Wolność, po co wam wolność?

Pan Rafał pisze do nas, że chce wyjść na wolność do własnego domu. Ale Pan Rafał nie pisze z więzienia tylko z Domu Pomocy Społecznej, gdzie – jak twierdzi – go uwięziono. Sprawdzimy, bo niestety zdarza się, że krewni albo MOPS umieszczają starszych ludzi w domach opieki wbrew ich woli, mimo że ich stan zdrowia wcale tego nie uzasadnia. Niedawno mieliśmy podobną sprawę, gdzie po prawie roku udało nam się uwolnić starszą panią z prywatnego domu opieki. Umieściła ją tam siostrzenica, która chciała przejąć jej willę.

Odbieranie wolności pod pozorem niesienia pomocy jest dość powszechne. Ostatnio młoda matka z czteroletnią córeczką została wyrzucona z warszawskiego centrum kryzysowego, w którym chronią się ofiary przemocy, tylko dlatego, że nie wróciła na weekend. Takich przypadków jest mnóstwo. Osoby w kryzysie bezdomności mają ograniczoną wolność jak gdyby były małymi dziećmi. Takie „skoszarowanie” nie służy wychodzeniu z bezdomności, bo odcina człowieka od reszty społeczeństwa, pozbawia życia towarzyskiego czy osobistego.

Pewien piekarz nie mógł zamieszkać w przytułku, bo bramę otwierano o 6:00, a on pracę w piekarni zaczynał o 4:00. Tymczasem warunkiem udzielenia pomocy mieszkaniowej było mieszkanie w którymś z tych ośrodków o półwięziennym regulaminie.

Regulaminy schronisk dla bezdomnych wzorowane są na tym, co robił Marek Kotański. Tylko że on zaczynał w Polsce Ludowej, kiedy praktycznie większość bezdomnych to były osoby uzależnione. Dla nich były regulaminy, które całe życie skupiało się na różnych zajęciach w ramach ośrodka, a wyjście na zewnątrz oznaczało możliwość powrotu do nałogu. Dziś zdecydowana większość osób korzystających z przytułków to osoby ubogie, a niekoniecznie uzależnione. Większość bezdomnych w Polsce pracuje. Brakuje im tylko dachu nad głową.

Pamiętam takie matki, które schroniły się w kościelnym przytułku. Te kobiety uciekły od bijących mężów. Tymczasem były zmuszane do pracy na rzecz ośrodka, co kolidowało z podjęciem pracy, ułożeniem sobie życia i wyjściem z bezdomności. Zresztą ksiądz uważał, że trzeba je „zresocjalizować”, co miało polegać na powrocie do bijących mężów. W niektórych takich miejscach, jeżeli podopieczny chciał wyjść – np. po to, żeby odwiedzić dziecko przebywające na drugim końcu Polski – musiał zapłacić za to, że w tym czasie nie wykonuje pracy na rzecz ośrodka.

Pamiętam, jak do bezdomnego mężczyzny pomieszkującego u znajomych zadzwoniła pani z pomocy społecznej z pytaniem, dlaczego nie zatrzymał się w domu dla bezdomnych mężczyzn. „A pani tam była?!” – zapytał dramatycznym głosem bezdomny. Zdarzało się, że bezdomni, gdy nadchodziły chłody, popełniali jakieś drobne przestępstwo, żeby przezimować w więzieniu.


Źródło: Facebook / Piotr Ikonowicz

Piotr Ikonowicz

Poprzedni

Liberalny symetryzm

Następny

Manganum