Festiwal Kwiatów Brzoskwini w Nyingchi w Tybecie

Chociaż na początku marca w Tybecie było jeszcze zimno, Nyingchi, miasto we wschodnim Tybecie, jako pierwsze poczuło powiew „wiosny”. W pierwszej połowie 2020 r., wskaźnik ożywienia na rynku turystycznym w Tybecie zajmuje pierwsze miejsce wśród wszystkich prowincji w Chinach. Za sprawą Festiwalu Kwiatów Brzoskwini odbywającego się w mieście Nyingchi, Tybet przeżywa pierwszy szczyt sezonu turystycznego w tym roku.

Nyingchi oznacza „tron słońca”. Każdej wiosny kwiaty brzoskwini kwitną po obu stronach rzeki Brahmaputra i w jej dopływach. Kwiaty, błękitne niebo i pokryte śniegiem góry uzupełniają się nawzajem, tworząc niepowtarzalny krajobraz. Profesor Xing Zhen, ekspert z Uniwersytetu Rolnictwa i Hodowli Zwierząt w Tybecie, który zajmuje się badaniami nad dzikimi brzoskwiniami powiedział, że na obszarze Nyingchi są co najmniej 3 miliony dzikich drzew brzoskwini i nierzadko zdarza się, że wiek drzew sięga trzech do pięciuset lat. Wzdłuż drogi krajowej można zobaczyć gęste lub rozproszone dzikie drzewa brzoskwini rosnące w dolinie rzecznej i okolicy wsi. 30-kilometrowy kanion w powiecie Bomi jest najdłuższym wąwozem z kwiatami brzoskwini w Chinach.
Wiele cudownych krajobrazów Płaskowyżu Qinghai-Tybet znajduje się w regionach niedostępnych lub o trudnych warunkach pogodowych. W odróżnieniu od nich Nyingchi, jest malowniczym obszarem o wygodnym i przyjemnym usytuowaniu. Średnia wysokość wynosi tutaj około 3000 metrów nad poziomem morza, czyli jest niższa niż w innych częściach Tybetu. Dlatego jest to pierwszy wybór dla turystów, którzy chcą odwiedzać Tybet, ale obawiają się choroby wysokościowej. Jednocześnie jest to dzielnica o największym na świecie spadku ukształtowania terenu w pionie. Kwitnienie i więdnięcie kwiatów brzoskwini jest uzależnione od wysokości, co również wydłuża sezon turystyczny zdominowany przez kwiaty brzoskwini.
Od 2002 roku odbyło się już 18 edycji Festiwalu Kwiatów Brzoskwini, który stał się wizytówką Nyingchi. Poziom ruchu turystycznego w Nyingchi wciąż rośnie, ale lokalnym mieszkańcom nadal udaje się zachować oryginalne życie w stylu tybetańskim. Oprócz piękna natury, do Nyingchi przyciąga turystów tradycyjny koloryt i elementy tybetańskie, takie jak dobrze zachowane zabytki, specjalne potrawy i folklor.
Wioska Gala, położona w południowo-wschodniej części miasta Nyingchi, to stałe miejsce, w którym każdego roku odbywa się ceremonia otwarcia festiwalu. Ponad 1200 dzikich brzoskwini w pełnym rozkwicie czeka na grupy turystów, którzy będą podziwiać ich piękno. Oprócz uroków kwietnej scenerii i pokrytych śniegiem gór, goście mogą również wziąć udział w specjalnych zawodach łuczniczych, spróbować jazdy konnej, zrobić sobie zdjęcie w stroju tybetańskim i posmakować lokalnych przysmaków. W 2018 i 2019 roku, podczas Festiwal Kwiatów Brzoskwini wioska Gala przyjęła ponad 100 tysięcy turystów, a dochód z turystyki wyniósł około 1,64 miliona złotych i 2,25 miliona złotych.
Tegoroczny Festiwal Kwiatów Brzoskwini rozpoczął się 27 marca. Poza ceremonią otwarcia, w różnych miejscach w Nyingchi odbywały się imprezy towarzyszące, takie jak koncerty muzyczne, pokazy fajerwerków, festiwal przysmaków, targi żywności i produktów rolnych, obserwowanie gwiazd i zawody w ludowych dyscyplinach sportowych. Branża turystyczna pobudziła również rozwój gospodarczy, zapewniając mieszkańcom Tybetu więcej miejsc pracy i możliwość budowania marki produktów rolno-spożywczych.
Sezon turystyczny w Nyingchi rozpoczął się przed tegorocznym Festiwalem Kwiatów Brzoskwini, a popyt na hotele i kwatery prywatne w mieście i okolicach przewyższył podaż. W zależności od rodzaju zakwaterowania cena za dzień pobytu wahała się od około 170 do 600 złotych. Turyści to głównie grupy wycieczkowe złożone z osób w średnim wieku i starszych. Są też miłośnicy fotografii z profesjonalnym sprzętem. Turystka z prowincji Kanton powiedziała: „Słyszałam o kwitnącej brzoskwini w Nyingchi dawno temu. W tym roku w końcu mam czas, więc przyjechałam z przyjaciółmi. Różowe morze kwiatów i błękitne niebo Tybetu są bardzo urokliwe. Myślę, że to miejsce jest Krainą Czarów. ”
Wioska Suosong, ponad 80 kilometrów od wioski Gala, jest kolejnym popularnym celem podróży podczas Festiwalu Kwiatów Brzoskwini. Leży naprzeciw najwyższego szczytu w regionie Nyingchi – świętej Śnieżnej Góry Namcha Barwa o wysokości 7782 metrów. Znajduje się obok krętej rzeki Brahmaputra, wzdłuż brzegów której rozciągają się na kilka kilometrów kwitnące kwiaty brzoskwini.
Połączenie rzadkich naturalnych krajobrazów zapewnia stały napływ turystów do wioski Suosong, a także sprzyja rozwojowi turystyki w tej wiosce. Mieszkańcy wioski rozbudowali swoje domy na rodzinne hotele dla turystów. Obecnie we wsi znajduje się ponad 40 hoteli rodzinnych prowadzonych przez osoby indywidualne, a także duży hotel o nazwie Gongzun Demu założony wspólnie przez mieszkańców wsi i rząd lokalny. Wszystkie hotele mogą pomieścić jednocześnie 1600 turystów. Odwiedzający mogą nie tylko uzyskać tutaj wygodne i czyste zakwaterowanie, ale także kupić specjalistyczne produkty, takie jak suszone mięso jaka, wędzona tybetańska świnia, suszony matsutake i maczużniki chińskie oraz posmakować tybetańskich potraw, doświadczyć imprez z ogniskiem i integracji w otoczeniu wyjątkowej kultury Tybetańczyków.
Według statystyk rządu miasta Nyingchi, dochody z turystyki w Nyingchi w 2019 roku wyniosły 4,1 miliarda złotych. Szacuje się, że w 2021 roku miasto przyjmie 10 milionów odwiedzających, a dochody z turystyki osiągną około 4,9 miliarda złotych.
W ciągu pierwszych 3 dni od ceremonii otwarcia Festiwalu Kwiatów Brzoskwini, Nyingchi odwiedziło ponad 250 tysięcy turystów, przynosząc miastu dochody w wysokości około 55 milionów złotych. Dobrobyt branży turystycznej w dużej mierze wynika z ogólnej kontroli epidemii koronawirusa. Od wybuchu COVID-19 odnotowano w Tybecie tylko jeden potwierdzony przypadek, dlatego stale rośnie zainteresowanie tym kierunkiem podróży.

My Socjaliści

Zawsze rano, 1 maja, wywieszam flagę państwową. Będzie pozostawać na swoim miejscu przez najbliższe 3 dni. Święto Pracy jest mnie – socjaliście równie bliskie, jak Dzień Flagi – 2 maja i Święto Konstytucji – 3 maja.

Mimo faktycznej likwidacji przez obóz posierpniowy Święta Pracy i próby przekreślenia jego ponad 130 letniej, wywodzącej się jeszcze z Ameryki tradycji, w pamięci wielu Polaków pozostaje ono ważne, a dla postneoliberanej przyszłości być może będzie najważniejsze.
Święto Pracy obchodzone jest poważnie i licznie w wielu krajach, szczególnie Europy Zachodniej. Wpisuje się ono w kulturę polityczną zachodnich demokracji jako czynnik podkreślający zdobycze świata pracy w okresie ponad 100 letniej walki a także wyraz społeczeństwa obywatelskiego opartego o wartości demokratyczne.

Polska przeżywa niestety w dalszym ciągu społeczne i moralne rozdarcie. Idee egalitarne, choć żywe w naszym społeczeństwie, nie odzwierciedlają się w jego praktycznym życiu. Pracownicy i całe społeczeństwo, są jak widać w dalszym ciągu w szoku po neoliberalnej transformacji, nie wykształciły się praktyczne mechanizmy zaznaczania publicznie swoich interesów i wartości, które mają znaczenie. Może jedynie ekspiacje religijne nie są społecznie wadliwe i naganne, choć młode pokolenie zaczyna mieć i tutaj odmienne zdanie.

O ile demonstracje 1 majowe na ulicach Berlina czy Paryża zbierały dotychczas setki tysięcy ludzi żądających sprawiedliwości społecznej, o tyle w Polsce trudno jest zebrać nawet tysiąc osób w walce o chleb i miejsca pracy. Nakładają się na to pandemiczne zakazy. Polacy nauczeni doświadczeniem, być może obawiają się opresyjności państwa, restrykcji pracodawców, negatywnej reakcji własnych środowisk. Być może obawiają się też samych siebie, dali sobie bowiem wmówić, w ramach agresywnej propagandy części środowisk posierpniowych związanych ideowo z prawicą, nieprawdziwą historię, szczególnie okresu II RP i PRL, historię nie odzwierciedlającą rzeczywistości, retorykę debaty publicznej i definicje dalekie od prawdy.

Obawiam się, że mimo upływu czasu, Polacy dalej oceniają rzeczywistość po symbolach i kolorze, które wyznaczają często fałszywe autorytety. Obawiam się, że retoryka „rewolucyjnego bolszewizmu” święci tryumfy a kolor czarny nadal zdobywa zdecydowanie większe uznanie, niż kolor czerwony.

Negatywne symbole dotyczące poprzedniego okresu tak zdominowały nasze reakcje, że ludzie na zastanawiając się podejmują często niekorzystne dla siebie i innych decyzje, formułują krzywdzące oceny, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.

W dalszym ciągu retoryka IV RP ma powodzenie i cieszy się uznanym szacunkiem. Mało kto zastanawia się na rzeczywistym stanem państwa, które istnieje niezależnie. A stan ten ma bezpośrednie odniesienia do naszego poziomu życia, przyszłości i szans naszych dzieci.

Tegoroczne manifestacje 1 Majowe do licznych z wielu powodów należeć nie będą. Dawać będzie znać o sobie pandemia, ale także widoczny brak zaufania i niewiara w skuteczność tej formy protestu. Ludzie mający problemy wolą zostać w domu, niż publicznie wyrażać swoją niezgodę na trudy życia, fatalne warunki pracy, czy jej brak. Obserwujemy brak zaufania do liderów, którzy stoją na czele partii i ugrupowań lewicowych, czy związków zawodowych. Nadal istnieje problem identyfikacji – czym jest i czym powinna być współczesna lewica. Czy dziś, w dobie powszechnego populizmu, jest ona jeszcze potrzebna.

Tegoroczny 1 Maja obchodzimy w świetle kryzysu państwa, niewydolności naszego systemu społecznego i politycznego, pozorów demokracji i fasadowości naszych instytucji publicznych.

Bez wielkiego błędu można powiedzieć, że Polska nadal jest parafialna a nie obywatelska. Że Polska jest coraz bardziej zdominowana przez media a nie przez zdrowy rozsądek. Że Polska dalej wierzy w cuda a nie we własne siły.
1 Maja był i pozostanie świętem ludzi pracy. Cyniczne działania propagandowe, aby wpisać tę datę jako święto Józefa robotnika, święto przystąpienia Polski do UE, czy, jak niektórzy to nazywają, „święto grilla”, nie udaje się. Nie udało się też rzecznikom IPN wpisać tego święta na listę tzw. zbrodni komunistycznych. Ono po prostu jest – zarówno w ludzkiej mentalności, jak i polskiej kulturze politycznej. Cały cywilizowany świat, w tym polska lewica uważa je za swój dzień.

Z przeprowadzonych ankiet wynika, że zwolenników kontynuowania tradycji 1 Maja w dotychczasowej formie jest tyle samo, co zwolenników zmian. Faktem jest jednak, że bez względu na formę, 1 Maja musi pozostać dniem protestu przeciw antypracowniczym działaniom współczesnego, korporacyjnego kapitalizmu. Podobną jego twarz widzą robotnicy i pracownicy najemni dziś, jak ponad 130 lat temu w Chicago. Na tym placu boju bowiem nic się nie zmienia: z jednej strony jest praca, z drugiej kapitał. Pośrodku jest pole walki o prawa, obowiązki, zysk, podział, zasady etyczne a najczęściej o prawo do życia i przeżycia. Od wieków jest tak samo.

