Za słabi na silnych, za mocni na słabych

Po fatalnym występie biało-czerwonych w spotkaniu z Włochami na Jerzego Brzęczka spadła lawina krytyki i żądań jego dymisji. Mecz z Holendrami był więc dla selekcjonera z gatunku „o życie”, bo w przypadku ponownego blamażu nawet podkreślający swoją niezależność w tej kwestii prezes PZPN Zbigniew Boniek nie miałby innego wyboru. Po porażce z ekipą „Oranje” 1:2 zwalniać Brzęczka nie ma powodu, co jednak wcale nie znaczy, że nie musi już się nad tym zastanawiać.

Brzęczek w wypowiedziach udzielanych po meczu z Włochami z naciskiem podkreślał, że w jego ocenie nie ma żadnych przesłanek do udzielenia mu dymisji, bo wykonał wszystkie zadania, jakie postawiły przed nim władze PZPN. Wywalczył awans do finałów mistrzostw Europy, utrzymał zespół w najwyższej dywizji Ligi Narodów, a w trakcie tych zmagań wprowadził jeszcze do kadry całą grupę młodych i obiecujących zawodników. Jego ogólny bilans spotkań też nie wygląda tragicznie. Reprezentacja pod wodzą Brzęczka rozegrała dotąd 24 mecze, z których 12 wygrała, pięć zremisowała, a w siedmiu doznała porażek. Gdy jednak weźmie się pod uwagę wyłącznie potyczki z zespołami z najwyższej europejskiej półki, to bilans już taki korzystny nie jest. W ostatnich dwóch latach biało-czerwoni rozegrali osiem meczów z zespołami z elity – cztery z ekipą Włoch, a po dwa z Portugalią i Holandią. Nie wygrali żadnego z tych spotkań, trzy zremisowali, a w pięciu doznali porażek.
Inna sprawa, że nawet grając tak beznadziejnie słabo, jak w niedzielę przeciwko Włochom, ekipa Brzęczka nie doznała przez te dwa lata ani jednej upokarzającej pod względem wyniku klęski, takiej choćby jaka przydarzyła się w środę Niemcom w spotkaniu z Hiszpanią (0:6). Dla przypomnienia: dwa lata temu z Portugalczykami biało-czerwoni przegrali u siebie 2:3 i na wyjeździe zremisowali 1:1, z Włochami w pierwszej edycji Ligi Narodów zremisowali 1:1 i przegrali 0:1, a w drugiej zremisowali 0:0 i przegrali 0:2, zaś z Holandią w tej edycji na wyjeździe przegrali 0:1.
Dwanaście zwycięstw Brzęczek odnotował natomiast w spotkaniach z zespołami równorzędnymi lub słabszymi od naszej reprezentacji – dwukrotnie wygrał z Łotwą, Macedonią Północną, Izraelem, Bośnią i Hercegowiną oraz po jednym razie z Austrią, Słowenią, Finlandią i Ukrainą. To tylko potwierdza opinię o naszej reprezentacji, że jest za słaba dla najmocniejszych zespołów w Europie, a za mocna dla niżej od niej notowanych. Takim bez wątpienia jest ekipa Bośni i Hercegowiny, z którą biało-czerwoni pewnie wygrali rywalizację o zajęcie gwarantującej pozostanie w Dywizji A trzeciej lokaty w grupie. Chwilowe prowadzenie w grupie A po październikowych kolejkach rozbudziło jednak na nowo nadzieje polskich kibiców na sukcesy. To trochę wina magii jaką zauroczył Polaków swoimi wyczynami w Bayernie Monachium Robert Lewandowski, bo ona zrodziła przekonanie, że z nim w składzie do wielkich wyczynów powinna być też zdolna reprezentacja. Tym bardziej, że większość kadrowiczów gra na co dzień w mocnych europejskich klubach. Nie ma się więc co dziwić, że po katastrofalnym pod względem jakości gry występie przeciwko Włochom większość Polaków obstawiających wynik spotkania z Holandią stawiało na zwycięstwo gości. A w mediach społecznościowych przeważały życzenia dotkliwej porażki, bo ona zmusiłaby władze PZPN do zmiany selekcjonera.
Dzisiaj w Polsce poza Małgorzatą Domagalik (autorką jego mocno kontrowersyjnej biografii Jerzego Brzęczka) chyba nikt nie wierzy w jego trenerski geniusz. Po listopadowych meczach można też odnieść wrażenie, że do grona niedowiarków dołączyli także piłkarze kadry, z Robertem Lewandowskim na czele. W meczu z Holandią nie wbili jednak selekcjonerowi noża w plecy, wręcz odwrotnie – zagrali z taką ambicją i zaangażowaniem, jakby walczyli o jego posadę. A jak jest naprawdę, to wiedzą chyba tylko oni sami, bo nie ulega wątpliwości, że w kadrze wraz z pojawieniem się dużej grupy nowych graczy zaczął nabrzmiewać też naturalny w takich sytuacjach konflikt pokoleniowy.

Koronawirus atakuje biało-czerwonych

PZPN już wcześniej postanowił o czasowym rozstaniu reprezentacji Polski ze Stadionem Narodowym. Wszystkie tegoroczne mecze biało-czerwonych zaplanowano poza stolicą – październikowe z Finlandią i Włochami w Gdańsku, a z Bośnią i Hercegowiną we Wrocławiu, natomiast listopadowe z Ukrainą i Holandią na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Ale z powodu pandemii rozbrat kadry z PGE Narodowym potrwa dłużej niż zakładano.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek wyjawił niedawno, że reprezentacja Polska na pewno w marcu przyszłego roku nie zagra na PGE Narodowym zaplanowanych na ten miesiąc meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata (nasza reprezentacja pozna rywali 7 grudnia podczas losowania grup). Sternik polskiego futbolu wyraził przy tym przypuszczenie, że na największym polskim stadionie w przyszłym roku nie odbędzie się żaden mecz. PGE Narodowy właśnie staje się szpitalem polowym dla osób zakażonych koronawirusem. Prezes PZPN przyznał na Twitterze, że placówka będzie funkcjonowała co najmniej do lata 2021 roku, a po ewentualnej likwidacji szpitala stadion ma przejść generalny remont. To oznacza, że imprezy sportowe na PGE Narodowy będzie można na powrót organizować dopiero w 2022 roku. Boniek widać jako szef PZPN dostał już taką informację i nie omieszkał ujawnić ją na Twitterze: „Oprócz tego, że szpital na PGE Narodowym będzie co najmniej do lata (minimum), to potem trzeba będzie zrobić generalny remont… myślę, że przed 2022 nie będzie tam dostępu dla sportu….”.
Pierwszy raz reprezentacja Polski zagrała na PGE Narodowym 29 lutego 2012 roku, remisują wtedy 0:0 z Portugalią. Był to jej jeden z ostatnich sparingów przed Euro 2012. Do tej pory na tym obiekcie biało-czerwoni rozegrali 22 mecze, z których 13 wygrali, siedem zremisowali, a dwa przegrali. W eliminacjach do wielkich turniejów stołeczny stadion jest dla naszych piłkarzy szczęśliwy, bo nie przegrali na nim żadnego z 15 meczów kwalifikacyjnych do mistrzostw świata i Europy. Ostatni raz reprezentacja Polski wystąpiła na PGE Narodowym 19 listopada 2019 roku, pokonując w eliminacjach do Euro 2020 Słowenię 3:2.
Na razie kadra Jerzego Brzęczka ma jednak inne kłopoty i na razie czasową utratą szczęśliwej dla siebie areny się nie zajmuje. Selekcjoner biało-czerwonych musi rozwiązywać coraz to nowe problemy kadrowe powodowane przez szalejącą na całym świecie pandemię Covid-19. Z powodu wprowadzonych przez Stany Zjednoczone obostrzeń Brzęczek nie może powołać na listopadowe mecze graczy z Major Soccer League (interesują go zwłaszcza grający w niej skrzydłowy Przemysław Frankowski i napastnik Adam Buksa). Ponieważ FIFA nie odwołała decyzji zezwalającej klubom na odmowę zwolnienie zawodników z wyjazdu na zgrupowania reprezentacji, jeżeli piłkarze musieliby z tego powodu przechodzić kwarantannę po powrocie, a w USA by musieli, więc kluby MLS korzystają z tego prawa i odmawiają przyjęcia powołań z reprezentacji Polski. PZPN jest w tej sprawie bezradny.
W tym tygodniu okazało się, że na listopadowym zgrupowaniu na pewno zabraknie piłkarza Legii Michała Karbownika, który został zakażony koronawirusem i od poniedziałku przebywa na kwarantannie. Dla reprezentacji to spora strata, bo Karbownik dobrze wypadł w październikowych spotkaniach – z Finlandią zagrał 90 minut i zaliczył asystę, w spotkaniach Ligi Narodów z Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną wchodził z ławki rezerwowych i nie zawodził.
Najbliższe zgrupowanie kadry rozpocznie się w poniedziałek 9 listopada w Katowicach. Drużyna Jerzego Brzęczka w ciągu 10 dni rozegra trzy spotkania. Towarzyskie z Ukrainą na Stadionie Śląskim w Chorzowie (w środę 11 listopada, początek godz. 20:45) oraz dwa mecze w Lidze Narodów: z Włochami na wyjeździe (w sobotę 14 listopada, godz. 20:45) i Holandią w Chorzowie (w środę 18 listopada, godz. 20:45). We Włoszech nasi piłkarze zamieszkają w Parmie, a polecą tam samolotem czarterowym.
Kadrowicze zostaną zwolnieni z obowiązkowej kwarantanny, również przybywający z Wysp Brytyjskich oraz Holandii. Ze względu na obostrzenia i sytuację pandemiczną w Polsce i pozostałych krajach Europy, oba listopadowe spotkania biało-czerwonych na Stadionie Śląskim odbędą się bez udziału kibiców.

