48 godzin sport

Sukces polskich szablistek
Polskie szablistki triumfowały w drużynowych zawodach Pucharu Świata w Budapeszcie. Ekipa biało-czerwonych wystąpiła w składzie: Sylwia Matuszak (KKSz Konin), Marta Puda (TMS Sosnowiec), Angelika Wątor i Zuzanna Cieślar (obie Zagłębiowski KS). W finale Polki wygrały z Włoszkami 45:44. Trzecie miejsce zajął zespół Korei Południowej po wygranej z Francją 45:41. Przed tym sukcesem nasze szpadzistki po raz ostatni wywalczyły miejsce na podium zawodów PŚ w maju 2017 roku, zajmując drugą lokatę w turnieju w Tunisie.

W Izraelu kibice na trybunach
W Izraelu, w którym jest w tej chwili najwięcej zaszczepionych przeciwko koronawirusowi, władze zezwoliły na powrót kibiców na trybuny piłkarskich stadionów. Według oficjalnych danych już blisko połowa Izraelczyków otrzymała dwie dawki szczepionki przeciwko Covid-19. Na mecz Beitaru Jerozolima z Hapoelem Kefar Sawa wybrał się nawet premier Izraela Benjamin Netanjahu.

Będą dwie walki Joshua – Fury
Brytyjscy pięściarze wagi ciężkiej Anthony Joshua i Tyson Fury stoczą nie jeden, lecz dwa pojedynki o mistrzostwo świata. Brytyjskie media na wieść o podpisaniu w miniony poniedziałek kontraktu przez obu zawodników natychmiast ogłosiły, że będzie to największy wydarzenie w historii brytyjskiego boksu. Pierwsza walka ma odbyć się już w czerwcu lub lipcu. Pięściarze mają zarobić po 140 mln dolarów, a zwycięzca zostanie pierwszym niekwestionowanym mistrzem świata wagi ciężkiej od czasu Lennoxa Lewisa (1999). Joshua to mistrz wagi ciężkiej federacji IBF, WBO, WBA i IBO, Tyson Fury z kolei dzierży aktualnie pas federacji WBC.

ZAKSA z Pucharem Polski
Siatkarze Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wyśrubowali rekord triumfów w Pucharze Polski. Kędzierzynianie w rozegranym w miniony weekend finale pokonali Jastrzębski Węgiel 3:0 i wywalczyli ósme trofeum w historii tych rozgrywek. Teraz ekipę ZAKSY czekają kolejne wyzwania – już w najbliższy czwartek (18 marca) stanie do pierwszego meczu o awans do finału Ligi Mistrzów CEV z Zenitem Kazań. A przed rewanżem kędzierzynianie będą musieli jeszcze zagrać z MKS Ślepsk Malow Suwałki w ćwierćfinale play off naszej siatkarskiej ekstraklasy.

Gikiewicz piłkarzem kolejki
Bramkarz zespołu FC Augsburg Rafał Gikiewicz został przez redakcję tygodnika „Kicker” uznany za najlepszego zawodnika 25. kolejki Bundesligi i oczywiście znalazł się też w najlepszej jedenastce. Zespół Augsburga wygrał 3:1 z Borussią Moenchengladbach, a polski bramkarz został uznany za bohatera meczu. Średnie noty jakie Gikiewicz dostawał w relacjach „Kickera” wynika, że jest on w tym sezonie najlepszym bramkarzem niemieckiej ekstraklasy. Mimo tych świetnych osiągnięć 33-letni golkiper nie znalazł uznania w oczach nowego selekcjonera reprezentacji Polski Paulo Sousy i nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze.

48 godzin sport

Gollob w Galerii Żużlowych Sław
Indywidualny mistrz świata z 2010 roku Tomasz Gollob został w miniony wtorek wprowadzony do Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski. Uroczystość odbyła się w Bydgoszczy przy okazji towarzyskiego meczu Polska – Rosja. W Galerii Sław Żużlowej Reprezentacji Polski umieszcza się zawodników, którzy od roku 1960, czyli od pierwszego finału drużynowych mistrzostw świata na żużlu, startując narodowych barwach zdobywali medale indywidualnych i drużynowych mistrzostw świata oraz tacy, którzy reprezentowali Polskę co najmniej 30 razy.

Wyróżnienie dla Gikiewicza
W sobotę FC Augsburg sprawił sensację pokonując na własnym stadionie Borussię Dortmund 2:0. Do zwycięstwa znacząco przyczynił się polski bramkarz zespołu gospodarzy Rafał Gikiewicz, który obronił siedem strzałów napastników Borussii. Jego znakomity występ doceniła redakcja magazynu „Kicker”, umieszczając Gikiewicza w najlepszej „11” 2. kolejki Bundesligi. Były bramkarz Śląska Wrocław jest jedynym Polakiem w tym zestawieniu.

Lakers i Heat w finale NBA
Koszykarze Miami Heat awansowali do finału rozgrywek NBA, pokonując w finale Konferencji Wschodniej ekipę Boston Celtics w szóstym meczu 125:113, a w rywalizacji do czterech zwycięstw 4-2. W meczu o mistrzostwo NBA zmierzą się z mistrzem Konferencji Zachodniej zespołem Los Angeles Lakers, który wywalczył awans pokonując Denver Nuggets 4-1. Dla Miami Heat będzie to pierwszy finał NBA od 2014, a dla LA Lakers od 2010 roku.

Atak koronawirusa na siatkarzy
VERVA Warszawa ORLEN Paliwa w niedzielę poinformowała o wykryciu wśród siatkarzy oraz członków sztabu szkoleniowego sześciu przypadków zakażenia koronawirusem. W związku z tym Polska Liga Siatkówki S.A. zdecydowała o przełożeniu zaplanowanego na 27 września meczu warszawskiego zespołu ze Stalą Nysa, a także kolejnego ligowego meczu ekipy VERVY, 30 września z PGE Skra Bełchatów.

Puchar Stanleya dla Błyskawic
Hokeiści Tampa Bay Lightning zdobyli Puchar Stanleya. W nocy z poniedziałku na wtorek pokonali Dallas Stars 2:0, a w finałowych starciach do czterech zwycięstw 4:2. To drugi triumf ekipy „Błyskawic” w rozgrywkach NHL w historii. Poprzednio triumfowali w sezonie 2004/2005.

Bramkarze U-21 z rezerw
Trener młodzieżowej reprezentacji Polski Czesław Michniewicz na październikowe zgrupowanie kadry powołał trzech bramkarzy: Kamila Grabarę z Liverpoolu, Marcina Bułkę z Paris Saint-Germain i Radosława Majeckiego z AS Monaco. Nazwy klubów robią wrażenie, ale Grabara został właśnie wypożyczony do duńskiego Aarhus, a Bułka do II-ligowego hiszpańskiego zespołu FC Cartagena, natomiast Majecki w AS Monaco grzeje ławę.

Nasi w Pucharze Niemiec

Z polskich piłkarzy, którzy w miniony weekend zagrali w meczach I rundy Pucharu Niemiec, hat-trickiem dla Eintrachtu Brunszwik w wygranym 5:4 meczu z Herthą Berlin wyróżnił się Martin Kobylański.

Eintracht Brunszwik to klub występujący obecnie w 2.Bundeslidze, dlatego porażka Herthy jest sporą sensacją. W berlińskim zespole zabrakło Krzysztofa Piątka, który jest w trakcie obowiązkowej kwarantanny po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski. O to zresztą doszło do małego zgrzytu w relacjach niemieckiego klubu z PZPN, bo ponoć Piątek miał wrócić do Berlina zaraz po meczu z Holandią w Amsterdamie, bo wedle niemieckim przepisów sanitarnych wyprawa do znajdującej się poza Unia Bośni i Hercegowiny skutkowała właśnie obowiązkową kwarantanną po przyjeździe. Ale nawet bez Polaka w ataku drużyna Herthy powinna pokonać ekipę z Brunszwiku. Na przeszkodzie stanął jej jednak inny polski piłkarz, Martin Kobylański, syn byłego reprezentanta Polski Andrzeja Kobylańskiego, srebrnego medalisty olimpijskiego z Barcelony. Martin trafił do Eintrachtu latem 2019 roku gdy zespół grał jeszcze w trzeciej lidze i znacząco przyczynił się do wywalczenia awansu do 2. Bundesligi. W dowód uznania koledzy wybrali go kapitanem drużyny. W meczu z Herthą 26-letni piłkarz znakomicie wywiązał się z roli lidera, strzelając trzy gole.
W innych spotkaniach I rundy Pucharu Niemiec debiut na niemieckich boiskach zaliczył 18-letni napastnik Zagłębie Lubin Bartosz Białek, który tego lata został wykupiony przez VfL Wolfsburg. Nasz utalentowany piłkarz w wygranym przez ekipę „Wilków” 4:1 meczu z czwartoligowym Unionem Fuierstenwalde wszedł na boisko w 74. minucie, zmieniając Admira Mehmediego.
Debiuty w zespole FC Augsburg zaliczyli także pozyskani latem przez ten klub: bramkarz Rafał Gikiewicz (przeszedł z Unionu Berlin) oraz wykupiony z Lecha Poznań boczny obrońca Robert Gumny. Ich drużyna wygrała 7:0 z V-)ligowym MTV Eintracht Celle. Gikiewicz zagrał całe spotkanie, a Gumny wszedł na boisko w 72. minucie.

Najdrożsi w Bayernie

Robert Lewandowski rozgrywa najlepszy sezon w karierze, został królem strzelców Bundesligi i wybrano go na najlepszego gracza sezonu, ale chociaż gra teraz nawet lepiej niż grał pięć lat temu, jego transferową wartość branżowy portal Transfermarkt.de szacuje na 56 mln euro. Gdyby Bayern Monachium zgodził się sprzedać „Lewego” za taką właśnie kwotę, kapitan reprezentacji Polski mógłby pewnie przebierać w ofertach jak w ulęgałkach.

