Muzeum na miarę przedmurza

Małgorzata Kulbaczewska-Figat
Muzeum na miarę przedmurza

Bitwa_warszawska_-_piechota_polska

Piramida Cheopsa w Ossowie, kurczy się w oczach.

W sierpniu 2020 roku na przedpolach Warszawy doszło do bitwy wojsk polskich z bolszewikami. Wygraliśmy. Nikt wtedy jednak nie przypuszczał, że za niemal 100 lat, ten sukces zostanie przez polityków przekuty w farsę, ocierającą się o cyrk. Oficjele uznali bowiem, że tym czego każdemu Polakowi najbardziej potrzeba, jest Muzeum Bitwy Warszawskiej.

Budujemy!

– Chcemy, aby powstało Muzeum Bitwy Warszawskiej. Muzeum na miarę całej cywilizacji zachodniej. Mam nadzieję, że nie ma takiego Polaka, który nie poparłby tego pomysłu – powiedział ponad 2 lata temu Antoni Macierewicz. Podówczas jeszcze minister obrony narodowej.

Żeby tam tylko muzeum… Macierewicz stwierdził też, że warto byłoby upamiętnić i bitwę pod Radzyminem z 1920 r, która „dla Polaków miała nieprzemijające znaczenie”. Dlatego według szefa MON dobrze byłoby gdyby w tym mieście został zbudowany pomnik. Zdaniem Macierewicza powinna zostać zbudowana również Kolumna Chwały Wojska Polskiego. A wszystko to powinno być gotowe na 100 rocznicę tego wiekopomnego wydarzenia. Znaczy za 3 lata od wtedy.

Żeby pokazać, że to nie tylko pobożne życzenia, minister podał, że do końca października 2017 r. zostanie ogłoszony przez Muzeum Wojska Polskiego przetarg na projekt budowy Muzeum Bitwy Warszawskiej i pomnika, który ją upamiętni. Po to, aby wiosną 2018 rozpocząć prace związane z budową.
Słowo stawało się ciałem. W godzinach wieczornych14 sierpnia 2017 roku w Centrum Informacji Turystyczno-Historycznej w Ossowie ,Macierewicz, wicewojewoda mazowiecki, starosta wołomiński, burmistrz Wołomina oraz burmistrz Zielonki złożyli podpisy pod porozumieniem dotyczącym budowy Muzeum Bitwy Warszawskiej w Ossowie. Jako filii Muzeum Wojska Polskiego.

Przy tej okazji zaprezentowano nawet założenia koncepcji. Przygotowane przez zaprzyjaźnionego z PIS Czesława Bieleckiego. Z zawodu architekta. Przetargu na projekt nie było. Był za to konkurs idei. Rozpisany przez MON w taki sposób, że zgłosiła się wyłącznie pracownia Bieleckiego.

Zwycięska idea zakładała, że w centrum inwestycji miał być ogród pamięci poległych. Nad nim, na sztucznie usypanym wzgórzu, stanąć winien budynek Muzeum Wojska Polskiego. Z amfiteatrem, z którego będzie można oglądać rekonstrukcje Bitwy Warszawskiej. Do muzeum wieść chłonnych wiedzy historycznej miała „Aleja Zwycięstwa”. Przy niej, od wschodu i zachodu stać winny najwyższe w Polsce dwa „Maszty Stulecia”. Jeden – stulecia niepodległości Polski, drugi – stulecia Bitwy Warszawskiej. No i miał być wysoki wał obronny, na szczycie którego umieszczony miał być taras z mapą Europy. Przy tej okazji podkreślano, że wzgórze, maszty, wały i amfiteatr, wprost „wyrastają z mazowieckiego krajobrazu”. Który jak wiadomo, pełen jest takich właśnie elementów.

Budujemy bardziej!

– Chciałbym, aby Muzeum Bitwy Warszawskiej w sposób ciekawy i przystępny przedstawiało nam wszystkim historię tamtych wielkich dni. Powstanie ono w Ossowie – tak mówił 15 sierpnia 2018 roku następca Macierewicza Mariusz Błaszczak.

Od poprzednich zapowiedzi minął rok. Do stulecia pozostały 2 lata. A tu tymczasem Błaszczak obwieszcza, że „Ministerstwo Obrony Narodowej podjęło decyzję, aby placówka była filią Muzeum Wojska Polskiego”. Ponieważ to samo mowiono wcześniej, to widać MON podjęło tę decyzję na nowo. To jednak nie koniec kabaretu.

– Przygotowaliśmy harmonogram działań, które doprowadzą do tego, że za dwa lata, w setną rocznicę Bitwy Warszawskiej będziemy mogli oddać to Muzeum. Od jutra do 3 września zapraszamy wszystkich oferentów do składania ofert w procesie budowy Muzeum Bitwy Warszawskiej. Chcemy rozstrzygnąć konkurs do 14 września, tak żeby 25 września podpisać umowę z wykonawcą – kontynuował swój wywód szef MON.

Nawet słowem nie zająknął się, co z przetargiem ogłaszanym przez Macierewicza. A przetarg się odbył. MON za Macierewicza sadził, że wygra firma, która zaproponuje za wybudowanie muzeum z przyległościami 80-100 mln zł. Nic z tego. Najtańszy kosztorys był o połowę większy. Przetarg zatem unieważniono. Dlatego Błaszczak wspomniał o kolejnym.

Tym razem jednak budżet inwestycji miał być niższy. Aby był realny, urzędnicy ministerstwa poprosili pracownię Bieleckiego o modyfikacje projektu. Architekci pokombinowali i trochę bizantyjskich koncepcji usunęli.

