
Metaforyczny charakter terminu ‘głowa państwa’ stał się dla nas zupełnie przezroczysty. Na co dzień nie dostrzegamy, że zwrot ten dosłownie oznacza połączenie części ciała zawierającej mózg z formą organizacji społecznej na określonym terytorium. Przenośnia ta nabrała magicznego, sakralnego charakteru i pełni wiele społecznych oraz perswazyjnych funkcji. Bardziej dziś pomaga czy bardziej szkodzi? Coś nam w trakcie majowych wyborów da czy może nas czegoś pozbawi?
W Polsce metafora głowy państwa tradycyjnie używana jest w odniesieniu do prezydenta RP. Poza potocznym obrotem jest to termin stosowany powszechnie w języku prawniczym i politologicznym. Nie występuje on natomiast w naszej konstytucji. Ta mówi (serwując inne dwie metafory), że prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Zwrotu ‘głowa państwa’ lub ‘głowa obcego państwa’ używa też nasze ustawodawstwo, czy to w kodeksie karnym, czy w ustawie o podatku od towarów i usług, czy w prawie lotniczym. Pojawia się on także w regulacjach unijnych, choćby w słynnym rozporządzeniu o ochronie danych osobowych.
W ujęciu porównawczym głowa państwa (head of state) jako symbol władzy wykonawczej występuje obecnie w ponad setce konstytucji. Sporo ustaw zasadniczych posługuje się też terminem ‘głowa rządu’ (head of government). Niekiedy pojawia się fraza ‘głowa sądu’ (head of court), głowa egzekutywy (head of executive) czy nawet ‘głowa administracji’ (head of administrative agencies).
Język prawny (czyli ten z którego tworzone są obowiązujące przepisy) stara się unikać terminów emocjonalnych, przenośnych czy patetycznych. W założeniu dominować ma w nim neutralność. Jednak ustawowy zasób leksykalny w naszym kraju obfituje w silnie nacechowane ładunkiem perswazyjnym zwroty metaforyczne takie jak wada oświadczenia woli, wzruszenie domniemania, osobowość prawna, wejście w życie czy ciężar dowodu. Te przenośnie służą podkreśleniu pewnej umowności oraz fikcyjności prawa i mają obrazować określone symbole i rytuały osadzone w kodzie kulturowym. Najlepszym przykładem może być utrwalona w polskiej konstytucji tzw. wodna metafora, czyli fraza ‘źródła prawa’. Nikt nie sądzi przecież, że przepisy prawa stanowią naturalny, samoczynny wypływ wody na powierzchnię. Metaforyzacja ma tu umożliwić postrzeganie rzeczywistości nie na podstawie obiektywnego poznania, ale na bazie ludzkiego doświadczenia.
Metafora w tekście prawnym służy zatem perswazji i tworzeniu u adresatów norm prawnych określonej percepcji. Ma konstruować pożądany obraz i tym samym po prostu wywierać wpływ. Używane na gruncie naszej ustawy zasadniczej metafory (państwo jako rzecz, państwo jako osoba czy konstytucja jako coś najwyższego) mają dodatkowo wzmocnić prestiż państwa, autorytet prawa i podkreślić dystans między nadawcą a odbiorcą komunikatu.
Czemu zatem w tej układance ma służyć znormalizowana, mocno zinternalizowana i znaturalizowana metafora głowy państwa?
Po pierwsze, ma ona ucieleśniać autorytet. To w głowie podejmowane są decyzje i dokonywane wybory a państwo, jako ciało, nie może bez tej swojej części funkcjonować. Po drugie, ma symbolizować jedność. Tak jak głowa jednoczy ciało i nadaje mu spójność tak głowa państwa ma jednoczyć naród lub wspólnotę. Po trzecie, zdecydowanie humanizuje ona władzę i ustrój. Metafora ta jest w sposób naturalny pojmowana i akceptowana, gdyż łączy odległe, mityczne, elitarne przywództwo polityczne z czymś namacalnym i osobistym, co ma każdy z nas i do czego każdy może się odnieść. Zwrot ten powoduje, że w ogóle koncepcja państwa staje się bardziej ‘ogarnialna’, relacyjna, osobista, organiczna i swojska. Po czwarte, analizowana metafora przemyca pożądaną przez twórców konstytucji oraz korpus polityczno-profesjonalno-jurydyczny dorozumianą hierarchię. Głowa to bowiem góra i szczyt ciała. Podobnie głowa państwa ma być odczytywana jako góra władzy lub szczyt ustroju. Po piąte, fraza ta współtworzyć ma autorytet moralny i intelektualny osób piastujących najwyższe funkcje. Głowa to przecież mądrość, mózg i myślenie. A zatem głowa państwa to mózg państwa, czyli wiedza i mądrość. Po szóste wreszcie, to metafora kruchości i odpowiedzialności. Tak jak głowa jest stosunkowo łatwo podatna na śmiertelne urazy tak niebezpieczeństwo dla głowy państwa oznaczać może egzystencjalne trudności dla całej wspólnoty.
Myślenie o prezydencie RP w kategorii głowy państwa nie jest jednak wcale takie jednolicie pozytywne. Usuwa ono bowiem z pola widzenia skomplikowany i zniuansowany charakter władzy we współczesnej parlamentarnej demokracji przedstawicielskiej. Stanowi ona bowiem niebezpiecznie nadmierne uproszczenie, które może komunikować, że w istocie prezydent władzę sprawuje samodzielnie i nieskrępowanie. Metafora ta usuwa z pola widzenia zarówno pozostałe elementy egzekutywy (rząd), pozostałe filary w ramach trójpodziału (ustawodawczy i sądowniczy), wszystkie inne elementy władzy (samorząd terytorialny czy samorządy zawodowe), jak też pozostałych interesariuszy systemu ustrojowego (partie polityczne, aparat urzędniczy, media, NGOsy, siły zbrojne czy podmioty zagraniczne). W praktyce wygląda to tak jak możemy obserwować w trakcie obecnej kampanii prezydenckiej – kandydaci prześcigają się w składaniu deklaracji programowych, które zupełnie nie leżą w gestii konstytucyjnych uprawnień prezydenta RP. Dzieje się tak w Polsce od lat. Stąd tez powszechny obraz prerogatyw prezydenckich jako równych rządowym czy nawet parlamentarnym. Tworzy to nierzeczywisty, omnipotentny obraz najwyższego przedstawiciela państwa jako mającego lub mogącego mieć decydujący wpływ na prowadzenie polityki wewnętrznej i zagranicznej. Może się to przyczyniać do zniechęcenia wyborców do polityki, a co najmniej do ich zniecierpliwienia, rozczarowania i irytacji.
W tym świetle analizowana przenośnia może także stanowić idealny nośnik dla sympatii autorytarnych lub autokratycznych. Polityk traktowany jako głowa państwa, a do tego sam siebie tak postrzegający, może łatwo przekraczać czerwone linie i argumentować na rzecz absolutyzacji swoich uprawnień, centralizacji dodatkowych funkcji oraz erozji mechanizmów kontrolnych. Przecież trzustka czy śledziona głowy nie nadzorują. Co więcej, metafora głowy państwa usuwa w cień ‘ciało’, czyli wspólnotę. Taki sposób myślenia o władzy może sprzyjać obywatelskiej pasywności oraz zniechęcać do publicznej partycypacji w kreowaniu rozwiązań politycznych. Dodatkowo przenośnia ta niepotrzebnie romantyzuje prezydenta państwa. Głowa kojarzy się bowiem z czymś mądrym, idealnym i wartościowym. W sytuacji lidera niewydolnego czy skorumpowanego taki kierunek rozumienia jego pozycji ustrojowej może tylko utrudniać zrozumienie zależności między aktorami władzy.
Może zatem czas uznać, że ta tradycyjna i zadomowiona metafora już nam nie służy? Potencjał eksplanacyjny tej, dominującej nasze myślenie o prezydenturze, przenośni wydaje się już wyczerpywać. Warto rozważyć inne opcje, także te zupełnie niestandardowe. Prezydent jako węzeł nerwowy państwa, walidator sieci państwa, element systemu operacyjnego państwa, jeden z punktów mocujących państwa?
A może odświeżające będzie podejście w konwencji AI – prezydent jako twórca ustawowych promptów, inżynier narodowej narracji, mistrz państwowych promptów, kreator zapytań narodowych, operator ustrojowego interfejsu? W tym modelu prezydent przestaje być jedynie strażnikiem konstytucji czy reprezentantem narodu, a staje się inżynierem promptów, który formułuje pytania, kierunki, hasła i narracje, by uruchomić „model społeczeństwa” do działania. Każde jego wystąpienie, decyzja, symboliczny gest to prompt, czyli wejściowe dane, które determinują odpowiedź narodu, mediów i instytucji. Prezydent nie rządzi w tej perspektywie twardym kodem, nie pisze algorytmu, ale formułuje zapytania, które kształtują rzeczywistość. Jeśli prompt jest przemyślany – społeczeństwo odpowiada spójnie, konstruktywnie. Jeśli chaotyczny – reakcje są równie nieprzewidywalne jak źle wytrenowana AI. W tym ujęciu, prezydent nie jest już wszechwiedzącym liderem, ale kimś, kto rozumie kontekst, potrafi zadawać trafne pytania i uczy się, jak rozmawiać z coraz bardziej złożonym, i nieprzewidywalnym systemem zwanym państwem.









