Państwo vs. Człowiek Pracy Ważny tunajt

Jak powiedział dyrektor spółdzielni mieszkaniowej w serialu „Alternatywy 4” do oczekującego kilkadziesiąt lat na przydział lokalu najstarszego jej członka: „czekaliście, czekaliście, no i w końcu się doczekaliście”. Takoż i dzisiaj, naród czekał, czekał aż wreszcie się doczekał, i dostał od Platformy Obywatelskiej coś na kształt programu wyborczego, szumnie nazwanego „szóstką Schetyny”. Nie powiem, na papierze, momentami, jest to całkiem z sensem napisane. Ale jakby się tak bliżej przyjrzeć…

…to wyjdzie na to, że na te wszystkie pomysły nie bardzo jest skąd wziąć. Tzn. może i jest skąd, ale rachmistrze z PO nie mają rozeznania w rządowych rachunkach i jasno nie wskazują źródeł finasowania swoich własnych pomysłów. Może trochę z dywidendy spółek Skarbu Państwa, może zabrać TVP i IPN-owi. Ale jak się w końcu dobiorą do słupków w ministerstwach, to na pewno znajdą pieniądze pochowane po kątach i poupychane pod powałą. Jedna rzecz w tych propozycjach Platformy warta jest odnotowania i szerszego skomentowania. Platforma, chyba po raz pierwszy od czasu ogłoszenia swoich tez programowych w hali „Olivii” w Gdańsku pokazuje, że…chce niższych podatków. I to dla kogo? Nie dla przedsiębiorców, ale dla ludzi na etatach. Oczywiście nie tak od razu. Jeszcze by kto pomyślał, że PO zaproponuje zatrważający pomysł odwrotu od opodatkowania pracy. Do tego jeszcze nie dorośli, lub jak się tu u nas zwykło mawiać, nie ma odpowiedniego politycznego klimatu dla podobnych rozwiązań. Bo trzeba wiedzieć Szanownym Państwu, że pobieranie podatku od pracy nie jest czymś oczywistym, ale wymysłem stosunkowo niedawnym. Ongiś, pracę podatkiem okładano, gdy trzeba było znaleźć pieniądze na wojny czy inne łupieżcze wyprawy, a później jakoś to już poszło. No i tak w kapitalizmie zostało. Przez lata „wolnej Polski” kapitał wmówił tłuszczy, że PIT trzeba płacić, bo na nim ten kraj stoi, a bez tego wszystko się posypie. Ale już gdy się baczniej przyjrzeć liczbom okazuje się, że wpływy z PIT-u dla budżetu Bóg wie jak niezbędne nie są. Państwo poradziłoby sobie i bez nich. Trzeba by co prawda jakoś połatać kilka dziur i może nawet nieco przyciąć na początku socjal, ale wreszcie człowiek pracy, który uczciwie zarabia na chleb, nie byłby przez państwo okradany. Bo właśnie do konfliktu Państwo-Człowiek, proszę ja Was, sprowadza się dziś współczesny konflikt w Polsce, a może nawet i w Europie zachodniej.
Dziś w Polsce praca obłożona jest podatkami, niemal tak samo, jak używki-wódka czy papierosy. Jak mamy na papierku, że zarabiamy 5 koła, to do kieszeni dostaniemy 3 z kawałkiem. Innymi słowy, pieniądze z pracy ludzkich rąk i umysłów są grabione dodatkowo przez państwo, bo to nie wymyśliło jak dotąd lepszego sposobu żeby zadbać o swoich obywateli, niż okradanie ich samych. Państwo i jego ludzie od czarnej roboty powiedzą Wam, że to nie ono tak dużo zabiera, ale pracodawcy mało płacą. I jakby płacili więcej, powiedzmy, 6,5 tys. zamiast 5, to wtedy państwo zabrałoby co jego, a człowiek dostałby 5 na rękę. Ale nie mówi już to samo państwo, jak przedsiębiorca ma sfinansować tę podwyżkę, bo od tego już nie jest. Państwo, jak widać, jest od zabierania pracownikowi. Aaa, no i od dawania temu samemu pracownikowi, jemu podobnemu, lub bezrobotnemu, ochłapów z tego, co zabrało ludziom z pensji. Dopłacając 6 tysięcy złotych do podatku dochodowego, odbieram, w miesięcznych ratach, 6 tysięcy złotych rocznie na pierwsze dziecko. Przecież to zupełnie bez sensu. Po co robić takie idiotyczne przelewanie z kubka do szklani? Ano po to, żeby było widać, że państwo nie tylko zabiera. Że, jak dobry pan, również daje, a zły pan to dorobkiewicz, który was strzyże co miesiąc na zakładzie. I to myślenie, o zgrozo, do wielu trafia. Ci wszyscy, którzy widzą we współczesnym świecie alegoryczne odbicie „Kapitału”, obserwując stosunki państwo-człowiek pracy w Polsce, potwierdzają tylko swoją utopijną wizję: konflikt dzisiejszy, to nadal konflikt kapitał vesrus uspołecznienie środków produkcji. Państwo natomiast stoi na straży ludzi pracy i trzepie po kieszeni kapitalistę. Co do jednego zgoda-państwo nahajem łamie dziś kapitalistom ręce. I to nie tym wielkim, ci mają sztab ludzi do obrony. Dostaje się najbardziej średniakom. No i przy okazji też pracownikowi. O staniu na straży nie ma mowy, a wie to ten, kto widział jak się w firmach ewidencjonuje czas pracy, jak rozpisuje urlopy, jak na stacji benzynowej koleś z Sanepidu pije wódkę z kierownikiem zmiany, a w tym czasie szeregowy pracownik napełnia mu bak prywatnego auta państwową benzyną. Oczywiście, są w biznesie i tacy, którym zawsze będzie mało i nawet gdyby zwolnić ich z obowiązku łożenia opłat i podatków za pracę, i tak obetną pracownikom pensje i kupią sobie kolejny jacht. Ale jest też spora grupa, która dałaby ludziom zarobić, ale nie może, bo jak podniesie pobory, to wszyscy pójdą z torbami sczyszczeni przez fiskus.
Platforma niestety nie odwraca w swoich propozycjach tego paradygmatu. Dalej chce opodatkowywać pracę, ale proponuje jednocześnie dawanie premii za pracowniczą aktywność. Tylko po co. Wystarczy ludziom nie zabierać, żeby później im nie oddawać ułamka tego, co się nakradło niby to do wspólnego budżetu. Ten da się zbilansować bez konieczności drenowania pieniędzy z kieszeni pracownika. I to jest właśnie, moim zdaniem, myślenie progresywne, na które nawet polska lewica jak dotąd nie wpadła. Chcesz być po stronie ludzi pracy-to stań obok nich i nie pozwól ich okradać. Nie grubemu biznesmenowi z cygarem (a są nadal i tacy) jak z obrazka, ale państwu, bo to ono najwięcej zabiera.
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *