Prokuratura i CBA buszują w PZPN

Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie nakładająca na „Gazetę Polską Codziennie” zakaz pisania przez rok o prezesie PZPN Zbigniewie Bońku wywołała oburzenie w kręgach rządzącej prawicy. Głos w tej sprawie, rzecz jasna krytyczny zabrał nawet prezes PiS Jarosław Kaczyński. Minęło kilka dni i do siedziby piłkarskiego związku zawitali funkcjonariusze CBA.

Pierwszym kamyczkiem, który poruszył lawinę zdarzeń, była decyzja Prokuratury Regionalnej w Warszawie o przystąpieniu do dwóch postępowań sądowych o ochronę dóbr osobistych z powództwa Zbigniewa Bońka przeciwko dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi i „Gazecie Polskiej”. W oficjalnym komunikacie napisano: „Na polecenie Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego Prokuratura Regionalna w Warszawie na podstawie art. 7 Kpc przystąpiła do dwóch postępowań sądowych o ochronę dóbr osobistych prowadzonych przed Sądem Okręgowym w Warszawie z powództwa Zbigniewa Bońka przeciwko dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi oraz Forum SA – wydawcy Gazety Polskiej Codziennie”.
Dla przypomnienia: Boniek wytoczył powództwo w związku z publikacjami Piotra Nisztora, które odnosiły się do przeszłości powoda i jego powiązaniach, jak również do działalności kierowanego przez niego Polskiego Związku Piłki Nożnej. Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że „Gazeta Polska Codziennie” przez rok nie może pisać o prezesie PZPN artykułów, w których zawarte będą zarzuty i twierdzenia dotyczące: powiązania (w przeszłości lub obecnie) z władzami komunistycznej Polski, Służbą Bezpieczeństwa; pełnienia w PZPN roli gwaranta i rzecznika systemu komunistycznego; sprawowania funkcji prezesa PZPN w sposób nieetyczny, naruszający prawo i nietransparentny; popełnienia przestępstwa karnoskarbowego poprzez nieujawnienie przed urzędem skarbowym 1,1 mln euro dochodu i nieodprowadzenie podatku od tej kwoty. Prokuratura uznała, że sąd wydał decyzję kontrowersyjną „z uwagi na ograniczenie – pod groźbą sankcji finansowych – konstytucyjnej wolności słowa, która jest wartością nadrzędną, jak również naruszenie prawa obywateli do informacji”. Dlatego swój udział w tych postępowaniach uzasadniła „koniecznością zagwarantowania ochrony praworządności i interesu społecznego”.
W miniony czwartek w warszawskiej siedzibie PZPN przy ul. Bitwy Warszawskiej 1920 r. 7 oraz w siedzibach 16 wojewódzkich Związków Piłki Nożnej pojawili się funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Formalnie wkroczyli na polecenie Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie w związku ze sprawą tzw. afery melioracyjnej, w której głównym podejrzanym jest Stanisław Gawłowski, były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej. Jednym z wątków afery melioracyjnej są nieprawidłowości finansowych w działalności Fundacji All Sports Promotion, działającej w imieniu AZS Koszalin S.A. W tej sprawie zatrzymano już 7 osób, które usłyszały zarzuty tzw. prania brudnych pieniędzy.
„To są przeszukania związane z jednym z wątków postępowania, które zostało wyłączone z tzw. afery melioracyjnej. W momencie, kiedy skierowaliśmy akt oskarżenia przeciwko Stanisławowi Gawłowskiemu i innych, prokuratura wskazywała, że niektóre wątki są wyłączone i nadal są prowadzone. Jednym z nich jest wątek dotyczący nieprawidłowości finansowych działalności fundacji All Sports Promotion. Przeszukania, które zostały dokonane przez funkcjonariuszy CBA mają związek właśnie z tym wątkiem” – poinformowała rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.
Bońka akurat w czwartek nie było w siedzibie PZPN, bo dzień wcześniej wrócił do Rzymu, a żaden z jego najbliższych współpracowników nie odważył się wypowiedzieć w tej sprawie. Musiał to zdalnie ze stolicy Włoch uczynić dopiero prezes, który w wypowiedziach dla mediów powiedział: „Nie mamy nic do ukrycia. Jesteśmy transparentni. Jeśli CBA bada jakąś sprawę i chce coś sprawdzić, to jesteśmy pierwsi do współpracy i jesteśmy do dyspozycji służb. Przygotowaliśmy wszystkie dokumenty, o które nas poproszono, żeby pomóc tę sprawę wyjaśnić. Z tego, co mi przekazano, chodzi m.in. o organizację przez jeden z wojewódzkich związków jakiegoś turnieju plażowego” – zapewnił Boniek.
Chyba jednak nie do końca jest tak, jak twierdzi prezes PZPN, bo agenci CBA w czwartek wkroczyli nie tylko do biur piłkarskiej centrali i jej regionalnych agend, lecz również do siedziby firmy Mikrotel, kierowanej przez brata Zbigniewa Bońka. Przypadek?

Pierwsze zwycięstwo biało-czerwonych

Dokładnie w drugą rocznicę debiutu w roli selekcjonera reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek poprowadził biało-czerwonych do pierwszego zwycięstwa w Lidze Narodów. Nie był to oszałamiający jakościowo występ naszych piłkarzy, ale na pokonanie ekipy Bośni i Hercegowiny wystarczyło. Gole strzeli Kamil Glik i Kamil Grosicki.

Dwa lata temu, 7 września 2018 roku Brzęczek zadebiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski w meczu pierwszej edycji Ligi Narodów z Włochami. W tamtym spotkaniu biało-czerwoni zremisowali 1:1. Nie był to zły wynik, ale do późniejszych efektów jego trenerskiej pracy było wiele zastrzeżeń. Kibicom nie podobał się przede wszystkim styl gry reprezentacji, zwłaszcza w potyczkach z silnymi rywalami, jak Włochy, Portugalia czy Holandia, z którą biało-czerwoni w miniony piątek w pierwszym meczu drugiej edycji Ligi Narodów przegrali w Amsterdamie 0:1. W ponieważ w drugim spotkaniu grupy 1 Dywizji A Włosi nieoczekiwanie zremisowali z Bośnią i Hercegowiną 1:1, nic zatem dziwnego, że na wynik poniedziałkowej potyczki czekaliśmy z niepokojem.
Brzęczek, do którego doszły wieści, jaka fala krytyki na niego spadła po meczu z Holandią, głównie za mocno odbiegającą od powszechnej ocenę występu naszej drużyny, już w przededniu spotkania w Zenicy zapowiedział zmiany w składzie. Tradycyjnie dokonał wymiany bramkarzy, chociaż do występu Wojciecha Szczęsnego w Amsterdamie nie mógł mieć najmniejszych pretensji. Najwyraźniej po dwóch latach na selekcjonerskim stołku wciąż nie potrafi wybrać zawodnika numer 1 na tej pozycji. Łukasz Fabiański nie ułatwił mu zadania, bo przeciwko ekipie Bośni i Hercegowiny zagrał solidnie i bez błędów, a za bramkę wpuszczoną po strzale z rzutu karnego nie można go przecież winić.
Na lewej flance linii obrony po dłuższej przerwie pojawił się wreszcie grający na tej pozycji na co dzień w Lokomotiwie Moskwa Maciej Rybus i z miejsca pokazał, że lewonożny zawodnik po tej stronie boiska zawsze będzie dla zespołu bardziej przydatny, niż przysposobiony na siłę gracz prawonożny jakim jest choćby Bartosz Bereszyński, który nie zawiódł w spotkaniu z Holandią. To Rybus zagrał ze skrzydła piłkę do Grosickiego, który głową posłał ją do bramki rywali, a potem jeszcze niemal skopiował tę akcję dogrywając do Mateusza Klicha, który zmarnował jednak znakomitą okazję na podwyższenie wyniku na 3:1.
Wspomniany Klich, który z Holandią zagrał w podstawowym składzie, w Zenicy zaczął mecz na ławce rezerwowych, a u boku Grzegorza Krychowiaka w roli drugiego defensywnego pomocnika zastąpił go Jacek Góralski. I była to dobra zmiana, bo występujący obecnie w lidze Kazachstanu były piłkarz Jagiellonii Białystok rozegrał świetny mecz, spychając w cień wyraźnie słabszego tego dnia Krychowiaka, którego w 68. minucie Brzęczek w końcu zdjął z boiska, wpuszczając w jego miejsce Klicha. Wielka szkoda, że nie dał szansy na dłuższy występ Karolowi Linettemu, ale dobre i to, że w końcu przełamał niechęć do tego piłkarza i dał mu zagrać po prawie dwóch latach powątpiewania w jego umiejętności, chociaż Linetty w tym czasie brylował w Serie A i zespole Sampdorii Genua, a tego lata za siedem milionów euro przeszedł do AC Torino.
W środku pomocy po staremu zagrał Piotr Zieliński, ale na lewym skrzydle w podstawowym składzie zaczął mecz Kamil Grosicki, który był wyraźnie poirytowany rolą rezerwowego w Amsterdamie. I pokazał, że w meczach z takimi rywalami, jak Bośnia i Hercegowina potrafi przeważyć szalę na korzyść naszej drużyny. To po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Glik zdobył wyrównującą bramkę, a potem sam strzelił gola na 2:1, więc dla tych dwóch powodów można by go uznać za ojca zwycięstwa. Niestety, w defensywie „Grosik” jest praktycznie nieprzydatny, w rozegraniu co najwyżej przeciętny, a w skuteczności dryblingu lepsi od niego byli grający na prawej flance Kamil Jóźwiak i tradycyjnie już wyróżniający się w tych elementach gry w naszej reprezentacji Zieliński. Poza tym Grosicki nie wytrzymuje już trudów całego meczu.
W ataku zamiast Krzysztofa Piątka, którego wyprawę do Zenicy mocno oprotestował jego macierzysty klub, Hertha Berlin, zagrał Arkadiusz Milik i wypadł nie tylko lepiej w ataku, ale też więcej dawał drużynie w grze obronnej oraz w rozegraniu. Tak na marginesie – to szkoda trzymać tego piłkarz tylko jako rezerwowego dla Roberta Lewandowskiego. Milik jest graczem uniwersalnym i na pewno da się go wkomponować w zespół też na innej pozycji.
Mimo wygranej trudno jednak być w pełni zadowolonym z występu naszej drużyny. Zwycięstwo cieszy, ale trzeba pamiętać, że trener zespołu Bośni i Hercegowiny Dusan Bajevic wystawił przeciwko biało-czerwonym trochę inny skład, niż ten, który sensacyjnie zremisował w piątek z Włochami. Styl gry naszej reprezentacji wciąż jednak pozostawia wiele do życzenia, ale skoro Brzęczka władze PZPN oceniają głównie przez pryzmat wyników, to nie musi on przejmować się medialna krytyka czy fala szyderstw jaka wylała się na niego w internecie. Jak pamiętamy, prezes Boniek przedłużył mu kontrakt do końca 2021 roku z opcją jej przedłużenia w przypadku awansu do mundialu w Katarze. Zatem chociaż statystyki i oceny nie przemawiają na korzyść Brzęczka, to dopóki osiąga wyznaczone mu przez PZPN cele, dalej będzie robił swoje i po swojemu. A nam nie pozostaje nic innego jak czekanie do kolejnych meczów w Lidze Narodów – 11 października biało-czerwoni zagrają z liderem grupy A1 Włochami, a trzy dni później zmierzą się w rewanżu z Bośniakami.
Wyniki 2. kolejki grupy 1 Dywizj A:
Bośnia i Hercegowina – Polska 1:2

Gole: Haris Hajradinović (24 karny) – Kamil Glik (45), Kamil Grosicki (67).
BiH: Asmir Begović – Zoran Kvrżić, Ermin Bicakčić, Sinisa Sanicanin, Eldar Civić (82. Deni Milosević) – Armin Hodzić, Amir Hadziahmetović, Muhamed Besić (60. Edin Dzeko), Haris Hajradinović, Amer Gojak (46. Edin Visca) – Elvir Koljić.
Polska: Łukasz Fabiański – Tomasz Kędziora, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus – Kamil Jóźwiak, Jacek Góralski, Grzegorz Krychowiak (68. Mateusz Klich), Piotr Zieliński (85. Karol Linetty), Kamil Grosicki (80. Sebastian Szymański) – Arkadiusz Milik.
Żółte kartki: Hadziahmetović – Bednarek, Milik. Sędziował: Cuneyt Cakir (Turcja).
Mecz bez udziału publiczności.
Holandia – Włochy 0:1
Gol: Nicolo Barella (45).
Holandia: Jasper Cillessen – Hans Hateboer (70. Denzel Dumfries), Joel Veltman, Virgil van Dijk, Nathan Ake (81. Luuk de Jong) – Marten de Roon, Donny van de Beek (57. Steven Bergwijn), Frenkie de Jong – Georginio Wijnaldum, Memphis Depay, Quincy Promes.
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Danilo D’Ambrosio, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Leonardo Spinazzola – Nicolo Zaniolo (42. Moise Kean), Jorginho, Manuel Locatelli (81. Bryan Cristante), Nicolo Barella, Lorenzo Insigne (90. Federico Chiesa) – Ciro Immobile.
Żółte kartki: Veltman, Wijnaldum, Depay – D’Ambrosio, Cristante, Chiellini. Sędziował: Felix Brych (Niemcy).
Mecz bez udziału publiczności.


Tabela grupy A1:

  1. Włochy 2 4 2:1
  2. Holandia 2 3 1:1
  3. Polska 2 3 2:2
  4. BiH 2 1 2:3

Boniek wojuje z Gazetą Polską

W miniona środę redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz zwołał konferencję prasową, na której poinformował, że przewodniczący I wydziału cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie, sędzia Rafał Wagner, 27 sierpnia wydał postanowienie zakazujące dziennikarzowi tej gazety Piotrowi Nisztorowi publikacji treści związanych ze Zbigniewem Bońkiem.

W „Gazecie Polskiej” w ostatnim czasie pojawiło się kilka artykułów na temat Zbigniewa Bońka i jego aktywności jako prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wszystkie były autorstwa Piotra Nisztora, który równolegle wszczął też swoistą kampanie przeciwko prezesowi PZPN za pośrednictwem Twittera, stawiając w swoich wpisach kłopotliwe pytania. Boniek długo nie reagował na te zaczepki, aż w końcu na Twitterze zapowiedział, że skieruje pozew do sądu przeciwko Nisztorowi i gazecie, w której publikuje. Do treści artykułów się nie ustosunkował, poza tym, że uznał je za niezgodne z prawdą. W środę 2 września Boniek triumfalnie poinformował, że sąd zakazał „Gazecie Polskiej” i Nisztorowi publikowania informacji na jego temat, a reprezentujący jego interesy mecenas Maciej Ślusarek wyjaśnił: „Sądowy zakaz dotyczy publikacji sugerujących związki pana Zbigniewa Bońka ze służbami komunistycznymi, przypisujące mu nieprawidłowości w zarządzaniu Polskim Związkiem Piłki Nożnej, w tym relacji gospodarczych PZPN z rodziną pana Bońka oraz nieprawidłowości podatkowe przy sprzedaży akcji Widzewa Łódź. Pan Boniek domaga się w pozwach przeprosin za te jego zdaniem nieprawdziwe informacje i całkowicie nieuprawnione sugestie oraz wpłaty wskazanych kwot na cel społeczny”.
Wraz z pozwami skierowano wnioski o zabezpieczenia powództwa. W zeszłym tygodniu sąd przychylił się do tych wniosków i decyzją podpisana przez sędziego Rafała Wagnera nakazał Nisztorowi i „Gazecie Polskiej Codziennie” usunięcie publikacji wskazanych w pozwach oraz zakazał zamieszczania przez 12 miesięcy kolejnych podobnych materiałów. W przypadku Piotra Nisztora zabezpieczenie obejmuje także jego profile w mediach społecznościowych. Mecenas Ślusarek przekonuje, że zabezpieczenie powództwa w formie zakazu publikacji jest regularnie stosowane przez sądy w sprawach o ochronę dóbr osobistych. „Trybunał Konstytucyjny rozstrzygając tę kwestię stwierdził, że tego rodzaju zabezpieczenia są zgodne z Konstytucją RP, nie są żadną formą cenzury, tylko koniecznością wynikającą z długotrwałości tego rodzaju postępowań. Natomiast nakazał dodanie przepisu wprowadzającego ograniczenie czasowe dla tego typu zakazów sądowych” – zapewnia Ślusarek.
Sam Boniek skomentował sprawę na Twitterze następująco: „Formą zabezpieczenia moich roszczeń jest nałożenie na wydawców i autora publikacji zakazu rozpowszechniania precyzyjnie określonych w postanowieniach sądów tez i informacji na mój temat, m.in. co do niegospodarnego sposobu zarządzania przeze mnie Związkiem oraz rzekomych powiązań mojej osoby z prześladowcami papieża Jana Pawła II oraz esbecją. Zarzuty wymienione w postanowieniach są nieprawdziwe, zmanipulowane i nie opierają się o jakiekolwiek wiarygodne źródła. Decyzje sądów zapadły zgodnie z zasadami prawa i są jedyną formą zabezpieczenia mojego dobrego imienia na czas długotrwałych postępowań sądowych”.
Nisztor zastosował się do zakazu, ale decyzję sądu uznał za „skrajny przykład złamania fundamentalnych zasad demokracji, poważnie ograniczający wolność słowa”. Jego zdaniem orzeczenie jest bulwersujące, bo w ramach zabezpieczenia sąd mógł zastosować znacznie łagodniejsze rozwiązanie, polegające choćby na opatrzeniu tekstów stosownymi oświadczeniami o trwającym sporze sądowym, co byłoby dla czytelnika dostatecznym sygnałem, że informacje lub oceny zawarte w prezentowanej treści są kwestionowane. „Sąd odbiera mi konstytucyjny obowiązek informowania społeczeństwa o funkcjonowaniu największego związku sportowego w Polsce oraz działaniach jego prezesa. PZPN zarządza przecież piłkarską reprezentacją Polski, będącą dobrem narodowym, a także odpowiada za cały system szkolenia decydujący potem o porażkach lub sukcesach naszej piłki. W interesie społecznym leży więc publikacja materiałów prasowych na temat PZPN i jego Prezesa, nawet jeśli zdaniem tych podmiotów są one kontrowersyjne” – przekonuje Nisztor.
Według danych ZKDP w czerwcu średnia sprzedaż „Gazety Polskiej” wynosiła 22 925 egzemplarze. Profil twitterowy Piotra Nisztora ma niewiele ponad 25 tysięcy obserwujących, a jego kanał na You Tube 1,4 tys.

PZPN zabrał puchar Groclinowi

Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej odebrał klubowi Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. wywalczony przez ten zespół w sezonie 2004/2005 Puchar Polski. Decyzję podjęto po wyroku sądowym w sprawie działacza tego klubu Władysława K., któremu udowodniono przekupienie Jacka G., arbitra jednego z dwóch finałowych meczów Groclinu Dyskobolii z Zagłębiem Lubin.

