Globalna pandemia – i co dalej?

Straszliwa bezprecedensowa pandemia, zwana zagadkowo Covid-19, dobiegnie końca wcześniej czy później. Już teraz nadchodzi jednak pora, aby zastanowić się nad tym, co jest już za nami, co trwa obecnie i co nas (ludzkość) jeszcze czeka?

Analizuję, na wszelkie możliwe sposoby, drogę, jaką przebył człowiek od zarania swego istnienia po dziś dzień oraz efekty tego marszu w czasie i w przestrzeni „na tym łez padole”. Staram się wypracowywać realistyczne oceny i wysnuwać konstruktywne wnioski na dziś i na jutro dla rozwoju cywilizacji ludzkiej. Skoro wiemy z grubsza, co, jak, kiedy i gdzie już było źle, to zastanówmy się, choć hipotetycznie, czy mogłoby być inaczej, a może, dalibóg, lepiej niż było do tej pory? Odpowiedź na to fascynujące i pierwszoplanowe pytanie jest bardzo trudna, ale mieć ona będzie zasadnicze znaczenie dla przyszłości cywilizacji ludzkiej. Dlatego też, niniejsze opracowanie niech będzie bardzo poważnym ostrzeżeniem przed najgorszym – czyli przed totalną (już VI) zagładą gatunków, łącznie z homo sapiens i przed unicestwieniem życia na Ziemi. Za przyczyną i z winy człowieka, tak źle jeszcze nigdy nie było w całej jego ewolucji na naszej planecie.
Pandemia, jak wiele innych dziedzin „rozwoju” i współistnienia państw i narodów, stała się też obiektem sławetnej globalizacji i to w jej szczególnie ostrym i maksymalnym wymiarze. Szybko rozlała się na cały świat. Uwidoczniła ona także, iż świat nie jest przygotowany do sprostania zjawiskom tego rodzaju. Bowiem, poczynając od Adama i Ewy do dziś, nie ma na świecie stabilnego i jednorodnego systemu „rozwoju” ludzkości ani też globalnej instytucji kierowniczej czy przywódcy, który programowałby, koordynowałby i korygowałby ów „rozwój”. Każdy sobie rzepkę skrobie, czego dramatyczne konsekwencje zostały uwidocznione również w zwierciadle pandemii. Najwyższy więc czas, aby poprawić ten stan rzeczy – wprowadzić uniwersalny system dla całego świata i dla każdego kraju z osobna oraz odstąpić od anachronicznej i poronionej dyferencjacji oraz od globalizacji wszystkiego. W niedawnej przeszłości podejmowane były wprawdzie próby uniwersalizacji ewolucji i życia na Ziemi, ale poniosły one fiasko. Teraz pojawiła się chyba już ostatnia szansa, aby ujednolicić i usprawnić ów przeklęty „system” zanim doprowadzi on do Armagedonu i do Sądu Ostatecznego. Taki powinien być też główny wniosek wynikający z doświadczeń pandemicznych.
Od początku swego istnienia – z irracjonalnym uporem człowiek, szczególnie z półkuli północnej, kroczy uparcie złą (niewłaściwą) drogą, która może doprowadzić go i całą planetę do ww. niewyobrażalnej, wręcz kosmicznej katastrofy. Rozum ludzki, jakże niedoskonały w swej doskonałości, nie był i nadal nie jest w stanie rozumować przytomnie i racjonalnie (sic!) oraz wyciągać odpowiednich wniosków z popełnionych błędów, aby unikać ich teraz i w przyszłości. Co gorsza, bliższa analiza ewolucji człowieczeństwa w ciągu minionych prawie 8 mln lat wykazuje jednoznacznie, że łączna spirala ludzkich błędów i przykładów bezmyślności wznosi się coraz szerzej i coraz wyżej; przy czym suma tychże błędów jest, za każdym razem, coraz groźniejsza i coraz bardziej szkodliwa pod względem ilościowym i jakościowym. Pandemia i jej skutki są tego szokującym świadectwem. Obecnie wkraczamy na ostatni krąg owej spirali, od którego nie będzie już odwrotu. Nawet imponujący postęp naukowo-techniczny, najnowsze technologie i sztuczna inteligencja, zapewne znacznie sprawniejsza od naturalnej inteligencji ludzkiej, nie będzie w stanie zawrócić nas z drogi śmierci oraz powstrzymać VI (i ostatniej?) zagłady gatunków. Wręcz przeciwnie, jak na ironię, sztuczna inteligencja może ją stymulować i doprowadzić do tragicznego końca. Memento mori!
Oczywiście, w grupie przyczyn naturalnych pierwszeństwo należy do V zagłady gatunków, czyli do wyginięcia dinozaurów (i innych istot żywych). Stąd bierze się ów sławetny „syndrom dinozaurów”, który zagraża nam również współcześnie, choć samych dinozaurów już dawno nie ma. Drugie miejsce – to biblijny (mityczny?) potop opisany w Starym Testamencie. Nie ma jasności naukowej, co do przyczyny, czasu i miejsca tego wydarzenia. Jedni uczeni (np. austriaccy) plasują je w 9545 r. p.n.e., z powodu uderzenia asteroidy i wywołania tsunami; zaś inni – w listopadzie i grudniu 2370 r. p.n.e., kiedy ulewne deszcze padały bez przerwy przez 40 dni. Wytrwałe badania są prowadzone nadal wokół góry Ararat (w Armenii), na której, rzekomo, wylądowała arka Noego.
Jako przekonany humanista, uniwersalista i globalista odrzucam wszelakie egoizmy i partykularyzmy, także atlantyzm oraz polono – i eurocentryzm. Nie uważam regionu Północnego Atlantyku, Polski i Europy za pępek świata i za najważniejszą siłę motoryczną jego rozwoju. Znacznie wcześniej siłą tą były Chiny oraz inne stare cywilizacje azjatyckie, środkowo – i bliskowschodnie. Owszem, cała ludzkość „zawdzięcza” Europejczykom i Amerykanom wiele znakomitych odkryć, dokonań, utworów i wynalazków, ale też masę zła, zbrodni i nieszczęść (podboje, wojny, kolonizacja, niewolnictwo, rasizm, kryzysy, faszyzm, sowietyzm, dyskryminacja i in.). Prawdą jest także, iż przez wiele stuleci, atlantyzm nadawał nieudolnie ton rozwojowi cywilizacji globalnej, co doprowadziło jednak, w konsekwencji, do obecnego totalnego bałaganu, do głębokiej zapaści kryzysowej (pandemiczno-ekonomicznej), do poważnej niepewności na świecie oraz do wielkiego ryzyka związanego z jego przyszłością.
Niestety, Atlantydzi nie zdołali wypracować i wdrożyć optymalnego modelu rozwoju nie tylko własnych, ale i pozostałych kontynentów oraz odpowiedniego ładu (systemu) światowego. Przez pryzmat pandemii opłakane skutki tych niedociągnięć są dziś widoczne gołym okiem. Można tylko fantazjować, jak obecnie wyglądałby świat, gdyby Atlantydzi, szczególnie Amerykanie i Europejczycy, wskazali i obrali lepszą drogę oraz efektywniejszą metodologię jego rozwoju (np. autentyczną demokrację zamiast dyktatury, tyranii i anarchii grup interesów, społeczną gospodarkę rynkową zamiast neoliberalizmu, zieloną energię zamiast paliw węglowodorowych, komunikację zbiorową zamiast samochodowej itp.)? Zabrakło im jednak długoterminowej globalnej wizji strategicznej, innowacyjnej praktyki oraz wyzwolenia się ze zgubnych egoizmów partykularnych, regionalnych i narodowych (np.: amerykanizacja, germanizacja i in.).
Współczesna coraz szybsza zagłada gatunków [1] i destrukcja klimatyczna (np. ocieplenie atmosfery i wód oceanicznych) jest już wynikiem poczynań rzekomo rozumnego człowieka, szczególnie w XIX, w XX i w XXI wieku. Takoż dochodzimy do określenia pierwszego i chyba największego paradoksu makro w dziejach ludzkości (wymagającego wyeliminowania post pandemium), czyli do opacznego (niewłaściwego) korzystania z rozumu, unikalnego tworu i efektu ewolucji, czy daru Boga, jak wolą niektórzy. Przewrotnym aspektem tej drugiej ewentualności jest twierdzenie dogmatyków, fanatyków i fundamentalistów, że Bóg dał człowiekowi rozum po to, aby odpowiednio z niego korzystał; ale, o dziwo, człek nie chce, czy też nie umie sprawnie i właściwie korzystać z tegoż daru. Łączny odwieczny wolumen głupoty ludzkiej zdecydowanie dominuje nad wolumenem mądrości. Pandemia potwierdza tę smutną prawdę niezwykle jaskrawo.
Przeto, Bóg nie ponosi odpowiedzialności za dobre ani za złe efekty myślenia i działania człowieka oraz, nade wszystko, za niesamowite dramaty i nieszczęścia, które homo sapiens (człowiek niby rozumny?) sam sobie i swym żywym ziemskim towarzyszom sprokurować raczył. W świetle tego, rozum dotychczasowego człowieka miał stać się siłą motoryczną jego mądrości, dobrobytu i szczęścia, ale, syntetycznie rzecz ujmując, był i jest nadal symbolem jego głupoty, nędzy i nieszczęścia. W każdym razie, w całym rozwoju homo sapiens, negatywy znacznie przeważają nad pozytywami, zło nad dobrem i czarne nad białym. Ich wypadkowa jest jednoznacznie negatywna. Jak długo jeszcze tak można? Chyba już niezbyt długo! Dziś wiadomo z pewnością, iż tak dalej być nie może. W analizach globalnej pandemii i jej dotychczasowych (dalece nie wszystkich) konsekwencji dominują raczej oceny skrajne w obydwu kluczowych sferach: społeczno – ekonomicznej i strategiczno – militarnej, o której mówi się relatywnie mało, albo wcale. Dlatego też poniżej przedstawiam najważniejsze aspekty analizy obydwu tych grup zagadnień.
Kumulacja zagrożeń :
stanowi ona zjawisko niespotykane nigdy w takiej skali w całej historii naszej cywilizacji. Każda z osobna spośród licznych części składowych kumulacji stanowi wielkie zagrożenie dla rozwoju oraz dla istnienia ludzkości i życia na Ziemi; ale najbardziej niebezpieczna jest ich suma stanowiąca już ogromną „masę wybuchową”. Określana jest ona także mianem tykającej zegarowej „bomby cywilizacyjnej”. Obecnie ludzkość zbliża się do krytycznej granicy oddzielającej ją od wybuchu tej materii. Przekroczenie owej granicy może spowodować eksplozję o niesamowitych konsekwencjach, choć dość łatwych do przewidzenia nawet dla laików. Zasadne jest więc mówienie o tym jako o kolejnym wielkim paradoksie cywilizacyjnym (kumulacyjnym), wymagającym niezwłocznego usunięcia po pandemii.
Głównymi częściami składowymi kumulacji są istniejące (namacalne) patologie i zagrożenia polityczne, ekonomiczne, społeczne, ekologiczne, militarne i wiele innych. Ich głębsza analiza wymagałaby dłuższych rozważań, ale – dla celów niniejszego opracowania – przedstawię jedynie i w bardzo syntetycznym ujęciu kluczowe zagrożenia gospodarcze, społeczne i ekologiczne. Bowiem te trzy grupy zagadnień składają się na koncepcję tzw. „zrównoważonego rozwoju” („sustainable development”) ludzkości i świata, który to rozwój – póki co – pozostaje jedynie w sferze marzeń i chyba już nigdy nie zostanie w pełni urzeczywistniony. Bowiem dotychczasowe szkody, straty, opóźnienia i zaniedbania w tych trzech sferach są tak wielkie, iż człowiek nie zdoła ich zniwelować, zneutralizować i odrobić (jeszcze przed „końcem świata”). Analizę komponentów niedoszłego „zrównoważonego rozwoju”, jako irracjonalnej fata morgany, uzupełnię poprzez niezbędną prezentację jego aspektów militarnych, groźnych per se (same przez się).
Perturbacje ekonomiczne: wywołany przez skrajnych neoliberałów amerykańskich II globalny kryzys ekonomiczno-finansowy (od 2007 r. do 2019 r.) i III kryzys (od 2019 r. do…?) spowodowały już ogromne straty i spustoszenie w całym gospodarstwie światowym, w poszczególnych grupach krajów i w zdecydowanej większości państw świata – w każdym z osobna. Oto podstawowe dane makro ilustrujące skutki kryzysu i stan rzeczy w omawianej dziedzinie w roku 2020/2021: – prognozowana (np. przez MFW) stopa wzrostu ŚPB (Światowego Produktu Brutto) = ok. 6 proc. (to wartość raczej propagandowa, która spadnie do ok. 4 proc. już w 2022 r.). Generalnie – fachowcy zachodni, np. z Institute for International Finance, przewidują „rozczarowujące dziesięciolecie 2020 – 2029, w sferze stopy wzrostu ŚPB” (tzw. decade of growth disappointments) o wielkości tylko 1,8 proc. ; – spodziewana wartość ŚPB w 2021 r. = 91.03 bln USD; – zadłużenie globalne (tylko dług państwowy, publiczny w 2020 r.) = 281 bln USD, czyli ponad trzykrotnie (!) więcej niż wynosi wartość ŚPB. Do tego trzeba by dodać łączną globalną sumę długów: przedsiębiorców, konsumentów, długu zagranicznego i tzw. długów ukrytych, które, z reguły, są 3-4-krotnie wyższe od długu publicznego. I wówczas, łączne zadłużenie gospodarstwa światowego urośnie do monstrualnych i niespłacalnych rozmiarów. Krótko mówiąc, światowe post covidove ożywienie gospodarcze w racjonalnych rozmiarach (5 proc. – 6 proc. ) i likwidacja (umorzenie?) olbrzymiego zadłużenia globalnego stanowią priorytetowe warunki sine qua non powrotu cywilizacji do względnej normalności.
Prognozowane stopy wzrostu wartości obrotów handlu światowego = 8 proc. (w 2021 r., 5,3 proc. w 2020 r. i tylko 4 proc. w 2022 r.) ; – spadek wartości globalnych bezpośrednich inwestycji zagranicznych o 42 proc. w 2020 r. do sumy 859 mld USD w porównaniu do 1,5 bln USD w roku 2019; – zwiększenie się liczby bezrobotnych na świecie do prawie 200 mln osób (co stanowi ok. 5,8 proc. ogółu ludzi zdolnych do pracy). Nota bene: liczbę tę należy pomnożyć przez (min.) 4 osoby wchodzące (średnio) w skład rodziny bezrobotnego. Wynik: prawie 1 mld osób cierpi wskutek plagi bezrobocia w świecie; – globalna stopa inflacji = 3,18 proc. w roku 2020 i 3,39 proc. – w roku 2021; – spadek dochodów z turystyki globalnej w 2020 r. = – 63 proc. ; – zwiększenie przepaści między „biegunem bogactwa” a „biegunem nędzy”, co ilustrują wymownie ogromne różnice między wielkościami PKB per capita: 1 miejsce – Luksemburg (105.829 USD, w kategoriach nominalnych i 101.936 USD, w kategoriach PPP – czyli parytetu siły nabywczej); to ponad 10 razy więcej od średniej światowej wynoszącej 10.313 USD (nom.) i 16.329 USD (PPP). Ostatnie 189-te miejsce na „biegunie nędzy” zajmuje Sudan Południowy: 210 USD (nom.) i 1.671 USD (PPP) [2].
