Wciąż nie chcą płacić

Nie pomagają różne metody, wymyślane przez nasze państwo przeciwko niesolidnym alimenciarzom. Trzeba na własną rękę walczyć z nimi o należne pieniądze.

 

Przypadki, gdy były partner uchyla się od obowiązku alimentacyjnego, nie są rzadkie. Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, skala problemu wzrosła w ciągu pierwszego półrocza 2018 r. Łączne zaległości w płaceniu alimentów na dzieci wynoszą blisko 11,9 mld zł i dotyczą prawie 319 tys. osób. Średnio na jednego dłużnika alimentacyjnego przypada ponad 37 tys. zł zaległości. Nie oznacza to jednak, że odzyskanie przyznanych przez sąd pieniędzy jest zupełnie niemożliwe.
Jak podaje Stowarzyszenie „Alimenty to nie prezenty”, problem zaległych alimentów dotyka w Polsce ponad 1 mln dzieci. Gdy zobowiązany rodzic nie płaci, ciężar utrzymania rodziny spoczywa na jednej osobie. Nawet miesiąc opóźnienia lub braku płatności może oznaczać początek problemów finansowych dla rodzica, który sprawuje realną opiekę nad dzieckiem.
Pierwszym z kroków, jakie należy podjąć w takiej sytuacji, jest próba polubownego rozwiązania sprawy.
– Przedstawmy byłemu mężowi lub żonie, na jak wysoką sumę zalega i wyznaczmy nowy termin na przekazanie środków. Niestety, zdarza się, że po rozwodzie mamy utrudniony kontakt z eks-partnerem. Wtedy o pomoc możemy poprosić firmę windykacyjną. Jest to wskazane, jeżeli drugi rodzic unika wszelkiego kontaktu. Firma windykacyjna podejmie się za nas mediacji z dłużnikiem alimentacyjnym – mówi radca prawny Agnieszka Chechelska-Wrześniak.
Jeśli mimo to były partner nie płaci alimentów przez dłuższy okres i unika polubownych rozwiązań, pozostaje nam oddanie sprawy do sądu i skorzystanie z pomocy komornika. Decyzja sądu, czyli wydany tytuł wykonawczy oraz sporządzony wniosek są podstawą do wszczęcia przez komornika egzekucji z majątku dłużnika. Komornik podejmuje wtedy działania, które mają na celu odzyskanie należności, zajmując np. do 60 proc. wynagrodzenia niepłacącego rodzica, z której pokrywane są roszczenia.
–W przypadku alimenciarzy posiadających legalne zatrudnienie, możliwe jest także złożenie bezpośrednio u pracodawcy wniosku o potrącenie wierzytelności alimentacyjnych zgodnie z tytułem wykonawczym. Wówczas pracodawca potrąca z pensji dłużnika zasądzoną kwotę i wypłaca ją osobie, która ma ustalone prawo do alimentów – dodaje radca Agnieszka Chechelska-Wrześniak.
Mając prawomocny wyrok sądu, nakazujący wypłacenie zaległych alimentów, można wpisać dłużnika do Krajowego Rejestru Długów. Osoba na takiej liście staje się niewiarygodnym kredytobiorcą w oczach banku i to będzie mieć nie tylko problem z zaciągnięciem kredytu, ale nawet z zakupami na raty. Gdy egzekucja komornicza jest bezskuteczna, można starać się o świadczenie alimentacyjne. Prawo do niego ma jednak wąska grupa rodziców, którzy znajdują się w szczególnej trudnej sytuacji finansowej (dochód na jednego członka rodziny nieprzekraczający 725 zł).

Alimenciarz na smyczy

Pracodawcy RP nie chcą odpowiadać za zaległości alimentacyjne swoich pracowników.

 

Co można zarzucić Zbigniewowi Ziobrze w jego walce z alimenciarzami? Na pewno nie to, że ukrzywdzi pracodawców. Jeśli już, to fakt, że dotychczasowe reformy dotyczyły głównie dłużników związanych z Fundusze Alimentacyjnym.
Dłużników z Funduszu ścigać łatwiej, bo de facto są oni dłużnikiem państwa. Fundusz bierze na siebie niejako rolę pośrednika – płaci dziecku ze swojej kieszeni, a od tatusia (w 90 proc. to mężczyzna) egzekwuje, jeśli trzeba – nawet karą pozbawienia wolności. Gorzej jest z tymi, gdzie zarobki matki są wyższe, tam zostawał tylko komornik. I nawet jeśli coś zajął, to kombinator potrafił wziąć kasę „do łapy”, albo strategicznie przepisać majątek na matkę czy nową partnerkę.
To takie praktyki Ziobro wziął na celownik – i straszy, że zaległości będzie egzekwować od pracodawców. Ci oczywiście słusznie podnoszą, że alimenty mają charakter osobisty, a zatrudniający z tytułu zatrudniania może ponosić odpowiedzialność jedynie za łamanie prawa pracy. I zapewne w projektowanej ustawie dostaną możliwość wykazania na drodze sądowej, że zatrudniając pana X, nie współuczestniczyli w procederze ukrywania przez niego dochodów przed dzieckiem lub dziećmi – i w takich przypadkach nie staną się współdłużnikami cywilnymi.
Ministerstwo szuka również pola dla rozwiązania problemu dłużników alimentacyjnych wymawiających się bezrobociem. Tym razem stosowną ustawę przygotować ma resort Rafalskiej. Magicznym sposobem na alimenciarzy bez zajęcia mają być roboty publiczne – na organizatora ma zostać nałożony obowiązek zatrudniania dłużników w pierwszej kolejności.
To działania, za które należy rząd PiS pochwalić. Trzeba jednak uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą, ponieważ pracodawcy, mając nad sobą groźbę automatycznego współdzielenia czyjegoś prywatnego długu, po prostu przestaną alimenciarzy zatrudniać w ogóle, co spowoduje błędne koło rzeczywistego braku dochodów i możliwości wywiązania się z zaległości.
Jak jednak walczyć ze zmową szef-alimenciarz? Pomysł Ziobry z pewnością wymaga doprecyzowania, tak aby namierzać rzeczywistych kombinatorów, pomagających omijać komornika i Fundusz. Pracodawcy powinni mieć wgląd w zadłużenie człowieka, którego zatrudniają. Tylko w ten sposób zniknie społeczne przyzwolenie na uchylanie się od łożenia na własne dziecko.