„Ewangelia Mateusza” i psy wojny

17 gru 2017

To rodzaj zaściankowej chytrości powodował decyzją Kaczyńskiego o zastąpieniu parcianej dewotki Szydło, „matki księdza” – dewotem light, „europejczykiem w garniturze od Armaniego”, Morawieckim, planującym budować elektryczne auta „na chwałę Boga”. Wódz PiS liczy na to, że nowy premier za pomocą „europejskiego sznytu”, używając płynnej angielszczyzny przesłoni antydemokratyczne i antywolnościowe poczynania jego „psów wojny” w kraju.

Kaczyński liczy na „efekt Chile”, kiedy to junta Pinocheta po brutalnym zamachu stanu i obaleniu Salvadora Allende próbowała, do czasu nie bez pewnych sukcesów do czasu, nadać zniewolonemu przez siebie krajowi wizerunek tygrysa gospodarczego, budującego dobrobyt w klatce. Podobny, choć nie identyczny, syndrom występował i do dziś występuje niektórych krajach, gdzie polityczny autorytaryzm łączy się ze skutecznym systemem ekonomicznym. Słowem – Kaczyński zdecydował się na eksperyment ze znanym wariantem typu: autorytaryzm i zamordyzm plus cud gospodarczy, który ma być dowodem na trafność powtarzanej nie od dziś tezy, że dobrobytowi materialnemu nie musi towarzyszyć liberalna demokracja.

Nabożność do gadżetów

Zastąpienie siermiężnej Szydło z jej prowincjonalnymi broszkami i ryzykowną elegancją szykownym ex-bankowcem Morawieckim z jego fantazmatycznymi i megalomańskimi wizjami rodem z gatunku science fiction, to wyraz fałszywego wyobrażenia o tym, czym jest „europejskość” czy „światowość”. W takim pojmowaniu utożsamiane są one z trzeciorzędnymi gadżetami, traktowanymi jako istotny atrybut. To stary jak świat syndrom charakterystyczny dla ludzi i środowisk o mentalności zaściankowej, prowincjonalnej (w mentalnym, nie terytorialnym sensie tego słowa), które w zetknięciu z bardziej rozwiniętą cywilizacją biorą trzeciorzędne właściwości za cechy esencjonalne, a pozory za istotę. Radykalnym i już klasycznym przejawem takiej mentalności jest styl nowobogackich rosyjskich oligarchów (tzw. „nowych Ruskich”), którzy bizantyjską rozrzutność i styl życia orientalnych nababów budzącą w Europie efekt niezamierzonego komizmu rodem z molierowskiego „mieszczanina szlachcicem”, także zdają się brać za prawdziwą i właściwą formę akcesu do bogatej cywilizacji zachodniej, takiej, jak ją sobie wyobrażają. Powodowany podobnym mechanizmem myślenia Kaczyński wyobraża sobie, że politycy unijni ujrzawszy tak szykownego jak Morawiecki reprezentanta Polski, wpadną w zachwyt nad jego angielszczyzną i marką galanterii, w którą jest przyodziany, zapominając o zniszczeniu systemu państwa prawa, zawładnięciu mediami publicznymi, poszerzaniu systemu policyjnego i pierwszych próbach pacyfikacji, a co najmniej „uciszenia” mediów opozycyjnych.

Czy Unia Europejska i USA uznają Kaczyńskiego za „swojego skurwysyna”?

Kaczyński jest jednak w ciężkim błędzie, więc srodze się zawiedzie. Cyniczna bez wątpienia praktyka machania ręką na praworządność i demokrację („to skurwysyn, ale to nasz skurwysyn”) dla korzyści gospodarczych i politycznych, stosowana nie od dziś przez szeroko rozumiany Zachód wraz z USA w stosunku do niektórych dyktatorskich krajów z cywilizacji pozaatlantyckiej (przypadki generałów Pinocheta czy Noriegi z Panamy) – w stosunku do Polski raczej nie znajdzie zastosowania. Europa nie może sobie pozwolić na legitymizację wariantu „naszego skurwysyna” akurat w środku struktur wspólnoty europejskiej. Jest to niemożliwe zarówno z powodów aksjologicznych jak i praktycznych. Europa zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że w Polsce, z jej wolnościowymi (było, nie było) tradycjami wariant ten będzie, na dłuższą metę, najzwyczajniej nieskuteczny, a jednocześnie tworzy groźbę zainfekowania Europy autorytarnymi nurtami i tendencjami, które ostatnimi czasy znalazły w niej zaskakująco podatny grunt. Europa ze swoimi fundamentalnymi założeniami i wartościami nie będzie mogła na dłuższą metę tolerować w ramach swoich struktur kraju z takimi cechami, a jednocześnie o takim potencjale gospodarczym i ludnościowym. I nawet przy czysto hipotetycznym założeniu, że liderzy zachodni byliby moralnie i psychologicznie skłonni do machiawelicznego „łyknięcia takiej żaby”, nie mogą tego zrobić z powodu „technologicznych” cech współczesnej nam sieciowej cywilizacji, z jej potęgą mediów elektronicznych, czyniących niemożliwymi tajne i konfidencjonalne praktyki, możliwe jeszcze do zastosowania dekadę czy dwie temu. Świadczy o tym choćby niedawne wystąpienie rzeczniczki Departamentu Stanu USA, która wyraziła krytyczne stanowisko tamtejszej administracji wobec poczynań reżymu PiS w stosunku do wymiaru sprawiedliwości i mediów (na początek kara nałożona na opartą na amerykańskim kapitale telewizję TVN przez zdominowaną przez pisowców Krajową Radę Radiofonii i Telewizji). Populistyczny, pozbawiony mentalności demokratycznej prezydent USA Donald Trump mógł sobie w czerwcu tego roku piać tandetnie patetyczne pochwały władzy PiS i reprezentowanych przez nią „tradycyjnych polskich wartości”, ale pragmatyczny system amerykańskiej administracji zgrzyta, gdy do jego bazy danych wrzuca się propozycję polskiego wariantu „naszego skurwysyna”. Polska jest krajem za dużym, z punktu widzenia potencjału ludzkiego i matarialnego, by Europa mogła sobie pozwolić na powtórzenie w nim, pod jej nosem, w ramach jej własnych struktur, wariantu Węgier Orbána.

„Wyklęci”, „chwała Boga” i inne „kwiatki św. Mateusza”

Obserwatorom i politykom europejskim wystarczy zresztą analiza exposé Morawieckiego i jego sławetnej już, misjonarskiej wypowiedzi dla „Telewizji Trwam” o potrzebie „rechrystianizacji” Europy, pochwały „żołnierzy wyklętych”, nieznośna retoryka nacjonalistycznego samodurstwa bardzo korespondująca z ponurą wymową ostatniego „Marszu Niepodległości” czy dewocyjny akcent finalny z przywołaniem „chwały Boga”, by łatwo zauważyli, że spod „europejskiego garnituru” nowego premiera wystają nogawki Jarosława Kaczyńskiego i obrzeża sutanny. By bez trudności zauważyli, że za fasadowym imagem nowoczesnego wizjonera i menedżera ekonomicznego, na jego zapleczu kryje się pokusa parcianego polskiego neofaszyzmu. Eksperyment wodza PiS mający na celu wyprowadzenie Unii Europejskiej w pole nie powiedzie się zatem. Niestety, nie oznacza to jednak żadnej gwarancji ocalenia, przynajmniej w bliskiej czy średniodystansowej perspektywie, aspiracji demokratycznej części polskiego społeczeństwa, wolności i państwa prawa. Jeśli Europa, która nie da się zrobić w balona, odrzuci zaloty Kaczyńskiego, czyli wariant europejskiej legitymizacji reżymu PiS się nie powiedzie, na porządku dziennym stanie realna perspektywa nagiej już zupełnie i otwarcie brutalnej dyktatury i jej finalna konsekwencja – polexit. Opozycja i wolnościowa część społeczeństwa zamiast popadać z kompleks w obliczu „modernizacyjnych” powabów Morawieckiego, musi się przygotować na ten wariant.

Najnowsze

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Prawo do strajku tylko na papierze

Prawo do strajku tylko na papierze

1 maja w Warszawie odbyła się demonstracja „Dość zakazu strajków! Czas na silne związki zawodowe!”. Protest rozpoczął się w południe pod Sejmem. Uczestnicy domagali się zmian w przepisach o rozwiązywaniu sporów zbiorowych i przywrócenia pracownikom realnego prawa do...

Ekonomia społeczna wychodzi z niszy. Ruszył rządowy komitet

Ekonomia społeczna wychodzi z niszy. Ruszył rządowy komitet

Ruszyły prace Krajowego Komitetu Rozwoju Ekonomii Społecznej V kadencji. Nowe gremium ma doradzać rządowi w sprawach ekonomii społecznej, która coraz częściej wychodzi poza tradycyjne ramy pomocy społecznej. W środowisku spółdzielczym wraca postulat, by mówić o niej...

Czy emeryci przebalowali trzynaste emerytury?

Czy emeryci przebalowali trzynaste emerytury?

Ponoć seniorzy mieli przehulać trzynaste emerytury, tak jak rodzice przepić 800 plus. Z tymi bzdurami postanowiła rozprawić się Gazeta Senior, publikując raport, z którego wynika, że blisko połowa respondentów (48 proc.) przeznacza...

Łukasz Litewka nie żyje. Poseł Lewicy zginął w wypadku

Łukasz Litewka nie żyje. Poseł Lewicy zginął w wypadku

Łukasz Litewka nie żyje. Poseł Nowej Lewicy zginął w czwartek w wypadku drogowym na terenie Zagłębia. Miał 36 lat. Informację o jego śmierci potwierdził rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik.  Litewka został wybrany do Sejmu w 2023 roku z okręgu nr 32. Pochodził z...

Konserwa z KO uznała, że miliony osób LGBT można olać

Konserwa z KO uznała, że miliony osób LGBT można olać

– Mówimy o stosunkowo niewielkiej grupie wyborców. To nie jest temat, który rozstrzyga wybory. Zresztą, same osoby LGBT głosują różnie, też na prawicę. Ich decyzje często wynikają też z wielu innych kwestii, a nie tylko z orientacji. Zresztą Koalicja Obywatelska nigdy...