Zieliński nadal będzie grał dla De Laurentiisa

Trwająca wiele miesięcy saga transferowa z Piotrem Zielińskim w roli głównej chyba w końcu dobiegła końca. Właściciel SSC Napoli Aurelio De Laurentiis potwierdził, że reprezentant Polski przedłużył kontrakt do 2024 roku.

Dotychczasowa umowa Zielińskiego z Napoli wygasała w czerwcu 2021 roku. Od kilku miesięcy pomocnik reprezentacji Polski negocjował nowy kontrakt. Główną przeszkodą w zawarciu porozumienia było żądanie De Laurentiis wpisania do umowy z Zielińskim tzw. klauzuli odstępnego w wysokości 100 mln euro. Zgodę na wpisanie takiej samej kwoty właściciel Napoli chciał też wymusić na Arkadiuszu Miliku, ale z jego strony napotkał zdecydowanie mocniejszy opór.
Zieliński też znajdował się na liście życzeń kilku klubów, ale on, w odróżnieniu od Milika, chyba nie chciał opuszczać Neapolu. Ostatecznie zgodził się na owe 100 mln euro odstępnego, lecz w zamian wynegocjował dla siebie znaczną podwyżkę wynagrodzenia. Wedle różnych źródeł nowy kontrakt zapewni mu roczną gażę w wysokości 5,5 mln euro brutto do 2024 roku. Aurelio De Laurentiis podczas poniedziałkowej konferencji prasowej dotyczącej aktualnej sytuacji w zespole potwierdził, że Zieliński przedłużył umowę i nadal będzie reprezentować barwy SSC Napoli.
Tego dnia pojawiła się też informacja, że ten piłkarz przedłużył też umowę z reprezentującą jego interesy agencją BMG Sport. Zieliński będzie teraz jednym z najlepiej zarabiających polskich piłkarzy. Wśród nich rekordzistą jest oczywiście Robert Lewandowski, który w Bayernie zarabia ponoć ponad 20 mln euro rocznie. Ale w Serie A z polskich zawodników więcej od Zielińskiego zarabiać będzie tylko bramkarz Juventusu Wojciech Szczęsny, któremu niedawno przedłużony kontrakt gwarantuje rocznie ponad siedem milionów euro.
Dla SSC Napoli zatrzymanie Zielińskiego to duża korzyć. 26-letni Polak trafił do tego klubu z Udinese Calcio w 2016 roku za 16 mln euro. Przez cztery sezony zagrał w 192 meczach, w których zdobył 22 gole i zanotował 15 asyst. Ale w poprzednim sezonie w 49 rozegranych spotkaniach zdobył zaledwie dwie bramki i zaliczył sześć asyst. Kibice SSC Napoli liczą, że teraz, gdy już będzie miał głowę wolną od myśli o transferze do innego klubu i skupi się tylko na treningach i grze, w pełni ujawni swój wielki talent i jeszcze większe możliwości. „Rozmawialiśmy o przedłużeniu umowy od jakiegoś czasu. Z mojej strony mogę tylko powiedzieć, że czuję się dobrze w Napoli i chcę tu nadal grać. Także dlatego, że świetnie układa mi się w współpraca z trenerem Gattuso. On jest bardzo charyzmatyczny, ale jego rady są pomocne i mam nadzieję, że dzięki nim będę coraz lepszym i skuteczniejszym piłkarzem” – powiedział Zieliński w rozmowie z włoskim oddziałem Sky Sports.
Na taki happy end nie ma natomiast szans drugi z Polaków w Napoli, Arkadiusz Milik. De Laurentiis jest ostatnio na niego bardzo cięty i wręcz wypowiedział mu prywatną wojnę.

48 godzin sport

Milik i Zieliński z pucharem
Piłkarze SSC Napoli wygrali po rzutach karnych z Juventusem Turyn w finale Pucharu Włoch. W ekipie zwycięzców wystąpiło dwóch polskich graczy – Piotr Zieliński grał do 88. minuty, a Arkadiusz Milik (na zdjęciu) wszedł w 66. minucie za Belga Driesa Mertensa. W regulaminowym czasie spotkanie zakończyło się wynikiem 0:0, ale sędzia nie zarządził dogrywki, co było wcześniej ustalone, tylko od razu przeszedł do konkursu rzutów karnych. Szczęście tego dnia sprzyjało ekipie z Neapolu, bo wyznaczeni do „jedenastek” przez trenera Gennaro Gattuso zawodnicy nie pudłowali, natomiast w drużynie Juventusu swoje rzuty karne zmarnowali Paulo Dybala i Danilo. Jako ostatni z piątki graczy SSC Napoli naprzeciwko bramkarza Juve Gianluigiego Buffona (Wojciech Szczęsny w Pucharze Włoch ustąpił miejsca swojemu sławnemu dublerowi) stanął Milik i pewnie pokonał blisko 42-letniego golkipera. Puchar Włoch to pierwsze trofeum Milika i Zielińskiego w barwach Napoli.

Hokejowa kadra Polski straciła selekcjonera
Polski Związek Hokeja na Lodzie nie przedłużył kontraktu z selekcjonerem reprezentacji Tomaszem Valtonen. Mający polskie korzenie fiński szkoleniowiec prowadził kadrę hokeistów przed dwa lata. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata Dywizji 1B w Tallinie nie zdołał z nią wywalczyć awansu na zaplecze hokejowej elity (do Dywizji 1A). W tym roku mistrzostwa miały zostać rozegrane w Katowicach, ale je odwołano z powodu pandemii koronawirusa. W lutym Polacy wygrali turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich rozegrany w kazachskim Nur-Sułtanie, pokonując faworyzowaną reprezentację gospodarzy oraz Holandię i Ukrainę. O prawo gry na igrzyskach walczyć będą za rok w sierpniu w Bratysławie ze Słowacją, Austrią i Białorusią. Prezes PZHL Mirosław Minkina wyjaśnił, że głównym powodem rozstania z z Valtonenem jest to, że ani on, ani żaden z jego fińskich współpracowników w nowym sezonie nie będzie pracował w Polsce. Decyzja o zatrudnieniu nowego trenera kadry ma zostać ogłoszona 23 czerwca.

Koronawirus dopadł piłkarzy rosyjskiego klubu
U sześciu piłkarzy klubu rosyjskiej ekstraklasy FK Rostów stwierdzono koronawirusa. W związku z tym cały zespół rozpoczął 14-dniową kwarantannę – poinformowano w środę. Wstrzymane w połowie marca rozgrywki mają być wznowione w piątek. Ekipa z Rostowa zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli i pierwszego dnia restartu miała się zmierzyć z zespołem z Soczi. Nie ujawniono nazwisk zakażonych, ale poinformowano, że łącznie mieli oni bliski kontakt z 42 osobami związanymi z klubem.

Gra piłkarska ekstraklasa
Zestaw par 31. kolejki. Grupa mistrzowska: Legia Warszawa – Śląsk Wrocław, niedziela, 17:30; Cracovia – Jagiellonia Białystok, niedziela, godz. 15:00; Piast Gliwice – Lech Poznań, sobota, 17:30; Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk, niedziela, godz. 12:30. Grupa spadkowa: Górnik Zabrze – Korona Kielce, piątek, godz. 20:30; Raków Częstochowa – Wisła Kraków, sobota,. godz. 20:00; Zagłębie Lubin – ŁKS Łódź, piątek, godz. 18:00; Wisła Płock – Arka Gdynia, sobota, godz. 15:00.

Siatkarze zagrają z Niemcami w Zielonej Górze
Szeroka kadra reprezentacji Polski zakończyła pierwszą część zgrupowania w Spale. Na początku lipca zbierze się ponownie. PZPS poinformował, że zawarto porozumienie z niemiecką federacją i ekipa trenera Vitala Heynena w lipcu zagra w Zielonej Górze dwa mecze z reprezentacją Niemiec. W tej chwili nie przewiduje się udziału widzów. Pierwszy mecz z Niemcami zostanie rozegrany 22 lipca o 20:20, drugi dzień później o 18:00. Oba spotkania będą transmitowane przez Polsat Sport.

Polscy piłkarze nie zyskują na wartości

Łukasz Piszczek nie zapobiegł porażce Borussii Dortmund we wtorkowym meczu z Bayernem Monachium (0:1) w 28. kolejce Bundesligi, ale skutecznie przeszkodził Robertowi Lewandowskiemu z strzeleniu gola i tym samym znacznie zmniejszył jego szanse na pobicie legendarnego rekordu bramkowego Gerda Muellera.