Ślęza skarży na Ruch Chorzów

Ruch Chorzów po trzech z rzędu degradacjach zleciał z ekstraklasy aż na czwarty poziom rozgrywkowy w Polsce. W poprzednim sezonie „Niebiescy” przerwali złą passę i utrzymali się w trzeciej lidze, a w obecnych rozgrywkach zespół po 13. kolejkach jest liderem 3. grupy III ligi z dorobkiem 29 punktów i ma jeden mecz zaległy do rozegrania. Rywale chorzowskiego klubu twierdzą jednak, że jest on faworyzowany przez sędziów.

Konkretnie z pretensjami wystąpiła wrocławska Ślęza, która w tabeli 3. grupy zajmuje drugą lokatę ze stratą dwóch punktów do Ruchu, ale rozegrała jeden mecz więcej. W miniony weekend chorzowianie wygrali u siebie ze Stalą Brzeg 3:2, natomiast piłkarze 1KS Ślęzy na swoim boisku tylko zremisowali z Lechią Zielona Góra 1:1. Inna sprawa, że od 11. minuty grali w osłabieniu, bo w takim krótkim czasie sędzia Robert Kowalczyk z Częstochowy zdążył dwukrotnie ukarać żółtą kartką obrońcę wrocławskiej drużyny Macieja Tomaszewskiego za mocno dyskusyjne faule na napastniku gości Szymonie Kobusińskim.
Po tym spotkaniu na stronie internetowej Ślęzy w relacji napisano: „Po dzisiejszym meczu zastanawiamy się, czy końcowa kolejność w tabeli III ligi nie została już ustalona i czy nie możemy jednemu z zespołów pogratulować awansu. Być może się mylimy, ale po tym co wydarzyło się w ostatnich dniach, trudno, by takie myśli nie przechodziły przez głowę. No bo jak ocenić sytuację, gdy przedstawia się zwolnienia lekarskie 11 ważnych piłkarzy, a prowadzący rozgrywki związek nie zgadza się na przełożenie meczu, chociaż wcześniej czynił tak nawet w przypadku jednego pozytywnego wyniku koronowirusa w innych drużynach, co wielu klubom grać nie przeszkadzało. Być może komuś się nie podobało, że Ślęza zdobyła już tyle punktów i trzeba ten zespół zastopować. To co wydarzyło się w naszych dwóch ostatnich meczach tylko te przypuszczenia potwierdza”.
Na zarzuty te krótko odpowiedział na łamach „Dziennika Zachodniego” rzecznik prasowy Ruchu Tomasz Ferens: „Przez Ślęzę przemawia frustracja. Nie będziemy się do tego odnosić. W naszych spotkaniach sędziowie również popełniają błędy, choćby w ostatnim sędzia uznał bramkę dla Stali strzeloną ręką”.
Afery pewnie z tego nie będzie, ale ta pyskówka pokazuje, że 14 tytułów mistrza Polski na koncie Ruchu nie zapewnia mu tej chwili respektu nawet w trzeciej lidze.

Boniek powoli oddaje stery

W miniony wtorek przedstawiciele 16 klubów piłkarskiej ekstraklasy spotkali się w stołecznym hotelu „Sofitel”, żeby wybrać nową radę nadzorczą zarządzającej rozgrywkami spółki. PZPN reprezentował Marek Koźmiński.

