Polacy nie mogli przegrać z Włochami

Reprezentacja Francji w 5. kolejce Ligi Narodów pokonała na wyjeździe broniącą trofeum Portugalię 1:0 i jako pierwsza zapewniła sobie awans do finału tych rozgrywek. W niedzielę szanse na wywalczenie pierwszego miejsca w swojej grupie mieli także Polacy, ale nie mogli przegrać z Włochami.

Na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej Ligi Narodów biało-czerwoni z dorobkiem siedmiu punktów byli na pierwszym miejscu w grupie A1. Wyprzedzali o jeden punkt Włochów i o dwa Holendrów oraz o pięć zamykającą stawkę reprezentację Bośni i Hercegowiny. Z prostego wyliczenia wynikało, że jeśli ekipa Jerzego Brzęczka w niedzielnym meczu z Włochami i środowym z Holandią wywalczy co najmniej cztery punkty, to na pewno wywalczy awans do turnieju finałowego bez oglądania się na wyniki innych spotkań. Inne scenariusze były już jednak od tego uzależnione. Naszej reprezentacji do awansu mogły wystarczyć także dwa remisy, ale wówczas musieli liczyć na pomoc zespołu Bośni i Hercegowiny, który w takim wariancie nie mógłby przegrać z Holandią i Włochami. W przypadku wygranej z Włochami oraz porażki z Holandią biało-czerwoni uzyskaliby awans jeśli Bośniacy w niedzielę nie przegraliby z Holendrami. Natomiast w scenariuszu zakładającym porażkę z Włochami i wygraną z Holandią, Polakom do awansu potrzebne byłaby porażka włoskiej ekipy w ostatniej kolejce w meczu z Bośniakami. Selekcjoner biało-czerwonych nie mierzył jednak tak wysoko. Na przedmeczowej konferencji przed niedzielnym spotkaniem z przetrzebionym przez Covid-19 zespołem Italii (zakończyło się po zamknięciu wydania) przypomniał dla formalności: „Potrzebujemy jednego punktu, żeby wykonać nasz plan minimum, czyli utrzymać się w najwyższej dywizji Ligi Narodów. Dwa ostatnie mecze gramy z faworytami, czyli z Włochami i Holendrami. Wiadomo jednak, że futbol lubi niespodzianki i mam nadzieję, że będziemy w stanie taką sprawić”.
Zwycięzca grupy A1 zorganizuje turniej finałowy Ligi Narodów. Pierwszy finalista jest już znany – awans wywalczyli aktualni mistrzowie świata Francuzi, którzy w „grupie śmierci” okazali się lepsi od broniących trofeum aktualnych mistrzów Europy Portugalczyków oraz aktualnych wicemistrzów świata Chorwatów.
Z reprezentacją Włoch polski zespół w niedzielę zagrał po raz 18. We wcześniejszych 17 spotkaniach biało-czerwoni wygrali tylko trzykrotnie, a w meczu o stawkę tylko raz – podczas pamiętnych dla nas mistrzostw świata w 1974 roku. Osiem razy wywalczyli remis, a sześć zwycięstw odnieśli Włosi. W niedzielę mieliśmy jednak powody aby liczyć na sukces naszych piłkarzy, bo włoski zespół został mocno przetrzebiony przez koronawirusa, który nie oszczędził nawet trenera kadry „Squadra Azzurra” Roberto Manciniego. Z powołanych przez niego do kadry 40 zawodników wielu wypadło z powodu decyzji włoskich służb epidemicznych, a niektórych na zgrupowanie reprezentacji nie puściły kluby. Z tego powodu w kadrze Polski zabrakło bramkarza Fiorentiny Bartłomieja Drągowskiego. Ale on i tak przeciwko ekipie Italii by nie zagrał, bo Brzęczek już wcześniej ogłosił, że w tym meczu na bramce zagra Wojciech Szczęsny. Z podaniem reszty wyjściowego składu selekcjoner biało-czerwonych się już tak nie spieszył. Wiadomo było tylko tyle, że na pewno nie zagra pauzujący za żółte kartki Mateusz Klich, ale reszta powołanych piłkarzy, w tym ośmiu z klubów Serie A (oprócz Szczęsnego we włoskiej ekstraklasie występują na co dzień jeszcze Kamil Glik, Bartosz Bereszyński, Arkadiusz Reca, Karol Linetty, Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Sebastian Walukiewicz) była gotowa do gry.
Brzęczek musiał jednak szykować równolegle skład na środowe spotkanie z Holandią. Z ekipą „Oranje” nasz zespół przegrał pierwszy mecz w obecnej edycji Ligi Narodów, ale bilans spotkań z holenderską drużyną ma równie kiepski jak z Włochami – trzy zwycięstwa, przy czym ostatnie odniesione w 1979 roku, sześć remisów i siedem porażek. Czasu na przygotowanie się do środowej potyczki nie będzie wiele, chociaż PZPN wynajął samolot czarterowy, którym kadra przyleciała na mecz w sobotę i którym wróci do Polski niemal zaraz po niedzielnym meczu z Włochami w Reggio Emilia.

Co w debiucie pokaże Brzęczek?

Jerzy Brzęczek już w swoim debiucie w roli selekcjonera biało-czerwonych może zapisać się w historii polskiego futbolu. Wystarczy, że w piątek 7 września wygra z Włochami, a okaże się lepszy od ośmiu swoich poprzedników na tej posadzie. Żadnemu z nich w debiucie nie udało się wygrać.

 

Brzęczek w XXI wieku jest dziewiątym selekcjonerem naszej piłkarskiej reprezentacji. Przed nim funkcję tę sprawowali: Jerzy Engel, Zbigniew Boniek, Paweł Janas, Leo Beenhakker, Stefan Majewski, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik i Adam Nawałka. Wszystkich tych szkoleniowców łączy wspólne niepowodzenie, bo żadnemu nie udało się wygrać meczu w swoim debiucie w roli trenera biało-czerwonych.

 

Engel zaczął od 0:3 z Hiszpanią

Jerzy Engel przejął kadrę po Januszu Wójciku i do pierwszego meczu poprowadził ją 26 stycznia 2000 roku w wyjazdowej potyczce z Hiszpanią. Porażka 0:3 była najłagodniejszym wymiarem kary dla biało-czerwonych. Żaden z kolejnych selekcjonerów już tak dotkliwie w debiucie nie przegrał. Mimo tej klęski Engel zdołał potem zmontować solidną ekipę i wywalczył z nią awans do finałów mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii. Był to niewątpliwy sukces, bo nasza reprezentacja była nieobecna na tej największej piłkarskiej imprezie od 1986 roku. W azjatyckim czempionacie Engel jako trener zupełnie się jednak pogubił. Do dzisiaj tak naprawdę nie znamy przyczyn tej mundialowej klęski, bo raport Engela, o ile w ogóle takowy powstał, nigdy nie został upubliczniony.

Rozczarowanie kibiców i mediów słabym występem biało-czerwonych było tak duże, że władze PZPN dla uspokojenia nastrojów poświęciły Engela dymisjonując go z posady. Jego miejsce zajął człowiek o najmocniejszej pozycji w polskiej piłce, czyli Zbigniew Boniek. Była to zadziwiająca roszada, bo żeby zostać selekcjonerem kadry narodowej i spełnić swoje największe trenerskie marzenie, Boniek musiał zrezygnować z dającej mu potężną władzę w PZPN funkcji wiceprezesa ds. marketingu. Nie była to jednak najlepsza decyzja w jego życiu, o czym przekonał się już w debiucie. Wprawdzie 21 sierpnia 2002 roku zestawiony przez niego zespół zremisował 1:1 z zawsze mocną Belgią, ale stylem gry nie zachwycił i fali pomundialowej krytyki nie stłumił. Boniek poprowadził zespół jeszcze w czterech spotkaniach i niespodziewanie rzucił posadę pod jakimś wymyślonym ad hoc pretekstem. Na poprzednie stanowisko wiceprezesa jego towarzysze z zarządu PZPN już go nie przywrócili i musiał potem przez dziesięć lat tkwić na uboczu, zanim w 2012 roku wreszcie zdobył niepodzielną władzę w związku, z owoców której czerpie przyjemność do dzisiaj.

Po rezygnacji Bońka ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz posadę trenera kadry powierzył Pawłowi Janasowi, który po długich wahaniach porzucił dla nowego wyzwania wygodne życie dyrektora sportowego Amiki Wronki. Zaczął jednak tak sobie, bo 12 lutego 2003 roku biało-czerwoni pod jego wodzą wywalczyli bezbramkowy remis z Chorwacją. Potem „Janosik” przegrał eliminacje do Euro 2004, ale za to wywalczył awans do mistrzostw świata 2006 roku w Niemczech. Na tej imprezie wypadł jednak nie lepiej od Engela i po mundialu został zwolniony.

 

Beenhakker przegrał 0:2 z Danią

Jego miejsce zajął słynny holenderski szkoleniowiec Leo Beenhakker, światowa sława, chociaż w 2006 roku już mocno przyblakła. O polskim futbolu pojęcie miał niewielkie i zanim sam zdobył niezbędną wiedzę, kadrę na swój debiutancki mecz powołał na podstawie podpowiedzi swoich współpracowników. Nie były one trafne, bo 12 sierpnia 2006 roku nasza reprezentacja pod wodzą Beenhakkera w kiepskim stylu przegrała na wyjeździe z Danią 0:2. Potem Holender, który dostał najwyższą gażę w historii polskiego futbolu (ok. 900 tys. euro rocznie) już tak doradcom nie ufał i jako pierwszy w historii wprowadził biało-czerwonych do finałów mistrzostw Europy. Na turnieju w Austrii i Szwajcarii sukcesu nie odniósł, mimo to prezes Listkiewicz nie pozbawił go posady. Zrobił to dopiero jego następca Grzegorz Lato, ale dopiero wtedy, gdy nasz zespół stracił szanse na awans do MŚ 2010 w RPA. Eliminacje dokończył Stefan Majewski, który na dzień dobry 10 października 2009 roku przegrał z Czechami 0:2.

Polska już wtedy miała zapewniony udział w kolejnych finałach mistrzostw Europy, jako współgospodarz turnieju. Prezes Lato na selekcjonera wybrał Franciszka Smudę i jak się potem okazało, był to wybór kompletnie nietrafiony. Nowy trener kadry zadebiutował 14 listopada 2009 roku, a biało-czerwoni pod jego wodzą przegrali u siebie z Rumunią 0:1. Co było potem wciąż doskonale pamiętamy.

 

Debiut Brzęczka: 7 września 2018

Po dymisji Smudy Lato funkcję selekcjonera powierzył Waldemarowi Fornalikowi, ale on też zaczął pracę z kadrą od porażki, przegrywając 15 sierpnia 2012 roku na wyjeździe ze słabiutką Estonią 0:1. Fornalik nie zdołał wywalczyć awansu do mistrzostw świata 2014 roku w Brazylii, a że prezesem był już wtedy nie Lato, tylko Boniek, było oczywiste iż na posadzie się nie utrzyma. Miejsce Fornalika zajął Adam Nawałka i na początku nic nie zapowiadało, że reprezentacja pod jego wodzą awansuje do Euro 2016, gdzie dojdzie aż do ćwierćfinału, a potem w cuglach wygra też eliminacje do mistrzostw świata 2018 roku w Rosji. Nawałka w roli selekcjonera zadebiutował 15 listopada 2013 roku, a zestawiony przez niego zespół przegrał we Wrocławiu w żenującym stylu ze Słowacją 1:3. Dla Jerzego Brzęczka pamiętną datą będzie 7 września 2018 roku, bo tego dnia w Bolonii zadebiutuje jako selekcjoner biało-czerwonych w spotkaniu z Włochami o pierwsze punkty w rozgrywkach Ligi Europy.

 

Włosi już czekają na reprezentację Polski

Trener reprezentacji Włoch Roberto Mancini powołał kadrę na mecz z Polską. Nie zabrakło w niej żadnego z najlepszych obecnie włoskich graczy.

 

Kadra na mecz z Polską.

Bramkarze: Alessio Cragno (Cagliari Calcio), Gianluigi Donnarumma (AC Milan), Mattia Perin (Juventus Turyn), Salvatore Sirigu (AC Torino).
Obrońcy: Cristiano Biraghi (ACF Fiorentina), Leonardo Bonucci (Juventus Turyn), Mattia Caldara (AC Milan), Giorgio Chiellini (Juventus Turyn), Domenico Criscito (Genoa), Emerson Palmieri (Chelsea Londyn, Anglia), Manuel Lazzari (SPAL 2013), Alessio Romagnoli (AC Milan), Daniele Rugani (Juventus Turyn), Davide Zappacosta (Chelsea Londyn, Anglia).
Pomocnicy: Nicolò Barella (Cagliari Calcio), Marco Benassi (ACF Fiorentina), Bryan Cristante (AS Roma), Roberto Gagliardini (Inter Mediolan), Jorginho (Chelsea Londyn, Anglia), Lorenzo Pellegrini (AS Roma), Nicolò Zaniolo (AS Roma).
Napastnicy: Mario Balotelli (OGC Nice, Francja), Andrea Belotti (AC Torino), Domenico Berardi (US Sassuolo Calcio), Federico Bernardeschi (Juventus Turyn), Giacomo Bonaventura (AC Milan), Federico Chiesa (ACF Fiorentina), Ciro Immobile (Lazio Rzym), Lorenzo Insigne (SSC Napoli), Pietro Pellegri (AS Monaco, Monako), Simone Zaza (AC Torino).