Problemy społeczne: szczególnie groźny dla samozwańczych „panów świata” jest żywiołowy i niekontrolowany przyrost ludności i nasilające się przeludnienie na Ziemi. Tyka coraz szybciej zegarowa „bomba demograficzna”. Wielki kapitał, masoneria, kompleks wojskowo-przemysłowy i inni pretendenci do rządzenia i do dominowania w świecie nie są w stanie opanować sytuacji; ale sądzą, że ich interesy i zyski są bezprecedensowo zagrożone. Trzeba, ich zdaniem, radykalnie (nawet o połowę) zmniejszyć liczbę obywateli Ziemi, którzy…”szkodzą środowisku naturalnemu”(?!). Pierwszy miliard ludności świata zanotowano w roku 1804. Potem odstępy czasowe pomiędzy kolejnymi miliardami systematycznie się zmniejszały. I tak, w roku 1927 były już 2 mld ludzi; w roku 1960 – 3 mld, w roku 1974 – 4 mld, w roku 1987 – 5 mld, w roku 1999 – 6 mld i w roku 2011 – 7 mld. Corocznie przybywa (netto) 83 mln Ziemian. Obecnie jest nas 7,6 mld. Prognozy na przyszłość są następujące: w roku 2050 – 9,7 mld i w roku 2100 – 11,2 mld [3].
Oczekiwana (przy urodzeniu) średnia długość życia Ziemianina wynosi 71 lat (kobiety – 73,6 lat, mężczyźni – 68,6 lat). Najdłużej żyją Japończycy (83,7 lat) i Szwajcarzy (83,4 lata), a najkrócej – obywatele Angoli (52,4 lat) oraz Sierra Leone (50,1 lat). Dość wysoka średnia światowa wynika, głównie, z jeszcze wyższych średnich długości życia w krajach o dużej liczbie ludności, np.: Chiny (76,5 lat), Japonia (83,7 lat), USA (79,3 lat), UE (79,0 lat). Szczerze powiedziawszy, ów niekontrolowany i żywiołowy przyrost ludności świata, a także zwiększanie długości życia (mimo wszystko), z jednoczesnym zmniejszaniem się zasobów naturalnych, gruntów uprawnych, wody pitnej i z pogarszaniem się warunków życia i pracy oraz z ww. kumulacją zagrożeń stanowi jedną z kluczowych przyczyn nadciągającej VI zagłady gatunków. Pytanie: czy pandemia miała zmniejszyć liczbę ludności świata do 2 mld, do czego zmierza tzw. „brygada miliarderów w ramach kontroli ludności” („billionaire brigade of population controllers”), m.in.: Bill Gates, George Soros, Warren Buffett, Ted Turner i in? Przy pomocy pandemii nie da się raczej osiągnąć wymarzonego celu (ww. 2 mld), bowiem wg stanu na 24.05.2021 r. liczba zachorowań na Covid-19 w świecie wynosiła 167.533.334, a liczba zgonów – 3.478.523. Internauci dosłownie szaleją z powodu „miliarderów”, zarzucając im czipowanie ludzi w procesie testów i szczepień, rozsiewając rozmaite teorie spiskowe (a przecież „w każdej bajce jest źdźbło prawdy”?), zarzucając eugenikę, sterylizację i inne formy kontroli ludności oraz zmniejszania jej liczebności.
W tej ogromnej i stale zwiększającej się gromadzie ludzkiej: – poniżej poziomu ubóstwa, tzn. za 2,5 USD dziennie na utrzymanie (nie mylić z minimum socjalnym) żyje ponad 3 mld obywateli, czyli prawie 50 proc. ludzkości; zaś w skrajnej nędzy (1,25 USD per capita na utrzymanie dziennie) – ponad 1,3 mld obywateli [4]; – liczba głodujących wynosi ponad 805 mln osób, w tym 161 mln dzieci (czyli około 11 proc. ogółu ludzkości). Średnio, 22.000 dzieci umiera codziennie z powodu głodu i nędzy; – ponad 750 mln obywateli nie ma dostępu do czystej wody (pitnej). Nasilają się spory i wojny o wodę. Z powodu chorób związanych z niedostatkiem czystej wody (biegunka, zatrucia pokarmowe, choroby brudnych rąk i in.) umiera corocznie ponad 842.000 ludzi (czyli ok. 2.300 dziennie); – liczba analfabetów stanowi 17 proc. ogółu ludzkości, czyli 781 mln osób, z czego 63 proc. – to kobiety; – jest 200 mln bezdomnych + 1,6 mld ludzi nie ma odpowiednich warunków mieszkaniowych; – liczba uchodźców szacowana jest na 21,3 mln, przesiedleńców – na 107 mln i bezpaństwowców – na 10 mln osób;
– liczba chorych psychicznie wynosi już ponad 1,8 mld ludzi (czyli ponad 25 proc. ludzkości). Np., na depresję cierpi ponad 300 mln, a na schizofrenię ponad 35 mln chorych; – nic przeto dziwnego, że notujemy corocznie ponad 800.000 („udanych”) samobójstw, przy czym liczba „nieudanych” prób samobójczych jest 20-krotnie większa (!); – inne choroby i epidemie: 13 „największych morderców” („top killers”) powoduje corocznie około 55 proc. wszystkich zgonów na świecie. Oto one: – choroby wieńcowe (7,5 mln zgonów); – udar mózgu (6,7 mln); – gorączka denge (3,2 mln); – chroniczne zapalenie płuc (3,15 mln); – zapalenie płuc, gruźlica, grypa itp. (3,1 mln); – cukrzyca (1,8 mln); – rak płuc i dróg oddechowych (1,6 mln); – AIDS/HIV (1,5 mln); – biegunka (1,5 mln); – wypadki komunikacyjne (transportowe) (1,3 mln); – nadciśnienie i choroby serca z tym związane (1,1 mln); – malaria (250 mln nowych przypadków, 430.000 zgonów); – ebola (tylko w: Gwinei, Liberii i Sierra Leone – 28.616 przypadków zachorowań, 11.310 zgonów i 10.000 wyleczonych). Liczba zgonów systematycznie wzrasta głównie z uwagi na to, że w krajach biednych i najbiedniejszych brak jest odpowiedniej opieki lekarskiej a pacjentów nie stać na pokrycie kosztów leczenia. Dodatkowo – pandemia zdewastowała i zdezorganizowała normalną służbę zdrowia, którą trzeba szybko odbudować. Tak oto wyglądają główne parametry makro sytuacji społecznej w świecie, która ulega znacznemu pogorszeniu w wyniku pandemii. Kto, kiedy i jak doprowadzi do polepszenia tej sytuacji? Nie wiem!
Katastrofa ekologiczna: następny wielki problem i post pandemiczne pole do popisu rozwojowego to fakt, iż szybkiemu wzrostowi ludności świata towarzyszy dramatyczne pogarszanie ekologicznych warunków jej egzystencji i bytowania. Poczynając od I rewolucji przemysłowej, następuje przyśpieszona degradacja i zatruwanie środowiska naturalnego na Ziemi, szczególnie powietrza, wody i gleby. W okresie od połowy lat 70-tych XX wieku do dziś, człowiek spowodował ponad 20 groźnych katastrof ekologicznych, jak np.: awarie w elektrowniach nuklearnych (Czarnobyl, Hanford (USA) i Fukushima), emisje gazów trujących (Bhopal, Indie i in.) oraz liczne wycieki ropy naftowej z tankowców (Amoco Cadiz i in.) oraz z platform wiertniczych. Łączne traktowanie przyspieszonej degradacji trzech środowisk (powietrza, wody i gleby) daje wyobrażenie o niebywałej skali niebezpieczeństwa. Procesy te doszły obecnie do takiego pułapu, że stanowią bezprecedensowe zagrożenie fizyczne, chemiczne i biologiczne dla wszelkich istot żywych (fauny i flory) na Ziemi. Decydenci i co bardziej światli obywatele mają świadomość tego zagrożenia, ale podejmują nieefektywne poczynania (głównie gadulstwem), aby mu zapobiec. Tymczasem, zagrożenie nie zna granic i ma charakter globalny (tzw. globalizacja katastrofy ekologicznej). Wymaga więc skutecznych globalnych rozwiązań, których brak. Podpisywane są wprawdzie ważne porozumienia międzynarodowe (np. Protokół z Kyoto, Układ z Paryża i in.), ale zawodzi ich realizacja, współpraca i koordynacja poczynań praktycznych.
Na World Economic Forum w Davos (w 2017 r.) przedstawiono raport o sytuacji ekologicznej świata zawierający, m.in., wymowne wskaźniki dot. ochrony środowiska, tzw. Environmental Performance Index. Sytuacja w pierwszej 30-tce krajów najbardziej dbających o środowisko jest następująca: na 100 możliwych punktów: 1 miejsce zajmuje Finlandia (90,88), 2. Islandia (90,51), 3. Szwecja (90,43), 4. Dania (89,21), 5. Słowenia (88,98)….., 26. USA (84,72), 27. Czechy (84,67), 28. Węgry (84,60), 29. Włochy (84,48) i 30. Niemcy (84,26). Natomiast sytuacja w pozostałych prawie 200 krajach świata jest coraz bardziej krytyczna w sferze ekologicznej. Obok tradycyjnych zagrożeń ekologicznych, coraz groźniejsze są również ich nowe kategorie, szczególnie nadmierny hałas (tzw. noise pollution) oraz niewłaściwe oświetlenie (light pollution) – szkodliwe dla człowieka i dla innych organizmów żywych.
Krótko o skażeniu powietrza atmosferycznego. Jeszcze tak trochę, a nie będziemy mieli czym oddychać! Już dziś aż 92 proc. ludzi na świecie oddycha zanieczyszczonym powietrzem. Smog jest niezwykle poważnym problemem w zdecydowanej większości krajów. Skażenie powietrza powoduje na świecie około 9 mln zgonów rocznie, głównie z powodu chorób dróg oddechowych oraz straty finansowe szacowane na ponad 6 bln USD (zmniejszenie wydajności pracy, absencja pracownicza, koszty leczenia i in.). Współczesna cywilizacja emituje rocznie do atmosfery ponad 45 mld ton 6 gazów cieplarnianych (przemysłowych i naturalnych, np., metan). Z masy tej, na Chiny przypada (szacunkowo) 11 mld ton, USA – 7 mld, UE – 5 mld, Indie – 2,5 mld, Rosja – 2,5 mld, Japonia – 1,5 mld i Niemcy – 1 mld ton. Najgorzej prezentuje się sytuacja w zakresie emisji dwutlenku węgla (CO2). Wielkość emisji globalnej = około 37 mld ton rocznie. W tym: Chiny – 8,6 mld, USA – 5,5 mld, UE – 3,5 mld, Indie – 2,5 mld, Rosja – 1,8 mld i Japonia – 1,3 mld ton. Ponadto, obecnie jest w ruchu ponad 500 mln pojazdów samochodowych na świecie, a ich liczba wzrośnie do 1 mld sztuk około roku 2030, a także 39.000 samolotów cywilnych i wojskowych emitujących spaliny stanowiące około 5 proc. ogółu gazów przemysłowych (cieplarnianych) wydalanych do atmosfery.
Zwiększa się zanieczyszczanie, zakwaszanie i ocieplanie wód morskich, oceanicznych, śródlądowych i gruntowych stanowiących ponad 75 proc. powierzchni Ziemi („bez wody nie ma życia”). Przykłady: wskutek ocieplenia wody oceanicznej i braku alg, już ponad 2/3 wielkiej rafy koralowej o długości 1.500 km (na wschodnich obrzeżach Australii) uległo zniszczeniu. Czysta woda (pitna) stanowi zaledwie 2,5 proc. ogólnej masy wody. Np., ponad 320 mln Chińczyków i 60 mln Pakistańczyków nie ma dostępu do czystej wody. Obecnie ponad 1 mld ludzi pije wodę niezdatną do spożycia. Liczba ta wzrośnie do 3,5 mld osób, w terminie do roku 2025. Z powodu spożywania zanieczyszczonej wody, corocznie, umiera na świecie 250 mln ludzi (cholera, tyfus i in.). Nie należy wykluczać napięć, starć, a nawet wojen o wodę, jak to się już dzieje, np., między Etiopią, Sudanem i Egiptem wokół wykorzystania wód Nilu.
Wody morskie i oceaniczne ocieplają się (absorbują ciepło wskutek global warming) 20 razy więcej niż powierzchnia lądów, a następnie podgrzewają powietrze atmosferyczne (zabójcze sprzężenie zwrotne). Obecnie, średnia temperatura wód morskich i oceanicznych wynosi 17st.C (minimum: morza polarne: – minus 2 st.C, a maksimum: Zatoka Perska – plus 36 st.C). Zjawiska te powodują poważne perturbacje i zakłócenia w obiegu prądów oceanicznych, pogarszając klimat i wywołując ekstremalne zjawiska pogodowe (szczególnie gwałtowne tajfuny). Ponadto, ocieplanie atmosfery i wód wpływa na topnienie lodów (szczególnie tzw. czap biegunowych), co przyczynia się do podnoszenia poziomu wód oceanicznych i morskich. W minionym stuleciu poziom ten wzrastał o 2 mm średniorocznie. Zwiększa się także skala zatrucia wód śródlądowych, szczególnie rzek i jezior. Najgorzej wygląda ta sytuacja w Azji. Najbardziej zapaskudzony jest Ganges, święta rzeka Hindusów, do której odprowadza się 80 proc. odpadów komunalnych w Indiach. Również w USA, ponad 40 proc. rzek i jezior jest już tak zanieczyszczonych, że nie można nawet kąpać się w nich. Nota bene: Stany wytwarzają 30 proc. ogólnej masy odpadów światowych i zużywają 25 proc. zasobów naturalnych wydobywanych na Ziemi.
Degradacja gleby: grunty uprawne stanowią zaledwie 11 proc. ogólnej powierzchni lądów na świecie. Skala zanieczyszczenia i degradacji tych gruntów systematycznie się zwiększa, osiągając już ponad 20 proc. ich powierzchni. Do tego dochodzi intensyfikacja procesu pustynnienia (dezertyfikacji), któremu ulega corocznie ponad 14 mln ha oraz wycinania lasów (deforestacja). Lasy zajmują jeszcze 31 proc. powierzchni lądów, ale corocznie wycina się ich ponad 93.000 km kw. Skutkiem deforestacji jest emisja 15 proc. ogólnej masy gazów cieplarnianych do atmosfery. Sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna – bowiem liczba ludności świata i zapotrzebowanie na żywność zwiększa się, a obszary gruntów uprawnych ulegają zmniejszeniu.
W ciągu następnego półwiecza, liczba ludności świata zwiększy się o prawie 3 mld osób. Żeby wyżywić ponad 10 mld ludzi, trzeba by zwiększyć produkcję żywności o 40 proc. w stosunku do obecnej wielkości. Tymczasem, ze statystyk FAO wynika, że 10 mln ha gruntów uprawnych ulega corocznie zanieczyszczeniu, erozji, odwodnieniu, zakwaszeniu i zasoleniu, a 20 mln ha staje się nieużytkami nie nadającymi się do uprawy. Widmo głodu na niespotykaną skalę staje się ewidentne. W wielu krajach sytuacja wygląda już bardzo źle; np. w Chinach zanieczyszczonych jest ponad 100.000 km kw. gruntów uprawnych (głównie poprzez chemizację i podlewanie brudną wodą) oraz 23.500 km kw. – odpadami stałymi. W Wielkiej Brytanii, na pola wysypuje się, średniorocznie, ponad 30 mln ton śmieci i odpadów. Nowym zjawiskiem globalnym jest wyrzucanie na pola i do lasów zużytych przedmiotów elektrycznych i elektronicznych, ok. 3 mln ton rocznie (tzw. e-waste).