Wyjątkowe księgarnie w Pekinie

Do opisu księgarni ludzie zawsze używają najpiękniejszych słów. W dzisiejszej dobie internetu, szybkiego życia, można zwolnić i odpocząć właśnie wśród papierowych książek. Można zatrzymać się między regałami i spędzić wolne popołudnie w księgarni. To jest bardzo przyjemne! W Pekinie jest kilka księgarni, które wyróżniają się niecodziennym wystrojem i atmosferą.

Zhongshuge – jedna z najpiękniejszych księgarń w Pekinie

Pekińscy miłośnicy książek określili ją jako „najpiękniejszą księgarnię” w stolicy. Trzeba się trochę postarać aby w tej ruchliwej części Pekinu móc ją znaleźć. Wejście do niej tworzą nachodzące na siebie łuki. Jest tutaj wiele luster, dzięki czemu przestrzeń z książkami wydaje się optycznie większa. Można też znaleźć tutaj elementy wystroju, które nawiązują do historii Pekinu.

Piękny design oraz ciche i przytulne przestrzenie przyciągają wielu czytelników, kochających czytać książki.

Mofan – najbardziej poetycka księgarnia w Pekinie

Ta księgarnia znajduje w budynku dawnego kościoła, który został wybudowany w 1907 roku. Budynek wyróżnia się charakterystyczną strzelistą wieżą oraz witrażami wewnątrz.

Ze względu na architekturę jest to na pewno wyjątkowa księgarnia. Nie ma tutaj na półkach popularnych współczesnych bestsellerów, ale jest za to dużo starych książek, w tym wiele tytułów rzadko dostępnych gdzie indziej. Tam, gdzie mieścił się ołtarz, dziś znajduje się scena, na której czasami odbywają się spotkania z czytelnikami. Można też tutaj podziwiać grafiki z okresu Republiki Chińskiej.

Page One – największa, czynna 24 godziny na dobę księgarnia w Pekinie

Księgarnia ta ma ogromną przestrzeń, zajmuje aż trzy piętra. Książki są podzielone tematycznie. Na pierwszym piętrze znajdują się działy z literaturą popularną, albumy fotograficzne, książki kulinarne. Na drugim piętrze znajdują się książki dla dzieci i młodzieży oraz książki w języku angielskim. Trzecie piętro poświęcone jest książkom o projektowaniu i sztuce. Dzięki ogromnym oknom sięgającym od podłogi po sufit światło wpada do środka i tworzy przyjemną atmosferę. Niezwykle wrażenie na każdym czytelniku zrobi na pewno ogromna ściana książek, która ciągnie się przez wszystkie trzy piętra. Spragnieni nowych tytułów mogą liczyć na zawsze otwarte drzwi – parter księgarni jest otwarty dla czytelników przez 24 godziny na dobę.

Sanlian Taofen – najbardziej tradycyjna księgarnia w Pekinie

Księgarnia Sanlian jest powszechnie znana wielu czytelnikom. Księgarnia ta nie zwraca uwagi swoim wystrojem, ale przyciąga doborem książek. Pomieszczenia sprzyjają wyciszeniu. Wszędzie, nawet na podłodze, siedzą ludzie i czytają książki. Nie jest to duża księgarnia, ale wybór tytułów jest tutaj bardzo interesujący.

Zhengyang – księgarnia, gdzie poczujesz ducha Pekinu

W tej księgarni unosi się duch Pekinu. Znajduje się ona na typowym starym pekińskim dziedzińcu – w pekińskim hutongu. Na podwórku rosną glicynie, winogrona i granaty, czasem można spotkać tam spacerujące koty.

Otoczenie księgarni jest bardzo podobne do przestrzeni, w której mieszkają zwykli Pekińczycy. Nie ma tutaj popularnych bestsellerów. Wszystkie książki poświęcone są Pekinowi. Znaleźć tu można powieści, albumy ze zdjęciami i starodruki, a także książki, których nakłady już się wyczerpały, a stanowią zbiory właściciela. Przebywanie w tej księgarni zawsze przyniesie spokój ducha.

Obchody Święta Wiosny w odcieniach radosnej czerwieni

Tak jak w tradycji chrześcijańskiej obchodzi się w sposób wyjątkowy Boże Narodzenie, tak w Chinach najważniejszym i najbardziej uroczystym wydarzeniem jest Chiński Nowy Rok, którego nazwa po chińsku brzmi Chunjie.

