Przyszłość polskiej gospodarki

Świat ekonomii od wielu lat stoi przed trudnym wyzwaniem wyjaśnienia przyczyn cykli koniunkturalnych. Z obserwacji i analiz wiemy, że liberalne gospodarki rynkowe nie rozwijają się równomiernie. Niekiedy obserwuje się okresowe przyspieszenia i spowolnienia gospodarki, zmieniającej się stopy bezrobocia oraz wahania poziomu produkcji.

Dzisiaj cały świat żyje tematem COVID-19, który dla gospodarek wszystkich państw okazał się ,,Czarnym łabędziem’’ odpowiedzialnym za kryzys, jakiego świat nie widział od blisko stu lat.

Sam wirus był jedynie pośrednią przyczyną kryzysu, realnym czynnikiem było pęknięcie bańki spekulacyjnej i spadek popytu agregatowego.
Polski Instytut Ekonomiczny na początku kryzysu, jeszcze w marcu spekulował trzy możliwe do spełnienia wizje polskiej gospodarki: optymistyczna, negatywna i neutralna. Wariant optymistyczny, który przewidywał koniec recesji w maju, jak widzimy, nie spełnił się. Nie możemy całkowicie winić analityków z PIE, obecny rząd wykazuje brak wyciągania logicznych wniosków z podstaw makroekonomii. Tarcze antykryzysowe, które w teorii miały pomóc zarówno pracownikom, jak i pracodawcom, pomogły jedynie biznesowi, a wzrost zwolnień stale rośnie (ostatnia wartość: 5,7 proc. ). Dla ustabilizowania gospodarki w czasie kryzysu najważniejsze jest pobudzanie efektywności gospodarczej przez zwiększanie popytu wewnętrznego. Dla takiej polityki ekonomicznej ważne jest, by zmniejszać bezrobocie, obniżać stopy procentowe i zwiększyć wydatki państwa. Dzisiaj doskonale wiemy, że Bank Centralny poszedł po rozum do głowy i obniżył stopy procentowe do poziomu 0,5 proc., ale dalej pozostaje kwestia wydatków państwa. Sprawa jest oczywista – poszerzanie polityki fiskalnej. Celem poszerzania polityki fiskalnej powinno być wypuszczanie nowych pieniędzy w rynek, które pozwoliłyby na sfinansowanie zakupów rządowych.

To nie tak, że nas nie stać

Do niedawna rządy żyły przeświadczeniem, że pieniądze są ograniczonym zasobem i państwo ma ich tyle, ile ma. Kryzys obnażył takie obłudne myślenie, a państwa rozwiniętych gospodarek do walki z kryzysem poszerzają ofertę polityki fiskalnej (przykład Hiszpanii, która zapowiedziała projekt Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego) i zwiększenia wydatków publicznych. Obecnie samo sterowanie pieniądzem fiducjarnym, czyli takim, który z natury rzeczy jest oparty o ,,zaufanie’’ potwierdza fakt, że rząd i państwo, mając kontrolę nad sprawami gospodarczymi, nie powinno mieć żadnych problemów z wydatkami budżetowymi na, chociażby publiczną służbę zdrowia. Rząd nie ma empirycznej podstawy do twierdzenia, że ,,nas nie stać’’.

Kolejny scenariusz ekspertów z PIE, który został opracowany przy wykorzystaniu przewidywań spadku popytu wewnętrznego i zewnętrznego, zakłada przywrócenie gospodarki do stabilnego poziomu w lipcu 2020 i spadek od 4 do ok. 7 punktów procentowych PKB. Przy zachowaniu obecnego modelu polityki ekonomicznej, możemy spodziewać się spadku płac o ok. 1 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Niestety smutny wniosek, jaki można wyciągnąć z analiz obecnej sytuacji ekonomicznej, jest fakt, że każda możliwa opcja zakłada dalszą recesję w najbliższym czasie.

Groźne bezrobocie

Odnosząc się do rosnącej stopy bezrobocia, należy podkreślić, dlaczego bezrobocie jest dla obecnej sytuacji gospodarczej niebezpieczne. Angielska ekonomistka Joan Robinson mawiała, że od ciężkiej pracy za marne grosze, gorsze jest tylko bezrobocie. Niestety prawdopodobieństwo utraty pracy, którą często pracodawcy usprawiedliwiają cięciem kosztów i samą możliwością znalezienia pracy, są dla dzisiejszego kapitalizmu oczywiste i powszechne. Ludzie, tracąc pracę, tracą możliwości dochodu – co w skali makro ma znaczący wpływ na spadek popytu agregatowego.

Zjawisko bezrobocia jest dla ekonomii jasnym przekazem braku optymalności jej działania, ale także braku wykorzystywania w pełni swoich zasób produkcyjnych. Zwolennicy teorii MMT, ale także Keynesowska ekonomia proponuje politykę pełnego zatrudnienia. Oznacza to, że rząd stawia sobie za cel zlikwidowanie bezrobocia i do tego celu ma dążyć. W jaki sposób rząd mógłby to zrobić? W bardzo prosty:
uchwalić program gwarantowanego zatrudnienia i na mocy tej umowy zagwarantować bezpieczeństwo posiadania swojego miejsca w życiu gospodarczym każdemu obywatelowi. W taki sposób można poprawić sytuację w sektorze budowniczym, infrastrukturze, ale nawet w opiekuńczo-wychowawczym zgodnie z zasadą ,,żadna praca nie hańbi’’. Taki program zatrudnienia powinien obejmować pakiet świadczeń socjalnych i praw pracowniczych, likwidując problem,,umów śmieciowych’’. Jeżeli chodzi o płacę dla osoby na takiej umowie, musi ona wiązać się z płacą minimalną w takimstopniu, by cykliczność sytuacji gospodarczej określała poziom efektywnej płacy minimalnej.

Należy postawić sobie jasną deklarację, w okresie pandemii wszyscy ruszyli po pomoc do państwa. Prywatna służba zdrowia w starciu z publiczną przegrała i zawiesiła swoją działalność. Ludzie w czasie koniunktury często narzekali na publiczną służbę zdrowia, liberałowie wnosili postulaty o prywatyzacji służby zdrowia. Dzisiaj wiemy, że popyt na usługi państwowe znacząco przewyższył popyt na prywatną służbę zdrowia, wniosek jest prosty – jak trwoga, to do państwa. Często wysuwana krytyka wobec PRL-u o zadłużaniu kraju okazała się nietrafiona, gdyż w porównaniu do liberalnych rządów, którym zależy na stabilnym budżecie, a nie myśli o potrzebach ludzi, PRL coś robił. Budował mieszkania, w których wiele ludzi do dzisiaj mieszka i zapewniał byt wszystkim obywatelom. PRL i ówczesna władza w przeciwieństwie do dzisiejszych liberałów nie biadoliła, tylko robiła.