W czerwcu ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Śródmieście wydał wyrok w sprawie korupcji, której mieli dopuścić się działacze klubu Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, w tym m.in. w finale Pucharu Polski z sezonu 2004/2005, wygranego z Zagłębiem Lubin 2:0. Władysław K. został skazany na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na cztery lata, grzywnę w wysokości 10 tys. zł oraz czteroletni zakaz zajmowania stanowisk w klubach i organizowania imprez sportowych. Natomiast Jacek G. dostał wyrok roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata, grzywnę w wysokości 10 tys. zł oraz czteroletni zakaz zajmowania stanowisk i organizowania imprez sportowych. W lipcu tego roku podczas rozprawy w Wydziale Odwoławczym Sądu Okręgowego we Wrocławiu wyrok w tej sprawie został podtrzymany.
Gwoli przypomnienia – w sezonie 2004/2005 do finału Pucharu Polski, który wtedy był rozgrywany w systemie mecz i rewanż, oprócz zespołu Groclinu Dyskobolii awansowała też drużyna Zagłębia Lubin. Jak ustalili śledczy przed pierwszym z dwóch finałowych meczów, rozegranym w Grodzisku Wielkopolskim, Władysław K. przekupił arbitra Jacka G. kwotą 10 tys. złotych za przychylne gospodarzom sędziowanie meczu z Zagłębiem. Na ile to pomogło piłkarzom Groclinu Dyskobolii, nie wiadomo, bo arbiter nie podyktował w rozegranym 18 czerwca spotkaniu rzutu karnego czy nie pokazał graczom gości czerwonej kartki (cztery razy sięgał po żółte, ale obdzielił nimi równo obie drużyny). Zespół z Grodziska wygrał 2:0 po golach strzelonych w 28. minucie przez Piotra Piechniaka, a trzy minuty później przez Bartosza Ślusarskiego. Trzy dni później w rewanżu na stadionie w Lubinie Zagłębie wygrało tylko 1:0 i Puchar Polski na 15 lat trafił do gabloty ówczesnego prezesa i właściciela klubu, który dzisiaj w tej sprawie występuje jako Zbigniewa D. Wedle ustaleń prokuratury to właśnie on miał zlecić Władysławowi K. przekupienie Jacka G., ale ten wątek został wydzielony do rozpatrzenia w osobnym postępowaniu z racji poważnych kłopotów zdrowotnych biznesmena.
Odebranie przez zarząd PZPN Pucharu Polski Groclinowi Dyskobolii nie oznaczało automatycznego przyznania tego trofeum Zagłębiu Lubin. Członkowie zarządu PZPN po zapoznaniu się z wyrokami w tej sprawie postanowili nie przekazywać go innej drużynie. Zarząd kierował się „realizacją uprawnienia statutowego PZPN do podejmowania działań zmierzających do zapewnienia realizacji reguł fair play oraz uczciwej rywalizacji sportowej”, co należy rozumieć, że uznano iż w finale Pucharu Polski w sezonie 2004/2005 doszło do oszustwa sportowego, co stanowi podstawę do decyzji o odebraniu trofeum. W futbolowych statystykach sezonu 2004/2005 w ogóle nie będzie zdobywcy Pucharu Polski.
Trzy lata po wydarzeniach, o jakich tu mowa, Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Groclin Dyskobolia SSA zdecydowało się na zmianę spółki na KSP Polonia Warszawa SSA i sprzedanie wszystkich udziałów Józefowi Wojciechowskiemu. A Dyskobolia, która już bez członu Groclin w nazwie gra dzisiaj w IV lidze i pod nazwą Nasza Dyskobolia, tak skomentowała na Twitterze odebranie Pucharu Polski: „Jeśli daliśmy sobie prawo do chwalenia się sukcesami, na barki będzie trzeba też wrzucić porażkę. Boli jedynie fakt, że pewne emocje w naszym małym Grodzisku zbudowane zostały na przekręcie. Ale w ciągu 10 lat puchar znów będziesz nasz i tym razem fair”.

Uchwała zarządu PZPN:
Uchwała nr VII/117 z dnia 2 września 2020 roku zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie pozbawienia przez Polski Związek Piłki Nożnej klubu Groclin-Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski tytułu zdobywcy Pucharu Polski w sezonie 2004/2005.
§1 Działając na podstawie Art. 36 § 1 pkt 25) Statutu PZPN, Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej, po zapoznaniu się z Raportem Rzecznika Dyscyplinarnego PZPN z dnia 28 sierpnia 2020 r. oraz prawomocnymi wyrokami:

  1. Sądu Rejonowego dla Wrocławia Śródmieście we Wrocławiu w Wydziale V Karnym z dnia 6 czerwca 2019 r. w sprawie sygn. akt V K 766/16; i
  2. Sądu Okręgowego we Wrocławiu w Wydziale IV Karnym Odwoławczym z dnia 30 lipca 2020 r. w sprawie sygn. akt IV Ka 146/20 na wniosek Prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, postanawia pozbawić klub Groclin-Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski tytułu zdobywcy Pucharu Polski w sezonie 2004/2005, przy jednoczesnym nieprzyznawaniu tego tytułu innej drużynie.
    §2 Stosownie do postanowień Art. 9 Statutu PZPN, w związku z Art. 12 § 1 pkt 3) Statutu PZPN, pozbawienie klubu Groclin-Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski tytułu zdobywcy Pucharu Polski w sezonie 2004/2005 stanowi realizację uprawnienia statutowego PZPN do podejmowania działań zmierzających do zapewnienia realizacji reguł fair play oraz uczciwej rywalizacji sportowej w sytuacji, gdy fakt zjawiska oszustwa sportowego, związanego ze zdobyciem tytułu zdobywcy Pucharu Polski w sezonie 2004/2005 wynika z prawomocnego orzeczenia sądu powszechnego wydanego w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej.
    §3 Niniejsza Uchwała obowiązuje od dnia uchwalenia i stanowi podstawę do dokonania stosownych zmian w annałach historii polskiej piłki nożnej”.

Wirus w Pucharze Polski

W ostatnim czasie w klubach piłkarskich coraz częściej zdarzają się przypadki zakażenia koronawirusem. Z tego powodu w miniony weekend odwołano m.in. cztery spotkania 1/32 finału Pucharu Polski.

Zagrożenie epidemiczne w minionym tygodniu pojawiło się m.in w Pogoni Szczecin i pierwszoligowej Sandecji, a zespół Górnika Łęczna o zagrożeniu wirusem w Polonii Nysa dowiedział się tuż przed wjazdem na stadion w Nysie i bez gry musiał wrócić do domu. Na większości stadionów spotkania się jednak odbyły bez przeszkód. Atutu własnego boiska nie zmarnował Górnik Zabrze, który pokonał Jagiellonię Białystok 3:1. Nie popisała się natomiast Wisła Kraków, która odpadła po wyjazdowej porażce z trzecioligowym KSZO Ostrowiec 1:2. Z zespołem z II ligi, KKS Kalisz, odpadła natomiast ekipa spadkowicza z ekstraklasy Korony Kielce (0:2).

Wyniki I rundy Pucharu Polski:
Pniówek Pawłowice – Sokół Ostróda 2:3, Karpaty Krosno – Stal Mielec 0:2, KKS Kalisz – Korona Kielce 2:0, Stal Rzeszów – Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:1, Unia Janikowo – Zagłębie Sosnowiec 1:0, Unia Skierniewice – Widzew Łódź 0:4, Resovia Rzeszów – Piast Gliwice 0:4, GKS Tychy – Wisła Płock 1:2, KSZO Ostrowiec – Wisła Kraków 2:1, Odra Opole – Lech Poznań 1:3, GKS Bełchatów – Legia Warszawa 1:6, Ślęza Wrocław – Wigry Suwałki 2:1, Ruch Wysokie Mazowieckie – Znicz Pruszków 0:1, Lechia Zielona Góra – Świt Skolwin 1:4, Świt Nowy Dwór Mazowiecki – Zagłębie Lubin 1:3, Jaguar Gdańsk – Puszcza Niepołomice 1:4, Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok 3:1.
Z powodu zagrożenia epidemicznego odwołano mecze Sandecji z Rakowem Czestochowa, Podhala Nowy Targ z Pogonią Szczecin, Polonii Nysa z Górnikiem Łęczna oraz Orląt Radzyń Podlaski z Pogonią Siedlce.
Niedzielne spotkania: Chrobry Głogów – Cracovia, Błękitni Stargard – Warta Poznań, ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław zakończyły się po zamknięciu wydania.
Termiony pozostałych meczów: Stal Stalowa Wola – Lechia Gdańsk (19 sierpnia), Chojniczanka Chojnice – Olimpia Elbląg (21 sierpnia), Olimpia Grudziądz – Lech II Poznań (22 sierpnia), Garbarnia Kraków – GKS Katowice (22 sierpnia), Stomil Olsztyn – GKS Jastrzębie (22 sierpnia), Radomiak Radom – Miedź Legnica (22 sierpnia), Bytovia Bytów – Bruk-Bet Nieciecza (23 sierpnia), Górnik Polkowice – Arka Gdynia (23 sierpnia).

PZPN odwołał mecz o Superpuchar

Polski Związek Piłki Nożnej w sobotę odwołał zaplanowany na niedzielę mecz o Superpuchar Polski, w którym mistrz kraju, Legia Warszawa, miał się zmierzyć ze zdobywcą Pucharu Polski, Cracovią.

Powodem było podejrzenie zakażenia koronawirusem przez jednego z członków sztabu szkoleniowego stołecznej drużyny. Wyszło to na jaw w piąte gdy okazało się, że jeden z masażystów Legii ma objawy koronawirusa. A że dzień wcześniej pracował z piłkarzami, cała ekipa „Wojskowych” została wezwana na badania. W sobotę warszawski klub przed południem opublikował w tej sprawie oficjalny komunikat: „Wszyscy zawodnicy oraz pozostali członkowie sztabu mają wyniki ujemne i są zdrowi. Osoba z podejrzeniem zakażenia została odizolowana od drużyny i przeszła dodatkowe badania, które również dały wynik ujemny. Podsumowując, wszyscy zdrowi” – napisano na oficjalnej stronie internetowej Legii.
Teoretycznie zatem niedzielne spotkanie o Superpuchar Polski na stadionie Legii przy Łazienkowskiej mogło się odbyć, bo Cracovia nie sygnalizowała żadnych problemów z Covid-19, ale mimo to PZPN mecz odwołał. W uzasadnieniu nasza piłkarska federacja podała, że podjęta decyzja ma na celu „minimalizację ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa w klubach uczestniczących w europejskich pucharach oraz w trosce o zbliżający się start rozgrywek PKO Ekstraklasy”. I przypomniała, że zgodnie z procedurami, wykluczenie potencjalnego zakażenia można uzyskać dopiero po przeprowadzaniu dwóch testów wymazowych w odstępie siedmiu dni.
Trener Cracovii Michał Probierz uznał decyzję PZPN za słuszną, chociaż odwołanie meczu o Superpuchar Polski komplikuje mu to przygotowania zespołu do nowego sezonu. „Nie jestem nią zaskoczony i uważam ją za słuszną. Musimy być ostrożni. Lepiej zachować profilaktykę, niż później żałować. Trochę nam to utrudnia treningi i przygotowania, bo na ten weekend nie zdążymy już z nikim się dogadać w sprawie sparingu” – powiedział szkoleniowiec zespołu tegorocznego zdobywcy Pucharu Polski. W tej sytuacji oba zespoły zainaugurują nowy sezon wyjazdowymi meczami w 1/32 finału Pucharu Polski – Legia 14 sierpnia zagra z GKS Bełchatów, a Cracovia dwa dni później z Chrobrym Głogów.

Nowe rozdanie w PP

W poniedziałek w siedzibie PZPN w Warszawie dokonano losowania par 1/32 finału Pucharu Polski sezonu 2020/2021. Mecze tej fazy zmagań zostaną rozegrane w dniach 13-16 sierpnia.

