Dalekowzroczny profesor Stępień

Mariana Stępnia „Kartki z dziennika” to ważna lektura dla młodych przedstawicieli współczesnej lewicy. Nie mają oni- z powodu wieku-osobistych doświadczeń i obserwacji okresu PRL. Są oni narażeni na presję propagandowo-indoktrynacyjną polskiej prawicy opartą o zafałszowaną i zmanipulowaną najnowszą historię naszego kraju. Książka profesora Stępnia ułatwia ukształtowanie poglądu pozbawionego manipulacji i zafałszowań.

Cechy tej książki to rzetelność intelektualna, poczucie proporcji oraz ukazywanie złożoności procesów, postaw, motywacji i działań pojedyńczych jednostek i grup społecznych. W naszych latach, gdy jest tak wiele czarno-białych uproszczeń, przemilczeń i kłamstw połączonych z bezczelnością i arogancją książka ta jest szczególnie pożyteczna. Bardzo istotne są-moim zdaniem-zapiski autora dziennika ukazujące zarodki przyszłych zjawisk kryzysowych w sferze polityki i życia społecznego.
Przebłysk
Z troską obserwował prof. Stępień pierwszą wizytę Jana Pawła II . Pod datą 3 czerwca 1979 zanotował: „Zbliżenie śpiewających z przejęciem twarzy, utwierdzanie nieszczęsnej polskiej tożsamości narodowej nierozerwalnie związanej z religijnością, emocjonalną, ułatwioną, bezrefleksyjną, utrwalaną przez polski kościół katolicki dla jego własnego dobra, nie dla dobra Polski.
Potem Papież, niczym monarcha na tronie, przyjmował hołd od poddanych, od delegacji każdej diecezji. Podchodzenie, klękanie, całowanie pierścienia. Demonstracja siły, popularności wśród poddanego ludu. Nie wyglądało to dobrze.
Jak wiadomo, trwają obecnie spory czy papież wiedział o przestępstwach i grzechach biskupów i kardynałów czy też nie, a także o rolę poszczególnych dostojników kościelnych. Nie ulega jednak wątpliwości, że autorytet polskiego papieża stał się osłoną, za którą powstało demoralizujące poczucie bezkarności.
„Miarą znaczenia papieskiej wizyty będzie to, co w polskim kościele katolickim pozostanie: jeszcze większe butne nieprzejednanie czy wyciągnięta dłoń do współpracy i lepszego niż dotychczas porozumienia. „ Dziś wiemy, co pozostało.
16 listopada 1989 z satysfakcją skomentował autor dziennika ważne dla propagowania Polski przemówienie Lecha Wałęsy w Kongresie USA .
„Wczoraj oglądałem wystąpienie Wałęsy przed dwiema Izbami Kongresu Amerykańskiego. Cóż, nie mogłem się oprzeć takim myślom: niezwykła kariera tego człowieka, świetnie przygotowane polityczne przemówienie; niezwykłe przyjęcie (wielokrotne standing ovations), gorące oklaski. Jaruzelski musi na miesiące liczyć czas swej prezydentury. „Warto wspomnieć o współautorach sukcesu Wałęsy. Tekst przemówienia napisał Kazimierz Dziewanowski. Przetłumaczył na angielski i odczytał-Jacek Kalabiński. Do słuchaczy w świecie anglojęzycznym Wałęsa przemawiał głosem Kalabińskiego. Kiedy Lech Wałęsa został prezydentem niektórzy oczekiwali, że wymienieni powyżej wybitni dziennikarze będą jego doradcami. Tak się jednak nie stało. Ze szkodą dla tej prezydentury.
Polonia i polska racja stanu
Jak wiadomo do USA przybywali imigranci z całego świata. Przybywali z wielu powodów. Różnili się poziomem wykształcenia, posiadanymi zasobami i wyobrażeniami o swej przyszłej pozycji w Nowym Świecie. Do Ameryki przywozili też swoje wyobrażenia o krajach ojczystych, ich historii i znaczeniu. Niemieccy osadnicy, którzy w Północnej Dakocie założyli miasto Bismarck z pewnością posiadali w swej świadomości inny obraz Europy i Polski, aniżeli polscy przybysze. Ci ostatni przywozili ze sobą m. in. tradycyjne wady, takie jak znane nam wszystkim „polskie piekło”. Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Marian Stępień-stypendysta Fundacji Fulbrighta przebywający w 1978 roku w stanie Michigan -wygłaszał na uczelniach i w organizacjach społecznych wykłady o literaturze polskiej. Poznał wówczas m. in. cztery polskie kluby działające w Grand Rapids. Zauważył, że „stosunki między nimi są nieprzyjazne, bez gotowości wzajemnego zrozumienia i współpracy. Obecność na spotkaniu w innym klubie niż własny jest traktowana jako akt nielojalności.
