Coraz ciaśniej w górze tabeli żużlowej ekstraligi

Żużlowcy Unii Leszno triumfowali w czterech ostatnich sezonach PGE Ekstraligi, ale w obecnej edycji coraz bardziej zanosi się na to, że seria ich zwycięstw zostanie przerwana. Po ośmiu kolejkach „Byki” zajmują dopiero piątą lokatę ze stratą trzech punktów do czwartego w tabeli Motoru Lublin.

W minioną niedzielę w ósmej ligowej kolejce Unia Leszno zmierzyła się na wyjeździe ze Stalą Gorzów. Potyczka gigantów polskiej ekstraklasy żużlowej (oba zespoły łącznie mają w dorobku 27 tytułów mistrzowskich – Unia 18, a Stal 9) była wydarzeniem weekendu. Leszczynianie bardzo chcieli się zrewanżować gorzowianom za porażkę u siebie w pierwszej kolejce (42:48), ale chociaż tradycji stało się zadość i mecz został rozstrzygnięty dopiero w ostatnim biegu, to jednak zakończył się porażką Unii 43:47. Stal dzięki tej wygranej awansowała w ligowej tabeli na drugą pozycję, za Spartę Wrocław, która z kolei na własnym torze rozgromiła GKM Grudziądz 63:27. Ostatnie miejsce w tabeli opuścił w końcu Falubaz Zielona Góra, pokonując u siebie Apator Toruń 48:42. Atut własnego toru wykorzystali też żużlowcy Włókniarza Częstochowa i wygrali z rewelacyjnie spisującym się w tym sezonie Motorem Lublin 56:34.
Wracając do hitowego w 8. kolejce starcia w Gorzowie. Było to setny ligowy mecz tych drużyn. Do 49 wcześniejszych zwycięstw gorzowianie dorzucili kolejne i mają teraz na koncie okrągłe 50 triumfów. Leszczynianie wygrywali dotąd 45 razy, a cztery potyczki zakończyły się remisami. Obecni na niedzielnym meczu kibice z pewnością nie żałowali pieniędzy wydanych na bilety, bo w spotkaniu Stali z Unią ścigało się aż pięciu uczestników tegorocznego cyklu Grand Prix. Po stronie gospodarzy byli to dwukrotny indywidualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik oraz Słowak Martin Vaculik i Duńczyk Anders Thomsen, natomiast w zespole gości Australijczyk Jason Doyle i Rosjanin Emil Sajfutdinow, ale wszystkich przyćmił Vaculik, który był piekielnie szybki i wywalczył 14 punktów. On też na spółkę ze Zmarzlikiem zapewnił Stali zwycięstwo w ostatnim biegu, pokonując po fantastycznej walce 4:2 Doyla i Sajfutdinowa.
We Wrocławiu takich emocji nie było. Zawodnicy Sparty byli znacznie szybsi od gości z Grudziądza. Grudziądzanie tylko w pierwszych biegach dobrze ruszali spod taśmy, dzięki czemu kibice na Stadionie Olimpijskim mogli zobaczyć trochę ciekawej walki, ale im bliżej było zakończenia zawodów, tym przewaga gospodarzy stawała się coraz bardziej przytłaczająca. Zniechęcił się nawet waleczny zazwyczaj Nicki Pedersen. Trzykrotny mistrz świata dopiero w dziesiątej gonitwie pokazał klasę, odpierając przez cztery okrążenia ataki Artioma Łaguty i Daniela Bewleya. Ale w tym momencie Sparta prowadziła już 41:19 i było jasne, że zgarnie w tym meczu wygraną i punkt bonusowy. Ostatecznie gospodarze wygrali 63:27 i zrobili kolejny krok do wywalczenia miejsca w play off. A ekipa GKM Grudziądz zleciał w tabeli na ostatnie miejsce i musi teraz szukać punktów na własnym torze, inaczej czeka ją nieuchronna degradacja z PGE Ekstraligi.
Czerwoną latarnię grudziądzanie przejęli od Falubazu Zielona Góra, który przed meczem z Apatorem miał na koncie tylko jedną wygraną. Kolejna porażka mogła pogrążyć zielonogórzan już definitywnie. Ale w starciu z torunianami Max Fricke, Matej Zagar, Patryk Dudek, a zwłaszcza wychowanek zielonogórskiego klubu Mateusz Tonder, stanęli na wysokości zadania i zasłużenie zwyciężyli 48:42. Trener Falubazu Piotr Żyto przed meczem odważnie zapowiedział na antenie nSport+, że jego drużyna wygra, jednak po doznanej w poprzedniej kolejce klęsce 27:63 ze Sparta Wrocław mało kto w to wierzył. Najważniejsze jednak było to, że swojemu trenerowi uwierzyli zawodnicy. Kibice Falubazu liczą, że podbudowany zwycięstwem zespół skutecznie powalczy o utrzymanie w PGE Ekstralidze, bo na awans do czołowej czwórki nikt już nie liczy. Zielonogórzanie mają już za dużą stratę punktową do czwartego w tabeli Motoru Lublin i trzeciego Włókniarza Częstochowa. Te dwa zespoły w 8. kolejce zmierzyły się na częstochowskim torze, a na swoim terenie Włókniarz w tym sezonie przegrał tylko ze Spartą i Unią. Lublinianie nie mieli dość mocy i przegrali 34:56.
W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi pierwszy jest Bartosz Zmarzlik, który legitymuje się średnią biegową 2,619. Drugą lokatę zajmuje Maciej Janowski (Sparta) – 2,605 pkt, a trzecią Janusz Kołodziej (Unia) – 2,378 pkt. Kolejne miejsca w Top 10 zestawienia zajmują: 4. Artiom Łaguta (Sparta) – 2,372; 5. Martin Vaculik (Stal) – 2,325; 6. Tai Woffinden (Sparta) – 2,286; 7. Jason Doyle (Unia) – 2,195; 8. Patryk Dudek (Falubaz) – 2,159; 9. Nicki Pedersen (GKM Grudziądz) – 2,111 i 10. Jack Holder (Apator) – 2,111.
W tabeli prowadzi Sparta Wrocław (13 pkt), przed Stalą (13), Włokniarzem (11), Motorem (11), Unią (8), Apatorem (6), Falubazem (4) i GKM Grudziądz (3).

Zestaw par 9. kolejki
Piątek, 11 czerwca:
Apator Toruń – Sparta Wrocław, godz. 18:00; Unia Leszno – Włókniarz Częstochowa, godz. 20:30;
Niedziela, 13 czerwca:
Motor Lublin – Stal Gorzów, godz. 16:30; GKM Grudziądz – Falubaz Zielona Góra, godz. 19:15.

Żużel: Stal króluje w ekstralidze

Stal Gorzów w drugiej kolejce żużlowej ekstraligi pewnie pokonała Motor Lublin 52:38 i z czterema punktami na koncie objęła prowadzenie. Wypada przypomnieć, że w pierwszej kolejce gorzowianie wygrali z wyjeździe z broniącą mistrzowskiego tytułu Unią Leszno, która z kolei w miniony weekend rozprawiła się w Częstochowie z Włókniarzem 49:41.

Po zwycięstwie w Lesznie gorzowski zespół momentalnie wyrósł na jednego z głównych kandydatów do przerwania trwającej od 2017 roku dominacji ekipy Fogo Unii. Aktualni wicemistrzowie Polski w miniony weekend w drugiej kolejce PGE Ekstraligi podejmowali u siebie Motor Lublin i rzecz jasna uważani byli za faworytów tej potyczki. Gorzowianie, ponownie prowadzeni przez Piotra Palucha, dzielnie zastępującego walczącego z koronawirusem trenera Stanisława Chomskiego, nie zawiedli oczekiwań swoich fanów pewnie pokonując lubelską drużynę 52:38. Ponownie najlepszy w ich ekipie był dwukrotny indywidualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, który wygrał wszystkie swoje wyścigi i zdobył komplet 15 punktów. Niewiele gorszy od niego był pozyskany przed tym sezonem z Falubazu Zielona Góra Słowak Martin Vaculik, który wywalczył 13 punktów. Mecz nie był zagrożony, bo pogoda dopisała, a tor poprawiony pod okiem komisarza zawodów i sędziego był równy i pozwalała na szybkie i bezpieczne ściganie.
Po pierwszej serii startów, zgodnie z przewidywaniami, prowadzili gospodarze różnicą czterech punktów. Wśród gości wyróżniał się debiutujący w elicie Mateusz Cierniak, który zdobył dla Motoru sześć punktów. Na półmetku zmagań Stal prowadziła 24:18, a brylującym w ekipie gospodarzy Zmarzlikowi i Vaculikowi kroku dotrzymywali jeszcze Duńczyk Anders Thomsem (zdobył w meczu 11 punktów) oraz Szymon Woźniak, który wywalczył osiem punktów.
W zespole Motoru dobrze spisał się Jarosław Hampel, co było miłą niespodzianką dla kibiców tej drużyny, bo ten żużlowiec jeszcze niedawno ciężko przechodził zakażenie Covid-19. Były wicemistrz świata zdobył dziewięć punktów z dwoma bonusami i był to jego najlepszy występ na gorzowskim torze od kilku lat.
Trener Motoru Maciej Kuciapa już w 8. wyścigu skorzystał z rezerwy taktycznej i posłał do walki Duńczyka Mikkela Michelsena, który wespół z Rosjaninem Grigorijem Łagutą stworzyli mocny duet. Bieg rozegrano na raty, bo w pierwszym podejściu doszło do kraksy z udziałem Thomsena i Michelsena. W powtórce duńsko-rosyjska para wygrała podwójnie i lublinianie zniwelowali stratę do dwóch punktów. Ale był to jedyny taki zryw zespołu gości w tym meczu. Michelsen bliżej z torem zapoznał się jeszcze w 10. wyścigu. Duńczyk na pierwszym łuku uderzył kolanem o tor, co wytrąciło go z równowagi i doprowadziło do upadku. Sędzia zawodów Artur Kuśmierz podjął dyskusyjną decyzję o powtórce z udziałem czterech zawodników, bo Michelsen raczej zasłużył na wykluczenie. Gorzowianie nie rwali z tego powodu szat, bo powtórzony bieg wygrali podwójnie i odzyskali sześciopunktowe prowadzenie, którego nie pozwolili już rywalom zmniejszyć i które w kolejnych biegach jeszcze systematycznie powiększali.
Przyczynił się do tego głównie Szymon Woźniaka, który po dwóch pierwszych słabszych wyścigach w drugiej części spotkania przebudził się i wygrał dwa biegi. Szczególnie istotne było jego zwycięstwo w 11. wyścigu, w którym za rywali miał Hampela i Łagutę. Gorzowianie przesądzili o swoim zwycięstwie w tym starciu już w 13. biegu po podwójnej wygranej pary Zmarzlik – Thomsen. Ale prezes Stali Marek Grzyb może też cieszyć się z transferu Vaculika, bo Słowak w drugim ligowym występie imponuje wysoką formą. Zmarzlik i właśnie Vaculik oraz Thomsen i Woźniak zaczęli ten sezon w iście mistrzowskim stylu, ale czy starczy im pary do końca rozgrywek, na razie trudno przewidzieć.
Broniąca tytułu Unia Leszno z pewnością nie odda mistrzostwa bez walki. W ekipie „Byków” porażka z gorzowianami w meczu inaugurującym nowy sezon nie wzbudziła paniki, nawet wręcz przeciwnie – pomogła w mobilizacji przed wyjazdowym starciem z także aspirującym do walki o najwyższe laury Włókniarzem Częstochowa. Częstochowianie rozpoczęli niedzielny mecz z Unią z impetem i po kilku biegach mieli już nawet osiem punktów przewagi, lecz wtedy przyjezdni dokonali korekt w ustawieniach swoich motocykli i szybko wrócili do gry. Punktowali jednak tylko seniorzy, bo juniorzy znów wypadli fatalnie – Pludra i Sadurski zdobyli tylko jeden punkt, który przysługiwał im z urzędu w biegu juniorskim.
Ale w ekipie Włókniarza w trakcie rywalizacji słabych stron ujawniło się znacznie więcej. Bartosz Smektała i Kacper Woryna chyba jeszcze nie czuję się na częstochowskim torze jak na swoim, bo byli wolni i lepiej spisywał się od nich nawet Jonas Jeppesen. Najbardziej zawiódł jednak jeden z liderów zespołu Fredrik Lindgren. Widać było, że szwedzki żużlowiec na początku sezonu ma kłopoty sprzętowe i nie jest jeszcze równorzędnym wsparciem dla Duńczyka Leona Madsena. On zresztą też daleki jest od swojej optymalnej dyspozycji. Po jedenastu biegach ekipa Unii po raz pierwszy wyszła w tym meczu na prowadzenie i wtedy podopieczni trenera Piotra Barona złapali taki wiatr w żagle, że tylko cud mógł uratować gospodarzy od porażki. Ale choć zawody odbywały się pod Janą Górą, cud na częstochowskim torze się nie wydarzył, a po 13. biegu, w którym para Miśkowiak – Lindgren przegrała podwójnie, Unia przyklepała swoje zwycięstwo i już do końca tylko pilnowała przewagi, by ostatecznie wygrać mecz 49:41.
Aktualni mistrzowie Polski w tej chwili są w tabeli ekstraligi na czwartej pozycji. Prowadzi Stal Gorzów (dwa mecze, dwa zwycięstwa, komplet czterech dużych punktów i małe punkty +20), przed Spartą Wrocław (jeden mecz, dwa punkty, małe +12) i Apatorem Toruń (dwa mecze, dwa punkty, małe 0). Unia jest na czwartym miejscu (dwa mecze, dwa punkty, małe +2), Falubaz na piątym (dwa mecze, dwa punkty, małe 0), a Włókniarz na szóstym (jeden mecz, zero punktów, małe – 8).
Dwie ostatnie lokaty zajmują GKM Grudziądz (jeden mecz, zero punktów, małe – 12) oraz Motor (jeden mecz, zero punktów, małe – 14). W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi prowadzi Bartosz Zmarzlik (średnia punktów 2,900). Za nim są Nicki Pedersen (2,667), Tai Woffinden i Martin Vaculik (obaj 2,600).
Trzecia kolejka PGE Ekstraligi zostanie rozegrana w najbliższy weekend. W piątek Unia Leszno podejmie Apatora Toruń, a Włókniarz Częstochowa Falubaz Zielona Góra, natomiast w niedzielę GKM Grudziądz zmierzy się u siebie ze Stalą Gorzów, a Motor w Lublinie ze Spartą Wrocław.

Żużel: Stal Gorzów rozbiła Unię w Lesznie

Od sensacyjnej porażki zaczęli nowy sezon broniący mistrzowskiego tytułu żużlowcy Unii Leszno. W 1. kolejce PGE Ekstraligi leszczynianie przegrali na własnym torze ze Stalą Gorzów 42:48.

Unia po raz ostatni przegrała na swoim stadionie w sierpniu 2017 roku, a ekipą, która ich wtedy pokonała, była Stal Gorzów. W kolejnych latach ekipa „Byków” zaliczyła na własnym torze serię 30 zwycięskich meczów, a przed inauguracją tegorocznego sezonu PGE Ekstraligi nic nie zapowiadało, że ta znakomita passy zostanie przerwana. Drużyna prowadzona przez trenera Piotra Barona znakomicie spisywała się w przedsezonowych sparingach, natomiast gorzowianie borykali się w wieloma problemami – z powodu przeciągającej się renowacji toru na swoim stadionie nie mogli porządnie trenować, a na domiar złego tuż przed niedzielną potyczką z Unią pojawiły się wątpliwości związane z niejasnym wynikiem testu na obecność koronawirusa u Martina Vaculika. Działacze Stali wykazali się jednak dużą operatywnością i ostatecznie słowacki żużlowiec wystartował w Lesznie, zdobywając dla gorzowskiej drużyny 10 punktów. Lepszy od niego w ekipie Stali był tylko Bartosz Zmarzlik.
Dwukrotny indywidualny mistrz świata wywalczył 14 punktów, przegrywając tylko jeden bieg – z liderem zespołu Unii Australijczykiem Jasonem Doyle’m, który także wywalczył w tym meczu 14 „oczek”. W ekipie z Leszna, która w poprzednich sezonach imponowała wyrównanym składem, tym razem dobrze pojechali tylko wspomniany Dole oraz Rosjanin Emil Sajftudinow (zdobył 12 pkt). Reszta zawodników Unii zawiodła oczekiwania. Ekipa Stali wygrała w Lesznie jak najbardziej zasłużenie, bo w niedzielny wieczór nie miała w swoim składzie słabych punktów.
W drugim spotkaniu 1. kolejki beniaminek PGE Ekstraligi Apator Toruń pokonał na swoim torze Falubaz Zielona Góra 51:39. Mecze Motoru Lublin z Włókniarzem Częstochowa i GKM Grudziądz ze Spartą Wrocław przełożono na 24 kwietnia.

Żużlowa PGE Ekstraliga gotowa do walki

W rywalizacji ośmiu zespołów w żużlowej ekstraklasie kibice będą obejrzą 64 mecze i 960 wyścigów. Mistrzowskiego tytułu bronić będzie ekipa Unii Leszno, którą już w pierwszej ligowej kolejce, zaplanowanej w świąteczny weekend, czeka prestiżowe starcie na własnym torze z wicemistrzem z poprzedniego sezonu, Stalą Gorzów.

Rozgrywki PGE Ekstraligi zainaugurowane zostaną 3 kwietnia (sobota), a pierwsza runda dokończona będzie dzień później. Pierwszy mecz PGE Ekstraligi odbędzie się w Lublinie, gdzie miejscowy Motor podejmie Włókniarza Częstochowa (początek godz. 18:00. Tego samego dnia GKM Grudziądz zmierzy się ze Spartą Wrocław (początek godz. 20:15). Natomiast w niedzielę beniaminek ligi Apator Toruń podejmie ma Motoarenie Falubaz Zielona Góra (godz. 16:30, a Unia Leszno na swoim torze zmierzy się z wicemistrzem z poprzedniego sezonu Stalą Gorzów (godz. 19:15).
W stosunku do poprzedniego sezonu w zespołach PGE Ekstraligi doszło do wielu zmian kadrowych. Pod tym względem najmniej zamieszania było w prowadzonej przez Piotra Barona mistrzowskiej ekipie Unii Leszno, z której odeszli juniorzy Dominik Kubera i Bartosz Smektała, a dołączył do niej Australijczyk Jason Doyle. Filarami drużyny po staremu będą jednak Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki i Emil Sajfutdinow.
W wicemistrzowskiej ekipie Stali Gorzów zdecydowanie radykalniej przemeblowano kadrę. Trener Stanisław Chomski musiał zimą pożegnać Krzysztofa Kasprzaka, Nielsa Kristiana Iversena i Mateusza Bartkowiaka, ale w ich miejsce pojawili się w gorzowskim klubie wracający z wypożyczenia junior Kamil Nowacki oraz Duńczyk Marcus Birkemose i Słowak Martin Vaculik. Gwiazdą zespołu będzie rzecz jasna dwukrotny indywidualny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, którego wspierać będą Szymon Woźniak, Duńczyk Anders Thomsen i Szwed Linus Sundstroem.
W Sparcie Wrocław zimą doszło do kadrowej rewolucji. Zespół opuścili Max Fricke, Wiktoria Garbowska, Bartosz Curzytek i Mateusz Gzyl, ale trener Dariusz Śledź będzie miał teraz do dyspozycji mocne trio – bo do Brytyjczyka Taia Woffindena i Macieja Janowskiego dołączył Rosjanin Artem Łaguta. Gdyby miał jeszcze zdyskwalifikowanego za niedozwolony doping Maksyma Drabika, wrocławski zespół byłby w stanie nawet przełamać hegemonię Unii Leszno. Ale nawet w obecnym składzie także w tym sezonie powinien znaleźć się w strefie medalowej.
Dużo też w przerwie między sezonami działo się w Falubazie Zielona Góra prowadzonym przez trenera Piotra Żyto. Zielonogórzanie stracili Martina Vaculika, Antonio Lindbaecka (zakończył karierę), Michaela Jepsena Jensena, Norberta Krakowiaka, ale pozyskali w ich miejsce równie dobrych jeźdźców – Słoweńca Mateja Zagara, Australijczyka Maksa Fricke, a przede wszystkim Patryka Dudka i weterana torów 45-letniego Piotra Protasiewicza.
Włókniarz Częstochowa wymienił niemal połowę zespołu, jeśli brać pod uwagę kluczowe zmiany transferowe. Pozyskanie Bartosza Smektały, Kacpra Woryny i Jonasa Jeppesena to solidne wzmocnienie, ale trener Piotr Świderski z pewnością żałuje odejścia Jasona Doyle`a. Ma jednak nadal w składzie Duńczyka Leona Madsena, Szweda Fredrik Lindgren i naszego czołowego juniora Jakuba Miśkowiak.
W Motorze Lublin nie lubią stagnacji. Trener Jacek Ziółkowski przed sezonem dostał zgodę zarządu klubu na zatrudnienie sprawdzonych w ligowej walce żużlowców i ściągnął Rosjanina Grigorija Łagutę, Duńczyka Mikkela Michelsena i Jarosława Hampela, ale wzmocnił też juniorską część kadry o Dominika Kuberę. Z klubu odeszli natomiast Matej Zagar, Jakub Jamróg, Paweł Miesiąc, Oskar Bober i Wiktor Trofimow.
GKM Grudziądz zatrudnił nowego trenera, Janusza Ślączkę, a w miejsce Artem Łaguty, Krzysztofa Buczkowskiego i Marcina Turowskiego zatrudnił Krzysztofa Kasprzaka, Norbert Krakowiaka i Mateusza Bartkowiaka, którzy w zamyśle mają być wsparciem dla duńskich rutyniarzy – Nickiego Pedersena i Kennetha Bjerre oraz lidera zespołu Przemysława Pawlickiego.
I na koniec sytuacja w zespole beniaminka PGE Ekstraligi Apatorze Toruń. Trener Tomasz Bajerski zachował trzon kadry tworzony przez australijskich braci Chrisa i Jacka Holderów, Rosjanina Pawła Łagutę oraz Polaków Adriana Miedzińskiego i Tobiasza Musielaka, do którego dołączyli Brytyjczyk Robert Lambert oraz wracający z wypożyczenia Paweł Przedpełski oraz pozyskany w Wybrzeża Gdańsk Karol Żupiński.

Samorządy tną dotacje dla klubów żużlowych

W wyniku pandemii koronawirusa samorządowe budżety są poddawane coraz to nowym obciążeniom, przez co władze miejskie zaczynają ciąć koszty lub zapowiadają to zrobić w najbliższym czasie. Najmocniej zagrożony obcięciem dotacji jest sport wyczynowy, ale najmocniej skutki zmniejszenia dopływu publicznych pieniędzy uderzą w obficie dotąd czerpiące z tego źródła kluby żużlowe.

Sytuacja budżetowa żużlowych miast jest bardzo trudna nie tylko ze względu na koszty walki z pandemią. Przyczynia się do tego także polityka prawicowego rządu, która nie sprzyja samorządom, bo podatki PIT i CIT są tak modyfikowane, że wpływy do miejskich budżetów systematycznie maleją. A wydatki, choćby na oświatę, gwałtownie rosną. Do tego władze miast muszą ratować, czyli dotować coraz większymi kwotami żywotne dla lokalnych społeczności instytucje, jak zakłady komunikacyjne, służby komunalne czy instytucje zarządzające np. obiektami sportowymi czy kulturalnymi.
W niektórych ośrodkach żużlowych radni póki co nie zmniejszyli dotacji dla tamtejszych klubów żużlowych. Przykładem takiej postawy jest Grudziądz, więc rywalizujący w PGE Ekstralidze tutejszy GKM w przyszłym roku również ma dostać z miejskiej kasy obiecane dwa miliony złotych. Ale już w Lublinie, którego władze wcześniej biły rekordy w hojności dla Motoru, dotując w minionym sezonie klub kwotą aż czterech milionów złotych, w przyszłym roku zapowiedziały obcięcie tej subwencji niemal o połowę. Niepewność zapanowała też w dwóch czołowych ekipach poprzedniego sezonu, czyli w Unii Leszno i Stali Gorzów. Leszczyński klub otrzymał w 2020 roku z budżetu miasta wsparcie w wysokości 800 tys. złotych, ale już wiadomo, że w przyszłym sezonie może liczyć góra na 600 tys. złotych, natomiast gorzowski na razie nawet nie wie, czy dostanie choćby złotówkę. Nawet na szkolenie młodzieży, na co dostawał do tej pory ok. 100 tys. złotych rocznie.
W Częstochowie prezydent miasta zaproponował po 1,5 miliona złotych z puli dotacji na dwa sztandarowe kluby – żużlowy Włókniarz i piłkarski Raków. Dla żużlowców taka kwota jest niewystarczająca, bo w sezonie 2020 mieli z tej puli dwa miliony złotych, a w lepszych latach wsparcie dochodziło nawet do 3,5 miliona zł rocznie. W Rybniku władze lokalne zapowiedziały całkowite wstrzymanie dotacji na sport, ale ugięły się pod naciskiem środowiska. Wiadomo już jednak na sto procent, że ROW Rybnik w przyszłym roku na pewno nie dostanie jak przed rokiem dwóch milionów złotych i może wydębi góra jedną czwartą tej kwoty.
Ciekawe, że te informacje pojawiły się dopiero po zakończeniu okresu transferowego w naszych żużlowych ligach, w trakcie którego większość klubów licytowały się o zawodników oferując im sute kontrakty. Dzisiaj ich szefowie zapewniają zawodników, że pieniądze dla nich na pewno się znajdą i nie muszą obawiać się cięć w kontraktach. Naszym zdaniem nie mówią prawdy, ale jak dalece posunęli się w swoich kłamstwach, przekonamy się dopiero na wiosnę.

Koniec transferów w PGE Ekstralidze

W minioną sobotę zakończył się trwający od 1 listopada okres transferowy w polskich ligach żużlowych. Największe zainteresowanie wzbudziły rzecz jasna kadrowe roszady w klubach PGE Ekstraligi. Za transferowe hity trzeba uznać pozyskanie przez broniącą tytułu Unię Leszno Jasona Doyle’a oraz przejście Artioma Łaguty do Sparty Wrocław.

Ekipa mistrza Polski Unii Leszno straciła dwóch utalentowanych wychowanków, Bartosza Smektałę i Dominika Kuberę, ale pozyskując znudzonego już ściganiem się w barwach Włókniarza Częstochowa Australijczyka Jasona Doyle’a, indywidualnego mistrza świata z 2017 roku, raczej nie straci na wartości. Wręcz przeciwnie. Leszczyńskie „Byki” mają teraz dodatkowego zawodnika na poziomie dwóch liderów – Janusza Kołodzieja i Emila Sajfutdinowa. Prezes Unii Piotr Rusiecki ma dobrą rękę do transferów, o czym najlepiej świadczy fakt, że jego zespół już cztery raz z rzędu zdobył mistrzostwo Polski, a sądząc po składzie zmontowanym na sezon 2021, w Lesznie celują w piąty z kolei mistrzowski tytuł.
Ale pozostałe kluby PGE Ekstraligi też nie próżnowały podczas okna transferowego. Stal Gorzów wzmocniła się pozyskując z Falubazu Zielona Góra Słowaka Martina Vaculika, utrzymała też w kadrze swojego największego asa, dwukrotnego mistrza świata Bartosza Zmarzlika. Sparta Wrocław z kolei „wyjęła” z GKM Grudziądz Artioma Łagutę i zatrzymała kuszonego licznymi ofertami Gleba Czogunowa, zadbała też o to, aby dwaj jej najwięksi gwiazdorzy, czyli Maciej Janowski i Tai Woffinden nie próbowali szukać szczęścia poza Wrocławiem. Atutem ekipy Sparty powinni być też utalentowani juniorzy – bracia Bartosz i Michał Curzytkowie.
Mocny skład skompletowano też w Częstochowie, gdzie do skandynawskich asów, Fredrika Lindgrena i Leona Madsena dołączyli Bartosz Smektała i Kacper Woryna. Na udany sezon liczą też w Lublinie, Zielonej Górze i Grudziądzu, a w Toruniu zrobili co się dało, żeby Apator utrzymał się w ligowej elicie i nie podzielił losu beniaminka z tegorocznego sezonu, ROW Rybnik, czyli spadł do 1. ligi po rocznym pobycie w gronie najlepszych polskich klubów.

Składy zespołów PGE Ekstraligi 2021:
Fogo Unia Leszno
Jason Doyle (Australia), Janusz Kołodziej, Jaimon Lidsey (Australia), Piotr Pawlicki, Emil Sajfutdinow (Rosja), Szymon Szlauderbach. Juniorzy: Kacper Pludra (18 lat), Damian Ratajczak (15 lat), Krzysztof Sadurski (17 lat), Hubert Ścibak (17 lat). Menedżer: Piotr Baron.
Moje Bermudy Stal Gorzów
Bartosz Zmarzlik, Szymon Woźniak, Martin Vaculik (Słowacja), Marcus Birkemose (Dania), Rafał Karczmarz, Linus Sundstroem (Szwecja), Anders Thomsen (Dania). Juniorzy: Mateusz Bartkowiak (17 lat), Kamil Pytlewski (17 lat), Wiktor Jasiński (20 lat), Kamil Nowacki 920 lat).
Menedżer: Stanisław Chomski
Betard Sparta Wrocław
Maciej Janowski, Tai Woffinden (Wielka Brytania), Artiom Łaguta (Rosja), Gleb Czugunow (Polska/Rosja), Daniel Bewley (Wielka Brytania). Juniorzy: Bartosz Curzytek (17 lat), Michał Curzytek (18 lat), Przemysław Liszka (20 lat), Mateusz Panicz (16 lat).
Menedżer: Dariusz Śledź
RM Solar Falubaz Zielona Góra
Patryk Dudek, Max Fricke (Australia), Jan Kvech (Czechy), Damian Pawliczak, Piotr Protasiewicz, Mateusz Tonder, Matej Zagar (Słowenia). Juniorzy: Fabian Ragus (17 lat), Nile Tufft (19 lat), Jakub Osyczka (20 lat). Menedżer: Piotr Żyto.
Eltrox Włókniarz Częstochowa
Fredrik Lindgren (Szwecja), Leon Madsen (Dania), Bartosz Smektała, Kacper Woryna, Jonas Jeppesen (Dania). Juniorzy: Patryk Kowalik (17 lat), Bartłomiej Kowalski (18 lat), Kamil Król (17 lat), Jakub Martyniak (18 lat), Jakub Miśkowiak (19 lat), Mateusz Świdnicki (19 lat).
Menedżer: Piotr Świderski.
Motor Lublin
Jarosław Hampel, Krzysztof Buczkowski, Dominik Kubera, Mikkel Michelsen (Dania), Grigorij Łaguta (Rosja). Juniorzy: Jakub Banucha (18 lat), Mateusz Cierniak (18 lat), Wiktor Firmuga (18 lat), Kacper Gosik (18 lat), Wiktor Lampart (19 lat), Radosław Pyrchla (16 lat), Jan Rachubik (16 lat), Jakub Szpytma (18 lat), Maksymilian Śledź (18 lat). Menedżer: Jacek Ziółkowski.
MrGarden GKM Grudziądz
Krzysztof Kasprzak, Przemysław Pawlicki, Nicki Pedersen (Dania), Norbert Krakowiak, Kenneth Bjerre (Dania), Roman Lachbaum (Rosja). Juniorzy: Damian Lotarski (19 lat), Kacper Łobodziński (16 lat), Denis Zieliński (18 lat). Menedżer: Janusz Ślączka.
eWinner Apator Toruń
Chris Holder (Australia), Jack Holder (Australia), Robert Lambert (Wielka Brytania), Paweł Łaguta (Rosja), Adrian Miedziński, Tobiasz Musielak, Paweł Przedpełski. Juniorzy: Jakub Janik (20 lat), Kamil Marciniec (19 lat), Aleks Rydlewski (18 lat), Justin Stolp (19 lat), Krzysztof Lewandowski (15 lat), Karol Żupiński (18 lat).
Menedżer: Tomasz Bajerski.

Unia oddała dwóch wychowanków

Wychowankowie mistrza Polski Unii Leszno Dominik Kubera i Bartosz Smektała, uznawani za czołowych żużlowców młodego pokolenia, zmienili barwy klubowe. 21-letni Kubera podpisał kontrakt z Motorem Lublin, a 22-letni Smektała z Włókniarzem Częstochowa.

Kubera i Smektała mimo młodego wieku mogą pochwalić się pokaźną kolekcją trofeów. Obaj mają w dorobku po pięć mistrzowskich tytułów wywalczonych w PGE Ekstralidze z Unią Leszno, a Smektała jeszcze dodatkowo ma na koncie srebrny medal wywalczony z „Bykami” w 2014 roku w swoim debiutanckim sezonie w żużlowej ekstraklasie, w którym wystartował jako szesnastolatek. Kubera ma w dorobku dwa medale, srebrny i brązowy Indywidualnych Mistrzostwach Świata Juniorów, a Smektała w tej kategorii wiekowej wywalczył złoty i dwa srebrne krążki, a na krajowym podwórku wygrał wszystkie juniorskie turnieje i klasyfikacje. Miniony sezon PGE Ekstraligi dla Smektały był pierwszym w roli seniora, a dla Kubery ostatnim w roli młodzieżowca. Obaj swoimi zdobyczami punktowymi w lidze (średnia biegowa powyżej 1,8 pkt) mieścili się w czołowej dwudziestce zawodników.
Skoro byli tacy dobrzy, dlaczego Unia nie zatrzymała tak obiecujących zawodników w swoich szeregach? Powodem jest przepis o obowiązku posiadania w zespole zawodnika do lat 24 na pozycji seniorskiej, który spowodował, że wartość utalentowanych i skutecznie jeżdżących młodych polskich zawodników na rynku transferowym gwałtownie wzrosła. Klubu z Leszna po prostu nie było stać na utrzymanie w zespole Kubery i Smektały na warunkach finansowych, jakie oferowali im w nowym sezonie ligowi konkurenci. Prezes leszczyńskich „Byków” Piotr Rusiecki z ciężkim sercem musiał więc oddać dwóch wychowanków – Kuberę do Motoru, gdzie dołączy m.in. do Grigorija Łaguty, Mikkela Michelsena, Jarosława Hampela i Wiktora Lamparta, a prawdopodobnie także Mateusza Cierniaka i Krzysztofa Buczkowskiego, a Smektałę do zespołu Włókniarza Częstochowa, w którym będzie partnerem takich żużlowych tuzów, jak Szwed Fredrik Lindgren i Duńczyk Leon Madsen.

PGE Ekstraliga: Nie oszczędzają na transferach

Sezon transferowy w naszej żużlowej PGE Ekstralidze rozpocznie się 1 listopada, ale z grubsza już wiadomo, jakie zmiany zajdą w poszczególnych zespołach. Mimo strat finansowych spowodowanych przez pandemię koronawirusa kluby nie oszczędzają na apanażach dla kluczowych zawodników, głównie polskich.

Najlepiej opłacanym zawodnikiem w PGE Ekstralidze w nowym sezonie będzie bez dwóch zdań dwukrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik. Szefowie Stali Gorzów zapewniają w medialnych wypowiedziach, że doszli już do porozumienia ze swoim wychowankiem i są absolutnie pewni, że 25-letni żużlowiec, jedyny Polak który ma w dorobku dwa tytuły indywidualnego mistrza świata, na dodatek zdobyte rok po roku, mimo licznych intratnych ofert nie zmieni barw klubowych. Rzecz jasna nie zrobi tego za darmo. Jeśli wierzyć nieoficjalnym przechwałkom działaczy gorzowskiego klubu, Zmarzlik może liczyć na zarobki porównywalne z tymi, jakie w 2011 roku miał w tym klubie świeżo upieczony mistrz świata Tomasz Gollob. A to oznacza, że gaża lidera Stali w nowym sezonie PGE Ekstraligi osiągnie pułap trzech milionów złotych. Poza tym Zmarzlik ma indywidualny kontrakt z PKN Orlen wart kolejny milion złotych, kilka mniejszych umów sponsorskich oraz niemal gwarantowane dodatkowe zarobki za starty w cyklu Speadway Grand Prix, a także w zagranicznych ligach – szwedzkiej i duńskiej. Żużlowi eksperci szacują, że w sumie gorzowianin w najbliższym sezonie może zgarnąć ponad pięć milionów złotych. Inni zawodnicy nie mogą liczyć na takie gwiazdorskie apanaże. Tylko kilku żużlowców może liczyć na zarobki powyżej dwóch milionów złotych za sezon.
Nowością tegorocznego okresu transferowego jest to, że na lukratywne oferty mogą liczyć w zasadzie wyłącznie polscy żużlowcy. Nie ma wśród nich wielu mogących zagwarantować wysoki poziom sportowy, ale z powodu niedostatku wartościowych jeźdźców w kategorii wiekowej do 24 lat, to właśnie Polacy, których każdy zespół musi zatrudnić w obowiązkowej liczbie, będą decydować o wynikach zespołów. I to dlatego szefowie naszych żużlowych klubów oferują najlepszym z nich naprawdę wielkie pieniądze, byle tylko zgodzili się ścigać w ich drużynach. Dobrym przykładem jest tu 22-letni zawodnik Unii Leszno Bartosz Smektała, który przymierza się do zmiany barw klubowych. O jego pozyskanie zabiega mocno Włókniarz Częstochowa, oferując mu za sam podpis na nowym kontrakcie ponad 700 tysięcy złotych, zaś za każdy zdobyty ligowy punkt jest gotów płacić siedem tysięcy złotych. Łatwo policzyć, że jeśli Smektała w nowym sezonie utrzyma skuteczność z tegorocznego, przy takich stawkach będzie mógł tylko w zespole Włókniarza zarobić w 2021 w sumie 1,7 mln złotych. Na niewiele mniejsze pieniądze w Motorze Lublin może też liczyć rówieśnik Smektały, Dominik Kubera.
Z płacowymi żądaniami nie zaszaleją natomiast obcokrajowcy. Powód ich pasywnej postawy jest oczywisty – cudzoziemców chętnych do ścigania się w najlepszej i najlepiej płacącej lidze żużlowej na świecie jest więcej niż miejsc przyznanych im w PGE Ekstralidze. Dlatego szefowie klubów wykorzystują tę sytuację przy negocjacjach, chociaż z drugiej strony, patrząc na planowane budżety i wydatki, chyba nie ma w PGE Ekstralidze lęku przed finansowymi skutkami pandemii koronawirusa. W większości klubów oferowane zawodnikom stawki punktowe wróciły do poziomu wynegocjowanego przez zawodników w 2019 roku.

Przymiarki kadrowe w ekstralidze
Unia Leszno: zostają – Emil Sajfutdinow, Janusz Kołodziej, Piotr Pawlicki, Jaimon Lidsey, Kacper Pludra; przychodzą – Jason Doyle, Krzysztof Sadurski, Damian Ratajczak; odchodzą – Bartosz Smektała (Włókniarz), Dominik Kubera (Motor), Szymon Szlauderbach (szuka klubu).
Stal Gorzów: zostają – Bartosz Zmarzlik, Anders Thomsen, Szymon Woźniak, Rafał Karczmarz, Mateusz Bartkowiak, Wiktor Jasiński; przychodzą – Martin Vaculik, Marcus Birkemose, Kamil Nowacki: odchodzą – Krzysztof Kasprzak (GKM), Niels-Kristian Iversen (szuka klubu).
Sparta Wrocław: zostają – Tai Woffinden, Maciej Janowski, Gleb Czugunow, Daniel Bewley, Michał Curzytek, Przemysław Liszka, Maksym Drabik (ale nie na 100 procent); przychodzi – Artiom Łaguta, odchodzi – Max Fricke (szuka klubu).
Falubaz Zielona Góra: zostają – Patryk Dudek, Piotr Protasiewicz, Michael Jepsen Jensen), Jan Kvech; Matej Zagar, Rohan Tungate; odchodzą – Martin Vaculik (Stal), Norbert Krakowiak (GKM), Antonio Lindbeck, Mateusz Tonder, Damian Pawliczak (szukają klubu).
Włókniarz Częstochowa: zostają – Leon Madsen, Fredrik Lindgren, Jakub Miśkowiak, Mateusz Świdnicki, Bartłomiej Kowalski; przychodzą – Bartosz Smektała, Kacper Woryna, Jonas Jeppesen; odchodzą – Jason Doyle (Unia), Rune Holta (ROW), Paweł Przedpełski (Apator).
Motor Lublin: zostają – Grigorij Łaguta, Mikkel Michelsen, Jarosław Hampel, Wiktor Lampart, Wiktor Firmuga; przychodzą – Dominik Kubera, Krzysztof Buczkowski; odchodzą – Matej Zagar (Falubaz), Jakub Jamróg, Paweł Miesiąc, Wiktor Trofimow, Oskar Bober (szukają klubu).
GKM Grudziądz: zostają – Nicki Pedersen, Kenneth Bjerre, Przemysław Pawlicki, Roman Lachbaum, Danis Zieliński, Kacper Łobodziński, Damian Lotarski; przychodzą – Krzysztof Kasprzak, Norbert Krakowiak; odchodzą – Artiom Łaguta (Sparta), Krzysztof Buczkowski (Motor), Marcin Turowski (szuka klubu).
Apator Toruń: zostają – Jack Holder, Chris Holder, Adrian Miedziński, Tobiasz Musielak, Kamil Marciniec, Aleks Rydlewski, Justin Stolp; przychodzą – Robert Lambert, Paweł Przedpełski, Karol Żupiński; odchodzą – Wiktor Kułakow, Igor Kopeć-Sobczyński (szukają klubu).

Unia Leszno znów najlepsza

W miniony weekend zakończyła się rywalizacja w żużlowej PGE Ekstralidze. Tytuł mistrzowski po raz czwarty z rzędu wywalczyła Unia Leszno, która w dwumeczu pokonała Stal Gorzów 103:76 (44:46 i 59:30). Brązowy medal wywalczyła Sparta Wrocław, wygrywając z Falubazem Zielona Góra 87:72 (32:37 i 50:40).

Żużlowcy Stali Gorzów zaczęli ten sezon fatalnie, od sześciu porażek, ale potem jeździli już jak w transie i ostatecznie to oni stanęli do walki z Unią Leszno o mistrzowski tytuł. Na swoim torze dwukrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik w piątek poprowadził swoją drużynę do skromnego wprawdzie, ale jednak zwycięstwa 46:44, lecz dwa dni później na stadionu im. Alfreda Smoczyka w Lesznie był już tylko tłem dla zawodników gospodarzy, których zwycięstwo nawet przez moment nie było zagrożone i którzy ostatecznie zwyciężyli w rewanżu 59:30. Tym samym prowadzony przez trenera Piotra Barona zespół Unii wywalczył po raz czwarty z rzędu mistrzostwo Polski. Po raz ostatni taką zwycięską serię zanotowała pokonana w tegorocznym finale gorzowska Stal, która triumfowała w latach 1975, 1976, 1977 i 1978 roku. W historii żużlowej Ekstraligi, datowanej od 2000 roku, żaden zespół nikt nie wygrywał tak często, jak drużyna z Leszna. Zdobyty w miniony weekend tytuł był siódmym wywalczonym przez nią w ostatnich dwóch dekadach – poprzednio w latach 2007, 2010, 2015, 2017, 2018 i 2019. Wypada też przypomnieć, że Unia ma na koncie 33 medale mistrzostw Polski, co jest najlepszym osiągnięciem w drużynowej klasyfikacji wszech czasów. W tym medalowym dorobku aż 18 medali ma kolor złoty. To też jest najlepszy wynik w całej naszej żużlowej lidze.
Pokonani w wielkim finale gorzowianie są natomiast rekordzistami w liczbie srebrnych medali. Ten wywalczony w miniony weekend jest już 14. w ich bogatej kolekcji trofeów, która liczy w sumie 28 medali drużynowych mistrzostw Polski, co daje ekipie Stali drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów, za Unią. Ale po raz ostatni gorzowski zespół triumfował w PGE Ekstralidze w 2016 roku, czyli zanim zaczęła się obecna złota era leszczyńskich „Byków”.
Brązowy medal w tym roku wywalczyła Sparta Wrocław, dla której jest to 10 krążek tego koloru i 24 w ogóle. Od wrocławian częściej na najniższym stopniu podium DMP stawali tylko żużlowcy Polonia Bydgoszcz (11 razy). Przegrana w rywalizacji o trzecie miejsce ekipa Falubazu Zielona Góra od czterech lat nie może wywalczyć miejsca na podium.
Ostateczna kolejność w tabeli PGE Ekstraligi w sezonie 2020 wygląda tak: 1. Unia Leszno (złoto), 2. Stal Gorzów (srebro), 3. Sparta Wrocław (brąz), 4. Falubaz Zielona Góra, 5. Włókniarz Częstochowa, 6. Motor Lublin, 7. GKM Grudziądz, 8. ROW Rybnik (spadek z ekstraligi). Na miejsce ekipy z Rybnika z I ligi awansował zespół Apatora Toruń.
Tradycyjnie po zakończeniu sezonu PGE Ekstraliga ogłosiła laureatów indywidualnych i zespołowych wyróżnień. Drużyną roku została rzecz jasna ekipa Unii Leszno. Za najlepszego zawodnika sezonu 2020 uznano Bartosza Zmarzlika (Stal Gorzów), który otrzymał 54,70 procent głosów. W piątce nominowanych do tej nagrody znaleźli się też Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 20,52 procent głosów; Piotr Pawlicki (Unia Leszno) – 11,94 procent; Patryk Dudek (Falubaz Zielona Góra) – 7,74 procent; Bartosz Smektała (Unia Leszno) – 5,10 procent.
Na najlepszy juniora sezonu wybrano Dominika Kubera z Unii Leszno, na którego oddano 50,37 procent głosów. Kolejne miejsca w zestawieniu zajeli: Rosjanin Gleb Czugunow (Sparta Wrocław) – 15,72 procent; Rafał Karczmarz (Stal Gorzów) – 13,74 procent; Norbert Krakowiak (Falubaz) – 10,98 procent i Jakub Miśkowiak (Włókniarz Częstochowa) – 9,19 procent.
Tytuł „Trenera Sezonu” przyznano Piotrowi Baronowi z Unii Leszno – 34,93 procent głosów, który minimalnie wygrał ze Stanisławem Chomskim (Stal Gorzów) – 31,22 procent.
W zestawieniu najskuteczniejszych zawodników pierwszą lokatę zajął Emil Sajfutdinow z Fogo Unii, których w 18 meczach uzyskał średnią punktów na jeden bieg 2,523. Zdumiewające jest to, że Rosjanin jest jedynym przedstawicielem zespołu z Leszna w czołowej dziesiątce tej klasyfikacji. Drugie miejsce zajął w niej Artiom Łaguta z GKM Grudziądz (2,480 pokt), a trzecie lider Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik (2,430). Pozostałe miejsca w Top 10 rankingu najskuteczniejszych żużlowców zajeęi: 4. Leon Madsen (Włókniarz Częstochowa) – 2,206; 5. Martin Vaculik (Falubaz Zielona Góra) – 2,202; 6. Tai Woffinden (Sparta Wrocław) – 2,169; 7. Maciej Janowski (Sparta Wrocław) – 2,160; 8. Grigorij Łaguta (Motor Lublin) – 2,157; 9. Matej Zagar (Motor Lublin) – 2,069; 10. Nicki Pedersen (GKM Grudziądz) – 2,057. Najskuteczniejszym juniorem okazał się Dominik Kubera z Fogo Unii ze średnią 1,890, która w ligowej klasyfikacji zapewniła mu jednak dopiero 17. miejsce.
Teraz kluby przygotowują się okresu transferowego. Oficjalnie nowe kontrakty będzie można podpisywać między 1 a 14 listopada tego roku.

Unia Leszno już finale

W rewanżowym meczu półfinałowym żużlowcy Unii Leszno pokonali Falubaz Zielona Góra 57:33 (w pierwszym meczu wygrali 46:43) i awansowali do finału PGE Ekstraligi. Z powodu fatalnej nawierzchni toru na 4 października przełożono natomiast decydujące spotkanie między Stalą Gorzów i Spartą Wrocław.

Zielonogórzanie, mimo porażki w pierwszym spotkaniu (44:46), przyjechali do Leszna z ambitnymi nadziejami na odrobienie strat. Nie były one aż tak bardzo bezpodstawne, bo w rundzie zasadniczej jako jedyni w ekstralidze postawili się żużlowcom Unii na ich stadionie, gdzie przegrali tylko 43:47. Ale ekipa gospodarzy prowadzona przez Piotra Barona także wyciągnęła wnioski z tamtego spotkania i tym razem nie dała zawodnikom Falubazu zbyt wielu okazji do popisów, wygrywając pewnie mecz 57:33. Tym samy Unia Leszno po raz czwarty z rzędu awansowała do finału rozgrywek o drużynowe mistrzostwo Polski.
Już od pierwszego biegu leszczynianie dominowali na torze i po czterech wyścigach mieli już 12 punktów przewagi. Jeśli coś mogło gospodarzom popsuć szyki, to tylko deszcz. Zaczęło padać tuż przed szóstym biegiem, ale nie na tyle intensywnie, żeby sędzia Artur Kuśmierz musiał przerwać zawody. Tor nadawał się do jazdy i był bezpieczny, ale dopiero po zakończeniu 12. wyścigu gospodarze zawodów odetchnęli z ulgą, bo w myśl regulaminu PGE Ekstraligi tyle biegów odbytych w spotkaniach play off wystarczy do uznania wyniku meczu w razie jego przerwania (w rundzie zasadniczej wystarczy rozegranie ośmiu wyścigów). A gospodarze już po 10 seriach prowadzili 41:19 i mieli już zwycięstwo w kieszeni.
Drugiego finalisty nie udało się w poniedziałek wyłonić, bo rewanżowy mecz Stali Gorzów ze Spartą Wrocław nie doszedł do skutku. Powodem był fatalny stan toru na gorzowskim Stadionie im. Edwarda Jancarza po trzydniowych opadach deszczu. Gospodarze do ostatniej chwili czynili starania, ale chociaż użyli ciężkiego sprzętu i dosypali suchego materiału, to efekty wciąż były niewystarczające. Sędzia zawodów Piotr Lis najpierw podjął decyzję o przesunięciu pory rozpoczęcia meczu o pół godziny, ostatecznie jednak nie dopuścił nawet do próbnych jazd i odwołał mecz.
Dla PGE Ekstraligi ta decyzja stworzyła poważny problem logistyczny z wyznaczeniem nowego terminu. Wtorek w w kalendarzu był zarezerwowany na mecz towarzyski Polska – Rosja, w który miał startować m.in. gwiazdor gorzowskiego zespołu Bartosz Zmarzlik, zatem przeniesienie meczu Stali ze Spartą na ten dzień nie wchodziło w grę.
W środę natomiast zaplanowany był finał indywidualnych mistrzostw Danii, w którym mieli startować dwaj zawodnicy Stali – Anders Thomsen i Niels Kristian Iversen. Czwartek to z kolei data półfinału ligi szwedzkiej, zaś piątek i sobota zarezerwowane były na dwa ostatnie turnieje tegorocznego cyklu Speedway Grand Prix w Toruniu.
W tej sytuacji PGE Ekstraliga zdecydowała, że rewanżowe spotkanie półfinałowe Stali ze Spartą odbędzie się w niedzielę 4 października (początek godz. 19:15), chociaż tego dnia miały zostać rozegrane pierwsze mecze o medale. Zostały one jednak przesunięte na piątek 9 października. Rewanżowe spotkania wyznaczono na niedzielę 11 października i tego też dnia, jeśli rzecz jasna aura dopisze, powinniśmy poznać drużynowego mistrza Polski sezonu 2020, a także zdobywców srebrnych i brązowych medali.