Cnoty nasz niepolskie

Dla Sokratesa cnotą jest poszukiwanie prawdy i dobra. W zasadzie dla niego prawda była dobrem, a dobro prawdą. Znając prawdę, należy postępować dobrze. Nie o takie cnoty chodzi jednak zapewne ministrom rządu Morawieckiego. A z ostrożności procesowej, na wypadek gdyby Sokrates miał odrobinę racji, ministrowie wolą trzymać się od prawdy z daleka, by nawet przypadkiem jej nie odkryć. A nuż poznanie prawdy zmusiłoby ich do dobrego postepowania, do realizacji cnót klasycznych i czynienia dobra? Uważają, że nie należy podejmować takiego ryzyka, i ja ich rozumiem.

Nieco inaczej patrzyli na cnoty Rzymianie, przynajmniej dopóki funkcjonował tam ustrój republikański. Virtus to troska o dobro publiczne, obowiązek służby republice nałożony na każdego obywatela odpowiednio do jego możliwości. To także nie są cnoty, które polecałby nasz przewielebny rząd, tym bardziej że sam musiałby się do nich stosować. Jakże być tłustym kotem w służbie republiki i demokracji?

Zdaniem Jego Eminencji Ministra ateiści pozbawieni są cnót i niezdolni do nauczania innych, w szczególności zaś do nauczania etyki. To nie jest specjalnie nowy pogląd. Powiedziałbym nawet, że jest raczej stary. Można go znaleźć u jednego z prekursorów koncepcji współczesnej demokracji, Johna Locke’a. Zapewne ktoś streścił ministrowi streszczenie poglądów tego filozofa, zapomniał jednak dodać, że w opinii Locke’a również katolicy ( i muzułmanie) nie są zdolni do życia w państwie demokratycznym. Z tymi tezami można by dziś polemizować, ale niestety minister, jeśli dostarcza jakichś argumentów, to raczej wspierających Locke’a, a zwłaszcza jego opinie o katolickich politykach.

W poglądach Locke’a istotna wydaje się dzisiaj (a żył przecież w wieku XVII) teza, że celem państwa (republiki) nie jest dążenie do zbawienia jednostek, ale do realizacji dobra wspólnego i dobrego życia. Podstawą funkcjonowania republiki miała być umowa społeczna i rządy prawa. Na określonych przez Locke’a zasadach republikańskich opierali się twórcy amerykańskiej konstytucji. Zasady te w dużym stopniu zostały przejęte przez współczesne systemy demokratyczne, rzecz jasna poza wykluczeniem z demokracji ateistów i katolików (oraz muzułmanów), o ile oni sami się z niej nie wykluczają.

Rządowi Zjednoczonej Prawicy znacznie bliższe są zasady i cnoty promowane przez Królestwo Prus w okresie kanclerza Bismarcka. Zasady były proste: mężczyźni mieli pracować dla cesarza i ojczyzny, służyć w wojsku i w razie potrzeby umierać na rozkaz. Kobiety też miały wyraźnie określone zadania, ujęte jako słynne już trzy K: Kinder , Kuche i Kirche – dzieci, kuchnia i kościół , niejako naprzemiennie. Wszystkich obowiązywało posłuszeństwo, z tym że mężczyźni mieli być posłuszni klerowi i cesarzowi a kobiety dodatkowo mężczyznom, którzy się nimi opiekowali. Piękny sen konserwatystów. I komu to przeszkadzało? – pyta siebie w myślach minister Czarnek. A chyba nie jest w tych snach odosobniony, bo marzenie to podziela polska hierarchia katolicka oraz wielu polityków – nie tylko z rządzących aktualnie partii. Pokorni obywatele, a w szczególności obywatelki, to marzenie części polskiej klasy (?) politycznej.

Pokorę jako główną cnotę ma się propagować wśród młodzieży na lekcjach religii i etyki, czyli po nowemu religii i religii: pokorę i wstrzemięźliwość seksualną aż do ślubu – kościelnego – a zaraz po ślubie wielodzietność. I tak w koło kościół, praca, dzieci, kuchnia. I pokora. Pana (Wojciecha) Pokorę uprzejmie przepraszam, to przecież nie jego wina.

Ceniącym sobie nieco inne cnoty, tym, którzy chcą rozwijać w sobie etykę taką bardziej pozytywną i współczesną, polecam portal http://www.etykawszkole.pl – dopóki jeszcze działa. To przydatna pomoc dydaktyczna, a niedługo być może pomoc w nauce na tajnych kompletach etycznych.

A poza tym warto przeczytać „Traktat o dobrej robocie” Tadeusza Kotarbińskiego. Premier Morawiecki na pewno go nie zna.

I oczywiście wypowiedzieć konkordat. Locke by się ze mną zgodził.