Dla Borussii potyczka z Bayernem na własnym stadionie była ostatnią okazją, żeby dogonić monachijską jedenastkę, która przed 28. kolejką miała cztery punkty przewagi. Żeby ten ambitny cel udało się osiągnąć, należało w pierwszej kolejności powstrzymać Roberta Lewandowskiego. Jednym z graczy oddelegowanych do tego zadania był Łukasz Piszczek. Od dawna wiadomo, że obaj polscy piłkarze nie mają dobrych relacji, a poza tym Piszczek jest teraz kapitanem drużyny z Dortmundu, zatem miał podwójny powód, żeby nie patyczkować się w starciach z „Lewym”. I trzeba przyznać, że w środkach nie przebierał i kilka razy solidnie najlepszego strzelca bawarskiej jedenastki poturbował. Ostatecznie Lewandowski gola nie strzelił, ale zrobił to w pięknym stylu Joshua Kimmich i to jego trafienie zapewniło Bayernowi komplet punktów. Tak więc nic nie wyszło z wielkiego strzeleckiego pojedynku „Lewego” z okrzyczanym już na jego następcę 19-letnim Norwegiem Earlingiem Haalandem, który także bramki nie zdobył, a jeszcze na domiar złego musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.
W niemieckich mediach lepsze noty przyznawano na ogół Piszczkowi, podkreślając przy tym nie bez złośliwości, że „Lewy” zaczął być widoczny dopiero w ostatnich 10 minutach spotkania, gdy boisko opuścił Piszczek, za którego dla wzmocnienia ataku wszedł Mario Goetze. „Staruszek po raz kolejny pokazał, że zasłużył na nowy kontrakt. Po ra kolejny udowodnił, że mimo swoich 34 lat wciąż jest czołowym obrońcą w Bundeslidze” – pisano w komentarzach. Dla Piszczka mecz z Bayernem był 23. występem w tym sezonie Bundesligi i siódmym meczem ligowym z rzędu w roli kapitana zespołu.
Poprzeczka w górę, ale cena w dół
Co się zaś tyczy Lewandowskiego, to znowu poddawany jest w Niemczech niebywałej presji. Tym razem wszyscy fani futbolu w tym kraju zastanawiają się, czy Polak zdoła w tym sezonie pobić legendarny rekord strzelecki Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył 40 bramek, co jest do dzisiaj rekordem Bundesligi. Przez blisko pół wieku nikt nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia, a i Lewandowski jest od tego daleki, bo ma w tej chwili na koncie 27 goli, lecz już tylko sześć meczów do końca sezonu. Nawet dla niego uzyskanie 13 trafień w sześciu występach wydaje się zadaniem ponad siły, ale sam fakt, że tyle się w Niemczech o tym spekuluje, bynajmniej nie działa na korzyść kapitana reprezentacji Polski. Wręcz przeciwnie – stawiając tak wysoko Lewandowskiemu poprzeczkę, przestaje się doceniać należycie jego realne dokonania, czyli 27 goli w Bundeslidze i 41 trafień w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach. Ale taki to już los tego gracza, że im więcej na boisku pokazuje, tym więcej wszyscy od niego oczekują. I to potem rzutuje na wystawiane mu oceny, wycenę jego rynkowej wartości czy miejsce w prestiżowych rankingach.
Dowodzi tego choćby sporządzona ostatnio przez firmę doradczą KPMG Football Benchmark ocena transferowej wartości najdroższych na rynku polskich piłkarzy. Uczciwie oceniając, od kilku lat Lewandowski jest liderem tego zestawienia i jeśli coś się w tym względzie zmienia, to jedynie różnica między nim a resztą klasyfikowanych graczy.
Wedle oceny sporządzonej przez wspomniana agencję KPMG, rynkowa wartość czołowych pięciu polskich piłkarzy, grających w najsilniejszych ligach europejskich, w efekcie pandemii spadła o około 25 procent, z 245 do 180 mln euro. Numerem 1 jest w tym zestawieniu Lewandowski, którego w lutym wyceniano na 88 mln euro, a teraz jego wartość przeszacowano na kwotę 72 mln euro. To daje mu dopiero piątą lokatę w Bundeslidze, chociaż jest jednocześnie najwyżej wycenionym zawodnikiem Bayernu, lidera rozgrywek i murowanego faworyta do kolejnego z rzędu mistrzowskiego tytułu.
Kwartet także po przecenie
Drugi na liście najwartościowszych polskich piłkarzy jest bramkarz Juventusu Turyn Wojciech Szczęsny, którego rynkowa wartość zmniejszono z 52 do 40 mln euro. Wśród najdroższych bramkarzy w europejskich klubach daje mu to ósme miejsce.
Trzeci na liście jest napastnik SSC Napoli Arkadiusz Milik, którego właśnie ten włoski klub przymierza do transferu i chce za niego równe 50 mln euro. Ale wedle opinii analityków KPMG po przecenie koronawirusowej Milik, za którego Napoli zapłaciło w 2016 roki 35 mln euro, dzisiaj wart jest 27-29 mln euro. Jeszcze mocniej przeceniono trzeciego napastnika w tym gronie, Krzysztofa Piątka, który przeszedł z AC Milan do Herthy Berlin za 27 mln euro, zaś teraz wedle KPMG kosztuje nie więcej niż 21 mln euro. Piątek może jednak na takie wyceny bimbać, bo ma kontrakt do 2025 roku, dopiero 24 lata i sporo czasu, żeby podbić serca kibiców tego berlińskiego klubu.
W miniona środę w końcu przełamał strzelecką niemoc i w wyjazdowym spotkaniu Herthy z RB Lipsk, chociaż znowu wszedł na boisko z ławki rezerwowych, to strzelił gola na 2:2 i zapewnił swojej drużynie cenny punkt. Najdziwniejsza jest jednak przecena wartości Piotra Zielińskiego z 42 na 24 mln euro, bo ten 26-letni pomocnik jest dzisiaj obiektem pożądania kilku topowych europejskich klubów, więc chociaż Napoli oferuje mu za przedłużenie kontraktu podwojenie gaży, to wcale nie musi się na to godzić.
W badaniu KPMG Football Benchmark bierze pod uwagę dziesięć różnych czynników mających wpływ na wartość piłkarza, w tym między innymi wiek, pozycję na jakiej gra, długość kontraktu, wyniki zawodnika oraz klubu, potencjał medialny i reklamowy piłkarza.
Tymczasem piłkarz jest tyle wart, ile ktoś zechce za jego transfer zapłacić. A o tym zawsze decyduje przydatność na boisku.

Zieliński nie chce do Barcelony?

Włoskie media obwieściły koniec negocjacyjnej sagi z Piotrem Zielińskim w roli głównej. Wedle nich reprezentant Polski po wielu miesiącach targów doszedł w końcu do porozumienia z SSC Napoli i zgodził się przedłużyć kontrakt na kolejne pięć sezonów. Szefowie klubu z Neapolu przystali ponoć na stawiane przez polskiego piłkarza warunki, ponieważ zainteresowała się nim Barcelona.