Działacze bawarskiego potentata rzecz jasna nie mają zamiaru oddawać Lewandowskiego za 56 mln euro z prostego powodu – mają z nim kontrakt do końca czerwca 2023 roku, a chociaż polski napastnik ma już 32 lata, to przy jego na wskroś profesjonalnym traktowaniu piłkarskiej kariery może utrzymać wysoki sportowy poziom nie tylko do końca obecnej umowy z Bayernem, lecz nawet dwa-trzy sezony dłużej. Oddawanie go teraz mija się z celem, bo nie tylko za 56 mln euro, ale nawet za dwukrotnie wyższą kwotę szefowie monachijskiego klubu nie znajdą gracza zdolnego w pełni zastąpić Lewandowskiego. Grać na jego pozycji może każdy, ale który z obecnych piłkarzy zagwarantuje tyle goli strzelanych w każdym sezonie ile strzela w Bundeslidze od dekady kapitan reprezentacji Polski?
Wygląda jednak na to, że „Lewy” jest w pełni zadowolony z gry w Bayernie, swoich zarobków i pozycji jaką zdobył w tym zespole. Co ciekawe, wedle wyceny Transfermarkt.de w ekipie tegorocznych mistrzów Niemiec i zdobywców krajowego pucharu aż czterech zawodników ma wyższą wartość transferową od najskuteczniejszego strzelca zespołu. Ale tylko dlatego, że przy wycenie decydujące kryteria to wiek oraz długość kontraktu, a dopiero w dalszej kolejności prezentowana klasa sportowa i indywidualne osiągnięcia. Dlatego obecnie najwyżej wycenianym piłkarzem Bayernu jest 25-letni pomocnik Joshua Kimmich, który ma ważny jeszcze przez trzy lata kontrakt i należy do kluczowych graczy. Wedle oceny Transfermarkt.de jego aktualna rynkowa wartość wynosi 75 mln euro.
Wyżej od Lewandowskiego wyceniani są także 28-letni austriacki obrońca David Alaba, którego wartość oszacowano na 65 mln euro oraz także odkrycie tegorocznego sezonu 19-letni kanadyjski obrońca Alphonso Davies, którego wartość od ostatniego notowania podniesiono o 15 mln do kwoty 60 mln euro.
Lewandowski z wyceną na poziomie 56 mln euro jest najdroższym graczem w swojej kategorii wiekowej. Z jego rówieśników zbliżona wycenę dostał tylko argentyński as Manchesteru City Sergio Aguero (52 mln euro), ale już kolejni gracze z rocznika 1988 na liście, występujący w Paris Saint-Germain Argentyńczyk Angel Di Maria i hiszpański pomocnik FC Barcelona Sergio Busquets, są wyceniani na 28-30 mln euro. A z zawodników starszych od „Lewego” wyższą wartość mają niezmiennie tyko dwaj futbolowi giganci – argentyński gwiazdor Barcelony Leo Messi (117 mln euro) i portugalski as Juventusu Turyn Cristiano Ronaldo (60 mln euro).
Wracając zaś do niemieckiej Bundesligi, jej najdroższym obecnie graczem wedle Transfermarkt.de wcale nie jest Joshua Kimmich, lecz 20-letni angielski skrzydłowy Borussii Dortmund Jadon Sancho, którego wartość chyba mocno na wyrost oszacowano na poziomie Leo Messiego, czyli 117 mln euro. Kimmicha w klasyfikacji najdroższych graczy niemieckiej ekstraklasy wyprzedza jeszcze rodak i kolega z reprezentacji Niemiec, a na co dzień zawodnik Bayeru Leverkusen 21-letni Kai Havertz, którego wyceniono na 81 mln euro. Warto w tym miejscu przypomnieć, że najgroźniejszy konkurent Lewandowskiego w walce o tytuł króla strzelców, reprezentant Niemiec Timo Werner, który w Bundeslidze strzelił dla RB Lipsk 28 goli, został tego lata wykupiony przez Chelsea Londyn za 53 mln euro, mimo to Transfermarkt.de jego aktualna rynkową wartość ocenia na 64 mln euro. To tylko potwierdza opinię, że piłkarz jest tyle wart, ile ktoś naprawdę za niego zapłaci, wiec często nieprecyzyjne i wręcz niesprawiedliwe wyceny niemieckiego portalu nie należy traktować przesadnie serio.
A jak wygląda aktualna wycena Transfermarkt.de pozostałych polskich piłkarzy występujących w Bundeslidze? Wartość 25-letniego Krzysztofa Piątka (Hertha Berlin) w porównaniu z poprzednim notowaniem nie uległa zmianie i utrzymała się na poziomie 21,5 mln euro. Mocno natomiast przeszacowano w dół rynkową wartość 24-letniego Dawida Kownackiego (Fortuna Duesseldorf), którą zmniejszono z 4,8 do 3,5 mln euro. Kończący już powoli karierę 35-letni Łukasz Piszczek, który niedawno przedłużył o rok kontrakt z Borussią Dortmund, został wyceniony na dwa miliony euro, co ma znaczenia jedynie symboliczne, bo przecież polski obrońca na żaden transfer się nie pisze. Zaskakująco nisko, bo zaledwie na 1,2 mln euro, wyceniano bramkarza 32-letniego Rafała Gikiewicza, który od sześciu lat gra z powodzeniem w Niemczech, a w lipcu przeszedł na zasadzie wolnego transferu z Unionu Berlin do FC Augsburg.

Ósmy mistrzowski tytuł dla Bayernu i Lewego

Zespół Bayernu Monachium na dwie kolejki przed końcem rozgrywek zapewnił sobie mistrzostwo Niemiec – ósme z rzędu, a 30. w historii. Zwycięskiego gola w spotkaniu z Werderem Brema (1:0) strzelił Robert Lewandowski.

Dla Lewandowski to także ósmy w karierze tytuł mistrzowski w Bundeslidze. Sześć z nich wywalczył z Bayernem, a wcześniej dwa z Borussią Dortmund. Spotkanie Bayernu z Werderem odbyło się we wtorek, natomiast najgroźniejsi rywale bawarskiej jedenastki w walce o mistrzowski tytuł, Borussia Dortmund i RB Lipsk, swoje mecze w ramach 32. kolejki Bundesligi rozgrywały w środę. Znając wynik Bayernu najwyraźniej gracze tych zespołów stracili motywację, bo Borussia przegrała u siebie 0:2 z broniącym się przed spadkiem FC Mainz, zaś RB Lipsk zremisował z również zagrożoną degradacją ekipą Fortuny Duesseldorf 2:2. Najgorszym graczem w zespole BVB okazał się Łukasz Piszczek, który zawalił przy obu bramkach i został zmieniony w 54. minucie. Natomiast występujący w drużynie Fortuny Dawid Kownacki całe spotkanie w Lipsku spędził na ławce rezerwowych. Skoro o polskich piłkarzach mowa, to bramkarz beniaminka Bundesligi Unionu Berlin Rafał Gikiewicz zachował czyste konto w wygranym przez jego zespół 1:0 spotkaniu z już zdegradowanym z ligi Padeborn i zapewnił sobie utrzymanie w najwyższej lidze, natomiast Krzysztof Piątek, chociaż rozegrał cały mecz w barwach Herthy Berlin, niczym się nie wyróżnił w przegranej 1:2 wyjazdowej potyczce z Freiburgiem. Trener Herthy Bruno Labaddia odebrał mu nawet przywilej wykonywania karnych, więc honorowe trafienie dla berlińskiego zespołu z „jedenastki” zaliczył konkurent Piątka Vedad Ibisević.
Ta więc póki co nic się nie zmienia w hierarchii polskich piłkarzy grających obecnie w Bundeslidze i numerem 1 wśród nich niezmiennie jest Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski notuje kolejny znakomity sezon w karierze. Zapewniając Bayernowi wygraną z Werderem, zdobył 31. ligową bramkę w obecnym sezonie, ustanawiając tym samym swój nowy życiowy rekord w liczbie trafień (dotąd jego najlepszym wynikiem było 30 goli w sezonach 2015/2016 i 2016/2017). „Lewy” jest też coraz bliżej zdobycia trzeciego z rzędu, a piątego w karierze tytułu króla strzelców Bundesligi. Co prawda jego jedyny poważny konkurent do zdobycia tego trofeum, Timo Werner z RB Lipsk, także strzelił gola w 32. kolejce, lecz było to jego 26. gol i raczej w dwóch ostatnich kolejkach nie odrobi pięciobramkowej straty do Lewandowskiego.
Teraz piłkarze Bayernu Monachium mogą już skupić się na finale Pucharu Niemiec i szlifować formę na sierpniowe zmagania w Champions League. „To nie był łatwy sezon, długo walczyliśmy o tytuł. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy świętować z kibicami na stadionie. Pokazaliśmy, że jesteśmy najlepszą drużyną w Niemczech i chcemy grać jeszcze lepiej w Lidze Mistrzów” – powiedział Lewandowski w wywiadzie zamieszczonym na stronie internetowej Bayernu.

Na szczycie Bundesligi bez zmian

Po rozegranej w miniony weekend 27. kolejce na szczycie tabeli Bundesligi nic się nie zmieniło. Bayern Monachium gromiąc u siebie 5:2 Eintracht Frankfurt utrzymał pozycję lidera i zachował czteropunktową przewagę nad Borussią Dortmund, która także zdobyła komplet punktów pokonując VfL Wolfsburg 2:0.

Piłkarze Bayernu Monachium przystępując do sobotniej potyczki z Eintrachtem Frankfurt mieli podwójną motywację. Znali już wynik rozegranego wcześniej meczu Borussii Dortmund z VfL Wolfsburg, zatem wiedzieli, że jeśli przed wtorkową wyprawą do Dortmundu chcą zachować bezpieczną przewagę czterech punktów, muszą także zdobyć komplet punktów. Drugim powodem ich wzmożonej motywacji była chęć rewanżu za poniesioną w rundzie jesiennej klęskę 1:5 we Frankfurcie. To po tej szokująco wysokiej porażce posadę trenera Bayernu stracił Niko Kovac, którego zastąpił jego asystent Hansi Flick. Dzisiaj nikt już na Allianz Arena nie pamięta o Kovacu, bo Flick z trenera tymczasowego szybko przeobraził się w szkoleniowca cenionego nie tylko przez piłkarzy, lecz także szefów klubu i dzisiaj ma już kontrakt do końca czerwca 2023 roku.
Przed meczem z Eintrachtem Flick uczulał swoich graczy, że muszą na boisku wzajemnie się motywować, aby utrzymać koncentrację i wolę walki, bo one będą kluczem do sukcesu w spotkaniach rozgrywanych przy pustych trybunach. Jak bardzo trafne były te jego sugestie, piłkarze Bayernu przekonali się boleśnie na początku drugiej połowy meczu. Na przerwę schodzili z prowadzeniem 2:0 po golach Leona Goretzki i Thomasa Muellera, ale też wściekłym Robertem Lewandowskim, którego w 35. minucie chamsko uderzył ręką w twarz austriacki stoper zespołu rywali Martin Hinteregger. „Lewy” do końca spotkania biegał po boisku z plastrem na zranionym policzku, ale niemal tuż po wznowieniu dał upust złości pakując piłkę głową pod poprzeczkę po dośrodkowaniu Kingsleya Komana. W tym momencie było już 3:0 i pewnie chyba nikt nie sądził, że coś złego może się bawarskiej jedenastce w tym meczu przydarzyć. Raczej oczekiwano jej kolejnych goli.
Ale w 53. minucie zdarzyło się coś niesamowitego. Zdwałoby się zdemolowana już i totalnie zdominowana drużyna Eintrachtu nieoczekiwanie zdobyła bramkę po rzucie rożnym, a szczęśliwym strzelcem okazał się wspomniany już Hinteregger. Austriak miał niebywałego farta, bo dwie minuty później ponownie pokonał Manuela Neuera i w ekipie Bayernu się zagotowało, bo przez kilka chwil dekoncentracji z bezpiecznego prowadzenia 3:0 zrobiło się tylko 3:2. Bawarczycy szybko jednak opanowali nerwy i znów ruszyli do ataku. Obrońcy Eintrachtu z Hintereggerem w roli głównej chyba za punkt honoru postawili sobie powstrzymanie Lewandowskiego, bo pilnowali go jak najcenniejszego skarbu. Skorzystał na tym 20-letni Kanadyjczyk Alphonso Davies, który w 61. minucie podwyższył na 4:2, a w 74. minucie Hinteregger tak bardzo chciał przeszkodzić „Lewemu” z strzeleniu gola, że sam go wyręczył i zaliczył samobója. Pomijając jego niesportowe zachowania, to ten piłkarz miał w sobotę swój wielki dzień na Allians Arenie. Jakby nie patrzeć, ustrzelił hat-tricka.
Lewandowski za swój występ otrzymał w niemieckich mediach wysokie noty. Napastnik Bayernu strzelił 27. gola w obecnym sezonie Bundesligi i 41. licząc wszystkie rozgrywki, potwierdził też niebywałą regularność także po restarcie rozgrywek, bo trafił do siatki w drugim spotkaniu z rzędu, a warto przypomnieć, że owe 27 goli strzelił w 25 występach. Kapitan reprezentacji Polski utrzymuje więc strzeleckie tempo, którego nie wytrzymują jego najgroźniejsi konkurenci. W miniony weekend zadyszki dostał kreowany już na następcę „Lewego” Erling Haaland. Norweski nastolatek zagrał cały mecz z Wolfsburgiem, ale mimo starań bramki nie zdobył. Dla nas równie ważna jest też wiadomość, że ponownie w roli kapitana poprowadził Borussię Łukasz Piszczek, który ponadto za swój występ zebrał świetne noty. W najbliższy wtorek „Piszczu” i „Lewy” zmierzą się w bezpośrednim starciu i będzie to być może wydarzenie nie mniej ekscytujące od strzeleckiego pojedynku Lewandowskiego z Haalandem.
Niemieckie media podkreślają, że trener Hansi Flick przemienił zespół Bayernu w piłkarską maszynę do wygrywania i strzelania goli. Kibice nie tylko w Polsce i w Niemczech z uwagą śledzą pogoń Lewandowskiego za legendarnym rekordem Gerda Muellera, który w sezonie 1971/1972 zdobył 40 bramek w Bundeslidze. Kapitan reprezentacji Polski ma jeszcze siedem meczów, żeby ten chyba jednak mało realny cel osiągnąć. Ale raczej na pewno przekroczy po raz trzeci w karierze granicę 30 trafień w sezonie i sięgnie po piątą koronę króla strzelców Bundesligi. Nie tylko „Lewy” ma jednak szansę przejść do historii niemieckiej ekstraklasy, ale też cały zespół Bayernu, który w tym sezonie strzelił już 80 ligowych bramek i jest na prostej drodze do wyrównania rekordu ustanowionego w sezonie 1971/72 także przez bawarską drużynę, która wówczas zdobyła 101 ligowych bramek. Aby wyrównać ten wynik w kolejnych siedmiu meczach powinni zdobywać przynajmniej trzy bramki na mecz. To wykonalne, bo mistrzowie Niemiec pod wodzą Flicka zdobywają średnio 3,22 bramki na mecz. W 23 spotkaniach rozegranych pod wodzą 55-letniego szkoleniowca monachijska jedenastka zdobyła już 74 bramki, a 21 z tych trafień było dziełem Lewandowskiego, który pod komendą Flicka zagrał 19 razy.
Skoro o polskich piłkarzach mowa, to warto odnotować, że w piątkowych derbach Berlina zagrało dwóch – Rafał Gikiewicz w bramce Unionu, zaś Krzysztof Piątek w ataku Herthy. Niestety, o ile Gikiewicz rozegrał cały mecz, to Piątek znów zaczął spotkanie w roli rezerwowego i na boisku pojawił się dopiero w 75. minucie, zmieniając 35-letniego Bośniaka Vedada Ibsevicia, który po restarcie rozgrywek imponuje formą. W starciu z Unionem znowu strzelił gola, a ponadto dorzucił jeszcze dwie asysty. Hertha wygrała to spotkanie 4:0 i pod wodzą nowego szkoleniowca, Bruno Labbadi, pozostaje póki co niepokonana. W dwóch meczach zdobyła komplet punktów, strzeliła siedem goli i nie straciła ani jednego. Tak udanego startu nie miał wcześniej żaden trener w historii Herthy (w poprzedniej kolejce ten berliński zespół pokonał na wyjeździe Hoffenheim 3:0).
Piątek znów gola nie strzelił i jest więcej niż pewne, że na razie będzie jedynie zmiennikiem Ibsevicia. Wygląda na to, że Labbadia nie przejmuje się faktem, że polski napastnik był najdroższym transferem w historii Herthy. Nie skreśla go ani nie odstawia na boczny tor, ale dopóki Piątek nie zacznie regularnie trafiać do siatki wchodząc tylko na zmiany, raczej nie dostanie miejsca w podstawowym składzie. Chyba że Ibsević zgubi formę, co na razie wydaje się mało prawdopodobne, patrząc z jakim animuszem porusza się po boisku.

Lewandowski gotów do gry

Bundesliga będzie drugą ligą w Europie, która wznowi rozgrywki. Wcześniej restart przeprowadzono na Wyspach Owczych, ale z piątki najsilniejszych lig europejskich pierwsi zaczną Niemcy. Spotkania rozgrywane będą rzecz jasna bez udziału publiczności przy zachowaniu rygorystycznych przepisów sanitarnych i z udziałem limitowanych składów poszczególnych ekip.

W sobotę 16 maja rozegranych zostanie sześć spotkań 26. kolejki. Tego dnia zobaczymy w akcji trzy zespoły mające w swoich kadrach polskich piłkarzy. Fortuna Duesseldorf (Dawid Kownacki) zmierzy się z SC Paderborn 07, Borussia Dortmund (Łukasz Piszczek) zagra z Schalke 04 Gelsenkirchen, zaś Hertha Berlin (Krzysztof Piątek) z TSG Hoffenheim. W niedzielę natomiast po dwóch stronach barykady stanie snajper Bayernu Monachium Robert Lewandowski oraz bramkarz Unionu Berlin Rafał Gikiewicz. Z wymienionych Polaków raczej na pewno na boisku nie pojawi się Kownacki, który co prawda wyleczył już kontuzję kolana, której nabawił się na początku lutego, lecz chociaż podjął już treningi z zespołem, to na razie nie jest jeszcze gotowy do gry. Ale jego klub ponownie zgłosił go do rozgrywek, zaś trener Uwe Roseler przyznał, że bardzo liczy na polskiego napastnika w ostatnich meczach tego sezonu.
Piszczek powinien pojawić się w podstawowym składzie, bo władze Borussii Dortmund finalizują z nim negocjacje o przedłużeniu kontraktu o rok, więc trener Lucian Favre nie musi na siłę wstawiać na prawą flankę obrony innego gracza, bo każdy jakich ma do dyspozycji, jest dużo gorszy od 66-krotnego reprezentanta Polski.
Wielką niewiadomą jest natomiast aktualna sytuacja Krzysztofa Piątka w Herthcie Berlin. Nasz piłkarz przeszedł do tego klubu w AC Milan zimą tego roku, a obecny trener berlińskiej drużyny, Bruno Labbadia, jest już trzecim szkoleniowcem z jakim przyszło mu pracować (przed nim byli Juergen Klinsmann i Alexander Nouri). Hertha nie jest jeszcze pewna utrzymania w lidze, chociaż ma sześć punktów przewagi nad zajmującą pierwsze spadkowe miejsce Fortuną Duesseldorf. Dlatego presja na Piątka, żeby znów zaczął seryjnie strzelać gole, nie osłabnie. Labbadia to były napastnik, mający na koncie 328 występów w 1.Bundeslidze i 103 strzelone gole, więc nasz piłkarz może tylko na współpracy z nim skorzystać.
W spotkaniu Unionu z Bayernem na pewno zobaczymy Roberta Lewandowskiego, natomiast nie jest pewny, że w bramce berlińczyków stanie Rafał Gikiewicz. Nasz golkiper ogłosił bowiem w trakcie przerwy w rozgrywkach, że nie przedłuży wygasającego po tym sezonie kontraktu z Unionem i natychmiast w tym klubie zjechał „z bohatera do zera”. Niewykluczone, że przyjdzie mu do końca rozgrywek grzać karnie ławę, chociaż przed zawieszeniem rozgrywek zaliczano go do najlepszych bramkarzy niemieckiej ekstraklasy, ale czy tak będzie, przekonamy się już w niedzielę.
Zespół Unionu czeka piekielnie trudne wyzwanie, bo Bayern wykorzystał przerwę na załatwienie najpilniejszych spraw personalnych. Podpisał trzyletni kontrakt z trenerem Hansim Flickiem, przedłużył też umowy z Thomasem Muellerem (do czerwca 2023) i Alphonso Daviesem (do czerwca 2025).
Najlepszą wiadomością dla fanów mistrza Niemiec jest jednak powrót Lewandowskiego do zespołu po kontuzji kolana. Kapitan reprezentacji Polski skorzystał na przymusowej przerwie w rozgrywkach i w jej trakcie porządnie wyleczył uraz, odpoczął, a także doczekał się narodzin drugiej córki. Spadły mu więc z głowy najpoważniejsze troski i teraz może już skoncentrować się na futbolu. W medialnych wypowiedziach przed restartem rozgrywek stwierdził: „Czuję się przygotowany lepiej, niż kiedykolwiek, bo jeszcze mocniej mogłem popracować nad swoją sprawnością. Kluczowe to zwracanie uwagi na detale – zdrowe jedzenie, dbanie o swoje ciało w domu i przywiązanie do treningów i meczów”. Przypomnijmy, że „Lewy” z dorobkiem 25 goli jest liderem klasyfikacji strzelców, ale jego najgroźniejszy konkurent do korony, Timo Werner z RB Lipsk, ma tylko o cztery trafienia mniej. Ich rywalizacja zapowiada się emocjonująco, chociaż wiele wskazuje, że w tym sezonie będzie miała tylko lokalne znaczenie, bo wyścig o „Złotego Buta” prawdopodobnie zostanie anulowany.
Zestaw par 26. kolejki:
Sobota: Fortuna Duesseldorf – SC Paderborn, godz. 15:30; Borussia Dortmund – Schalke Gelsenkirchen, godz. 15:30; RB Lipsk – SC Freiburg, godz. 15:30; Hoffenheim – Hertha Berlin, godz. 15:30; FC Augsburg – VfL Wolfsburg, godz. 15:30; Eintracht Frankfurt – Borussia M’gladbach, godz. 18:30. Niedziela: FC Koeln – FC Mainz, godz. 15:30; Union Berlin – Bayern Monachium, godz. 18:30. Poniedziałek: Werder Brema – Bayer 04 Leverkusen, godz. 20:30.