Przed tym spotkaniem było wiadomo, że do rady nadzorczej Ekstraklasy SA wejdą przedstawiciele czterech najlepszych klubów w poprzednim sezonie, czyli Legii Warszawa (Dariusz Mioduski), Lecha Poznań (Karol Klimczak), Piasta Gliwice (Grzegorz Jaworski) oraz Lechii Gdańsk (Adam Mandziara). Do obsadzenia dwóch pozostałych miejsc było trzech chętnych – prezes Jagiellonii Białystok Cezary Kulesza, prezes Rakowa Częstochowa Wojciech Cygan i prezes Zagłębia Lubin Artur Jankowski. W szranki nie stanęli natomiast zasiadający w radzie w poprzedniej kadencji Jakub Tabisz z Cracovii oraz Jarosław Mroczek z Pogoni Szczecin. W wyniku głosowania nominacje uzyskali Kulesza oraz Cygan, dla którego jest to debiut we władzach Ekstraklasy SA. Ale faktycznym zwycięzcą został Kulesza, który po raz kolejny został wybrany głosami większości z 12 klubów PKO Ekstraklasy. Z nieoficjalnych informacji wynika, że dostał poparcie 10 z nich, co jest poważnym kapitałem w kontekście przyszłorocznych wyborów na prezesa PZPN. Nie jest żadną tajemnicą, że Kulesza zamierza ubiegać się o fotel, który od 2012 roku okupuje Zbigniew Boniek, lecz o który zgodnie z polskim prawem nie będzie mógł się po dwóch kadencjach w przesuniętych na przyszły rok z powodu pandemii wyborach ubiegać.
Wedle opinii dobiegających ze środowiska piłkarskich działaczy, Kulesza jest w tej chwili faworytem w wyścigu o posadę prezesa PZPN, ale Boniek i jego ekipa nie zamierzają oddać władzy bez walki. Wiadomo, że wystawią w wyborcze szranki obecnego wiceprezesa PZPN Marka Koźmińskiego. Dlatego to właśnie on został desygnowany z ramienia PZPN do rady nadzorczej Ekstraklasy SA, w miejsce Agnieszki Olesińskiej, sekretarz Fundacji Piłkarstwa Polskiego. Czy pomoże to Koźmińskiemu w poprawieniu nie najwyższych notowań w ligowym środowisku, trudno przewidzieć.

Pożegnali Michniewicza

Czesław Michniewicz miał odejść z młodzieżowej reprezentacji Polski po listopadowym meczu z Łotwą, ale decyzją władz PZPN rozegrany w miniony wtorek mecz z Bułgarią (1:1) był jego ostatnim w roli selekcjonera kadry U-21.

Michniewicz miał do listopada łączyć pracę trenera Legii z posadą selekcjonera reprezentacji U-21, żeby mógł dokończyć kwalifikacje do przyszłorocznych młodzieżowych mistrzostw Europy. Przed meczami z Serbią i Bułgarią jego zespół zajmował w grupie 5 drugą lokatę, mając stratę jednego punktu do prowadzącej drużyny Rosji i jeden mecz mniej. Gdyby biało-czerwoni wygrali z Serbami i Bułgarami, wywalczyliby awans do finałów MME 2021 bez względu na wynik listopadowego meczu z Łotwą. Niestety, tracąc pięć punktów obu spotkaniach zmarnowali okazję do wyprzedzenia Rosjan, a co gorsza – pod dużym znakiem zapytania postawili też swój awans z drugiego miejsca, bo Polacy muszą teraz liczyć na potknięcia właściwie wszystkich konkurentów do awansu.
Tak więc pomysł z łączeniem dwóch posad przez Michniewicza nie wypalił – Legia pod jego wodzą nie zakwalifikowała się przecież do Ligi Europy i przegrała Superpuchar Polski z Cracovią.

Covid-19 zaatakował ekstraklasę

Aż pięciu piłkarzy Pogoni Szczecin zakaziło się koronawirusem. Prawdopodobnie podczas ubiegłotygodniowego meczu ligowego ze Śląskiem Wrocław. Władze ekstraklasy zarządziły we wszystkich klubach dodatkowe, obowiązkowe testy na obecność Covid 19.

W poprzednim tygodniu Pogoń Szczecin grała w lidze ze Śląskiem Wrocław. Dwa dni przed meczem wrocławski klub potwierdził kilka pozytywnych wyników testów na obecność koronawirusa. Mimo natychmiastowej izolacji chorych nie można wykluczyć, że to właśnie od nich w trakcie ostatniego meczu zarazili się zawodnicy szczecińskiego zespołu.
PZPN i władze ligi są zaniepokojone zwiększającą się liczbą zachorowań w Polsce oraz w samej lidze. Dlatego też w klubach zostaną przeprowadzone badanie, których zadaniem będzie wygaszanie koronawirusa w klubach.
„Po konsultacjach z Zespołem Medycznym PZPN Ekstraklasa S.A. poprosi wszystkie kluby o przeprowadzenie w przyszłym tygodniu testów wymazowych na COVID-19. Ma to związek z rosnącą liczbą zakażeń w Polsce i w kilku klubach Ekstraklasy.
Transmisja wirusa przyspieszyła i w dłużej perspektywie brak reakcji może poważnie zagrozić ciągłości rozgrywek. Ich przerwanie byłoby katastrofą – sportową i finansową. Bo musimy pamiętać, skąd płyną największe pieniądze – ze stacji telewizyjnych, które wykładają setki milionów złotych rocznie” – podano w komunikacie.
Konieczność przeprowadzenia dodatkowych testów będzie dla klubów sporym wydatkiem, bo trzeba będzie przebadać nie tylko zawodników i członków sztabów szkoleniowych, ale też wydelegowanych do obsługi technicznej spotkań pracowników pionów administracyjnych klubów. Nie ma jednak innego rozwiązania. Przypomnijmy, że przypadki koronawirusa odnotowano do tej pory w Legii Warszawa, Śląsku Wrocław, Pogoni Szczecin, Piaście Gliwice (trener Waldemar Fornalik), Lechii Gdańsk i ostatnio w Wiśle Kraków, która zgłosiła zakażenie u jednego zawodnika i jednego z pracowników klubu.

PZPN: Tajemnice wychodzą na wierzch

W polskiej piłce zrobiło się gorąco po tym, jak do siedzib PZPN i wszystkich Wojewódzkich ZPN wkroczyło CBA na wniosek prokuratury. Nie wiadomo jakie dokumenty sprawdzali funkcjonariusze, nikomu z piłkarskich działaczy nie postawiono zarzutów, nikogo też nie zatrzymano. Mimo to PZPN rozesłał do WZPN-ów informację wyjaśniającą biznesowe relacje między piłkarską centralą a należącą do brata prezesa PZPN Zbigniewa Bońka firmą Mikrotel.

PZPN z firmą należącą do brata prezesa Zbigniewa Bońka – Mikrotel współpracował bezpośrednio w okresie 23 sierpnia 2017 do 30 września 2018 roku. Zakończyła ją po wejście w życie nowelizacji ustawy o sporcie i potem bydgoska firma świadczyła i nadal świadczy usługi dla współpracującej z PZPN firmą Lagardere (dawniej Sportfive). To m.in. o tę współpracę pytał Bońka dziennikarz „Gazety Polskiej” Piotr Nisztor i w tej też sprawie sąd wydał jemu i gazecie na wniosek prezesa PZPN roczny zakaz publikacji. W wysłanym z piłkarskiej centrali do wojewódzkich oddziałów wyjaśnieniu napisano m.in.: „Firma Mikrotel jest jednym z wielu podwykonawców, którzy świadczą usługi techniczne przy okazji wydarzeń organizowanych przez PZPN. Obejmują one swoim zakresem wykonywanie przez ww. firmę usług związanych z brandingiem wybranych meczów. Do zadań podwykonawcy należy: produkcja nośników (np. bandy statyczne, bannery i bramy reklamowe, ścianki), transport, ekspozycja na terenie obiektów sportowych (montaż i demontaż), bieżąca konserwacja oraz magazynowanie. W okresie 20 lat współpracy Sportfive z Mikrotel, spółka ta nigdy nie brała udziału ani nie pośredniczyła w sprzedaży praw marketingowych, medialnych i telewizyjnych należących do PZPN”. W przekazanej informacji nie podano żadnych kwot, jakie PZPN wypłacił firmie Mikrotel bezpośrednio lub opłacając faktury wystawiane przez Lagardere. Ale nie są już tajemnicą.

Kadrowicze Brzęczka

Jerzy Brzęczek powołał piłkarzy klubów zagranicznych na towarzyski mecz z Finlandią (7 października w Gdańsku) oraz w Lidze Narodów z Włochami (11.10 w Gdańsku) oraz Bośnią i Hercegowiną (14.10 we Wrocławiu).

Selekcjoner biało-czerwonych wysłał powołania do 25 graczy. Kadrę mają uzupełnić jeszcze zawodnicy z klubów naszej ekstraklasy, ale dla nich powołania Brzęczek poda dopiero po zakończeniu piątej kolejki ligowej, czyli 28 września. Z grona kadrowiczów z rodzimej ligi wypadli Kamil Jóźwiak, który na poprzednim zgrupowaniu przed meczami w Lidze Narodów z Holandią oraz Bośnią i Hercegowiną był jeszcze graczem Lecha Poznań, zaś teraz przyjedzie już jako zawodnik występującego w angielskiej Championship Derby County, oraz Paweł Bochniewicz, który w tym samym czasie zdążył odejść z Górnika Zabrze do holenderskiego Heerenveen.
A oto pełna lista powołanych kadrowiczów: bramkarze – Bartłomiej Drągowski (AC Fiorentina, Włochy), Łukasz Fabiański (West Ham United, Anglia), Łukasz Skorupski (FC Bologna, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn, Włochy); obrońcy – Jan Bednarek (FC Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Paweł Bochniewicz (SC Heerenveen, Holandia), Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów, Ukraina), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Sebastian Walukiewicz (Cagliari Calcio, Włochy); pomocnicy – Przemysław Frankowski (Chicago Fire, USA), Jacek Góralski (Kajrat Ałmaty, Kazachstan), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Damian Kądzior (SD Eibar, Hiszpania), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Karol Linetty (AC Torino, Włochy), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy); napastnicy – Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (AS Roma, Włochy), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy).

Prokuratura i CBA buszują w PZPN

Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie nakładająca na „Gazetę Polską Codziennie” zakaz pisania przez rok o prezesie PZPN Zbigniewie Bońku wywołała oburzenie w kręgach rządzącej prawicy. Głos w tej sprawie, rzecz jasna krytyczny zabrał nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński. Minęło kilka dni i do siedziby piłkarskiego związku zawitali funkcjonariusze CBA.

Pierwszym kamyczkiem, który poruszył lawinę zdarzeń, była decyzja Prokuratury Regionalnej w Warszawie o przystąpieniu do dwóch postępowań sądowych o ochronę dóbr osobistych z powództwa Zbigniewa Bońka przeciwko dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi i „Gazecie Polskiej”. W oficjalnym komunikacie napisano: „Na polecenie Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego Prokuratura Regionalna w Warszawie na podstawie art. 7 Kpc przystąpiła do dwóch postępowań sądowych o ochronę dóbr osobistych prowadzonych przed Sądem Okręgowym w Warszawie z powództwa Zbigniewa Bońka przeciwko dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi oraz Forum SA – wydawcy Gazety Polskiej Codziennie”.
Dla przypomnienia: Boniek wytoczył powództwo w związku z publikacjami Piotra Nisztora, które odnosiły się do przeszłości powoda i jego powiązaniach, jak również do działalności kierowanego przez niego Polskiego Związku Piłki Nożnej. Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że „Gazeta Polska Codziennie” przez rok nie może pisać o prezesie PZPN artykułów, w których zawarte będą zarzuty i twierdzenia dotyczące: powiązania (w przeszłości lub obecnie) z władzami komunistycznej Polski, Służbą Bezpieczeństwa; pełnienia w PZPN roli gwaranta i rzecznika systemu komunistycznego; sprawowania funkcji prezesa PZPN w sposób nieetyczny, naruszający prawo i nietransparentny; popełnienia przestępstwa karnoskarbowego poprzez nieujawnienie przed urzędem skarbowym 1,1 mln euro dochodu i nieodprowadzenie podatku od tej kwoty. Prokuratura uznała, że sąd wydał decyzję kontrowersyjną „z uwagi na ograniczenie – pod groźbą sankcji finansowych – konstytucyjnej wolności słowa, która jest wartością nadrzędną, jak również naruszenie prawa obywateli do informacji”. Dlatego swój udział w tych postępowaniach uzasadniła „koniecznością zagwarantowania ochrony praworządności i interesu społecznego”.
W miniony czwartek w warszawskiej siedzibie PZPN przy ul. Bitwy Warszawskiej 1920 r. 7 oraz w siedzibach 16 wojewódzkich Związków Piłki Nożnej pojawili się funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Formalnie wkroczyli na polecenie Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie w związku ze sprawą tzw. afery melioracyjnej, w której głównym podejrzanym jest Stanisław Gawłowski, były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej. Jednym z wątków afery melioracyjnej są nieprawidłowości finansowych w działalności Fundacji All Sports Promotion, działającej w imieniu AZS Koszalin S.A. W tej sprawie zatrzymano już 7 osób, które usłyszały zarzuty tzw. prania brudnych pieniędzy.
„To są przeszukania związane z jednym z wątków postępowania, które zostało wyłączone z tzw. afery melioracyjnej. W momencie, kiedy skierowaliśmy akt oskarżenia przeciwko Stanisławowi Gawłowskiemu i innych, prokuratura wskazywała, że niektóre wątki są wyłączone i nadal są prowadzone. Jednym z nich jest wątek dotyczący nieprawidłowości finansowych działalności fundacji All Sports Promotion. Przeszukania, które zostały dokonane przez funkcjonariuszy CBA mają związek właśnie z tym wątkiem” – poinformowała rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.
Bońka akurat w czwartek nie było w siedzibie PZPN, bo dzień wcześniej wrócił do Rzymu, a żaden z jego najbliższych współpracowników nie odważył się wypowiedzieć w tej sprawie. Musiał to zdalnie ze stolicy Włoch uczynić dopiero prezes, który w wypowiedziach dla mediów powiedział: „Nie mamy nic do ukrycia. Jesteśmy transparentni. Jeśli CBA bada jakąś sprawę i chce coś sprawdzić, to jesteśmy pierwsi do współpracy i jesteśmy do dyspozycji służb. Przygotowaliśmy wszystkie dokumenty, o które nas poproszono, żeby pomóc tę sprawę wyjaśnić. Z tego, co mi przekazano, chodzi m.in. o organizację przez jeden z wojewódzkich związków jakiegoś turnieju plażowego” – zapewnił Boniek.
Chyba jednak nie do końca jest tak, jak twierdzi prezes PZPN, bo agenci CBA w czwartek wkroczyli nie tylko do biur piłkarskiej centrali i jej regionalnych agend, lecz również do siedziby firmy Mikrotel, kierowanej przez brata Zbigniewa Bońka. Przypadek?

Pierwsze zwycięstwo biało-czerwonych

Dokładnie w drugą rocznicę debiutu w roli selekcjonera reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek poprowadził biało-czerwonych do pierwszego zwycięstwa w Lidze Narodów. Nie był to oszałamiający jakościowo występ naszych piłkarzy, ale na pokonanie ekipy Bośni i Hercegowiny wystarczyło. Gole strzeli Kamil Glik i Kamil Grosicki.

Dwa lata temu, 7 września 2018 roku Brzęczek zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski w meczu pierwszej edycji Ligi Narodów z Włochami. W tamtym spotkaniu biało-czerwoni zremisowali 1:1. Nie był to zły wynik, ale do późniejszych efektów jego trenerskiej pracy było wiele zastrzeżeń. Kibicom nie podobał się przede wszystkim styl gry reprezentacji, zwłaszcza w potyczkach z silnymi rywalami, jak Włochy, Portugalia czy Holandia, z którą biało-czerwoni w miniony piątek w pierwszym meczu drugiej edycji Ligi Narodów przegrali w Amsterdamie 0:1. W ponieważ w drugim spotkaniu grupy 1 Dywizji A Włosi nieoczekiwanie zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 1:1, nic zatem dziwnego, że na wynik poniedziałkowej potyczki czekaliśmy z niepokojem.
Brzęczek, do którego doszły wieści, jaka fala krytyki na niego spadła po meczu z Holandią, głównie za mocno odbiegającą od powszechnej ocenę występu naszej drużyny, już w przededniu spotkania w Zenicy zapowiedział zmiany w składzie. Tradycyjnie dokonał wymiany bramkarzy, chociaż do występu Wojciecha Szczęsnego w Amsterdamie nie mógł mieć najmniejszych pretensji. Najwyraźniej po dwóch latach na selekcjonerskim stołku wciąż nie potrafi wybrać zawodnika numer 1 na tej pozycji. Łukasz Fabiański nie ułatwił mu zadania, bo przeciwko ekipie Bośni i Hercegowiny zagrał solidnie i bez błędów, a za bramkę wpuszczoną po strzale z rzutu karnego nie można go przecież winić.
Na lewej flance linii obrony po dłuższej przerwie pojawił się wreszcie grający na tej pozycji na co dzień w Lokomotiwie Moskwa Maciej Rybus i z miejsca pokazał, że lewonożny zawodnik po tej stronie boiska zawsze będzie dla zespołu bardziej przydatny, niż przysposobiony na siłę gracz prawonożny jakim jest choćby Bartosz Bereszyński, który nie zawiódł w spotkaniu z Holandią. To Rybus zagrał ze skrzydła piłkę do Grosickiego, który głową posłał ją do bramki rywali, a potem jeszcze niemal skopiował tę akcję dogrywając do Mateusza Klicha, który zmarnował jednak znakomitą okazję na podwyższenie wyniku na 3:1.
Wspomniany Klich, który z Holandią zagrał w podstawowym składzie, w Zenicy zaczął mecz na ławce rezerwowych, a u boku Grzegorza Krychowiaka w roli drugiego defensywnego pomocnika zastąpił go Jacek Góralski. I była to dobra zmiana, bo występujący obecnie w lidze Kazachstanu były piłkarz Jagiellonii Białystok rozegrał świetny mecz, spychając w cień wyraźnie słabszego tego dnia Krychowiaka, którego w 68. minucie Brzęczek w końcu zdjął z boiska, wpuszczając w jego miejsce Klicha. Wielka szkoda, że nie dał szansy na dłuższy występ Karolowi Linettemu, ale dobre i to, że w końcu przełamał niechęć do tego piłkarza i dał mu zagrać po prawie dwóch latach powątpiewania w jego umiejętności, chociaż Linetty w tym czasie brylował w Serie A i zespole Sampdorii Genua, a tego lata za siedem milionów euro przeszedł do AC Torino.
W środku pomocy po staremu zagrał Piotr Zieliński, ale na lewym skrzydle w podstawowym składzie zaczął mecz Kamil Grosicki, który był wyraźnie poirytowany rolą rezerwowego w Amsterdamie. I pokazał, że w meczach z takimi rywalami, jak Bośnia i Hercegowina potrafi przeważyć szalę na korzyść naszej drużyny. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Glik zdobył wyrównującą bramkę, a potem sam strzelił gola na 2:1, więc dla tych dwóch powodów można by go uznać za ojca zwycięstwa. Niestety, w defensywie „Grosik” jest praktycznie nieprzydatny, w rozegraniu co najwyżej przeciętny, a w skuteczności dryblingu lepsi od niego byli grający na prawej flance Kamil Jóźwiak i tradycyjnie już wyróżniający się w tych elementach gry w naszej reprezentacji Zieliński. Poza tym Grosicki nie wytrzymuje już trudów całego meczu.
W ataku zamiast Krzysztofa Piątka, którego wyprawę do Zenicy mocno oprotestował jego macierzysty klub, Hertha Berlin, zagrał Arkadiusz Milik i wypadł nie tylko lepiej w ataku, ale też więcej dawał drużynie w grze obronnej oraz w rozegraniu. Tak na marginesie – to szkoda trzymać tego piłkarz tylko jako rezerwowego dla Roberta Lewandowskiego. Milik jest graczem uniwersalnym i na pewno da się go wkomponować w zespół też na innej pozycji.
Mimo wygranej trudno jednak być w pełni zadowolonym z występu naszej drużyny. Zwycięstwo cieszy, ale trzeba pamiętać, że trener zespołu Bośni i Hercegowiny Dusan Bajevic wystawił przeciwko biało-czerwonym trochę inny skład, niż ten, który sensacyjnie zremisował w piątek z Włochami. Styl gry naszej reprezentacji wciąż jednak pozostawia wiele do życzenia, ale skoro Brzęczka władze PZPN oceniają głównie przez pryzmat wyników, to nie musi on przejmować się medialna krytyka czy fala szyderstw jaka wylała się na niego w internecie. Jak pamiętamy, prezes Boniek przedłużył mu kontrakt do końca 2021 roku z opcją jej przedłużenia w przypadku awansu do mundialu w Katarze. Zatem chociaż statystyki i oceny nie przemawiają na korzyść Brzęczka, to dopóki osiąga wyznaczone mu przez PZPN cele, dalej będzie robił swoje i po swojemu. A nam nie pozostaje nic innego jak czekanie do kolejnych meczów w Lidze Narodów – 11 października biało-czerwoni zagrają z liderem grupy A1 Włochami, a trzy dni później zmierzą się w rewanżu z Bośniakami.
Wyniki 2. kolejki grupy 1 Dywizj A:
Bośnia i Hercegowina – Polska 1:2

