Mrożek jako bohater „latynoskiej telenoweli”

Brazylijskiej chciałoby się rzec, gdyby autorka nie była Meksykanką (taki żarcik). Czy w literaturze ważne jest wyłącznie dzieło, czy także jego autor? Na ten temat zdania są podzielone. Jedni uważają, że liczy się tylko jakość utworu literackiego, a cechy osobiste czy poglądy autora są nieistotne. Inni – że nie tylko dzieło świadczy o pisarzu (czy artyście, szerzej biorąc), ale też jego życie.To także pytanie o sens biografistyki. Knut Hamsun, Ezra Pound czy Louis Ferdinand Celiné byli koszmarnymi faszystami, ale to nie zmienia faktu, że byli wielki pisarzami, a do „Podróży do kresu nocy” czy „Śmierci na kredyt” tego ostatniego wracam od czasu do czasu z lubością, jako do świetnej prozy.

Podobnie bardzo cenię, wręcz uwielbiam pisarstwo Jarosława Marka Rymkiewicza za jego walory wszelakie, choć od jego poglądów i hymnów na cześć Kaczyńskiego dzieli mnie istny mur chiński.
Rosana Osorio-Mrożek tak wspomina poznanie swojego przyszłego męża Sławomira Mrożka: „Zaczynało mi się nudzić. Czekałam w recepcji hotelu już od czterdziestu minut, kiedy zobaczyłam, jak wchodzi wysoki, postawny mężczyzna w dżinsach, z miną Gary’ego Coopera wyrażającą pewność siebie i zarazem nieśmiałość. Spojrzałam na niego, on spojrzał na mnie, uśmiechnęłam się, on się uśmiechnął i w tamtej chwili nie liczyło się nic więcej”.
Tak zaczyna się niezwykle osobista opowieść Susany Mrożek, która poznała pisarza w 1979 roku w Meksyku. On był wdowcem, miał 49 lat i tkwił w długiej burzliwej relacji z mężatką.
Susana miała wtedy 27 lat, była po rozwodzie i podjęła decyzję, że nigdy więcej nie wyjdzie za mąż. Została tłumaczką i przewodniczką Sławomira, on był jej przyjacielem, bezwarunkowo szczerym. Zakochali się, rozjechali, pisali do siebie, szukali się, spotykali w Europie, rozstawali, wchodzili w nowe związki, ranili, tęsknili.
W 1987 roku oświadczył się jej w Paryżu. Bez namysłu odpowiedziała nie, ale to nie koniec tej historii pokazującej głębokie uczucie łączące dwoje dojrzałych i świadomych siebie ludzi – miłość z jej blaskami i cieniami, która jest w stanie przezwyciężyć mroczne, depresyjne tło, nieobce obojgu.
Wspomnienia Susany Mrożek, przeplatane listami, jakie para pisała do siebie przez lata, oraz nieznanymi rysunkami Mrożka, pokazują pisarza z zupełnie nieznanej strony. Kto by pomyślał, że Sławomir Mrożek, jawiący się powszechnie jako samotnik stroniący od wszelkich egzaltowanych uniesień, ozdabiał swoje liściki do ukochanej serduszkami i zapakowywał je w koperty z Hello Kitty? Jednak ogromna czułość, jaką Susana i Sławomir darzyli się przez lata, nie ma w sobie nic infantylnego.
Czy możliwe jest pogodzenie tych wszystkich sprzeczności: depresji, namiętności, osamotnienia, czułości, beztroski i prozy życia w obliczu chorób i upływającego czasu?
Mrożkowie znaleźli na to własny, jedyny w swoim rodzaju sposób, a Susana Mrożek nareszcie uchyla rąbka tajemnicy” – czytamy w nocie wydawniczej.
Sławomir Mrożek, to uosobienie szyderstwa, demaskujący mity współczesnej cywilizacji, wielki kpiarz i demaskator, stawiany w jednym szeregu z Ionesco, Beckettem, Pinterem czy Witkacym, pisarz który o Witoldzie Gombrowiczu mawiał per „szef” – jako bohater romansu a la Grochola?
Mrożek jako bohater serialu na brazylijską modłę? I miły i dobry mąż, a przy tym w uczuciach niemal romantyk? W opisie małżonki? W końcu, czemu nie?
Co nie zmienia faktu, że bez jego „Tanga”, bez wynurzeń Edka i jego tańca z Wujem Eugeniuszem, bez „Policji”, „Rzeźni”, „Vatzlava”, „Szczęśliwego wydarzenia”, „Garbusa”, „Emigrantów”, ta lektura nie byłaby szczególnie atrakcyjna. A tak – jest.
Susana Osorio-Mrożek – „Przylepka i potwór”, przekł. Marta Szafrańska Brandt, Maciej Świerkocki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021, str. 520, ISBN 978-83-08-07398-8