Już w tej fazie rozgrywek w jednej parze spotkają się dwie drużyny z PKO Ekstraklasy – Górnik Zabrze podejmie Jagiellonię Białystok. W inne parze Radomiak Radom zmierzy się z Miedzią Legnica. Dla tych zespołów będzie to okazja do rewanżu za rozegrany we wtorek 28 lipca barażowy mecz o awans do ekstraklasy. Na losowanie mogą narzekać gracze Pogoni Szczecin, których czeka wyprawa do Nowego Targu na mecz z trzecioligowym Podhalem. Przed losowaniu przyjęto zasadę, że gospodarzami spotkań będą drużyny z niższych klas rozgrywkowych, a jeśli trafią na siebie dwa zespoły z tej samej ligi, o wyborze gospodarza zadecyduje kolejność w tabeli.Pula nagród w Pucharze Polski ustalona w sezonie 2020/2021 wynosi 10 milionów złotych. Dla zwycięzcy PZPN przewidział premię w wysokości 5 milionów złotych.
Zestaw par 1/32 finału:
Odra Opole – Lech Poznań, GKS Bełchatów – Legia Warszawa, Chrobry Głogów – Cracovia, Resovia – Piast Gliwice, Ślęza Wrocław – Wigry Suwałki, (zespół wyłoniony w rozgrywkach Opolskiego ZPN) – Górnik Łęczna, Górnik Polkowice – Arka Gdynia, Wielkopolski ZPN – Korona Kielce, Łódzki ZPN – Widzew Łódź, Garbarnia Kraków – GKS Katowice, Kujawsko-Pomorski ZPN – Zagłębie Sosnowiec, Podhale Nowy Targ – Pogoń Szczecin, Błękitni Stargard lub Legionovia – Warta Poznań, Stomil Olsztyn – GKS Jastrzębie, Radomiak – Miedź Legnica, Podlaski ZPN – Znicz Pruszków, Stal Rzeszów – Podbeskidzie Bielsko-Biała, GKS Tychy – Wisła Płock, Lubuski ZPN – Świt Szczecin, ŁKS Łódź – Śląsk Wrocław, Świt Nowy Dwór Mazowiecki – Zagłębie Lubin, Sandecja Nowy Sącz – Raków Częstochowa, Lubelski ZPN – Pogoń Siedlce, Skra Częstochowa lub Stal Stalowa Wola – Lechia Gdańsk, Pomorski ZPN – Puszcza Niepołomice, Warmińsko-Mazurski ZPN – Śląski ZPN, Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok, Bruk-Bet Nieciecza – Bytovia Bytów, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Wisła Kraków, Chojniczanka Chojnice – Olimpia Elbląg, Olimpia Grudziądz – Lech II Poznań lub Elena Toruń, Podkarpacki ZPN – Stal Mielec.

Cracovia i Lechia powalczą w Lublinie o Puchar Polski

Lechia Gdańsk i Cracovia w piątek 24 lipca zagrają w Lublinie finałowy mecz o Puchar Polski. Gdańszczanie będą bronić zdobytego przed rokiem trofeum, natomiast dla ekipy „Pasów” to dopiero pierwszy występ w finale tych rozgrywek. Chociaż zespół Cracovii wygrał pięć ostatnich meczów z Lechią, w tym trzy w zakończonym niedawno sezonie ligowym, szanse obu zespołów na zdobycie pucharu oceniane są po równo.

Cracovia tylko dwa razy – w 1962 i 2007 roku dotarła do półfinału tych rozgrywek. Dlatego w klubie mają świadomość historycznej chwili, zwłaszcza że w Lublinie „Pasy” mogą wywalczyć pierwsze trofeum od 1948 roku, gdy po raz ostatni zostały mistrzem Polski. Zapotrzebowanie na sukces zgłasza zwłaszcza prezes krakowskiego klubu Janusz Filipiak, który jest także właścicielem Cracovii od 2003 roku i jak na razie nie zdobył z nim żadnego trofeum. Dlatego, żeby maksymalnie zmobilizować swoich piłkarzy, obiecał im, że jeśli zdobędą Puchar Polski, wyrówna im obcięte z powodu pandemii o 50 procent wynagrodzenia.
Trener Cracovii Michał Probierz ma już w dorobku jeden triumf w Pucharze Polski – w 2010 roku prowadzona przez niego Jagiellonia Białystok pokonała w finale Pogoń Szczecin 1:0. „Na takie mecze się czeka, czasem całą karierę. Mam nadzieję, że stworzymy ciekawe widowisko. Z drugiej strony nie można też się dać zwariować. Do tego spotkania przygotowujemy się jak do każdego innego” – zapewniał Probierz.
Lechia wydaję się być idealnym rywalem dla Cracovii, która wygrała cztery ostatnie spotkania ekstraklasy z ekipą Piotra Stokowca, w tym dwa rozegrane w tym sezonie w Gdańsku – 3:1 i 3:0. „Wyniki potwierdzają tezę, że Cracovia ma w starciach z nami dobrą passę. Ale nic nie trwa wiecznie, a w ligowej tabeli to my jesteśmy wyżej. Poza tym Lechia przez lata notowała słabe rezultaty w Poznaniu, aż w końcu się przełamała i w pucharowym meczu na wyjeździe jednak wyeliminowaliśmy poznański zespół. W lidze od dawna nie możemy wygrać z Zagłębiem Lubin, a w Pucharze Polski okazaliśmy się jednak lepsi. Z porażek z Cracovią też wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski, ale czy właściwe, przekonamy się w piątek po ostatnim gwizdku arbitra” – stwierdził z kolei trener gdańskiej drużynu Piotr Stokowiec.
Zawodnicy Lechii na pewno mają w Pucharze Polski znacznie większe doświadczenie od graczy Cracovii – przed rokiem triumfowali w tych rozgrywkach, a teraz znowu dotarli do finału. Wielka szkoda, że finał nie odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Z powodu pandemii PZPN przeniósł mecz na nowoczesny, ale znacznie mniejszy stadion Arena w Lublinie.
Piątkowy finał sędziować będzie Paweł Raczkowski z Warszawy. Początek meczu o godz. 20:00. Triumfator zapewni sobie występy w eliminacjach Ligi Europy, a także w sierpniowym spotkaniu o Superpuchar Polski, w którym zmierzy się z mistrzem kraju – Legią Warszawa.

48 godzin sport

Kara za doping dla Pogoni Siedlce
Na czwartkowym posiedzeniu Komisja Dyscyplinarna PZPN podjęła decyzję o ukaraniu drugoligowej Pogoni Siedlce odjęciem sześciu punktów w rozgrywkach, w których klub będzie uczestniczył w sezonie 2020/2021. To sankcja za zastosowanie przez siedmiu zawodników w październiku 2019 roku niedozwolonego wspomagania farmakologicznego w postaci infuzji dożylnych. Polska Agencja Antydopingowa (POLADA) ukarała tych piłkarzy półroczną dyskwalifikacją, która była liczona od 5 grudnia.

Puchar dla Ogniwa Sopot
Ogniwo Sopot zdobyło Puchar Polski Klubów Ekstraligi rugby. W sobotnim finale tych rozgrywek pokonało w Łodzi Juvenię Kraków 35:3 (18:3). Do rywalizacji przystąpiło tylko sześć zespołów – poza Ogniwem i Juvenią jeszcze Lechia Gdańsk, Arka Gdynia), Awenta Pogoń Siedlce i Edach Budowlani Lublin). Na start nie zdecydowały się Master Pharm Rugby Łódź, Orkan Sochaczew i Skra Warszawa. Ze względu na pandemię koronawirusa, 31 marca zarząd Polskiego Związku Rugby postanowił, że rozgrywki ekstraligi nie zostaną dokończone. Nie wyłoniono mistrza Polski, a końcową klasyfikację ustalono na podstawie tabeli po rundzie jesiennej. Wcześniej o Puchar Ekstraligi Rugby grano jesienią 2016 rokuw związku ze zmianą systemu ligowych rozgrywek, a trofeum zdobyli wtedy rugbiści Master Pharm, którzy pokonali w finale Ogniwo Sopot 17:6.

Włoch trenerem Azerów
Nowym selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Azerbejdżanu zostanie Włoch Gianni De Biasi – podały media w Italii. Umowa ma obowiązywać do mistrzostw świata w Katarze w 2022 roku. Funkcje asystentów trenera będą pełnić jego rodacy Benito Carbone i Claudio Bellucci. W latach 2011-2017 De Biasi był szkoleniowcem drużyny narodowej Albanii, z którą awansował do finałowego turnieju mistrzostw Europy 2016. To największy sukces w historii tej reprezentacji. Dostał honorowe obywatelstwo tego kraju oraz tytuł doktora honoris causa uniwersytetu w Tiranie. Włoch pracował też z piłkarzami takich klubów, jak Brescia, Torino, Udinese w ojczyźnie oraz Levante i Alaves w Hiszpanii.

Froome zmienia barwy
Brytyjczyk Chris Froome, czterokrotny triumfator Tour de France, od nowego sezonu będzie reprezentować Israel Start-Up Nation – oświadczył izraelski zespól. Wcześniej w czwartek o zakończeniu współpracy z kolarzem po sezonie 2020 poinformował jego obecny team – Ineos, którego zawodnikami są m.in. Polacy Michał Kwiatkowski i Michał Gołaś. W 2019 roku Ineos zastąpił Sky jako tytułowy sponsor brytyjskiego zespołu, z którym Froome wygrał czterokrotnie Wielką Pętlę – w 2013, 2015, 2016 i 2017 roku. Teraz 35-letni Brytyjczyk, który w ubiegłym roku miał poważny wypadek i wrócił do wyścigów dopiero w lutym, zamierza po raz piąty triumfować w Tour de France.

Śmierć wybitnej panczenistki
W wieku 27 lat zmarła w szpitalu w Perpignan mistrzyni świata w short tracku na dystansie 500 m Holenderka Lara van Ruijven – poinformowała w piątek wieczorem jej macierzysta federacja. Dwa tygodnie temu łyżwiarka zasłabła podczas zgrupowania w Pirenejach i została przewieziona do szpitala. Tam zdiagnozowano u niej chorobę autoimmunologiczną. Dwie operacje nie uratowały jej życia. Van Ruijven triumfowała w ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Sofii. Wyścig na 500 m to koronna konkurencja Natalii Maliszewskiej, srebrnej medalistki MŚ 2018 w Montrealu. W stolicy Bułgarii Polka odpadła w ćwierćfinale. Tegoroczne MŚ odwołano z powodu pandemii koronawirusa. Van Ruijven w dorobku miała także srebrny medal MŚ i brązowy igrzysk olimpijskich w sztafecie na 3000 m.

Kerber jak Graf i Becker
Andżelika Kerber została wyróżniona za „wybitne zasługi dla niemieckiego tenisa”. Mająca również polskie korzenie zawodniczka ma na swoim koncie trzy wielkoszlemowe trofea (Australian Open, Wimbledon i US Open) oraz wspięła się na pierwsze miejsce w rankingu WTA. Niemiecki Związek Tenisowy (DTB) ogłosił też, że Kerber została honorowym członkiem krajowej federacji. Wcześniej tego zaszczytu dostąpili jedynie Steffi Graf i Boris Becker.

Maseczkę trzeba nosić
Francuz Valerien Ismael został zwolniony z funkcji trenera piłkarzy LASK Linz za nieprzestrzeganie przepisów sanitarnych, co kosztowało drużynę odjęcie czterech punktów w rozgrywkach ekstraklasy austriackiej. Zastąpił go Dominik Thalhammer. W połowie maja 44-letni Ismael pozwolił na wspólny trening piłkarzy, gdy obowiązywały jeszcze restrykcje związane z pandemią koronawirusa. Przed przerwą w rozgrywkach LASK był liderem ekstraklasy, ale ostatecznie mistrzem Austrii został Red Bull Salzburg, a zespół z Linzu zajął czwarte miejsce. LASK Linz gra jeszcze w Lidze Europy, ale ma minimalne szanse awansu do ćwierćfinału po porażce na własnym boisku 0:5 w pierwszym meczu z Manchesterem United.

Wirus w Crvenej Zveździe
Sześciu piłkarzy mistrza Serbii Crvenej Zvezdy Belgrad miało pozytywny wynik testu na koronawirusa – poinformowały miejscowe media. W Serbii od końca czerwca znów rośnie liczba wykrywanych zakażeń i zgonów, zbliżając się do poziomu notowanego w szczycie epidemii. To kolejny przypadek zakażeń koronawirusem w Crvenej Zveździe. 22 czerwca zespół z Belgradu przekazał wiadomość o pięciu piłkarzach zainfekowanych. Niedawno Crvena Zvezda Belgrad po raz trzeci z rzędu zapewniła sobie mistrzostwo kraju.

Sto tysięcy euro dla Rublowa
Rosjanin Andriej Rublow pokonał Austriaka Dominica Thiema 6:2, 5:7, 10-8 w finale pokazowego turnieju tenisowego w Kitzbuehel. Zwycięzca odebrał czek w wysokości 100 tysięcy euro. Współorganizatorem imprezy był sam Thiem, trzykrotny finalista turniejów wielkoszlemowych.

Cracovia i Lechia w finale

Półfinałowe mecze Pucharu Polski zakończyły się porażkami faworytów. We wtorek w Krakowie lider ekstraklasy Legia Warszawa przegrał sromotnie 0:3 z Cracovią, zaś w środę w Poznaniu trzeci w tabeli Lech przegrał z broniącą trofeum Lechią Gdańsk po rzutach karnych. Finał odbędzie się 24 lipca w Lublinie.

Kibice Cracovii czekali na zwycięstwo swojej drużyny z Legią na własnym stadionie od 10 kwietnia 2005 roku, czyli ponad 5,5 tysiąca dni. Zespół „Pasów” nie ma wielkich dokonań w rozgrywkach o Puchar Polski. Do fazy półfinałowej dotarł dopiero po raz trzeci w historii (wcześniej w sezonie 1961/1962 i 2006/2007), a w finale zagra po raz pierwszy. Dla ekipy Legii z kolei Puchar Polski to zwycięska rutyna – stołeczna drużyna ma na koncie 19 triumfów w tej rywalizacji, a w ostatniej dekadzie w półfinale zagrała po raz ósmy. Mało kto zakładał jakąś niespodziankę w tym starciu, którego murowanym faworytem byli legioniści. Także dlatego, że stadion Cracovii nie był dla nich niezdobytą twierdzą – nie przegrali tu w trzynastu wcześniejszych wizytach, notując na obiekcie przy Kałuży 1 osiem zwycięstw i pięć remisów.
Legia to jednak w tej chwili już nie jest tym samym zespołem, który po przerwie zimowej był niepokonany w pięciu kolejach z rzędu, pokonując w tym czasie między innymi Cracovię i Lechię, czyli obu świeżo upieczonych finalistów Pucharu Polski. Potem legionistom przytrafiła się porażka na własnym stadionie z Piastem Gliwice, lecz trener Aleksandar Vuković nie zdążył stwierdzić, czy był to tylko wypadek przy pracy, czy też zapowiedź głębszego kryzysu, bo wybuchła pandemia koronawirusa. Po restarcie rozgrywek Legia znowu jednak zaczęła grać znakomicie wygrywając trzy pierwsze spotkania, co zapewniło jej pierwszą lokatę w sezonie zasadniczym, dlatego porażka w 30. kolejce z Górnikiem Zabrze uznano jako objaw rozprzężenia po osiągnięciu celu.
Początek rywalizacji w fazie play off jeszcze nie zapowiadał kłopotów – „Wojskowi” pokonali u siebie Śląsk 2:0, zremisowała na wyjeździe 0:0 z Jagiellonią i u siebie z zawsze niewygodnym Piastem 1:1. Potem jednak przegrali w Poznaniu z Lechem 1:2. Tracąc siedem punktów w trzech meczach legioniści co prawda nie roztrwonili przewagi nad ścigającymi ich w tabeli ekipami Piasta i Lecha, od których wciąż mają osiem „oczek” więcej, ale do przyklepania mistrzowskiego tytułu wciąż potrzebują jednego punktu. Wtorkowa porażka z Cracovią w półfinale Pucharu Polski była jednak dla Legii już czwartym z rzędu meczem bez zwycięstwa, a drugim z rzędu przegrany. Na słabszą dyspozycję zespołu z pewnością wpływ miała plaga kontuzji. W składzie Legii w spotkaniu z „Pasami” zabrakło aż sześciu zawodników, którzy na początku czerwca wychodzili na boisko w podstawowej jedenastce. Dało się też zauważyć, że większości zawodników zaczyna brakować siły i szybkości, co nie najlepiej prognozuje w trzech ostatnich kolejkach sezonu.
Trener Cracovii Michał Probierz dopiero 29 czerwca zaczął swobodniej oddychać i przestał rozważać złożenie dymisji, bo tego dnia jego zespół wreszcie wygrał w lidze pokonując u siebie Pogoń 2:1, a w następnej kolejce rozgromił na wyjeździe Lechię 3:0. Wygrana z Legią była zatem trzecią z rzędu, na dodatek zwycięstwo zapewniły gole polskich piłkarzy – jeden Michała Helika i dwa Mateusza Wdowiaka. W Cracovii takie sytuacje to ostatnio rzadkość, bo polskich piłkarzy w tym zespole można policzyć na palcach jednej ręki – w spotkaniu z Legią oprócz wspomnianej dwójki zagrali jeszcze tylko Kamil Pestka. Probierz na razie o finałowym starciu z Lechią w Pucharze Polski jeszcze nie myśli, bo po zdobyciu sześciu punktów w lidze jego zespół wrócił niespodziewanie do gry o miejsce na podium rozgrywek, gwarantujące start w kwalifikacjach Ligi Europy. Do osiągnięcia tego celu musi jednak powalczyć z Legią w najbliższa sobotę w Warszawie o komplet punktów. Gdyby „Pasom” ta sztuka na Łazienkowskiej się udała, mogą odwlec koronację legionistów i przybliżyć się do pierwszego od 1952 roku medalu mistrzostw Polski.
W drugim półfinale Lech miał awans na wyciągnięcie ręki, bo prowadził w konkursie rzutów karnych, ale jego gracze zmarnowali dwie ostatnie „jedenastki” i ostatecznie przegrali 3-4. W regulaminowym czasie gry było 1:1 po golach Flavio Paixao dla Lechii w 65. i Dani Ramireza dla Lecha w 62. minucie. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia i sędzia Tomasz Musiał z Krakowa zarządził karne. Trener Lecha Dariusz Żuraw do ich wykonywania wyznaczył Christiana Gytkjaera (trafił), Jakuba Modera (trafił), Lubomira Satka (trafił), Filipa Marchwińskiego (spudłował), Daniego Ramireza (spudłował) i Kamila Jóźwiaka (spudłował), natomiast trener Lechii Piotr Stokowiec postawił na Jarosława Kubickiego (trafił), Rafała Pietrzaka (spudłował), Łukasza Zwolińskiego (trafił), Egzona Kryeziu (spudłował), Flavio Paixao (trafił) i Macieja Gajosa (trafił). W sumie trzeba było sześciu kolejek rzutów karnych, żeby wyłonić zwycięzcę meczu. Gracze „Kolejorza” pokpili sprawę, bo mieli już gdańszczan na łopatkach. Ich porażka jest tym bardziej bolesna, że w przekroju całego spotkania byli zespołem wyraźnie lepszym.