Tarcza, która nie ochroni

Tarcza Morawieckiego nie zawróci kijem recesji światowego kapitalizmu wspierając polskie mikrofirmy i zakłady uzależnione od dobrej koniunktury na rynkach światowych. Ten plan to ogromna pomyłka, która doprowadzi do katastrofy na rynku pracy i w produkcji.

Jako niewielki kraj Polska samodzielnie nie odmieni koniunktury światowej i nie wstrzyma trendów globalnych. Zależymy od gospodarki niemieckiej i światowych rynków, a rozwiązania krajowe nie powstrzymają finansowego krachu i rozpędzającego się kryzysu.

Tzw. tarcza przygotowana przez rząd Morawieckiego jest kompletną katastrofą i to niezależnie od tego, jaki jest nasz polityczny punkt widzenia. Jest ona kompletnie nieskuteczna nawet z perspektywy rozwiązań kapitalistycznych. Zakłada bowiem dopłaty z budżetu tylko dla małych – a więc i mało dochodowych, i mniej istotnych firm. Po drugie: drobnych i zazwyczaj posiadających znikome oszczędności małych firm nie będzie stać na wypłacanie kilkudziesięciu procent pensji pracowniczej przez kilka miesięcy w sytuacji, kiedy światowy łańcuch produkcji i konsumpcji został przerwany. Opłacanie z budżetu tylko 40 proc. płacy okaże się kompletnie nieskuteczne – ponieważ źródło dla pozostałej części często po prostu już nie istnieje. Tarcza nie ochroni małego biznesu żyjącego z dnia na dzień, a dużego natomiast w ogóle nie dotyczy. To środek, który ma służyć ochronie drobnej przedsiębiorczości, lecz w rezultacie obciąży tylko budżet państwa i nie przyniesie żadnych korzystnych, czy trwałych rozwiązań. Rozwiązania proponowane w Tarczy bez wątpienia są też zagrożeniem dla świata pracy. Postulowane uelastycznienie umożliwi wyzysk po 12 godzin na dobę, a zwolnienie firm ze składek jeszcze bardziej pogrąży budżet naszego – już niewydolnego – systemu ochrony zdrowia.

Polskie firmy już teraz zapowiadają setki tysięcy zwolnień, a prezesi już w tym momencie zamykają nierentowne fabryki i ograniczają produkcję. Robią tak z uwagi na spadek światowej konsumpcji i trendy o charakterze globalnym. Rząd tymczasem nie ma żadnego pomysłu, jak zamortyzować nieunikniony wzrost bezrobocia i obciążenia systemu pomocy socjalnej. Podtrzymanie na kroplówkach części spośród drobnych firm nie uratuje miejsc pracy – państwo nie będzie w stanie miesiącami finansować niedochodowych mikroprzedsiębiorstw, spośród których olbrzymia część nigdy już nie wróci do działalności w trybie sprzed światowej pandemii.

Nic nie będzie jak dawniej

Nie bez powodu francuski minister rolnictwa wzywa tracących zatrudnienie w sektorze usług do pracy w rolnictwie. Struktura gospodarki się zmieni, zmienią się ludzkie przyzwyczajenia i na całe lata nie wróci już koniunktura sprzed pandemii. Miejmy zresztą nadzieję, że nie wróci już nigdy, gdyż rozbuchany konsumpcjonizm najskuteczniejszy był dotychczas w niszczeniu klimatu naszej planety.

Mamy już pierwszy raport dotyczący skokowo rosnącego bezrobocia w Stanach Zjednoczonych (i to pomimo transferów setek miliardów dolarów w giełdę). Wedle niego liczba bezrobotnych starających się o zasiłek wzrosła tam w przeciągu trzech tygodni o trzy miliony (z poziomu 280 tys.!). Premier Morawiecki zamierza jednak bawić się w polską wersję FED-u. Tyle tylko, że zamierza ratować najmniejsze i najmniej dochodowe przedsiębiorstwa. To prosty przepis na klęskę i potworne koszty społeczne. Czekają nas masowe zwolnienia. Będą kolejki do urzędów pracy i po świadczenia społeczne. Będą eksmisje i tysiące bezdomnych. I będzie też ogromna bezradność głupszego niż neoliberalizm rządu. Rząd nie ma świadomości, że nic nie wróci już do pełnej „normy” sprzed kryzysu. Nie rozumie też, że zadaniem państwa w kryzysie jest sterowanie gospodarką, a nie dawanie pieniędzy drobnym firmom, które są najmniej odporne na wahania koniunktury i z których ogromna część już zaraz ogłosi upadłość. Rząd Morawieckiego jest też przesiąknięty starodawną ideologią neoliberalizmu i traktuje państwo, jak darmowy worek bez dna dla upadającego biznesu. Stany Zjednoczone robią dokładnie to samo – tam mamy jednak do czynienia z potężną gospodarką i państwowym sektorem militarnym przynoszącymi gigantyczne zyski. U nas sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Polski kapitalizm jest biedny i uzależniony od innych gospodarek, a państwowy budżet bardzo skromny. Zawdzięczamy to temu, że przez całe lata mieliśmy bardzo niskie podatki dla przedsiębiorstw. Rezultatem tej „troski” o firmy jest bardzo tanie państwo i przywiązanie do antypaństwowych schematów myślenia, które przynosi obecnie swoje efekty.

Przez to środki na utrzymywanie prywatnych firm szybko się skończą, a nowych po prostu nie będzie, ponieważ podatki były zbyt niskie i nie było odpowiedniej progresji (zwłaszcza podatku CIT). Zezwalaliśmy też na transfer gigantycznych zysków za naszą granicę – m.in. za sprawą polityki PiS-u i całkowitego podporządkowania się interesom USA. W ten właśnie sposób pozbawiono nas wpływów z odpowiedniego opodatkowania korporacji, czy zwolniono z podatków amerykańskie koncerny medialne. Poprzednie rządy zrobiły dosłownie wszystko byle tylko osłabić budżet, osłabić państwo i zawierzyć życie polskich obywateli kapitałowi, który najchętniej wysłałby nas już do pracy i to pomimo szalejącej pandemii i ryzyka milionów zgonów.

Tworzyć miejsca pracy

Zadaniem zdrowego państwa jest przygotowanie społeczeństwa na kryzys i na nieunikniony skokowy wzrost bezrobocia. Potrzebujemy gospodarczej mapy przyszłości, szybkich działań ze strony państwa i stworzenia nowych miejsc pracy w sektorach przyszłości: związanych z bezpieczeństwem obywateli, zdrowiem, produkcją żywności itd. Tymczasem głodni darmowych dopłat polscy przedsiębiorcy już teraz mówią o potrzebie drugiej i trzeciej tarczy antykryzysowej. I jest to w pełni zrozumiałe. Pragną utrzymać swój dotychczasowy model produkcji, bo przy niewielkim kapitale i niskiej elastyczności nie będą w stanie się przebranżowić i dostosować do zmieniających się okoliczności. Zamiast dotowania płac w niedochodowych przedsiębiorstwach należy tworzyć dochodowe i stabilne miejsca pracy w państwowych zakładach.

Co wiemy na pewno to, że rynek nie jest odporny na kryzysy i reaguje znacznie wolniej od państwa. Rynek – inaczej niż państwo – ceni też sobie zysk za wszelką cenę. Nie zatrzymają go miliony umierających z głodu, czy śmierć z chorób (zwłaszcza w przypadku kapitalistycznie nierentownych już osób starszych).

Na najbliższe miesiące należy zagwarantować płacę minimalną dla wszystkich tych, którzy stracą pracę i źródło utrzymania. Następnie trzeba wdrożyć państwowe programy tworzące miejsca i zakłady pracy dla tych, którzy tę pracę stracą. Państwo nie powinno wspierać mikrofirm, które nie wykazują żadnych zysków. Zamiast tego powinno jednak wspierać finansowo duże zakłady i przedsiębiorstwa. Powinno jednak robić to tylko i wyłącznie w zamian za udziały na rzecz państwa oraz dołączenie załóg pracowniczych w poczet ich kierownictwa.

Uzdrowić służbę zdrowia

Państwo musi też błyskawicznie znacjonalizować cały system ochrony zdrowia, ponieważ sektor prywatny jest antyspołeczny i kompletnie nieskuteczny w walce z pandemią. Potrzebne jest też planowe kształcenie i zatrudnienie lekarzy. Niezbędna jednocześnie jest gruntowna reforma ochrony zdrowia: niedopuszczalna musi stać się np. sytuacja w której wielu pracowników ochrony zdrowia pracuje w wielu miejscach jednocześnie. Potrzebne jest też odejście od prywatyzatorskiego systemu kontraktowego i limitów, które paraliżują możliwość korzystania nawet z już zakupionego sprzętu. Ten bardzo często stoi nieużywany, gdyż skończyły się już limity zabiegów opłacanych przez NFZ, natomiast za dopłatą od pacjenta uruchamia się go praktycznie od razu i bez kolejki (tak, ten sam sprzęt, który zakupiono z podatków). Nakłady na zdrowie powinny przy tym wzrosnąć przynajmniej do poziomu 9 proc. PKB. Pełnej, antyspekulacyjnej nacjonalizacji muszą też zostać poddane wszystkie fabryki produkujące środki bezpieczeństwa (maseczki, stroje ochronne, czy płyny do dezynfekcji). Walka ze spekulacją jest też konieczna na rynku spożywczym: podwyżki cen podstawowych produktów najbardziej uderzają bowiem w osoby niezamożne, których pensje skokowo tracą w tym momencie na swej wartości.

Konieczne jest zwiększenie płac w kluczowych dla funkcjonowania państwa branżach, gdzie pracownicy są najbardziej narażeni. Trzeba też błyskawicznie zatroszczyć się o najbiedniejszych i zwyczajnie zlikwidować bezdomność – mowa tu o osobach szczególnie narażonych w czasie epidemii, które utraciły też dostęp do datków. Wstrzymane muszą zostać wszystkie eksmisje, spłaty kredytów hipotecznych oraz odcinanie mediów w każdej postaci. Właśnie w czasie kryzysu należy też uruchomić masowy państwowy program budowy mieszkań, który zapewni zatrudnienie dodatkowym tysiącom pracowników. W walce o zdrowie publiczne musimy też szybko ratować polskie powietrze: koniecznością jest zatrzymanie lawinowego wzrostu zachorowań na choroby dróg oddechowych. Kilkadziesiąt miliardów złotych, które rząd wyrzuca obecnie na pomoc nierentownym firmom, wystarczyłoby na błyskawiczną zieloną transformację.

To wszystko jest do zrobienia. O skuteczności i o możliwościach państwa niech świadczą kroki, które dziś podejmuje się w obronie prywatnych firm i rynku, który cały czas miliony skazywał na zwykłą biedę. Tarcza, którą proponuje dziś rząd to tarcza dla neoliberalnej ideologii. Jeśli się jej nie przeciwstawimy to pójdziemy na dno. I to szybko.