Jest to święto ruchome i przypada ono w pierwszy dzień pierwszego miesiąca chińskiego kalendarza księżycowego, czyli na przełomie stycznia i lutego. W tym roku, 12 lutego wejdziemy w Rok Wołu.
Zgodnie z starymi ludowymi tradycjami Święto Wiosny rozpoczynało się dwudziestego trzeciego dnia dwunastego miesiąca i kończyło piętnastego dnia pierwszego miesią­ca kalendarza księżycowego, czyli Święto Lampionów. Ten cały okres obchodów nazywany jest Guonian. Uczniowie i studenci mają w tym czasie ferie, a większość pracujących 7-dniowy urlop, czyli od ostatniego starego roku do szóstego nowego roku według kalendarza księżycowego. Podczas tego okresu najważniejsze i najbardziej uroczyście obchodzone są: ostatni dzień starego roku księżycowego czyli chińska wigilia – Chuxi i pierwszy dzień nowego.
Przed Świętem Wiosny ludzie w miastach i na wsiach prowadzą intensywne przygotowania. Na wsiach prace te rozpoczynają się jeszcze wcześniej, już na początku ostatniego miesiąca starego roku. Dokładnie sprząta się w domach i robi duże pranie. Ma to symbolizować usuwanie brudu i tworzenie nowego porządku.
Na kilka dni przed wigilią należy sprzątnąć mieszkanie, w dniu wigilii trzeba je raz jeszcze posprzątać. Oby­czaje te swój początek wzięły ze starożytnej chińskiej legendy, która mówi, że wnuk Huang Di (Żółtego Cesarza) – Zhuan Xu, jeden z pięciu legendarnych cesa­rzy, miał leniwego syna, który chodził w podartym ubraniu i codziennie pił kleik ryżowy. Pewnego roku, właśnie w czasie wigilii, zmarł gdzieś w kącie pokoju z mrozu, głodu i wyczerpania. Dlatego sprzątanie mieszkania, usuwanie podartej odzieży i starych potraw w dniu Chuxi oznacza, że bieda nie wejdzie do domu.
Co roku przed Świętem Wiosny zawsze jest sezon zakupów. Kupuje się prezent świąteczny dla członków rodziny oraz różnorodne składniki na wystawną kolację w okresie świątecznym, m.in. mięsa, ryby, warzywa i owoce. Ponadto herbaty, orzechy, słodycze, nowe ubrania – to wszystko kupuje się z myślą o gościach, którzy odwiedzą nas w świąteczny czas.
Kolor czerwony zajmuje w chińskiej kulturze szczególne miejsce. Podczas Święta Wiosny od Północy po Południe cały kraj jest udekorowany czerwonym kolorem. Symbolizuje on dążenia Chińczyków w sferze materialnej i duchowej. Kojarzony jest z pomyślnością i szczęściem, dlatego w okresie święta widuje tak wiele czerwonych lampionów wiszących wzdłuż głównej ulicy albo pod dachem wielu domów. Ponadto wokół drzwi wejściowych domu albo mieszkania naklejowy jest chunlian – para pasów czerwonego papieru, na których kaligrafuje się tradycyjne życzenia noworoczne. Treść życzeń wypisywanych na chunlian zazwyczaj odzwierciedla aktualną sytuację i modę. Na drzwiach mieszkania nakleja także znak fu na czerwonym papierze kwadrantowym i specjalne obrazki noworoczne. Znak fu oznacza dosłownie „szczęście” i takie właśnie życzenia lub nadzieje symbolizuje. Często widuje się znak fu naklejony do góry nogami. Fudaole, czyli dosłownie „odwrócone fu”, brzmi bowiem w języku chińskim identycznie jak fraza „szczęście przyszło”.
Żywymi tradycjami pozostają także puszczanie petard i fajerwerki. Petardy to chiński wynalazek i chińska specjalność. Znane są w Chinach jako paozhang lub bianpao. Ich odpalanie tworzy świąteczną atmosferę. Był to jednak z głównych rozrywek w okresie obchodów Święta Wiosny, która przynosi wszystkim mnóstwo radości.
Tradycyjnie w święta te młodsze pokolenie, zwłaszcza dzieci, dosta­je od starszego tzw. hongbao, czyli czerwone koperty z pieniędzmi. To znaczy przynieść im błogosławieństwa i powodzenia w nowym roku. W dzisiejszych czasach hongbao często są wręczane również starszym członkom rodziny z życzeniem zdrowia i pomyślności.
W różnych regionach Chin tradycyjne obrzędy związane z obchodami Święta Wiosny mogą być w pewnym stopniu odmienne, jednak w wigilię w całych Chinach, jak kraj długi i szeroki, rodziny zbierają się razem, by zasiąść przy wspólnym stole i zjeść razem kolację. Ten rodzinny wieczór jest pełny ciepła i radości. Członkowie rodziny pokonują ogromną odległość, aby spędzać ten czas razem. Stół zastawiony jest obficie potrawami. W południowych Chinach w Chuxi serwuje się zazwyczaj kilkanaście dań, wśród których łatwo znaleźć ser sojowy (doufu) i rybę (yu), jako że w języku chińskim słowo doufu brzmi podobnie do słowa „bogactwo”, a yu do słowa „dostatek”. W północ­nych Chinach natomiast na stole wigilijnym nie może zabraknąć pierożków, które symbolizują rodzinną jedność i bogactwo.
W Chuxi przygotowywana jest specjalna oferta kulturalna, stacje telewizyjne emitują świąteczne koncerty i gale. Po wspólnej kolacji członkowie rodziny zgromadzą się przed telewizorem. Pracując w innych miastach, członkowie rodzin, którzy nie mogą spotykać się w dni powszednie, korzystają z okazji święta, aby porozmawiać ze sobą. Dla rodziny najważniejsze jest wspólne spotkanie. W radosnej atmosferze członkowie rodziny żegnają stary rok i witają nowy. Kiedy zegar wybija północ, na powitanie nowego roku na ulicach rozlegają się odgłosy petard i wybuchają fajerwerki.
W pierwszym dniu roku chińskiego cała rodzina ubiera się odświętnie, przyjmuje gości i składa wizyty u krewnych i przyja­ciół. Spotykając się na ulicy, znajomi witają się tradycyjną formułą: „Szczęśliwego nowego roku, szczęśliwego Święta Wiosny”, a potem zapraszają się nawzajem do domów. Jeżeli w minionym roku między przyjaciółmi lub krewnymi doszło do spo­rów, dzięki takiej świątecznej wizycie można zapomnieć o niesnaskach i dojść do porozumienia.
Chińczycy obchodzą Święto Wiosny od ponad 4000 lat, spotkanie rodzinne jest jego pierwszym tematem i najważniejszym wydarzeniem. Wraz z rozwojem i postępem czasu niektóre tradycyjne metody i formy Chińskiego Nowego Roku uległy zmianie, ale to, co pozostaje niezmienione, to idea Święta Wiosny zakorzeniona w sercach każdego. Każdy rok ma cztery sezony, cykl się powtarza. Chiński Nowy Rok to początek nowej rundy, w tym czasie zawsze jesteśmy pełni oczekiwań wobec przyszłości.

Festiwal lampionów w Zigong wzbogacił program Międzynarodowych Chińskich Targów Importu (CIIE) o dodatkowe wydarzenia kulturalne sprzyjające dalszej współpracy międzynarodowej

Tradycja pokazów lampionów w Zigong sięga czasów dynastii Tang (618-907) i Song (960-1279). Już wtedy prezentacje lampionów przekształciły się w większe wydarzenia kulturalne połączone występami artystycznymi i z nocnymi targami. Obecnie, każdego roku ponad 2 miliony osób odwiedza przeróżne pokazy lampionów odbywające się w tym mieście.
Do dziś miasto Zigong zorganizowało festiwalowe pokazy lampionów w ponad 500 chińskich miastach, a także 70 krajach i regionach świata przyciągając ponad 400 milionów zwiedzających.
Na terenie Zigong znajduje się też inna atrakcja turystyczna. Dashanpu, to miejsce wykopalisk archeologicznych z okresu jurajskiego. W 1979 podczas budowy parkingu odkryto tam przypadkowo dużą liczbę skamielin dinozaurów. W 198)roku otworzono tam muzeum dinozaurów. Zawiera ono tak rzadkie gatunki jak: Omeisaurus, Gigantspinosaurus, Yangchuanosaurus hepingensis, Huayangosaurus i Xiaosaurus.

Hanfu – nowy trend w chińskiej modzie?

W ostatnich latach na chińskich ulicach i w parkach często można zobaczyć osoby w bardzo fantazyjnych kostiumach. Długie szaty oraz suknie są pięknie zdobione i kolorowe. Choć wydaje się, że jest to bardzo nowoczesny trend, to w rzeczywistości jest to odwołanie do tradycji.

Historia tych ubrań sięga prawie 5000 lat. Hanfu, bo tak nazywa się ten strój, to tradycyjne ubranie ludu Han. Często mylony jest z ubiorem z czasów dynastii Han (202 p.n.e – 220), ale tak naprawdę występował on przez całą historię Chin, aż do dynastii Qing (1636 -1912).
Cechą charakterystyczną jest krzyżowanie się tkaniny z lewej i prawej strony, gdzie lewa część na wierzchu, a prawa znajduje się bliżej ciała. W ubraniach hanfu nie ma guzików, materiał wiąże się sznurkiem, co daje dużą swobodę podczas ruchu.
Historia hanfu rozpoczyna się od Żółtego Cesarza (2717 p.n.e. – około 2599 p.n.e.), który miał zaprojektować ubranie. Istnieje wiele legend dotyczących tego okresu. Odzież ta uległa zmianie w czasach dynastii Zhou (1046 p.n.e. – 256 p.n.e.), a następnie sfinalizowana za dynastii Han.
Prawdziwa historia hanfu sięga dynastii Yin i Shang (około 1600 p.n.e. – około 1046 p.n.e.). W tym okresie stworzono nie tylko krój ubrania, ale też dbano o materiał czy jego kolor. Ustalono wówczas całą kodyfikację związaną z ubiorem, która dotyczyła na przykład różnych klas społecznych oraz płci. Powstał wtedy system ogólny, a mianowicie górnej i dolnej części garderoby.
Do Okresu Wiosny i Jesieni oraz w okresie Walczących Królestw (770 p.n.e. – 221 p.n.e.) w związku ze znaczącym znaczeniem filozofii oraz szkół filozoficznych w Chinach, hanfu uległo kulturowym zmianom. Między poszczególnymi stylami ubrania pojawiły się znaczące różnice. W tym okresie pojawiła się tak zwane „odzież głęboka”, czyli shenyi, która różniła się od stylu „ubrań górnych i dolnych”. Shenyi to krój, gdzie doszło do połączenia górnej i dolnej części spódnicy bez otwierania rąbka w dolnej części.
Dynastie Qin (221 p.n.e. – 207 p.n.e.) i Han były zjednoczone w całym kraju, co wpłynęło na to, że hanfu było spójne. Zmiany dotyczyły kolorów tkanin. W czasie dynastii Han zaczął pojawiać się quju czyli ubranie, w którym całe ciało jest owinięte materiałem. Strój ten był bardzo delikatny i elegancki. W zachodniej dynastii Han nadal obowiązywał system głębokiego ubioru. Styl ten jest nie tylko piękny, ale ma również funkcje ułatwiające poruszanie się za pomoc braku trapezu na wysokości kolan.
W trakcie panowania dynastii Wei, Jin, Południowych i Północnych (220 – 589) wiele kultur stopniowo połączyło się w jedną. Wówczas to krój hanfu był wciąż ulepszany, stopniowo tworząc unikalny styl z tego okresu, mianowicie swobodny i lekko.
Okres dynastii Tang (618 – 907) to czas pokoju i bezpieczeństwa w Chinach. Zdarzało się, że młode kobiety w tamtym czasie miały spory apetyt. Aby ukryć krągłości i wyglądać szczupło, pas spódnicy został podniesiony bardzo wysoko rękawy były coraz dłuższe, tak że zakrywały całe dłonie. W tym czasie powstał styl „spódnica do poziomu piersi”. W środkowym i późnym okresie Tang ubrania hanfu były coraz bardziej zdobne i eleganckie.
Za czasów dynastii Song (960 –1279) gospodarka szybko się rozwinęła, powstały różne przemysły wytwórcze i rozrywkowe. Zróżnicowanie życia ludzi położyło również podwaliny pod rozwój odzieży. Wtedy było wiele rodzajów odzieży męskiej i damskiej. Style zostały zmodyfikowane i na tej podstawie dodano więcej typów.
Dynastia Ming (1368―1644) przywiązywała dużą wagę do etykiety ubioru, jej forma była również bardzo charakterystyczna. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety ubierali się bardzo wytwornie. Szlachetne kobiety z dynastii Ming nosiły przeważnie szaty z dużymi czerwonymi rękawami. W garderobie Chinek z tamtego okresu pojawiały się także ubrania w kolorze różowym, fioletowym, zielonym, a także w jasnych odcieniach.
Można powiedzieć, że największym punktem zwrotnym w historii hanfu była dynastia Qing. Armia Qing przekroczyła granice i spotkała się z oporem mas. Rząd wymyślił politykę „golenia włosów i zmiany ubrania”. To co było do tej pory tradycją uległo zmianie lub zanikowi. W późnym okresie dynastii Ming i wczesnym dynastii Qing hanfu zaczęło znikać z chińskich ulic, by następnie dać miejsce ubraniom uważanym dziś za współczesne.
Hanfu wywarło również wpływ na cały krąg kulturowy Han. Niektóre grupy etniczne w Azji, między innymi w Japonii, Korei Południowej, Korei Północnej, Wietnamie, Mongolii czy Bhutanie, w swoich ubiorach narodowych maję elementy pochodzące z hanfu. Można pokusić się o stwierdzenie, że rozwój hanfu ma ścisły związek z tłem kulturowym i historycznym. Wraz z ciągłym rozwojem chińskiej gospodarki, uznaniem społeczeństwa dla wielokulturowości i szacunkiem ludzi dla tradycyjnej kultury, starożytne hanfu pojawiło się na chińskich ulicach i w szafach XXI wieku. Ubranie to stało się nowym rozdziałem trendów w modzie.

Przysłowiowo rodzinny Duda

Postanowiliśmy się przyjrzeć o co chodzi, w trzech zadaniach wypowiedzianych przez prezydenta RP.

