Czar(t) czterech kółek

Odsetek pasjonatów motoryzacji spada w naszym kraju wraz z wiekiem. Szkoda tylko, że w Polsce koleje nie stanowią odpowiedniej alternatywy dla samochodów.
Według starszych pokoleń kierowców, auto powinno być przede wszystkim praktyczne i niezawodne oraz mieć niskie koszty utrzymania. Młodsi wolą za to, by było wygodne i… dobrze brzmiało. Nieco częściej ma dla nich znaczenie estetyka, moc silnika oraz komfort. Niezależnie od wieku, priorytetem jest jednak dla Polaków bezpieczeństwo. Dla co dziesiątej osoby urodzonej przed 1980 rokiem ważny jest również wideorejestrator.
W jednym polscy kierowcy są jednak zgodni: najbardziej kluczowym elementem dodatkowego wyposażenia samochodu jest klimatyzacja. Wskazał ją średnio co piąty respondent.
Branża motoryzacyjna dopasowuje się do upodobań kolejnych pokoleń. Nasze gusta i preferencje nie stoją w miejscu – cały czas zmieniają się pod wpływem doświadczeń, możliwości finansowych czy czasów, w których żyjemy. Temu, jak z wiekiem zmieniają się nasze preferencje oraz spojrzenie na cztery kółka, w swoim badaniu przyjrzał się Europejski Fundusz Leasingowy.
Autorzy badania opisali perspektywę czterech pokoleń Polaków: Baby Boomers (osoby w wieku 55+), X (dzisiejsi 40- i 50-latkowie), Y (millenialsi, urodzeni pomiędzy 1981 a 1995 rokiem) i Z (dzisiejsi 20-latkowie). Respondenci odpowiadali m.in. na pytania dotyczące podejścia do samochodów oraz swoich preferencji przy wyborze auta.
Samochody to pasja Polaków, choć nie są oni fanatykami: wprawdzie 6 na 10 badanych posiadających prawo jazdy uważa się za miłośników motoryzacji, ale można byłoby oczekiwać, że ci do mają ten dokument, gremialnie uwielbiają cztery kółka. Tak jednak nie jest.
Ponadto, liczba pasjonatów samochodowych jest dość zróżnicowana wśród kolejnych pokoleń kierowców. Odsetek pasjonatów czterech kółek spada bowiem wraz z wiekiem. Wśród Baby Boomers, czyli najstarszych respondentów, z reguły zamożniejszych, których stać na samochody nie tylko z najniższej półki cenowej, autami pasjonuje się mniej niż połowa respondentów (45,5 proc.). W tej grupie wiekowej na pytanie „Czy uważasz się za miłośnika motoryzacji?” najwięcej jest odpowiedzi „raczej nie” lub „zdecydowanie nie” – jedną z nich wybrał blisko co trzeci badany urodzony przed 1965 rokiem (czyli spośród starszej grupy pokolenia X).
Jak pokazuje raport EFL, wyraźne różnice międzypokoleniowe widać również przy preferencjach dotyczących dodatkowego wyposażenia. Pokolenia X oraz Baby Boomers z reguły podejmują praktyczne decyzje: wybierają pokładową nawigację czy dodatkowe poduszki powietrzne. Dla pokoleń Y i Z znacznie ważniejsza jest za to muzyka w samochodzie – młodsi kierowcy zwracają bowiem większą uwagę na sprzęt „car audio”, taki jak dobre głośniki czy radio.
Niezależnie od wieku, uważamy też, że przy wyborze auta istotna jest także jego marka. Co ciekawe, w niemal wszystkich grupach wiekowych (wyjątkiem jest tutaj najmłodsze pokolenie) większą uwagę na markę samochodu zwracają kobiety niż mężczyźni.
Jak pokazało badanie CBOS z 2018 r., w ostatnich latach rośnie świadomość ekologiczna Polaków. Jak wpływa to na nasz stosunek do samochodów? Okazuje się, że 46 proc. kierowców nie widzi w samochodach zagrożenia dla środowiska. Przeciwnej odpowiedzi udzieliło 33 proc. badanych – wśród nich są przede wszystkim respondenci z pokolenia X. Ekologia jest zatem dla nich coraz ważniejsza – ale chyba tylko dla nich.
Blisko połowa respondentów nie wiąże czterech kółek z zagrożeniem dla środowiska, dostrzegając m.in. ekologiczne alternatywy w postaci samochodów elektrycznych. Wyjątkiem są tu jedynie respondenci z pokolenia X, wśród których aż 45 proc. twierdzi, że auta mogą mieć negatywny wpływ na środowisko naturalne.
W badaniu wzięły udział również osoby, które obecnie nie posiadają własnego samochodu. Wśród nich 1 na 5 respondentów zamiast czterech kółek, na co dzień wybiera inne środki transportu – autobus, tramwaj lub rower. Co stoi za tą decyzją? M.in. wysokie koszty utrzymania auta – tak deklaruje co piąty przedstawiciel pokolenia Z, co szósty millenials i co czwarty boomer. Najmłodsi Polacy najczęściej przyznają, że nie stać ich na zakup samochodu.
40- i 50-latkowie rezygnują z auta również dlatego, że nie chcą tracić czasu na szukanie miejsca parkingowego. Alternatywą dla własnego samochodu jest dla nich też auto służbowe (które wszakże nie wszystkim, zwłaszcza młodszym respondentom, przysługuje). Dla blisko co dziesiątej osoby z pokolenia X, która nie posiada samochodu, problemem są także korki. Kierowcy z tej generacji najczęściej decydują się na pożyczenie lub wynajem samochodu w razie potrzeby (robi tak 9 proc.) – podczas gdy w podobnej sytuacji Polacy w wieku 55+ częściej proszą o pomoc innych, np. rodzinę lub przyjaciół.
Co dosyć oczywiste, choć cztery pokolenia polskich kierowców nie są całkiem zgodne co do tego, że motoryzacja jest ich pasją, to jednak dość powszechnie uważają, że samochód może dawać poczucie wolności. Jednak to ci najmłodsi najmocniej przywiązują się do swoich aut.
Ze stwierdzeniem “Samochód jest dla mnie niczym dobrym kompan, lubię spędzać w nim czas” zgadza się 8 na 10 kierowców z pokolenia Z – i tylko 5 na 10 baby boomersów. To także zrozumiałe, bo ci starsi zdążyli z reguły już zmienić kilka samochodów w życiu i nie traktują ich jako „kompanów”. Co trzeci kierowca w wieku 40 plus przyznaje natomiast, że za kierownicę wsiada rzadko, przede wszystkim wtedy, gdy musi coś załatwić. Lubimy więc samochody, ale bez zbytniej przesady.

„Innowacyjny biznes” po polsku

Gdy prywatną przedsiębiorczość otacza się prawdziwym kultem, wielu prywaciarzy nie widzi nic złego w wyrzucaniu śmieci do lasu, wylewaniu ścieków do rzeki i podobnych metodach „oszczędzania”.

Jeden z najnowszych „bohaterów wolnego rynku” to lokalny biznesmen z Chojnic. Rzutkiego kapitalistę zatrzymała policja, gdyż w okresie świąteczno-noworocznym wywiózł do lasu 600 kilogramów rybich zwłok. W ten sposób postanowił zaoszczędzić na składowaniu odpadów.
15 stycznia spacerowicz zawiadomił leśniczego, że nieopodal jeziora Duże Głuche (woj. pomorskie) zalega sterta śmierdzących ryb. Do doniesienia załączył zdjęcia. Po przyjeździe na miejsce służb mundurowych stwierdzono, że były to pozostałości ryb słodko- i słonowodnych, filety, kręgosłupy, skrzela, a nawet całe ryby wędzone. Łącznie las pomiędzy Konarzynami a Chocińskim Młynem „wzbogacił się” o 700 kg takiej materii. Nadleśnictwo Przymuszewo było zmuszone zapłacić ponad 1 tys. zł za uprzątnięcie znaleziska. Szczęśliwie policjanci niebawem ustalili tożsamość sprawcy.
Jego czyn zostanie zakwalifikowany jako przestępstwo. Art. 182 § 1. kodeksu karnego mówi, że „kto zanieczyszcza wodę, powietrze lub powierzchnię ziemi substancją albo promieniowaniem jonizującym w takiej ilości lub w takiej postaci, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.
Leśników to nawet nie dziwi
Bartosz Czarnecki, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Przymuszewo przyznaje, że podobne sytuacje miały już miejsce w jego regionie.
– Ta sytuacja w skali całego kraju jest kroplą w morzu problemów śmieci w lasach. W ubiegłym roku w Kolbudach w lesie wyrzucono kilkanaście tysięcy jajek. Dla nas był to pierwszy tego typu przypadek. W Polsce zdarzały się też kurczaki. Może się komuś wydaje, że siły natury lub zwierzęta poradzą sobie z czymś takim. No niestety nie z taką ilością – poinformował pracownik leśnictwa.
– Tylko w 2018 roku z lasów w całej Polsce, my leśnicy – usunęliśmy 109 tys. metrów sześciennych śmieci. Koszt tych przedsięwzięć to ponad 19 mln zł. Roku 2019 nie mamy jeszcze podsumowanego choć ilość śmieci spada ale rosną koszty uprzątnięcia – dodał Czarnecki.
Dokarmić zwierzęta
Dlaczego przedsiębiorca zanieczyścił las? 36-latek z powiatu człuchowskiego przyznał, że dostarczał zdechłe ryby jako pokarm na fermę norek. Tego dnia uznał, że są w zbyt zaawansowanym stadium rozkładu i postanowił wyrzucić je do lasu. – Sądził, że odpadami pożywią się leśne zwierzęta – tłumaczy Magdalena Rolbiecka, rzecznik prasowy chojnickiej policji.
Martwych ryb pozbył się również „innowacyjny biznesmen” z Łodzi. W jego wypadku jednak efekty były jeszcze bardziej opłakane. Mężczyzna nakazywał bowiem podwładnym wylewanie hektolitrów trujących odpadów do rzeki Olechówka. W efekcie zagładzie uległ cały wodny ekosystem.
O tym, że stan wody w Olechówce ulega drastycznemu pogorszeniu informowali mieszkańcy osiedla Augustów we wschodniej części Łodzi. Zaalarmowani pracownicy Zakładu Wodociągów i Kanalizacji przeprowadzili dochodzenie, polegające na zlokalizowaniu studzienki, do której spuszczane były nieczystości. Sprawcy zostali nakryci na gorącym uczynku 11 stycznia. Okazało się, że są to pracownicy jednej z lokalnych firm, zajmującej się wywozem nieczystości płynnych i toksycznych odpadów. Na polecenie szefa ścieki kierowani prosto do odpływu prowadzącego do rzeki.
Na miejsce została wezwana policja oraz personel Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Sprawa trafiła do prokuratury. Spowodowanie katastrofy ekologicznej jest przestępstwem ściganym z urzędu. Zgodnie z art. 182 § 1. KK, „kto zanieczyszcza wodę, powietrze lub powierzchnię ziemi substancją albo promieniowaniem jonizującym w takiej ilości lub w takiej postaci, że może to zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka lub spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza lub powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”
Straty nie do naprawienia
Firma straci uprawienia na świadczenie usług asenizacyjnych, zostanie na nią nałożona kara administracyjna, a także będzie musiała ponieść koszty rekultywacji zniszczonego ekosystemu. Poziom niektórych zanieczyszczeń przekroczył dopuszczalne normy aż 16 tys. razy. W rzece pojawiło się też dużo toksycznych związków ołowiu.
– Życie biologiczne w Olechówce i stawie Tomaszowska zostało zniszczone – zakomunikował Miłosz Wika, rzecznik prasowy ZWiK. – Na powierzchni wody unosiły się śnięte ryby, zginęły też żaby – dodał.
Nie jest to jedyna katastrofa ekologiczna, za którą odpowiedzialny jest łódzki biznes. W styczniu 2019 roku do aresztu trafiła przedsiębiorczyni ze Zgierza. Przypadek 42-latki jest o tyle drastyczny, że kobieta miała już orzeczony… zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. W swoim poprzednim biznesie „oszczędzała” na utylizacji pozostałości lekarstw, bandaży i strzykawek, a nawet metali ciężkich. Wyrzucała je do lasu w ilościach zagrażających życiu i zdrowiu człowieka. Jakimś pocieszeniem jest fakt, że tym razem do lasu z jej małego przedsiębiorstwa odjeżdżał „tylko” gruz.
Siedziba firmy, do którego prowadzenia „zaradna kobieta” straciła uprawnienia w ubiegłym roku, była stale monitorowana przez funkcjonariuszy. Policjanci namierzyli ciężarówkę załadowaną gruzem, która wyjechała z posesji należącej do 42-latki. Auto skierowało się na składowisko w Dąbrówce. Po drodze zostało zatrzymane. Krótko potem mundurowi przyszli po kobietę.
Przypadku takie jak opisany sprawiły, że w województwie łódzkim powołano zespół, który będzie kontrolował składowiska odpadów i natychmiast reagował na ewentualne nieprawidłowości. W jego skład weszli przedstawiciele urzędów: marszałkowskiego i wojewódzkiego oraz komendanta wojewódzkiego policji. Warto, by w innych regionach również wdrożono bardziej staranny nadzór nad „innowacyjnymi” ludźmi biznesu.

