Sygnały coraz wolniejszego rozwoju

A jednak jeszcze się kręci – i są także pewne oznaki, mogące wskazywać, że nie w przyszłym, ale w następnych latach, będzie kręcić się raźniej.

W ubiegłym roku wartość nakładów inwestycyjnych w całej gospodarce narodowej wyniosła 302 675 mln zł, w tym nakłady na wszelkie budowle stanowiły 161 930 mln zł (53,5 proc.), na maszyny, urządzenia i narzędzia 100 241 mln zł (33,1 proc.), zaś na środki transportu 38 120 mln zł (12,6 proc.).
W porównaniu z rokiem 2017, inwestycje w Polsce zwiększyły się o 15,4 proc. Nakłady na budynki i budowle wzrosły o 18,4 proc., na maszyny, urządzenia techniczne i narzędzia o 11,1 proc., a na środki transportu o 15,2 proc.
Wzrost tempa inwestycji zaobserwowano w większości obszarów gospodarki. Najwyższy wzrost zanotowano w działalności związanej z kulturą, rozrywką i sztuką (dynamika w stosunku do roku poprzedniego wyniosła 166,3), w dostawie wody, gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz działalności związanej z rekultywacją (dynamika 163,6) oraz w edukacji (dynamika 140,8).
Jest to ewidentny przyrost inwestycji, więc te dane były oczywiście korzystne dla polskiej gospodarki. Ale już wtedy, w ubiegłym roku, pojawiły się niepojące sygnały.
Po pierwsze, udział sektora prywatnego w nakładach inwestycyjnych ogółem spadł z 69,7 proc. do 64,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Udział sektora publicznego wzrósł natomiast odpowiednio z 30,3 proc. do 35,6 proc.

Rozwoju nie da się zadekretować

Inwestycje prywatne są najważniejsze dla gospodarki. One przesądzają o jej długofalowym rozwoju i są sygnałem, wskazującym na dobre warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Spadek ich udziału pokazuje, że rząd PiS nie umie stworzyć takich warunków. Na wzrost inwestycji „zapracował” więc głównie sektor publiczny, w którym zwiększenie nakładów zależy w największym zakresie od decyzji administracyjnych rządzących, a nie od sytuacji na rynku. Decyzjami administracyjnymi nie da się jednak na dłużej stymulować rozwoju gospodarczego.
Po drugie, nie w całej gospodarce inwestycje w ubiegłym roku się ruszyły. Spadki wystąpiły w jej trzech istotnych obszarach: w wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną, gaz i ciepło (ujemna dynamika w stosunku do roku poprzedniego, która wyniosła 99,4), w obsłudze rynku nieruchomości (dynamika 94,1) oraz w działalności finansowej i ubezpieczeniowej (dynamika 93,4).
Wreszcie, po trzecie i najgorsze, cały ten nasz przyrost inwestycji okazał się krótkotrwały. Nakłady na środki trwałe w trzecim kwartale 2019 r. zwiększyły się realnie zaledwie o 0,2 proc. – czyli niemal niezauważalnie.
Niestety, zaczął się już czwarty kwartał, w którym niknący wzrost zamienia się w regres. Bardzo niedobry sygnał dał tegoroczny październik. Produkcja budowlano – montażowa (czyli właśnie inwestycyjna) zmniejszyła się w tym miesiącu aż o 4 proc. w porównaniu z październikiem 2018 r (podczas gdy specjaliści oczekiwali wzrostu). Tak dużego spadku tej produkcji nie było od prawie trzech lat. Po stronie pozytywów można oczywiście wymienić trwały wzrost naszego produktu krajowego brutto. W III kwartale 2019 r. był on realnie wyższy o 3,9 proc., licząc rok do roku. Ale przyrost PKB w tym samym, III kwartale 2018 r. wyniósł aż 5,2 proc., a więc spowolnienie jest już ewidentne.
Głównym czynnikiem polskiego rozwoju gospodarczego był i pozostaje popyt krajowy, którego wzrost w skali roku wyniósł w III kwartale 3,3 proc.. Był on jednak niższy od tempa popytu notowanego w II kwartale 2019 r. Wpłynęło na to słabsze tempo wzrostu spożycia w sektorze gospodarstw domowych, które także było niższe niż w II kwartale 2019 r.
W efekcie, wpływ popytu krajowego na tempo wzrostu gospodarczego wyniósł 3,1 punktu procentowego wobec 4,4 pkt. proc. w II kwartale 2019 r.

Jaskółka nadziei

Tak więc, popyt krajowy już w mniejszym stopniu pobudza polski rozwój gospodarczy. Problem w tym, że nie bardzo czym można go zastąpić. Bo zapotrzebowanie na inwestycje, które w przeszłości już było niewielkie, teraz spadło jeszcze bardziej. Wpływ popytu inwestycyjnego na wzrost PKB wyniósł zaledwie 0,8 pkt. proc. (w II kwartale 2019 r. było to 1,5 pkt. proc., czyli prawie dwa razy więcej).
Innymi słowy, jeśli Polacy z różnych powodów zaczną ograniczać zakupy, odbije się to fatalnie na gospodarce, a tym samym i na dochodach Polaków, którzy jeszcze bardziej zmniejszą zakupy. Wytworzy się fatalne, samonapędzające błędne koło kryzysu. Oby do tego nie doszło…
Na razie jednak popyt krajowy w III kwartale 2019 r. wzrósł realnie o 0,8 proc. w porównaniu z II kwartałem. %. Spożycie ogółem w III kwartale 2019 r. wzrosło realnie o 1,0%, wzrost spożycia w sektorze gospodarstw domowych wyniósł realnie 0,9%. Akumulacja w III kwartale 2019 r. zmniejszyła się realnie o 0,7%.
Małą i niepewną jaskółką nadziei jest tu nasz handel zagraniczny, który w trudnych warunkach zaczął radzić sobie całkiem dobrze. W III kwartale bieżącego roku. zanotowano pozytywny wpływ eksportu netto na nasz wzrost gospodarczy, wynoszący 0,8 pkt. proc. To wprawdzie bardzo niewiele – ale zarazem to aż czterokrotnie więcej niż w II kwartale 2019 r., kiedy to ów pozytywny wpływ nie przekroczył 0,2 pkt. proc.
W porównaniu z poprzednim kwartałem tego roku, w III kwartale 2019 r. PKB wyrównany sezonowo zwiększył się realnie o 1,3 proc. Wartość dodana brutto w gospodarce narodowej w III kwartale 2019 r. zwiększyła się zaś o 1,0 proc. To także sygnały, które należy zapisać po stronie plusów, pokazujące, że polska gospodarka wciąż jeszcze zwiększa obroty, choć już coraz wolniej.

Niemcy uratują władzę PIS?

Jest jeszcze jeden korzystny sygnał, być może najważniejszy – przestała „zwijać się” gospodarka naszego wielkiego zachodniego sąsiada. Niemcom jeszcze daleko do powrotu na ścieżkę trwałego wzrostu – ale już nie ma spadków, sytuacja się ustabilizowała, właściciele firm z pewną nadzieją patrzą w przyszłość i liczą na stopniowy wzrost zamówień.
Dla Polski Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym, a tempo wzrostu naszej gospodarki w bardzo dużym stopniu zależy od wielkości dostaw podzespołów z Polski na niemiecki rynek. Jeżeli nastąpi tu trwałe odbicie, to może się okazać, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zdoła przejść suchą nogą przez spowolnienie, któremu nie umiał zapobiec. To natomiast może mieć z kolei ważkie znaczenie polityczne. Do kolejnych wyborów parlamentarnych nie jest przecież aż tak daleko.