Dramatyczny wieczór w Warszawie

Policja nie pozwoliła kobietom i ich zwolennikom zablokować Sejmu – sama otoczyła parlament barierkami. Demonstranci nie zamierzali ustępować i ruszyli blokować centrum miasta. Pod siedzibą Telewizji Polskiej w ruch poszedł gaz.

18 listopada Sejm wznowił po przerwie pracę – i właśnie tego dnia Ogólnopolski Strajk Kobiet postanowił przypomnieć o tym, że sprawa praw kobiet ciągle nie została załatwiona.

Protesty kobiet w Warszawie i nie tylko w poprzednich tygodniach nie były już akceptowane przez policję. Uczestniczki otaczano i spisywano. Na blokadę Sejmu policja również się przygotowała – tylu radiowozów w centrum miasta nie widziano od dawna. W efekcie demonstrantki dość wcześnie opuściły okolicę Sejmu i udały się w kierunku ścisłego centrum. Atmosfera w tłumie była pokojowa. Transparenty z mocnymi słowami skierowanymi w stronę rządzących były jakby mniej liczne.

Przeniesiona blokada

Policja próbowała przegrodzić ulice na trasie przemarszu, ale bezskutecznie, ponieważ protestujący przeszli przez ludzki łańcuch policjantów i policjantek. Tłum zalał rondo de Gaulle’a i ruszył Nowym Światem dalej. Celem stała się Telewizja Polska, znienawidzona tuba propagandowa PiS.

Pod gmachem TVP przy Placu Powstańców Warszawy doszło do kuriozalnej sytuacji. Policja otoczyła plac i uniemożliwiła opuszczanie zgromadzenia, równocześnie… nadając w kółko komunikat o jego nielegalności i wezwanie do rozejścia. Osoby, które chciały go usłuchać, były jednak narażone na to, że kordon potraktuje je gazem.

Wobec uczestników demonstracji policja użyła również pałek teleskopowych. Aktywną rolę mieli w tym policjanci po cywilnemu, którzy próbowali zatrzymać osoby, uznane przez nich za aktywne czy agresywne. Dochodziło do momentów dezorientacji, które mogły zakończyć się wybuchem paniki i prawdziwą tragedią: demonstranci, widząc ubranych po cywilnemu ludzi z pałkami, momentami mieli wrażenie, że to bojówki skrajnej prawicy ich zaatakowały.

Posłanka dostała gazem

Przed gazem nie chroniły nawet legitymacje dziennikarska czy poselska. Operator Onetu musiał otrzymać na miejscu pomoc medyczną. Posłanka Lewicy Magdalena Biejat, która chciała interweniować w sprawie nieumundurowanych policjantów bijących ludzi pałkami i podeszła do kordonu z wyraźnie widoczną legitymacją poselską w dłoni, została spryskana gazem. W innym miejscu policja mogła naruszyć nietykalność wicemarszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.

– Chciałem przejść, przedstawiłem się – relacjonuje szef SLD. Polityk nie miał przy sobie legitymacji, ale jego tożsamość potwierdzała idąca obok posłanka Anna-Maria Żukowska. Policjant, który zastawił Czarzastemu drogę, uciekł. Jego przełożony nie kwapił się do tego, by go zlokalizować. Sprawa została zgłoszona Straży Marszałkowskiej, powiadomiona została też marszałek sejmu Elżbieta Witek, która oświadczyła jednak, że nie zamierza zajmować się tą kwestią. Dopiero następnego dnia policja poinformowała, że jednak postara się wyjaśnić sytuację.

Otoczonym w kordonie na Placu Powstańców i przy ul. Wareckiej pomagali mieszkańcy pobliskich domów. Otwierali im przejścia na parkingi podziemne, pomagali przeskoczyć płot przy zamkniętym osiedlu. W tym samym czasie druga grupa protestujących tkwiła w kordonie przy ul. Pięknej. Tam kto zgodził się zostać spisany, mógł odejść – a część demonstrantów uniknęła nawet tego, przekonując policjantów, że podali już dane ich kolegom.

Zachowanie policji nie było kwestią przypadku czy nadgorliwości konkretnych oficerów. 18 listopada Jarosław Kaczyński grzmiał z sejmowej mównicy w stronę opozycji, zarzucając jej, że demonstracje doprowadziły do śmierci wielu ludzi. Wicepremier ds. bezpieczeństwa groził: wielu z was będzie siedzieć.