Polska rakiem Europy

Pojawił się nowy raport analiz jakości powietrza w Europie. Zanieczyszczenie było przyczyną ok. 400 tys. przedwczesnych zgonów na terenie Europy, w tym aż 43 tys. w Polsce. Jesteśmy najbardziej rakotwórczym krajem Starego Kontynentu.

Raport opiera się na danych zgromadzonych i opracowanych przez Europejską Agencję Środowiska (European Environment Agency, EEA), która jest strukturą Unii Europejskiej zajmującą się monitorowaniem stanu środowiska naturalnego. Jest kierowana przez zarząd złożony z przedstawicieli rządów krajów członkowskich, przedstawicieli Komisji Europejskiej, oraz dwóch naukowców wyznaczonych przez Parlament Europejski wspomaganych przez specjalny ekspercki komitet naukowy.
Z raportu nt. jakości powietrza w Europie, opublikowanego w środę przez Europejską Agencję Środowiska (EEA), wynika, że niemal wszyscy mieszkańcy europejskich miast są wciąż narażeni na poziom zanieczyszczenia powietrza przekraczający bezpieczne dla zdrowia wartości, określone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Nowe analizy EEA opierają się na najświeższych, oficjalnie dostępnych danych na temat jakości powietrza, które gromadzone były przez sieć 4 tys. stacji monitoringu na terenie Europy. Opracowanie dotyczy roku 2016.
Trzy główne rodzaje zanieczyszczeń: pyły (PM), dwutlenek azotu i ozon obecny w dolnej warstwie atmosfery wskazano jako największe zagrożenia. Autorzy raportu zaznaczają, że zła jakość powietrza znajduje fatalne odbicie w stanie zdrowia mieszkańców Europy, zwłaszcza jeśli chodzi o miasta.
Z dokumentu jednoznacznie wynika, że Polska jest niechlubnym liderem pod względem stężenia benzo(a)pirenu, jednej z najbardziej rakotwórczych substancji. Norma to 1 ng na metr sześcienny powietrza, a stężenia w naszym kraju sięgają niekiedy nawet 22,7 ng. Średnie stężenie zaś utrzymuje się na poziomie 5 ng. Na ogół więc dopuszczalna maksymalna norma przekroczona jest aż pięć razy! A bywają chwilę gdy po prostu oddychamy trucizną. Jak bowiem inaczej nazwać okoliczności, gdy poziom kancerogennych toksyn w powietrzu jest niemal 23 razy wyższy od dopuszczalnego?
– To nie do przyjęcia, by ktokolwiek z nas miałby się martwić o to, czy zwykła czynność oddychania jest dla niego bezpieczna, czy nie. Musimy być pewni, że standardy jakości powietrza w naszej Unii są wszędzie utrzymane – powiedział Karmenu Vella, unijny komisarz ds. środowiska, gospodarki morskiej i rybołówstwa, odnosząc się do raportu Europejskiej Agencji Środowiska. Cytuje go m. in. portal Onet.
Z analiz EEA wynika, że w 2016 r. w 41 krajach Europy sam tzw. pył zawieszony (PM 2.5) obecny w powietrzu przyczynił się do ok. 412 tys. przedwczesnych zgonów. Ok. 374 tys. tych zgonów miało miejsce w krajach Unii Europejskiej. W Polsce z powodu oddychania zanieczyszczonym powietrzem umiera 43,1 tys. ludzi.
W porównaniu z najwyższymi dopuszczalnymi stężeniami w UE, stężenia cząstek pyłu zawieszonego w 2017 r. były nazbyt wysokie w siedmiu krajach członkowskich EU – Bułgarii, Chorwacji, Czechach, Włoszech, Polsce, Rumunii i Słowacji.
Głównymi źródłami zanieczyszczeń powietrza są: transport drogowy, elektrownie, przemysł, rolnictwo i gospodarstwa domowe.
– Europa ma dziś wyjątkową możliwość ustalenia ambitnego planu, który pozwoli poradzić sobie z systemowymi przyczynami zanieczyszczeń powietrza i ich wpływu na środowisko – skomentował szef EEA, Hans Bruyninckx; cytuje go portal Nauka w Polsce.

Jak władza czyni sobie ziemię poddaną

Rządy PiS doprowadziły do tego, że nasz kraj w ciągu dwóch lat spadł z 38 na 50 miejsce w rankingu oceniającym stan środowiska naturalnego.

W tym roku został opublikowany raport opracowywany co dwa lata przez Center for Environmental Law & Policy Yale University oraz Center for International Earth Science Information Network Columbia University przy współpracy Światowego Forum Ekonomicznego.
Jest to Environmental Performance Index – EPI (Indeks Efektywności Środowiska) oraz Ranking 2018, w którym Polska zajęła 50. miejsce, z wartością indeksu 64,1 (w skali 0-100). Raport obejmował 180 krajów.
Raport operuje 24 szczegółowymi wskaźnikami zgrupowanymi w 10 kategoriach i dwóch wymiarach: 1. Zdrowie środowiska (40 proc.), które rośnie wraz z rozwojem gospodarczym i dobrobytem oraz 2. Witalność ekosystemu (60 proc.) będącego pod presją industrializacji i urbanizacji. Indeks jest średnią arytmetyczną ważoną tych wymiarów.
Jak stwierdzono w Raporcie, dokładny pomiar trendów środowiskowych pozwala ocenić w skali krajowej stopień zbliżenia krajów do ustalonych celów polityki ochrony środowiska.
Raport, w tym Indeks, podkreśla liderów oraz opóźnionych w zakresie efektywności środowiskowej, daje wgląd w najlepsze praktyki i zapewnia wytyczne dla krajów, które aspirują do bycia liderami w zakresie zrównoważonego rozwoju.
Na zdrowie środowiska składa się szereg czynników. Przede wszystkim to jakość powietrza. Zanieczyszczenie powietrza w pomieszczeniach i na zewnątrz stanowi według Światowej Organizacji Zdrowia główne zagrożenie dla zdrowia ludzkiego – i powstaje w wyniku naturalnego lub spowodowanego przez człowieka uwalniania szkodliwych zanieczyszczeń do atmosfery. Ostatnie badania pokazują, że około 5 mln osób rocznie umiera przedwcześnie z powodu zanieczyszczenia powietrza. To także i jakość wody. Niska jakość wody i nieodpowiednie warunki sanitarne wpływają na wszystkie aspekty życia.
Na witalność ekosystemu składa się głównie różnorodność biologiczna oraz siedliska. Wskaźniki w tej dziedzinie mają na celu ocenę wyników danego kraju w zakresie ochrony siedlisk i gatunków. W ostatnich dziesięcioleciach w naturalnych siedliskach odnotowano znaczny spadek różnorodności biologicznej. Wiele gatunków zagrożonych jest wyginięciem.
Szczególne znaczenie poświęca się w Raporcie zagadnieniu lasów. Ok. 1,6 mld osób jest zależnych od lasów, jeśli chodzi o źródła utrzymania. Lasy mają kluczowe znaczenia także dla regulacji klimatu.
Lasy to siedlisko dla 80 proc zwierząt lądowych, roślin i owadów. Na witalność ekosystemu wpływ ma także globalne rybołówstwo. Globalne systemy energetyczne i transportowe uwalniają do atmosfery gazy zatrzymujące ciepło, które ogrzewają powierzchnię planety i degradują zdrowie publiczne. Zanieczyszczenia powietrza negatywnie wpływają na integralność i funkcjonowanie ekosystemu. Dla zdrowia ludzi i ekosystemów zasadnicze znaczenie ma skuteczne zarządzanie ściekami. Nieoczyszczone ścieki zanieczyszczają rzeki, jeziora i oceany, a to może oznaczać rozprzestrzenienie chorób – problem szczególnie palący w krajach borykających się z brakami wody. Oddzielny problem to rolnictwo. Czołówka rankingu EPI to: Szwajcaria, Francja, Dania, Malta i Szwecja.
Wartość Indeksu dla Szwajcarii wynosi 87,4 a dla Polski – 64,2. Taki jest obecnie dystans do najlepszych.
Spośród nowych krajów Unii Europejskiej przed nami są: Słowacja (28 miejsce), Litwa, Bułgaria, Czechy, Słowenia, Łotwa, Chorwacja, Węgry, Rumunia i Estonia (48 miejsce). Czyli, wszystkie nowe państwa UE są przed nami.
W 2010 r. zajmowaliśmy 63. miejsce. Ale dwa temu już 38. A teraz dopiero 50. W porównaniu z Indeksem 2016 zaszły spore zmiany, także w czołówce rankingu. Szwajcaria była wtedy dopiero na 16 miejscu a Francja na 10. A obecnie są to dwa pierwsze miejsca. Ogromny spadek lokaty dotknął Estonię: w 2016 r. – ósme miejsce a obecnie 48.


Negatywne zmiany dotyczą niestety także Polski z 38. miejscem w 2016 r., ale co ważniejsze z wartością indeksu wynoszącą wówczas 81,26! A teraz – tylko 64,2.
Indeks i pełny raport można znaleźć na stronie: www.epi.envirocenter.yale.edu/epi2018
Godny polecenia jest także bardzo ciekawy indeks poświęcony środowisku, a szerzej zielonej gospodarce: Global Green Economy Index (Globalny Indeks Zielonej Gospodarki), który obejmuje swymi badaniami 130 krajów (w 2016 r. tylko 80 krajów). Liczba krajów objętych badaniami corocznie wzrasta. Indeks publikowany jest od 2010 r. przez Dual Citizen LLG prywatną firmę doradczą z siedzibą w USA.
W tym Indeksie autorzy posługują się 20 wskaźnikami szczegółowymi zagregowanymi w czterech wymiarach: 1. Przywództwo i zmiany klimatu, 2. Sektory wydajności, 3. Rynki i inwestycje i 4. Środowisko. Omawiany indeks GGEI jest często cytowany w literaturze fachowej i według autorów Raportu najczęściej wykorzystywany przez decydentów z sektora prywatnego oraz organizacji międzynarodowych i społeczeństwa obywatelskiego.
Czołówka tego rankingu to: Szwecja (wartość Indeksu 0,7608), Szwajcaria, Islandia, Norwegia i Finlandia.
W indeksie GGEI za 2018 rok Polska zajęła dopiero 106 miejsce z wartością Indeksu 0,4101, czyli stanowiącego zaledwie 54 proc. indeksu Szwecji! Przed nami Tunezja i Rosja a bezpośrednio za nami Bułgaria i Czad.
Spośród nowych krajów UE przed nami znajdują się Węgry (32 miejsce), Litwa, Słowenia, Chorwacja, Rumunia, Czechy, Estonia, Łotwa i Słowacja (83).Za nami – tylko Bułgaria. Raport 2018 wraz z Indeksem opublikowany jest na stronie: www.dualcitizeninc.com/global-green-economy-index

Plastik jest wszędzie

Nawet w śniegach Arktyki.

To wstrząsające rezultaty ostatnich badań zaprezentowane przez poważne pismo naukowe – cała nasza planeta jest zanieczyszczona plastikiem. Wyniki badan naukowców zaprezentowało czasopismo Science Advances, a omówiła je telewizja CBS.
Wydawałoby się, że po opublikowaniu w lipcu zeszłego roku bulwersującego zdjęcia, jak dwa polarne niedźwiadki na Arktyce bawią się plastikowymi butelkami, nic już nie wstrząśnie opinią publiczną. Aż do teraz. Wyniki badań wskazują jednoznacznie, że zanieczyszczenia z plastiku i włókna z odzieży są już wszędzie, nawet na terenach, po których nie stąpała noga człowieka.
Arktyka jest terytorium, w śniegach którego uczeni znaleźli mikrocząsteczki plastiku. Jak oceniają w publikowanych badaniach, sytuacja z pewnością nie będzie się polepszać, ponieważ w ciągu najbliższych 30 lat liczba odpadów z plastiku wzrośnie do 3,4 mld ton, a i to przy założeniu, że ziści się „normalny” scenariusz ich powstawania. Odpady z plastiku są długowieczne i znaleziono je w Arktyce dosłownie wszędzie: na plażach, w wodach powierzchniowych, na dnie morskim oraz w śniegu. Stężenia plastikowych drobinek rosną na tym terytorium co roku. Pod wpływem światła, mechanicznego ścierania, fal i wahań temperatury elementy plastikowe rozpadają się na mniejsze cząsteczki i są określane jako mikroelementy, gdy osiągają rozmiary poniżej 5 mm.
Uczeni próbowali sobie odpowiedzieć na pytanie, skąd się tam znalazły. Okazuje się, że mikrocząsteczki przemieszczają się najczęściej droga powietrzną – z opadami, które osiadają m.in. na arktycznym śniegu, działającym jak filtr wychwytując plastikowe zanieczyszczenia. W ten sam sposób cząsteczki plastiku i mikrowłókna dostają się do ludzkich organizmów – poprzez inhalacje. Część jednak jest przenoszona droga morską – przez prądy oceaniczne, którymi zanieczyszczenia dostają się na to dziewicze terytorium.
Badania objęły cały świat i plastik znaleziono wszędzie: w śniegu Alp i Arktyki. Wszyscy jesteśmy nosicielami plastiku w organizmach, co z pewnością nie jest obojętne dla naszego zdrowia.

5 gram co tydzień

Średnio biorąc, każdy konsument na świecie zjada tygodniowo ilość plastiku i tworzyw sztucznych wielkości karty kredytowej. Dowodzi tego zatrważający raport WWF i opracowania australijskich naukowców.

Dr Thava Palanismi, który kieruje zespołem badawczym, powiedział, w rozmowie z dziennikarzami portalu 9news.com.au, że każdy człowiek, średnio, spożywa ekwiwalent jednej karty kredytowej w tygodniu.
– Jest oczywiste, że substancje te mają właściwości rakotwórcze i że zaburzają funkcjonowanie układu hormonalnego – dodał naukowiec.
Dokument sporządzony przez specjalistów z australijskiego uniwersytetu w Newcastle to wnioski z drobiazgowej analizy kilkudziesięciu już przeprowadzonych badań. Najważniejszym z nich jest totalna wszechobecność plastiku. Abstrahując od takich lokalizacji dno Rowu Mariańskiego – najgłębszego miejsca na kuli ziemskiej, czy lody Arktyki, albo trudno dostępne rejony Pirenejów, plastik mamy też na talerzu, czy raczej w szklance. Niemal 90 proc. plastiku, który trafia do naszych organizmów pochodzi z butelkowanej lub kranowej wody; w następnej kolejności najwięcej przyjmujemy go z solą, owocami morza, rybami i w piwie. Zdaniem ekspertów, w skali roku spożywamy ponad 100 tys. cząsteczek plastiku, łącznie ok. 250 gramów.
Dramatyczny poziom zanieczyszczenia środowiska naturalnego plastikiem nie jest tematem nowym, wielokrotnie bywało to tematem rozpraw naukowych. Jednak raport australijskich uczonych po raz pierwszy określa precyzyjnie poziom globalnego zagrożenia toksykologicznego przed jakim staje ludzka cywilizacja.
Każdego roku do mórz i oceanów trafia około 8 mln ton plastiku. Według szacunków ONZ, w 2050 r. odpadów będzie tam więcej niż ryb. To także ma bardzo duże znaczenie z żywieniowego punktu widzenia. 57 proc. obecnych w morzu plastikowych zanieczyszczeń, to włókna syntetyczne z pranych i płukanych tkanin. Są szczególnie groźne ze względu na mikroskopijne rozmiary. Odkładają się w organizmach ryb, są rozpylane przez fale w powietrzu. W ten sposób trafiają nie tylko do naszych żołądków, ale również do układu oddechowego.

Już jest za późno

Trzy lata pracy 450 ekspertów ONZ ds. bioróżnorodności zamknięte w opublikowanym właśnie 1800-stonicowym raporcie przynoszą bardzo złe wiadomości: „Jesteśmy w trakcie niszczenia samych fundamentów naszych gospodarek, naszych środków przeżycia, bezpieczeństwa żywnościowego, zdrowia i jakości życia na całym świecie” – mówił dziś na konferencji prasowej Robert Watson, przewodniczący grupy naukowej Narodów Zjednoczonych (IPBES). Ten proces niestety przyśpiesza. Nasze środowisko jest już w tak żałosnym stanie, że przetrwane gatunku ludzkiego stanęło pod znakiem zapytania.

