Euro 2020/2021: Kadrę Polski wciąż trapią kontuzje

Piłkarska kadra Polski na zgrupowaniu w Opalenicy jeszcze nie miała okazji trenować w pełnym składzie. Niektórzy z zawodników przyjechali z delikatnymi urazami, jak chociażby Arkadiusz Milik, niektórzy się spóźnili (najbardziej Grzegorz Krychowiak), a niektórzy mieli do załatwienia pilne prywatne sprawy. Piotr Zieliński na przykład wyjechał na dwa dni do rodzącej żony.

Trener Paulo Sousa w sobotę nie miał nawet 22 graczy do rozegrania wewnętrznego sparingu i z konieczności podzielił zdolnych do gry zawodników na dwie dziesięcioosobowe drużyny. W pierwszej znaleźli się: Szczęsny – Kędziora, Piątkowski, Glik, Puchacz – Frankowski, Klich, Moder – Świerczok, Świderski, a w drugiej: Fabiański – Bereszyński, Bednarek, Helik – Jóźwiak, Krychowiak, Linetty, Płacheta – Kownacki, Lewandowski. Trener Paulo Sousa nie mógł skorzystać z Piotra Zielińskiego, który dostał wolne, by uczestniczyć w narodzinach dziecka.
Ponadto indywidualnie trenowali Arkadiusz Milik, Maciej Rybus oraz Paweł Dawidowicz. Na domiar złego sparingu nie dokończył Kacper Kozłowski, 17-letni pomocnik Pogoni Szczecin zszedł z boiska z powodu lekkiego urazu, który na szczęście nie okazał się groźny. Dla przypomnienia – we wtorek 1 czerwca biało-czerwoni rozegrają we Wrocławiu mecz towarzyski z Rosją. Ma on w założeniu dać odpowiedź w jakim miejscu budowania formy na turniej Euro 2021 są nasi reprezentanci. Trener Sousa mimo problemów zdrowotnych wymienionych wyżej piłkarzy nie powinien mieć większych problemów z wyborem jedenastki meczowej i rezerwowych.
Obecna w Opalenicy kadra Polski to mieszanka rutyny z młodością – ośmiu zawodników ma doświadczenia z Euro 2016, a dwunastu z MŚ 2018. Połowa z 26-osobowej kadry ma przynajmniej dwadzieścia rozegranych meczów w reprezentacji, co jest odpowiednikiem dwóch, trzech lat gry, a na pewno obecności na zgrupowaniach.
Z pozostałej trzynastki aż dziesięciu ma mniej niż dziesięć występów, z czego siedmiu zadebiutowało w ostatnich dwóch latach, a Puchacz wciąż na to wyróżnienie czeka. Teraz Paulo Sousa ma ponad dwa tygodnie czasu na stworzenie z tego grona nie tylko zgranego kolektywu, ale po prostu mocnej drużyny. Mecz z Rosją powinien dać nam odpowiedź, na jakim etapie jego praca się znajduje.

48 godzin sport

Świątek znów zagra z Riske
Iga Świątek i Magda Linette od poniedziału rywalizować będą w turnieju WTA 1000 na kortach ziemnych w Rzymie. W ubiegłym roku Świątek odpadła w tej imprezie już w pierwszej rundzie, a potem wygrała wielkoszlemowy French Open. W obecnej edycji 19-letnia warszawianka została rozstawiona z numerem 15. i w I rundzie zmierzy się z Amerykankę Alison Riske, z którą niedawno wygrała w Madrycie. Na znacznie trudniejszą rywalkę trafiła w losowaniu Linette, bo jej przeciwniczką w I rundzie będzie rozstawiona w Rzymie z numerem 11. Czeszka Petra Kvitova. Z kolei nasz najlepszy obecnie tenisista, Hubert Hurkacz, na pierwszego rywala w rzymskim turnieju wylosował startującego z „dziką kartą” 19-letniego Włocha Lorenzo Musettiego.

Zieliński bryluje w SSC Napoli
Piotr Zieliński strzelił gola dla SSC Napoli w wygranym przez jego zespół 4:1 wyjazdowym meczu 35. kolejki włoskiej Serie A ze Spezią. Było to siódme ligowe trafienie reprezentanta Polski w tym sezonie. 26-letni pomocnik zaliczył także asystę. Napoli z dorobkiem 70 punktów wciąż pozostaje w grze o miejsce w gwarantujące udział w nowej edycji Ligi Mistrzów. Mistrzowski tytuł ma już zapewniony Inter Mediolan.

Próba generalna dla Chelsea
W 35. kolejce angielskiej Premier League spotkali się finaliści obecnej edycji Ligi Mistrzów UEFA. W próbie generalnej przed zaplanowanym na 28 maja finałem najważniejszego z europejskich pucharów Manchester City nieoczekiwanie przegrał u siebie z Chelsea Londyn 1:2. „The Citizens” mimo porażki utrzymali pozycję lidera, bo wcześniej zgromadzili na koncie 80 punktów, ale drugi w tabeli Manchester City ma jeden zaległy mecz i wciąż matematyczne szanse na zajęcie pierwszego miejsca. Chelsea z 64. punktami na koncie awansowała na trzecią lokatę, spychając na czwartą Leicester City (63 pkt). W grze o miejsce gwarantujące start w Lidze Mistrzów pozostają jeszcze West Ham, Tottenham, FC Liverpool i Everton.

Skończył z siatkówką
Patryk Czarnowski, jeden z najbardziej utytułowanych polskich siatkarzy w PlusLidze, ogłosił zakończenie kariery, w trakcie której od 2004 roku reprezentował barwy AZS Olsztyn, Jastrzębskiego Węgla, ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, PGE Skry Bełchatów, a przez ostatnie dwa sezony Aluronu CMC Warty Zawiercie. W swoim dorobku Czarnowski ma 12 medali mistrzostw Polski, w tym trzy złote (z ZAKSĄ w 2016 i 2017 oraz PGE Skrą w 2018 roku). W naszej siatkarskiej ekstraklasie przez 17 sezonów rozegrał 331 meczów, w których zdobył 1756 punktów.

Porażka Barty w Madrycie
W rozegranym w minioną sobotę finale turnieju WTA 1000 w Madrycie liderka światowego rankingu Australijka Ashleigh Barty przegrała w Białorusinką Aryną Sabalenka 0:6, 6:3, 4:6. Gwoli przypomnienia, Barty wyeliminowała z imprezy w 1/8 finału naszą tenisistkę Igę Świątek.

Docenili polskich piłkarzy
W ostatniej kolejce Championship zespół Millwall przegrał na wyjeździe z Coventry City aż 1:6, ale na swojej stronie internetowej poinformował, że w głosowaniu kibiców piłkarzem sezonu w tym klubie został polski bramkarz Bartosz Białkowski. Dla 33-letniego golkipera to drugie takie wyróżnienie z rzędu. W zakończonym w miniony weekend sezonie rozegrał w sumie we wszystkich rozgrywkach 49 meczów, z który 17 zakończył bez straty gola. Tytułem najlepszego zawodnika sezonu nagrodzony został też występujący w Barnsley obrońca reprezentacji Polski Michał Helik. Jego zespół zajął na koniec sezonu 5. miejsce i zagra w barażach o awans do Premier League, wraz z drużynami Brendfordu, Bournemouth i Swansea City. Bezpośredni awans wywalczyły natomiast ekipy Norwich City (zawodnikiem tego klubu jest reprezentant Polski Przemysław Płacheta) i Watfordu. Z ligi spadły Wycombe Wanderers, Rotherham United i Sheffield Wednesday.

Boruc w Legii jeszcze na rok
Artur Boruc przedłużył kontrakt z Legią Warszawa na kolejny sezon. Nowa umowa z 41-letnim bramkarzem obowiązuje do końca czerwca 2022 roku. W obecnych rozgrywkach ekstraklasy Boruc wystąpił w 24 spotkaniach stołecznej drużyny. Przypomnijmy, że jest on wychowankiem Pogoni Siedlce, a zawodnikiem Legii był już wcześniej, w latach 1999-2005. Potem grał w Celticu Glasgow, Fiorentinie, FC Southampton i AFC Bournemouth. Do Legii 65-krotny reprezentant Polski wrócił latem 2020 roku.

Żużlowcy bez koronawirusa
Zawodnicy biorący udział w meczach żużlowej PGE Ekstraligi przeszli obowiązkowe testy na Covid-19. PGE Ekstraliga poinformowała, że wszyscy otrzymali negatywne wyniki testów na obecność koronawirusa. Tym samym bez przeszkód mogły się odbyć spotkania Włókniarza Częstochowa ze Spartą Wrocław i Falubazu Zielona Góra ze Stalą Gorzów. Na przeszkodzie w rozegraniu dwóch piątkowych meczów stanęła pogoda. Potyczki Motoru Lublin z Apatorem Toruń i GKM Grudziądz z Unią Leszno przełożono na 21 maja.

Zmarł wybitny rosyjski siatkarz
Klub Zenit Petersburg poinformował o śmierci Aleksandra Saprykina, wybitnego przed laty siatkarza. Urodzony 28 lipca 1946 roku Saprykin w latach 1971-74 występował w siatkarskiej reprezentacji ZSRR, z którą wywalczył mistrzostwo Europy (Włochy 1971), brązowy medal igrzysk olimpijskich (Monachium 1972) oraz srebrny medal mistrzostw świata (Meksyk 1974). Na tej ostatniej imprezie Sborna przegrała jedynie z reprezentacją Polski prowadzoną przez trenera Huberta Wagnera, które wtedy sięgnęła po złoto. W barwach klubów SKA Leningrad oraz Spartak/Avtomobilist Leningrad Suprykin cztery tytuły wicemistrza ZSRR oracz cztery brązowe medale. Po zakończeniu kariery zawodniczej był trenerem i działaczem, m.in. zasiadał w prezydium rosyjskiej federacji siatkówki. Ostatnio był szefem sekcji siatkówki plażowej w Zenicie Petersburg.

48 godzin sport

Krychowiak strzelił z karnego
Grzegorz Krychowiak strzelił gola z rzutu karnego dla Lokomotiwu Moskwa w wygranym 3:0 meczu 1/8 finału Pucharu Rosji z FK Tambow. Dla 31-letniego pomocnika, który rozegrał cały mecz, było to pierwsze trafienie w tej edycji rozgrywek. Drugi z reprezentantów Polski występujący w zespole Lokomotiwu, Maciej Rybus, zaliczył asystę przy pierwszym golu. rozegrał całe spotkanie.

Puchar Polski dla Chemika
Siatkarki Chemika Police zdobyły Puchar Polski pokonując w finałowym meczu drużynę Grota Budowlanych Łódź 3:1 (23:25, 25:21, 25:18, 25:18). To trzeci z rzędu triumf zespołu z Polic w krajowym pucharze, a szósty w historii.

Piąte trafienie Zielińskiego
Piotr Zieliński zdobył bramkę dla SSC Napoli w przegranym przez jego zespół 2:4 wyjazdowym spotkaniu 23. kolejki włoskiej Serie A z Atalantą Bergamo. Dla 26-letniego reprezentanta Polski było to piąte ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach włoskiej ekstraklasy. Zieliński grał do do 84. minuty. Zespół Napoli z dorobkiem 40 punktów zajmuje zajmuje siódme miejsce w Serie A, ale ma do rozegrania dwa zaległe mecze.

Blanka Vlastić rzuciła skakanie
Wicemistrzyni olimpijska z Pekinu i dwukrotna mistrzyni świata w skoku wzwyż Blanka Vlasić zdecydowała się na zakończenie sportowej kariery. Chorwatka przegrała walkę z kontuzjami, które od lat ją trapiły. Jej rekord życiowy to 208 cm, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii. Wyżej skoczyła jedynie Stefka Kostadinowa, do której należy rekord świata (209 cm). Igrzyska w Rio de Janeiro (2016) były ostatnią ważną imprezą, w jakiej wzięła udział. Od tamtej pory 37-letnie obecnie sportsmenka zmagała się z kolejnymi kontuzjami.

Już nie chciał grać w rugby
Znakomity nowozelandzki rugbista Dan Carter, dwukrotny zdobywca Pucharu Świata (2011 i 2015 roku), trzykrotnie wybierany na najlepszego zawodnika roku (2005, 2012 i 2015), ogłosił zakończenie sportowej kariery. Ten wybitny 39-letni zawodnik jest legendą reprezentacji Nowej Zelandii, w barwach której wystąpił w 112 meczach i zdobył rekordową liczbę 1598 punktów. Carter był też gwiazdą nowozelandzkich zespołów klubowych – Canterbury i Crusaders oraz francuskich USA Perpignan i Racing 92.

Odszedł wybitny szczypiornista
W wieku 59 lat zmarł mistrz olimpijski z Atlanty w piłce ręcznej Zlatan Saracevic. Powodem śmierci był zawał serca – poinformowały chorwackie media. Jeszcze w niedzielę prowadził zespół szczypiornistek Podravki Koprivnica w wygranym meczu na szczycie ekstraklasy z Lokomotivą Zagrzeb 32:29. Saracević był mistrzem igrzysk w Atlancie (1996) w barwach Chorwacji i brązowy medalistą olimpijskim z Seulu (1988) z reprezentacją Jugosławii. Z drużynami tych krajów sięgnął także po złoto i srebro mistrzostw świata.

Polacy nie mogli przegrać z Włochami

Reprezentacja Francji w 5. kolejce Ligi Narodów pokonała na wyjeździe broniącą trofeum Portugalię 1:0 i jako pierwsza zapewniła sobie awans do finału tych rozgrywek. W niedzielę szanse na wywalczenie pierwszego miejsca w swojej grupie mieli także Polacy, ale nie mogli przegrać z Włochami.

Na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej Ligi Narodów biało-czerwoni z dorobkiem siedmiu punktów byli na pierwszym miejscu w grupie A1. Wyprzedzali o jeden punkt Włochów i o dwa Holendrów oraz o pięć zamykającą stawkę reprezentację Bośni i Hercegowiny. Z prostego wyliczenia wynikało, że jeśli ekipa Jerzego Brzęczka w niedzielnym meczu z Włochami i środowym z Holandią wywalczy co najmniej cztery punkty, to na pewno wywalczy awans do turnieju finałowego bez oglądania się na wyniki innych spotkań. Inne scenariusze były już jednak od tego uzależnione. Naszej reprezentacji do awansu mogły wystarczyć także dwa remisy, ale wówczas musieli liczyć na pomoc zespołu Bośni i Hercegowiny, który w takim wariancie nie mógłby przegrać z Holandią i Włochami. W przypadku wygranej z Włochami oraz porażki z Holandią biało-czerwoni uzyskaliby awans jeśli Bośniacy w niedzielę nie przegraliby z Holendrami. Natomiast w scenariuszu zakładającym porażkę z Włochami i wygraną z Holandią, Polakom do awansu potrzebne byłaby porażka włoskiej ekipy w ostatniej kolejce w meczu z Bośniakami. Selekcjoner biało-czerwonych nie mierzył jednak tak wysoko. Na przedmeczowej konferencji przed niedzielnym spotkaniem z przetrzebionym przez Covid-19 zespołem Italii (zakończyło się po zamknięciu wydania) przypomniał dla formalności: „Potrzebujemy jednego punktu, żeby wykonać nasz plan minimum, czyli utrzymać się w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Dwa ostatnie mecze gramy z faworytami, czyli z Włochami i Holendrami. Wiadomo jednak, że futbol lubi niespodzianki i mam nadzieję, że będziemy w stanie taką sprawić”.
Zwycięzca grupy A1 zorganizuje turniej finałowy Ligi Narodów. Pierwszy finalista jest już znany – awans wywalczyli aktualni mistrzowie świata Francuzi, którzy w „grupie śmierci” okazali się lepsi od broniących trofeum aktualnych mistrzów Europy Portugalczyków oraz aktualnych wicemistrzów świata Chorwatów.
Z reprezentacją Włoch polski zespół w niedzielę zagrał po raz 18. We wcześniejszych 17 spotkaniach biało-czerwoni wygrali tylko trzykrotnie, a w meczu o stawkę tylko raz – podczas pamiętnych dla nas mistrzostw świata w 1974 roku. Osiem razy wywalczyli remis, a sześć zwycięstw odnieśli Włosi. W niedzielę mieliśmy jednak powody aby liczyć na sukces naszych piłkarzy, bo włoski zespół został mocno przetrzebiony przez koronawirusa, który nie oszczędził nawet trenera kadry „Squadra Azzurra” Roberto Manciniego. Z powołanych przez niego do kadry 40 zawodników wielu wypadło z powodu decyzji włoskich służb epidemicznych, a niektórych na zgrupowanie reprezentacji nie puściły kluby. Z tego powodu w kadrze Polski zabrakło bramkarza Fiorentiny Bartłomieja Drągowskiego. Ale on i tak przeciwko ekipie Italii by nie zagrał, bo Brzęczek już wcześniej ogłosił, że w tym meczu na bramce zagra Wojciech Szczęsny. Z podaniem reszty wyjściowego składu selekcjoner biało-czerwonych się już tak nie spieszył. Wiadomo było tylko tyle, że na pewno nie zagra pauzujący za żółte kartki Mateusz Klich, ale reszta powołanych piłkarzy, w tym ośmiu z klubów Serie A (oprócz Szczęsnego we włoskiej ekstraklasie występują na co dzień jeszcze Kamil Glik, Bartosz Bereszyński, Arkadiusz Reca, Karol Linetty, Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Sebastian Walukiewicz) była gotowa do gry.
Brzęczek musiał jednak szykować równolegle skład na środowe spotkanie z Holandią. Z ekipą „Oranje” nasz zespół przegrał pierwszy mecz w obecnej edycji Ligi Narodów, ale bilans spotkań z holenderską drużyną ma równie kiepski jak z Włochami – trzy zwycięstwa, przy czym ostatnie odniesione w 1979 roku, sześć remisów i siedem porażek. Czasu na przygotowanie się do środowej potyczki nie będzie wiele, chociaż PZPN wynajął samolot czarterowy, którym kadra przyleciała na mecz w sobotę i którym wróci do Polski niemal zaraz po niedzielnym meczu z Włochami w Reggio Emilia.

