Chwilowy pokój na prawicy

Nie będzie rozpadu Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Kaczyński nie zaryzykował przeprowadzenia przyspieszonych wyborów. Prezes ukazał koalicjantów odebraniem im po jednym ministerstwie. Mało kto wierzy, że dzisiejsza ugoda zakończy tarcia wewnątrz obozu władzy.

Przez ostatnie dni Zbigniew Ziobro odgrywał na konferencjach prasowych rolę pokonanego, zapewniając, że zależy mu na dalszym trwaniu Zjednoczonej Prawicy, czyli „koalicji najlepszej dla Polski” oraz, że wycofanie ustawy o bezkarności urzędników nie jest już sprawą, którą stawia na ostrzu noża.

Jarosław Kaczyński oczekiwał właśnie takiego zachowania, a widząc swojego koalicjanta ukorzonego, podjął decyzję o powrocie do negocjacji, które zakończyły się w sobotę 26 września zawarciem nowej umowy koalicyjnej.

– Jestem głęboko przekonany, że dzisiejszy dzień dobrze zapisze się w naszej historii, bo mamy przed sobą trzy lata do kolejnych wyborów parlamentarnych. Jestem zupełnie pewien, że to będą lata dobrze wykorzystane dla Polski – mówił prezes PiS.

Jarosław Gowin próbował z kolei wytłumaczyć tło nieporozumień, które według niego jest zarazem największą zaletą koalicji. – Siłą naszego obozu zawsze był pluralizm, ale też jedność – mówi Jarosław Gowin. Zapowiedział też, że w nowej strukturze rząd będzie funkcjonować sprawniej. – Podpisanie dziś umowy koalicyjnej to informacja, na którą czekały miliony Polaków i jestem przekonany, że dobrze przysłuży się Polsce – mówi Gowin.
Dla Porozumienia i Solidarnej Polski nowe warunki koalicji będą jednak zdecydowanie gorsze. Stracą po jednym ministerstwie, co jest bolesnym ciosem zwłaszcza dla Ziobry, którego formacji odebrany zostanie resort środowiska, pod który podlega spółka Lasy Państwowe – w zasadzie nieograniczone źródło dochodów. Co więcej, do rządu, w roli supervisora ma wejść Jarosław Kaczyński, który będzie piastował funkcję ministra bez teki odpowiedzialnego za sprawy wewnętrzne, bezpieczeństwo i sprawiedliwość. Czyli w zasadzie za wszystko.

W przypadku Porozumienia ból będzie mniejszy. To człowiek z tej partii – prawdopodobnie sam Jarosław Gowin – obejmie nowy superresort rozwoju, pracy, budownictwa i turystyki. Policzone wydają się zarówno dni minister Maląg w ministerstwie pracy i polityki społecznej, jak i samego ministerstwa z dotychczasowym zakresem kompetencji. Dla pracowników i związków zawodowych działacz Porozumienia w resorcie pracy nie oznacza dobrej zmiany. Dotychczasowa polityka rządu w walce z pandemicznym kryzysem zdecydowanie koncentrowała się na obronie firm, kosztem obniżania zarobków pracowników. Wszystko wskazuje na to, że nic się w tym względzie nie zmieni, chyba że na gorsze, bo radykalnie wolnorynkowe poglądy Jarosława Gowina nie są dla nikogo tajemnicą.