Zieliński jest zawodnikiem SSC Napoli od lata 2016 roku i dzisiaj bez wątpienia należy do kluczowych graczy tego zespołu. Stawiali na niego wszyscy trenerzy, którzy w ostatnich sezonach prowadzili ekipę „Azzuri” – Maurizio Sarri (obecnie prowadzi Juventus), Carlo Ancelotti (dziś Everton) i teraz robi to Gennaro Gattuso. Dowodzi tego liczba minut spędzonych przez Polaka na boisku – w meczach Serie A z zespołu Napoli jedynie Giovanni Di Lorenzo rozegrał więcej minut od naszego reprezentacyjnego pomocnika – Włoch zaliczył ich 2250, a Zieliński 2153, a ponadto strzelił dwa gole i miał trzy asysty.
Ale drużyna z Neapolu w tym sezonie zawodzi oczekiwania swojego ambitnego właściciela, znanego producenta filmowego Aurelio de Laurentiisa. Po 26. kolejkach zajmuje dopiero szóstą lokatę, które w Serie A jest premiowane jedynie udziałem w mniej prestiżowej Lidze Europy. A de Laurentiis żąda od swoich piłkarzy walki o mistrzostwo Włoch, bo zdobycie scudetto jest jego wielkim marzeniem, a jego plan minimum dopuszcza zajęcie miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów.
Jego relacje z zawodnikami nie są w tym sezonie najlepsze, do czego przyczyniły się głównie nerwowe reakcje bossa po przegranych bataliach, gdy próbował karnie koszarować zespół w klubowym ośrodku treningowym. Nic dziwnego, że wielu kluczowych graczy planowało tego lata odejść z Napoli. Wśród nich także dwaj występujący w tym klubie reprezentanci Polski – wspomniany Zieliński oraz Arkadiusz Milik. Obu kończą się kontrakty, obaj byli jednak skłonni je przedłużyć i zaakceptowali nawet oferowane im wynagrodzenia. Kością niezgody stała się tzw. klauzula odstępnego, a dokładniej kwota, za jaką inne kluby mogłyby ich w przyszłości wykupić. De Laurentiis żądał wpisania w klauzuli 100 mln euro, co ewidentnie byłoby ceną zaporową. Milik się na to nie zgodził i w tej chwili jest już niemal przesądzone, że latem opuści Neapol. Zwłaszcza po tym, gdy działaczom udało się namówić do pozostania w klubie belgijskiego snajpera Driesa Mertensa.
Jeśli chodzi o Zielińskiego determinacja szefów SSC Napoli była zdecydowanie większa, bo na zatrzymanie tego gracza mocno naciskał trener Gattuso, ale sfinalizowanie negocjacji utrudniało nieprzejednane stanowisko właściciela klubu, który nie zamierzał się zgodzić ani na podwojenie zarobków (do 5 mln euro), czego żądał polski piłkarz, ani też zrezygnować ze stu milionów w klauzuli odstępnego, na co nie zgadzał się Zieliński. Pat w negocjacjach przerwały dopiero wieści, że reprezentantem Polski na serio zainteresowała się wielka Barcelona, umieszczając go na liście swoich transferowych życzeń. De Laurentiisa natychmiast poinformowano, że przedstawiciele katalońskiego klubu podjęli już rozmowy z reprezentującą interesy Polaka agencją BMG Sport.
Pogłoski o zainteresowaniu Barcelony Zielińskim mają mocne podstawy, bo nasz reprezentacyjny piłkarz wyrobił sobie dobrą markę, którą ugruntowały opinie wygłaszane o jego talencie przez uznanych trenerów, takich jak Juergen Klopp, który swego czasu chciał go ściągnąć do Liverpoolu, czy Maurizio Sarri, autor takiej oto opinii o polskim piłkarzu: „To zawodnik o niepodważalnych umiejętnościach. Może stać się jednym z najważniejszych piłkarzy w Europie. To niebywały talent, biorąc pod uwagę jego poziom techniczny, a do tego ma dobre cechy fizyczne. To będzie nowy Kevin De Bruyne”. Trudno o lepszą rekomendację.
Zainteresowanie działaczy „Dumy Katalonii” akurat Zielińskim też ma mocne uzasadnienie, bo 26-letni Polak znajduje się w najlepszym piłkarsko okresie swojej kariery, pod względem stylu gry i umiejętności operowania piłką spełnia wygórowane wymogi obowiązujące w FC Barcelona, a poza tym kataloński klub przymierza się po tym sezonie do przebudowy środkowej linii. Z klubem mają się pożegnać Ivan Rakitić, Arthur Melo i Arturo Vidal.
Tak więc z punktu widzenia polskiego kibica wieści, że Zieliński przedłużył kontrakt z SSC Napoli, wcale nie są dobre, bo to oznaczałoby, że nie podejmie on wyzwania i nie spróbuje sił w ekipie „Dumy Katalonii” u boku Leo Messiego. Byłby pierwszym Polakiem w FC Barcelona. Przyjemnie byłoby widzieć przy jego nazwisku w składzie reprezentacji Polski, że na co dzień jest graczem jednego z najsłynniejszych klubów na świecie.

Zieliński zostaje, Milik nie

W zmagających się z koronawirusem Włoszech w mediach sportowych z rzadka tylko przebijają się informacje nie związane z pandemią. Jedną z takich była podana niedawno przez dziennik „Corriere dello Sport” wiadomość, iż SSC Napoli finalizuje trwające od wielu miesięcy negocjacje z dwójką polskich piłkarzy – Piotrem Zielińskim i Arkadiuszem Milikiem.

Obaj reprezentanci Polski są ważnymi graczami SSC Napoli i obu klub należący do znanego projektanta mody Aurelio De Laurentisa chciał zatrzymać na dłużej. Negocjacje były trudne, ale kością niezgody nie były finansowe oczekiwania Zielińskiego i Milika, bo obu oferowane im podwyżki satysfakcjonowały, lecz kwoty jakie klub z Neapolu chciał wpisać do ich nowych kontraktów w tzw. klauzulach odstępnego. Nie chodziło o przysłowiowe drobne, tylko o okrągłe 100 milionów euro za każdego. Przy całym szacunku dla piłkarskich umiejętności i dokonań Zielińskiego i Milika, żaden z nich nie jest wart takich pieniędzy, więc zgoda na taką wysoką kwotę odstępnego oznacza zdanie się na łaskę i niełaskę klubu.
Na coś takiego wedle „Corriere dello Sport” właśnie przystał Zieliński, który w zamian za kontrakt do czerwca 2025 roku gwarantujący mu trzy miliony euro rocznie plus bonusy za oddanie praw marketingowych do wizerunku oraz premie za wyniki, zgodził się na owe 100 milionów w klauzuli odstępnego.
Zatrzymanie 26-letniego polskiego pomocnika było dla klubu władz SSC Napoli priorytetem, bo stał się on ważnym ogniwem zespołu „Azzurrich”, a jego obecny kontrakt wygasa z końcem czerwca przyszłego roku. Dlatego zgodzono się na żądaną przez niego niemal stuprocentową podwyżkę wynagrodzenia (do tej pory Zieliński zarabiał rocznie 1,8 mln euro) oraz przedłużenie umowy do połowy 2025 roku. W zamian reprezentant Polski musiał jednak ustąpić w kwestii wysokości odstępnego, co też wedle włoskich mediów w końcu uczynił. Zieliński występuje w zespole SSC Napoli od 2016 roku. W tym sezonie zagrał w 35 meczach we wszystkich rozgrywkach, strzelił dwa gole i zaliczył pięć asyst.
Urodzony 20 maja 1994 w Ząbkowicach Śląskich Zieliński jako 13-latek trafił w 2007 roku do Zagłębia Lubin, skąd cztery lata później trafił do Udinese Calcio. I od tego czasu swoją piłkarską karierę kontynuuje na Półwyspie Apenińskim. Udinese na dwa sezony wypożyczyło go do Empoli, a następnie w 2016 roku oddało na zasadzie transferu definitywnego do Napoli. Z tym klubem mający obecnie na koncie 51 występów w reprezentacji Polski piłkarz związał się pięcioletnim kontraktem, który teraz właśnie zostanie wydłużony do 2025 roku. Branżowe portale szacują aktualną transferową wartość Zielińskiego na 40 mln euro.
Tymczasem drugi z naszych piłkarzy w SSC Napoli, Arkadiusz Milik, twardo odmawia zgody na wpisanie do kontraktu stumilionowej kwoty odstępnego. On jest rówieśnikiem Zielińskiego i także trafił do SSC Napoli latem 2016 roku, tyle że z Ajaksu Amsterdam, gdzie zaliczył dwa udane sezony. Rozegrał w tym czasie w barwach holenderskiego zespołu 75 meczów, strzelił w nich 47 goli i zanotował 21 asyst. Nic dziwnego, że klub z Neapolu zapłacił za jego transfer 32 mln euro. Milika dopadł jednak pech, bo dwukrotnie zerwał więzadła krzyżowe – najpierw 8 października 2016 roku podczas meczu reprezentacji Polski w lewym kolanie, a potem, 23 września 2017 roku, w ligowym spotkaniu ze SPAL 2013, także w prawym kolanie. Wrócił na boisko 3 marca 2018 roku w ligowym spotkaniu z AS Roma.
Mimo tych dwóch ciężkich kontuzji jego transferową wartość branżowe portale wyceniają na 40 mln euro. W Napoli napastnik reprezentacji Polski zarabia obecnie 2,5 mln euro, a Aurelio De Laurentiis jest skłonny podnieść mu w nowej umowie gażę o półtora miliona, czyli do kwoty czterech milionów euro. I jest to ponoć wynagrodzenie w zupełności satysfakcjonujące Milika, ale mimo to nie chce on zgodzić się na zapis o 100 mln euro w klauzuli odstępnego. Zapewne dlatego, że jego agent otrzymuje wiele zapytań z innych klubów, bo już za rok Milik wypełni kontrakt i zostanie wolnym zawodnikiem, co de facto oznacza, że przy podpisaniu kontraktu z nowym klubem on dostanie górę pieniędzy, a Napoli ani grosza.
Tak więc wszystko przemawia za tym, że jeśli Milik nie zgodzi się na stumilionową klauzulę odstępnego, już tego lata zostanie wystawiony na listę transferową. Dla Napoli będzie to ostatni moment, żeby zarobić na polskim napastniku, ale nikt nie zapłaci im więcej niż 30-35 mln euro. Włoskie media donoszą, że reprezentantem Polski zainteresowanie wykazuje Atletico Madryt, którego trener, Diego Simeone, szuka mocnego konkurenta dla Diego Costy, Joao Felixa i Alvaro Moraty. Ale chęć pozyskania Milika zdradziły też dwa włoskie kluby – Juventus Turyn i Ac Milan.

Nowa nagroda w Lidze Mistrzów

W tegorocznej fazie pucharowej Ligi Mistrzów czeka nas pewna nowość. Po każdym spotkaniu wybrani przez UEFA tzw. obserwatorzy techniczni wybierać będą najlepszego piłkarza, który otrzyma pamiątkową statuetkę.

O nowej nagrodzie UEFA poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, publikując zdjęcie trofeum. Przypomina ono piłkę, którą rozgrywa się spotkania Ligi Mistrzów. Do tej pory indywidualne wyróżnienie otrzymywał jedynie najlepszy zawodnik meczu finałowego. W ubiegłym roku był to grający w Liverpoolu Holender Virgil van Dijk.
Jak podaje UEFA, o wyborze MVP decydować będą eksperci ze świata futbolu. Podczas meczów 1/8 finału będą to: Pat Bonner (były bramkarz, 80-krotny reprezentant Irlandii, legenda Celticu Glasgow), Cosmin Contra (73-krotny reprezentant Rumunii, grał m.in. w AC Milan i Atletico Madryt), Aitor Karanka (25-krotny reprezentant Hiszpanii, występował głównie w Realu Madryt i Athletic Bilbao), Robbie Keane (146-krotny reprezentant Irlandii, strzelec 68 goli, gracz m.in. FC Liverpool, West Hamu i Tottenhamu), Roberto Martinez (hiszpański trener reprezentacji Belgii), Gines Melendez (hiszpański trener, ostatnio koordynator reprezentacji młodzieżowych Hiszpanii), Phil Neville (59-krotny reprezentant Anglii, obecnie trener kobiecej kadry tego kraju), Willi Ruttensteiner (dyrektor sportowy austriackiej federacji piłkarskiej) i Gareth Southgate (57-krotny reprezentant Anglii, obecnie selekcjoner angielskiej kadry).
Szansę na występ w 1/8 finału ma sześciu Polaków: Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński (SSC Napoli) oraz zgłoszony do kadry jako trzeci bramkarz Marcin Bułka (Paris Saint-Germain).
W tym tygodniu zostaną rozegrane cztery pierwsze spotkania 1/16 Ligi Mistrzów. We wtorek Borussia Dortmund zmierzyła się u siebie z Paris Saint Germain, a Atletico Madryt z FC Liverpool (spotkania te zakończyły się po zamknięciu wydania). W środę natomiast Atalanta Bergamo zagra z Valencią, a Tottenham z RB Lipsk.

Milik i Zieliński nie chcą być za drodzy

W 22. kolejce włoskiej Serie A Juventus Turyn pokonał Fiorentinę 3:0. W tym meczu doszło do pojedynku dwóch polskich bramkarzy – Wojciecha Szczęsnego i Bartłomieja Drągowskiego. W poniedziałek natomiast dojdzie do starcia Sampdorii Genua (Bartosz Bereszyński, Karol Linetty) z SSC Napoli (Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik).

Bohaterem spotkania Juventusu z Fiorentiną był strzelec dwóch goli Cristiano Ronaldo. Portugalczyk powiększył swoje konto bramkowe w ekipie „Starej Damy” do 50 trafień. Z naszych bramkarzy lepsze noty zebrał Szczęsny, który popisał się kilkoma efektownymi paradami.
W kończącym 22. kolejkę poniedziałkowym spotkaniu Sampdorii Genua z SSC Napoli ma wystąpić aż czterech polskich piłkarzy. We włoskich mediach przy tej okazji pojawiły się nowe informacje o kulisach negocjacji Zielińskiego i Milika w sprawie przedłużenia ich kontraktów z klubem z Neapolu.
Dziennik „La Gazzetta dello Sport” podał, że obaj Polacy zaakceptowali warunki finansowe, które mają obowiązywać do do końca czerwca 2024 roku. Zieliński ponoć ma zarabiać dwa mln euro rocznie, a Milik trzy miliony. Kością niezgody są jedynie kwoty tzw. odstępnego. Włoski klub chce w umowie z Zielińskim wpisać 80 mln euro, z Milikiem aż 100 mln euro. Obaj reprezentanci Polski nie chcą się na to zgodzić i są gotowi przystać na odstępne w wysokości 50 mln euro. Włoski dziennik twierdzi, że władze Napoli podobno są gotowe pójść na ustępstwo w przypadku Zielińskiego, ale nie chcą słyszeć o niżej kwocie niż sto milionów w klauzuli Milika. Napastnik reprezentacji Polski obstaje przy swoim, co w przypadku braku porozumienia oznacza, że latem opuści ekipę SSC Napoli.

Przypomniał się Zieliński

Wydarzeniem piłkarskiego weekendu we Włoszech był kończący 21. kolejkę niedzielny mecz Napoli z Juventusem. Wystąpiło w nim trzech reprezentantów Polski – Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Wojciech Szczęsny.

Juventus Turyn to lider Serie A i aktualny mistrz kraju, a zespół SSC Napoli poprzedni sezon zakończył na drugim miejscu. W obecnych rozgrywkach ekipa z Neapolu spisuje się jednak znacznie gorzej i zajmuje dopiero 12. miejsce ze stratą 24 punktów do prowadzącego Juventusu. To oczywiście jest poniżej aspiracji tego klubu, ale zespół dopadł wyraźny regres formy, którego nie potrafił przełamać poprzedni trener, Carlo Ancelotti, a i jego następca, Gennaro Gattuso, ma z tym poważny problem. W niedzielę kibice wybaczyli mu jednak wszystkie wcześniejsze potknięcia, bo chociaż zespół Napoli nie zagrał tak efektownie, jak oczekują jego fani oraz właściciel klubu Aurelio De Laurentis, to jednak zdołał wygrać z liderem 2:1.
Wszystkie trzy bramki padły w drugiej połowie spotkania, a prowadzenie dla ekipy gospodarzy uzyskał Piotr Zieliński, który dopadł w polu karnym wybitą przez Wojciecha Szczęsnego piłkę po strzale Lorenzo Insigne. Trzeci z naszych reprezentantów, Arkadiusz Milik, zagrał nawet lepiej od Zielińskiego, ale znalazł się w jego cieniu, bo nie zdołał pokonać Szczęsnego (drugiego gola dla Napoli strzelił Insigne, a honorowego dla Juve Cristiano Ronaldo). Milik i Szczęsny zagrali cały mecz, natomiast Zieliński został w 81. minucie zmieniony, ale gdy schodził z boiska, kibice żegnali go brawami.
Porażka w Neapolu nie zmieniła układu sił w czołówce Serie A. Ekipa „Starej Damy” utrzymała pozycję lidera z przewagą trzech punktów nad drugim Interem Mediolan i pięciu nad trzecim Lazio Rzym. W następnej kolejce Juventus zagra u siebie z Fiorentiną, co dla Szczęsnego będzie okazją do konfrontacji ze zbierającym coraz lepsze noty bramkarzem Bartłomiejem Drągowskim. Natomiast Napoli zmierzy się z Sampdorią Genua, w której także występuje dwóch polskich piłkarzy – Bartosz Bereszyński oraz Karol Linetty.

Tłum Polaków w Serie A

W rozegranej w miniony weekend 18. kolejce włoskiej serie A wystąpiła spora grupa polskich piłkarzy. Największe powody do zadowolenia z nich miał Wojciech Szczęsny. Bramkarz reprezentacji Polski zagrał w podstawowym składzie Juventusu Turyn w wygranym przez jego zespół 4:0 meczu z Cagliarii.

Szczęsny nie miał wiele pracy w tym spotkaniu, ale utrzymał koncentrację i był zawsze na posterunku w chwilach potrzeby. Włoskie media podały, że Polak na początku roku parafował nowy kontrakt z turyńskim klubem do konca czerwca 2024 roku, wedle którego będzie zarabiał 7 mln euro rocznie, co daje mu miejsce w pierwszej dziesiątce najlepiej opłacanych graczy w Serie A. Bohaterem meczu z Cagliari był jednak numer 1 na tej liście Cristiano Ronaldo, który sam strzelił trzy gole, a przy czwartym zanotował asystę. W przegranym zespole debiut we włoskiej ekstraklasie zaliczył pozyskany z Pogoni Szczecin 19-letni Sebastian Walukiewicz. Nasz młody środkowy obrońca wypadł przyzwoicie i nie zawinił przy żadnej ze straconych bramek, a w kilku sytuacjach popisał się znakomitymi interwencjami.

Z kolei mecz Bologny z Fiorentiną był pojedynkiem dwóch innych polskich bramkarzy – Łukasza Skorupskiego i Bartłomieja Drągowskiego. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, ale gorzej wypadł Drągowski, bo to po jego błędzie w 94. minucie zespół z Florencji stracił prowadzenie.

Kolejne polsko-polskie starcie miało miejsce w potyczce Hellas Verony ze SPAL 2013. Mariusz Stępiński strzelił gola dla Hellas Verona, ale była to dopiero jego druga ligowa bramka w tym sezonie. Stępiński wszedł na boisko w 73. minucie w miejsce Giampaolo Pazziniego, a w barwach Verony zagrał jeszcze Paweł Dawidowicz, który pojawił się na boisku w 90. minucie za Valerio Verre. Natomiast w zespole SPAL cały mecz rozegrał reprezentant Polski Thiago Cionek, a inny z naszych piłkarzy, Bartosz Salamon, spotkanie spędził na ławce rezerwowych. W składzie ekipy gospodarzy zabrakło leczącego kontuzję regularnie powoływanego ostatnio do kadry Arkadiusza Recy.

Na ławce rezerwowych Udinese całe wyjazdowe spotkanie z Lecce spędził natomiast zapomniany już nieco w Polsce Łukasz Teodorczyk. Jego zespół wygrał 1:0, a we włoskich mediach coraz częściej pojawiają się głosy, że ocierający się jeszcze kilka lat temu o kadrę Polski Teodorczyk nie ma żadnej przyszłości w Udinese i szykuje się do zmiany klubu.

Podobne opinie krążą w przypadku Krzysztofa Piątka. Przeżywający kryzys formy napastnik reprezentacji Polski zaczął wprawdzie spotkanie AC Milan z Sampdorią Genua w wyjściowej jedenastce, ale już w 55. minucie został zmieniony przez Zlatana Ibrahimovicia. Był to powrót szwedzkiego napastnika do mediolańskiego zespołu po wielu latach przerwy, więc fani zgotowali mu owację na stojąco. 38-letni weteran nie zdołał jednak poprawić miernego poziomu gry ekipy Milanu i mecz zakończył się wynikiem 0:0. W drugiej połowie sezonu to jednak on będzie podstawowym napastnikiem rossonerich, a Piątek co najwyżej jego zmiennikiem. Chyba, że znów zacznie strzelać gole jak w poprzednim sezonie, na co raczej się nie zanosi. Wypada odnotować, że w zespole Sampdorii w pełnym wymiarze czasowym wystąpiło dwóch polskich piłkarzy – Karol Linetty i Bartosz Bereszyński.

Kolejnych dwóch – Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński, rozegrało natomiast pełne spotkania w barwach SSC Napoli w kończącym 18. kolejkę meczu z Interem Mediolan. Drużyna z Neapolu nie wykorzystała atutu własnego boiska i przegrała 1:3, a honorowe trafienie dla gospodarzy uzyskał Milik. Dla reprezentanta Polski było to siódme ligowe trafienie w obecnych rozgrywkach. W klasyfikacji strzelców nasz piłkarz zajmuje odległe 11. miejsce. Prowadzi z dorobkiem 19 goli Ciro Immobile z Lazio Rzym.
Liderem rozgrywek jest Juventus z 45. golami na koncie, tyle samo ma drugi Inter, a trzecia lokatę z 39. punktami i zaległym meczem do rozegrania zajmuje Lazio. Z pozostałych zespołów z Polakami w składzie najwyżej plasuje się Cagliari (6. miejsce), Napoli zajmuje ósmą lokatę, Bologna 10., Milan 11., Hellas Verona 12., Udinese 13., Fiorentina 15., Sampdoria 16., a SPAL jest na ostatnim 18. miejscu.

 

Szczęściarze i pechowcy

W poniedziałek 16 grudnia w siedzibie UEFA w Lyonie odbyło się losowanie par 1/8 finału Ligi Mistrzów, a także 1/16 finału Ligi Europy. W najbardziej prestiżowym z europejskich pucharów w stawce zostały wyłącznie zespoły z pięciu najsilniejszych lig na naszym kontynencie, co jest ewenementem, ale też potwierdzeniem tezy, że najbogatsze kluby mają coraz większą przewagę.

Coś takiego w Lidze Mistrzów zdarzyło się po raz pierwszy. Do tej pory dwukrotnie do 1/8 finału awans zdobywały zespoły z sześciu krajowych lig, ale sytuacja, że wszystkie szesnaście drużyn wywodzi się z pięciu legitymujących się najwyższym rankingiem UEFA (angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej, niemieckiej i francuskiej), zdarzyła się po raz pierwszy. Było w tym trochę przypadku, bo na przykład Zenit Petersburg przed ostatnią kolejką fazy grupowej zajmował drugą lokatę i pokpił sprawę w ostatnim spotkaniu. Dla kibiców futbolu taka sytuacja to gratka, bo w gronie 16 zespołów nie ma już słabeuszy, zatem w 1/8 finału czekają nas wyrównane i zacięte potyczki.

W Lidze Mistrzów gra toczy się jednak o wielkie pieniądze, a europejscy potentaci nie zamierzają dzielić się nimi z maluczkimi. Triumfator obecnej edycji tych rozgrywek może tylko z premii zarobić najmniej 65 milionów euro. W sumie 32 uczestniczące w rywalizacji zespoły podzielą między sobą około dwóch miliardów euro. Za awans do fazy grupowej UEFA płaciła 15 mln euro. Zwycięstwo w grupie było premiowane kwotą 2,7 mln euro. Za awans do wielkiego finału UEFA wyznaczyła kwotę 15 mln, a zwycięzca dostanie ponadto bonus w wysokości 4 mln euro. Do tego trzeba oczywiście doliczyć jeszcze blisko 300 mln euro z tytułu marketingowej wartości Champions League, a kwota ta zostanie rozdysponowana wedle wartości medialnej zespołów.

Przed losowaniem par 1/8 finału było wiadomo, że zwycięzcy grup zostaną rozstawieni i że zespoły rywalizujące ze sobą w grupach oraz pochodzące z jednego kraju nie trafią na siebie. Los nie uśmiechnął się do Manchesteru City prowadzonego przez Pepa Guardiolę i Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Angielski zespół wygrał swoją grupę, ale miał pecha, że z nierozstawionych drużyn trafił akurat na „Królewskich”. Szanse obu zespołów są jednak równe. Broniący tytułu FC Liverpool też nie miał szczęścia w losowaniu, bo wpadł na Atletico Madryt, przeciwnika od lat szalenie niewygodnego dla każdego rywala. Wątpliwe jest też aby zadowoleni z „przydziału” byli gracze Chelsea Londyn, którym los za przeciwnika wyznaczył Bayern Monachium. Czwarty z angielskich zespołów, Tottenham Hotspur, finalista poprzedniej edycji Champions League, wylosował aktualnego lidera Bundesligi RB Lipsk i raczej na pewno z tego powodu w szatni „Kogutów” nie strzelały korki od szampana.

W fazie play off Ligi Mistrzów zobaczymy wiosną cztery zespoły z polskimi piłkarzami w składzie: Bayern Monachium (Robert Lewandowski), Juventus Turyn (Wojciech Szczęsny), Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek) i SSC Napoli (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński). Z naszych graczy względnie zadowolony po losowaniu mógł być chyba tylko Wojciech Szczęsny, bo jego Juventus uniknął największych potęg i zmierzy się z przeciętnie w tym sezonie spisującym się w rodzimej lidze Olympique Lyon. Łukasza Piszczka i zespół z Dortmundu czekają natomiast starcie z potentatem francuskiej Ligue 1 Paris Saint-Germain, którego trenerem jest były szkoleniowiec Borussii Thomas Tuchel, zaś Zielińskiego i Milika w barwach SSC Napoli z zawsze wielką Barceloną Leo Messiego.

Pierwsze spotkania 1/8 finału zaplanowano na 18-19 oraz 25-26 lutego. Rewanże odbędą się odpowiednio 10-11 oraz 17-18 marca. Losowanie ćwierćfinałów oraz półfinałów zaplanowano na 20 marca. Finał obecnej edycji Ligi Mistrzów wyznaczono na 30 maja na Ataturk Olimpiyat w Stambule.

W poniedziałek rozlosowano też pary 1/16 ligi Europy. W tych rozgrywkach uczestniczy już tylko dwóch polskich piłkarzy – Jacek Góralski i Jakub Świerczok. Obaj grają w bułgarskim Łudogorcu Razgrad, który ma niewielkie szanse na awans do kolejnej rundy, bo trafił na Inter Mediolan. Pierwsze mecze zaplanowano na 20 lutego, rewanże tydzień później.

Pary 1/8 finału Ligi Mistrzów:
Borussia Dortmund – Paris Saint-Germain, Real Madryt – Manchester City, Atalanta Bergamo – Valencia CF, Atletico Madryt – FC Liverpool, Chelsea Londyn – Bayern Monachium, Olympique Lyon – Juventus Turyn, Tottenham Hotspur– RB Lipsk, SSC Napoli – FC Barcelona.

Pary 1/16 finału Ligi Europy:
Wolverhampton Wanderers – Espanyol Barcelona, Sporting Lizbona – Basaksehir Stambuł, Getafe CF – Ajax Amsterdam, Bayer Leverkusen – FC Porto, FC Kopenhaga – Celtic Glasgow, APOEL Nikozja – FC Basel, CFR Cluj – FC Sevilla, Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn, AZ Alkmaar – LASK Linz, Club Brugge – Manchester United, Łudogorec Razgrad – Inter Mediolan, Eintracht Frankfurt – Red Bull Salzburg, Szachtar Donieck – Benfica Lizbona, VfL Wolfsburg – Malmoe FF, AS Roma – KAA Gent, Glasgow Rangers – SC Braga.