Zgrupowanie kadry bez Brzęczka

Rozpoczynające się w poniedziałek zgrupowanie reprezentacji Polski poprowadzą asystenci selekcjonera kadry – Radosław Gilewicz i Tomasz Mazurkiewicz. Zmagający się z zakażeniem koronawirusem Jerzy Brzęczek w minionym tygodniu trzykrotnie przechodził testy na obecność Covid-19 i za każdym razem otrzymywał wynik negatywny.

Brzęczek przechodzi chorobę objawowo i wciąż przebywa na kwarantannie. Członkowie sztabu selekcjonera w minionym tygodniu przebywali w izolacji, ale u żadnego z nich testy nie wykazały obecności koronawirusa. W tej sytuacji realizowany będzie ustalony już wcześniej scenariusz, że zgrupowanie kadry poprowadzą jego asystenci – Radosław Gilewicz i Tomasz Mazurkiewicz. Raczej na pewno oni też poprowadzą biało-czerwonych w zaplanowanym na środę meczu towarzyskim z Finlandią w Gdańsku, a jeśli stan zdrowia selekcjonera się nie poprawi, także niedzielne spotkanie w Lidze Narodów z Włochami. Gilewicz i Mazurkiewicz mają licencję trenerską UEFA A, ale wiadomo już, że wszystkie kluczowe decyzje będzie podejmował zdalnie Jerzy Brzęczek.
Kadrowicze zostaną poddani testom na obecność Covid-19 podczas zgrupowania trzykrotnie trzy razy – za każdym razem na dwa dni przed meczem. Czyli w poniedziałek, piątek 9 października i następny poniedziałek, 12 października. Z powołanych do kadry piłkarzy koronawirusem zakaził się występujący na co dzień w SSC Napoli Piotr Zieliński i chociaż przechodzi chorobę bezobjawowo, to z powodu zakażenia nie wystąpił w niedzielnym meczu ligowym z Juventusem. Nawet jeśli wykonane w tym tygodniu testy w końcu okażą się negatywne, to też raczej nie dołączy do zgrupowania reprezentacji Polski w jego środku.

Zieliński nadal będzie grał dla De Laurentiisa

Trwająca wiele miesięcy saga transferowa z Piotrem Zielińskim w roli głównej chyba w końcu dobiegła końca. Właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis potwierdził, że reprezentant Polski przedłużył kontrakt do 2024 roku.

Dotychczasowa umowa Zielińskiego z Napoli wygasała w czerwcu 2021 roku. Od kilku miesięcy pomocnik reprezentacji Polski negocjował nowy kontrakt. Główną przeszkodą w zawarciu porozumienia było żądanie De Laurentiis wpisania do umowy z Zielińskim tzw. klauzuli odstępnego w wysokości 100 mln euro. Zgodę na wpisanie takiej samej kwoty właściciel Napoli chciał też wymusić na Arkadiuszu Miliku, ale z jego strony napotkał zdecydowanie mocniejszy opór.
Zieliński też znajdował się na liście życzeń kilku klubów, ale on, w odróżnieniu od Milika, chyba nie chciał opuszczać Neapolu. Ostatecznie zgodził się na owe 100 mln euro odstępnego, lecz w zamian wynegocjował dla siebie znaczną podwyżkę wynagrodzenia. Wedle różnych źródeł nowy kontrakt zapewni mu roczną gażę w wysokości 5,5 mln euro brutto do 2024 roku. Aurelio De Laurentiis podczas poniedziałkowej konferencji prasowej dotyczącej aktualnej sytuacji w zespole potwierdził, że Zieliński przedłużył umowę i nadal będzie reprezentować barwy SSC Napoli.
Tego dnia pojawiła się też informacja, że ten piłkarz przedłużył też umowę z reprezentującą jego interesy agencją BMG Sport. Zieliński będzie teraz jednym z najlepiej zarabiających polskich piłkarzy. Wśród nich rekordzistą jest oczywiście Robert Lewandowski, który w Bayernie zarabia ponoć ponad 20 mln euro rocznie. Ale w Serie A z polskich zawodników więcej od Zielińskiego zarabiać będzie tylko bramkarz Juventusu Wojciech Szczęsny, któremu niedawno przedłużony kontrakt gwarantuje rocznie ponad siedem milionów euro.
Dla SSC Napoli zatrzymanie Zielińskiego to duża korzyć. 26-letni Polak trafił do tego klubu z Udinese Calcio w 2016 roku za 16 mln euro. Przez cztery sezony zagrał w 192 meczach, w których zdobył 22 gole i zanotował 15 asyst. Ale w poprzednim sezonie w 49 rozegranych spotkaniach zdobył zaledwie dwie bramki i zaliczył sześć asyst. Kibice SSC Napoli liczą, że teraz, gdy już będzie miał głowę wolną od myśli o transferze do innego klubu i skupi się tylko na treningach i grze, w pełni ujawni swój wielki talent i jeszcze większe możliwości. „Rozmawialiśmy o przedłużeniu umowy od jakiegoś czasu. Z mojej strony mogę tylko powiedzieć, że czuję się dobrze w Napoli i chcę tu nadal grać. Także dlatego, że świetnie układa mi się w współpraca z trenerem Gattuso. On jest bardzo charyzmatyczny, ale jego rady są pomocne i mam nadzieję, że dzięki nim będę coraz lepszym i skuteczniejszym piłkarzem” – powiedział Zieliński w rozmowie z włoskim oddziałem Sky Sports.
Na taki happy end nie ma natomiast szans drugi z Polaków w Napoli, Arkadiusz Milik. De Laurentiis jest ostatnio na niego bardzo cięty i wręcz wypowiedział mu prywatną wojnę.

48 godzin sport

Milik i Zieliński z pucharem
Piłkarze SSC Napoli wygrali po rzutach karnych z Juventusem Turyn w finale Pucharu Włoch. W ekipie zwycięzców wystąpiło dwóch polskich graczy – Piotr Zieliński grał do 88. minuty, a Arkadiusz Milik (na zdjęciu) wszedł w 66. minucie za Belga Driesa Mertensa. W regulaminowym czasie spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0, ale sędzia nie zarządził dogrywki, co było wcześniej ustalone, tylko od razu przeszedł do konkursu rzutów karnych. Szczęście tego dnia sprzyjało ekipie z Neapolu, bo wyznaczeni do „jedenastek” przez trenera Gennaro Gattuso zawodnicy nie pudłowali, natomiast w drużynie Juventusu swoje rzuty karne zmarnowali Paulo Dybala i Danilo. Jako ostatni z piątki graczy SSC Napoli naprzeciwko bramkarza Juve Gianluigiego Buffona (Wojciech Szczęsny w Pucharze Włoch ustąpił miejsca swojemu sławnemu dublerowi) stanął Milik i pewnie pokonał blisko 42-letniego golkipera. Puchar Włoch to pierwsze trofeum Milika i Zielińskiego w barwach Napoli.

Hokejowa kadra Polski straciła selekcjonera
Polski Związek Hokeja na Lodzie nie przedłużył kontraktu z selekcjonerem reprezentacji Tomaszem Valtonen. Mający polskie korzenie fiński szkoleniowiec prowadził kadrę hokeistów przed dwa lata. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata Dywizji 1B w Tallinie nie zdołał z nią wywalczyć awansu na zaplecze hokejowej elity (do Dywizji 1A). W tym roku mistrzostwa miały zostać rozegrane w Katowicach, ale je odwołano z powodu pandemii koronawirusa. W lutym Polacy wygrali turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich rozegrany w kazachskim Nur-Sułtanie, pokonując faworyzowaną reprezentację gospodarzy oraz Holandię i Ukrainę. O prawo gry na igrzyskach walczyć będą za rok w sierpniu w Bratysławie ze Słowacją, Austrią i Białorusią. Prezes PZHL Mirosław Minkina wyjaśnił, że głównym powodem rozstania z z Valtonenem jest to, że ani on, ani żaden z jego fińskich współpracowników w nowym sezonie nie będzie pracował w Polsce. Decyzja o zatrudnieniu nowego trenera kadry ma zostać ogłoszona 23 czerwca.

Koronawirus dopadł piłkarzy rosyjskiego klubu
U sześciu piłkarzy klubu rosyjskiej ekstraklasy FK Rostów stwierdzono koronawirusa. W związku z tym cały zespół rozpoczął 14-dniową kwarantannę – poinformowano w środę. Wstrzymane w połowie marca rozgrywki mają być wznowione w piątek. Ekipa z Rostowa zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli i pierwszego dnia restartu miała się zmierzyć z zespołem z Soczi. Nie ujawniono nazwisk zakażonych, ale poinformowano, że łącznie mieli oni bliski kontakt z 42 osobami związanymi z klubem.

Gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 31. kolejki. Grupa mistrzowska: Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, niedziela, 17:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, niedziela, godz. 15:00; Piast Gliwice – Lech Poznań, sobota, 17:30; Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk, niedziela, godz. 12:30. Grupa spadkowa: Górnik Zabrze – Korona Kielce, piątek, godz. 20:30; Raków Częstochowa – Wisła Kraków, sobota,. godz. 20:00; Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, piątek, godz. 18:00; Wisła Płock – Arka Gdynia, sobota, godz. 15:00.

Siatkarze zagrają z Niemcami w Zielonej Górze
Szeroka kadra reprezentacji Polski zakończyła pierwszą część zgrupowania w Spale. Na początku lipca zbierze się ponownie. PZPS poinformował, że zawarto porozumienie z niemiecką federacją i ekipa trenera Vitala Heynena w lipcu zagra w Zielonej Górze dwa mecze z reprezentacją Niemiec. W tej chwili nie przewiduje się udziału widzów. Pierwszy mecz z Niemcami zostanie rozegrany 22 lipca o 20:20, drugi dzień później o 18:00. Oba spotkania będą transmitowane przez Polsat Sport.

Polscy piłkarze nie zyskują na wartości

Łukasz Piszczek nie zapobiegł porażce Borussii Dortmund we wtorkowym meczu z Bayernem Monachium (0:1) w 28. kolejce Bundesligi, ale skutecznie przeszkodził Robertowi Lewandowskiemu z strzeleniu gola i tym samym znacznie zmniejszył jego szanse na pobicie legendarnego rekordu bramkowego Gerda Muellera.

Dla Borussii potyczka z Bayernem na własnym stadionie była ostatnią okazją, żeby dogonić monachijską jedenastkę, która przed 28. kolejką miała cztery punkty przewagi. Żeby ten ambitny cel udało się osiągnąć, należało w pierwszej kolejności powstrzymać Roberta Lewandowskiego. Jednym z graczy oddelegowanych do tego zadania był Łukasz Piszczek. Od dawna wiadomo, że obaj polscy piłkarze nie mają dobrych relacji, a poza tym Piszczek jest teraz kapitanem drużyny z Dortmundu, zatem miał podwójny powód, żeby nie patyczkować się w starciach z „Lewym”. I trzeba przyznać, że w środkach nie przebierał i kilka razy solidnie najlepszego strzelca bawarskiej jedenastki poturbował. Ostatecznie Lewandowski gola nie strzelił, ale zrobił to w pięknym stylu Joshua Kimmich i to jego trafienie zapewniło Bayernowi komplet punktów. Tak więc nic nie wyszło z wielkiego strzeleckiego pojedynku „Lewego” z okrzyczanym już na jego następcę 19-letnim Norwegiem Earlingiem Haalandem, który także bramki nie zdobył, a jeszcze na domiar złego musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.
W niemieckich mediach lepsze noty przyznawano na ogół Piszczkowi, podkreślając przy tym nie bez złośliwości, że „Lewy” zaczął być widoczny dopiero w ostatnich 10 minutach spotkania, gdy boisko opuścił Piszczek, za którego dla wzmocnienia ataku wszedł Mario Goetze. „Staruszek po raz kolejny pokazał, że zasłużył na nowy kontrakt. Po ra kolejny udowodnił, że mimo swoich 34 lat wciąż jest czołowym obrońcą w Bundeslidze” – pisano w komentarzach. Dla Piszczka mecz z Bayernem był 23. występem w tym sezonie Bundesligi i siódmym meczem ligowym z rzędu w roli kapitana zespołu.
Poprzeczka w górę, ale cena w dół
Co się zaś tyczy Lewandowskiego, to znowu poddawany jest w Niemczech niebywałej presji. Tym razem wszyscy fani futbolu w tym kraju zastanawiają się, czy Polak zdoła w tym sezonie pobić legendarny rekord strzelecki Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył 40 bramek, co jest do dzisiaj rekordem Bundesligi. Przez blisko pół wieku nikt nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia, a i Lewandowski jest od tego daleki, bo ma w tej chwili na koncie 27 goli, lecz już tylko sześć meczów do końca sezonu. Nawet dla niego uzyskanie 13 trafień w sześciu występach wydaje się zadaniem ponad siły, ale sam fakt, że tyle się w Niemczech o tym spekuluje, bynajmniej nie działa na korzyść kapitana reprezentacji Polski. Wręcz przeciwnie – stawiając tak wysoko Lewandowskiemu poprzeczkę, przestaje się doceniać należycie jego realne dokonania, czyli 27 goli w Bundeslidze i 41 trafień w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach. Ale taki to już los tego gracza, że im więcej na boisku pokazuje, tym więcej wszyscy od niego oczekują. I to potem rzutuje na wystawiane mu oceny, wycenę jego rynkowej wartości czy miejsce w prestiżowych rankingach.
Dowodzi tego choćby sporządzona ostatnio przez firmę doradczą KPMG Football Benchmark ocena transferowej wartości najdroższych na rynku polskich piłkarzy. Uczciwie oceniając, od kilku lat Lewandowski jest liderem tego zestawienia i jeśli coś się w tym względzie zmienia, to jedynie różnica między nim a resztą klasyfikowanych graczy.
Wedle oceny sporządzonej przez wspomniana agencję KPMG, rynkowa wartość czołowych pięciu polskich piłkarzy, grających w najsilniejszych ligach europejskich, w efekcie pandemii spadła o około 25 procent, z 245 do 180 mln euro. Numerem 1 jest w tym zestawieniu Lewandowski, którego w lutym wyceniano na 88 mln euro, a teraz jego wartość przeszacowano na kwotę 72 mln euro. To daje mu dopiero piątą lokatę w Bundeslidze, chociaż jest jednocześnie najwyżej wycenionym zawodnikiem Bayernu, lidera rozgrywek i murowanego faworyta do kolejnego z rzędu mistrzowskiego tytułu.
Kwartet także po przecenie
Drugi na liście najwartościowszych polskich piłkarzy jest bramkarz Juventusu Turyn Wojciech Szczęsny, którego rynkowa wartość zmniejszono z 52 do 40 mln euro. Wśród najdroższych bramkarzy w europejskich klubach daje mu to ósme miejsce.
Trzeci na liście jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, którego właśnie ten włoski klub przymierza do transferu i chce za niego równe 50 mln euro. Ale wedle opinii analityków KPMG po przecenie koronawirusowej Milik, za którego Napoli zapłaciło w 2016 roki 35 mln euro, dzisiaj wart jest 27-29 mln euro. Jeszcze mocniej przeceniono trzeciego napastnika w tym gronie, Krzysztofa Piątka, który przeszedł z AC Milan do Herthy Berlin za 27 mln euro, zaś teraz wedle KPMG kosztuje nie więcej niż 21 mln euro. Piątek może jednak na takie wyceny bimbać, bo ma kontrakt do 2025 roku, dopiero 24 lata i sporo czasu, żeby podbić serca kibiców tego berlińskiego klubu.
W miniona środę w końcu przełamał strzelecką niemoc i w wyjazdowym spotkaniu Herthy z RB Lipsk, chociaż znowu wszedł na boisko z ławki rezerwowych, to strzelił gola na 2:2 i zapewnił swojej drużynie cenny punkt. Najdziwniejsza jest jednak przecena wartości Piotra Zielińskiego z 42 na 24 mln euro, bo ten 26-letni pomocnik jest dzisiaj obiektem pożądania kilku topowych europejskich klubów, więc chociaż Napoli oferuje mu za przedłużenie kontraktu podwojenie gaży, to wcale nie musi się na to godzić.
W badaniu KPMG Football Benchmark bierze pod uwagę dziesięć różnych czynników mających wpływ na wartość piłkarza, w tym między innymi wiek, pozycję na jakiej gra, długość kontraktu, wyniki zawodnika oraz klubu, potencjał medialny i reklamowy piłkarza.
Tymczasem piłkarz jest tyle wart, ile ktoś zechce za jego transfer zapłacić. A o tym zawsze decyduje przydatność na boisku.

Zieliński nie chce do Barcelony?

Włoskie media obwieściły koniec negocjacyjnej sagi z Piotrem Zielińskim w roli głównej. Wedle nich reprezentant Polski po wielu miesiącach targów doszedł w końcu do porozumienia z SSC Napoli i zgodził się przedłużyć kontrakt na kolejne pięć sezonów. Szefowie klubu z Neapolu przystali ponoć na stawiane przez polskiego piłkarza warunki, ponieważ zainteresowała się nim Barcelona.

Zieliński jest zawodnikiem SSC Napoli od lata 2016 roku i dzisiaj bez wątpienia należy do kluczowych graczy tego zespołu. Stawiali na niego wszyscy trenerzy, którzy w ostatnich sezonach prowadzili ekipę „Azzuri” – Maurizio Sarri (obecnie prowadzi Juventus), Carlo Ancelotti (dziś Everton) i teraz robi to Gennaro Gattuso. Dowodzi tego liczba minut spędzonych przez Polaka na boisku – w meczach Serie A z zespołu Napoli jedynie Giovanni Di Lorenzo rozegrał więcej minut od naszego reprezentacyjnego pomocnika – Włoch zaliczył ich 2250, a Zieliński 2153, a ponadto strzelił dwa gole i miał trzy asysty.
Ale drużyna z Neapolu w tym sezonie zawodzi oczekiwania swojego ambitnego właściciela, znanego producenta filmowego Aurelio de Laurentiisa. Po 26. kolejkach zajmuje dopiero szóstą lokatę, które w Serie A jest premiowane jedynie udziałem w mniej prestiżowej Lidze Europy. A de Laurentiis żąda od swoich piłkarzy walki o mistrzostwo Włoch, bo zdobycie scudetto jest jego wielkim marzeniem, a jego plan minimum dopuszcza zajęcie miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów.
Jego relacje z zawodnikami nie są w tym sezonie najlepsze, do czego przyczyniły się głównie nerwowe reakcje bossa po przegranych bataliach, gdy próbował karnie koszarować zespół w klubowym ośrodku treningowym. Nic dziwnego, że wielu kluczowych graczy planowało tego lata odejść z Napoli. Wśród nich także dwaj występujący w tym klubie reprezentanci Polski – wspomniany Zieliński oraz Arkadiusz Milik. Obu kończą się kontrakty, obaj byli jednak skłonni je przedłużyć i zaakceptowali nawet oferowane im wynagrodzenia. Kością niezgody stała się tzw. klauzula odstępnego, a dokładniej kwota, za jaką inne kluby mogłyby ich w przyszłości wykupić. De Laurentiis żądał wpisania w klauzuli 100 mln euro, co ewidentnie byłoby ceną zaporową. Milik się na to nie zgodził i w tej chwili jest już niemal przesądzone, że latem opuści Neapol. Zwłaszcza po tym, gdy działaczom udało się namówić do pozostania w klubie belgijskiego snajpera Driesa Mertensa.
Jeśli chodzi o Zielińskiego determinacja szefów SSC Napoli była zdecydowanie większa, bo na zatrzymanie tego gracza mocno naciskał trener Gattuso, ale sfinalizowanie negocjacji utrudniało nieprzejednane stanowisko właściciela klubu, który nie zamierzał się zgodzić ani na podwojenie zarobków (do 5 mln euro), czego żądał polski piłkarz, ani też zrezygnować ze stu milionów w klauzuli odstępnego, na co nie zgadzał się Zieliński. Pat w negocjacjach przerwały dopiero wieści, że reprezentantem Polski na serio zainteresowała się wielka Barcelona, umieszczając go na liście swoich transferowych życzeń. De Laurentiisa natychmiast poinformowano, że przedstawiciele katalońskiego klubu podjęli już rozmowy z reprezentującą interesy Polaka agencją BMG Sport.
Pogłoski o zainteresowaniu Barcelony Zielińskim mają mocne podstawy, bo nasz reprezentacyjny piłkarz wyrobił sobie dobrą markę, którą ugruntowały opinie wygłaszane o jego talencie przez uznanych trenerów, takich jak Juergen Klopp, który swego czasu chciał go ściągnąć do Liverpoolu, czy Maurizio Sarri, autor takiej oto opinii o polskim piłkarzu: „To zawodnik o niepodważalnych umiejętnościach. Może stać się jednym z najważniejszych piłkarzy w Europie. To niebywały talent, biorąc pod uwagę jego poziom techniczny, a do tego ma dobre cechy fizyczne. To będzie nowy Kevin De Bruyne”. Trudno o lepszą rekomendację.
Zainteresowanie działaczy „Dumy Katalonii” akurat Zielińskim też ma mocne uzasadnienie, bo 26-letni Polak znajduje się w najlepszym piłkarsko okresie swojej kariery, pod względem stylu gry i umiejętności operowania piłką spełnia wygórowane wymogi obowiązujące w FC Barcelona, a poza tym kataloński klub przymierza się po tym sezonie do przebudowy środkowej linii. Z klubem mają się pożegnać Ivan Rakitić, Arthur Melo i Arturo Vidal.
Tak więc z punktu widzenia polskiego kibica wieści, że Zieliński przedłużył kontrakt z SSC Napoli, wcale nie są dobre, bo to oznaczałoby, że nie podejmie on wyzwania i nie spróbuje sił w ekipie „Dumy Katalonii” u boku Leo Messiego. Byłby pierwszym Polakiem w FC Barcelona. Przyjemnie byłoby widzieć przy jego nazwisku w składzie reprezentacji Polski, że na co dzień jest graczem jednego z najsłynniejszych klubów na świecie.

Zieliński zostaje, Milik nie

W zmagających się z koronawirusem Włoszech w mediach sportowych z rzadka tylko przebijają się informacje nie związane z pandemią. Jedną z takich była podana niedawno przez dziennik „Corriere dello Sport” wiadomość, iż SSC Napoli finalizuje trwające od wielu miesięcy negocjacje z dwójką polskich piłkarzy – Piotrem Zielińskim i Arkadiuszem Milikiem.

Obaj reprezentanci Polski są ważnymi graczami SSC Napoli i obu klub należący do znanego projektanta mody Aurelio De Laurentisa chciał zatrzymać na dłużej. Negocjacje były trudne, ale kością niezgody nie były finansowe oczekiwania Zielińskiego i Milika, bo obu oferowane im podwyżki satysfakcjonowały, lecz kwoty jakie klub z Neapolu chciał wpisać do ich nowych kontraktów w tzw. klauzulach odstępnego. Nie chodziło o przysłowiowe drobne, tylko o okrągłe 100 milionów euro za każdego. Przy całym szacunku dla piłkarskich umiejętności i dokonań Zielińskiego i Milika, żaden z nich nie jest wart takich pieniędzy, więc zgoda na taką wysoką kwotę odstępnego oznacza zdanie się na łaskę i niełaskę klubu.
Na coś takiego wedle „Corriere dello Sport” właśnie przystał Zieliński, który w zamian za kontrakt do czerwca 2025 roku gwarantujący mu trzy miliony euro rocznie plus bonusy za oddanie praw marketingowych do wizerunku oraz premie za wyniki, zgodził się na owe 100 milionów w klauzuli odstępnego.
Zatrzymanie 26-letniego polskiego pomocnika było dla klubu władz SSC Napoli priorytetem, bo stał się on ważnym ogniwem zespołu „Azzurrich”, a jego obecny kontrakt wygasa z końcem czerwca przyszłego roku. Dlatego zgodzono się na żądaną przez niego niemal stuprocentową podwyżkę wynagrodzenia (do tej pory Zieliński zarabiał rocznie 1,8 mln euro) oraz przedłużenie umowy do połowy 2025 roku. W zamian reprezentant Polski musiał jednak ustąpić w kwestii wysokości odstępnego, co też wedle włoskich mediów w końcu uczynił. Zieliński występuje w zespole SSC Napoli od 2016 roku. W tym sezonie zagrał w 35 meczach we wszystkich rozgrywkach, strzelił dwa gole i zaliczył pięć asyst.
Urodzony 20 maja 1994 w Ząbkowicach Śląskich Zieliński jako 13-latek trafił w 2007 roku do Zagłębia Lubin, skąd cztery lata później trafił do Udinese Calcio. I od tego czasu swoją piłkarską karierę kontynuuje na Półwyspie Apenińskim. Udinese na dwa sezony wypożyczyło go do Empoli, a następnie w 2016 roku oddało na zasadzie transferu definitywnego do Napoli. Z tym klubem mający obecnie na koncie 51 występów w reprezentacji Polski piłkarz związał się pięcioletnim kontraktem, który teraz właśnie zostanie wydłużony do 2025 roku. Branżowe portale szacują aktualną transferową wartość Zielińskiego na 40 mln euro.
Tymczasem drugi z naszych piłkarzy w SSC Napoli, Arkadiusz Milik, twardo odmawia zgody na wpisanie do kontraktu stumilionowej kwoty odstępnego. On jest rówieśnikiem Zielińskiego i także trafił do SSC Napoli latem 2016 roku, tyle że z Ajaksu Amsterdam, gdzie zaliczył dwa udane sezony. Rozegrał w tym czasie w barwach holenderskiego zespołu 75 meczów, strzelił w nich 47 goli i zanotował 21 asyst. Nic dziwnego, że klub z Neapolu zapłacił za jego transfer 32 mln euro. Milika dopadł jednak pech, bo dwukrotnie zerwał więzadła krzyżowe – najpierw 8 października 2016 roku podczas meczu reprezentacji Polski w lewym kolanie, a potem, 23 września 2017 roku, w ligowym spotkaniu ze SPAL 2013, także w prawym kolanie. Wrócił na boisko 3 marca 2018 roku w ligowym spotkaniu z AS Roma.
Mimo tych dwóch ciężkich kontuzji jego transferową wartość branżowe portale wyceniają na 40 mln euro. W Napoli napastnik reprezentacji Polski zarabia obecnie 2,5 mln euro, a Aurelio De Laurentiis jest skłonny podnieść mu w nowej umowie gażę o półtora miliona, czyli do kwoty czterech milionów euro. I jest to ponoć wynagrodzenie w zupełności satysfakcjonujące Milika, ale mimo to nie chce on zgodzić się na zapis o 100 mln euro w klauzuli odstępnego. Zapewne dlatego, że jego agent otrzymuje wiele zapytań z innych klubów, bo już za rok Milik wypełni kontrakt i zostanie wolnym zawodnikiem, co de facto oznacza, że przy podpisaniu kontraktu z nowym klubem on dostanie górę pieniędzy, a Napoli ani grosza.
Tak więc wszystko przemawia za tym, że jeśli Milik nie zgodzi się na stumilionową klauzulę odstępnego, już tego lata zostanie wystawiony na listę transferową. Dla Napoli będzie to ostatni moment, żeby zarobić na polskim napastniku, ale nikt nie zapłaci im więcej niż 30-35 mln euro. Włoskie media donoszą, że reprezentantem Polski zainteresowanie wykazuje Atletico Madryt, którego trener, Diego Simeone, szuka mocnego konkurenta dla Diego Costy, Joao Felixa i Alvaro Moraty. Ale chęć pozyskania Milika zdradziły też dwa włoskie kluby – Juventus Turyn i Ac Milan.