Polska kolejowa afera podkładowa

Trzy ważne służby państwowe od wielu lat zajmują się sprawą jednego przekrętu przy dostawach do PKP. I zajmować się będą jeszcze długo.
W wielu krajach zdarzały się w przeszłości przekręty związane z dostawami podkładów kolejowych i nasz kraj raczej nie jest tu wyjątkiem. Niedawno prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył łącznie prawie 13,5 mln zł kary na sześciu producentów drewnianych podkładów kolejowych.
Ukarani przedsiębiorcy w przeszłości zawarli, zdaniem UOKiK, zmowę przetargową na dostawę tych produktów dla państwowej firmy PKP Polskie Linie Kolejowe. Chodziło o niemałe kwoty, bo wartość dostarczanych podkładów miała wynieść około 120 mln złotych. Miała – ale zmowa w praktyce nie doszła do skutku, gdyż szefowie PKP PLK na wieść o podejrzeniach dotyczących nieprawidłowości w przetargu, unieważnili go.
Warto dodać, że ani PKP PLK, ani tym bardziej UOKiK nie musiały się wykazywać specjalnymi talentami detektywistycznymi, aby dojść do wniosku, że z tym przetargiem na dostawy podkładów może być coś nie tak. Sprawą od dawna zajmowała się bowiem Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która już w 2014 r. poinformowała, iż w wyniku prowadzonych działań zatrzymano dziewięciu podejrzanych pod zarzutem zmowy przetargowej. Czyn zarzucany im polegał na „działaniu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej” w związku z ogłoszeniem przez PKP PLK przetargu na dostawę w latach 2014 i 2015 drewnianych podkładów kolejowych.
ABW przekazała zebrane przez siebie dowody Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, która wszczęła śledztwo i potwierdziła ustalenia ABW, uznając, że producenci drewnianych podkładów kolejowych przystępujący do przetargu nieograniczonego mieli się porozumieć w sprawie wysokości ofert – tak aby wygrała z góry ustalona firma. Polegało to na eliminowaniu konkurencji oraz jednoczesnym podwyższaniu cen oferowanych produktów.
Przetargi organizowane w Polsce generalnie nie są zbyt uczciwe, ale nie wiadomo, czy sprawa tych podkładów nie jest jednak dęta. Minęło bowiem ponad sześć lat, a o jakimkolwiek wyroku sądowym głucho.
W każdym razie, pracownicy UOKiK nie mieli zbyt trudnego zadania do wykonania, bo jeśli chodzi o wspomnianą podkładową zmowę przetargową, to w praktyce powtórzyli ustalenia ABW, korzystając z zebranych już dowodów. Ciekawe, dlaczego zajęło im to aż sześć lat? Jak widać, młyny konkurencyjności i sprawiedliwości mielą u nas wyjątkowo powoli.
Wreszcie jednak, po sześciu latach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosił, jak konkretnie miała wyglądać zmowa. Otóż, wedle materiałów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wzięły w niej udział następujące firmy: Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów wraz ze spółkami zależnymi – Trade-Port i Nasycalnią Podkładów w Czeremsze, a także ThyssenKrupp GFT Polska, Track Tec oraz Nasycalnia Podkładów w Koźminie Wielkopolskim.
Wszystkie te przedsiębiorstwa uczestniczyły we wspomnianym przetargu organizowanym przez PKP PLK na dostawy w latach 2014 i 2015 drewnianych podkładów kolejowych. Byli to jedyni w Polsce przedsiębiorcy, którzy mogli dostarczyć ten nieskomplikowany produkt zamawiającemu. Przetarg podzielony był na dwa zadania, na których rozstrzygnięcia usiłowali wpłynąć uczestnicy zmowy.
Nieuczciwi przedsiębiorcy jakoby ustalili, że firmy ThyssenKrupp i Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów utworzą konsorcjum i razem z Track Tec złożą oferty na obydwa zadania. Pozostali przedsiębiorcy mieli nie brać udziału w przetargu, ponieważ udział większej liczby oferentów oznaczałby konieczność rywalizacji w aukcji elektronicznej. Pierwsze zadanie wygrać miał Track Tec, a drugie konsorcjum ThyssenKrupp-KZN Bieżanów. Łączna liczba podkładów dostarczanych w obu tych zadaniach miała zostać podzielona w stosunku: 45 proc. dla Track Tec i 55 proc. dla konsorcjum ThyssenKrupp-KZN Bieżanów. Ponadto ceny podkładów w składanych ofertach miały wzrosnąć w stosunku do cen z 2013 r. o 3 proc. dla dostaw w roku 2014 i o 5 proc. w 2015 r.
Podmioty, które nie wystartowały w przetargu miały uczestniczyć w realizacji zamówienia. W ramach zadania drugiego faktyczne dostawy miały być wykonywane w równych częściach przez Nasycalnię w Koźminie i Nasycalnię w Czeremsze. Dostawy wyposażenia i dodatkowych akcesoriów do podkładów (głównie śrub i nakrętek) dla obu zadań miały być realizowane przy udziale Trade-Port.
Ustalenia były dokonywane w latach 2013-2014 w trakcie spotkań w hotelach i restauracjach w Katowicach, Krakowie i Warszawie oraz rozmów telefonicznych. Inicjatorami zmowy byli Track Tec i KZN Bieżanów. Początkowo porozumienie dotyczyło tylko tych podmiotów, potem nakłonili oni do udziału innych przedsiębiorców. – W materiałach zebranych w czasie naszego postępowania doskonale widać mechanizm niedozwolonego porozumienia. Przedsiębiorcy uzgodnili pomiędzy sobą, którzy z nich wezmą udział w poszczególnych zadaniach w ramach przetargu oraz kto jaką kwotę zaproponuje. Ustalono zatem w ramach porozumienia nie tylko warunki finansowe dostaw, ale także podział prac – bowiem podmioty niewyłonione w przetargu miały następnie realizować projekt razem z tymi, którym przypadło zamówienie. W zmowie wzięli udział wszyscy przedsiębiorcy, którzy byli wówczas w stanie złożyć ofertę, co oznacza, że zamawiający nie miał możliwości uczciwego wyboru wykonawcy – uważa prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Jak widać, mówiąc o „materiałach zebranych w czasie naszego postępowania” szef UOKiK nie zechciał zauważyć, że jego urząd miał sprawę podkładów podaną na widelcu przez ABW i Prokuraturę Apelacyjną.
Celem wspomnianej zmowy było uniknięcie rywalizacji o zamówienie oraz zapewnienie wyższej ceny za realizację zamówienia. Plan ten jak wiemy się nie powiódł bo firma PKP PLK unieważniła przetarg gdy doszły do niej słuchy o podejrzeniu zmowy.
Prezes Tomasz Chróstny wymierzył następujące kary uczestnikom zmowy przetargowej: Track Tec z Warszawy – 7 579 902,27 zł, Kolejowe Zakłady Nawierzchniowe Bieżanów – 2 948 654,16 zł, Nasycalnia Podkładów w Czeremsze – 1 543 545,62 zł, Nasycalnia Podkładów w Koźminie Wielkopolskim – 1 312 465,85 zł, ThyssenKrupp GFT Polska – 83 269,76 zł, Trade-Port z Katowic – tylko 4 484,25 zł.
Decyzja nie jest prawomocna, przysługuje od niej odwołanie do sądu – które z pewnością nastąpi, bo ukarani przedsiębiorcy zapewniają, iż nie można mówić o żadnej zmowie mającej naruszać warunki konkurencji. Nie wiadomo zatem, jakim wynikiem i za ile lat w rzeczywistości zakończy się ta sprawa.

W gospodarce potrzeba konkurencji

Przedsiębiorcy zamiast prowadzić uczciwą rywalizację, często ustalają, że nie będą konkurowali – i dzielą miedzy siebie terytorium, towary lub grupy klientów.
Umowy ograniczające konkurencję – co jest sprzeczne z prawem – mają w Polsce miejsce na każdym polu. Tym razem zaistniały na polu w sensie niemal dosłownym, bo porozumienia ograniczające konkurencję zawarli dwaj znaczący producenci pasz dla zwierząt hodowlanych: Polmass i Ekoplon.Podzielili miedzy sobą rynek, ograniczając odbiorcom swobodny wybór produktów.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył na nich za to przewinienie kary finansowe w łącznej wysokości ponad 17 mln zł.
Podział rynku to jedna z najważniejszych praktyk ograniczających konkurencję. Oznacza on, że przedsiębiorcy zamiast prowadzić uczciwą rywalizację ustalają, że na danym obszarze nie będą konkurowali – i dzielą miedzy siebie terytorium, towary lub grupy klientów. W efekcie ich potencjalni kontrahenci tracą możliwość kupna produktów od wybranych sprzedawców. Tak było właśnie w przypadku producentów pasz dla zwierząt – firm Polmass i Ekoplon.
Z ustaleń UOKiK wynika, że przedsiębiorcy zawarli porozumienia dzielące polski rynek, w myśl których nie sprzedawali swoich produktów do klientów drugiego uczestnika zmowy, nawet jeśli potencjalny kontrahent sam się do nich zgłosił.
Porozumienia dotyczyły dwóch grup produktów paszowych stosowanych przy hodowli bydła – preparatów mlekozastępczych oraz mieszanek mineralno-witaminowych – i trwały w latach 2008-2016. Jak widać, trzeba było czterech lat, aby UOKiK zdołał zakończyć swoje dochodzenie.

-Zmowa pomiędzy Polmassem i Ekoplonem spowodowała, że hodowcy bydła czy sprzedawcy pasz nie mieli możliwości swobodnego wyboru produktów. Jeżeli byli wcześniej klientami jednej firmy, nie mogli kupić wyrobów drugiej. W efekcie doszło do zawężenia oferty rynkowej dla rolników i hodowców bydła oraz sprzedawców pasz – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Urząd zdobył wiele dowodów na nieuczciwy podział rynku podczas przeszukania w siedzibach obu przedsiębiorstw. Z zebranych materiałów wynika, że ustalenia były dokonywane przede wszystkim pocztą elektroniczną. Przykładem jest wiadomość jednego z pracowników Polmassu, który potwierdza, że przedsiębiorcy uzgodnili, iż nie będą podejmowali współpracy, jeśli zgłosi się do nich kontrahent drugiego uczestnika zmowy. Oto jej treść: „Przy okazji nadmienię że pomimo chęci podjęcia współpracy przez niektóre wyżej wymienione firmy, nie złożyłem oferty i nie nawiązałem współpracy bo obligowały mnie zobowiązania partnerskie z Ekoplonem. W wyżej opisanej sytuacji bardzo proszę o zajęcie stanowiska przez firmę Ekoplon”.
Zasady współpracy i wspomnianych „zobowiązań partnerskich” obu przedsiębiorstw ustalany był również podczas regularnych spotkań, zarówno kierownictwa, jak i pracowników zmawiających się firm. Przedsiębiorcy wymienili się również listą klientów – była to dla nich informacja z kim nie zawierać umów.

-Porozumienie trwało wiele lat, przyniosło straty hodowcom i sprzedawcom pasz dla zwierząt. Stąd w decyzji nałożyłem wysokie kary dla przedsiębiorców – dodaje prezes Tomasz Chróstny.
Sankcje pieniężne dla obu przedsiębiorców wyniosły dokładnie: 12 445 185 zł dla Ekoplonu i 4 704 596 zł dla Polmassu. Obie kary są nieprawomocne, przedsiębiorstwa niemal na pewno odwołają się od nich do sądu. Ostateczny finał jest więc na razie niepewny.
To jeszcze nie koniec działań w tej sprawie. Jednocześnie trwa kolejne postępowanie, w którym UOKiK podejrzewa inny podział rynku przez Polmass – w tym przypadku dokonany razem ze spółką Agro-Netzwerk Polska.
UOKiK przy okazji informuje, że skruszeni przedsiębiorcy mogą uniknąć mocnego uderzenia po kieszeni za zmowę, dzięki programowi łagodzenia kar. Daje on przedsiębiorcy, a także menadżerom uczestniczącym w nielegalnym porozumieniu, szansę zyskania statusu nieco zbliżonego do świadka koronnego.
Z programu można skorzystać pod warunkiem współpracy z UOKiK – doniesienia na innych uczestników zmowy oraz dostarczenia dowodów lub informacji dotyczących niedozwolonego porozumienia. A niezależnie od kar wymierzonych przez UOKiK, każdy kto poniósł szkodę wskutek naruszenia prawa konkurencji może złożyć do sądu cywilnego pozew przeciwko wszelkim podmiotom, które złamały te przepisy.

Kara dla Jakubasów

Wyjątkowo dziwny brak spostrzegawczości ze strony organizatorów przetargów.

Przedsiębiorcy zajmujący się dowozem uczniów w niedozwolony sposób wpływali na wyniki zamówień publicznych – jeśli ich propozycje były najkorzystniejsze, wówczas zwycięzca rezygnował z zamówienia, tak aby została wybrana druga, droższa oferta podmiotu biorącego udział w zmowie. Dodatkowym zyskiem dzielili się pospołu. Taką to właśnie zmowę wykrył Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny nałożył na uczestników tego niedozwolonego porozumienia kary w łącznej wysokości około 200 tys. zł. A uczestnicy zmowy to przedsiębiorcy o skądinąd znanych nazwiskach: Firma Transportowo Turystyczna „Jakubas” Krystyna Jakubas, Firma Transportowo Usługowa Magdalena Jakubas oraz Euro Bus Marek Jakubas.
Z informacji zgromadzonych przez urząd wynika, że wspólnie usiłowali wpłynąć na wynik 10 zamówień publicznych, z czego w sześciu przypadkach osiągnęli swój cel. Zamawiającymi były małopolskie gminy: Łapanów, Nowy Wiśnicz, Łapsze Niżne i Wojnicz, a także placówki edukacyjne: Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Zespół Szkół im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Woli Dębińskiej, gimnazjum im. Komisji Edukacji Narodowej w Zaborzu.
Stosowany przez ukarane firmy mechanizm rozstawiania i wycofywania ofert polegał na tym, że zwycięzca przetargu rezygnował z podpisania umowy w ten sposób, że nie dostarczał brakujących dokumentów, np. licencji przewoźnika czy zaświadczenia z ewidencji gospodarczej. Chodziło o to, żeby ostatecznie wybrano drugą, droższą propozycję innego uczestnika zmowy. – Mechanizm rozstawiania i wycofywania ofert to najczęstsza forma zmowy przetargowej. Jest to działanie niezgodne z prawem i zagrożone sankcją finansową w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu, Apeluję do organizatorów przetargów o zwracanie uwagi na tego typu sytuacje – powiedział prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Ten apel wydaje się konieczny, bo rzeczywiście, dość dziwne jest , że organizatorzy przetargów nie zwrócili uwagę na trzy firmy mające w nazwie to same nazwisko, działające w ten sposób, ze jedni rezygnowali na rzecz drugich. Decyzja o ukaraniu nie jest prawomocna. Przysługuje od niej odwołanie do sądu, które pewnie nastąpi.

Szukanie dowodów motozmowy

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów twierdzi, że wykrył nielegalne porozumienie na polskim rynku motoryzacyjnym.
Chodzi o nieuczciwe uzgodnienia, mające ograniczać konkurencję i stwarzać uprzywilejowaną pozycję dla dogadujących się firm.
Takie porozumienia ograniczające konkurencję to nie tylko zmowy cenowe, o których słyszymy najczęściej. Groźny potrafi być również podział rynku. Oznacza on, że przedsiębiorcy zamiast prowadzić uczciwą konkurencję ustalają, że na danym obszarze nie będą rywalizowali i dzielą między sobą rynek.
W efekcie, potencjalni klienci tracą możliwość kupna produktów od wybranych sprzedawców lub otrzymują oferty z wyższymi cenami. Takie właśnie porozumienie mogli zawrzeć ze sobą dealerzy samochodów ciężarowych marki DAF: Wanicki z Mogilan oraz DBK z Olsztyna i WTC z Długołęki.
Na ich niedozwolone działania wskazują dowody uzyskane między innymi podczas przeszukań w siedzibach przedsiębiorców. Prezes UOKiK wszczął w tej sprawie postępowanie antymonopolowe – aczkolwiek jeszcze nie wiadomo, jakimi wynikami się ono zakończy. UOKiK jest jednak dobrej myśli i liczy na to, że będzie można wykazać winę sprawców.Mamy dowody wskazujące, że dealerzy mogli podzielić między sobą rynek. Według naszych informacji uzgodnili, że każdy z nich będzie startować w przetargach publicznych jedynie na określonym terytorium i nie będzie składał ofert w rejonie przydzielonym innemu przedsiębiorcy. Jeśli podejrzenia się potwierdzą, to dealerom tym grożą kary finansowe w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
To nie pierwsza interwencja UOKiK w związku z możliwą zmową dealerów ciężarówek. W związku z przeprowadzonymi przeszukaniami prowadzone jest już postępowanie przeciwko pięciu dealerom (wśród nich są również DBK i WTC). Prezes UOKiK podejrzewa, że DBK i WTC mogły działać jednocześnie w dwóch zmowach z różnym podmiotami.
W 2019 r. UOKiK przeprowadził przeszukania u podmiotów sprzedających pojazdy marki Iveco – w związku z podejrzeniem, że mogą one działać w zmowie dotyczącej pojazdów tej marki. W tej sprawie trwa obecnie postępowanie wyjaśniające – czyli także nie wiadomo, czy kogokolwiek uda się ukarać.

-Ograniczenia konkurencji w branży transportowej mogą negatywnie wpływać na konkurencyjność polskiej gospodarki i pozycję rodzimych przedsiębiorców. W przypadku gdy podział rynku sprowadza się do funkcjonowania zmów przetargowych, poszkodowani są również podatnicy. Dlatego będziemy zdecydowanie zwalczać zmowy przetargowe, cenowe i inne porozumienia ograniczające konkurencję – deklaruje prezes UOKiK Tomasz Chróstny. Na razie jednak te zamiary urzędu nie przyniosły większych efektów, choć maksymalna kara – 10 proc. rocznego obrotu – to bolesna sankcja.
Takiej najwyższej kary za zmowę czy podział rynku można uniknąć dzięki programowi łagodzenia kar. Daje on przedsiębiorcy, a także menadżerom uczestniczącym w nielegalnym porozumieniu, szansę zyskania statusu „świadka koronnego”. Pozwala to na uniknięcie kary pieniężnej lub jej obniżenie.
Z programu łagodzenia kar można skorzystać pod warunkiem donoszenia – czyli podjęcia współpracy z UOKiK oraz dostarczenia dowodów lub informacji dotyczących niedozwolonego porozumienia. Dlatego UOKiK zachęca: „Przedsiębiorców i menadżerów zainteresowanych programem łagodzenia kar zapraszamy do kontaktu z urzędem pod numerem telefonu 22 55 60 555, pod którym prawnicy UOKiK odpowiadają na wszystkie pytania, również anonimowe”.
Apeluje też, by każdy kto wie o niedozwolonym porozumieniu w swojej byłej lub obecnej firmie, zawiadomił UOKiK. Tu także można występować incognito, gdyż Urząd prowadzi program pozyskiwania informacji od tzw. anonimowych sygnalistów. Polacy lubią życzliwie informować (czy też donosić), więc program może przynieść sukcesy.

Zmowa goni zmowę

Podobno przez zmowy cenowe płacimy drożej za różne usługi. Trudno jednak wyeliminować zmowy, a poza tym nie ma gwarancji, że gdy zostaną zwalczone, będziemy płacić mniej.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął właśnie dwa postępowania o dużym zasięgu, mające na celu walkę z nielegalnymi zmowami cenowymi.
Pierwsze z nich to postępowanie w sprawie zmowy, przez którą mieszkańcy Warszawy i okolic mogą płacić więcej za ogrzewanie mieszkań. Drugie – to zbieranie dowodów na podejrzane działania mogące mieć wpływ na ograniczenie konkurencji w sektorach informatycznym i farmaceutycznym, a w konsekwencji na ceny niektórych leków.

Ręka rękę myje

UOKiK podejrzewa, że doszło do nielegalnego podziału rynku energii cieplnej w Warszawie, a także zmowy cenowej i przetargowej. Urząd postawił zarzuty czterem podmiotom. Są to: Veolia Energia Polska, Veolia Energia Warszawa, PGNiG Termika oraz PGNiG.
Te warszawskie przedsiębiorstwa prowadzą działalność na rynku sprzedaży energii cieplnej do odbiorców końcowych, czyli spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot, zakładów przemysłowych, szkół, urzędów itp. Veolia Energia Warszawa korzysta przy tym z energii wyprodukowanej przez PGNiG Termika, która z kolei dostarcza ciepło poprzez system należący do Veolia Energia Warszawa.
Z informacji zebranych przez UOKiK wynika, że podejrzane działania zaczęły się około 2014 roku. Żeby zrozumieć, dlaczego mogło do nich dojść, należy cofnąć się jeszcze o rok. Otóż, w 2013 r. Veolia Energia Warszawa zaczęła planować budowę elektrociepłowni w warszawskiej dzielnicy Ursus, a PGNiG Termika postanowiła aktywniej podziałać na rynku sprzedaży ciepła do odbiorców końcowych. Spółki rozpoczęły walkę o klientów, która jeszcze bardziej zaczęła się nasilać po podjęciu budowy elektrociepłowni przez Veolię. Wkrótce jednak, zamiast konkurowania, przedsiębiorcy nawiązali współpracę, która zdaniem urzędu może naruszać zasady wolnej konkurencję. Doszło do wkroczenia do siedzib obu firm i dokonania przeszukań.
– Podczas przeszukania w siedzibach tych firm zdobyliśmy dowody na to, że spółki wspólnie ustaliły, że nie będą ze sobą rywalizować i skupią się na swojej podstawowej działalności, czyli PGNiG Termika na wytwarzaniu ciepła, a Veolia Energia Warszawa na jego sprzedaży. Jeżeli takie działania zostały uzgodnione wspólnie przez rywalizujące ze sobą pierwotnie podmioty, to może to być naruszenie reguł konkurencji poprzez podział rynku – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
Zgodnie z ustaleniami Veolia Energia Warszawa zrezygnowała z budowy elektrociepłowni, natomiast PGNiG Termika ograniczyła – i zamierzała zaprzestać sprzedaży – energii cieplnej. Ponadto, są podejrzenia, iż spółki wspólnie mogły ustalać swoje taryfy, które przedstawiały do akceptacji prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki.
– Budowa nowego źródła ciepła zwiększyłaby bezpieczeństwo energetyczne aglomeracji warszawskiej. Badane przez nas spółki miały tego świadomość, mimo to zgodnie z ustaleniami między sobą zrezygnowały z tej inwestycji. Zaniechanie budowy elektrociepłowni może mieć konsekwencje w przyszłości i wpłynąć bezpośrednio na mieszkańców Warszawy i okolic podczas rozległych awarii – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przedsiębiorcom grozi kara do 10 proc. ich, niemałego obrotu. Zarzuty postawiono również dwóm menadżerom, którzy pełnią lub pełnili wysokie funkcje w Veolia Energia Warszawa i PGNiG Termika. Urząd ma dowody, że brali aktywny udział w zakwestionowanych uzgodnieniach. Maksymalna sankcja w tym przypadku to 2 mln zł.

Apteki pod specjalną opieką

Jeżeli chodzi o przemysł farmaceutyczny i sektor ochrony zdrowia, to pod koniec lutego UOKiK rozpoczął przeszukania w siedzibach trzech przedsiębiorców: Kamsoft i OSOZ z Katowic oraz PEX PharmaSequence z Warszawy.
Sprawa ta ma związek z licznymi skargami, które wpływały do urzędu. Wynika z nich między innymi to, że apteki, które chciały uczestniczyć w promocjach niektórych leków, mogły być zmuszone do korzystania tylko z określonego systemu informatycznego lub zintegrowanych z nim systemów innych firm. Jednocześnie, integracja tych systemów mogła przebiegać z problemami.
Skarżący podkreślali również, że niektóre z promocyjnych leków są trudno dostępne, przez co te apteki, które bez problemu mają je w swej ofercie i proponują korzystne ceny, są bardziej atrakcyjne dla klientów.
Te podejrzane działania mogą mieć dwojakie konsekwencje. Prawdopodobne jest, iż ograniczają konkurencję pomiędzy aptekami i są niekorzystne dla tych placówek, które nie posiadały wymaganego oprogramowania i nie mogły w związku z tym sprzedawać wybranych leków w promocyjnych cenach. Po drugie zaś, może to niekorzystnie wpływać na sytuację rynkową producentów systemów informatycznych innych, niż wskazywane aptekom. Ich oferta stawała się bowiem mniej atrakcyjna dla farmaceutów.
– Zdobyliśmy informacje, że przedsiębiorcy mogą posiadać ważne dowody w sprawie i wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające. Dlatego zwróciliśmy się do sądu i uzyskaliśmy zgodę na przeszukanie – mówi wiceprezes UOKiK Michał Holeksa.
– Zebraliśmy materiał w formie elektronicznej, jak i papierowej. Te dokumenty szczegółowo sprawdzimy i zdecydujemy, czy i komu mogą zostać postawione konkretne zarzuty – dodaje prezes UOKiK Marek Niechciał.
Przeszukanie w siedzibie przedsiębiorcy prowadzone jest wyłącznie po uzyskaniu przez UOKiK zgody sądu i najczęściej w asyście policji. Przedsiębiorca ma wówczas obowiązek wpuścić przeszukujących do budynków i lokali, a także udostępnić dokumenty oraz nośniki danych.

Będą donosić?

Gdyby UOKiK chciał ukarać oszukańcze firmy, to mogą one skorzystać z programu łagodzenia kar, który daje przedsiębiorcy uczestniczącemu w nielegalnym porozumieniu szansę uniknięcia kary pieniężnej lub jej obniżenia.
Można z niego skorzystać pod warunkiem podjęcia współpracy z UOKiK oraz dostarczenia informacji dotyczących istnienia niedozwolonego porozumienia.
Chętnych do pójścia na współpracę nie brakuje, ale nawet i ci oporni dosyć łatwo mogą się wymigać. Od decyzji UOKiK służy bowiem odwołanie do sądu. Takie sprawy są bardzo skomplikowane i toczą się latami. Często też jest tak, że firmy podejrzewane o różne nielegalne zmowy zmieniają nazwy i siedziby, tworzą spółki córki – i dalej robią to samo. Wtedy trzeba je po raz kolejny od początku ścigać, co kosztuje i daje niewielkie szanse na sukces.

Siłowicy zwierają szeregi

Wiele wskazuje na to, że na polskim rynku siłowni i klubów fitness zawiązano sprzeczną z prawem zmowę.

 

Rośnie liczba Polaków korzystających z klubów fitness. W 2017 r. było to prawie 3 miliony osób.
Nie zawsze kupują wejściówki, czy karnety bezpośrednio w klubie, lecz korzystają również z pakietów sportowo-rekreacyjnych. Są one często oferowane pracownikom przez pracodawców jako świadczenie motywacyjne.
Pracodawca zawiera wówczas umowę z operatorem pakietów, który pełni rolę pośrednika między pracodawcą i jego pracownikami a klubem fitness.

