Marcel Proust – rewolucjonista literatury

Krzysztof Lubczyński
Marcel Proust – rewolucjonista literatury

Pisanie o Marcelu Prouście (1871-1922) poza przestrzenią literatury przedmiotu, historii literatury, etc., a już zwłaszcza w gazecie codziennej, a nie w periodyku krytyczno-literackim może wydać się pomysłem dość wątpliwym co do sensu. Stąd kilka zdań usprawiedliwienia.

W 150 rocznicę jego urodzin, która przypada dokładnie na 10 lipca, warto może jednak przypomnieć historyczne, a nawet epokowe znaczenie tego pisarza, bowiem niewielu jest twórców literatury, którzy w tym stopniu co Proust, nie tylko odcisnęli na niej potężne piętno, ale też bardzo ją zrewolucjonizowali, zmodyfikowali jej DNA. Zapewne pod tym względem porównywalne znaczenie można przypisać Jamesowi Joyce i jego, wydanemu w roku śmierci Prousta (1922), „Ulissesowi” i być może kilku jeszcze innym dziełom, ale w tym wąskim gronie rola Prousta jest szczególna.
Rzecz jasna, ze swoim pochodzeniem społecznym, sylwetką psychofizyczną i wizerunkiem wykwintnego bywalca paryskich salonów z czasów „la belle epoque” może się on wydawać wątpliwym kandydatem do miana rewolucjonisty w jakiejkolwiek kategorii, ale nie zmienia to faktu, że ten wyrafinowany dandys dokonał w literaturze (i szerzej – w kulturze) rzeczy wielkich i – co najważniejsze – brzemiennych w skutki. A poza tym wiele mówi to, że egzemplarze jego książek znalazły się wśród tych, które spłonęły na hitlerowskim stosie w 1933 roku.
Znaczenie Prousta koncentruje się głównie wokół jego wielotomowej powieści „W poszukiwaniu straconego czasu” (1913-1927), dzieła, które zrewolucjonizowało sens literatury, perspektywę patrzenia na nią, najszerzej rozumianą „alchemię” pisania, ale także perspektywę spojrzenia na nią z czytelniczego punktu widzenia. Oczywiście początkowo procesy te obejmowały bardzo wąski i elitarny nurt sztuki literackiej i dopiero z czasem przeniknęły do jej szerszych przestrzeni.
Nawet jednak w przestrzeni zajmowanej przez elity literatury i krytyki, znaczenie i świadomość doniosłej roli Prousta z trudnością przebijała się do szerszej świadomości, o czym świadczą choćby bariery, na jakie kolejne tomy jego dzieła napotykały w procesie wydawniczym, a także słabe echo ze strony publiczności czytającej. Z tego akurat punktu widzenia Proust należy do licznego grona twórców, którzy do literackiej „sławy i chwały” przeszli przez „czyściec” niedocenienia.
W niniejszym tekście pominę całkowicie bogatą problematykę dzieła Prousta, pominę tło czyli epokę, w której przyszło mu tworzyć. Pominę też jego biografię osobistą i inne jego dzieła niż „W poszukiwaniu…”. Podjęcie w tym miejscu próby syntezy życia i twórczości tego twórcy nie jest – z licznych i oczywistych względów – ani możliwe, ani celowe. Proustowi i jego dziełu poświęcono setki książek i tysiące artykułów napisanych w dziesiątkach krajów.
Kogo dzieło Prousta zainteresuje i chciałby zapoznać się z nim szerzej niż tylko przez pryzmat lektury własnej, ten może sięgnąć choćby do jego biografii autorstwa Georgesa D. Paintera, do wspaniałego eseju André Maurois „W poszukiwaniu Prousta”, do tekstów Vladimira Nabokova, do „Prousta w oczach krytyki światowej” Jana Błońskiego, do „Prousta i jego świata” Tadeusza Boya-Żeleńskiego, czy do poświęconych mu passusów w syntezach dziejów literatury francuskiej. Sam ograniczę się tylko do formalnego wymiaru jego dzieła, w którym streszcza się epokowy, nowatorski, rewolucyjny wymiar jego dzieła. Pragnąc uchwycić i uwiecznić ruch człowieka w przestrzeni czasu, a także „zatrzymać rzeczywistość” w tworzywie literatury, Proust przystąpił do tego dzieła w kontrze do tradycyjnej literatury. Przede wszystkim odrzucił tradycyjną sztukę literatury, której celem było odtworzenie obrazu rzeczywistości, czyli klasyczny, mimetyczny realizm uformowany w XIX wieku.
Obiektem jego zainteresowania i tworzywem jego pisania stała się świadomość, a w jej ramach zarówno procesy myślowe, jak i wrażenia, emocje i wszelkie inne doznania ludzkiej psyche. Józef Heistein, w swojej „Literaturze francuskiej XX wieku” ujął to tak, że u Prousta „koncepcja powieści nie polega na odtworzeniu jakiejś historii czyjegoś życia lub na obiektywnym opisie rzeczywistości, jak to miało miejsce w powieści; przedmiotom, postaciom, wydarzeniom umieszczonym w świecie przedstawionym dzieła musi towarzyszyć refleksja o sposobie ich przekształcenia w elementy świata sztuki”. Punktem wyjścia i przedmiotem wyjścia dla Prousta była nie rzeczywistość zewnętrzna, lecz wewnętrzna. Nowością wniesioną przez jego dzieło było też uczynienie siebie, czyli autora, jednym z bohaterów – choć poniekąd „niewidzialnym” – dzieła. I tegoż dzieła autonomiczność.