Polak pomaga w Berlinie

Rafał Gikiewicz, bramkarz Unionu Berlin, znowu zdobył uznanie w Niemczech swoją obywatelską postawą. Tym razem za wsparcie udzielone pracownikom jednego z berlińskich szpitali.

Polski piłkarz wraz z kolegą z drużyny Amerem Tankoviciem, który jest właścicielem restauracji, sfinansował i dostarczył posiłki personelowi medycznemu szpitala w Kopenick, jednej z dzielnic Berlina. W przygotowanych przez graczy Unionu zestawach obiadowych znalazły się pizza, dania z makaronem, sałatki, słodkie wypieki oraz woda butelkowana. „Lekarze są bohaterami, a w tym w szpitalu była operowana moja żona, więc chciałem się odwdzięczyć” – wyjaśnił swoje motywy Gikiewicz.
32-letni bramkarz nie po raz pierwszy zyskał za Odrą aplauz. Podczas jesiennych derbów Berlina zadziwił odwagą powstrzymując grupę stadionowych chuliganów, która wdarła się na boisko i przerwała mecz. Po wybuchu epidemii jako pierwszy piłkarz Bundesligi zadeklarował gotowość rezygnacji z części wynagrodzenia, teraz zaś zyskał uznanie akcją pomocy dla personelu szpitala w Kopenick.

Nasi w Pucharze Niemiec

W ćwierćfinale Pucharu Niemiec zagra tylko dwóch polskich piłkarzy – Robert Lewandowski z Bayernem Monachium oraz Rafał Gikiewicz z Unionem Berlin. Odpadli natomiast Łukasz Piszczek i Krzysztof Piątek.

Szansę na występ miałby też Dawid Kownacki występujący w barwach Fortuny Duesseldorf (wygrała w 1/8 finału z FC Kaiserslautern 5:2), ale nabawił się kontuzji więzadeł i na pewno nie zdąży wrócić do gry w marcu na spotkania 1/4 finału Pucharu Niemiec, bo po czekającej go wkrótce operacji przyjdzie mu pauzować co najmniej trzy miesiące. Na sto procent w następnej rundzie nie zagrają natomiast Łukasz Piszczek i Krzysztof Piątek. Obrońca Borussii Dortmund z ławki rezerwowych przyglądał się, jak jego koledzy przegrywają 2:3 wyjazdową potyczkę z Werderem Brema.
Razem z nim do przerwy ławę grzał też rewelacyjny Erling Haaland, ale Norweg po zmianie stron wszedł do gry i w swoim czwartym kolejnym występie w zespole z Dortmundu także zaliczył trafienie, już ósme w tym roku. Nic jego gol jednak Borussii nie dał, bo odpadła z dalszych rozgrywek.
Pierwszą bramkę dla Herthy Berlin w swoim drugim występie w barwach tego klubu zdobył natomiast Krzysztof Piątek. „Il Pistolero” miał więc pierwszą okazję do zaprezentowania na niemieckich stadionach swojej firmowej piłkarskiej „cieszynki” z imitowaniem strzelania z pistoletów. Polak rozegrał świetny mecz, ale jego zespół przegrał z Schalke Gelsenkirchen 2:3, chociaż do przerwy prowadził 2:0.
Na placu boju z polskich piłkarzy zostało tylko dwóch. Bramkarz Unionu Berlin Rafał Gikiewicz zachował czyste konto w spotkaniu z IV-ligowym SC Verl, lecz jego koledzy z pola nie popisali się w starciu ze słabeuszem, bo Union awansował wygrywając z trudem 1:0. Robert Lewandowski w meczu z Hoffenheim strzelił dwa gole, ale Bayern Monachium, chociaż prowadził już 4:1, to ostatecznie wygrał tylko 4:3. Dla mistrzów Niemiec najważniejszy był jednak awans, bo w tym sezonie za cel stawiają sobie zdobycie także Pucharu Niemiec.

Lewandowski i Gikiewicz w „11” rundy jesiennej Bundesligi

W niemieckiej Bundeslidze występuje obecnie tylko garstka polskich piłkarzy, ale w najlepszej jedenastce rundy jesiennej znalazło się dwóch naszych zawodników – bramkarz Unionu Berlin Rafał Gikiewicz, co jest dużą niespodzianką oraz rzecz jasna napastnik Bayernu Monachium Robert Lewandowski, którego obecność w tym gronie chyba nikogo nie dziwi.

W zestawieniu opublikowanym na oficjalnej stronie internetowej Bundesligi w „11” rundy jesiennej znaleźli się: Rafał Rafał Gikiewicz (Union Berlin) – Matthias Ginter (Borussia Moenchengladbach), Mats Hummels (Borussia Dortmund), Robin Koch (SC Freiburg) – Marcel Sabitzer (RB Lipsk), Serge Gnabry (Bayern Monachum), Jadon Sancho (Borussia Dortmund), Amine Harit (Schalke Gelsenkirchen) – Marcus Thuram (Borussia Moenchengladbach), Robert Lewandowski (Bayern Monachium) i Timo Werner (RB Lipsk).

„Union Berlin zaskoczył wielu w pierwszej rundzie. Debiutant w Bundeslidze szczególnie przed własną publicznością spisywał się bardzo dobrze i z dorobkiem 20 punktów zajmuje bezpieczne miejsce w środku tabeli. Gikiewicz pomógł drużynie 69 udanymi interwencjami. Obronił więcej strzałów niż jakikolwiek inny bramkarz w lidze, uzyskując 74-procentową skuteczność” – napisano w uzasadnieniu wyboru 32-letniego polskiego bramkarza. Gikiewicz zdystansował Zacka Steffena z Fortuny Duesseldorf (67 udanych interwencji), Szwajcara Yanna Sommera z Borussii Moenchengladbach i Robina Zentnera z FSV Mainz (po 61) oraz Jirego Pavlenkę z Werderu Brema (58).

Gikiewicz trafił do występującego wówczas w 2.Bundeslidze berlińskiego klubu latem 2018 roku z SC Freiburg mocno przyczynił się do wywalczenia pierwszego w historii awansu Unionu do niemieckiej ekstraklasy. Jego obecny kontrakt wygasa 30 czerwca 2020 roku, ale negocjuje jego przedłużenie.

Obecność Lewandowskiego w najlepszej jedenastce rundy jesiennej nie ulega kwestii. Kapitan reprezentacji Polski po 17 kolejkach ma na koncie 19 bramek i jest liderem klasyfikacji strzelców. „Najlepszy strzelec ligi miał rekordowy rok. Był pierwszym graczem, który strzelał gole w każdym z pierwszych jedenastu meczów sezonu. Miał dwucyfrową liczbę goli już po sześciu spotkaniach, czego wcześniej nie dokonał w Bundeslidze nikt inny. Wypada też podkreślić, że był także najskuteczniejszym strzelcem fazy grupowej Ligi Mistrzów, zdobywając w sześciu meczach 10 goli, w tym cztery w spotkaniu z Crveną Zvezdą wbite w niecałe 15 minut. Te liczby mówią same za siebie” – napisano w uzasadnieniu wyboru „Lewego”.

Warto też przy okazji przypomnieć, że Lewandowski w tym roku przełamał trwająca od 10 lat na europejskich boiskach snajperską hegemonię dwóch futbolowych geniuszy – Argentyńczyka Leo Messiego i Portugalczyka Cristioano Ronaldo. „Lewy” w 2019 roku zdobył łącznie 54 bramki w 58 meczach Bayernu i reprezentacji Polski i został najskuteczniejszym piłkarzem w Europie, wyprzedzając drugiego w zestawieniu Messiego o cztery trafienia, a trzeciego Francuza Kyliana Mbappe aż od dziesięć.