Aspekty militarne: jeśli nasza „cywilizacja” nie odstąpi od dotychczasowej metodologii przemocy i prawa pięści oraz nie wkroczy na drogę humanizmu, pokoju, bezpieczeństwa i współpracy, to rzeczywiście zginie marnie! Bowiem dzisiejsze najnowocześniejsze środki prowadzenia wojen oraz, głównie, jakościowy wyścig zbrojeń (o czym poniżej) gwarantują, bez wątpienia, bardzo skuteczne i szybkie „rozwiązanie finalne”, czyli koniec świata. Broń bakteriologiczna, a za taką uważa się również Covid-19, ebolę, węglik i inne wirusy, zwana jest także „bombą atomową dla ubogich”. Nie ustalono jeszcze dokładnie, skąd, gdzie i jak pandemia została zapoczątkowana. Pod niebiosa rozdmuchano propagandowo casus Wuhan, który nie znalazł potwierdzenia w dochodzeniach ŚOZ. A tymczasem aktywne „prace nad broniami B” trwają od dawna w kilku ośrodkach badawczych oraz w licznych laboratoriach w USA, głównie w Fort Detrick, k. Waszyngtonu, w stanie Maryland (600 budynków na obszarze 50 km kw.). Majstrują tam nie tylko nad broniami „B” sensu stricto, ale również nad środkami kontrolowania umysłów ludzkich. I tu „kółko pandemiczne” się zamyka.
Pracując w Ambasadzie RP w ChRL, niejako na własnej skórze przeżyłem epidemię SARS-1 w Pekinie. Dobrze wiem, czym to pachnie. Wiem również, że pierwsze ognisko owego wirusa pojawiło się najpierw w Hongkongu, w listopadzie 2002 r. (osiedle Amoy Gardens, Jordan Valley, dzielnica Kowloon, 19 wieżowców po 30 – 40 pięter, 4.896 apartamentów, 10.721 mieszkańców). Pytanie: skąd i jak ów wirus tam się pojawił? Wiadomo natomiast, że do dnia 01.07.1997 r. HK był posiadłością brytyjską oddaną bezboleśnie Chinom. Ale zwolennicy UK (United Kingdom) starali się rozrabiać w HK jeszcze do niedawna. Z Hongkongu SARS-1 dotarł do wielkich miast chińskich samolotami, pociągami, statkami itp. Łatwo wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby taka groźna epidemia rozlała się na całego w wielkiej masie społeczeństwa chińskiego (prawie 1,5 mld obywateli)? Na szczęście tak się nie stało, dzięki bardzo zdecydowanej reakcji władz i wzorowemu zdyscyplinowaniu społeczeństwa. W ChRL zanotowano jedynie (i aż!) 2521 przypadków zakażenia i 191 zgonów, a na świecie – 8459 przypadków i 805 zgonów. Dnia 05.07.2003 r. WHO proklamowała zakończenie epidemii SARS-1 w Chinach i na całym świecie (źródło: czasopismo „The Lancet”, vol. 361, z dnia 28.06.2003 r.).
Tak więc, kolejną anomalią ludzką i wielkim zadaniem makro po pandemii jest totalna demilitaryzacja świata, likwidacja sił zbrojnych i ofensywnych doktryn militarnych oraz odstąpienie od Hard Power na rzecz Soft Power. Słowem, degeneracja i zezwierzęcenie tzw. rodzaju ludzkiego dokonuje się nieprzerwanie od niepamiętnych czasów i znów nabiera obecnie bezprecedensowych rozmiarów i tempa. Setki milionów często niewinnych ludzi zapłaciły najwyższą i okrutną cenę za dotychczasowy irracjonalny rozwój tej „cywilizacji” oraz za jej metody siłowe. W okresie od roku 0 do chwili obecnej prowadzono 136 dużych wojen (oraz dziesiątki pomniejszych) w skali całego świata. Obecnie, różnorodne konflikty zbrojne i działania bojowe mają miejsce w 50 miejscach na kuli ziemskiej.
Obliczono przybliżoną ilość ofiar ludzkich w wyniku wszystkich wojen prowadzonych od zarania „cywilizacji” na świecie i odnotowanych w dokumentach historycznych. Liczba ta szacowana jest w granicach od 315 mln do 755 mln ofiar, w związku z czym, średnia ważona wynosi około 490 mln ofiar! Również koszty prowadzenia wszystkich wojen są monstrualne i nieobliczalne. Dysponujemy jedynie dość dokładnymi danymi dotyczącymi kosztów prowadzenia obydwu wojen światowych: I-ej – 187 mld (ówczesnych) dolarów amerykańskich, co w przeliczeniu na dzisiejsze USD daje sumę dziesięciokrotnie większą. Zaś łączne koszty prowadzenia II wojny światowej wyniosły ponad 11,5 bln USD (dzisiejszych). Jeśli chodzi o trwające obecnie wojny i konflikty zbrojne, to ich łączne koszty wyniosły już ponad 14 bln USD w roku 2014, czyli 13 proc. ówczesnego światowego PKB! Z kolei, np., wydatki USA na prowadzenie wojen w Afganistanie, Pakistanie, Iraku i Syrii wyniosły, jak do tej pory, ponad 5 bln USD [5].
Wyścig zbrojeń : „si vis pacem, para bellum” czyli: „jeśli chcesz pokoju, to szykuj się do wojny”. To odwieczne absurdalne zawołanie stanowi kolejny wielki problem makro we współczesnej ewolucji ludzkości i świata. Obecnie trwa kolejna nowa jakościowo faza wyścigu zbrojeń w obydwu głównych dziedzinach: klasycznej i modernistycznej. Najnowsze dane statystyczne w tej materii są następujące [6]: światowe nakłady na siły zbrojne wyniosły, w roku 2020, 1,99 bln USD (czyli 2,4 proc. światowego PŚB; wzrost o 2,6 proc. w stosunku do roku 2019). Na jednego mieszkańca Ziemi przypada więc ok. 250 USD rocznie na zbrojenia. Wydatki USA – 778 mld USD (wzrost o 4,4 proc. w stosunku do roku 2019 i 39 proc. całości nakładów światowych); Chiny – 252 mld USD (wzrost o 1,9 proc. ); Rosja – 66,7 mld USD (wzrost o 2,5 proc. ); Niemcy – 52,8 mld USD (wzrost o 5,2 proc. ); Polska – 11,9 mld USD w 2019 r. (2,02 proc. PKB). W ostatnim czasie nastąpił jednak poważny wzrost (o 13 proc. ) polskich wydatków na zbrojenia związanych z programem modernizacji sił zbrojnych w latach 2013 r. – 2022 r. [7].
Niezależnie od najnowocześniejszych broni, utrzymywane są potężne arsenały „starych” broni masowej zagłady: bakteriologicznej, chemicznej i nuklearnej. 9 państw [8] posiada łącznie 15.850 ładunków (głowic, pocisków itp.) tego rodzaju, z czego 4.300 w siłach operacyjnych (amerykańskich – 2.080 i rosyjskich – 1.780 sztuk). 1.800 ładunków utrzymywanych jest w stanie podwyższonej gotowości bojowej. Łączna siła niszczycielska ewentualnego wybuchu tej ogromnej masy nuklearnej wystarczyłaby na kilkakrotne rozbicie kuli ziemskiej w proch i w pył kosmiczny. Ponadto, kilkanaście państw (np.: Japonia, Australia, Iran, Kazachstan, Ukraina, Arabia Saudyjska, Afryka Południowa, Nigeria, Brazylia, Kanada, Niemcy i… Polska) posiada technologie, zdolności i potencjał umożliwiający wyprodukowanie broni nuklearnej. Stale wzrasta też ryzyko zastosowania broni masowej zagłady przez terrorystów. Doskonalone są także jakościowo i zwiększane ilościowo systemy rakiet różnego zasięgu zdolnych do przenoszenia głowic z ładunkami masowej zagłady oraz antyrakiet, a także zbrojenia kosmiczne.
Następuje wzrost liczby samobójstw w świecie (ponad 800.000 przypadków rocznie); nasila się fundamentalistyczny i fanatyczny terroryzm oraz jego uniwersalizacja (globalizacja) [9]. Brak dokładnych danych ws. ofiar ludzkich i strat materialnych za cały okres jego istnienia. Są one jednak ogromne. Obecnie (w ciągu ostatnich 20 lat) obserwujemy bezprecedensowe nasilenie tych zjawisk, co jest wynikiem i wyrazem ogólnego pogarszania się analizowanej sytuacji w świecie oraz wojen religijnych, biedy i szerzenia się patologii cywilizacyjnych; liczba zmuszonych do opuszczenia swych domostw szacowana jest w świecie na 65,3 mln wypędzonych;
Rozważania końcowe:
impotencja systemowa jest chyba najpoważniejszym paradoksem cywilizacyjnym makro. Pandemia go potwierdza. Polega on na tym, iż ludzkości nie udało się nigdy wypracować i wdrożyć funkcjonalnego (optymalnego) systemu (ustroju) polityczno – ideologicznego i społeczno – gospodarczego oraz ładu międzynarodowego, które byłyby odpowiednie i niezbędne dla pomyślnego rozwiązywania nieprzerwanie narastających problemów cywilizacyjnych w skali poszczególnych krajów i całego świata. Bez dobrego systemu świat nie mógłby rozwijać się pomyślnie. Zamiast jednego porządnego i stabilnego ustroju, mieliśmy ich całą mnogość, ale żaden z systemów znanych w historii, od pradawnej wspólnoty pierwotnej do obecnej luki systemowej, nie zdołał rozwiązywać skutecznie nabrzmiewających problemów rozwojowych i przekazywał zaległości i nieprawidłowości swemu następcy: feudalizm – kapitalizmowi, kapitalizm – faszyzmowi, sowietyzmowi, neoliberalizmowi, rządom autorytarnym i in. Wszystkie te „systemy” waliły się jak domki z kart, pozostawiając za sobą wojny, pobojowiska, gruzowiska, zgliszcza i kryzysy oraz ogrom cierpienia i nieszczęścia ludzkiego. Właśnie wynikiem permanentnej i irracjonalnej impotencji systemowej są jej najważniejsze negatywne skutki cywilizacyjne, zarówno fragmentaryczne, jak i sumaryczne, które przedstawiłem powyżej.
Niedowład systemowy (krajowy i globalny) jest, głównie, wynikiem egoizmu i egocentryzmu ludzkiego oraz dążenia do panowania jednych nad drugimi oraz bogacenia się jednych kosztem drugich. Niedowład ów nie wyglądał jeszcze nader szkodliwie w czasach, kiedy problemy cywilizacyjne i rozwojowe nie były tak nabrzmiałe i wręcz wybuchowe, jak obecnie i kiedy społeczność ziemska nie była tak liczna i tak świadoma, jak w naszych czasach. Kiedyś władcy, prorocy i kaznodzieje bazowali na głupocie i na niewiedzy ludzkiej, ale obecnie nie jest to już możliwe. W XX i w XXI wieku miarka wytrzymałości systemowej (i ludzkiej) przebrała się na dobre. Trzy kolejne „systemy”, które pretendowały do panowania nad światem: amerykanizm, faszyzm, sowietyzm i neoliberalizm wylądowały w niesławie na „śmietniku historii”, powodując za każdym razem wielkie ofiary w ludziach i ogromne straty materialne. Zupełnie niepotrzebnie! Niemała w tym „zasługa” teoretyków, uczonych, tzw. autorytetów moralnych i innych sługusów systemowych, którzy popychali autorytarnych władców ku poronionym rozwiązaniom i ku nieefektywnym rządom [10]. Zresztą, ironią historii jest również to, iż cywilizacja ludzka wydała bardzo wielu wybitnych myślicieli i twórców, którzy jednak zajmowali się raczej problemami cząstkowymi a nie kompleksowymi (systemowymi, globalnymi itp.), choć niektórzy pozostawili po sobie wiekopomne dzieła. Szkopuł jednak w tym, iż autorytarni władcy nie chcieli słuchać uczonych i doradców, z reguły mądrzejszych od nich.
W taki to sposób, drogą odwiecznej impotencji i niedowładu systemowego ludzkość dotarła do współczesnej „luki systemowej” w świecie (i w wielu państwach), jaka powstała pod koniec I dekady XXI wieku po upadku neoliberalizmu i systemu jednobiegunowego (USA). Im dłużej taka „luka” będzie utrzymywana, tym gorzej dla wszystkich razem i dla każdego z osobna. Niebezpiecznymi znamionami tej „luki” jest pogłębiający się chaos, anarchia, patologie, kryzys i wzrost napięcia międzynarodowego oraz nowe ciągoty byłego supermocarstwa jednobiegunowego do odzyskania dominującej pozycji w świecie. Dziś nie jest to jednak możliwe, bowiem, w międzyczasie, gruntownie zmienił się układ sił na arenie międzynarodowej. Cywilizacja podąża raczej w kierunku rozwiązań wielobiegunowych (multilateralizm), pokojowych, równoprawnych i partnerskich (np. chiński nowy sprawiedliwy ład międzynarodowy i wspólna przyszłość dla całej ludzkości), a nie tajemny New World Order, np., lansowany przez niektóre instytucje kapitałowe, masońskie i mafijne.
Zaś na gruzach neoliberalizmu powinien powstać zupełnie nowy system kojarzący efektywnie i optymalnie wymagania humanizmu, sprawiedliwości, solidaryzmu, egalitaryzmu oraz racjonalnego gospodarowania, wolnego rynku i interwencjonizmu państwowego w odpowiednich proporcjach. Wymaga to jednak całkowitego wyeliminowania wszystkich dotychczasowych anomalii, absurdów i paradoksów systemowych. Szczególnie ważne jest ustabilizowanie stosunków pomiędzy niektórymi wielkimi mocarstwami oraz wyeliminowanie z nich licznych negatywnych zjawisk: wrogości, podejrzliwości, niezdrowej rywalizacji, dążenia do panowania nad światem itp. A także usunięcie pewnych zgubnych czynników, które mają swe obrazowe acz wymowne określenia: – huśtawka deskowa (jak dla dzieci), raz do góry, raz na dół; – gra na „sumę zero” („zero sum game”) – przegrana jednego partnera równa jest wygranej drugiego partnera; – „pułapka Thucydidesa”, starożytnego historyka greckiego (460 r. – 394 r. p.n.e.), autora teorii, iż nowopowstające mocarstwo budzi obawy i wrogość u istniejącego już mocarstwa, co może doprowadzić nawet do wojny.
Marne perspektywy : powyższa analiza, faktografia i dane statystyczne mówią same za siebie oraz nie wymagają dodatkowych komentarzy i uogólnień. Pandemia pogorszyła bardzo znacznie ww. (i inne) wskaźniki makro oraz sytuacje w wielu dziedzinach życia, pracy i rozwoju. Sprawa jest coraz bardziej oczywista: kumulacja i suma zaniedbań, nieprawidłowości i zagrożeń nagromadzonych w całym rozwoju ludzkości jest już tak ogromna, że sprawia, iż ich usunięcie staje się praktycznie niemożliwe. Tego obawiam się najbardziej. Również z niemożnością graniczy pożądane wprowadzenie świata na drogę zdrowego i zrównoważonego rozwoju. Musimy nazwać te rzeczy po imieniu w duchu uczciwości intelektualnej i moralnej. Cóż więc pozostaje światu? Realnie: brnąć dalej dotychczasową drogą i pogrążać się w bagnie, czy też starać się o poprawę sytuacji ogólnej i szczególnej, mając cichą nadzieję, że tylko nielicznym narodom i państwom (Chiny, Szwajcaria, Skandynawia…) może udać się na początek uniknięcie okrutnej perspektywy?!
Wyjściem z sytuacji powinno być więc zrezygnowanie z wszelkich dotychczasowych poronionych koncepcji teoretycznych, zgubnych modeli rozwojowych i skompromitowanych działań praktycznych, których wypadkowa (suma) doprowadziła świat do skraju przepaści. Faktycznie, niezbędne jest rozpoczęcie wszystkiego prawie od nowa (ale przecież nie od „zera”!). Wiem, że są to zamierzenia tak mało realne, że aż niemożliwe. Niezbędna byłaby chyba wielka rewolucja światowa, aby je zrealizować? Trzeba wszakże się starać i jednocześnie mieć świadomość, że alternatywa jest następująca: albo kompleksowa odnowa globalna, albo też totalna katastrofa cywilizacyjna. Proszę wybierać!

