Flaczki tygodnia

Jarosław Kaczyński postanowił wykończyć opozycję poprawiając los zwierząt, przy okazji.

Warto przypomnieć, że pierwszą partią do której obecny jaśnie pan prezes należał było PC. Młodszym Czytelnikom „Flaczki” przypominają, że owo PC nazywało się „Porozumienie Centrum” i było prawicową centrową partią polityczną, która miała być polską wersją zachodnioeuropejskiej chrześcijańskiej demokracji. Taka nadwiślańską niemiecką CDU.

Ponieważ Polacy nie są Niemcami, ani zachodnio Europejczykami to eksperyment nie udał się. Ale aktywa PC nie zmarnowały się. Pan prezes Kaczyński stworzył zeń już czysto polski twór nazwany „Prawem i Sprawiedliwością”.

Też partię centrową. Bo pan prezes Kaczyński wie, że w Polsce mogą przekroczyć próg wyborczy ugrupowania radykalne, zasilające potem ławy opozycji, ale władzę zdobywają jedynie partie i kandydaci centrowi. To abecadło polityki w Polsce.

Wbrew przyprawianym medialnym gębom, pan prezes Kaczyński i jego „PiS”, kiedy sprawowali władzę, zawsze byli w politycznym centrum. Od radykalnej polityki zawsze miał pan prezes swych koalicjantów. Kiedyś LPR i „Samoobronę”, teraz wojującą Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry i liberalne Porozumienie Jarosława Gowina.
Pan prezes Kaczyński dobrze też rozumie panującą obecnie mediokrację. Wie, że aby być w mediach słyszanym trzeba używać radykalnej retoryki.
Za to aby być przez większość wyborców akceptowanym trzeba w praktyce legislacyjnej i administracyjnej trzymać się zdroworozsądkowego centrum. Zauważcie, że pan prezes nigdy nie zaostrzył ustawy antyaborcyjnej. A przecież miał i ma ku temu wystarczającą większość.

Teraz posiadaną parlamentarną większość pan prezes użyje do realizowania swego makiawelicznego planu. Po ogłoszeniu jego „Piątki dla zwierząt” od razu opozycja parlamentarna podzieliła się. Lewica zapiała z zachwytu, że prezes Kaczyński znowu kocha zwierzęta i będzie realizował lewicowe postulaty. Konfederacja i PSL zaprotestowały, bo ta „piątką” to transakcja wiązana. To lepsze, powszechnie akceptowane traktowanie wiejskich Burków, ale też uderzenie w interesy hodowców futerkowców i zwierząt zabijanych zgodnie z wymogami koszerności i halal, czyli na wielce opłacalny eksport.
I mamy tu już pierwszy punkt zdobyty przez PiS. Bo w trakcie debat opozycja, nawet ta demokratyczna, skłóci się poważnie. Na dłużej nawet. Co utrudni jej przyszła współpracę na innych polach.

Zakazując hodowli futerkowców i eksportowego uboju religijnego partia Kaczyńskiego wejdzie w konflikt z lobby hodowców. Wznieci wojnę kulturową z nimi. Ale PiS szybko wycofa się na propagandowe tyły, pozostawiając w okopach rozgrzaną Lewicę kontra hodowcy i ubojowcy. Kiedy nienawiść walczących sięgnie zenitu, PiS zaproponuje kompromis. Zakażemy hodowli i uboju, ale nie od razu. Wprowadzimy humanitarny okres przejściowy aby hodowcy z głodu też nie umarli.
W ten sposób PiS nie straci poparcia hodowców, a zyska dodatkowo poparcie wyborców PSL i Konfederacji. Lewicy zaś zostanie dorobiona gęba ohydnych wegetarianów, którzy mają podstępny plan zakazu zabijania wszelkich hodowlanych zwierząt. Dziś futrzaków, jutro świń i kurczaków. Analogicznie jak z LGBT. Najpierw ich małżeństwa, potem adopcje dzieci, na koniec tabletki na zmianę płci.

W ten sposób Lewica będzie wypychana z politycznego centrum, petryfikowana jako opozycja radykalna, czyli politycznie marginesowa.

W związanym z „PiS” tygodniku „Do Rzeczy” szef młodzieżówki PiS Michał Moskal zadeklarował:”Musimy rozwiązywać problemy, które może sprawiają wrażenie lewicowych, ale w praktyce nie mają żadnych barw politycznych, są natomiast po prostu słuszne dla naszego środowiska. Przykładem jest ochrona środowiska. Ciężko ją nazwać lewicową. Korzenie szacunku dla przyrody odnajdujemy przecież w naukach św. Franciszka!”.
I dalej głosi: „Nie musimy do każdego tematu ważnego dla obywateli, przyklejać politycznej łatki. Podobnie jest w przypadku ochrony zwierząt. Realne są problemy takie jak trzymanie zwierząt na łańcuchach, cyrki, ubój rytualny, hodowla zwierząt futerkowych”. Bo te inne, uważane na prawicy za „kulturowo lewicowe i liberalne”, jak równouprawnienie kobiet, przemoc domowa, są dostrzegane też przez młodych prawicowych wyborców.
I apeluje: „Nie może nas paraliżować strach przed wprowadzeniem jakiegoś rozwiązania tylko dlatego, ze kojarzy się z lewicą”.
Jednym słowem proponuje oskubać Lewicę z popularnych wśród młodych wyborców postulatów. I tym pozyskać ich, bo stanowią oni najbardziej deficytową w PiS grupę.

Jacek Kuroń kiedyś postulował: „Nie palcie Komitetów, twórzcie swoje”. Michał Moskal apeluje aby nie tracić sił na walkę z lewicowymi i liberalnymi NGO, tylko przejąć ich program i płynące do nich fundusze.
„Zaczynają już działać ogromne programy wsparcia dla organizacji pozarządowych. Które do tej pory były dramatycznie niedofinansowane, a teraz, dzięki rozwiązaniom wprowadzonym przez PiS otrzymują nowe możliwości skutecznego funkcjonowania. Wspieramy i będziemy wspierać NGO nie tylko w Warszawie. Lecz także w mniejszych miejscowościach. Poza tym musimy starać się strzelać bramki na boisku rywala- te bowiem liczą się podwójnie”.
I takie przejęcie postulatów i organizacji społecznych może sie PiS udać. Zwłaszcza jeśli Lewica nie będzie proponować swoich propozycji, tylko reagować na wrzucane do publicznej debaty przez PiS. Jeśli wiele swej aktywności zużywać będzie na walkę z lewicową konkurencją. Licytację na radykalne hasła, dowody kto jest ową „prawdziwą lewicą”, a kto już nie.
A tymczasem młody Moskal swe „komitety” tworzy.