Jako pierwsze wyszły na kort tenisistki z grupy białej. W pierwszym niedzielnym pojedynku zmierzyły się Switolina z Kvitovą i ku zaskoczeniu znawców Ukrainka łatwo wygrała 6:3, 6:3. Niespodzianką była też porażka broniącej tytułu Woźniackiej z Pliskovą. Te wyniki niczego jednak jeszcze nie przesądzają.

 

Radwańska została hotelarką

Agnieszka Radwańska w najnowszym notowaniu rankingu WTA spadła z 65. na 74. miejsce. Na korcie jej się nie wiedzie, za to w biznesie wręcz odwrotnie. Właśnie niedawno otworzyła w Krakowie luksusowy hotel.

 

To już drugi tenisowy sezon z rzędu, w którym 29-letnia Agnieszka Radwańska nie liczy się w rywalizacji o udział w kończącym zmagania najlepszych tenisistek turnieju mistrzyń w Singapurze. W tym rankingu krakowianka zajmuje obecnie 69. lokatę i rozpoczynający się wkrótce turniej będzie mogła obejrzeć za pośrednictwem telewizora. Na pewno zagra w nim liderka światowej listy 27-letnia Rumunka Simona Halep, z którą Radwańska w tym roku wygrała, zagrają także dwie przyjaciółki naszej najlepszej tenisistki – reprezentująca Danię 28-letnia Karolina Woźniacka i reprezentująca Niemcy 30-letnia Andżelika Kerber. Oprócz nich miejsce w najlepszej ósemce sezonu mają w tej chwili 28-letnia Czeszka Petra Kvitova, 24-letnia Ukrainka Jelina Switolina, 25-letnia Amerykanka Sloane Stephens i 20-letnia Japonka Naomi Osaka, a szanse na zajęcie miejsca w tym elitarnym gronie zachowują jeszcze 26-letnia Czeszka Karolina Pliskova, jej rówieśniczka Holenderka Kiki Bertens i 20-letnia Białorusinka Aryna Sabalenka.

Jak widać Radwańska nie jest jeszcze w wieku, którym można tłumaczyć słabe wyniki na korcie. W jej przypadku bardziej wiarygodnie brzmią tłumaczenia, że nie jest już w stanie zmusić swojego nękanymi różnymi urazami organizmu ani też samej siebie do ciężkiej treningowej pracy. W jednym z niedawno udzielonych wywiadów wieloletni trener krakowianki Tomasz Wiktorowski wręcz powiedział, że w tej chwili nawet on nie jest w stanie przewidzieć, czy Radwańska w nowym sezonie w ogóle pojawi się na korcie. Niewykluczone, że tenisistka zrobi sobie długą przerwę w startach, a żeby zatrzymać spadek w rankingu, po prostu skorzysta z opcji jego zamrożenia. Być może długa przerwa pozwoli jej na całkowite wyleczenie wszystkich urazów, ale zwolennicy jej niekwestionowanego tenisowego talentu powinni oswajać się już powoli z myślą, że tak lubiana przez nich „Isia” już nie odzyska utraconej pozycji w światowej czołówce.

Sama Radwańska chyba też nie daje sobie na to wielkich szans i zaczyna szukać dla siebie innych wyzwań. Dowodzi tego otwarcie przez nią niedawno w Krakowie hotelu „Aga Tenis Apartments”. Nie jest to bynajmniej przystań dla ubogich, bo doba w nim w apartamencie typu „Superior” dla dwóch osób bez wyżywienia kosztuje 665 złotych, a nie jest to najtańsza opcja w ofercie. W sumie hotel ATA ma w dziesięć apartamentów, z których każdy nawiązuje wystrojem do miast, w których Radwańska święciła największe tenisowe triumfy.