Dla urzędników było to jednak za mało. Zwrócili się zatem do Bieleckiego z pytaniem, czy mógłby wymyślić taką koncepcję, na którą nie trzeba będzie wydać więcej niż 20 mln zł. Czyi 5 razy mniej niż zakładano kilka miesięcy wcześniej.

Bielecki się wkurzył i odpowiedział, że takie pieniądze, to co najwyżej można postawić dwa Maszty Stulecia. Urzędnicy Błaszczaka na to, że ”Nie, my nie chcemy tylko masztów, my chcemy muzeum, bo jest rok wyborczy i myśmy się zobowiązali wobec elektoratu”.

Na takie plewy, nawet dobrze życzący władzy Bielecki wziąć się nie dał. Wiedział wszak doskonale, że przewidzianych w budżecie MON na muzeum wciąż było 80 mln zł.

Urzędnicy odpuścili zatem sobie Bieleckiego i zwrócili się do samorządu gminy Wołomin z nową propozycją. Zakładała ona, że MON wybuduje zupełnie inny niż mówiono wcześniej obiekt – muzeum na 1500 metrów kwadratowych. Jubileusz Bitwy powitają zatem jedynie elewacja i ogród pamięci poległych. Samorządowcy poprosili zatem o projekt. Nie dostali. Bo okazał się tajemnicą wojskową.

– Duży projekt państwowy, o skali europejskiej, został zredukowany, wbrew temu, co nam mówiono, do projektu gminnego. Ot, taka nieco większa izba pamięci. I do tego nie skończą jej w terminie – tak brzmiał komentarz Czesława Bieleckiego, gdy informacja o konszachtach MON z Wołominem doń dotarła.

Nie miał racji. Wszak na spotkaniu z władzami Wołomina, urzędnicy MON nie mówili o izbie pamięci, ale o „pawilonie multimedialnym”.

To my budujemy!

„Będzie Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku w Radzyminie! Rząd przez 4 lata nie dał rady, więc przed 100-leciem bitwy samorząd Województwa Mazowieckiego pomoże Burmistrzowi Radzymina Krzysztofowi Chacińskiemu w inwestycji. Brawo @StruzikAdam i Zarząd Województwa!” – wzruszał się na Twitterze poseł KO Jan Grabiec tegorocznego 15 sierpnia.
Po tym bowiem, jak MON całkowicie odpuścił sprawę muzeum, Bitwę Warszawską postanowiła rozegrać dla siebie opozycja.

– Jako samorząd Mazowsza pomożemy miastu w realizacji tej ważnej inwestycji. Dołożymy wszelkich starań, aby ta niezwykle ważna placówka powstała jak najszybciej – zapewniał w Radzyminie marszałek mazowiecki Adam Struzik.

A potem wraz z burmistrzem Radzymina podpisał uroczyście list intencyjny. Intencja ta to „podjęcie wspólnych działań na rzecz pozyskania środków finansowych”. Te zaś mają być przeznaczone na utworzenie muzeum w „Świetlicy Pielgrzyma”, w tym „rewitalizację oraz modernizację budynku zgodnie z potrzebami placówki oraz z zaleceniami konserwatora zabytków”. Struzikowe muzeum nie będzie już filią Muzeum Wojska. Ma stać się filią Muzeum Niepodległości. Współfinansowaną przez samorząd gminny i wojewódzki.

Po co budować?

Czy ktokolwiek wie, że od 1960 roku działa Muzeum Bitwy pod Grunwaldem? Z wyjątkiem dyrektora placówki, pracowników i ich przełożonych. Pewnie niewiele osób. Za to wszyscy, którzy chcieliby zobaczyć starcie polsko-rusko-tatarsko-litewskiego rycerstwa z zakonnikami Marii Panny, w każdej chwili mogą sobie puścić „Krzyżaków” Aleksandra Forda, jakiś film dokumentalny z You Tube’a. A jak chcą czegoś bardziej realnego, to wiedzą, że co roku na polach Grunwaldu odbywa się wielka rekonstrukcja bitwy.

Wiekopomna bitwa pod Wiedniem, która powstrzymała zalew islamu, nie ma swojego Muzeum. Waterloo ma maleńką placówkę, działająca w miejscowej kamieniczce.

Nie stoi też nigdzie Muzeum Bitwy pod Płowcami. Pod Olszynką Grochowską też nie. Tak jak i nie ma muzeów setek innych bitew. Czy z tego powodu jakiemukolwiek Polakowi jest smutno? Czy doskwiera mu w jakimkolwiek stopniu ich brak? Nie otóż.

Dokładnie tak samo jest z Bitwą Warszawską. Kilka filmów dokumentalnych. Produkcja fabularna Jerzego Hoffmana. Coroczna rekonstrukcja na polach Ossowa. A na dodatek Święto Wojska w rocznicę Bitwy przypadającą na dodatek w dzień wolny z powodu święta kościelnego. Czy można zatem Cud nad Wisłą uczcić jeszcze bardziej i jeszcze mocniej wprasować go w głowy Polaków? Jasne, że nie.

Po co zatem te polityczne harce i zapowiedzi wydawania należących do obywateli milionów złotych, na coś co tym obywatelom do niczego potrzebne nie jest. Z wyjątkiem – rzecz jasna – polityków, którzy tym gestem chcieli się przedwyborczo przymilić narodowcom. No i osobom, które mają w takim muzeum mieć ciepłe i wysokopłatne posadki. Minęły jedne, drugie i trzecie wybory i nawet rocznica minęła. Co się z tych opowieści ulęgło każdy wie.

Poprzedni

Jubileusz prof. J. Wiatra

Następny

Boję się

Zostaw komentarz