[1]. Wymieniona powyżej w tekście V zagłada gatunków dokonała się około 65 mln lat temu. Wówczas to, ogromna planetoida, o średnicy kilkunastu kilometrów, uderzyła w Ziemię w okolicach Zatoki Meksykańskiej i Półwyspu Yucatan, wyzwalając energię o 2 mln razy większą od energii wybuchu największej bomby wodorowej przeprowadzonego w Związku Radzieckim, w roku 1961. Krater po uderzeniu planetoidy miał średnicę 200 km i głębokość 30 km. Pyły przesłoniły światło słoneczne, średnia temperatura atmosfery ziemskiej, wynosząca przed uderzeniem 27 stopni C, spadła do 5 stopni C. Nastąpiło wielkie ochłodzenie. W wyniku tego i potężnego tsunami wyginęło ¾ gatunków morskich i lądowych, łącznie ze sławetnymi dinozaurami. Obecnie mamy do czynienia z wielkim ociepleniem, póki co, o prognozowane 2 stopnie C (średnio) do końca XXI wieku i też z wymieraniem gatunków w wyniku zmian klimatycznych i destrukcji środowiska naturalnego; Uczeni stwierdzają, iż obecnie dokonuje się, z winy człowieka, VI zagłada gatunków fauny i flory na Ziemi. Rocznie ginie bezpowrotnie 27.000 gatunków. Prof. Louis Leakey, kenijski paleontolog i archeolog, absolwent Uniwersytetu w Cambridge, autor książki „The Sixth Extinction” („Szóste Wymieranie”) ocenia, iż – w ciągu nadchodzących 100 lat – z powierzchni Ziemi zniknie około 50 proc. gatunków fauny i flory, łącznie z homo sapiens, głównym winowajcą. Byłaby to właśnie droga prowadząca do położenia kresu życiu na naszej planecie;
[2]. W 3 krajach (Czad, Haiti, Liberia) liczba mieszkańców żyjących w nędzy wynosi 80 proc. , w 5 krajach (DR Konga, Sierra Leone, Nigeria, Surinam i Swaziland) – 70 proc. oraz w 7 krajach (Zimbabwe, Burundi, Sao Tome i Principe, Niger, Zambia, Komory i Honduras) – 60 proc. . Tak wygląda czołówka największych nędzarzy świata. Szczytowym wyrazem dyferencjacji są dane opublikowane w raporcie konfederacji Oxfam z dnia 18 stycznia 2016 r. Wynika z nich, że 1 proc. najbogatszych ludzi świata posiada taki majątek, jak pozostałe 99 proc. mniej zamożnych, biednych i najbiedniejszych. Ponadto, 62 najbogatszych posiadaczy dysponuje takim majątkiem, jak 50 proc. wszystkich najbiedniejszych ludzi na świecie. Nota bene: organizacja Oxfam została utworzona w Wielkiej Brytanii, w roku 1942, celem walki z biedą i z zacofaniem rozwojowym. Obecnie jest ona konfederacją złożoną z 20 organizacji pozarządowych (NGO’s) współpracującą z partnerami w 90 krajach;
[3]. Źródło: Report of the United Nations’ World Population Prospects, z roku 2015);
[4]. Dane ONZ, FAO, MFW, Banku Światowego i in.;
[5]. Np., w odniesieniu do Syrii, siły zbrojne USA rozpoczęły tam anty assadowskie działania bojowe w sierpniu 2014 r. Średni koszt tych działań wynosi ponad 11,5 mln USD dziennie. Zaś, armia rosyjska przystąpiła do tej wojny (głównie: pro assadowskie bombardowania lotnicze) we wrześniu 2015 r. Dzienny koszt tych poczynań szacowany jest na około 4 mln USD;
[6]. Dane te zostały zaczerpnięte z SIPRI Fact Sheet z dn. 26.04.2021 r. (SIPRI = Stockholm International Peace Research Institute);
[7]. Dane MON;
[8]. Wedle źródeł irańskich, Izrael posiada ponad 400 głowic nuklearnych (głównie neutronowych) zmagazynowanych w ośrodku badań jądrowych Dimona, na pustyni Negev oraz rakiety i myśliwce bombardujące zdolne do przenoszenia tych głowic na średnie i duże odległości;
[9]. Od dawien dawna terroryzm jest zmorą cywilizacji ludzkiej. Za pierwszych terrorystów uważa się żydowskich sykariuszy – nożowników (sicari), którzy atakowali Rzymian (oraz Żydów kolaborujących z nimi) w I wieku. Celem było położenie kresu okupacji Judei przez Rzym. Lucjusz Anneusz Seneka młodszy (4 r. p.n.e. – 65 r. n.e.), znany filozof rzymski, twierdził, iż „ dla bogów nie ma milszej ofiary, jak krew tyranów…”. Od tamtej pory terroryzm wszelkiego rodzaju pochłonął niezliczone ofiary na całym świecie. Nasilenie tego zjawiska obserwujemy w XXI wieku, szczególnie w wydaniu fundamentalistów islamskich. Od 1970 r. do dziś zanotowano na świecie prawie 200.000 aktów terrorystycznych różnego rodzaju. Również w tym przypadku, terroryzm jest wynikiem niesprawiedliwości i zła, które szerzy się na Ziemi. Nowym zjawiskiem jest terroryzm internetowy (cyber terrorism). Ponadto, znajdujemy się w przededniu stosowania przez terrorystów broni masowej zagłady;
[10]. Tragicznym przykładem takich myślicieli jest Milton Friedman (31 VII 1912 r. – 16 XI 2006 r.), znany ekonomista z tzw. szkoły chicagowskiej, noblista, doradca Ronalda Reagana, Margaret Thatcher i US Federal Reserve. Zdecydowany przeciwnik „naiwnej teorii keynesizmu” postulującego, m.in., interwencjonizm państwowy i zwolennik gospodarki wolnorynkowej, „niewidzialnej ręki rynku”, „naturalnej stopy bezrobocia”, monetaryzmu (zwiększania ilości pieniądza w obiegu), stagflacji, prywatyzacji, deregulacji itp. Jego koncepcje legły u podstaw neoliberalizmu, reaganomics i thatcheryzmu, co przyczyniło się do II wielkiego kryzysu globalnego – z wiadomymi skutkami.

Zimna wojna, chłodny pokój

Czy mamy powrót nowej „zimnej wojny”? Jak będzie wyglądała wizja współzawodnictwa ChRL i USA w obecnym i nadchodzącym czasie dyskutowali eksperci zaproszeni przez Fundację Innowacja, kierowanej przez profesora Wojciecha Pomykałę i Stowarzyszenie Współpracy Polska – Wschód, kierowanego przez Józefa Brylla.

ZSRR przegrał rywalizację z USA. Gospodarczo, nie militarnie, przypomniał inaugurujący dyskusję profesor Wojciech Pomykało. Również gorbaczowowska „pieriestrojka” nie przyniosła tam wyjścia z zapaści gospodarczej, co doprowadziło do rozpadu ZSSR.
W Chinach było inaczej dzięki wybitnemu przywódcy Deng Xiaopingowi, który zapoczątkował budowę nowego ustroju. Innego od zachodniego kapitalizmu i europejskiego socjalizmu.
Chińska fachowa biurokracja wykorzystała współpracę z zachodnim kapitałem do rozwoju Chin i likwidacji warstw najbiedniejszych. Ostatnie lata pokazały, że w Chinach rozwój gospodarczy służy bogaceniu się biednych, a bogactwo USA za prezydentury Trumpa najbardziej bogaciło najbogatszych.
Polsce szczęścia nie dał radziecki socjalizm i zachodni liberalizm gospodarczy. Niech rozwija się wiedza o Chinach i korzystanie z chińskich doświadczeń.
Mamy najsilniejszy od czterdziestu lat kryzys w stosunkach USA- Chiny, zauważył zastępca ambasadora ChRL w Polsce Yao Dongye. Ale zadeklarował też, że nowy prezydent USA to nowa nadzieja na lepsze relacje. Prezydent Joe Biden zna Chiny, był tam cztery razy, pierwszy raz w 1994 roku. Ma szansę poprawy relacji amerykańsko- chińskich. Powrotu do tradycji „dyplomacji ping- pongowej” Henrego Kissingera kiedy „mała pingpongowa kuleczka poruszyła ziemię”. USA i Chiny powinny grać w jednej drużynie, nie rywalizować.
Chiny oczekują do nowej administracji USA:

  • Szacunku, nie rywalizacji.
  • Poprawy zepsutych przez prezydenta Trumpa relacji
  • Wznowienia współpracy, zwłaszcza w zwalczaniu pandemii
  • Akceptacji, że to USA i Chiny ponoszą odpowiedzialność za świat.
    W 2008 roku oba państwa zwalczały kryzys gospodarczy, w 2016 poparły politykę neutralizująca globalne zmiany klimatyczne. Teraz powinny uznać, że to korona wirus jest najpoważniejszym wrogiem USA. Nie Chiny.
    Prezydent Joe Biden nie wycofa się z globalnego przywództwa, tworzenia międzynarodowego ładu liberalnego, zauważył profesor Longin Pastusiak wybitny znawca problematyki amerykańskiej.
    Najbliższe tygodnie pokażą, czy będzie to „polityka chłodnego pokoju”, czy zgoda na twardy kurs wobec Chin. Dotychczasowe decyzje nowego prezydenta, jak zaproszenie przedstawiciela Tajwanu na uroczystości jego inauguracji, poparcie roszczeń Japonii i Filipin wobec spornych z Chinami wysp, wysłanie floty wojennej na akweny Morza Południowo- Chińskiego uznawanego przez Chiny za swe wody terytorialne, wskazują na twardy kurs.
    Prezydent Biden polecił gronu ekspertów sporządzenie raportu o relacjach z Chinami i opracowanie strategii działania. Mają na to 6 miesięcy. Po tym raporcie poznamy nową amerykańska politykę wobec rosnącej potęgi Chin.
    Trzeba odejść od starych standardów. Podziału na państwa demokracji liberalnej z gospodarką rynkową i świat niedemokratyczny. Zwłaszcza, że liberalna gospodarka nie rozwiązuje wielu obecnych problemów społecznych, co dostrzegamy w USA, Francji, nawet w Niemczech, postulował profesor Jerzy Jaskiernia.
    Chin dowiodły, że stosując własny model gospodarczy są w stanie konkurować nawet w obszarze nowych technologii z czołowymi gospodarkami liberalnymi. Dlatego pewne chińskie rozwiązania warto upowszechnić. Co nie oznacza, że możemy automatycznie kopiować chińskie wzorce. Ale w interesie światowego pokoju jest, aby oba światowe mocarstwa nie weszły w sferę twardej konfrontacji.
    Na aspekty kulturowe zmazane z relacjami amerykańsko- chińskimi zwrócili uwagę profesora Maria Szyszkowska i profesor
    Zdzisław Sirojć. Porównywali filozofię chińską z zachodnioeuropejska i cywilizacyjne znaczenie metropolii w obu państwach.
    Relacji USA- Chiny nie można rozpatrywać bez udziału Rosji, zauważyli profesor Walery Bebyk z Kijowa i redaktor Andrzej Ziemski z Warszawy.
    Ukraina ma partnerstwo wojskowe z USA skierowane przeciwko Rosji i silne więzi gospodarcze z Chinami. Chiny to ważniejszy dla Ukrainy partner niż cała Unia Europejska. Każde taktyczne ustępstwo USA wobec Rosji w celu pozyskania jej do konfrontacji z Chinami grozi egzystencji państwa ukraińskiego. A wzorce chińskie warte są do naśladowania, bo to państwo obecnie najskuteczniej walczy z biedą.
    W podobnej sytuacji jest Polska. Jej bezpieczeństwo zależy od współdziałania w Sojuszu Północnoatlantyckim. A rozwój gospodarczy i technologiczny od współpracy z Chinami.
    Polska ma unikalną, historyczną szansę wykorzystania swego geograficznego położenia. Może szanse być pomostem łączącym gospodarki i kultury państw Azji z państwami Europy. Bramą Chin, Japonii, państw ASEAN do państw Unii Europejskiej.
    Pod warunkiem, że wykorzysta wielki geopolityczny projekt Nowego Jedwabnego Szlaku i swoją infrastrukturę kolejową, przekonywał redaktor naczelny „Trybuny” Piotr Gadzinowski.
    Polska powinna być sojusznikiem wojskowym USA w Europie Środkowo- Wschodniej i gospodarczym państw azjatyckich w Unii Europejskiej.
    Wspólne projekty transportowe poprawią też relacje z Rosją i Białorusią. Handel zbliża narody i generuje pokój.

    Więcej o nowych relacjach USA-Chiny przeczytacie w przygotowywanej publikacji książkowej, którą zainaugurowała konferencja.

Wspólnie stwórzmy lepszą przyszłość dla świata po pokonaniu pandemii

Niedawno odbyło się wiele spotkań, które przyciągnęły uwagę społeczności międzynarodowej, były to: 12. spotkanie przywódców grupy państw BRICS, 27. nieoficjalne spotkanie przywódców gospodarczych Azji i Pacyfiku (APEC), 15. szczyt przywódców Grupy G20.

Brał w nich udział Przewodniczący Xi Jinping, wygłaszając ważkie przemówienia, w których wskazał szereg inicjatyw, nowych koncepcji i środków, mających na celu poszerzenie współpracy stron i osiągnięcie konsensusu w zakresie istotnych obecnie problemów, tj. osiągnięcia całkowitej kontroli nad pandemią, wspierania rozwoju gospodarczego i społecznego, ochrony multilateralizmu i wolnego handlu, wzmocnienia systemu globalnego zarządzania. Przemówienia Przewodniczącego Xi wypełnione były dalekosiężnymi przemyśleniami i koncepcjami. Przewodniczący dał więc wyraźny sygnał, iż Chiny podczas promocji własnego wysokiej jakości rozwoju, równocześnie będą nieustannie poszerzać swe otwarcie na zewnątrz. Przedstawił „chińskie rozwiązania” dla świata, by ten wykorzystując „chińską mądrość” wyszedł z grzęzawiska recesji, by społeczność międzynarodowa czuła silniejszą motywację i wiarę w zwycięstwo.
Po pierwsze, winniśmy ramię w ramię walczyć z epidemią COVID-19.
Najsilniejszą, prowadzącą nas do zwycięstwa bronią jest solidarna współpraca. Wola Chin, by wraz z innymi państwami wspólnie stawiać czoła trudnościom i zgodnie toczyć bój z pandemią jest niezachwiana. Wzywamy wszystkie strony do kierowania się ideami, wedle których człowiek i życie ludzkie mają znaczenie nadrzędne, do zachowania ducha naukowej racjonalności, do aktywnego wspierania kluczowej roli, jaką odgrywa Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), do wzmocnienia wspólnej międzynarodowej profilaktyki i kontroli chorób, do dzielenia się doświadczeniami w zakresie użycia technologii cyfrowej w zwalczaniu epidemii oraz przywracania gospodarki oraz do tego, by jak najszybciej skonsolidować jak największe wspólne siły do walki z epidemią i razem stworzyć globalny firewall zabezpieczający nas przed chorobą. Jeśli chodzi o zainteresowanie społeczności międzynarodowej szczepionką, to Chiny osiągają zadowalające rezultaty w badaniach. Będziemy nieustannie wspierać współpracę międzynarodową w zakresie prowadzonych prac nad szczepionką oraz aktywnie w nich uczestniczyć, będziemy wdrażać rozpoczęty przez WHO program COVAX i przekazywać innym państwom, a w szczególności krajom rozwijającym się, chińską szczepionkę, która dzięki naszym wysiłkom stanie się ogólnie dostępna dla ludzi ze wszystkich krajów.
Po drugie, winniśmy podejmować więcej działań w celu przywróceniu rozwoju gospodarczego.
Przeciwstawienie się pandemii jest dla łańcuchów przemysłowego i dostaw bardzo poważnym wyzwaniem, strona chińska od początku wzywała wszystkie państwa do tworzenia kolejnych bodźców dla gospodarczej współpracy międzynarodowej i utrzymywania dla niej otwartej przestrzeni tak, by przyspieszyć odrodzenie gospodarcze. Po pierwsze należy utrzymywać otwarty rozwój i chronić wielostronnego systemu handlu, którego fundament stanowi Światowa Organizacja Handlu (WTO), sprzeciwiać się nadużywaniu pojęcia bezpieczeństwa narodowego w celu realizowania protekcjonizmu, zapewniać bezpieczeństwo łańcuchów przemysłowych i dostaw oraz ich płynność, jak również pomagać wszystkim państwom w jak najszybszym przywróceniu działania gospodarek. Po drugie należy wspierać innowacyjny rozwój i stwarzać przyjazne warunki dla rozwoju gospodarki cyfrowej. Wraz z innowacjami technologicznymi oraz transformacją cyfrową nadany zostanie nowy impuls rozwojowy, dzięki któremu wspólnie osiągniemy wyższej jakości i bardziej trwały rozwój. Po trzecie należy utrzymywać włączenie społeczne w rozwoju i sprawić, by więcej zasobów było kierowanych na redukcję ubóstwa, edukację, opiekę zdrowotną i budowę infrastruktury, co skutecznie pomoże krajom rozwijającym się w pokonywaniu trudności i przyniesie szersze korzyści wszystkim ludziom. Po czwarte należy wpierać zielony rozwój i wdrażać postanowienia Porozumienia Paryskiego w odpowiedzi na zmiany klimatu, jak również w szerokim zakresie przechodzić na pozyskiwanie czystej energii i wspólnie budować przyjazny naturze ekosystem tak, by stworzyć czysty i piękny świat.
Po trzecie, zarządzanie światem powinno odbywać się na zasadach równości i sprawiedliwości.
Wybuch pandemii uwidocznił, że obecny system globalnego zarządzania jest niewystarczający. Opierając się na koncepcji światowego zarządzania, obejmującej szeroko zakrojone konsultacje, wspólny wkład i wzajemne korzyści, Chiny nadal opowiadają się za tym, aby wszystkie kraje przestrzegały multilateralizmu, utrzymywały otwartość, inkluzyjność i wzajemnie korzystną współpracę oraz postępowały zgodnie z duchem czasu, jak również by wspierały ONZ w skuteczniejszym osiąganiu globalnego konsensusu i koordynowaniu działań globalnych. Będziemy stanowczo chronić wielostronnego systemu handlu, który ma swe podstawy w zasadach, jest przejrzysty, daleki od dyskryminacji, otwarty i inkluzyjny. Będziemy propagować wolny handel i stać na straży uczciwej konkurencji. Opowiadamy się za wykraczaniem poza ramy ideologii, za poszanowaniem systemów społecznych wybranych przez kraje na podstawie ich własnych warunków narodowych, modeli ekonomicznych i ścieżek rozwoju oraz za budowaniem bardziej sprawiedliwego i zrównoważonego partnerstwa na rzecz globalnego rozwoju. Chiny będą pogłębiać współpracę ze wszystkimi państwami świata, zwłaszcza z krajami rozwijającymi się i rynkami wschodzącymi tak, aby sprawić, że kierunek rozwoju ładu międzynarodowego zwróci się w stronę sprawiedliwości i racjonalności oraz stworzona zostanie wspólna przyszłość dla całej ludzkości.
Obecnie Chiny – po stoczonej walce z epidemią, osiągnęły ogromne rezultaty o znaczeniu strategicznym, dzięki temu urzeczywistniają stały postęp w dziedzinie gospodarki. Ponadto przedstawiły nowy model rozwoju oparty głównie na obiegu krajowym oraz na wspólnie napędzających się dwóch obiegach: krajowym i międzynarodowym. Decyzja ta ma charakter długoterminowy i strategiczny, została podjęta przez Chiny w odpowiedzi na falę globalizacji, a oparta była na głębokiej integracji własnej gospodarki z gospodarką światową. Stworzenie nowego modelu rozwojowego Chin nie oznacza zamknięcia obiegu krajowego, ma ono na celu lepsze połączenie rynków krajowych i międzynarodowych przy jednoczesnej poprawie odporności gospodarczej i konkurencyjności, co w rezultacie doprowadzi do stworzenia nowego systemu gospodarczego o jeszcze wyższym stopniu otwarcia. Zgodnie z nowym schematem rozwoju, potencjał rynkowy Chin zostanie w pełni pobudzony, tworząc większy popyt i stwarzając więcej możliwości dla krajów na całym świecie. Chiny są gotowe zacieśnić współpracę ze wszystkimi państwami, w tym z Polską, aby działać na rzecz: jak najszybszego przezwyciężenia pandemii przez społeczność międzynarodową, powrotu wzrostu gospodarczego na swe dawne tory, zrównoważonego rozwoju oraz współpracy nad stworzeniem lepszej przyszłości dla świata po pokonaniu pandemii.

