Okrągły stół – i co dalej?

Przedstawiciele klubów parlamentarnych, z inicjatywy Lewicy, zasiedli 13 maja do dyskusji o tym, kiedy i w jakim kształcie powinny odbyć się wybory prezydenckie przeniesione z 10 maja. Pierwsze wrażenia uczestników są pozytywne. Czy faktycznie jest szansa na wypracowanie takiego kształtu ustawy wyborczej, który w Senacie zaakceptują i rząd, i opozycja?

Jak zgodnie z konstytucją przeprowadzić wybory prezydenckie? Co poprawić w ustawie regulującej przebieg głosowania, która została przyjęta w Sejmie? Na zaproszenie Lewicy odpowiedzi na te pytania wspólnie poszukiwali dziś przedstawiciele wszystkich klubów reprezentowanych w parlamencie. Delegację PiS tworzyli Marek Suski i Przemysław Czarnek, Koalicja Obywatelska skierowała Roberta Kropiwnickiego, z klubu PSL-Kukiz’15 za stołem zasiedli Stanisław Tyszka i Władysław Kosiniak-Kamysz, natomiast reprezentantem Konfederacji był Janusz Korwin-Mikke. Czteroosobowa była natomiast reprezentacja inicjatorów okrągłego stołu. W imieniu Lewicy rozmowy prowadzili Krzysztof Gawkowski, Krzysztof Śmiszek, Anna Maria Żukowska i Adrian Zandberg.

Okrągły stół rozpoczęto bez warunków wstępnych. Organizatorzy wyszli z założenia, że przyjęcie rozwiązań i przecięcie debat o tym, jak będzie wyglądać głosowanie jest ważniejsze, niż przerzucanie się oskarżeniami.
W przynajmniej dwóch podstawowych sprawach wśród zgromadzonych nie było kontrowersji – prawa Państwowej Komisji Wyborczej muszą być respektowane, a społeczeństwo musi mieć w sprawie głosowania jasną sytuację, znać harmonogram okołowyborczy. Zgodzono się również co do tego, że kolejne rozmowy, z udziałem także delegacji Senatu, dają szansę na wypracowanie rozwiązań.

Czy społeczeństwo uwierzy?

Tym bardziej, że mimo zapewnień wszystkich uczestników o dobrej atmosferze panującej podczas spotkania dość jasne było dla wszystkich uczestników, że podstawowych kwestii spornych jest co najmniej kilka.
– Czy ustawa, która wczoraj została przegłosowana przez Sejm, może być zmieniona w Senacie i czy później PiS dotrzyma zobowiązań? Jest pytanie: czy jesteśmy wszyscy w stanie doprowadzić do sytuacji, w której społeczeństwo uwierzy klasie politycznej? – mówił Krzysztof Gawkowski z klubu Lewicy na konferencji prasowej po zakończeniu kilkugodzinnych rozmów. Wskazał również, że proces procedowania ustawy wyborczej regulującej przebieg głosowania był wyjątkowo szybki. Nie przewidywał czasu na konsultacje społeczne czy ekspertyzy prawników-konstytucjonalistów.

Przedmiotem dyskusji będą jednak nie tylko poprawki do ustawy, ale też kwestia samego terminu głosowania. Delegacja PiS przekazała politykom opozycji, że partia rządząca poważnie myśli o organizacji wyborów 28 czerwca. Według Lewicy to zdecydowanie za wcześnie.

Byle nie trzecie wybory

– PiS argumentuje, iż wybory należy przeprowadzić do końca kadencji Andrzeja Dudy i my się z tym zgadzamy, ale mamy różne interpretacje dotyczące, czy można do tego czasu doliczać 21 dni, które posiada Sąd Najwyższy, na ogłoszenie ważności wyborów prezydenckich; czy też nowy prezydent będzie mógł objąć swój urząd i w już w tym czasie SN będzie decydował czy został on wybrany legalnie – tłumaczyła po rozmowach Anna Maria Żukowska. – Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, aby w przeciągu pół roku doszło do trzecich wyborów prezydenckich z rzędu. Naszym zdaniem, jeżeli nie uda się wybrać prezydenta do 6 sierpnia 2020 r., to dojdzie do opróżnienia urzędu – podkreśliła.

Gdyby faktycznie na urzędzie prezydenckim powstał wakat, konieczne byłoby wyznaczanie terminu… jeszcze jednego głosowania. Dla Polski to, delikatnie mówiąc, mało prestiżowy wariant rozwoju wypadków. Wystarczy już, że po niedoszłym głosowaniu 10 maja zagraniczna prasa pisała o „wyborach widmie” czy absurdalnej sytuacji, w której teoretycznie wybory trwają, ale frekwencja wynosi 0.0 proc.

Podczas rozmów stanął również problem prawny. Lewica, która jak pisaliśmy na łamach „Dziennika Trybuna”, złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie wydatkowania przez rząd pieniędzy na wybory, nie chce, by w ustawie wyborczej znalazły się przepisy, które mogą zwolnić ministra Jacka Sasina i premiera Morawieckiego z odpowiedzialności m.in. za druk pakietów wyborczych, wartych 30 mln zł. Te karty wyborcze są niezgodne z kodeksem wyborczym – alarmowali przedstawiciele Lewicy jeszcze w ubiegłym tygodniu.

Nowa ustawa wyborcza przewiduje, że podstawową formą oddania głosu będzie jednak głosowanie tradycyjne. Pakiety wyborcze trafią tylko do tych uprawnionych, którzy najpóźniej 12 dni przed wyborami zgłoszą takie życzenie.

Lewica wniosła na obrady również propozycję dwudniowego głosowania, przy wydłużeniu prac komisji wyborczych. Również same komisje miałyby być „wzmocnione” – bardziej liczne, niż standardowe 3 osoby. Jak relacjonował na konferencji prasowej poseł Krzysztof Śmiszek, te szczegóły organizacyjne nie wzbudzały szczególnych kontrowersji. Swoje poparcie dla nich podkreślili po zakończeniu rozmów delegaci PSL-Kukiz’15.

Rozwiązujmy kolejne problemy

Krzysztof Gawkowski wyraził nadzieję, że wypracowanie konstytucyjnych rozwiązań w obszarze organizacji wyborów pozwoli skupić się na walce z kryzysem ekonomicznym i społecznym. Na konferencji w ostatni czwartek, podczas której padło zaproszenie na posiedzenie okrągłego stołu również dla przedstawicieli PiS, parlamentarzyści Lewicy jednoznacznie dali do zrozumienia, że właśnie sprawy związane z bezpieczeństwem socjalnym traktuje jako fundamentalne. Przypomniano również postulaty wsparcia dla bezrobotnych, które Lewica już wniosła do Sejmu.

– Lewica domaga się, aby na przedłużonym posiedzeniu parlamentu, został przyjęty projekt ustawy zmieniający ustawę oraz system pomocy dla osób, które tracą pracę – oznajmił Adrian Zandberg. – Lewica proponuje prosty system, świadczenie w wysokości połowy ostatniej pensji, a teraz, w czasie tej epidemii, Świadczenie Kryzysowe w wysokości 2100 zł na rękę. Dzięki temu nikt nie będzie musiał zastanawiać się czy płacić za czynsz, czy też za rachunki, czy też za jedzenie – podsumował.

Projekt świadczenia kryzysowego jest przychylnie oceniany także przez związki zawodowe. Czy ma szanse na poparcie PiS? Na razie padła w tej sprawie deklaracja prezydenta Andrzeja Dudy, który jednak sugerował znacznie niższe niż Lewica, 1200-złotowe świadczenie. Z kolei całkowitym milczeniem PiS pomija jeszcze odważniejsze propozycje Lewicy, zawarte w zaprezentowanym kilka tygodni temu przez Roberta Biedronia planie antykryzysowym. Zapisano w nim m.in. całkowite wyeliminowanie umów śmieciowych z polskiego rynku pracy.

Czy można uwierzyć, że przedstawiciele PiS faktycznie chcą dojść do międzypartyjnego konsensusu i przyjąć ustawę, która będzie zgodna z konstytucją i która satysfakcjonować wszystkich? Organizatorzy nie są całkowicie wolni od obaw, podobnie jak inne opozycyjne formacje. Dość celnie wskazał sprzeczne interesy różnych partii Stanisław Tyszka (PSL-Kukiz’15), który powiedział dziennikarzom, że jeśli PiS chce jak najszybciej przeprowadzić wybory (zanim „jeszcze parę razy pan prezydent zarapuje i straci całkowicie szanse na reelekcję”), to już PO woli ich termin odkładać, widząc, że nie ma przekonującego kandydata.