 

Podejrzana szesnastka

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów podejrzewa, że największe sieci fitness w Polsce oraz operator pakietów, firma Multisport, mogły stworzyć nielegalny kartel, który podzielił rynek i utrudniał działalność innym firmom. Dlatego UOKiK wszczął postępowanie przeciwko 16 wiodącym przedsiębiorcom z rynku fitness, w tym przeciw klubom z sieci Calypso, Fabryka Formy, Zdrofit, Fitness Platinium, Fitness Academy. Menadżerom zaangażowanym w ewentualne naruszenie prawa ochrony konsumentów grożą kary do 2 mln zł.
W 2017 r. UOKiK, w asyście policji przeprowadził przeszukania w siedzibach sieci fitness oraz w biurach Benefit Systems, największego w Polsce operatora pakietów sportowo-rekreacyjnych (oferuje m.in. kartę Multisport).
– Zebraliśmy wówczas dowody, które wskazują, że szesnastu przedsiębiorców mogło zawrzeć porozumienia ograniczające konkurencję. Kluby fitness mogły m.in. podzielić między sobą rynek, w ten sposób, że wspólnie ustaliły, w których rejonach Polski będą działały – mówi prezes UOKiK Marek Niechciał.

 

Wszyscy dla jednego

Z punktu widzenia konsumenta podział rynku mógł oznaczać, że np. w Gdańsku nie były otwierane kluby Fabryki Formy, a w Poznaniu kluby Calypso.
W konsekwencji, klienci mogli znajdować się w gorszej sytuacji, niż gdyby rynku nie podzielono, bo mieli mniejszą możliwość wyboru oraz groził im dyktat cenowy.
UOKiK podejrzewa również, że uczestnicy zmowy ustalili, że uczestniczące w zmowie kluby nie będą współpracowały z rywalami przedsiębiorstwa Benefit Systems, np. z OK System, które oferuje na rynku pakiety konkurencyjne wobec kart Multisport.
Takie działania mogły sprzyjać ochronie silnej pozycji Benefit Systems na rynku pakietów sportowo-rekreacyjnych. Stawiały też w gorszej sytuacji pracodawców, szukających alternatywy dla usług Benefit Systems. Najważniejsze zaś, że pozbawiały konsumentów używających pakietów innych niż Multisport, łatwego dostępu do lubianych przez siebie klubów.
Urząd wskazuje, że jego podejrzenia mają mocne podstawy, ale jeszcze daleko do wydania decyzji o finansowym ukaraniu kogokolwiek – i nie wiadomo, kiedy mogłoby to ewentualnie nastąpić.

 

Może zaczniecie donosić?

Na razie UOKiK podkreśla, że zdobyte dowody (choć nie ujawnia, jakie) mogą świadczyć o udziale w zmowie sześciu konkretnych, zidentyfikowanych menadżerów firm.
– Dlatego po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na prowadzenie postępowania także przeciwko osobom fizycznym. Grozi im kara do 2 mln zł. Z kolei maksymalna sankcja, którą możemy nałożyć na spółkę to 10 proc. jej obrotu. Przedsiębiorcy i osoby zarządzające firmami mogą uniknąć wysokich sankcji ubiegając się o status „świadka koronnego” UOKiK w ramach programu łagodzenia kar. Z programu można skorzystać pod warunkiem współpracy z UOKiK oraz dostarczenia dowodów lub informacji dotyczących istnienia zmowy. Urząd prowadzi również program pozyskiwania informacji od osób anonimowych, między innymi od byłych i obecnych pracowników firm naruszających prawo – dodaje prezes Marek Niechciał.
Na razie nic jednak nie wskazuje na to, by ktoś z pracowników sieci klubów fitness podejrzewanych o zmowę, posłuchał tej zachęty prezesa UOKiK i zaczął opowiadać o nielegalnych porozumieniach ograniczających konkurencję.
Nie są to jedyne działania UOKiK prowadzone w ostatnim czasie na rynku fitness. W ubiegłym roku Urząd rozpatrywał również wniosek o zgodę na koncentrację, która miała polegać na przejęciu przez firmę Benefit Systems kontroli nad siecią Calypso.
Po zastrzeżeniach UOKiK, dotyczących groźby monopolizacji, spółka Benefit Systems wycofała swój wniosek o zgodę na koncentrację.
Branża siłowni i klubów fitness to może nie jest sektor mający duże znaczenie dla naszego rozwoju gospodarczego, więc pewnie nic by się nie stało, gdyby inspektorzy UOKiK zajęli się jakimiś ważniejszymi zagrożeniami dla zbiorowych interesów konsumentów. Być może jednak byłoby to za trudne dla naszych konsumenckich Sherlocków Holmesów.