Podstawowe problemy rozdziału kościołów i związków wyznaniowych od państwa w Polsce

Trwająca już od narodzin II Rzeczpospolitej intensywna promocja katolicyzmu jako fundamentu tożsamości narodowej Polaka wraz z silnie rozbudzanym nacjonalizmem zarówno przed II wojną światową jak i obecnie stanowi podłoże rosnących napięć społecznych w znacznym stopniu wykorzystywanych przez skrajne, populistyczne ugrupowania polityczne.

Sprzyjała temu nietrafna decyzja by budowany po 1989 roku system prawny budowany był na aksjologicznych podstawach chrześcijaństwa, a właściwie katolicyzmu ,w warunkach faktycznej monopolizacji sfery wyznaniowej w Polsce przez Kościół katolicki. W efekcie przy zachowaniu pozorów tzw. neutralności światopoglądowej stworzone zostało państwo o specyficznym modelu państwa materialnie wyznaniowego, a szereg przepisów prawnych z różnych dziedzin wręcz jawnie uprzywilejowuje Kościół, kler, organizacje około kościelne.
Próba zmiany czy raczej ograniczenia klerykalizacji kraju wymagać będzie zmiany podstawowych paradygmatów na jakich skonstruowany został system konstytucyjno-prawny III RP.

Przede wszystkim należy zauważyć, że zasada neutralności światopoglądowej państwa rozumiana jest niezgodnie z jej prawidłowa treścią. Zasada ta została wyrażona w art.10 ust. 1 ustawy z dn.17 maja 1989 roku o gwarancjach wolności sumienia i wyznania proklamującym że Rzeczpospolita Polska jest państwem świeckim, neutralnym w sprawach religii i przekonań, a następnie zawężona w treści art. 25 ust.2 Konstytucji RP do obowiązku zachowania przez władze publiczne tzw. „bezstronności w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych”.
W obu przypadkach tj. „neutralności w sprawach religii” jaki „bezstronności władz w sprawach przekonań” nie mamy do czynienia ze zdystansowaniem się państwa od religii jako takiej. Analiza powołanych norm prawnych prowadzi do wniosku, że neutralność (bezstronność) państwa (władz publicznych) projektowana była nie jako rzeczywista neutralność wobec wszelkich światopoglądów, wyznań religijnych czy przekonań filozoficznych lecz jako tzw. neutralność religijna czyli uznanie za celowe i korzystne przyznanie światopoglądowi religijnemu i instytucjom religijnym szczególnej roli w państwie. Realizacja tak sformułowanych założeń miała następować przy w miarę równoprawnym traktowaniu wyznań w ramach odpowiednich kategorii wynikającej z podstawy prawnej regulacji statusu danego wyznania np. konkordat, ustawy partykularne przyjęte dla wybranych kościołów i innych związków wyznaniowych, wpisu do rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych MSWiA, czy z ogólnej wolności religijnej wynikającej z ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, która jednak nie przyznaje podmiotom działającym na tej podstawie możliwości uczestniczenia w obrocie prawnym. Jednocześnie, obdarzona szczególną pozycją sfera religijna została dodatkowo wzmocniona , chociaż jedynie w odniesieniu do kościołów o uregulowanej pozycji prawnej przywilejem prowadzenia intensywnej konfesjonalizacji dzieci i młodzieży w systemie edukacji publicznej, a także finansowaniem katolickich uczelni i wydziałów teologicznych na uniwersytetach państwowych kształcących wyłącznie kadry na potrzeby Kościoła katolickiego.

Praktyka taka nie ma oczywiście nic wspólnego z treścią neutralności światopoglądowej państwa będącej podstawą zdystansowania od wszelkich -w tym przede wszystkim instytucjonalnych form funkcjonowania religii. Przeczy ona pozostawaniu państwa w oddaleniu funkcjonalnym, kierowania się obojętnością wobec spraw wewnętrznych kościołów i związków wyznaniowych oraz nie wspierania ani nie pogarszania ich własnego potencjału rozwojowego, a w szczególności powstrzymywania się od wszelkich form finansowania instytucji lub wspólnot wyznaniowych.
Drugą przyjętą w Konstytucji RP zasadą relacji państwa z kościołami i związkami wyznaniowymi jest oparcie ich na tzw. „przyjaznym rozdziale” mającym w założeniach stwarzać warunki do współdziałania instytucji państwa i kościołów „ dla dobra człowieka i dobra wspólnego”. Warto zauważyć, że współdziałanie, a więc podejmowanie działań zmierzających do osiągnięcia wskazanego przez władze państwowe celu w żadnym razie nie oznacza współdecydowania, a więc określenia celu czy zadania co jest niezbywalnym atrybutem suwerennej władzy państwowej – zgodnie z postanowieniem konstytucyjnym autonomicznej i niezależnej – w ramach suwerenności terytorialnej. Zważywszy jednak na rzeczywistą pozycję Kościoła katolickiego w państwie i społeczeństwie oraz wsparcie polityków doceniających wagę postawy Kościoła dla sprawowania władzy i kontynuacji ich karier w polityce, współdziałanie coraz częściej oznaczało uległość, a nawet podporządkowanie aspiracjom i roszczeniom hierarchów Kościoła katolickiego. W efekcie współdziałanie z zagwarantowanym instytucjonalnie dostępem do władzy przekształciło się we współdecydowanie, w faktyczne w niej uczestnictwo i narzucenie panowania w sferze światopoglądowej całemu społeczeństwu, a katolicyzm został wyniesiony do rangi ideologii państwowej.

Odwrócenie procesu umacniania w Polsce funkcjonowania państwa wyznaniowego i to nie tylko w materialnym, ale i prawnym jego wyrazie należy rozpocząć od przedstawienia partiom politycznym i organizacjom obywatelskim jasnego stanowiska w przedmiocie odejścia od wyżej wskazanych paradygmatów i przyjęcia instytucjonalnych rozwiązań prawnych umożliwiających każdej części społeczeństwa wyartykułowanie jej przekonań i potrzeb przy rzeczywistym zapewnieniu wolności myśli, sumienia i wyznania dla wszelkich mniejszości światopoglądowych. W dalszej dopiero perspektywie należy stworzyć odpowiadający ujawnionym przekonaniom system polityki społecznej, instytucjonalno-prawny i edukacyjny, które uwzględniać powinny różne modele tożsamości, stylu czy sposobu życia.

Zanim jednak rozwiązania takie staną się możliwe to wszelkie decyzje władz państwowych odnoszące się do kwestii wyznaniowych czy szerzej światopoglądowych powinna poprzedzać próba nawiązania stałych, bezpośrednich stosunków z przedstawicielami Stolicy Apostolskiej jako wskazanym w konkordacie partnerem dla władz RP. Pozwoliłoby to na zdystansowanie się od hierarchów Kościoła katolickiego w Polsce reprezentujących głównie partykularne interesy oraz interesy kleru i związanych z nim kościelnych jednostek organizacyjnych.

Skuteczne działania wspierane potencjałem intelektualnym, znajomością prawa wyznaniowego oraz prawa wewnętrznego Kościoła katolickiego może prowadzić ze strony państwa, w miejsce ad hoc powoływanych komisji i zespołów wspólnych, zorganizowany instytucjonalnie aparat skupiający profesjonalnie przygotowanych urzędników i doradców, którzy trwale – a nie przypadkowo jak dotychczas – zajmować się będą wszystkimi aspektami działalności instytucji i wspólnot wyznaniowych. W miejsce słabo zorientowanych w tematyce relacji z kościołami i związkami wyznaniowymi polityków, propozycje kształtowania polityki wyznaniowej państwa jaki i prowadzenie sprawy wynikające z jej realizacji powinny spoczywać w kompetencjach fachowo przygotowanego zespołu mogącego stanowić rzeczywistych partnerów dla potencjału intelektualnego przedstawicieli kościołów rekrutowanych w głównej mierze z całkowicie i bezterminowo związanego z nimi kleru. Jednostka taka mogłaby powstać przy Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu jako właściwego zjawisku religii jako wytworu kultury ludzkiej.

Zakres niezbędnych zmian prawnych koniecznych w relacjach państwa z instytucjami wyznaniowymi, w tym przede wszystkim z Kościołem katolickim jest bardzo szeroki, ale te najbardziej nabrzmiałe jak jawność źródeł finansowania instytucji wyznaniowych, powstawanie i rejestrowanie wyznaniowych osób prawnych, uzyskiwanie przysporzeń majątkowych od państwa lub samorządów, status podatkowy kleru i obowiązki w zakresie ubezpieczeń społecznych, podejmowanie działalności gospodarczej i jej rozliczanie przez wyznaniowe osoby prawne, a w końcu uwolnienie od prowadzenia konfesjonalizacji w systemie edukacji publicznej, finansowanie etatów kapelanów w służbach państwowych, kształcenie duchowieństwa na poziomie wyższym już obecnie są wskazywane przez znaczną część społeczeństwa jako niedopuszczalne lub powinny być znacznie ograniczane.