Ślimak Sam zamiast debaty

Minister Zalewska nie zrobiła nic, żeby uniknąć protestów i dogadać się ze środowiskiem – wręcz przeciwnie, nie sposób zliczyć przekłamań i pomówień, które padły, za część zresztą zapłacili podatnicy. Zmanipulowana kampania o niebotycznych zarobkach nauczycieli kosztowała nas wszystkich 64 tys. zł.

Tymczasem za strajkiem kryje się autentyczna troska, nie tylko o swoje kieszenie, ale także o jakość edukacji. Dobrze opłacani, szanowani nauczyciele, to lepsza szkoła, głodowe pensje to masowy odpływ z zawodu, który zresztą widzimy już dzisiaj. Jeśli natychmiast nie poprawi się sytuacja tej grupy zawodowej, zaraz nie będzie miał kto prowadzić lekcji. Już brakuje kilkudziesięciu tysięcy anglistek, matematyczek czy przedszkolanek.

Obecne klasy ósme, które będą zdawać egzaminy w czasie strajków, to rocznik, który na swoich młodych plecach od początku swojej kariery szkolnej dźwiga skłonność do „reformowania” szkoły. To jedne z pierwszych dzieci, które poszły do szkół w wieku 6 lat. Zamiast iść do gimnazjum zostały w szkołach podstawowych, gdzie w ciągu dwóch lat muszą zrealizować program z trzech lat gimnazjum – nie dają sobie z tym rady, nauki jest za dużo. Trafią do liceów, gdzie nie ma na nich miejsca – w pierwszych klasach liceum znajdą się dwa roczniki, ostatni absolwenci gimnazjów i właśnie nieszczęśni ósmoklasiści, którzy mieli rok mniej na opanowanie materiału, więc ciężko im będzie konkurować ze starszymi kolegami. Te dzieci mają 13 lat – trochę mało, żeby płacić za polityczne błędy rządu, prawda?

Problemem polskiej szkoły są oczywiście nie tylko zarobki nauczycieli i nie tylko reforma oświaty. Metody nauczania i wychowania zmieniają się znacznie wolniej niż świat wokół nas. Szkoła często nie ma żadnych narzędzi, żeby radzić sobie z nowymi formami rówieśniczej przemocy, która przeniosła się do internetu. System edukacji nie ma żadnej odpowiedzi na epidemię depresji i samobójstw wśród młodzieży – tylko w pierwszych trzech kwartałach 2017 roku zabiło się 66 nastolatków, 440 próbowało. Metody nauczania są przestarzałe i odklejone od rzeczywistości – tony prac domowych, czytanie tych samych opracowań i tych samych lektur od 30 lat, jedynka i uwaga jako narzędzia pracy z dziećmi, które sprawiają trudności.

MEN pod wodzą Zalewskiej pozbywa się ze szkół dzieci z niepełnosprawnością, nie ma żadnego pomysłu na integrację dzieci migrantów, chociażby z Ukrainy, których pojawia się w Polsce coraz więcej. Nie ma rozwiązań najprostszych problemów – jak choćby wykrzywiające dziecięce plecy ciężkie plecaki czy stan techniczny i rozmiar ławek, w których muszą siedzieć całymi dniami.

Czym w tych ponurych okolicznościach zajmują się kadry? Anna Zalewska planuje kampanię do Parlamentu Europejskiego. Krzysztof Nowacki, kurator oświaty w woj. warmińsko-mazurskim, zorganizował już 10 kontroli w szkole, która w bibliotece miała książeczkę o Ślimaku Samie, sympatycznym zwierzątku, które podobnie jak wszystkie pozostałe ślimaki na świecie, jest obojnakiem; wiedza o tym mogłaby zgorszyć dzieci. Małopolska kurator, Barbara Nowak odkryła skandal – w ramach wymiany międzynarodowej dzieci w jednej ze szkół miały szansę pouczyć się arabskiego od algierskich studentów, na szczęście już nie mają, jeszcze by się czegoś dowiedziały o świecie! Nagrała też obszerny materiał i sporo bywała w mediach w związku z podpisaniem przez Rafała Trzaskowskiego karty LGBT dla Warszawy, zapewniającej rzetelną edukację seksualną – to z pewnością ważniejsza kwestia niż egzaminy w małopolskich szkołach i dalsze losy absolwentów podstawówek albo fakt, że w samej Małopolsce już po rozpoczęciu obecnego roku szkolnego brakowało 800 nauczycieli.

Trudno uwierzyć, żeby widząc pożar polskiej szkoły kuratorzy naprawdę martwili się o islamską inwazję albo homopropagandę. To raczej umyślny zabieg – krzyczmy dużo rasistowskich, homofobicznych haseł, niech prasa pisze o tym, że jesteśmy konserwatywni i oszołomscy. Może wtedy nikt nie zauważy, że jesteśmy bezradni i niekompetentni, że złamaliśmy życie tysiącom dzieci i nie mamy pojęcia, jak posprzątać ten burdel. Walka ze Ślimaczkiem ma za zadanie tworzenie pozoru, że kogokolwiek w kuratorium obchodzi szkoła i wartości, jakie prezentuje; że ktoś stara się chociaż mieć nad tym kontrolę.

Z takiej szkoły można wygonić świętym ogniem obojnaczego ślimaka, można wygnać z niej algierskich studentów. Mogą z niej uciec nauczyciele, którzy jak każdy człowiek chcą godnie zarabiać. Jeśli nie zaoferuje im tego państwo, znajdą inną robotę. Kiedy zmieni się władza, odejdą z niej pisowscy urzędnicy. Tylko dzieci nie mają gdzie uciec, a wszystkie błędy pani Zalewskiej, jej kolegów i koleżanek, poniosą w przeładowanych plecakach w życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *