Osieroceni pracownicy, osierocona planeta. Lewica w jarzmie POPiSu

Powyborczy dylemat lewicy: 1) wspierać nadwiślańskich liberałów i lobbystów biznesu, w efekcie przetartym szlakiem zasilić PO; 2) zapobiegać wspólnie z rządzącą koalicją powrotowi PiSu do władzy i tworzeniu w następstwie reżimu sanacji bis, będąc przystawką; 3) realizować samodzielnie program socjalliberalnej IV RP.

Wielki kryzys wolnorynkowego kapitalizmu w latach 30. ubiegłego wieku doprowadził do faszyzmu i drugiej wojny światowej. Rooseveltowski New Deal wskazał drogę wyjścia. Był to kompromis klasowy między kapitałem a pracą. Rozjemcą okazało się państwo dobrobytu. Organizatorami tego kompromisu była administracja i menedżment korporacji. Ceną tego kompromisu było wysokie opodatkowanie dochodów, sięgające nawet 90 procent. A także kontrola sektora finansowego w systemie Bretton Woods. Inną drogą szły państwa realnego socjalizmu. One znacjonalizowały wielką własność przemysłową i rolniczą. Przynajmniej udała się przyspieszona industrializacja kraju, przeniesienie mas z rachitycznego rolnictwa do pracy w przemyśle, z kurnych chat przynajmniej do blokowisk.

Ale wystarczyła pierwsza okazja, żeby kapitał odzyskał pełną swobodę przechwytywania nadwyżki z eksploatacji pracy, techniki i przyrody. Począwszy od przełomu lat 70/80. powróciła rzeczywistość międzywojnia: niepewność zatrudnienia, powstanie pracującej biedoty i nowych podklas, uberyzacja usług. W reakcji klasy pracownicze odepchnięte od „szwedzkiego” stołu w państwie dobrobytu – zwróciły się w stronę kultu narodu według modelu prawicy. W Polsce to model endecki. Rozczarowanie „powrotem do wolności” według receptury nadwiślańskich liberałów PO wykorzystał PiS. Oprócz frazeologii narodowej, rusofobicznej, antyniemieckiej, antyimigranckiej, i antyunijnej – PiS dodał do oferty socjalne pigułki znieczulające. Pozwoliły one chociaż częściowo złagodzić bóle transformacji. To m.in. 500+, potem 800+, 13, 14 emerytura, regulacja płacy minimalnej. Ale strefy specjalne na prowincji pozostały. Pozostały też Mordory tanich usług biznesowych dla zagranicznych korporacji w dużych miastach. Nie doznały uszczerbku biznesy Januszów i Rafałów, bo PiS zniósł też trzeci próg dochodowy. Nie dbał też o opodatkowanie zagranicznych korporacji.

Trudno prekariuszom wszystkich krajów połączyć się w epoce tzw. populizmów. Droga do podmiotowości klas pracowniczych wiedzie teraz przez piekło nacjonalizmu. Dla nowych pokoleń III RP to odświeżony prawicowy nacjonalizm OZNu, ONRu, endecji. Istotą tego zabiegu na świadomości wolnego najmity jest zastępowanie tożsamości klasowej tożsamością narodową. Nadwiślańscy liberałowie oferują tylko rozkosze demokracji wyborczej. To standaperka na ogół na świeżym powietrzu, by wyzwolić obywatelską bądź patriotyczną energię. Do tego repertuaru dodają śpiewkę o wolnej przedsiębiorczości i sukcesach tych, którzy dedykują jej swoje życie. Mądrość etapu w erze trumpizmu pozwala na więcej – już można stręczyć deregulację, a nawet nacjonalizm gospodarczy. Rządząca obecnie koalicja lobbystów biznesu małego, średniego i wielkiego, krajowego i zagranicznego – obsługuje politycznie także tzw. klasę średnią. To najczęściej wysokokwalifikowani pracownicy z dużymi dochodami i niskimi „daninami”. Zatrudniają ich urzędy, filie zagranicznych korporacji. Jako klasa kompradorska zrasta się ona z panującym systemem. Oferuje on nie tylko wiele darów Rynkowego Pana, ale także możliwości lokowania uzyskanych dochodów w nieruchomości, obligacje, akcje, w mieszkania w kraju i za granicą. Wielu może rzec: chwilo trwaj dłużej niż dwa i pół roku. Liberałowie półgębkiem, lewica śmielej dodają tylko agendę kulturową – walkę o pozostałe prawa jednostki, walkę z dyskryminacją rasową, płciową, etniczną.

Dla klas pracowniczych ważne są natomiast sprawy socjalne: brak biletów wstępu do raju konsumpcji wskutek spadającego udziału płac w PKB czy inflacji. Narastają nierówności społeczne, postępuje degradacja ochrony zdrowia, komercjalizacja usług publicznych. Rozczarowanie na tym polu doprowadziło do zmian postaw wobec dotychczas rządzących elit i integracji europejskiej, a także do poszukiwania zastępczych wspólnych wartości w emocjach narodowych i ksenofobicznych. To obecnie teren łowiecki Konfederacji.

Zagubiona polska lewica nie wie teraz, gdzie szukać inspiracji ideowo-teoretycznych. Marks wyklęty. Ale jest bogate zaplecze teoretyczne, z którego mogłaby skorzystać. To twórcy teorii efektywnego popytu i ruchu okrężnego dochodów (M. Kalecki, M. Keynes, J. Steindl, P. Sweezy, J. Foster, J. Toporowski, K. Łaski). Ogarnia ona współczesny kapitalizm wielkich korporacji. Klasyczny kapitalizm rodzinnych firm i indywidualnej przedsiębiorczości a la Mentzen to już melodia przeszłości. Zmiana główna polega na powstaniu rynku długoterminowych długów i oligopoli w rentownych gałęziach gospodarki. System cen wówczas tylko rozprowadza zyski między korporacjami. Czy można sensownie badać np. global governance, unijne „kryteria konwergencji”, dług publiczny z pominięciem władzy korporacji? Czy można pominąć rolę banków, towarzystw ubezpieczeniowych, funduszy emerytalnych, funduszy inwestycyjnych? Czy one współcześnie bankrutują, panie Mentzen?

Rynek też, jak wiadomo, nie wycenia wszystkich efektów zewnętrznych wolnej przedsiębiorczości. Na dodatek inną pozycję na rynku ma właściciel kapitału pieniężnego, handlowego czy przemysłowego a inną właściciel swojej siły roboczej. Nie można aktywności gospodarczej sprowadzić do przedsiębiorczych producentów i pożądliwych konsumentów – jak to robi cały POPiS. Składają oni przy każdej okazji hołdy błogosławionej przedsiębiorczości. Nowy rekord ustanowił premier Tusk vel Cienki Bolek. W świątyni biznesu z pewną taką nieśmiałością obnażył całą nicość nadwiślańskiego liberalizmu. A dokonał tego przed dostarczycielem paczek – obecnym królem polskiego peryferyjnego biznesu Januszów i Rafałów.

Ciekawe będzie obserwować, czy Cienki Bolek zerwie z ordoliberalną wizją gospodarki. W tej doktrynie państwo ma być co najwyżej sędzią na boisku, nie zaś graczem. Co zatem z azjatyckimi tygrysami, teraz z państwem chińskim? Co z państwem przedsiębiorczym Mariany Mazzucato? Cała rodzima tzw. klasa polityczna ma tylko jedną strategię bezpieczeństwa: to budowa fortu Polanda. Wszyscy oni są przekonani, że zakupy u Wuja Sama samolotów, czołgów, chipów, gazu ziemnego, HIMARSów itd. – to gwarancja bezpieczeństwa. Chcą oni zatem kupić je za miliardy. Trudniej bowiem przesunąć gospodarkę w globalnych łańcuchach produkcji i wartości dodanej. Przesunąć bliżej centrum. Nie pamiętają losu Wietnamu, Iraku, Afganistanu, być może też Ukrainy? (szerzej G. Rudnik, Po co nam czołgi?, Przegląd, 9-15.06.25). Nie może ona pojąć w swoim zaślepieniu, że w neoklasycznych fantazjach i mitach o cudach wolnorynkowej gospodarki brak zawsze łącznych efektów: społecznych, ekologicznych, dotyczących jakości życia. To obecnie: efekt cieplarniany, luka rozwojowa między centrum a peryferiami, strukturalne bezrobocie, miliardy ludzi zbędnych, degradacja gleb i oceanów, depresyjni konformiści, uwiąd kultury wyższej. Dyżurnym ekonomistom w kraju i za granicą nie przeszkadzają tylko góry bogactwa i władza udzielnych książąt. Oni, jak Musk, Zuckerberg, Bezos, chcą samodzielnie decydować o przyszłości cywilizacji: przemysłu, pracy, biotechnologii, czasu wolnego. Za nic mają miliony uciekinierów przed biedą globalnego Południa, homeostazę przyrody, eschatologię mineralną. Tym bardziej groteskowo brzmią bajdurzenia prawicy o suwerenności państwa (przecież uzależnionego poprzez zadłużenie od tzw. „rynków”), ani tym bardziej o depozycie chrześcijaństwa i jego rodzimych egzekutorach. To tylko ideologiczne narzędzia, żeby zbudować z wykorzystaniem instrumentów państwa reżim łączący sanację plus endecję. Na dodatek, z wykorzystywaniem wspólnej kasy do partyjnych, grupowych i osobistych celów.

Inaczej niż w Polsce, największy odsetek młodego francuskiego pokolenia głosuje na Jean-Luca Mélenchona. Dla stołecznego salonu to niebezpieczny radykał. Również do amerykańskiej młodzieży przemawiają coraz silniej Bernie Sanders i Alexandria Ocasio-Cortez. To nie trzecia, lecz nowa droga. Prowadzi ona do ograniczenia wszechwładzy korporacji i ich akcjonariuszy. W tym celu konieczne są sprawiedliwe podatki: progresywne podatki dochodowe i spadkowe, a także roczne progresywne podatki od własności. To podpowiedź Thomasa Piketty ’ego. Taką głęboką reformę globalnego systemu podatkowego umożliwia technologia cyfrowa, tak przecież chwalona big data i AI. Możliwa jest obecnie i przejrzystość informacji o dochodach akcjonariuszy, i o zyskach korporacji uzyskanych w poszczególnych krajach. Dostępne są także procedury koordynacji tych danych. By skutecznie opodatkować wielkie korporacje konieczne by było ograniczenie optymalizacji podatkowej, a także likwidacja rajów podatkowych oraz kontrola platform cyfrowych. Głębokich reform wymaga też UE, zniewolona ideologią konkurencyjności i sakralizacją swobodnego przepływu kapitału. Inaczej nie da się okiełznać potwora, który pożera planetę. Kto to zrobi, skoro tyle ludzi jest sowicie wynagradzanych za to, żebyś mu nie wchodził w paradę.

Tadeusz Klementewicz

(ur. 1949) – polski politolog, profesor nauk społecznych, wykładowca na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalista w zakresie teorii polityki i metodologii nauk społecznych. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Klementewicz

Poprzedni

Ruszyła rejestracja na Regenerację! 2025 – spotkajmy się we wrześniu w Dąbrowie Górniczej

Następny

China committed to building South China Sea into sea of peace, friendship, cooperation: report