Jestem po stronie nauczycieli

W trakcie wywiadu dla telewizji internetowej „Studio w Szczecinie.pl” zapytał mnie dziennikarz, kiedy zakończy się strajk nauczycieli?

Odpowiedź nie jest prosta. Krzyżujące się komunikaty Min. Edukacji Narodowej i ZNP nie dają nadziei, że stanie się to szybko. Na razie niby nic groźnego się nie dzieje – egzamin gimnazjalny jakoś się odbył, poważniejszych zakłóceń nie odnotowano. To jednak nie znaczy, że problemy znikają, przeciwnie one narastają. Zarówno w warstwie psychologicznej – w postaci determinacji obu stron, jak i techniczne. Rozpoczęły się egzaminy ośmioklasistów, potem będą matury, a wraz z nimi specyficzny kalendarz, którego przestrzeganie warunkuje prawidłowość samego egzaminu.
To wszystko skłania, by na pytanie: kiedy to się skończy, odpowiedzieć: wtedy, gdy rząd dobrze wsłucha się w postulaty protestujących.
Za 2,5 tys. miesięcznie nie da się opłacić mieszkania i mediów, porządnie zjeść, porządnie się ubrać i jeszcze zadbać o swój rozwój intelektualny poprzez regularne, czynne uczestnictwo w życiu kulturalnym i społecznym. To znaczy – można, ale na kiepskim poziomie, a więc i z byle jakimi efektami. To jest niestety dramat. Nie chciałbym żyć za 2,5 tys. złotych… Chociaż jako młody naukowiec zarabiałem na początku 1050 zł., ale to było dawno, dawno temu i w zupełnie innym świecie. Martwię się więc, bo problemy nauczycieli i szkoły nawarstwiają się. Potrzebne jest porozumienie, bo może być
tylko gorzej.
Piłka jest jednak zdecydowanie po stronie rządu. Zapóźnienia są widoczne gołym okiem. Nauczyciel dyplomowany zarabia obecnie około 3,4 tys. zł brutto. W 2000 roku zarabiał 1,5 tys. zł. brutto. Przez 20 lat więc zyskał 1,9 tys. zł podwyżki.
Nauczyciel stażysta zarabia nieco ponad pensję minimalną – 1,7-1,8 tys. zł. na rękę.
Co niejednego zaskoczy, największą podwyżkę otrzymali nauczyciele za rządów SLD-UP-PSL – 30 proc. Koalicja PiS, Samoobrona i LPR (2005 – 2007) podniosła nauczycielskie pensje o 8 proc. Nauczyciele zarabiali wówczas 2,3 tys. zł.
Koalicja PO-PSL zwiększyła te wynagrodzenia do około 3,1 tys. zł. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość (od 2015 do 2019) podwyższyło wynagrodzenie nauczycieli dyplomowanych o 12 proc. – z 3109 zł do 3483 zł. (za Polskie Radio 24 – BL)
Teraz wicepremier Beata Szydło zaproponowała nauczycielom podwyżki w zamian za stopniowe zwiększanie pensum, czyli liczby godzin pracy przy tablicy. Oni uważają, że to zdecydowanie za mało.
Jak więc wyglądają zarobki polskich nauczycieli na tle zarobków nauczycieli innych krajów UE? Informacje podaję za Business Insider Polska.
Najlepiej zarabiają nauczyciele w Luksemburgu – początkujący może zarobić w szkole średniej ponad 79 tys. dolarów rocznie (292 tys. zł. – wedle kursu średniego NBP z dn. 12.04.). Luksemburski nauczyciel – weteran zarabia nawet 138 tys. dolarów (510 tys. zł.). Na wysokie zarobki mogą również liczyć najbardziej doświadczeni nauczyciele w Szwajcarii (109 tys. dol. – 403 tys. zł.), Niemczech (92 tys. dol. – 340 tys. zł.) i Holandii (84 tys. dol. – 310 tys. zł.)
Doświadczony nauczyciel polski zarabia 26 tys. USD, czyli ok. 96 tys. zł. rocznie. To półtorej premii rocznej, którą przyznała sobie pani premier Szydło.
Z danych OECD (które przytacza Business Insider Polska) wynika też, że z kolei początkujący polski nauczyciel zarobi w ciągu roku tylko około 15 tys. dolarów, czyli ok. 55 tys. zł. To z kolei niecała premia pani premier, która wyniosła, przypomnijmy – 65 tys. zł.
Na koniec proponuję zatrzymać się na chwilę właśnie przy zarobkach początkujących nauczycieli. Nasz zarabia 15 tys. dolarów, a w krajach, gdzie edukacja jest na najwyższym poziomie w Europie, początkujący nauczyciel zarabia dwa – cztery razy więcej. To ma swoje bardzo poważne konsekwencje na przyszłość.
Na przykład nauczyciel duński zarabia trzy raz więcej niż jego wstępujący do zawodu polski kolega. To jednak nie wszystko. Duńczyk ma od ręki otworzony przyjazny kredyt w banku. Pomaga mu też system społecznego wsparcia państwa. Mieszkanie nie stanowi dla niego problemu. Dom nawet. Raty są humanitarne, nie zarzynają go finansowo. Stać go na książki, na teatr, na wyjazd, stać go na stały rozwój zawodowy i osobowościowy. Jego zarobki systematycznie rosną. Jak na warunki duńskie (podatki!) nie są niebotyczne, ale codzienne potrzeby nie spędzają mu snu z powiek. To wszystko przekłada się na wysoką jakość duńskiej szkoły, na poziom absolwentów, na – jak to się mówi – kapitał ludzki… Nauczyciel duński też pracuje dla idei, poświęca się swej pracy, kocha ją, ale w jakże innych okolicznościach.

One thought on “Jestem po stronie nauczycieli”

  1. Szanowny Panie Profesorze, dane o zarobkach nauczycieli w Polsce przytaczane przez Pana za Business Insider Polska w artykule „Jestem po stronie nauczycieli” stoją w jawnej sprzeczności z tym co prezentują strajkujący nauczyciele. Wynikałoby z nich, że początkujący nauczyciel – stażysta zarabia miesięcznie ok. 4.600,- zł. a nauczyciel dyplomowany ok. 8000,- zł. – co jest oczywistą nieprawdą. Początkujący nauczyciel rozpoczyna pracę z pensją z reguły nieco wyższą (o sto, dwieście czasem trzysta złotych) od najniższego wynagrodzenia krajowego – to mniej więcej połowa wartości ogłaszanej przez Business Insider Polska. To między innymi na to oburzają się strajkujący nauczyciele. Wmawia się im publicznie, że zarabiają c.a. dwa razy tyle ile w rzeczywistości. W niedalekiej przeszłości zastosowano ten mechanizm propagandowy wobec emerytów mundurowych pełniących służbę przed 1990 r. – propagowano publicznie dezinformacje, że pobierają oni emeryturę w miesięcznej wysokości nawet 22.000,- zł. i nie ważne, że była to bzdura, osiągnięto skutek w postaci dość powszechnej aprobaty społecznej dla operacji pozbawienia tej grupy świadczeń w rzeczywistej wysokości (przytaczam z pamięci c.a. 3.000,- do 3.500,- zł.) w większości do poziomu najniższej emerytury (0% wysługi za okres do 1990 r.). Bardzo łatwo jest wywołać w społeczeństwie dezaprobatę dla protestu nauczycieli informując je o tak dostatnich warunkach życia tej grupy zawodowej jak podaje to Business Insider Polska.
    A proszę sobie wyobrazić przez moment i poczuć to tak osobiście, że ta lub inna instytucja ogłosi ex cathedra, że Polacy składają się na Pańskie wynagrodzenie za pracę w Parlamencie Europejskim (nie wiadomo zresztą po co bo przecież można Pana zastąpić tam strażakami lub leśnikami i też coś uradzą – co wyniknie już oczywiście z innego kontekstu) w miesięcznej kwocie 500.000,- zł. a jak się przemnoży to przez ilość europarlamentarzystów to ho, ho jaka to suma a rocznie… i po co nam to, ile pieniędzy zostałoby w kraju. Nie wytłumaczy się Pan z tego i nie przekona Pan współobywateli, że jest inaczej. Publiczna edukacja przecież, tak droga, też nam nie jest potrzebna – nauczać dziatwę mogą przecież przykościelne szkółki niedzielne, cztery klasy wystarczy – potem przyzakładowa zawodówka i po co więcej. Ci co trzeba poślą swoje dzieci do prywatnych przedszkoli, szkół i uniwersytetów. I rośnie nam wyższa klasa średnia, potem długo, długo nikt i jakiś zabobonny, nieoświecony lud wreszcie posłusznie głosujący jak mu wskażą w niedzielę. Kontrreformacja w pełnym rozkwicie – nareszcie, uf. Wobec Business Insider Polska strajkujący nauczyciele też nie mogą przebić się ze swoją prawdą o własnych zarobkach, o których informują ich co miesiąc przelewy bankowe. Ponieważ artykuł Pański został opublikowany również w Trybunie wydaje mi się, że konieczne jest publiczne wyjaśnienie tej kwestii przez porównanie danych Business Insider Polska, które Pan przytoczył, choćby z danymi ogłaszanymi przez ZNP lub w inny sposób zweryfikowanie ich w oparciu o stan rzeczywisty. A nawiasem mówiąc głosy nauczycieli też się liczą. Życzę powodzenia w nadchodzących wyborach – z wyrazami szacunku – Krzysztof Dąbrowski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *