
Ameryka Trumpa wspólnie z Izraelem Netanjahu podjęła nową krucjatę na Bliskim Wschodzie, atakując Iran ajatollahów, a Izrael również jego sojuszników w Libanie.
Dlaczego to zrobili?
Oficjalnymi, rzec można, przyczynami jest chęć pozbawienia Iranu możliwości zbudowania broni nuklearnej i udzielenie wsparcia narodowi irańskiemu w walce z reżimem republiki islamskiej i umożliwienie powstania nowego rządu, w domyśle – najlepiej proamerykańskiego, jak za czasów szacha.
Część zaangażowanych obserwatorów sceny politycznej uważa, że prawdziwą przyczyną kolejnego ataku na Iran jest chęć Trumpa odwrócenia uwagi od afery Epsteina i porażki administracji w Sądzie Najwyższym w sprawie polityki celnej. Skupienie uwagi opinii publicznej na scenie międzynarodowej i kolejna wojna mają spowodować zjednoczenie narodu wokół flagi i władzy, która odnosi sukcesy i podnosi prestiż Stanów Zjednoczonych, co jest marzeniem Trumpa przed jesiennymi wyborami do Kongresu, które zapowiadają się dla niego źle.
Nie chcę lekceważyć tych przyczyn i celów nowej akcji Trumpa; najmniej wiarygodny jest jednak pretekst nuklearny, prawie tak samo jak rzekome posiadanie broni masowego rażenia przez Irak Saddama Husajna.
USA i Izrael od kilkudziesięciu lat straszą możliwością zbudowania przez Iran broni nuklearnej, ale poziom wzbogacania uranu w tym kraju nigdy nawet nie zbliżył się do wartości pozwalających na jego militarne zastosowanie. Warto też podkreślić, że Iran był gotów w ramach negocjacji do kolejnych ustępstw i kontroli MAEA i przedstawicieli USA na miejscu.
W akcji amerykańskiej dostrzegam jednak elementy większej strategii. Patrząc np. z perspektywy powstrzymywania przez Stany Zjednoczone rosnącej potęgi Chin, przejęcie kontroli nad Zatoką Perską ma istotne znaczenie. Iran jest jeszcze ważniejszym krajem niż Wenezuela w zaopatrywaniu chińskiej gospodarki w strategiczne surowce – ropę naftową i gaz ziemny.
Pomimo istotnych wątpliwości co do intencji Donalda Trumpa w powstrzymywaniu odradzającego się imperializmu rosyjskiego, warto zwrócić uwagę, że Iran jest kolejnym krajem sojuszniczym wobec Rosji (dostarczał m.in. broń, zwłaszcza technologie dronowe) zaatakowanym przez Stany Zjednoczone. Wcześniej w kooperacji z Turcją wyparto Rosję z Syrii, a w Wenezueli wywarto skuteczną presję na rządzącą klikę dla zmiany jej orientacji międzynarodowej. Waszyngton coraz większą presję wywiera również na ostatniego sojusznika Rosji w Ameryce Środkowej, obok Nikaragui – Kubę.
Oczywiście długotrwały kryzys w rejonie Zatoki Perskiej może skutkować również eksplozją cen ropy i gazu, a więc być korzystny dla ogromnego eksportera tych surowców jakim jest Rosja.
Najważniejszą i bezsporną przesłanką decyzji Trumpa w sprawie jego Epickiej Furii wydaje się być jednak zapewnienie bezpieczeństwa swojemu strategicznemu sojusznikowi na Bliskim Wschodzie – Izraelowi. Wskazuje na to nie tylko współpraca z Izraelem w dziele likwidacji irańskich przywódców, zaczątków programu nuklearnego, zasobów rakiet balistycznych, ale również równoległa akcja Izraela w południowym Libanie i w samym Bejrucie wobec sojuszników Iranu oraz konsekwentne wspieranie przez Trumpa rządu Netanjahu w jego agresywnej polityce, wobec Palestyńczyków i wobec Iranu.
Istotne dla Stanów Zjednoczonych jest również bezpieczeństwo krajów Zatoki Perskiej, a zwłaszcza baz amerykańskich w tych krajach.
Jakie są do tej pory efekty współpracy Epickiej Furii i Ryczącego Lwa?
Zlikwidowano kilkudziesięciu przywódców Iranu na czele z ajatollahem Ali Chamenei, rozbito wiele stanowisk obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, zniszczono również część zasobów rakiet; zaatakowano sztaby i koszary strażników rewolucji oraz policji politycznej.
Izrael zniszczył też część aktywów Hezbollahu w Libanie.
Reżim ajatollahów jest jednak daleki od upadku. Władzę przejęli zastępcy zabitych polityków i generałów, a wojsko odpowiada ostrzałem rakietowym i dronowym Izraela i baz amerykańskich w rejonie Zatoki Perskiej, uszkadzając również porty, lotniska, a nawet hotele w emiratach. Iran blokuje również cieśninę Ormuz, uszkodzono kilka tankowców.
Persowie nie wyszli ponownie na ulice w demonstracjach antyrządowych, mając z tyłu głowy represje sprzed kilku tygodni, ale też deklarację Trumpa, że wojsk lądowych nie zamierza użyć. Wsparcie w postaci bombardowań raczej służy skupianiu się społeczeństwa w zagrożeniu wokół władzy, zwłaszcza jeżeli oprócz przedstawicieli reżimu ofiarą ataków padają również uczennice i uczniowie w szkołach czy przypadkowi przechodnie na ulicach. Zginęło już prawie sześćset osób.
Na razie największe manifestacje były związane z uczczeniem poległego „duchowego przywódcy Iranu”.
Demonstracje sprzeciwu wobec „amerykańskiego i syjonistycznego barbarzyństwa” miały miejsce również wśród szyickich pobratymców religijnych w Iraku i w Pakistanie. Zaatakowano ambasadę USA w Bagdadzie i konsulat w Karaczi.
Liczenie na bunt w irańskiej armii może być zawodne, a społeczeństwo jest głęboko podzielone.
Z pewnością Stany Zjednoczone i Izrael doprowadzą do dużego osłabienia potencjału militarnego Iranu i jego możliwości ofensywnych. Przeciąganie wojny powietrznej w czasie może doprowadzić jednak do nowej eksplozji nastrojów wrogich interwentom w krajach islamskich, zwłaszcza w tych z dużą populacją szyitów i nowej fali terroryzmu wzmacnianego chęcią pomszczenia zabitych przywódców, zwłaszcza ajatollaha Chamenei. Odpowiednie fatwy zostały już wydane.
W Stanach Zjednoczonych nowa wojna nie jest popularna, większość społeczeństwa jest jej przeciwna, a demokraci podjęli inicjatywę ograniczenia w Kongresie możliwości użycia sił zbrojnych przez prezydenta, wskazując na bezprawny charakter nowej amerykańskiej interwencji.
Warto też przypomnieć, że atak na Iran jest poważnym naruszeniem prawa międzynarodowego. Amerykańska opinia publiczna będzie jednakże reagować w zależności od efektów tej interwencji i poziomu strat własnych. Na razie zginęło kilku żołnierzy i zestrzelono 2 samoloty przy pomocy friendly fire, ale interwencja jest zaplanowana na cztery tygodnie i ofiar może być więcej. Z pewnością Trump nie zaryzykuje operacji lądowej, więc po bitwie krajobraz polityczny na Bliskim Wschodzie zmieni się nieznacznie, ale Stany Zjednoczone po raz kolejny zademonstrują swoje możliwości militarne i po raz kolejny wszyscy zobaczą też, że Rosja i Chiny nie są w stanie bronić swoich sojuszników.
Wszyscy też jeszcze raz się przekonają jak ważnym partnerem dla amerykańskiej administracji jest Izrael i jak silne jest lobby proizraelskie w Stanach Zjednoczonych.
Powszechny pax americana w tak skomplikowanym etnicznie, religijnie i politycznie regionie świata nie jest jednak do osiągnięcia i z góry można przewidywać kolejne odsłony tego samego dramatu.
Dla Europy najbardziej dotkliwa będzie kolejna zwyżka cen ropy i gazu, w związku z ograniczonymi dostawami z Bliskiego Wschodu. Mam nadzieję, że tym razem Europa nie da się jednak wciągnąć w kolejną awanturę. Dla Europy najważniejsze jest powstrzymanie odbudowy rosyjskiego imperium.