„Żeby państwo było silne, musi dbać o rodzinę, a rodzina musi być oparta na swoim najważniejszym fundamencie: na tradycji. Musimy go strzec i nie możemy narzucić sobie pseudo nowoczesności w tym zakresie. Wiemy, co pozwoliło nam przetrwać najtrudniejsze momenty w naszych dziejach: rodzina, która miała dzieci, wychowywała je w polskości” – wykrzykiwał w Jędrzejowie Andrzej Duda.
Żeby zrozumieć o czym mówi, wypada sięgnąć do tego co stanowi clou tradycji. Znaczy do mądrości pokoleń przekazywanej w formie odwiecznych prawd – do polskich przysłów ludowych. Dzięki nim można się przekonać, że prezydent wie o czym mówi. Postępy „pseudo nowoczesności” poczyniły wszak olbrzymie spustoszenia w społecznej świadomości.
Jak inaczej można zinterpretować fakt, że policja w tamtym roku dostała ledwie ok. 65 tys. zgłoszeń o biciu kobiet przez swoich facetów. Nawet gdyby przyjąć za socjologami, że na policję trafia tylko co dziesiąty przypadek spuszczenia babie łomotu, to i tak wyszłoby, że tradycyjnych wartości rodzinnych przestrzega ledwie 650 tys mężczyzn. Niepomnych widać wielowiekowej tradycji mówiącej, że „gdy chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Nie ma zatem miłości w polskiej rodzinie. Gdyby była, jak nakazuje odwieczny przykaz stanowiący, że „kto się czubi, ten się lubi”, to wpierdol partnerce winno przecież spuszczać jakieś 15 milionów facetów.
Polscy mężczyźni zapomnieli już, że „babska droga: od pieca do proga”? Nie pamiętają, że wedle tradycji „złe gospodarstwo, gdzie kądziel przewodzi nad mieczem”? Mamusie i babcie nie nauczyły współczesnych mężczyzn, iż „ani na wsi, ani w mieście nie wierz niewieście”?
Współczesne pokolenia nie są chyba jednak „wychowywane w polskości”. Gdyby było inaczej, to nie miałyby żadnych praw. Choćby dlatego, że dla każdego jasnym być powinno, że „baby mają długie włosy, a krótki rozum”. Dzięki czemu „nim się baba uszpili, chłop przejdzie pół mili”. Nie wspominając już o tym, że „co mąż zbierze workiem, to żona wyniesie garnkiem”.
„Pseudo nowoczesność” zatriumfowała na tyle, że niewielu stosuje się do wyniesionej z domu prawdy „ożeń syna, kiedy zechcesz, a wydaj córkę, kiedy możesz”. A to dlatego, że „jak się córka urodzi, to jakby się siedmiu złodziei do komory podkopało”.
Tradycja ma się źle i w kwestii posiadania i wychowania dzieci. W tamtym roku wpierdol – według policyjnych statystyk- dostało tylko 12 tysięcy nieletnich. I nawet gdyby to przemnożyć razy dziesięć, to spośród kilku milionów małoletnich, tradycyjnej polskości w wychowaniu zaznał ułamek z nich. Tradycja zaś mówi jasno, że „kto folguje rózdze, nienawidzi syna swego, lecz kto go miłuje, ustawnie ćwiczy”. Gdyby, komuś tej historycznej wiedzy było mało, to winien się wsprzeć wskazaniem płynącym tak z tradycji jak i z nieba. Wszak „różdżką Duch Święty dziateczek bić radzi, różdżka bynajmniej zdrowiu nie zawadzi”.
Andrzej Duda w gloryfikowaniu tradycyjnej rodzinnej polskośći popadł przy okazji w konflikt z faktami. Tradycja nie każe mieć licznego potomstwa, a wręcz przeciwnie. Powiedzenie „dał Bóg dziecko, da i na dziecko”, od zawsze wyrażało raczej sarkazm niż nadzieję. Ludowa prawda była inna, i wyrażała się słowami „kto ma pszczoły, ma miód- kto ma dzieci, ma smród”. Naród mawiał też – nie bez sensu – „ubogiemu dzieciątko, bogatemu cielątko”.
Jeśli jednak się progenitura komuś przytrafiła, to jej rola sprowadzała się do niebycia, bo „dzieci i ryby głosu nie mają”. Pseudo nowoczesne partnerstwo jednak i w tej działce robi tradycji wbrew. Jak dziś rodzic, posiadacz komórki, może sprostać narodowemu wezwaniu „jeszcze tego nie było, by jajko kurę uczyło”, kiedy to właśnie latorośl zna się na elektronicznym badziewiu lepiej?
Statystyki dotyczące pracowitości Polaków, pokazują niestety, że i tu pseudo progresywiści są górą. Nie wyssaliśmy z mlekiem matki, tego, co nakazuje bycie Polakiem. Opieprzania się znaczy. Nie trafiło nam do przekonania twierdzenie „praca nie zając, nie ucieknie”. Większość społeczeństwa nie wierzy też w prawdziwość sformułowania „pracuj, a garb ci sam wyrośnie”. Ani nawet w to, że „rób a rób, zarobisz na grób”.
Całkiem inaczej rzecz się ma z narodowym etosem spożywania alkoholu. Duda na tym polu może być dumny z rodaków. Znów zaczęliśmy dbać o tradycję, w związku z czym spożycie procentów rośnie. Naród wie bowiem, że „aniołowie pijanych na rękach swych noszą”. Oraz to, że „nic tak dobrze nie przenika jak gorzałka do przełyka”.
Zdrowotność społeczeństwa wskazuje, że w tym aspekcie tradycja narodowa podupada. Pseudo nowoczesność wygrywa ze staropolska prawdą, iż „lepiej zjeść i odchorować niż się miałoby zmarnować”. Lewactwo notuje też sukcesy w nihilistycznej koncepcji higieny. Jakże urągającej staropolskiemu przekonaniu, że „świnia się nie myje – i żyje”.
Przyrodzona nam ponoć tolerancja i gościnność kwitną jak zwykle, w myśl przysłowia „gość i ryba trzeciego dnia cuchną”. Bycie Polakiem od zawsze stanowiło dla Polaka nobilitację. Przynależność do innych nacji – wręcz przeciwnie. Stąd mamusie wpajały dzieciom „nie udawaj Greka”. Postponowały jes słownie by „nie nosiło ich jak Żyda po pustym sklepie”. Przestrzegały przed słuchaniem intelektualistów, twierdząc, że to „austriackie gadanie”. I raz tylko jeden stawiały nie Polaka za wzór, co prawda skrupulatności, ale zawsze. Mówiły przecież „kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi”. Oczywiście wspomniane braterstwo w kontekście międzynarodowym też występowało, ale mało kto widać słów babci, że „jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem” słuchało, o czym świadczą miliony naszych pracujących i mieszkających dziś za Odrą., i Piszczek z Lewandowskim też.
Gloryfikujący tradycję, prezydent na pewno jest dumny, z wielowiekowych wartości polskich, z dziedziny poczucia prawa i sprawiedliwości. Wie, że naród wychowany w myśl tezy, że „lepiej dać kije stu niewinnym jak puścić płazem jednemu winnemu”, jest świadom tego iż, „jak się chce psa uderzyć, kij się znajdzie”. W swojej zbiorowej mądrości Polacy już dawno orzekli, że „bardziej to ludziom smakuje, czego prawo zakazuje”.Wie, że tolerancyjność w tym zakresie nie ma sobie równych, bo „na tym cała sztuka, kto kogo oszuka”. A ponieważ przy okazji Polacy wyznają tezę „dwóch głupich: jeden, co daje, drugi, co nie bierze”, to Duda wciąż może sobie spokojnie robić zdjęcia nawet z ministrem Szumowskim.
Wszak szacunek do władzy winniśmy mieć w genach. To w DNA pobrzmiewają bowiem takie mądrości jak „jedz chleb z każdą warzą, a rób, co ci każą”, z nieprzemijajacą tezą „co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”.
Gdyby przyjąć, że przysłowia są mądrością narodów, to zdać by się mogło, że Polacy są mądrzejsi inaczej. Tymczasem z punktu widzenia prazydenta tak nie jest. Jeżdzi zatem po kraju i świecie opowiadając bzdury o rodzinie, dzieciach i tradycji. Ma świadomość, że stoją za nim miliardowe transfery socjalne. A jak stanowi stare polskie przysłowie „kto pieniądze ma, temu duda gra”.

Tradycyjna chińska kultura czyli wizyta na ulicy Liulichang w Pekinie

Ulica Liulichang w Pekinie jest bardzo znana i słynie ze swej bogatej spuścizny kulturowej. Powstała ona w czasach dynastii Qing, w XVII wieku. Już w tamtym okresie handlowano tutaj książkami, obrazami, kaligrafią i porcelaną.

Do dzisiaj jest ona znana w stolicy, jak i w całym kraju. Chińczycy, zarówno młodzi jak i starzy, starają się wciąż kontynuować stare tradycje. Dzięki temu ulica Liulichang nadal kwitnie.
Historia ulicy Liulichang
Kiedy myśli się o chińskiej, kolorowej glazurze, często przychodzi skojarzenie z kolorem żółtym. Dawno, bo w czasach dynastii Yuan w XIII wieku, w miejscu dzisiejszej ulicy Liulichang istniało dużo pieców wypalających glazurę. Wykonane tutaj dachówki można do dziś oglądać na dachach wielu pekińskich pałaców. Skąd właśnie pochodzi nazwa ulicy – Liulichang czyli „liuli” – kolorowa glazura, „chang” – zakład, fabryka.
W czasach dynastii Ming w XIV wieku Pekin bardzo się rozbudowywał. Dzięki wielkiemu popytowi na kolorową glazurę przybywało pieców, w których ją wypalano. Cesarz Qianlong, gdy pewnego razu z Zakazanego Miasta oglądał panoramę stolicy, zobaczył dymy unoszące się z pieców glazurniczych. Kazał więc je zlikwidować i przenieść dalej. Jednak nazwa ulicy przetrwała do dziś.
W czasach dynastii Qing przy ulicy tej gromadziło się wielu urzędników, uczonych i artystów przybyłych do Pekinu z całego kraju. Było to ich ulubione miejsce, gdzie mogli sami tworzyć, a także kupować książki. Oprócz księgarnii pojawiły się tu sklepy z kaligrafią, pędzlami i obrazami.
Cała ulica Liulichang liczyła 800 metrów od wschodu do zachodu. W 1927 roku nowo powstała ulica Xinhua podzieliła drogę na dwie części – Liulichang Xijie czyli zachodnią ulicę i Liulichang Dongjie czyli wschodnią.
Od wprowadzenia w życie polityki reform i otwarcia w 1978 roku, przy wsparciu rządu, ulica Liulichang przeszła wiele remontów i napraw dzięki czemu zyskała nową młodość.
Spotkanie z tradycyjną kulturą na ulicy Liulichang
Na ulicy Liulichang znajduje się wiele księgarnii, galerii oraz sklepów z antykami, między innymi Daqianhualang czyli Galeria Daqian, która zajmuje się także oprawianiem obrazów, Rongbaozhai (Studio of Glorious Treasures) – sklep z kaligrafią i malarstwem, Huaiyinshanfang – sklep z rzeźbami i ozdobami z brązu, Cuiwenge – sklep zajmujący się głównie badaniami i handlem działami sztuki kaligraficznej, malarstwem, sprzedażą materiałów do grawerowania pieczęci oraz sprzętu do tworzenia kaligrafii.
Wśród tych sklepów Rongbaozhai cieszy się z wielką popularnością, ze względu na tworzone w tym miejscu tradycyjne linoryty za pomocą bloków drewnianych. Sztuka ta została wymieniona przez Radę Państwa Chin jako pierwsza partia krajowych niematerialnych projektów dziedzictwa kulturowego w 2006 roku. W sklepie można zobaczyć, jak pracownicy tworzą obrazy za pomocą kolejnych odbić bloków drewnianych.
Rongbaozhai został założony we wczesnych latach dynastii Qing w 1672 roku, wtedy był znany jako Songzhuzhai. Wówczasne działalności tego sklepu głównie obejmowała: sprzedaż papieru do kaligrafii, malowanie i tworzenie wachlarzy oraz składanych parawanów, pędzli i atramentów do kaligrafii, pojemników z tuszem, misek z wodą oraz innych sprzętów związanych z kaligrafią. Ponadto zajmował się handlem autentycznych obrazów i dzieł kaligraficznych znanych artystów z okresu starożytnego i współczesnego. Dopiero w 1894 roku nazwa sklepu została zmieniona na Rongbaozhai. W ciągu 300 lat historii rzemieślnicy Rongbaozhai naprawili i oprawili kilka tysięcy cennych prac kaligraficznych i malarskich przy użyciu tradycyjnych technik. Podczas prowadzenia działalności gospodarczej, zwraca uwagę na kolekcję skarbów kaligrafii i malarstwa. Od wielu lat Rongbaozhai ma bogatą kolekcję starożytnych i współczesnych arcydzieł, znaną pod nazwą „Ludowe Zakazane Miasto”.
Obok Rongbaozhai jest sklep Daiyuexuan, w którym produkuje się i sprzedaje pędzle do pisania. Został on założony w 1916 roku. Dawni chińscy przywódcy używali pędzli dostarczonych przez Daiyuexuan, w tym przewodniczący Mao Zedong i premier Zhou Enlai.
Daiyuexuan dzieli się na dwie części. W pierwszej można kupić pędzle, w drugiej znajdują się rzemieślnicy, którzy ręcznie je robią. Wykonanie każdego pędzla zajmuje co najmniej dziesięć kroków, m.in. wybranie materiałów czyli dokładna selekcja włosów z futra królika czy łasicy, dopasowanie, grawerowanie na uchwycie pędzla. Rzemieślnicy z Daiyuexuan przestrzegają zasad dokładnego doboru materiałów i znakomitego wykonania. Jakość pędzli do pisania jest dobra, a wybór jest szeroki. Dlatego pędzle Daiyuexuan cieszą się z wielką popularnością wśród artystów, zwłaszcza malarzy. Dzięki temu sklep ten w ciągu tylu lat ulega nieustannemu rozwojowi.
Ulica Liulichang dziś
Jeśli lubisz chińską kulturę albo chcesz poznać dziedzictwo kulturowe starej stolicy, to kiedy przyjedziesz do Pekinu, musisz udać się na ulicę Liulichang. Dziś spacerują po niej chińscy i zagraniczni turyści. Tutaj każdy znajdzie prezent dla siebie lub przyjaciół, którzy są miłośnikami tradycyjnej kultury chińskiej.
Warto wspomnieć, że wiele sklepów na tej ulicy nadal zachowuje tradycję, dzieląc swoją przestrzeń na miejsce handlu i miejsce dla rzemieślników. To dzięki pracy ich rąk może przetrwać kultura Chin.
Ulica ta stała się oknem, dzięki któremu można zobaczyć i zapoznać się dziedzictwem chińskich artystów. Wielu odwiedzających ulicę Liulichang przyznaje, że miejsce to ma dużo uroku i panuje tutaj wspaniała atmosfera.

Chińskie dziedzictwo

W listopadzie 2019 Tybetański Tradycyjny Uniwersytet Medyczny w Lhasie świętował 30. rocznicę powstania. Jest to pierwsza chińska uczelnia wyższa zajmująca się medycyną tybetańską, posiada 6 laboratoriów w kraju i oferuje 7 kursów na poziomie licencjatu. Eksperci z tego uniwersytetu zostali wysłani do 24 krajów, aby szerzyć wiedzę na temat medycyny tybetańskiej.

Wraz z osiągnięciami medycyny tybetańskiej w Chinach, rozwija się także Tybetański Tradycyjny Uniwersytet Medyczny.
Chiny posiadają 94 szpitali publicznych medycyny tybetańskiej, szpital klasztorny oraz pięć instytutów szkolnictwa wyższego.
Zgodnie z art. 21 chińskiej konstytucji kraj „promuje nowoczesną medycynę i tradycyjną medycynę chińską”.
Przez lata toczył się spór między Chinami a Indiami, które również przypisują sobie prawa do medycyny tybetańskiej, argumentując to roszczeniami wynikającymi z terytorium.
31 października br. Indie ogłosiły powstanie regionu Ladakh, którego mieszkańcy są etnicznie powiązani z Tybetańczykami. Terytorium Ladakh wzbudza kontrowersje, z uwagi na historyczną przynależność do Chin, co wielokrotnie podkreśliło chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Indie zwróciły się do UNESCO z wnioskiem o uznanie Sowa Rigpa, czyli medycyny tybetańskiej, jako swoje niematerialne dziedzictwo kulturowe.
Nie można jednak nie zauważyć, jak bardzo medycynie tybetańskiej pomógł zaawansowany research i badania prowadzone przez Chiny, które bardzo intensywnie pracują nad zbieraniem danych dotyczących bezpieczeństwa medycyny tybetańskiej oraz jej standaryzacją.
W lipcu dziennik „Science and Technology Daily” informował, że naukowcy z Northwest Institute of Plateau Biology przy Chińskiej Akademii Nauk opracowali standardowe próbki sześciu składników stosowanych w tybetańskich lekach. Luobu Zhaxi, wicedyrektor Tybetańskiego Centrum Medycznego w China Tibetology Research Center w Pekinie, mówi, że ponad 300 tybetańskich leków zostało zatwierdzonych przez departament administracji leków w Chinach, z czego część jest objęta oficjalnymi programami leczniczymi.
Chiny zapewniają również stosowne ulgi podatkowe firmom zajmującym się produkcją leków opartych na medycynie tybetańskiej.
Dzięki temu np. firma Ganlu, mająca swoja siedzibę w Tybetańskim Okręgu Autonomicznym, zaoszczędziła 6 milionów juanów, które wykorzystała następnie do zwiększenia zatrudnienia, co z kolei pomaga zwalczyć ubóstwo w Tybecie.
Wszystkie powyższe argumenty wskazują, że Sowa Rigpa tradycyjna tybetańska medycyna ludowa to część szeroko rozumianego chińskiego niematerialnego dziedzictwa kulturalnego. Dzisiaj to Chiny mają do niego prawo.

PPS – reaktywacja

23 października we Wrocławiu grupa lewicowych działaczy postanowiła reaktywować Polską Partię Socjalistyczną na Dolnym Śląsku. Czy odrodzona organizacja z piękną historią ma szanse wnieść nową jakość w polskie życie polityczne i społeczne?

Aktywiści na swym pierwszym zebraniu wybrali na przewodniczącego znanego we Wrocławiu aktywistę i animatora lewicowego życia intelektualnego, jednego z twórców Społecznego Forum Wymiany Myśli, Piotra Lewandowskiego. Warto zaznaczyć, że wrocławska filia SFWM wielokrotnie organizowała ciekawe spotkania i dyskusje w stolicy Dolnego Śląska, budząc żywe zainteresowanie kolejnymi wydarzeniami i popularyzując lewicową myśl społeczną.
– Nie może być tak, że partie lewicowe odwracają wzrok, gdy w Polsce, Europie czy na świecie, ludzie cierpią na wskutek działań międzynarodowych koncernów czy też nacjonalistycznych rządów. Brak jakichkolwiek działań nowej „lewicy parlamentarnej” podczas ostatniej agresji Turcji na Syrię, brak sprzeciwu na łamanie prawa przez Izrael na okupowanych ziemiach w Palestynie, brak reakcji polskich socjaldemokratów na brutalną przemoc stosowaną przez siły bezpieczeństwa we Francji wobec „Żółtych Kamizelek” czy też ostatnią eskalację przemocy wobec Katalończyków, świadczy dobitnie, iż w polityce zagranicznej chcą one zachować status quo. Pokazuje również, jak dalekie dla lewicy parlamentarnej są pojęcia solidarności społecznej i internacjonalizmu. Unika ona również kwestii walki z dyktatem firm farmaceutycznych, czy likwidacji nikomu niepotrzebnej instytucji, jaką jest senat – powiedział dla Portalu Strajk Piotr Lewandowski. – Uważamy że tylko mocne socjalistyczne stronnictwo może przeciwstawić się ogarniającej Polskę brunatnej zarazie. Liczymy również na to, że ciężka praca która jest przed dolnośląskim PPS, zmotywuje innych socjalistów i socjalistki w kraju do włączenia się w odbudowę ruchu socjalistycznego w Polsce.
PPS, partia z pięknymi tradycjami, z pewnością ma przed sobą również przyszłość. We Wrocławiu sformułowano ambitne cele – ale czyż nie takich wymagają nasze czasy?bardzo mocne zarzuty.