Rosja vs. Polska

Rosyjski dziennikarz Leonid Swiridow, którego w 2015 wbrew jego woli wydalono z Polski po kilkunastu latach, poszedł do Strasburga dochodzić sprawiedliwości przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. To pierwszy przypadek w historii istnienia Trybunału, że państwo UE skarży… obywatel Federacji Rosyjskiej.

Swiridow mieszkał w Polsce od 2003 roku – był oficjalnym korespondentem agencji Rossiya Segodnya w Polsce.
Jego historia jest w zasadzie podobna do historii Ludmiły Kozłowskiej, z tą różnicą, że nie pojawiają się tam PR-owe smaczki w stylu „gwałtu rety rząd PiS mnie bije”, no i wiadomo: Rosjanin nie może liczyć na tak wielką sympatię opinii publicznej jak obywatelka Ukrainy, unijnej sierotki Marysi.
Grunt, że dziennikarzowi z dnia na dzień szef Urzędu ds. Cudzoziemców cofnął zezwolenie na pobyt rezydenta długoterminowego UE na terenie Polski, natomiast ABW stwierdziła, że redaktor rosyjskiej agencji informacyjnej stanowi zagrożenie dla państwa polskiego – jednym słowem, jest agentem Kremla, który przyjechał tu robić wojnę hybrydową i każdą innną.
Sprawa ta ciągnie się już około 4 lat z hakiem, mimo to nikt nigdy nie widział zarzutów, jakie dokładnie postawiono Rosjaninowi. On sam nie dostąpił tego zaszczytu. Wszelkie akta zostały utajnione nawet przed oskarżonym na zasadzie „już ty wiesz dlaczego”. To oczywiste, że w ten sposób nie da się przygotować skutecznej linii obrony. Swiridow dowiedział się jedynie, że stanowi zagrożenie, nie wie jednak, co konkretnie nie spodobało się polskim sużbom specjalnym.
Dlatego po przejściu całej absurdalnej (ze względu na klauzulę „tajne” nałożoną na wszystkie dokumenty”) ścieżki w polskim wymiarze sprawiedliwości, postanowił poskarżyć się wyżej.
„Na skutek braku wiedzy o powodach wydania Decyzji o Wydaleniu (ponad blankietowe twierdzenie, że jego dalszy pobyt na terytorium Polski stanowi rzeczywiste i poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa) Skarżący nie miał możliwości przedstawienia argumentacji przeciwko wydaleniu ani w postępowaniu przed organami administracji pierwszej (Wojewoda Mazowiecki) i drugiej (Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców) instancji, ani przed sądami administracyjnymi – WSA i NSA – rozpatrującymi kolejne środki odwoławcze” – napisał Rosjanin w swojej skardze, którą przesłał mi do wglądu. – „Skarżący nie zna okoliczności faktycznych uzasadniających Decyzję o Wydaleniu, więc nie mógł wysunąć żadnych twierdzeń przeciwnych. Skarżący nie został zapoznany z żadnymi materiałami dowodowymi, więc nie mógł wypowiedzieć się o ich kompletności, prawdziwości ani o słuszności wniosków wysnutych z tych materiałów przez ABW, a następnie przez organy administracji i sądy. (…)
Polska procedura sądowo-administracyjna jest sprzeczna z Rekomendacją Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Nr 1402 o wewnętrznych służbach bezpieczeństwa państw członkowskich, wg której sądy powinny być uprawnione do szerokiej kontroli ex post facto. Uprawnienia sądu administracyjnego w polskiej procedurze są skrajnie zawężone”.
Skarga Swiridowa ma 57 załączników. Postępowanie przed Trybunałem w Strasburgu może być punktem zwrotnym w dziejach XXI-wiecznej polskiej rusofobii.