Bywam na spotkaniach w każdym klubie. Nie tylko z obowiązku. Kieruje mną ciekawość i ogólna do wszystkich sympatia, mimo-niekiedy- poczucia zażenowania. Uczestniczyłem dzisiaj w spotkaniu odbywającym się w starej, zaniedbanej remizie strażackiej. Tańczenie polki w rytm niewyszukanej muzyki, popijanie whisky. Nie upijali się za bardzo, tylko nabierali tego krzepkiego wigoru, rubaszności, prostackiego zadowolenia, często odpychającego.
Są to ludzie o ciężkim, bardzo pracowitym życiu, poczciwi, związani z polskością według własnego wyobrażenia, które warto by poddać analizie socjologicznej, psychologicznej. Dumni w swej szczególnie wyobrażanej polskości, równie dumni ze swej przynależności do Ameryki. Z uniesieniem, ze wzruszeniem udzielającym się i mnie śpiewali na zakończenie spotkania pieśń Ameryko!Ameryko! Czuli się potomkami tych pielgrzymów, którzy odzyskiwali wolność i godność z chwilą, gdy ich stopa stanęła na ziemi Waszyngtona. „
W trakcie Dni Etnicznych prof. Stępień zapoznał się z przykładami historii i kultury holenderskiej. „Na tym tle Polacy nie wypadali najlepiej. Bigos, gołąbki kiełbasa. Ich strojom niby to góralskim czy krakowskim, brakowało autentyczności. W programie muzycznym pieśni religijne i patriotyczne, rzewnie wykonywane.
Niemiecka grupa etniczna urządziła wystawę niemieckich militariów związanych z pierwszą wojną światową. Eksponowane w gablotach „Żelazne Krzyże” wywoływały wspomnienie także drugiej wojny. Wiele eksponatów odnosiło się w ogóle do „czynu żołnierskiego”.
W trakcie pobytu w Allendale prof. Stępień wygłosił cykl wykładów na temat The Polish Contemporary Literature Abroad. „Na ścianie wisiała duża mapa polityczna powojennej Europy. Polskie ziemie zachodnie i północne wyodrębnione były białym kolorem i ukośnie biegnącym napisem, że jest to terytorium pozostające pod tymczasową polską administracją. „ Po kilkakrotnych interwencjach prof. Stępnia mapa została zdjęta ze ściany. Profesor obawiał się, że po jego wyjeździe mapa powróci na poprzednie miejsce.
Godny uwagi jest fakt, że uczniem szkoły średniej w Grand Rapids był przyszły prezydent Gerald R. Ford. Następnie studiował on prawo w The University of Michigan w Ann Arbor. Jednym z najsławniejszych profesorów tego uniwersytetu był polski fizykochemik Kazimierz Fajans (1886-1975). Reguła przesunięć Soddy’ego – Fajansa weszła na stałe do podręczników. Regułę tą Fajans sformułował niezależnie od F. Soddy’ego. W roku 1958 na zaproszenie prof. Kazimierza Kapitańczyka – znakomitego chemika i błyskotliwego humanisty- prof. Fajans odwiedził mało znaną wówczas Politechnikę Poznańską i wygłosił wykład o wiązaniach międzyatomowych.
Byłem jednym ze studentów tej Politechniki, którzy z przejęciem słuchali słów wielkiego uczonego. Jego wizytę w Politechnice opisałem w „Ilustrowanym Kurierze Polskim”.
Absolwent The University of Michigan prezydent Gerald Ford w 1974 roku gościł Edwarda Gierka, a następnie -na jego zaproszenie – odwiedził Polskę. W lipcu 1975 roku bezpośrednio z Warszawy udał się do Helsinek, gdzie podpisał Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie zawierający m. in. zasadę nienaruszalności granic.
Amerykańscy prezydenci-Nixon, Ford, Carter i Bush-senior- chętnie odwiedzali Polskę, aby -w warunkach zimnowojennego podziału świata- poszerzać zakres manewru polskich polityków w stosunkach międzynarodowych. Było to oczywiście korzystne dla Polski. Zdaniem Edwarda Gierka „plusem podstawowym było to, że Polska opuściła zaścianek i wypłynęła na szerokie wody polityki międzynarodowej, mocno zaznaczyła swe istnienie. Ponadto były ważne w sensie psychologicznym: na zachodzie Europy, na mapach tam drukowanych , znikł napis „pod tymczasowy polskim zarządem”.
