Antysemita tygodnia

Fot. Facebook fanpage Grzegorza Brauna

Grzegorz Braun twierdzi, że komory gazowe w Auschwitz to „fejk”. To nie przejęzyczenie ani prowokacja. To część większego planu – sprawdzania, jak daleko można się posunąć, zanim społeczeństwo zaprotestuje. I jak wiele można powiedzieć, chowając się za parawanem „wolności słowa”. Na słowa europosła reagują kolejne osoby i instytucje. W tym Robert Mazurek z Kanału Zero, który stanął w obronie prawa do głoszenia wszelakich, nawet najbardziej antypolskich bzdur.

Polityk, który w niedawnych wyborach prezydenckich zajął czwarte miejsce z wynikiem 6,34 proc., nie jest sam. Jest częścią środowisk, które od lat próbują relatywizować Zagładę i rehabilitować skrajną prawicę. Jego słowa to forma tzw. miękkiego negacjonizmu – próba podważenia istnienia komór gazowych jako centralnego elementu Zagłady, a tym samym finalnie zakwestionowania jej jako całości. Właśnie od tego typu twierdzeń zaczynali Robert Faurisson i David Irving, którzy krok po kroku przechodzili do całkowitej rewizji historii Holocaustu.

Zdecydowanie można więc stwierdzić, że europoseł dosłownie wyśmiał śmierć milionów i splunął w twarz wszystkim, którzy wierzą, że istnieją pewne granice. To nie tylko przejaw antysemityzmu – to działanie na szkodę państwa polskiego. Publiczne podważanie pamięci o Auschwitz to cios w reputację Polski, która była miejscem Zagłady – tu w komorach gazowych ginęli Polacy, Romowie, Żydzi i inne ofiary nazistowskiej polityki eksterminacji. Tak na wszelki wypadek przypominam, jakby ktoś kiedyś zapomniał.

Szczególnie odrażające jest to, że ten sam Braun potrafił wcześniej pisać na Twitterze: „chwała bohaterom” – mając na myśli rotmistrza Pileckiego – by teraz deptać jego raport z Auschwitz. To nie wpadka. To jego program. Wcześniej przecież m.in. gasił świece chanukowe w Sejmie, szydził z żonkila – symbolu powstania w getcie – i publicznie mówił o „mordzie rytualnym”.

Ostatnie pojęcie przywołane również teraz przez Brauna jako „fakt”, nie jest niewinną prowokacją. „Mord rytualny” to klasyczny motyw antysemickich oszczerstw, według którego Żydzi rzekomo zabijają chrześcijańskie dzieci, by wykorzystać ich krew w rytuałach religijnych. To kłamstwo, które przez wieki służyło jako pretekst do pogromów i prześladowań. Przywoływanie go dziś nie jest opinią – to przemoc symboliczna.

Braun od lat przesuwa i testuje granice. Teraz sprawdza, czy wolno już kłamać o komorach gazowych.

Wolność dla wszystkich made in USA

W reakcji na falę oburzenia i głosy domagające się pociągnięcia Brauna do odpowiedzialności karnej dziennikarz Robert Mazurek opublikował wideo w Kanale Zero, które rozpoczął słowami: „Niech żyje Grzegorz Braun, niech żyje wolność słowa”. W dalszej części wypowiedzi z jednej strony nazywa słowa Brauna „fekaliami”, przywołuje postaci Pileckiego, Karskiego, Zygielbojma i deklaruje oburzenie, a z drugiej – stanowczo broni prawa Brauna do głoszenia tych kłamstw, twierdząc, że wolność słowa musi być absolutna: albo dla wszystkich, albo dla nikogo.

Mazurek podkreśla, że choć sam nie zgadza się na negowanie Holokaustu, to jeszcze bardziej nie zgadza się z zakazem jego głoszenia. To jakby powiedzieć: „Niech mówi, że czarne to białe, że Hitler nie był zły, że Żydzi zabijają dzieci w rytuałach, że Auschwitz to tylko obóz pracy – byle nie nawoływał do przemocy, bo przecież mamy 'piękną, wspaniałą’ wolność słowa”.

