Święta bez stresu

W tych szczególnych dniach czasem puszczają nam nerwy i zdarzają się sytuacje niemiłe, a nawet tragiczne (statystyki samobójstw zwykle rosną w okolicy Bożego Narodzenia). Postarajmy się, by do nich nie dochodziło.

Nikt z nas nie lubi być zestresowany,. Stres nie tylko zabiera nam pogodę ducha i radość życia, ale również odgrywa jedną z kluczowych ról w powstawaniu wielu chorób. Eksperci oceniają, że aż 85 – 90 proc. wszystkich chorób ma związek ze stresem.
Z drugiej strony w wielu sytuacjach postrzegamy stres pozytywnie jako czynnik mobilizujący i dopingujący.
Doktor Hans Selye w latach pięćdziesiątych jako pierwszy spopularyzował termin „stres”. Nazwał nim „niespecyficzną reakcję na bodziec fizyczny lub psychologiczny, stanowiący zagrożenie lub postrzegany jako zagrożenie”.
Inny znany badacz stresu, dr. Richard Lazarus, w latach sześćdziesiątych definiował pojęcie stresu jako reakcję pomiędzy osobą, a jej otoczeniem: „bodziec – osobowość – reakcja”.
Z kolei dr. Seligman, na podstawie swoich badań stwierdził: „To nie potencjalny stresor, ale sposób w jaki jest postrzegany i jak sobie z nim radzisz, będzie determinował powstawanie stresu bądź nie.”

Można z tym walczyć

Jak sobie radzić ze stresem? Krok pierwszy to zauważenie sygnałów, jakie nam wysyła umysł i ciało. Jest to warunek konieczny, bo nie można wpływać i kontrolować czegoś, czego się nie zauważa.
Krok drugi to określenie, co jest czynnikiem powodującym stres (czyli stresorem), a następnie zdefiniowanie czy jest to stresor konieczny czy do uniknięcia.
Co to znaczy? Otóż załóżmy przykładowo, stresuję się, że gdzieś się spóźnię. Chcę być punktualna, ale mam problem ze wstawaniem rano. Wstaję na ostatnią chwilę, a później podniesione tętno, ciśnienie, nie wiem gdzie zaparkować, tragedia…. Czy to jest stres konieczny?
Oczywiście, że nie. Mogę kupić kilka budzików, poprosić męża, żeby mnie skutecznie obudził, etc. W przypadku stresu możliwego do uniknięcia, właściwym podejściem jest unikanie lub likwidacja stresora.
Inną sytuacją jest, gdy ktoś bliski cierpi na ciężką, nieuleczalną chorobę, wymaga bardzo konkretnej, ustawicznej opieki albo gdy sami jesteśmy chorzy na chorobę przewlekłą np. cukrzycę lub urodziliśmy się z konkretną wadą fizyczną. Tu mamy do czynienie ze stresorem koniecznym. Z nim samym nie mogę nic zrobić, ale ze stresem zdecydowanie tak.
To, jaki stres będę przeżywać w związku z tą sytuacją jest pochodną mojej wewnętrznej narracji i sposobu myślenia. W dużym stopniu, nawet przy stresorze koniecznym, mamy wybór: czy tkwić w negatywnej narracji, która nic nie zmienia , tylko wręcz pogarsza sytuację, czy też zaakceptować sytuację na którą jesteśmy skazani i zmienić jej postrzeganie. Chęć zmiany jest pochodną tego, na ile mamy świadomość destrukcji w jakiej tkwimy, na ile ważne jest dla nas własne zdrowie i komfort życia i wreszcie, na ile chcemy się zaangażować w odwrócenie wzorców własnego myślenia. Często wymaga to systematycznego wysiłku.
Zmiana długo rozwijanych nawyków myślowych jest niełatwa, ale absolutnie możliwa. Mózg jest neuroplastyczny i otwarty na zmiany w przypadku świadomej i celowej pracy z nim. To dynamiczny organ, który się przekształca i modeluje przez całe nasze życie pod wpływem doświadczeń, bodźców zewnętrznych, myśli pozytywnych i negatywnych – w znacznie większym stopniu niż wcześniej zakładano.

Umysł i ciało

Techniki relaksacyjne to warunek konieczny sukcesu w walce ze stresem. Należy zaprzyjaźnić się z wybranymi technikami jego redukcji, takimi które nam odpowiadają i które będziemy systematycznie praktykować. Nie wymagają one dużej ilości czasu i jeśli tylko są regularnie stosowane, dają bardzo dobre efekty.
Techniki umysł – ciało katalizują proces zdrowienia, pomagają w osiąganiu relaksacji w sposób bezpieczny i efektywny, budują poczucie własnej skuteczności i sprawowania kontroli w relacjach z samym sobą i środowiskiem. Wyzwalają one w organiźmie odpowiedź relaksacyjną, czyli takie zmiany fizjologiczne, jak spadek zużycia tlenu, spadek częstotliwości oddychania i bicia serca, wzrost oporności skóry oraz zwiększenie w mózgu aktywności fal typu alfa.
Są to zmiany przeciwstawne do tego, co się dzieje w organizmie, gdy jest w stanie stresu (większe zużycie tlenu, szybsze tętno, wyższe ciśnienie, wzrost napięcia mięśniowego, mniejsza oporność skóry, podniesienie poziomu glukozy, produkcja cytokin prozapalnych, zmiany w układzie immunologicznym). Jakie techniki zastosować? Wybór mamy bardzo duży: ćwiczenia oddechowe, medytacja, joga, trening autogeniczny, trening uważności, progresywna relaksacja mięśniowa, Tai Chi, hipnoza kliniczna, sterowana wyobraźnia (wizualizacja), muzykoterapia.
Stosując dowolnie wybraną technikę uruchamiamy tę samą odpowiedź relaksacyjną. Ważne jest, by wybrać to co nam najbardziej odpowiada – i regularnie stosować. Efekty potrafią być spektakularne, ale trzeba urealnić własne oczekiwania. Pozytywny wpływ technik relaksacyjnych wiąże się z regularnością. Motywacja i samodyscyplina są tutaj kluczowe.
Niezależnie czy borykamy się z trudnym i koniecznym stresorem, czy tylko męczy nas codzienne tempo i bieżące sprawy, znajdźmy swoja metodę. Samoświadomość, motywacja i systematyczność to kluczowe czynniki, które pomogą nam w walce z nadmiernym stresem. Jeżeli będziemy mieć odpowiednio silne „dlaczego” to znajdziemy każde „jak”.

To, co nam zagraża

Definicja stresu autorstwa dr. Hansa Seyle wymienia czynniki stanowiące zagrożenie – i te, które są postrzegane jako zagrożenie. Jaka jest różnica?
Otóż, stanowiący zagrożenie stresor, czyli np. trzęsienie ziemi, sam w sobie jest zagrażający życiu. W takiej sytuacji cała kaskada rekcji fizycznych i biochemicznych uruchamia się w organizmie automatycznie. Tu nie ma miejsca na racjonalne analizy, wszystko dzieje się w ułamkach sekundy, poza naszą wolą (tzw. „niska ścieżka”).
Dla odmiany wyobraźmy sobie sytuację, że idziemy sami pustą ulicą, a naprzeciw zbliża się duży pies, (rasy, która jest na liście niebezpiecznych). Idzie spokojnie, ale właściciela nie widać. Gdy na warsztatach zadaję pytanie, kto się zestresuje tym faktem? – przeważnie pięćdziesiąt, sześćdziesiąt procent grupy podnosi rękę. Dlaczego? „Pogryzł mnie pies, nie lubię psów, boję się psów” – padają różne odpowiedzi. A dlaczego pozostali się nie zestresują? – pytam. „Zawsze miałam psy, lubię psy, podejdę i pogłaszczę”. Konkluzja. To nie pies, tylko to co o nim myślimy, uruchamia stres bądź nie.
Zrozumienie mechanizmu zdrowej adaptacji i odróżnienie prawidłowego, fizjologicznego reagowania na codzienne sytuacje i zdarzenia, od nadmiernej odpowiedzi naszego układu współczulnego jest bardzo ważne dla zdrowia i dobrostanu każdego z nas.
Większość sytuacji, które określamy jako stresujące, tak naprawdę nie zagraża ani naszemu życiu, ani zdrowiu i funkcjonowaniu. To nie obiektywne zagrożenie, ale nasze postrzeganie i interpretacja determinują skalę stresu, którego doświadczamy. To, co jednych wyprowadza z równowagi i nie pozwala przejść do porządku dziennego, na innych może nie robić większego wrażenia.
Wbrew pozorom, bardzo częstymi przyczynami nadmiernego stresu nie są wielkie nieszczęścia, ale codzienne zdarzenia – pośpiech, nadmiar obowiązków, duże wymagania wobec siebie, napięcie w pracy, kłótnie w domu, finanse, komunikacja z innymi, etc. – zauważa portal dozdrowia.com.pl.
Tak więc, w większości sytuacji stres jest zjawiskiem zależnym od postrzegania stresora. Obejmuje z jednej strony czynnik – a z drugiej strony naszą reakcję na ten czynnik. To daje już nam pewne możliwości kontroli, ponieważ jeśli tylko chcemy, mamy wpływ na procesy myślowe dziejące się w głowie.

Wróg ale i przyjaciel

Warto sobie uzmysłowić, że prawidłowa reakcja organizmu na czynniki zagrażające jest naszą zdobyczą ewolucyjną.
Odpowiedź organizmu, kontrolowana przez układ współczulny, odgrywa konieczną i ważną rolę w adaptacji do środowiska, w którym żyjemy. W sytuacjach bezpośredniego zagrożenia uruchamia rezerwy, które pozwalają nam lepiej poradzić sobie z tym zagrożeniem, czy wręcz przetrwać (np. ucieczka przed napastnikiem w olimpijskim tempie).
W wielu innych sytuacjach, jako reakcja adaptacyjna uruchomiona na odpowiednim poziomie, stres pozwala nam zrobić coś lepiej, szybciej, bardziej efektywnie. Już Selye zaproponował oznaczenie dwóch terminów: „eustres”, czyli dobry stres i „distres” czyli zły stres. Stres dobry działa jak silny mobilizator, doskonała podnieta. Umożliwia mobilizację i efektywne działanie. Budzi w nas czujność, modyfikuje funkcjonowanie naszego organizmu poprzez zmiany fizjologiczne i psychologiczne. Osoba pod wpływem stresu czuje się w stanie zapanować nad sytuacją, dzięki czemu niezależnie od natury zagrożenia podejmuje działanie.
Wydatki energetyczne i zmiany zachodzące w organizmie podczas stresu wymagają kolejnej, niezbędnej fazy, wyciszenia i demobilizacji, zrelaksowania i powrotu do normy. Gdy tylko stwierdzimy, że niebezpieczeństwo minęło, mózg przestaje wysyłać sygnały alarmowe i w około trzy minuty po ustaniu sygnałów reakcja obronna wygasa.
Ten mechanizm nazwany przez Herberta Bensona w 1975 roku reakcją relaksacyjną, jest konieczny, aby stres był dla nas dobry i abyśmy mogli czerpać korzyści z jego istnienia.
Stres zły to stres długoterminowy, nadmierny, patologiczny. Bez względu na konkretne przyczyny lub ich brak, stres długofalowy, bez fazy rozładowania, działa bardzo destrukcyjne na organizm.
Stres taki może być uzasadniony, czyli istnieje konkretna przyczyna – ale ze względu na długi czas trwania i brak możliwości rozładowania będzie fizycznie i psychicznie wyczerpujący (lęk przed śmiercią bliskiej osoby lub własną w obliczu nieuleczalnej choroby, wojna, itd.).
Bardzo często jednak mamy do czynienia ze stresem nieuzasadnionym (własne myśli, interpretacje, projekcje, zamartwianie się, etc.). Cytując Dr Henri Pulla: „Liczba źródeł stresu wzrosła niepomiernie, pojawiły się nowe, ukryte i bardziej złożone, wypływające z przyczyn tak skomplikowanych, że ludzie często znajdują się w permanentnym stanie reakcji alarmowej, niepołączonej z żadnym faktycznym powodem jego istnienia”. W takim przypadku mówimy o stresie biernym.

Stres to zdrowie?

Jaki jest wpływ stresu na organizm? Otóż w stresie, w organizmie zachodzi wiele zmian (m.in. zmiany poziomów neurotransmiterów, wpływ na poziomy glikosterydów i katecholamin, stymulacja prozapalnych cytokin, zmiany metaboliczne, wzrost glukoneogenezy i uwalniania glukozy, zmiany przepuszczalności błon komórkowych, zmiany w obrębie układu immunologicznego, zmiana ukrwienia narządów, zmiana sposobu oddychania – oddychania przez usta, z uruchomieniem górnej części klatki piersiowej i dodatkowych mięśni oddechowych).
Chroniczny stres i brak adekwatnej odpowiedzi relaksacyjnej, doprowadzają na przestrzeni czasu do kumulacji negatywnych zmian w tkankach i narządach, które z kolei prowadzą do różnorakich zaburzeń i konkretnych chorób, zarówno ostrych (np. reakcje alergiczne, astma, egzema, skoki ciśnienia, zaburzenia trawienia, migrena, psychozy, ból) jak i przewlekłych (np. zaburzenia lękowe, choroby autoimmunologiczne, problemy z planowaniem i podejmowaniem decyzji, choroby układu naczyniowego, nadciśnienie, depresja, zespół jelita drażliwego, otyłość, zespół metaboliczny, neuronaczyniowe choroby degeneracyjne, zredukowana płodność, zespół policystycznych jajników, zaburzenia snu).
Kwestia podejścia
Warto pamiętać, że w większości sytuacji stres jest zjawiskiem umysłowym, będące pochodną tego jak interpretujemy to, co nam się w życiu przydarza. Szacuje się, że aktywność około 80 proc. genów, zależy od sumy wielu czynników, wśród których psychika wydaje się być w czołówce. W dalszej kolejności to styl życia, dieta, zanieczyszczenia środowiska, itd.
Wyniki bardzo ciekawego badania pt. „Mentalattitudeto cancer” opublikowano w Lancecie w 1985 roku. Do badania zaproszono pięćdziesiąt siedem kobiet z tym samym typem raka piersi. Celem badania była obserwacja wpływu typu psychiki na przebieg choroby.
Na podstawie testów psychologicznych kobiety zaklasyfikowano do czterech grup: walczącej, wypierającej chorobę (gdzie dominowało podejście “spokojnie, jakoś to będzie”), stoickiej (“mam taki nowotwór, z nim się średnio tyle żyje”) i depresyjnej (w której dominował brak poczucia wiary i wpływu na cokolwiek).
Po pięciu latach okazało się, że w większości przeżywały osoby z grupy walczącej i wypierającej. Po dziesięciu latach żyło około siedemdziesiąt procent kobiet z grupy walczącej, z przerzutami albo bez, ale żyło, pięćdziesiąt procent z grupy wypierającej, dwadzieścia pięć z grupy stoickiej i tylko dwadzieścia z depresyjnej. To tylko jedno z setek badań pokazujących związek psychiki z ciałem.
Gdy chcemy szybko zredukować stres, polecam ćwiczenie oddechowe typu „deska ratunku”. Jeśli nagle znajdziemy się w bardzo stresującej sytuacji, kontrolujmy swój oddech w następujący sposób: oddychamy spokojnie tylko przez nos, usta zamknięte! Robimy trzy spokojne, małe wdechy i wydechy przez nos, a następnie po wydechu zatrzymujemy powietrze na 5 sekund, licząc w myślach: 5, 4, 3, 2, 1 – i powtarzamy to ćwiczenie przez 5 minut.

Polityka ponad prawem

Ludzie w togach z czerwonymi żabotami muszą się przyzwyczaić, że przestają być strażnikami praworządności, zaś stają się strażnikami interesów ekipy rządzącej w naszym kraju.

Istnieją dwa główne zagrożenia dla właściwego funkcjonowania prokuratury w Polsce. Związane są one z nadużywaniem mechanizmów dyscyplinarnych w prokuraturze, na co pozwala obecne prawo, obowiązujące od 2016 r.
Po pierwsze, chodzi o przekazanie władzy nad prokuraturą w ręce jednej osoby – Prokuratora Generalnego, również aktywnie działającego polityka Ministra Sprawiedliwości. To powoduje, że w pełni może on uzależnić od swoich decyzji los zawodowy poszczególnych prokuratorów.
Drugim z zagrożeń jest nadużywanie obowiązujących przepisów o odpowiedzialności dyscyplinarnej i wykorzystywanie ich do karania prokuratorów nieposłusznych władzy.
Działania, które mają wywoływać pełne posłuszeństwo podwładnych, prowadzą zaś do słusznych obaw o rzetelność i niezależność postępowań prowadzonych wobec obywateli.

W jednym ręku

Ustawa z dnia 28 stycznia 2016 r. Prawo o prokuraturze, uchwalona głosami PiS przekazała władzę w prokuraturze w ręce jednej osoby – Prokuratora Generalnego i zarazem Ministra Sprawiedliwości.
Jak wskazuje w swoim raporcie Forum Obywatelskiego Rozwoju, te zmiany stworzyły dodatkowe narzędzia do wywierania nacisku na podwładnych prokuratorów.
Szeroka ingerencja Prokuratora Generalnego w toczące się postępowania przedsądowe, w tym wzmocnienie władzy szefa prokuratury do przenoszenia spraw, daje też możliwość ścigania niewygodnych dla władzy osób oraz umarzania postępowań wobec tych, którzy są władzy potrzebni lub jej sprzyjają.
Prokurator Generalny zyskał możliwość przenoszenia toczących się już postępowań, pomiędzy prokuratorami. Nie wymaga to szczególnego uzasadnienia, jak było to w poprzednio obowiązującym porządku prawnym. Wystarczy pisemna decyzja prokuratora przełożonego. Oznacza to, że Prokurator Generalny może dokonać tego rodzaju ingerencji w każdej sprawie prowadzonej przez każdego prokuratora.
Na przykład, przeniesione zostało postępowanie przeciwko prezesowi Zarządu Orlen S.A. Danielowi Obajtkowi za spowodowanie szkody w zarządzanej spółce i osiągnięcie korzyści majątkowej oraz o przyjęcie łapówki. Postępowanie wszczął w 2016 r. prokurator Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, po czym sprawa została przekazana krakowskiemu wydziałowi zamiejscowemu Prokuratury Krajowej, gdzie została umorzona przez prokuratora Tomasza Dudka.
Sprawa przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego, który zażądał od biznesmena Leszka Czarneckiego łapówki trafiła do katowickiego wydziału Prokuratury Krajowej. Nie trafiła do warszawskiej prokuratury, chociaż miejscem zdarzenia oraz przebywania świadków jest właśnie Warszawa.

Kijem i marchewką

Na mocy obecnie obowiązującej ustawy prokurator przełożony, w tym zwłaszcza Prokurator Generalny może ingerować w decyzje podejmowane przez prokuratora w określonej sprawie karnej, ale także w sprawie cywilnej oraz administracyjnej, jeżeli prokurator zgłosi w nich swój udział.
Mowa tu na przykład o poleceniu wszczęcia postępowania wyjaśniającego, skierowaniu wniosku o zastosowanie aresztu tymczasowego wobec podejrzanego lub też skierowaniu aktu oskarżenia do sądu, podczas gdy prokurator w wyniku śledztwa nie widzi do tego przesłanek.
Poprzednio obowiązująca ustawa dopuszczała taką ingerencję wyłącznie ze strony bezpośrednich przełożonych. W przypadku prokuratorów niższych szczebli nie mógł to być Prokurator Generalny.
Obecny mechanizm stanowi narzędzie do naciskania prokuratorów, aby podejmowali działania zgodne z wolą i oczekiwaniem władz prokuratury, zwłaszcza Prokuratora Generalnego.
Ponadto, w związku z połączeniem urzędów Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego można też dziś mówić o związanych z tym nadużyciach i wykorzystywaniu pozycji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego do realizacji zarówno celów prywatnych, jak i partyjnych.
Widać to zwłaszcza w kontekście karania prokuratorów i sędziów za decyzje podjęte wbrew woli lub oczekiwaniom przełożonych i partii rządzącej.
Jednym z przykładów może być osoba prokuratora Mariusza Krasonia, który 8 lipca br został oddelegowany z Prokuratury Regionalnej w Krakowie do odległej o prawie 300 km i niższej o dwa szczeble w hierarchii Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu. Jako przyczynę przeniesienia Komitet Obrony Sprawiedliwości KOS wskazuje zainicjowanie przez prokuratora Krasonia w maju 2019 r. uchwały Zgromadzenia Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Uchwała ta sygnalizowała m.in. ograniczanie niezależności prokuratorów.
Ustawa wprowadzająca zmienione Prawo o prokuraturze z 2016 r. umożliwiła degradację z najwyższych stanowisk prokuratorskich wykwalifikowanych prokuratorów z dużym doświadczeniem zawodowym. Na ich miejsca, do prokuratur pod zmienionymi nazwami, awansowano prokuratorów często z najniższego szczebla. Tym sposobem zdegradowano blisko jedną trzecią prokuratorów byłej Prokuratury Generalnej oraz byłych prokuratur apelacyjnych.
Mechanizm nagradzania i awansów, to kolejne narzędzie do wywierania presji przez władze prokuratury na podległych im prokuratorach. Obecnie możliwe jest awansowanie prokuratora z najniższego szczebla prokuratury do nawet najwyższego. Tym bardziej, że od 4 marca 2016 r., tj. od wejścia w życie ustawy Prawo o prokuraturze Prokurator Generalny ustala rodzaje wyróżnień i nagród oraz tryb ich przyznawania.
Przed nowelizacją nie było podobnej regulacji. Tą zmianą zniesiono również kadencyjność na stanowiskach kierowniczych w prokuraturze. Pomijane są też konkursy na stanowisko prokuratora rejonowego, a rola samorządu prokuratorskiego w tym zakresie uległa osłabieniu.
Ustawa dopuszcza pominięcie konkursu „w szczególnie uzasadnionych przypadkach”, wówczas na stanowisko powołuje się kandydata wskazanego we wniosku Prokuratora Krajowego. W ten sposób Prokurator Generalny może dowolnie sterować polityką kadrową w prokuraturze.
Prokurator Generalny, na wniosek Prokuratora Krajowego, powołuje i odwołuje szefów prokuratur regionalnych, okręgowych i rejonowych.
Przykładem choćby prokurator Katarzyna Fedeńczuk (powołana na stanowisko prokuratora Prokuratury Regionalnej w Lublinie po 41 dniach od powołania jej na stanowisko prokuratora Prokuratury Okręgowej w Lublinie), prok. Paweł Wilkoszewski (był prokuratorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz asystentem Zbigniewa Ziobry. Po niespełna 13 miesiącach został powołany na stanowisko prokuratora Prokuratury Regionalnej w Warszawie i oddelegowany do Prokuratury Krajowej), czy prok. Agata Gałuszka-Górska (do Prokuratury Krajowej awansowała z pominięciem bezpośrednio niższego stanowiska prokuratora prokuratury regionalnej. Obecnie jest zastępcą Prokuratora Krajowego).

Macie robić to co się wam każe

Oprócz wymienionych zmian, narzędziem odgórnej presji są postępowania dyscyplinarne, na które ma wpływ Minister Sprawiedliwości jako Prokurator Generalny. Powołuje on przewodniczącego i zastępcę przewodniczącego Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym oraz rzeczników dyscyplinarnych, którzy są oskarżycielami w postępowaniach dyscyplinarnych prokuratorów. Prokurator Generalny może też zażądać wszczęcia postępowania wyjaśniającego wobec konkretnego prokuratora.
To zwiększenie władzy wykorzystywane jest do karania nieposłusznych władzy prokuratorów i wpływania na ich decyzje. Może to więc budzić obawy o prawidłowy przebieg postępowań przedsądowych i sądowych.
Na dodatek, krytycznie należy ocenić ostatni z etapów postępowania dyscyplinarnego prokuratorów, jakim jest postępowanie przed Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Składa się ona obecnie wyłącznie z nowo powołanych osób, których zaopiniowała nowa Krajowa Rada Sądownictwa, zdominowana przez nominatów partii rządzącej, a powołał prezydent Andrzej Duda. Zatem trudno mówić o jej niezależności.
Najbardziej powszechną działalnością w zakresie edukacji, którą prowadzą osoby wykonujące zawody prawnicze są lekcje o Konstytucji. Ich celem jest przybliżanie tego najważniejszego w Polsce aktu prawnego obywatelom w różnym wieku, aby mogli świadomie korzystać z przepisów tam zawartych. Jednak taka działalność, zarówno w przypadku prokuratorów, jak i sędziów traktowana jest przez obecne władze państwowe (czyli PiS) jako działalność naruszająca zasady godności i etyki zawodów prawniczych.
Kolejna szkodliwa zmiana, jaką wprowadziła ustawa Prawo o prokuraturze z 2016 roku, polega na wyłączeniu odpowiedzialności w przypadku działania prokuratora „wyłącznie w interesie społecznym”. Tak niejasne sformułowanie daje możliwość nadużyć w tym zakresie i „podciągnięcia” wszystkich działań na korzyść władzy jako te realizowane w interesie społecznym. Faktyczny interes społeczny może nie mieć znaczenia. Sprawa prokuratora, który dopuścił się takiego nadużycia może w ogóle nie trafić do sądu dyscyplinarnego.
Nowa ustawa nie rozwiązała, a wręcz pogłębiła problem odpowiedzialności prokuratorów za działanie na szkodę prokuratury i społeczeństwa. Wszystkie błędne decyzje, zwłaszcza te podjęte pod naciskiem przełożonych negatywnie wpływają na życie niesłusznie oskarżonych oraz ofiar sprawców, którzy nigdy nie zostaną postawieni w stan oskarżenia. Nie niosą natomiast konsekwencji dla prokuratorów podejmujących błędne decyzje.
W kontekście wszystkich wymienionych powyżej zmian należy dopatrywać się chęci wpływania na zachowania i działania prokuratorów. Silny wpływ władzy na ich decyzje może prowadzić do ściągania niewinnych osób – lub nieścigania winnych.

Przedwyborcza obniżka podatku dochodowego

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy obniżający podstawową stawkę podatku dochodowego od osób fizycznych z 18 do 17 proc. Niższa stawka PIT dotyczyć będzie dochodów uzyskanych w 2020 r. Podniesione zostaną również koszty uzyskania przychodów dla pracowników. Zmiany w zdecydowanej większości przysłużą się najmniej zarabiającym, to jest tym, których dochody nie przekraczają w skali roku 85 528,00 zł. Pewne korzyści osiągną także osoby piastujące funkcje korporacyjne, a więc zasadniczo zaliczane do grupy bardziej zamożnej.

Chodzi przede wszystkim o członków zarządów czy osoby zatrudnione na tzw. kontraktach menadżerskich. Podwyższenie kosztów uzyskania przychodów obejmie nie tylko stosunek pracy, lecz także przychody z osobiście wykonywanej działalności przez osoby należące do składu zarządów, rad nadzorczych, komisji lub innych organów stanowiących osób prawnych, a także zarządzające przedsiębiorstwem. Zgodnie bowiem z art. 22 ust. 9 pkt 5 ustawy o PIT do pewnych kategorii przychodów z działalności wykonywanej osobiście stosuje się odpowiednio koszty pracownicze.

Jak zauważa BCC, niepokojące jest to, że te zmiany nie są adresowane do przedsiębiorców i osób dających zatrudnienie. Większą wagę przywiązuje się więc do pozyskania kolejnych wyborców niż stymulowania polskiej gospodarki czy zachęcania firm do inwestowania. Nie można również przejść obojętnie obok skutków, za które zapłacą wszyscy, to znaczy szacowanych na 10 miliardów złotych rocznych kosztów związanych z wejściem w życie proponowanych zmian. Kwota ta może również okazać się większa, co tym bardziej rodzi pytanie, czy staliśmy się już na tyle bogatym krajem, żeby sobie pozwolić na taki spadek wpływów budżetowych przy kosmetycznych różnicach jednostkowych?

Zmiany mogą także uderzyć w samorządy terytorialne, a lakoniczna treść uzasadnienia projektu ustawy zmieniającej nie wskazuje, w jaki sposób rząd zrekompensuje jednostkom samorządu terytorialnego mniejsze wpływy z podatków.

Zmienia się polska kolej

Stanowisko grupy PKP odnoszące się do artykułu w Dzienniku Trybuna.

 

W nawiązaniu do artykułu „PKP mają mniej pasażerów”, który został opublikowany 8 sierpnia br. w Dzienniku Trybuna, przesyłamy stanowisko Grupy PKP ze sprostowaniem informacji poruszanych w artykule. Bardzo proszę o uwzględnienie stanowiska w Państwa planach redakcyjnych.
Nieprawdą jest informacja, jakoby inwestycje kolejowe realizowane były niesprawnie i nie przynosiły wymiernych efektów. Grupa PKP prowadzi obecnie największy w historii program modernizacyjny. Wartość Krajowego Programu Kolejowego realizowanego przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. wynosi ponad 66 mld zł, czyli o ponad trzy razy więcej niż w poprzedniej perspektywie. Zmodernizowanych zostanie m.in. 9 tys. km torów oraz kilkadziesiąt stacji i przystanków np. w Krakowie, Jeleniej Górze, Lublinie, Legnicy, Szczecinie. Inwestycje realizowane w ramach KPK przyniosą konkretne, długotrwałe efekty. Będą to nie tylko krótsze czasy przejazdów, ale także lepszy dostęp do kolei dzięki nowym, wygodnym stacjom i przystankom oraz wyższy poziom bezpieczeństwa dzięki dwupoziomowym skrzyżowaniom i modernizacji przejazdów kolejowo-drogowych. Zapewniony będzie równomierny rozwój kolei m.in. dzięki projektom na Wschodzie Polski np. elektryfikacji trasy z Lublina do Stalowej Woli.
Krajowy Program Kolejowy już teraz zmienia polską kolej. W realizacji są już projekty o wartości ok. 32 mld zł – to ponad połowa wartości całego programu. Łącznie w ramach wszystkich programów unijnych w umowach o dofinansowanie zaalokowanych jest już ok 60% dostępnych środków UE.
Pozytywne zmiany na kolei widać nie tylko w obrębie infrastruktury torowo-peronowej, ale także na polskich dworcach. PKP S.A. realizuje obecnie program inwestycyjny, w ramach którego wybudowanych od podstaw lub zmodernizowanych zostanie około 200 obiektów na terenie całego kraju. Z odnowionych i bardziej funkcjonalnych dworców skorzystają zarówno pasażerowie w dużych miastach, jak i w mniejszych miejscowościach. Procesy inwestycyjne – na różnych poziomach zaawansowania – prowadzone są dla ponad 160 dworców, a wartość całego programu szacowana jest na około 1,5 mld zł.
W zwiększanie komfortu podróży stale inwestuje PKP Intercity. Spółka konsekwentnie realizuje największy program inwestycyjny w swojej historii, pod nazwą „PKP Intercity – Kolej Dużych Inwestycji”, który zakłada inwestycje na poziomie 7 mld zł. W sumie w ramach strategii do 2023 roku PKP Intercity zmodernizuje ponad 700 wagonów i kupi 185 nowych. Znajdą się wśród nich pojazdy przedziałowe i bezprzedziałowe, 1 i 2 klasy, gastronomiczne oraz do przewozu rowerów, wielofunkcyjne wagony Combi oraz wagony ze „Strefą Małego Podróżnika”. Ponadto pasażerowie skorzystają z 19 nowych i 14 zmodernizowanych elektrycznych zespołów trakcyjnych oraz dwóch składów typu push-pull. PKP Intercity kupi też 118 lokomotyw elektrycznych oraz spalinowych, a także zmodernizuje blisko 200 lokomotyw elektrycznych i spalinowych. Część lokomotyw, wagonów i EZT-ów będzie przystosowana do prędkości 200 km/h lub wyższej. W ramach strategii planowana jest również modernizacja 16 stacji postojowych. Po zakończeniu programu pociągi PKP Intercity będą zestawione w blisko 80 proc. z nowego lub zmodernizowanego taboru. Dodatkowo w każdym pociągu znajdzie się przestrzeń przystosowana dla osób poruszających się na wózkach oraz miejsce na rowery.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy bieżącego roku spółka podpisała kolejne umowy na zakup taboru – pod koniec lutego z Fabryką Pojazdów Szynowych H. Cegielski na zakup 55 nowoczesnych wagonów, a pod koniec maja z firmą NEWAG na zakup 20 nowych lokomotyw elektrycznych Griffin, z opcją na dodatkowe 10 pojazdów. Przewoźnik nie tylko kupuje nowy tabor, ale także modernizuje już posiadany. W kwietniu spółka podpisała trzy umowy z PESA Bydgoszcz, w ramach których producent zmodernizuje w sumie 223 wagony pasażerskie, z prawem opcji na kolejnych 112 wagonów. Narodowy przewoźnik zawarł także umowę na modernizację 10 wagonów 1. klasy z konsorcjum spółek działających razem jako Grupa PESA. Obecnie zostały ogłoszone i czekają na rozstrzygnięcie przetargi na zakup 12 nowych elektrycznych zespołów trakcyjnych jeżdżących z prędkością maksymalną 160 km/h, modernizacje 14 elektrycznych zespołów trakcyjnych serii ED74, 20 lokomotyw elektrycznych serii EU/EP07 do prędkości 160 km/h i 13 lokomotyw spalinowych manewrowych SM42. Dodatkowo jeszcze w 2018 roku ogłoszone mają zostać postępowania na zakup 10 lekkich lokomotyw manewrowych, montaż urządzeń pokładowych systemu ERTMS/ECTS w lokomotywach elektrycznych EU44 i modernizację 10 wagonów gastronomicznych.
Odnosząc się do wskazanego w artykule wskaźnika punktualności składów PKP Intercity, pragniemy wyjaśnić, że w dużej mierze opóźnienia są spowodowane wypadkami z udziałem osób postronnych i dzikiej zwierzyny oraz warunkami atmosferycznymi. Na statystyki opóźnień wpłynęły także zaistniałe usterki taboru czy urządzeń sterowania ruchem. Ponadto w kraju trwają intensywne prace modernizacyjne na liniach kolejowych, które również mają wpływ na czas przejazdu pociągów. Warto zauważyć, że w odróżnieniu od połączeń regionalnych, pociągi PKP IC pokonują nawet kilkaset kilometrów, przez co są bardziej narażone na ewentualne opóźnienia. Wobec tego zdarzenia, które występują lokalnie, często mają wpływ na ruch większości pociągów dalekobieżnych. Warto także zauważyć, że według pracy przewozowej, udział PKP IC wynosi ponad 50 proc. Oznacza to, że przewozi największą liczbę pasażerów na najdłuższych dystansach. To sprawia, że wszelkie zmiany statystyczne dotyczące czasu przejazdu, przy tej skali realizacji przewozów, będą bardziej widoczne, niż w przypadku innych przewoźników.
Pragniemy zapewnić, że w przypadku opóźnień pasażer ma prawo odbyć przejazd do stacji przeznaczenia innym pociągiem tej samej lub wyższej kategorii, bez uiszczania jakichkolwiek opłat, zaś w przypadku okoliczności uniemożliwiających wykonanie umowy przewozu, podróżny ma prawo do zwrotu pełnej kwoty uiszczonej za bilet. Pasażer może także odbyć podróż pociągiem innego przewoźnika w sytuacji opóźnienia, utraty połączenia, nieplanowanego odwołania pociągu.
Ponadto opisany w artykule spadek liczby pasażerów polskiej kolei w pierwszym półroczu 2018 r w porównaniu do pierwszego półrocza 2017 r dotyczy wszystkich przewoźników pasażerskich ogółem, nie zaś samego PKP Intercity, które odnotowało wzrost liczby pasażerów w tym czasie. Zatem tytuł „PKP mają mniej pasażerów” jest nieprecyzyjny i wprowadza odbiorców w błąd. Trend dotyczący wzrostu liczby pasażerów widoczny jest w spółce już od kilku lat. W 2017 r z usług przewoźnika skorzystało 42,8 mln klientów, czyli o 4,3 mln więcej niż rok wcześniej. Oznacza to 11-procentowy wzrost liczby podróżnych w porównaniu do 2016 r, kiedy to z usług PKP Intercity skorzystało 38,5 mln pasażerów. W 2016 r z kolei, pasażerów PKP IC było aż o 7,3 mln więcej niż w roku 2015. Najnowsze dane wskazują na utrzymywanie się pozytywnego trendu. W pierwszym półroczu 2018 r z usług przewoźnika skorzystało 21,4 mln podróżnych, czyli o ponad milion osób więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.
Nieprawdą jest również informacja o tym, że seria awarii włoskich składów Pendolino, spowodowana była złym stanem torowisk. Z tego powodu żadne składy, bez względu na typ, nie zostały uszkodzone.

Z poważaniem,

Michał Stilger, Rzecznik prasowy Polskich Kolei Państwowych S.A.

Agnieszka Serbeńska, Rzecznik prasowy PKP Intercity S.A.

Mirosław Siemieniec, Rzecznik prasowy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.