Trza!!!

Było tak: kiedyś pracowałem dla polityków przy kampaniach. Na zamówienie i za pieniądze. Mówiąc nieskromnie: nawet mi to wychodziło, bo wiedziałem, gdzie przyłożyć ucho i jak rozłożyć akcenty. I wiem po tej lekcji, że nawet najlepszy kandydat, jeśli pokpi sprawę, na nic się zda.

Pamiętam jak dziś. Wybory do Europarlamentu. Jedne z kilku dotąd. W zakresie powierzonych mi obowiązków znajdował się kontakt z pewnym kandydatem, który był jedynką wiodącej partii. Nazwisko też miał wybitnie jedynkowe. Szef ugrupowania wciągnął go na pierwsze miejsce na liście, żeby zrównoważyć rosnącą pozycję innego barona. Okręg był wybitnie niebiorący. Sama prawica plus jedno miejsce dla reszty. Mając na uwadze sondaże, rzeczywiście, było się o co bić. I było szansownie.

Wszystko było też z grubsza obadane i pohetane. Kandydat z mocnym i rozpoznawalnym, nawet w skali kraju, nazwiskiem Do tego swojak, bo rodem stamtąd. Wystarczyło tego nie spierdolić. Tzn. kandydat musiał robić niezbędne minimum, żeby nie napytać sobie biedy, a że był otrzaskany w politycznej walce, istniało duże prawdopodobieństwo, że tego nie spierdoli. Niestety. Albo i stety.

Dzwonię do typa. Panie, taki a taki, trzeba by pokazać się telewizji, bo jest debata jedynek. A kto to robi? A no lokalna telewizja taka a taka. A jak lokalna, to mnie nie ma, bo jestem zagranicą. Ale wie Pan, klaruję, telewizja może do Pana przyjechać, nagrać na żywo. Nie, no skąd, jak. Proszę uwierzyć, mówię. Jest szansa. Nie wolno jej zaprzepaścić. Nie ma mowy, słyszę w słuchawce. Żadne debaty za granicą. Efekt był taki, że koleś startujący z jedynki miał enty z kolei wynik. Weszła sama prawica, plus zmarginalizowany baron, który zaparł się, i pokazał liderowi, że może wciągnąć nosem, nomen omen, spadochroniarzy, którzy pokpili sprawę.
Pani Kidawa-Błońska rezygnuje. Rękawicę podejmuje Trzaskowski. Zabieg sensowny. Nawet bardzo. Choć ciut spóźniony. Ale nie beznadziejny. Wierzcie Państwo lub nie, ale On, moim zdaniem, ma największe szanse, żeby zmienić lokatora w Pałacu pod żyrandolem. O ile sam dobrze zawalczy. I o ile zawalczy z nim cała opozycja. Cała.

Przy pełnym szacunku i sympatii, choć nigdy nie kryłem, że nie jestem fanem tej kandydatury, Robert Biedroń powinien grać na Trzaskowskiego. Choć to człowiek Platformy. Włodzimierz Czarzasty powinien grać na Trzaskowskiego, mimo że to człowiek Platformy. Kosiniak-Kamysz powinien grać na Trzaskowskiego. Nawet ministrant Hołownia powinien to robić, o ile jego żałosne łzy były szczere, w co nie wierzę, ani ja, ani sam Hołownia.

Trzaskowski wkracza z kilkunastoprocentowym wkładem. Duda nie wygrywa w pierwszej turze, a wszyscy doskonale wiemy, że takiego wiana nie sposób nie docenić. Łatwo za to można je przepuścić na zbytki w bratobójczej walce. Żaden to co prawda brat ani swat, ale w końcu ktoś, kto jest jakiś. I jeśli ktoś ma szanse w starciu z Dudą i jego machiną propagandową, to, na dziś, tylko Trzaskowski. Podoba się Państwu to lub nie, tak właśnie jest. I nie będzie inaczej.

Pomost Lewicy w sprawie okrągłego stołu w Parlamencie jest doskonałym zagraniem. Trzeba się ułożyć przed tą bitwą i pokazać ludziom, że idzie nam rzeczywiście o kraj, a nie swojego pociotka. Jeśli jednak ktoś powiedział sprawdzam, należy być do trumny konsekwentnym i zawalczyć o realną, a nie tylko wizerunkową, zmianę.

Nie ma już wyjścia, mus poprzeć dziś Trzaskowskiego. Zawalił sprawę z oczyszczalnią. Wiem, bo sam miałem mu to za złe. Ale dziś nie czas na to, nie pora. Pora przegrupować na szybko siły, patrz: policzyć budżety kampanijne, i ruszyć dalej. Z Trzaskowskim. Stety bądź nie. Inne pomysły są porażką. Pewną!