Tak rozumiana wolność to zgoda na deptanie faktów, pamięci i godności ofiar. A skoro na to pozwalamy, kto wie, co Braun powie za miesiąc? A może co zrobi? Jeśli granice nie będą wyraźne, będzie je przesuwał. A wraz z nim – tysiące fanatyków, powielających każdą jego narrację. To nie tylko słowa. To masowe formatowanie świadomości – szczególnie groźne, gdy wypowiada je obecny europoseł, osoba wpływająca na opinię publiczną, lider partii politycznej z ponad 1,2 mln poparciem!

Na dodatek Mazurek powołuje się – UWAGA!!! – na przykład z USA, czyli obronę prawa nazistów do manifestowania w dzielnicy zamieszkałej przez ocalałych z Holocaustu. Bo skoro amerykańscy sędziowie to zaakceptowali – to może i my powinniśmy. No chyba nie.

Za taką wolność słowa osobiście podziękuję i wybiorę wariant mniej wolnościowy. Jeśli wolność oznacza legalizację przemocy symbolicznej, to nie jest to tylko wolność – to również barbarzyństwo. A jeśli wzorem ma być państwo, gdzie neonaziści mogą legalnie maszerować pod oknami ocalałych z Auschwitz, to może czas zrewidować nie tylko granice debaty, ale i nasze wzorce. Wolność w amerykańskim stylu nie jest lekarstwem – to wirus. Jeśli na tym polega cywilizacja wolności, to niech Amerykanie ją sobie zatrzymają dla siebie. My już widzieliśmy, do czego prowadzi propaganda nienawiści.

Ale Mazurek idzie dalej. Próbuje grać na uczuciach konserwatystów w myśl, że najpierw przyjdą po takiego Brauna, a potem po przeciwników LGBT, aborcji itp… serio?

Dosłownie stwierdził, że skoro nie karzemy płaskoziemców, wyznawców chemtrailsów, teorii o Big Pharmie i UFO – to czemu mamy ścigać takiego Brauna? Już spieszę z odpowiedzią.

Ponieważ te bzdury, choć absurdalne, nie godzą w fundamenty pamięci zbiorowej. Negowanie Zagłady – tak. To nie ekscentryzm, to zamach na porządek moralny budowany po wojnie. Auschwitz to nie argument. To granica, której naruszenie zagraża fundamentowi powojennej Europy.

Twierdzenie, że wolno kwestionować istnienie komór gazowych, nie jest aktem odwagi – to kapitulacja. Otwiera drogę każdemu, kto chce użyć historii jako propagandy. Braun mówi, co chce, i zbiera poklask. Wystarczy zajrzeć pod nagranie Mazurka – dominują komentarze wspierające Brauna, często atakujące nawet samego dziennikarza za to, że nie zaprosił byłego polityka Konfederacji do swobodnej wypowiedzi w Kanale Zero.

To nie margines. To masowe przyzwolenie. I realny wpływ Brauna na coraz szersze kręgi fanatycznych wyznawców. Dlatego trzeba reagować. Bo wolność słowa nie obejmuje prawa do negowania zbrodni dokonanej, PRZYPOMINAM, na obywatelach państwa polskiego. Cywilizowane społeczeństwo stawia granice. Wyznacza je pamięć i odpowiedzialność. Kto tego nie rozumie, nie broni wolności – tylko ją ośmiesza.

Braun w ogóle nie powinien być już nigdy zapraszany do żadnego radia, do żadnego medium. Prowadzący zareagował na szczęście właściwie – przerwał jego wypowiedź. Wielokrotnie jednak mu ten mikrofon dawano, co Braun skrzętnie wykorzystuje – bo mówi piękną, precyzyjną polszczyzną, ma głos lektora i potrafi uwiarygadniać największe kłamstwa językiem wyważonego autorytetu. A zapraszają go, bo przynosi najważniejszą rzecz, czyli zasięgi – czy to wystarczy, by zapraszać negacjonistę? Dla wielu niestety tak. A niektórym takim jak Robert Mazurek wystarcza po prostu zasłanianie się wolnością słowa.

Niezależnie od tego czy jakiekolwiek media będą teraz zapraszać lub nie zapraszać Brauna to on już niestety nie puka – on siedzi w mainstreamie i ma coraz większe poparcie. Reagować należało wiele wcześniej. 

Zagłada przypomina nam, dokąd prowadzi nienawiść i ideologia skrajnej prawicy. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” – i pozwolenie na relatywizację tego faktu to nie tylko moralna klęska, ale polityczna katastrofa. Legalizacja negacjonizmu to zaproszenie dla neonazistów. Dziś są na marginesie. Jutro mogą pisać podręczniki.

Polska, tak głęboko naznaczona zbrodnią Holokaustu, ma obowiązek stać na straży pamięci. Tolerowanie kłamstw oznacza zacieranie różnicy między katem a ofiarą. I daje alibi tym, którzy chcieliby wybielić winy III Rzeszy.

Kara albo kompromitacja

Wszystko jest teraz w rękach państwa. Immunitet europoselski Grzegorza Brauna – od maja zdjęty. Postępowanie – wszczęte. A przepisy są jednoznaczne: art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej przewiduje, że za publiczne zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim, także tym z Auschwitz, grozi grzywna lub do trzech lat więzienia. Więc pytanie nie brzmi już „czy można?”, tylko „czy państwo zechce?”.

I miejmy nadzieję, że nie skończy się na grzywnie. Nie dlatego, że Braun jest kimś wyjątkowym – przeciwnie. Właśnie dlatego, że nie może być wyjątków. Bo nie chodzi tu o jego osobę, tylko o zasady. O to, czy wolno bezkarnie nazwać komory gazowe w Auschwitz fejkowym wymysłem – i wciąż uchodzić za uczestnika debaty publicznej. I czy społeczeństwo, które tyle razy powtarzało „nigdy więcej”, ma jeszcze w sobie choćby cień odruchu obronnego. Prokurator IPN oraz sądy mają teraz swoją chwilę prawdy i oby nie zabrakło im odwagi.

Na koniec tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju. Za niecały miesiąc prezydentem Rzeczypospolitej zostanie Karol Nawrocki – dotychczasowy prezes IPN, z wykształcenia historyk, który podobno broni prawdy historycznej. Niestety od czwartku sprawa nie zbulwersowała go chyba na tyle mocno, aby się wypowiedzieć. A wiele osób tego oczekuje, bo w drugiej turze wyborów prezydenckich decydującego poparcia udzielił mu m.in. właśnie sam Grzegorz Braun. Przypomnijmy, że to właśnie on twierdził, iż otoczenie Nawrockiego obiecało mu „ułaskawienie in blanco” w zamian za poparcie. Choć równie dobrze mogły to być tylko jego brednie.

Na szczęście w tej jednej sprawie prezydent-elekt został już niejako wyręczony. Głos zabrał sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, który napisał na X to, co powinien napisać Nawrocki już przedwczoraj: „Kwestionowanie Holokaustu i tego, co wydarzyło się w Auschwitz jest nieakceptowalne m.in. dlatego, że jest brakiem elementarnego szacunku wobec ofiar, które straciły tam życie oraz wpisuje się w politykę zafałszowywania historii. Wypowiedzi Grzegorza Brauna w tej sprawie tylko potwierdzają, że działa on z obcej inspiracji na szkodę – bardzo poważną szkodę – naszego kraju”.

Miejmy nadzieję, że Nawrocki nie zapomniał, czym był Auschwitz i równie jasno potępi słowa Grzegorza Brauna. Jeśli tego nie zrobi a w przyszłości zapadnie wyrok skazujący wobec europosła, trzeba będzie patrzeć mu uważnie na ręce i na to co zamierza podpisać. Bo nie może być w tym przypadku mowy o żadnym ułaskawieniu. Bo prawda o Zagładzie nie jest negocjowalna. I nikt, kto próbuje to robić, nie zasługuje na litość państwa. Na szczęście mamy prezydenta historyka.

Julian Mordarski

Julian Mordarski (ur. 25 sierpnia 2000 r.) – redaktor naczelny Dziennika Trybuna, publicysta i komentator polityczny. Absolwent studiów licencjackich z polityki społecznej na Uniwersytetecie Warszawskim; obecnie studiuje dziennikarstwo i medioznawstwo na tej samej uczelni. Z Dziennikiem Trybuna związany od 2022 roku, początkowo jako szef działu zagranicznego. W kwietniu 2025 roku objął funkcję redaktora naczelnego. Od czterech lat współpracuje z mediami lewicowymi, specjalizując się w tematyce społecznej oraz międzynarodowej.

Poprzedni

Nocna zmiana

Następny

Wang Yi spotkał się w Kuala Lumpur z sekretarzem stanu USA