Zebranie partyjne na Targówku

Wydarzenia polityczne w Polsce i na świecie nie nastrajają dziś optymistycznie. Po przegraniu przez Donalda Trumpa wyborów prezydenckich świat wielkiej polityki wstrzymał na kilka dni oddech, ponieważ osobliwą puentą tej prezydentury był atak niezadowolonego z wyniku wyborczego tłumu na waszyngtoński Kapitol, czyli na siedzibę Kongresu Stanów Zjednoczonych. Na pożegnalnym wiecu Trump krzyknął do zbierających się swych zwolenników „Save America” („Ocalić Amerykę”), po czym można było zobaczyć, jak tłum osobliwych dziwadeł wdrapuje się na mury amerykańskiego parlamentu, rozłazi się po korytarzach i gabinetach, dopuszczając się aktów wandalizmu a potem bezczeszczących swym gorszącym zachowaniem świątynię amerykańskiej demokracji, czyli budynki Senatu i Izby Reprezentantów, dokonując dzieła zniszczenia.

Niezwykły obraz Kapitolu z 6 stycznia tego roku zapisze się na długo w mojej pamięci, później z uwagą obserwowałam, jak Kolegium Elektorów Stanów Zjednoczonych konsekwentnie finalizowało wybór nowego prezydenta, a elity Partii Demokratycznej i Gwardia Narodowa Stanów Zjednoczonych sprawnie przezwyciężały skutki aktu politycznego bestialstwa. Ta obserwacja była dla mnie ważna, ponieważ zdawałam sobie sprawę z tego, że trampizm miał kolosalny wpływ na zachowanie „elity” PiS i ich praktyki polityczne w Polsce. Dziś nie ulega wątpliwości, że ostatecznie to tradycje demokratyczne, a w tym system wyborczy obronił w USA powagę procedur państwowych: zaprzysiężenie Joe Bidena i Kamali Harris odbyło się już bez zakłóceń.

Nie mniej jednak wydarzenia z 6 stycznia 2021r. odnowiły nie tylko w USA dyskusje na temat zmierzchu demokracji, w Polsce również. Polecam czytelnikom Trybuny znakomitą książkę na ten temat prof. J.Reykowskiego p.t. „Rozczarowanie demokracją”, napisaną z perspektyw psychologicznych. Przyczyn pojawienia się zagrożeń wokół wartości liberalno-demokratycznych poszukują politolodzy z różnych zakątków świata.

Dyskutują na ten temat socjaldemokraci niemieccy i socjaliści francuscy. Recepty na przezwyciężenie kryzysu demokracji poszukują również w Izraelu, a jej kreatorzy wskazują wydarzenia z 11 września 2001r. jako na moment pojawienia się czarnych chmur na niebie szczęśliwego dotąd Zachodu. Panuje przekonanie, że to wtedy, razem z nowojorskimi wieżami WTC runął cały ten świat oparty na nowoczesności, świeckości i dobrobycie, który – jak się okazało nie uchronił Ameryki od dotkliwego, upokarzającego zamachu, dokonanego przez terrorystów na jej własnym terytorium, co się chyba nie zdarzyło od ataku na Pearl Harbour (grudzień 1941). W każdym razie już w początkach nowego tysiąclecia, nowoczesne wartości (demokracja i liberalizm) w obliczu pojawienia się nowych zagrożeń okazały się tragicznie bezbronne. Nowe krzywdy przyniosła światu globalizacja, a na jej gruncie populizm, Al Kaida, nacjonalizmy, fundamentalizmy wyznaniowe i ostra polaryzacja opinii w wielu demokratycznych krajach.

Po styczniowym szoku Joe Biden w pierwszych miesiącach swej kadencji tchnął nowe impulsy w odczucia wątpiących w siłę mechanizmów amerykańskiej demokracji. Spędził je bardzo pracowicie, przypominając, że demokracja to trudna sztuka, wymagająca od ludzi władzy odpowiedzialności i wierności wartościom podstawowym, czyli praworządności, podziałowi władz, wolności praw obywatelskich ( w tym wolności mediów i prawa do zróżnicowanej informacji) oraz zdolności odróżniania sacrum od profanum. I chociaż Joe Biden jest katolikiem, nie przyszło mu do głowy definiować po drodze n.p. „cnót niewieścich” i innych takich fantasmagorii, ponieważ wiedział, że Ameryka i świat oczekują od niego nie upowszechniania zamierzchłych ideologii, ale zapalenia w politycznym tunelu naprowadzającego światła, które w sposób racjonalny pozwoliłoby obronić wartości, przynoszące większości pożytek. I co ciekawe, sekunduje mu w tym jego wiceprezydentka – Kamala Harris, kapiąca od dorobku zawodowego i obywatelskich cnót, które doprowadziły ją na jeden z najwyższych urzędów w USA. Prezydenta Joe Bidena wspiera również inna znana kobieta – Madeleine Albright (urodzona w Pradze) – pierwsza kobieta w historii USA, która objęła urząd sekretarza stanu. To ona m.in. uczestniczyła w procesie przystępowania Polski do NATO. Pełna politycznych cnót i doświadczeń wydała w 2018 r. książkę p.t. „Faszyzm. Ostrzegam”, w której opisywała współczesne mutacje faszyzmu i ostrzegała m.in. przed rządami Kaczyńskiego. Niedawno udzieliła w TVN 24 wywiadu, w którym stwierdziła, że jest rozczarowana tym, co dzieje się w Polsce.
Jak wiadomo, po odejściu Donalda Trumpa relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi znacznie się pogorszyły, tuż po wyborach prezydenckich w USA politycy PiS czekali na Godota, który- jak to było u Mrożka – nie przybył: Biden wygrał, Trump odleciał i powoli zacierają się ślady na piasku po jego zagrywkach w kwestiach NATO, Unii Europejskiej i innych awanturach. A swoją drogą chciałabym zapytać, czym zajmuje się obecnie Krzysztof Szczerski z kancelarii prezydenta RP, ponieważ kilka miesięcy temu ogłosił, że stanął na czele nowego Biura Polityki Międzynarodowej, czyli czego…? Za co mu właściwie nadal płacimy…? Pamiętam, jak kiedyś w Sejmie krzyczał z trybuny do posłów PO „Wy jesteście tu obcy !”; jeszcze jako szef gabinetu Dudy zapowiadał rozstrzygnięcie wyborów w USA właśnie 6 stycznia! Zwracam więc uwagę, że ten domorosły fałszywy prorok w dalszym ciągu siedzi w Pałacu Prezydenckim i coś tam zapewne dłubie – za kim, albo przeciwko komu…? Może zwrot ku Rosji i Łukaszence ….?

Uwagę opinii politycznej przykuwa szarża PiS przeciwko TVN, a w szczególności TVN 24. Kołodziejski (przewodniczący KRRiT) nie udziela koncesji, obecna wygasa za ok. 50 dni. Jak wiadomo, stacja ta tworzona niegdyś przez polski kapitał zmieniała jakiś czas temu kolejnych właścicieli, aby w końcu stać się własnością amerykańskiego koncernu Discovery. Teraz Kaczyński Jarosław jednym zamachem wystawia Amerykanom rachunek za zaakceptownie Nord Stream 2, Unii Europejskiej za odesłanie Tuska i niezależnemu dziennikarstwu za gadanie od rzeczy, czyli krytycznie wobec polityki PiS. Kiedy dziś zastanawiam się, jak można opisać pozycję Kaczyńskiego w państwie, to wydaje mi się, że najbliżej jest mu do funkcji I Sekretarza KC PZPR: sekretarze mogli wszystko, a przecież takiej wszechwładzy nie przydzielała im Konstytucja PRL z 1952r. , nawet po sławetnej nowelizacji z 1976r. Wypowiadający się na temat realnego socjalizmu dodają na ogół tradycyjną formułkę, że był to „ustrój słusznie miniony”. Miniony, czy właśnie przywracany…? W formie oligarchicznej..? Co by nie powiedzieć, Kaczyński skupia w państwie olbrzymią władzę, dzierży w rękach imperium w ogóle nie przewidziane w Konstytucji RP, podobnie było z realnym władztwem I sekretarzy KC PZPR, jednakże z jedną korektą, uczynioną na rzecz Edwarda Gierka : od 1976r. do 1980r.był członkiem Rady Państwa, co ze względów protokolarnych ułatwiało mu kontakty międzynarodowe, n.p. wyjazd do Stanów Zjednoczonych w 1974r. na zaproszenie Prezydenta USA – Geralda Forda. Pewnie z myślą o takim rozwiązaniu ekipa PiS obdarzyła Kaczyńskiego funkcją wicepremiera ds…….bezpieczeństwa, Kaczyńskiego jakoś nikt nie zaprasza, tak jakby już funkcjonował jako persona non grata. Gierek był na Zachodzie lubiany i uznawany, a jak jest z Kaczyńskim..? Odpowiem po staropolsku: koń, jaki jest każdy widzi (właśnie przed chwilą doniesiono, że Kaczyński „nie zgadza się” na ustępstwa w sprawie TVN i wobec wyroku w odniesieniu do statusu t.zw. izby dyscyplinarnej, no po prostu imperator!).
Wielcy tego świata uzgadniają właśnie ze sobą strategie, urzeczywistniające ich interesy na długie lata. Dlaczego wśród nich nie ma takiego wszechwładnego dyktatora, jakim jest Kaczyński…? To błąd, bo ten potężny umysł może w końcu unieważnić ich świat! Nie wiem, czy zauważył to wysłannik administracji amerykańskiej, nie wiem, kto reprezentował ze strony PiS myśl strategiczną Kaczyńskiego w rozmowach poufnych, bo takie na pewno były. Polska opinia publiczna nie jest poinformowana o przyczynach wywoływania przez Kaczyńskiego napięcia z krajem, który daje nam gwarancje bezpieczeństwa. W kontekście rozważań na ten temat przypomina mi się przemówienie Józefa Becka w Sejmie w kwietniu 1939r: mówił wtedy o honorze, a potem wiał, jak reszta sanacji przez Zaleszczyki do Rumunii. Robił to, oczywiście, z honorem w garści.

Dziennikarze mówią, że to powrót Tuska do polskiej polityki wywołał zaostrzenie kursu wobec TVN, ponieważ stacja ta popiera obecną opozycję i jej racje polityczne, co może zagrozić interesom wyborczym PiS. Być może dlatego odwlekano tak długo decyzję koncesyjną. Zauważam jednak, że z zagrożeniami wyborczymi można sobie poradzić pod warunkiem, że koalicja będzie miała poparcie wyborców. Przypomnę kampanię prezydencką z 1995r. – też nas nie dopuszczano wówczas do jedynej ogólnopolskiej telewizji – TVP, kierowanej przez W.Walendziaka, a wygraliśmy (t.zn. wygrał Aleksander Kwaśniewski, a nie Lech Wałęsa). Poza tym, jak znam życie polityczne, wielkie mocarstwo znajdzie sposób na utrzymanie TVN, Polska – leżąc w tym miejscu na mapie Europy z gwarancjami bezpieczeństwa niekoniecznie. Znów kłania się 1 i 17 września 1939.

Słuchałam z uwagą wystąpienia D.Tuska w Gdańsku. Muszę przyznać, że ma zdolności oratorskie i potrafi trafnie nazywać rzeczy po imieniu. W każdym razie nie zmarnował czasu w Radzie Europejskiej. Tyle na razie, zobaczymy co dalej. Mam nadzieję, że swoim zwyczajem nie zrobi krzywdy Rafałowi Trzaskowskiemu, bo w przeszłości jako szef PO i premier skutecznie usuwał z pola widzenia rzeczywistych i potencjalnych konkurentów. A ja przed drugą turą w ostatnich wyborach prezydenckich wywiesiłam baner Trzaskowskiego na balkonie, w uznaniu, że w trudnym momencie podjął wyzwanie, krzyknął „mamy dość” i ostro pracował. Skutecznie pozamiatał po nieudanej kampanii Kidawy – Błońskiej, zmobilizował wyborców i każdy w Polsce wie, że gdyby były to uczciwe wybory, Duda by z nim przegrał. Trzaskowski to zdolny, postępowy polityk, z wyraźnymi cechami przywódczymi. A poza tym – przystojny chłop! (mówię tak, ponieważ stoję na stanowisku, że każdemu , co mu się należy).
Natomiast Donaldowi Tuskowi odradzałabym sięganie po hasło „ruski ład”, bo niechcący ktoś może przywołać inne nam znane, acz niemiłe polskiej duszy, mianowicie „polnische Wirtschaft”, co mogłoby, zresztą, n.p. znakomicie dziś ilustrować poziom naszego zadłużenia, a w związku z tym perspektywy rozwojowe w ramach lansowanego przez twórców „polskiego ładu”.

Atmosfera w polskiej polityce jest gęsta od niewiadomych. Stąd m.in. w swych wakacyjnych lekturach sięgnęłam po „Historię Polski od 17 listopada 1918r. do 17 września 1939r”., autorstwa St. Cata Mackiewicza (1896-1966). Ten znany w międzywojniu polityk napisał w jednym z zamieszczonych tam esejów słowa następujące: „Otoczenie Piłsudskiego miało dwóch proroków: Wyspiańskiego i Żeromskiego. Wyspiański, to pisarz par excellance polityczny, „wzywał na bój”, wzywał do przekształcenia potencjalnej siły polskiego sentymentu na kinetyczną siłę walki i wojny. „Wesele”, to program polityczny pierwszej brygady, Żeromski był pisarzem załamania i sceptycyzmu”, ( pamiętamy ?: Rozdzióbią nas kruki, wrony..?).. We wrześniu zjeżdża z Krakowa do Warszawy z „Weselem” Wyspiańskiego reżyser Krzysztof Jasiński, hm…. tak sobie tylko to i owo kojarzę…..A Stefan Żeromski był dla mnie pisarzem ważnym.

Kilka tygodni temu odbyło się zebranie partyjne Nowej Lewicy na Targówku, zwołane przez sympatycznego przewodniczącego – Jacka Pużuka. Zaszczyciła je posłanka Żukowska, byłam ciekawa jej wypowiedzi, ponieważ przez trzy kadencje byłam posłanką z Warszawy (a w 1997r. nawet wygrałam wybory w warszawskim okręgu wyborczym). W szczególności interesowały mnie dziwne zabiegi wokół jednoczenia się lewicy. Męczyła mnie kwestia mojej aktualnej przynależności, ponieważ z internetu dowiedziałam się, że jestem członkiem Nowej Lewicy, chociaż nie wypełniałam żadnej deklaracji członkowskiej, nikt, zresztą, szarych członków o zdanie na ten temat nie pytał. Posłanka Żukowska wyjaśniała, że w końcu wiele partii współczesnych zmienia swą nazwę i w tej decyzji, aby wytrzeć z obiegu gumką myszką historyczną nazwę „Sojusz Lewicy Demokratycznej” nie ma nic dziwnego. To prawda, ale w Europie są również partie socjaldemokratyczne o ponad stuletniej tradycji, która buduje również ich dzisiejszą moc i zasoby członkowskie. Nie przekonał mnie również argument, że SLD ma struktury, a Wiosna elektorat (?), w związku z tym było warto. W czasie zebrania jednakże okazało się, że częścią składową Nowej Lewicy mają być frakcje, nikt dokładnie nie wiedział ile i jakie. Potem ukazały się informacje, że dopuszczone są tylko dwie, co najmniej 500-osobowe. Znów zadzwonił do mnie sympatyczny Jacek Pużuk z pytaniem, czy przystępuję do „frakcji” SLD. Zaznaczył również, że jeśli tego nie zrobię – to zgodnie ze statutem moja przynależność w SLD wygaśnie w ciągu miesiąca. Pomyślałam: czystej wody autorytaryzm, ktoś odgórnie zarządza moim partyjnym losem. Do tej pory tak było w polityce, że najpierw budowano partię, a potem ewentualnie władze tej partii wyrażały zgodę na uruchomienie frakcji.

Jednym słowem- moja długa droga przynależności partyjnej wygaśnie ….. „z automatu”. Ale, Panie Przewodniczący, rąk nie załamuję. Drogę do polityki wyznaczył mi ruch kobiecy, zawsze był dla mnie ważny i teraz do niego wrócę. Z inicjatywy Barbary Labudy poznałam niedawno dwie znakomite kobiety- Martę Lempart i Klementynę Suchanow ze Strajku Kobiet. W rozmowie urzekły mnie wszechstronną, niebanalną wiedzą na tematy społeczne i polityczne oraz głęboką motywacją do działania. W trakcie naszego spotkania wydawca przywiózł z drukarni jeszcze cieplutkie egzemplarze mojej ostatniej książki „Ołtarz bez tronu…? Walka o rząd polskich dusz”, które wręczyłam im z osobistą satysfakcją.

Do „frakcji” SLD nie przystąpię, bo pewnie i tak by mnie wkrótce z jakiegoś powodu zawieszono. I to by było na tyle.