W poszukiwaniu utraconej większości

Zamiast planowanej propagandowej „ofensywy jesiennej”, wystraszony pandemią pan premier Morawiecki wezwał do obrony Częstochowy.
Zaapelował do opozycji i wszystkich mieszkańców naszego kraju o jedność i zgodne współdziałanie w walce z zarazą. Symbolem takiego narodowego pojednania może stać się Szpital Narodowy. Zorganizowany na stadionie, gdzie polska reprezentacja wygrywała mecze ostatniej szansy.
Wezwania brzmiały pięknie i zabrzmiałyby jeszcze piękniej gdyby nie padały z ust polityka uznawanego powszechnie za notorycznego kłamcę. Któremu zaufanie społeczne pikuje w dół i w zeszłym tygodniu osiągnęło poziom 40 procent. Najniższy w tym roku. Dodatkowo spada autorytet pana premiera w elitach PiS. Dziś nikt nie wspomina tam o „przełomowym” jesiennym Kongresie Prawa i Sprawiedliwości, na którym pan premier miał zostać wice prezesem tej partii i otrzymać namaszczenie na pierwszego następcę pana prezesa Kaczyńskiego.
Za to coraz częściej przypomina się, że pan prezes ma zwyczaj traktowania swych faworytów jak „zderzaki”. Nie oszczędza ich, ale poobijanych potem też nie porzuca. Daje im sprawdzić się w Parlamencie Europejskim, przeróżnych trybunałach, nawet w biznesie.
Pan premier domagał się od opozycji zbudowania jedności narodowej i wsparcia PiS rządu. Czego nie dostaje teraz od własnego zaplecza politycznego. W Sejmie rządząca koalicja przegrała prestiżowe głosowanie, bo jej liderzy spóźnili się do pracy. I zamiast wyciągać organizacyjne wnioski, elity PiS winą za swe błędy obarczyły opozycję. Co rujnuje deklarowaną przez premiera politykę współpracy i jedności już na starcie.
Kłamią i dzielą
Nie sprzyja też tworzeniu takiej jedności polityka propagandowa TVP i Polskiego Radia. Ta telewizja i to radio nadal prześcigają się w opluwaniu opozycji i eskalowaniu wojny plemiennej z Platformą Obywatelską. W dzieleniu polskiego społeczeństwa, szczuciu jednych grup na drugie. Nawet opozycję parlamentarną TVP usiłuje podzielić. Najsilniej walczy z PO i Konfederacją. Czasem znajduje dobre słowa dla PSL- Kukizowców i Lewicy, zwłaszcza kiedy uwiarygodnia to telewizyjne ataki na liberałów i radykalną prawicę.
Trudno za to znaleźć w publicznych mediach programy systematycznie informujące jak zachowywać się aby uniknąć zarażeniu korona wirusem. Jak lepiej zorganizować sobie życie w czasie narastającej zarazy. Dostajemy za to codzienne, pełne ksenofobicznej satysfakcji serwisy, że inni, zwłaszcza zachodnie państwa Unii Europejskiej, radzą sobie znacznie gorzej niż Polska. Tak to TVP i Polskie Radio wykorzystują dwa miliardy złotych jakimi zasiliła je rządząca PiS z naszego deficytowego budżetu.
Nie sprzyja tworzeniu ponad partyjnej jedności nowy minister edukacji narodowej. Ten za najpilniejsze i priorytetowe zadanie uznał przegląd szkolnych podstaw programowych. Co na wstępie brzmi nawet słusznie. Bo po zdeformowaniu systemu oświaty przez panią minister Zalewską z PiS, pozostały po niej przeładowane niepotrzebnymi informacjami podstawy programowe. Nie przydatne w nauczaniu on-line.
Niestety pan minister Czarnek zamierza skupić się jedynie na wyrugowaniu z podręczników do polskiego i historii „ideologii liberalnej i lewackiej”. Czyli rozpocznie kolejną, dzieląca Polaków wojnę kulturową. I da zarobić zaprzyjaźnionym pisarzom słusznych podręczników. Opłacanych z deficytowego, wspólnego,budżetu państwowego.
Ten deficyt będzie rósł nam odwrotnie proporcjonalnie do dobrych nastrojów obywateli. Pogłębi go nieco wrzucona przez pana prezesa Kaczyńskiego ustawa o ochronie praw zwierząt. Zwana wśród jej prawicowych przeciwników ustawą „o uboju rytualnym polskiego rolnictwa”. Jej konsekwencją mogą być odszkodowania dla zamykanych branż hodowlanych i mniejsze wpływy podatkowe od ograniczających ubój hodowców.
Samo jej procedowanie podzieliło też polskich hodowców. Wyłączono spod jej rygorów hodowców drobiu, bo ich lider pan Andrzej Goździkowski, właściciel koncernu Celdrob, jest wieloletnim sponsorem struktur i mediów związanych z PiS. Pozostawiła rygory hodowcom bydła, bo widać nie wystarczająco wspierali elity PiS. Ci zdesperowani organizują teraz anty PiSowskie protesty na drogach.
Ustawa podzieliła też parlamentarzystów PiS. W Senacie plotkuje się, że jeden z najgłośniejszych jej krytyków, pan senator Jan Maria Jackowski, przejdzie do Konfederatów. Jego decyzja może wywołać podobne zachowania wśród głosujących przeciwko ustawie senatorów i posłów PiS. Choćby popularnego na wsi, byłego pana ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego.
Takie zmiany barw klubów parlamentarnych mogą sprawić, że PiS utraci nadzieję na „odbicie” Senatu z rąk opozycji. A jego sejmowa większość skurczy się do niebezpiecznego minimum.
Nic dziwnego, że „anty rolnicza” ustawa jest już jawnie krytykowana na łamach tygodników związanych z PiS. Szydzi z niej, i z jej inicjatora pana Michała Moskala, pan redaktor Wojciech Reszczyński w „Sieci”. Zwalczają ją liczni panowie publicyści w „Do rzeczy”.
Strajk prezydencki
Nie słychać też wparcia dla tej ustawy i wezwań do jedności z Dużego Pałacu. Pan prezydent Duda milczy wymownie. A w pracy zachowuje się jakby przeprowadzał „strajk włoski”. Wykonuje tylko minimum swoich konstytucyjnych obowiązków. Nie konsultuje się z panem prezesem, wicepremierem Kaczyńskim. W swojej Kancelarii zatrudnił polityków skłóconych wcześniej z panem prezesem Kaczyńskim. A swą wizytę na Ukrainie przygotował bez udziału ministerstwa spraw zagranicznych. Nic dziwnego, że „Nowogrodzka mówi o niedobrej samoizolacji Andrzeja Dudy”, a nowy styl prezydenckiej pracy pryncypialnie krytykuje oddany PiS publicysta „Sieci” i TVP pan redaktor Stanisław Janecki.
Świadectwem „imposiblizmu”, czyli niemocy elit PiS jest konstytucyjny wakat na stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich. Elity PiS nie chcą poniżać się politycznie współpracą z opozycyjnym Senatem. Bez Senatu nie można jednak wybrać zgodnie z prawem nowego Rzecznika. Pozostawienie wakatu lub bezprawny wybór Rzecznika to kolejna, dodatkowa wojna z instytucjami naszej Unii Europejskiej. I kolejny argument by obciąć Polsce wspólne pieniądze na nasz rozwój.
Gdyby nie było zarazy, to elity PiS mogłyby propagandowo pokozaczyć sobie. Ale przy tak deficytowym budżecie jak obecny, nawet zapowiadane przez pana prezesa, wicepremiera weto unijnego budżetu, zostało uznane jako zwykle „strachy na Lachy”. Nawet Jan Rokita, były minister, dziś publicysta „Sieci”, przewiduje ostateczną polską zgodę za cenę dodatkowego politycznego cukierka wysupłanego przez kanclerz Merkel.
„Sytuacja jest dynamiczna możemy ją tylko obserwować”, lubi powtarzać pan prezes, wicepremier. Jedyny polityk w PiS, który stale mentalnie gotowy jest do przedterminowych wyborów. Nawet za cenę utraty władzy. PiS jest najbogatsza partią polityczną w Polsce. Stać ją na przeczekanie kryzysu gospodarczego wywołanego zarazą i powrót do władzy. Pan prezes Kaczyński dobrze czuje się w ławach opozycji. Chce być aktywny politycznie jeszcze przez 20 lat.
Wedle ostatnich sondaży na PiS zagłosowałoby 36 -38 procent wyborców. Nie daje to większości w przyszłym Sejmie. Na PO 26-28 procent. Pozostałe formacje polityczne, także Lewica, nie przekraczają 10 procent.Nie daje to gwarancji na stabilną, alternatywną większość.