Już 75 proc. naturalnego środowiska ziemskiego zostało „poważnie uszkodzone” poprzez ludzką działalność. W rezultacie ok. miliona gatunków fauny jest zagrożonych całkowitym wyginięciem w ciągu najbliższych dziesięcioleci. Jeśli przyjąć, że długość historii Ziemi to doba, dwie dziesiąte sekundy istnienia ludzkości narobiły szkód wielkości kosmicznych katastrof.
Oto piątka winnych uszeregowana od najgroźniejszego: traktowanie powierzchni ziemi (rolnictwo i wycinanie lasów), bezpośrednie wykorzystywanie dóbr naturalnych (rybołówstwo, myślistwo), zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie środowiska i niekontrolowany rozwój gatunków inwazyjnych z powodu zachwiania równowagi ekologicznej. Nawet jeśli klimatyczna umowa paryska, której ambicją jest ograniczenie globalnego ocieplenia do dwóch stopni Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, zakończy się sukcesem, zmiany klimatyczne pójdą w górę tej klasyfikacji, co negatywnie wpłynie na pozostałe czynniki.
Pierwszym celem działań ratunkowych powinna być zmiana całego systemu żywnościowego. Choć naukowcy piszą wprost, że jedzenie mięsa ma największy – wśród innych produktów – negatywny wpływ na naszą przyrodę, synteza raportu przyjęta przez delegacje polityczne nie wzywa bezpośrednio do zmniejszenia konsumpcji mięsa, ze względu na naciski niektórych wielkich producentów.
Kilka liczb: tylko 13 proc. oceanów można określić jako „dzikie” i 23 proc. powierzchni lądowych, najczęściej w miejscach bardzo oddalonych od ludzkiej infrastruktury lub nieproduktywnych. „Ponad jedna trzecia lądów i trzy czwarte ich słodkiej wody są używane do produkcji rolnej i hodowli zwierząt rzeźnych” – mówi tekst raportu i zwraca uwagę, że wynikająca z tego degradacja gleby zredukowała produktywność rolną na ponad 20 proc. powierzchni upraw, co dotyka już trzech miliardów ludzi. 80 proc. ludzkich ścieków ląduje w przyrodzie bez żadnego oczyszczania (w tym do 400 milionów ton metali ciężkich), a to sprawia, że już 40 proc. ludzkiej populacji nie ma dostępu do czystej wody pitnej.
Już za późno, by przywrócić naturę do poprzedniego stanu, ale jeśli „teraz, nie później” będzie zdecydowana planetarna wola polityczna, by dokonać transformacji ekologicznej metod produkcji, ludzkość przeżyje. W przeciwnym wypadku podzieli los gatunków, które zniszczyła.

Koniec ery plastiku

Unia Europejska jako pierwsza z światowych potęg ograniczy stosowanie plastikowych przedmiotów, które przyczyniają się do zaśmiecania mórz i oceanów. Zakazane będą m.in. plastikowe talerze, słomki, czy patyczki higieniczne.

 

Komisja Europejska, która w maju zaproponowała projekt w tej sprawie, wzięła na celownik 10 produktów jednorazowego użytku, jak również zagubione i porzucane narzędzia połowowe. Jest to konsekwencja alarmującego wzrostu ilości szkodliwych odpadów z tworzyw sztucznych w morzach i oceanach. Łącznie stanowią one 70 procent wszystkich odpadów morskich.

– Gdy mamy taką sytuację, że w jednym roku możesz przynieść rybę do domu w reklamówce, a w następnym reklamówkę w rybie, to musimy pracować ciężko i szybko. Dlatego cieszę się z porozumienia zawartego dziś pomiędzy Parlamentem i Radą. Zrobiliśmy wielki krok w kierunku zmniejszania ilości jednorazowych plastików w naszej gospodarce, naszych oceanach i ostatecznie w naszych organizmach – oświadczył w środę unijny komisarz ds. środowiska i spraw morskich Karmenu Vella.

Eksperci wskazują, że części plastikowych odpadów przedostają się do płuc i trafiają na stoły przez to, że mikrodrobiny plastiku są obecne w powietrzu, wodzie i żywności.
Nowe przepisy wprowadzą zakaz stosowania tworzyw sztucznych w niektórych produktach; w przypadku gdy istnieją dla nich łatwo dostępne i przystępne cenowo zamienniki, produkty jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych zostaną objęte zakazem wprowadzania do obrotu. Zakaz obejmie plastikowe patyczki higieniczne, sztućce, talerze, słomki, mieszadła do napojów, kubki do napojów i pojemniki na żywność wykonane ze spienionego polistyrenu czy produkty wykonane z degradowalnego tworzywa sztucznego (tzw. utleniający się plastik).

Jeśli chodzi o inne produkty, nacisk został położony na ograniczanie ich stosowania przez wyznaczenie krajowych celów redukcji konsumpcji. Przykładowo od 2025 roku kraje członkowskie UE będą miały obowiązek recyklingu co najmniej 25 procent butelek plastikowych (PET). W 2030 roku recyklingowi ma być poddanych minimum 30 procent wszystkich butelek plastikowych.
W zmniejszeniu liczby plastikowych śmieci mają pomóc też odpowiednie wymagania dotyczące projektowania i etykietowania. Na opakowaniach chusteczek nawilżonych do higieny osobistej będą musiały być oznaczenia, które poinformują konsumentów o obecności plastiku w produkcie i szkodliwości dla środowiska, jeśli zostanie on wyrzucony gdzie indziej niż do kosza.

Producenci filtrów tytoniowych, które zawierają plastik, będą musieli pokrywać koszty publicznych systemów zbierania niedopałków, a także odpowiedniej infrastruktury. Chodzi np. o pojemniki na odpady w popularnych miejscach dla palaczy. Filtry do produktów tytoniowych zawierające plastik są drugim najbardziej zaśmiecającym jednorazowym produktem z tworzyw sztucznych w UE.

Unijni legislatorzy uznali, że takie restrykcje spowodują rozwój alternatywnych produktów, które zastąpią zawierające plastik filtry. Na paczkach papierosów i innych produktach tytoniowych z filtrami będą musiały pojawić się też specjalne oznaczenia. Poinformują one konsumentów o obecności plastiku i szkodach dla środowiska, jeśli niedopałek trafi do innego miejsca niż kosz na śmieci.

KE przekonuje, że nowa dyrektywa w sprawie tworzyw sztucznych jednorazowego użytku będzie najambitniejszym instrumentem prawnym na poziomie światowym dotyczącym odpadów morskich.

– Zwalczanie problemu tworzyw sztucznych jest koniecznością. Jednocześnie pojawiają się nowe możliwości w zakresie innowacji, konkurencyjności i tworzenia miejsc pracy (…). Dzięki porozumieniu osiągniętemu dzisiaj pokazujemy, że Europa dokonuje inteligentnego wyboru ekonomicznego i środowiskowego i dąży do stworzenia nowej, prawdziwie obiegowej gospodarki w zakresie tworzyw sztucznych – zaznaczył Jyrki Katainen, wiceszef KE ds. wzrostu, miejsc pracy, inwestycji i konkurencyjności.

Porozumienie wypracowane przez negocjatorów musi zostać jeszcze poparte przez unijnych ambasadorów. Jeśli się tak stanie, wówczas zostanie ono przedstawione do ostatecznego przyjęcia przez Radę UE i Parlament Europejski.

Koniec ery plastiku

Plastikowe przedmioty jednorazowe, takie jak talerze, sztućce, słomki i patyczki higieniczne, które stanowią w sumie ponad 70 proc. odpadów morskich, będą od 2021 r. zakazane na terytroium Unii Europejskiej. Wynika to z rezolucji przyjętej w środę przez komisję ochrony środowiska Parlamentu Europejskiego.

 

Decyzja jest podyktowania palącym problemem ekologicznym. 80 proc. odpadów morskich to tworzywa sztuczne. Ze względu na powolny rozkład tworzywa sztuczne gromadzą się w morzach, oceanach i na plażach w UE i na całym świecie. Plastikowe pozostałości są znajdowane w organizmach zwierząt – m.in. żółwi, fok, wielorybów, ptaków, ryb i skorupiaków. Osoby obojętne wobec losu naszych mniejszych braci zainteresuje być może fakt, że skoro plastik jest w mięsie, które zjadamy, to ludzie też go wchłaniają.

Projekt rezolucji został przyjęty przy 51 głosach za, 10 przeciw i 3 wstrzymujących się. Posłowie umieścili na liście produktów zakazanych również plastikowe lekkie torby, mieszadełka do napojów i pojemniki do fast foodów. Wykorzystanie części innych produktów, dla których nie istnieje alternatywa, będzie musiało zostać ograniczone przez państwa członkowskie do 2025 r. Obejmuje to m.in. pojemniki na kanapki, owoce, warzywa, desery lub lody.

Państwa członkowskie mają opracować też krajowe plany, które odpowiedzą na pytanie, jak zachęcić ludzi do stosowania produktów wielokrotnego użytku oraz takich, które mogą być poddane recyklingowi. Posłowie poparli także ograniczenia dla odpadów z wyrobów tytoniowych, w szczególności filtrów papierosowych zawierających plastik. Ich wykorzystywanie ma być ograniczone o 50 proc. do 2025 r. i 80 proc. do 2030 r.

Twórcy rezolucji zwracają uwagę że, jeden niedopałek papierosa może zanieczyścić od 500 do 1000 litrów wody, a wyrzucony na jezdnię ulega rozkładowi nawet w ciągu dwunastu lat. Ten przykład, jako najbardziej przyziemny i dotyczący codziennego zachowania milionów obywateli UE, jest sztandarową narracją wprowadzanych zmian. Kraje wspólnoty będą musiały dopilnować, aby przedsiębiorstwa tytoniowe pokrywały koszty zbiórki odpadów, w tym transportu, obróbki i zbierania śmieci. To samo dotyczy producentów narzędzi połowowych zawierających tworzywa sztuczne.

Zdaniem komisji ochrony środowiska państwa członkowskie powinny również zapewnić, aby co najmniej 50 proc. utraconego lub porzuconego sprzętu rybackiego zawierającego tworzywa sztuczne było usuwane z mórz i plaż. Narzędzia połowowe stanowią 27 proc. odpadów znalezionych na europejskich plażach.

„Europa odpowiada tylko za niewielką część plastiku zanieczyszczającego nasze oceany. Może jednak powinna odgrywać kluczową rolę w znajdowaniu rozwiązań na poziomie globalnym, tak jak to miało miejsce w przeszłości w walce ze zmianami klimatu” – powiedziała europosłanka Frederique Ries (Liberałowie), która w komisji była sprawozdawczynią rezolucji.
Projekt rezolucji będzie przedmiotem głosowania całej izby podczas sesji plenarnej w dniach 22-25 października w Strasburgu.

12 milionów ton – tyle plastikowych śmieci trafia każdego roku do akwenów morskich. Przyczyniają się one do śmierci zwierząt, które dławią się drobnymi elementami. Zagrożeniem są również plastiki rozpuszczane przez promienie słoneczne. Według ekologów już w 2050 roku będzie w nich więcej śmieci niż istot żywych.