Czarny Piątek

Adam Jaśkow
Kaczyński w kręgu kościelnych idei programowych

księża w Polsce

Jak powiedziałby (tak mniemam) minister Czarnek, w czarny piątek nawet zbawienie jest tańsze. Czarny piątek to najważniejsze święto amerykańskiego handlu. Drugim z kolei jest Boxing Day, pierwszy dzień po grudniowych świętach, czyli wyprzedaż tego, co nie poszło przed świętami.

Sztuka przetrwania konsumenta polega na zgromadzeniu finansów pomiędzy czarnym piątkiem a poświąteczną wyprzedażą. Specjalnie dla internetowych zakupoholików ustanowiono po czarnym piątku cyfrowy poniedziałek. To początek świętej konsumpcji, która ma trwać do końca karnawału lub do wyczerpania środków na koncie.

Jeśli dopisze pogoda – dla bogaczy lub tych powyżej średniej krajowej – to w Krakowie i może jeszcze innych miastach odbędą się jarmarki bożonarodzeniowe. Żadnych specjalnych okazji, ale mnóstwo świecidełek i słodyczy. Nawet COVID im nie groźny. Chyba.

Ja tam osobiście nie narzekam. Targi omijam szerokim łukiem, a swoją okazję świąteczną nabyłem już w zeszłym roku. Kupiłem okazyjnie za 1399 złotych telewizor, który obecnie jest w promocji za 1799 złotych. Dokładnie taki sam. Cieszę się więc z dobrego interesu, a telewizor nie dość, że działa, to jeszcze zyskuje na wartości.

Wartości są ważne. A skoro wartości, to oczywiści biskupi. Tym razem biskup Czaja. Założę sobie chyba newsletter na Deonie, bardzo ciekawe rzeczy tam publikują. No więc biskup Czaja, jak sam podkreśla, jest raczej w nurcie posoborowym i nawet nie krytykuje papieża Franciszka, co pewnie nie jest takie często w polskim episkopacie. Wywiad z biskupem jest przedsynodalny, czyli wprowadza w tematykę najbliższego synodu biskupów. Ze smutkiem biskup Czaja zauważa (nie precyzując, czy mówi tylko o Polsce): „znaleźliśmy się w sytuacji przypominającej wczesne chrześcijaństwo, kiedy Kościół funkcjonował w kulturze sobie obcej. Mamy więc sytuację Kościoła misyjnego”. Przyznaje też (co szanuję), że Kościół w ostatnich latach stracił autorytet i wiarygodność. Nie podaje przyczyn – a szkoda, chętnie poznałbym jego opinię. Słyszałem, że ciekawość to droga do piekła, ale ja akurat w piekło nie wierzę. Jak podobno większość katolików.

Biskup pyta: „Czemu dziś jest tak wiele sępów, które rzucają się na Kościół? Czy nie jest aby tak, że patrząc na nas, czują padlinę?”. I odpowiada, że kościół zaniedbuje duchowy rozwój, a zaniedbywane życie Boże po prostu umiera.

Nie wiem, czy te diagnozy są właściwe, czy może biskup sięga po styl homilii, by nie malować obrazu w zbyt czarnych barwach. Przecież jako przedstawiciel kleru nie może używać opisów ani języka, który znamy z „Kleru” Smarzowskiego. Zresztą Smarzowski nie wykluczał powstania sequelu. Co prawda, po drugim „Weselu” musiałby kręcić za granicą nie tylko zdjęcia w kościołach, ale chyba nawet cały film.

Biskup wyraża się z troską o utracie wpływu kościoła na młodzież. Sugeruje, że młodzi ludzie potrzebują indywidualnego kontaktu i towarzyszenia ze strony kapłana. Nie jestem pewien, czy to dobry kierunek, biorąc pod uwagę skłonności, jakie przejawiało bardzo wielu kapłanów. Mogę jednak pocieszyć biskupa, że podobną troskę o młodzież przejawia minister Czarnek. Minister też nie chce, by młodzież zeszła na dziady (czy może Dziady?), ale by dostąpiła zbawienia. Preferuje edukację klasyczną, która stawia na wychowanie do „dobra, piękna i, co najważniejsze, do prawdy”, co jest „niezwykle ważne dzisiaj, w czasach, kiedy piękno jest zdeformowane, jak choćby tam w Krakowie, gdzie zamiast »Dziadów« powstaje dziadostwo” Minister uważa, że edukacja powinna przygotować młodzież do zbawienia, choć nie precyzuje, czy ma ono nastąpić po zakończeniu podstawówki czy dopiero po maturze. Minister z biskupem sprawili mi prawdziwy czarny piątek, za który każą płacić nam wszystkim bez względu na wyznanie i światopogląd. A resztę chcą odebrać po kolędzie.

Mam wrażenie, że ani posoborowy biskup, ani neoklasyczny w ładnym pruskim stylu minister nie przerobili Locke’a . Może zresztą ten stary Anglik (i anglikanin) dalej jest na indeksie w KUL-u. Locke już w XVII wieku uważał, że celem społeczeństwa i państwa nie jest edukacja do zbawienia, tylko jak najlepsze urządzanie życia ludzi tu na ziemi. Myślenie obu panów, jeśli można użyć tego sformułowania, jest więc gdzieś na etapie wczesnej kontrreformacji. I obaj usilnie pracują – with a little help from their friends (po angielsku to jakoś mniej groźnie brzmi) – by nas wszystkich cofnąć do tejże epoki.

A ja przestrzegam przed minionymi czarnymi piątkami. Poprzestańmy już lepiej na tych cyberponiedziałkach. No, trzymajcie wydatki w ryzach.

PS1 KUL wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec ks. Alfreda Wierzbickiego, z czego wnoszę, że w kościele (i na KUL-u) wszelka przyzwoitość musi zostać ukarana.

PS2 A konkordat należy oczywiście wypowiedzieć.

Poprzedni

Gospodarka 48 godzin

Następny

Do równości płci wciąż daleko