Zawalczyć o Ziemię

10 lat. Wystarczyło aby zniszczyć Ziemię. Czy tyle samo wystarczy aby ją ocalić?

Ziemia to nasz Świat. Nie mamy innego, a ewentualne plany życia na innych planetach póki co możemy odstawić na dalsze czasy. Przez brak dostępu do Słońca i konieczność przetransportowania ogromnych pokładów energii na inną planetę, życie poza Ziemią po prostu nie będzie wykonalne jeszcze bardzo długo. Gdzie będą wobec tego żyli nasi potomkowie, jeżeli na Ziemi przestanie wystarczać potrzebnych im zasobów?
Podczas ostatnich 10 lat ludzkość, a więc również każdy z nas, przyczyniła się do ogromnych strat na Ziemi. Strat liczonych przez liczbę susz, powodzi, pożarów, tornad. Zjawiska, które jeszcze kilka lat temu były rzadkością, teraz występują wielokrotnie w ciągu jednego tylko miesiąca. Wprowadzają niepokój i ogromne straty w ludziach. Tego nie da się już nie zauważyć. Globalne ocieplenie jest już faktem. Teraz jest więc moment, aby powziąć konkretne decyzje.
Filozofia życia tu i teraz i doraźne działania nie sprzyjają jednak podejmowaniu odważnych, zakrojonych na szeroką skalę, długoterminowych projektów, które obejmowałyby międzysektorową proekologiczną współpracę. Za akceptacją każdego projektu stoi bowiem człowiek, który jeżeli nie jest świadomy przyszłości i konsekwencji swoich działań, może podjąć decyzję korzystną jedynie dla swojej strefy komfortu czy dla swojego politycznego interesu. Oznaczać to może nic innego, jak skuteczne zablokowanie pomysłu, który mógłby przyczynić się do uratowania Ziemi. Wszechobecna mimo wielkiego postępu biurokracja i krótkowzroczność polityków wydają się być więc największymi wrogami przełomowych przedsięwzięć.
Aby nie tylko minimalizować skutki globalnego ocieplenia, ale pomóc Ziemi w odnowieniu swojego potencjału nie wystarczy jedynie skupiać się na obniżaniu emisji gazów i przestać produkować plastik. Aby bowiem cofnięcie skutków ocieplenia i uporządkowanie planety było możliwe, należy sięgnąć do pokładów intelektualnych tych, którzy przyczynili się do jej postępującej zagłady.
Człowiek już teraz jest w posiadaniu technologii, którą może wykorzystać w tym celu. Jednak potrzebna jest do tego odwaga i determinacja nie kilku szalonych, jak określili by ich niektórzy, naukowców, ale całej rzeszy ludzi, którzy swoim doświadczeniem i wpływami doprowadziliby do zaistnienia takich rozwiązań, które rzeczywiście zakończą trwanie tego olbrzymiego jak Ziemia problemu. Ci odważni posiadający przełomowe pomysły wciąż są jednak niemile widziani w środowiskach, gdzie słowa takie jak „zmiana” oznacza coś kompletnie odmiennego.
Jeden z takich odważnych projektów, w który ma zostać zaangażowana sztuczna inteligencja i najnowsza technologia został zaprezentowany na konferencji Amazona pod nazwą „Footprint Coalition”.
Przedsięwzięcie ma potrwać 10 lat, a jego efektem ma być całkowite oczyszczenie Ziemi i cofnięcie efektu cieplarnianego. Jego inicjatorem jest Robert Downey Jr, od lat obecny w czołówce najlepiej zarabiających aktorów świata. Nie powinno dziwić więc, że człowiek taki jak on ma prawo być przekonanym, że niemożliwe nie istnieje. Jednak o ile jednak w showbiznesie mógł spełnić najśmielsze marzenia, to właśnie największych trudności nie upatruje w braku wiary w skuteczność przedsięwzięcia, ale, jak mówi, właśnie w biurokracji, niechęci do dzielenia się własnością intelektualną i trudnościach we współpracy międzyrządowej. Istotą problemu nie jest więc fakt, że projekt może nie zostać zrealizowany z przyczyn chociażby logistycznych. Problemem na jaki chcę zwrócić uwagę jest to, że to wciąż człowiek i jego mentalne ograniczenia tak bardzo zagrażają uratowaniu jego samego. Działania porządkujące i oczyszczające Ziemię przy takiej skali zniszczenia to już nie tylko indywidualne czynności jednostek. To konieczność współpracy ludzi, którzy wspólnie muszą podjąć decyzje ważne nie tylko dla nich samych. To otwarcie się na tych, którzy przeciwstawiając się średniowiecznym praktykom, żyją myślą przyszłości i postępu.
Projekt Downeya ma ruszyć wiosną 2020 roku. Na ten moment nie wiemy nic oprócz tego, że jeden człowiek zamierza poświęcić kolejne lata swojego życia, aby zawalczyć o Ziemię, na której sam nie spędzi już wyjątkowo dużo czasu. Projekt może nie ruszyć, jeżeli spotka na swojej drodze ludzi, którzy poza swoim politycznym interesem nie wiele już potrafią dostrzec.

Putin Sprzyja Ludowcom

Obserwując reakcję głównych aktorów tzw. polskiej sceny politycznej na której rozgrywa się coś na podobieństwo kabaretu, farsy czy dosyć taniej tragikomedii warto zacytować fragment przemówienia  jakie na XX Zjeździe KPZR w 1956 r. wygłosił I sekretarz KC Komunistycznej Partii Ukrainy Aleksiej Kiriczenko.

 

Odnosząc się do współzawodnictwa pomiędzy dwoma kołchozami powiedział co następuje: „Współzawodniczą ze sobą dwa kołchozy (…) Obydwa zakończyły rok ze złymi wynikami. Żaden z nich nie tylko nie wykonał zobowiązań lecz nawet nie wykonał planów, nie mniej jednak ten, kto ma lepsze wskaźniki „pasowany” jest na zwycięzcę (…). Z tego wynika, że sprawa została przegrana a mimo to jest zwycięzca.”
Słowa Kiriczenki wywołały śmiech wśród delegatów zjazdu. W Polsce nikt się nie śmieje, co świadczyć może o tym, że polskie elity polityczne mają mniejsze poczucie humoru od radzieckich komunistów. A można by się zdrowo pośmiać z tego, że zarówno PiS, jak i Koalicja Obywatelska chełpiły się swoim zwycięstwem w wyborach samorządowych. PiSowcy argumentowali to najlepszym w skali kraju wynikiem natomiast obywatelscy koalicjanci wskazywali na wygraną w dużych miastach. Co więcej, w wyniku powyborczych układanek okazuje się, że w niektórych województwach to przegrani otrzymują władzę a wygrani przechodzą do opozycji. W Katowicach wystarczył jeden mały transferek, aby PiS uzyskała większość w wojewódzkim sejmiku wbrew wynikowi wyborów. Odwrotna sytuacja miała miejsce w województwie podlaskim, gdzie PiS utracił większość ledwo po wyborach w wyniku politycznych przepychanek.
Prorocze słowa radzieckiego, komunisty są niczym w porównaniu z wrażą robotą jaką Kreml odbębnił wobec polskich wyborów samorządowych. Jeżeli bowiem ktoś uważa, że Polskie Stronnictwo Ludowe osiągnęło stosunkowo dobry wynik w wyborach samorządowych dlatego, że ma tradycyjne poparcie na wsiach i w małych miejscowościach, to się grubo myli. PSL dlatego uzyskało te kilkanaście procent, ponieważ taka była wola Moskwy. Takie wnioski nasuwają się na podstawie publikacji zamieszczonej na stronie internetowej jak zwykle dobrze poinformowanego, przynajmniej we własnym mniemaniu, tabloidu „Fakt”. Tenże „Fakt” już na 11 dni przed wyborami zamieścił publikację pt. „Putin zamiesza w wyborach w Polsce?” wskazującą na niebezpieczeństwo rosyjskiej ingerencji „biorąc pod uwagę tylko ostatnią aktywność agentów Kremla.” Przytacza też przykłady mające być dowodem na to, że owa ostatnia aktywność moskiewskiej agentury miała wpływ na wynik wyborów w dwóch krajach europejskich.
Przykład pierwszy: Łotwa. Tam wybory wygrywa prorosyjska partia Zgoda. A dlaczego wygrywa? „Fakt” ma na to gotową odpowiedź. Otóż dlatego, że na jednym z portali społecznościowych puszczono hymn Rosji, pokazano fotografie Kremla i Putina tudzież rosyjską flagę. Idąc tym tokiem rozumowania należałoby domniemywać, iż tych około 20 procent łotewskich wyborców obejrzało sobie ten spot i pod jego wpływem zagłosowało tak a nie inaczej. Jednak co ciekawsze, Zgoda wygrała wybory parlamentarne już po raz drugi. Poza tym rządzi w stolicy a założyciel partii Nils Ušakovs jest tam merem. Te jednak fakty pozostają poza zasięgiem analitycznych możliwości poznawczych „Faktu”.
Przykład drugi: Bośnia. W stanowiącej część Bośni i Hercegowiny Republice Serbskiej po raz kolejny wygrywa optujący za integracją z Serbią i jednocześnie antynatowski i prorosyjski Związek Niezależnych Socjaldemokratów. Partia ta wygrała nie tylko wybory do miejscowego parlamentu, lecz także prezydenckie a jej przywódca Milorad Dodik zdobył mandat przedstawiciela Republiki Serbskiej w trzyosobowym prezydium będącym kolektywną głową państwa w Bośni i Hercegowinie. I tu znów „Fakt” widzi rękę Moskwy. Zauważa, że przed wyborami do Sarajewa zawitał rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow co już samo w sobie ma być dowodem na wpływanie na rezultat wyborów. Gdyby jednak tak choćby trochę głębiej zanurzyć w bośniacką specyfikę, to łatwo można zauważyć, że w tym sztucznie podzielonym na jednostki etniczne państwie w wyborach górują ugrupowania nacjonalistyczne – obojętnie czy dotyczy to ludności serbskiej, bośniackiej czy chorwackiej. I do tego nie jest potrzebna żadna ingerencja z zewnątrz. Natomiast doszukiwanie się wszędzie tam, gdzie zwycięża jakaś siła prorosyjska czy też tylko Rosji sprzyjająca jest wyrazem gloryfikacji Rosji jako wszechwładnego demiurga ustawiającego sobie świat wedle własnego życzenia. Nasuwa się tu nieodparta analogia z antysemitami, którzy twierdząc, że to Żydzi rządzą światem tym samym uznają ich za najpotężniejszy naród na świecie czym przebijają nawet najbardziej zagorzałych syjonistów.
Skoro Rosja tak skutecznie ingeruje w wybory w innych państwach, to dlaczegóż nie miałaby w Polsce? A co to my gorsi? Kierując się logiką „Faktu” należałoby dojść do wniosku, że wybory wójta Wąchocka czy też burmistrza Głubczyc są dla Moskwy równie ważne, jak to czy Trump ma zostać prezydentem USA. Być może jednak na Kremlu postrzegają Polskę w nieco szerszej skali. Rosyjscy analitycy zapewne długo główkowali nad tym kogo by w tej Polsce wesprzeć. Może PiS, boć to partia kryptoantynijna podobnie jak, tak przynajmniej twierdzą polscy eksperci, Rosja? Dawaj, damy im te nieco ponad 30 procent. A może by tak poprzeć Koalicję Obywatelską, skoro jest taka prorynkowa i nie będzie polonizować stacji benzynowych naszego Lukoila? Damy im trochę mniej wszak polexit jest ważniejszy od Lukoila. Najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że zdecydowano się na plan pod kryptonimem Putin Sprzyja Ludowcom i postawiono na PSL jako stosunkowo najmniej antyrosyjską spośród partii parlamentarnych. Oczywiście zrobiono to w sposób tak utajniony, że nie wiedzieli o tym ani wyborcy, ani PKW ani nawet kierownictwo PSL. Powyższe wnioski ocierają się o granicę idiotyzmu. Czy jednak mogą być inne skoro wyprowadzane są wprost z paranoicznych przesłanek?

Świat od spodu (2)

„Angielski sen” się skończył. Rozpoczął się „Świat od spodu”. To będzie opowieść o tym, jak na Wyspach przeżyć. Ale przede wszystkim o tym – jak wygląda świat, o którym zadowoleni z siebie przedstawiciele klasy średniej nie mają pojęcia. Dziś publikujemy drugi odcinek tego cyklu.

 

 

Najmniej efektywną formą szukania pracy jest chodzenie od drzwi do drzwi. Trzeba mieć dużo szczęścia, by wejść akurat w te, gdzie poszukują pracownika.

 

Owszem, będą mówić, że się zastanowią, powiedzą, żeby pójść tu czy tam, poproszą o numer telefonu, ale zazwyczaj niewiele z tego wychodzi. Poza nowymi znajomościami.
Jest jednak powód dla którego nie można z tej formy rezygnować. Zmusza ona do wyjścia z domu, nie pozwala popaść w marazm i apatię. A to największe zagrożenie dla bezrobotnego. Trzeba włożyć trochę wysiłku, by pomimo niechęci wstać z łóżka i wyjść. Oczywiście, na początku nie jest łatwo, by pokonać kilka wewnętrznych barier. Znalazłem jednak i na to sposób.

 

***

Zanim wyruszyłem, zjadałem porządne śniadanie i zaraz po wyjściu z domu odwiedzałem najbliższą perfumerię. Niedaleko jest Boot’s. Pryskałem się najdroższymi markami – to zawsze dodaje pewności siebie – i dopiero szedłem w miasto.
Znacznie łatwiej szuka się pracy z pozycji pewnego siebie człowieka sukcesu niż upokorzonego, zalęknionego, zagubionego i głodnego imigranta. Pełny żołądek, zapach kosztownych perfum i uśmiech dają tego namiastkę.
Wydawało mi się, że nie ma nic gorszego niż szukanie zajęcia ze smutkiem, lękiem i spuszczoną głową. Jak już wspomniałem, ta forma jest może najmniej efektywna, ale wypełnia dni i przełamuje ich monotonię. Poza tym, wykreowana rola człowieka sukcesu powoli i mnie zaczynała się udzielać. Nawet jeśli to ułuda, to siły których dodaje są jak najbardziej realne.
Wychodziłem każdego poranka i odwiedzałem coraz odleglejsze sklepy i knajpy, szukałem w witrynach ogłoszeń i zagadywałem robotników na budowach. Nie miałem czasu roztrząsać swojej kiepskiej sytuacji. Nie było czasu na marazm i chandrę. I już choćby dlatego nie mogłem zrezygnować z tej formy poszukiwań. Wracałem do domu wieczorem i następnego dnia szedłem znowu. Zmieniałem tylko kierunek. Od poniedziałku do środy obszedłem już chyba wszystkie knajpki w Borehamwood. Postanowiłem wyruszyć więc do innego miasta. Najlepiej do Radlett, jest na tyle blisko, że nie muszę jechać ani pociągiem, ani autobusem. Spokojnie dotrę tam pieszo. Najrozsądniej byłoby pojechać do Luton, jest tam kilka fabryk i mógłbym popytać mieszkających tam Polaków. Na razie nie stać mnie jednak na bilet. Wybiorę się, jeśli przyjdzie zaległa wypłata. W piątek. A dzisiaj – środa – powinien przyjść payslip. Pisząc ten felieton zerkam co chwile do skrzynki mailowej. Dotychczas nie ma. Jeśli do godziny 22.00 nie będzie to znaczy, że wypłaty raczej nie dostanę. W tej chwili jest 19.15 – czekam.

***

Szukanie pracy przez Internet jest bardziej efektywne, ale przykuwa do łóżka, rozleniwia i z każdym dniem coraz trudniej się pozbierać. Żeby szukać ogłoszeń w sieci, trzeba też znać odpowiednie adresy i w miarę sprawnie posługiwać się językiem. Nie bardzo nawet wiedziałem gdzie szukać stron z lokalnym rynkiem pracy, a i język mam opanowany w takim stopniu, że większość dnia marnuję na rozszyfrowywanie jakiegoś spamu i fake ogłoszeń, zamiast z góry je poodrzucać. Poruszam się po omacku, zarówno w necie, jak i w realu.

 

***

Dzisiaj ponownie poszedłem do food banku. Tym razem nie musiałem się już przełamywać. Szedłem śmiało jak do siebie. Nie pamiętałem jedynie, czy kazali przyjść we środę, czy w czwartek? Jedzenia mam jeszcze pod dostatkiem, zjadłem niewielką część tego co dali w poniedziałek – dlatego niespecjalnie przejmowałem się tym, że mogą kazać mi przyjść następnego dnia. Na miejscu powiedziałem pracującym wolontariuszkom, że miałem się zgłosić, ale nie pamiętam kiedy. Zaprowadziły do zatłoczonej sali. Około czterdziestu osób siedziało przy rozstawionych tam stolikach. Na blatach były dzbanki z sokami. Kazały zająć miejsce i powiedziały, że nic nie pomyliłem, że dzisiaj jest środa, a we środy organizują lunch dla wszystkich potrzebujących z okolicy. Super, pomyślałem. Było wczesne popołudnie, ale czułem już lekki głód.
Usiadłem przy najluźniejszym stoliku. Obok siedziała Hinduska, a naprzeciwko Angielka. Wypytały czy pierwszy raz tutaj, skąd jestem i takie tam. Gdy powiedziałem, że szukam pracy wytłumaczyły jak przeglądać lokalne portale internetowe i gdzie szukać odpowiednich grup z FB. Pokazały jak poruszać się w gąszczu ogłoszeń i jak z zalewu faków wyłowić te najbardziej atrakcyjne.
Kucharze zaczęli nalewać krem brokułowy, a pod sceną zainstalował się trzyosobowy zespół. Nie mogłem w to uwierzyć. To było niewiarygodne. Zorganizowali koncert do kotleta dla najuboższych. Na sali i tak było gwarno, miałem wrażenie, że każdy rozmawia z każdym. Znali się doskonale. Będąc tam po raz pierwszy zauważyłem już te relacje. Nic dziwnego, jeśli co środę spotykają się na takich lunchach. Trio grało najbardziej znane szlagiery; Living Doll – Cliffa Richarda, Dianę itp. Kawałki, które wszyscy znali, a niektórzy podchwycili i, pochyleni nad zupą śpiewali pod nosem. Niektórzy śmielej inni dyskretnie. Wszyscy wesoło się kiwali. Wolontariusze nakładali drugie dania. Wybór był ogromny. Kotlety, makaron z sosem, sałatki, warzywa i kilka potraw, których nie znam. Każdy dostawał tyle, ile tylko chciał. Na deser podali sałatkę owocową, ciasto i coś co nazywali „India sweet” (hinduska słodycz?). Nie mam pojęcia, czy to owoc, warzywo, zwierzę czy wypiek. Kształtem przypominało ziemniaka, a kolorem bezę. Było tak słodkie, że wykręcało twarz i dlatego nie potrafię powiedzieć czy było smaczne. Siedziałem, gadałem i jadłem, a po niecałych dwóch godzinach zebrałem się do wyjścia. Znowu ciężko było mi dojść do domu. Tym razem z przejedzenia.
Byłem zachwycony tym pomysłem i organizacją placówki. Food banki to nie tylko aprowizacja, ale miejsce integracji, wyjścia z domu, przebywania w grupie między ludźmi.

***

Coraz trudniej skupić się na pisaniu, zerkam co chwilę do skrzynki, ale maila z payslipem wciąż nie ma. Jest godzina 20.20. W piątek muszę opłacić pokój. Bieżący czynsz i jeden zaległy. Razem 260 funtów. Nie wiem, czy bardziej denerwuje się tym, że wyląduję na ławce, czy tym że nie dotrzymam obietnicy. Gospodarze, to naprawdę bardzo sympatyczni ludzie, nie chciałbym ich zawieść. A jeśli naprawdę nie przyjdzie? Wydaje się to coraz bardziej prawdopodobne, zazwyczaj był kilka minut po siódmej. Nie wiem nawet gdzie szukać pomocy. Do jakiej pójść instytucji czy organizacji, co zrobić? Czy wyprowadzić się jutro dyskretnie – czyli zwyczajnie zwiać i zamieszkać na jednym z londyńskich dworców, czy też porozmawiać z nimi prosząc o kolejny tydzień zwłoki? Kolejny… a co później?

 

***

Wiem, że poszukują pracowników w domu opieki. Potrzebny jest ktoś do pralni i sprzątania. Zajęcie dla mnie idealne. Wymagają jednak referencji z poprzedniego miejsca pracy i potwierdzenia adresu. Agencja nie wystawi mi jednak opinii, a gospodarze – mimo że by chcieli – to nie mogą potwierdzić adresu. Referencje chcą zresztą w każdym większym zakładzie, dlatego zacząłem już mówić, że dopiero przyleciałem do UK. Jeśli dostanę w końcu jakąś pracę, a kłamstwo się wyda nie wiem jakie mogą być konsekwencje.

 

***

21.00 – przyszedł payslip. Nie zgadza się jednak kwota. Przysłali 244 funty, nawet mieszkania nie zdołam w pełni uregulować. Brakuje zaległości o którą upominałem się od trzech tygodni i wypłaty za overtime’a, którego wziąłem w poprzedni wtorek. Wciąż jestem w „czarnej dupie”.

 

c.d.n.