Do tego dochodzi postrzeganie rzeczywistości, radykalnie odbiegające od porządkującej metody tradycyjnej literatury, lecz zgodne z realną naturą naszego, ludzkiego postrzegania świata, myślenia, odczuwania, zapamiętywania itd. Te procesy dokonujące się w ludzkim umyśle nie dokonują się nie tak jak w tradycyjnej narracji – w sposób uporządkowany i linearny, lecz zazwyczaj całkowicie przypadkowy i chaotyczny. Wiążą się z licznymi powtórzeniami, wybiórczością, z całkowitym pominięciem jakichkolwiek racjonalnych hierarchii i znaczeń. Bo przecież ludzkie myślenie, ludzka świadomość nie jest linearna, lecz raczej przypomina sekwencje następujących po sobie „linków”. Portrety postaci nie tylko dalekie są od jednoznaczności i statyczności, ale tak jak w realnych procesach psychicznych postrzegamy je cząstkowo, etapami, drogą prób i błędów, zarówno w wymiarze własnym, jak i przez pryzmat spojrzenia innych postaci.
Można powiedzieć, że Proust odzwierciedlił w tworzywie „W poszukiwaniu straconego czasu” całe skomplikowanie, chaos, przypadkowość ludzkich procesów psychicznych, myślowych, emocjonalnych, percepcyjnych, zaś postacie – jak zauważył Heistein – „nie są jednostkami autonomicznymi (jak postacie u największych nawet autorów tradycyjnej literatury – jak n.p. Odyseusz, Rastignac czy pan Pickwick – przyp. KL), lecz „nie istnieją w rzeczywistości, ale tylko w percepcji autora”. „Inna też – dodaje Heistein – jest zasada motywacji postępowania postaci. Motywacja nie jest ujawniona, lecz poszukiwana przez narratora, który, by ją znaleźć, wgłębia się nie w psychikę postaci, lecz własną”.
Przywołane atrybuty dzieła Prousta to tylko nieliczne przykłady zaczerpnięte z niezwykle bogatego katalogu i nie wystarczyłoby tu miejsca na to, by je nawet tylko enumeratywnie wyliczyć. Ten sposób konstruowania dzieła literackiego sprawił, że w przeciwieństwie do tradycyjnej literatury, która zmierzała do pewnej „konwergencji”, do kondensacji sensu w poszczególnych dziełach, proza Prousta, naśladując prawdziwą naturę ludzkiego postrzegania, zmierzała do „dywergencji”, niejako w „nieskończoność” się rozszerzając, na wielu poziomach, niczym skomplikowana, wielopiętrowa i wieloczynnikowa konstrukcja, nigdy nie domknięta, nigdy nie dokończona.
Brak „koherencji” składników dzieła, brak ich wzajemnej spoistości, mieszanie się wzajemne wszelakich aktów psychicznych, przeżytych i antycypowanych, snu i jawy, marzeń i rzeczywistości itd., itd., owa polifoniczność dzieła Prousta była co prawda świadomie zamierzona i zrealizowana, ale uzyskany efekt chaosu, jako głównego atrybutu funkcjonowania ludzkiej świadomości był tym, co wpłynęło na losy i kształt literatury artystycznej „po Prouście”. W „W poszukiwaniu straconego czasu” Proust nie do końca jednak odwrócił się od tradycyjnej literatury.
Dokonał niejako syntezy dotychczasowych gatunków pisarstwa. Zatarł też granicę między rzeczywistością a jej postrzeganiem. „Zamiast rozwijać nić intryg, które czytelnik miał śledzić, Proust zaproponował (…) tworzywo płynne, enigmatyczne, zlepione z rzeczywistości i wyobraźni”, a „reprodukcję obrazu świata zastąpił własnym wyobrażeniem”.
Sto lat po śmierci Marcela Prousta można stwierdzić, że ilekroć na naszej czytelniczej drodze napotykamy dzieła literackie nieoczywiste, odległe od banalnego realizmu i od „dobrze skrojonej prozy”, z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem, za to przepełnione choćby „strumieniem świadomości” i odznaczające się zamierzonym chaosem narracji, to warto choć przez chwile pomyśleć, że należą one do – zazwyczaj dalekiego i bardzo często nieudanego, ale jednak – dalekiego potomstwa Prousta jako rewolucyjnego twórcy modelu nowoczesnej literatury.
Nowoczesnej, to nie znaczy najbardziej popularnej, co nie zmienia faktu, że na ślady proustowskiej rewolucji w literaturze, na stworzony przez niego jej nowy DNA, można natrafić w najbardziej nawet trywialnej konfekcji literackiej.
Bo o literaturze mijającego właśnie stulecia „po Prouście” bez przesady możemy powiedzieć – i pisarze, i czytelnicy – że „my wszyscy z niego”. Był w literaturze tym, kim Kopernik w astronomii. Jeśli porównać Prousta do gigantycznego jeziora, to niniejszym zaczerpnąłem z niego jedną małą szklaneczkę. Świat pokazany przez Prousta jest już tylko Pompeją albo Atlantydą, ale jego duch jest w literaturze nieśmiertelny.

Poprzedni

Spektakularne, religijne poczucie sensu istnienia

Następny

„Pust wsiegda budiet sołnce”

Zostaw komentarz