Jak wynika z obserwacji prof. Stępnia, to co często skutkowało w Europie, napotykało opory w głębi Ameryki, w Michigan.
Sekretarz Komitetu Centralnego
Jako sekretarz Komitetu Centralnego (1988-1989) profesor poznał bliżej wiele środowisk związanych z kulturą. Szczególną uwagę zwracał na nauczycieli, kierowników zespołów artystycznych, organizatorów muzeów i wystaw oraz innych entuzjastów -społeczników. Tam, gdzie było to potrzebne znajdował sposoby wspierania ich wysiłków i usuwania barier z ich dróg.
W styczniu 1990 roku charakteryzując pracowników ówczesnego Wydziału Kultury KC autor dziennika podkreślił: „Wszyscy, których mam przed sobą umieli znaleźć wspólny język z twórcami, działaczami na polu kultury. Przyczyniali się do rzeczy lepszych, czasami gorszych, jak wielu. Angażowali się z najlepszą wolą i intencjami. Mieli swój udział w realizowaniu nie zawsze fortunnych decyzji swych przełożonych, ale też niekiedy umieli minimalizować ich niedobre skutki i załatwić coś pożytecznego dla środowisk twórczych. Działali w systemie, który nie był ich dziełem, a który organizował całe życie społeczne. Obciążanie ich, trzydziesto-czterdziestoletnich nawet za zbrodnie stalinizmu, jak to niekiedy czynią rozmnożeni dzisiaj „moraliści”, jest okrutnym nieporozumieniem, skrajną głupotą. „
Zdumiewający kryzys umysłowy
20 marca 1992 roku prof. Stępień zanotował: „ Tydzień minął od oświadczenia generała Wiktora Dubynina, że gdyby nie wprowadzenie stanu wojennego, 14 grudnia 1981 roku oddziały radzieckie wkroczyłyby do Polski.
I cisza. Zwięźle do razu skomentował to Jaruzelski. Wałęsa powiedział, że ma swoje zdanie, ale poczeka na komentarze. Ci, którzy najwięcej mówili o nielegalności decyzji wprowadzającej stan wojenny i równie tyle o tym, że był on nieuzasadniony–milczą. Po paru dniach odezwał się Krzysztof Kąkolewski. Kiedyś go wysoko ceniłem, ale to, co teraz powiedział w telewizji jest świadectwem trwającego nadal kryzysu umysłowego.
Uznał, że Jaruzelski powinien na wiadomość o tym, o czym poinformował teraz Dubynin nie wprowadzać stanu wojennego, lecz ogłosić mobilizację, rozdać narodowi broń, przekazać władzę Wałęsie i Glempowi.
Gdyby nie usłyszał tego na własne uszy, nie uwierzyłbym, że człowiek-zdawałoby się- myślący może mówić takie brednie. Jak on sobie wyobraża dalszy ciąg wydarzeń? Podobnym świadectwem kryzysu umysłowego, aczkolwiek dotyczącym nieco innej sfery zdarzeń są słowa Ryszarda Terleckiego z artykułu otwierającego 36 numer „Arki”. Ten żałuje , że wydarzenia lat 1989-1990 nie przybrały gwałtowniejszego charakteru: „Wielu uważa, że nie było dotąd politycznego przełomu i w przyszłości niełatwo będzie wyznaczyć datę Ponownego Odzyskanie Niepodległości. Krew jest wielką ceną wolności, ale uniknięcie rozlewu krwi czasem może kosztować jeszcze drożej”. (s. 5)
x x x
W okresie PRL przez wiele lat czytelnikom narzucano podział literatury na krajową i emigracyjną-często przemilczaną. Koncepcja prof. Stępnia-literatura polska jest jedna-była aktem odwagi. Autor koncepcji konsekwentnie ją głosił i realizował w swej pracy badawczej, co nie było ani proste, ani łatwe. W dzienniku profesora znajdujemy wiele informacji dotyczących pisarzy tworzących poza krajem ojczystym. Byli i są oni zanurzeni w ojczyźnie-polszczyźnie. Dzięki pracy prof. Mariana Stępnia nasza wiedza o ich twórczości jest pełniejsza, a jej rozumienie-głębsze.