Autor w okopach

Utożsamione PZPR i PiS to tyle samo co wół do karety

Wiele było i jest nadal przyczyn, a nawet konieczności, podobnie jak w nadmiarze polityków i różnych innych, do opluwania Polski Ludowej od pierwszych dni III RP. Ostatnio porównywanie czasów PRL-u do rządzącego od sześciu lat PiS-u ma na celu podkreślenie, jakby mało jeszcze brakowało tego codziennego bezprawia, matactwa i wyjątkowego bezhołowia, że oba te okresy równe są sobie, a wiadomo przecież, że za komuny było tylko zło. A jeszcze gdy dodać przepoczwarzanie się partii Jarosława Kaczyńskiego w PZPR oraz ogrom dokonanych zmian w dzisiejszej Lewicy, to odsyłam do „Trybuny” (26-27.07.2021), w której ukazał się bardzo obszerny tekst Jacka Jaworskiego „PiS w opuszczonych okopach PZPR”.

Utożsamianie tych dwóch partii,

poza ich autorytarnym charakterem, co niewątpliwie istotne, jest błędne bowiem dzieli je nieskończoność Kosmosu, a łączy jedynie bliskość Księżyca. To samo dotyczy także kwestii ideologicznych i wszelkich zresztą innych.

Jeżeli nawet przypomnieć wymowne słowa Władysława Gomułki z 18 czerwca 1945 roku: „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, to jednak PPR, a później PZPR, co by nie powiedzieć najbardziej krytycznego o tamtym czasie, dokonały epokowego i bardzo wartościowego przeobrażenia kraju. Wiele przyczyn złożyło się na to, że ówczesna władza zaproponowała Okrągły Stół, a jeszcze później dokonała samo transformacji przyjmując socjaldemokratyczny charakter. To za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego Polska znalazła się w NATO i za premierostwa Leszka Millera w Unii Europejskiej zadomawiając jej wartości. To właśnie tamte przemiany i decyzje wyznaczyły kierunek współczesnej Lewicy i stad wcale nie musiała wykonać „ogromnej pracy”, jak chce autor.

Podobnie nie jest prawdą, że „PiS jednak przyjął kurs na drogę wstecz”, bowiem robi to co od początku zapowiadał. Po jego „osiągnięciach”, poza słusznym acz uproszczonym do granic absurdu i politycznie motywowanym, wsparciem typu 500+ i 13-14 emerytury, ale także wyjątkowym namotaniem w głowach Polaków i powszechnym skokiem na państwową kasę, pozostanie tylko spalona ziemia, na której nie sposób będzie postawić nie tylko okrągłego, ale i żadnego innego stołu. Nawet w okopach pana Jaworskiego.

Problem i stosunek do ludzi LGBT

jest dla autora kolejnym dowodem identyfikacji czasów PRL – PiS oraz chwały dla obecnej Lewicy. Pisze, że poza „stalinowskim podejściem do tego zjawiska, PRL-owscy i radzieccy naukowcy – kryminolodzy, psychiatrzy i prawnicy, w większości uważali homoseksualizm za patologię społeczną”. Nadto podpiera się milicyjną akcję „Hiacynt”, sam sobie zresztą zaprzeczając, gdyż uznaje ją za tzw. szukanie haków. Świadczyła ona nie „o głęboko tkwiącej w świadomości aparatczyków niechęci do środowiska LGBT”, a o ówczesnym stanie świadomości całego społeczeństwa i standardowej procedurze wszystkich na świecie służb, polujących zawsze na jakieś dysonanse, słabości czy też inne sytuacje umożliwiające szantaż.
Zmiana stosunku do odmienności seksualnej nawet w krajach demokratycznych była bardzo długim i pełnym dramatycznych wydarzeń procesem. A co dopiero w Polsce pod przemożnym wpływem w tej kwestii nie PZPR a Kościoła katolickiego. Dość przypomnieć radosny rechot licznych, męskich gęb i zapewne zatroskanie niektórych matek po (niezręcznych i niechcianych wywołać taki skutek) słowach sprawozdawcy sportowego Bohdana Tomaszewskiego: „Jadą. Cały peleton, kierownica koło kierownicy, pedał koło pedała” oraz „Szurkowski to cudowne dziecko dwóch pedałów”.

Jaworski po prostu nie dostrzega, że informacja o dokonanym właśnie coming out przez znaną polską sportsmenkę, o czym donosił Onet, dowodzi odwagi i przykładu, ale przede wszystkim nadal stanowi wyjątkowość zjawiska, co na Zachodzie na ogół już nikogo nie interesuje. Szacunek dla seksualnej odmienności przyszedł do Polski, także do Lewicy, akceptowany głównie przez młodych, wraz z otwarciem granic i świata, tyle tylko, że ten PRL-owski, z co najmniej jednej ważnej przyczyny był zamknięty. A, że PiS ponownie go zamyka, to już inna, acz oczywista sprawa.

Jest i sporo o polskim kościele,

na ogół powszechnie znane sprawy, ale warto przywołać cytat: „Pazerny kler, hierarchowie zabiegający o dobra doczesne, przywileje i wpływy na władzę…w toksycznym uścisku z politykami PiS, nieświadomie ściągają się wzajemnie na dno. Teraz komuchy widzicie jak kościół zagłaskać na śmierć, ale już za późno na nauki.”

Poza okresem stalinowskim ówczesna władza nie prowadziła państwowej ateizacji, w czasach Gomułki miało miejsce szereg starć z Kościołem, ale nigdy i w żaden sposób nie podważono jego istnienia, za Gierka te relacje obfitowały wręcz serdecznością wyrażającą się także w setkach nowych kościołów, w latach osiemdziesiątych stosunki gen. Jaruzelskiego z Janem Pawłem II należały do doskonałych, a nadto premier Rakowski ubogacił na lata polski Kościół stosowną ustawą. Jak się okazuje komuchy nie chciały uśmiercać Kościoła, a wyszło wręcz odwrotnie.

I jeszcze jeden: „Ten powrót do korzeni i cywilizowanych zasad działania kościoła proponowane przez Lewicę powinno być przez hierarchów przyjęte z wdzięcznością i uwagą, to właśnie, a nie pisowska służalczość wobec kościoła, może faktycznie zadziałać jak rzucone mu koło ratunkowe. Nie mam jednak złudzeń; z lewackiej rady pyszny kościół nie skorzysta, ale to i dobrze.”

Jaki powrót? Jakie korzenie ? Ale i dobrze ??? Chce pan, panie Jaworski uśmiercić Kościół ? Ja się po panu tego nie spodziewałem.

Z determinacją i wielkim poświeceniem

Jacek Jaworski atakuje PiS, głownie poprzez obnażanie całego zła okresu PRL. Metoda nie jest nowa, acz nowatorsko i okazale rozwinięta. Nowość polega na tym, że tradycyjnie tym sposobem prezentowano wyższość jakiegoś ustroju, okresu, polityki nad innym, tym gorszym, minionym słusznie, złym. Tak miało miejsce nie tylko z oceną II RP w pewnych latach PRL. A tu nowość: bezkompromisowy krytycyzm Prawa i Sprawiedliwości poprzez równie mocne obnażanie PRL-u.

Tragifarsa zbudowana jest na wybiórczym i często dalekim od prawdy, ale przystającym do wyobrażeń autora, przywoływaniu pewnych, często wybranych i jednostkowych wydarzeń, działań, sytuacji, a nawet na pomówieniach. Również w sprawie seksu, acz tu Jaworski, chyba z konieczności, posłużył się radzieckim przykładem: „W 1986 r. podczas telemostu Leningrad-Boston przedstawicielka Komitetu Kobiet Radzieckich oświadczyła: ,,Seksa u nas niet, i my kategoriczeski protiw jemu!”. Władze PRL chętnie podpisały by się pod tą cnotliwą deklaracją.”

Prezentowany tekst

pozbawiony jest elementarnych reguł: uwzględnienia pojęcie czasu, okresu i zmiany, także społecznej, uwarunkowań nie tylko politycznych czy ekonomicznych, również historycznych i kulturowych. Nadto zabarwiony biało-czarnymi ocenami, a wiec bez minimum obiektywizmu. Takim sposobem, bo przecież nie poważną analizą historyczno-politologiczną, posługuje się wspomniany przez autora IPN, tylko skąd to odwzorowywanie u gorącego zwolennika Lewicy?

Czytamy na koniec tych wywodów:

„PiS trwa w socjalistycznych okopach, nie zamierza ich opuścić” i w naturalny sposób rodzi się pytanie w jakich to okopach, w twierdzy raczej, tkwi autor ze swoją wiedzą i oglądem świata. Jeżeli te pisowskie okopy mają mieć coś wspólnego z socjalizmem w ogóle, a nawet z tym jakże wypaczonym i ułomnym z okresu Polski Ludowej, to ja widocznie mieszkam na zupełnie innej planecie niż autor.

Takich i podobnych fragmentów znajdą Czytelnicy w tym tekście w nadmiarze. Nie jestem w stanie podjąć dalszej, poważnej polemiki z zaprezentowanym poziomem argumentacji, gdyż przypomina mi szereg wypowiedzi i publikacji z okresu festiwalu Solidarności.

Peany autora

wyrażone na temat współczesnej Lewicy, liczne, wielkie, z zachwytem i wszystkim innym – w kontekście całej wypowiedzi – jej nie pomogą i nikogo nie przekonają. Sukces odniesie, gdy upora się z wewnętrznymi problemami i zyska zdecydowanie większy elektorat.