Gole: Haris Hajradinović (24 karny) – Kamil Glik (45), Kamil Grosicki (67).
BiH: Asmir Begović – Zoran Kvrżić, Ermin Bicakčić, Sinisa Sanicanin, Eldar Civić (82. Deni Milosević) – Armin Hodzić, Amir Hadziahmetović, Muhamed Besić (60. Edin Dzeko), Haris Hajradinović, Amer Gojak (46. Edin Visca) – Elvir Koljić.
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus – Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) – Arkadiusz Milik.
Żółte kartki: Hadziahmetović – Bednarek, Milik. Sędziował: Cuneyt Cakir (Turcja).
Mecz bez udziału publiczności.
Holandia – Włochy 0:1
Gol: Nicolo Barella (45).
Holandia: Jasper Cillessen – Hans Hateboer (70. Denzel Dumfries), Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake (81. Luuk de Jong) – Marten de Roon, Donny van de Beek (57. Steven Bergwijn), Frenkie de Jong – Georginio Wijnaldum, Memphis Depay, Quincy Promes.
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Danilo D’Ambrosio, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Leonardo Spinazzola – Nicolo Zaniolo (42. Moise Kean), Jorginho, Manuel Locatelli (81. Bryan Cristante), Nicolo Barella, Lorenzo Insigne (90. Federico Chiesa) – Ciro Immobile.
Żółte kartki: Veltman, Wijnaldum, Depay – D’Ambrosio, Cristante, Chiellini. Sędziował: Felix Brych (Niemcy).
Mecz bez udziału publiczności.


Tabela grupy A1:

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 3 1:1
  3. Polska 2 3 2:2
  4. BiH 2 1 2:3