Wentyl bezpieczeństwa

19 gru 2016

Jarosław Kaczyński podczas każdej miesięcznicy powinien odmawiać modlitwę za KOD. I dziękować Bogu, że ma w nim tak skuteczny „wentyl bezpieczeństwa”.

Kanały informacyjne przez cały dzień 13 grudnia miały pełne ręce roboty. Na każdym od rana do wieczora leciał „program specjalny”. Choć oglądając to, co pokazywał TVN24 i TVP Info można było odnieść wrażenie, że transmisja pokazuje dwie różne Polski. Będąc przeciwnikiem robienia politycznego show w rocznicę wydarzeń z grudnia 1981 roku, popołudnie spędziłem nie na ulicy, a przed telewizorem.

Wybierzmy przeszłość?

Tydzień temu, na łamach Trybuny, apelowałem, abyśmy w większym stopniu zajęli się przyszłością, niż nostalgicznymi wspomnieniami z przeszłości. I posłuchał mnie, ale… Jarosław Kaczyński. W wielu wypowiedziach z 13 grudnia mówił o tym, jakie zadania czekają w przyszłości jego partię, aby w całej Polsce doprowadzić do końca „dobrą zmianę”. Niektóre z tych zamierzeń budzą niepokój, a nawet strach. Jak chociażby zapowiedziane przez Kaczyńskiego „uporządkowanie działań opozycji”. Prezes nie wyjaśnił, jak to „uporządkowanie opozycji” ma wyglądać, ale natychmiast nasunęły mi się skojarzenia z podziwianym przez Kaczyńskiego prezydentem Turcji, Erdoganem. Nie o takiej przyszłości Polski myślałem, pisząc słowa „wybierzmy przyszłość”.
Uważnie wysłuchałem długiego przemówienia jednego z działaczy dawnej Solidarności podczas warszawskiego marszu KOD-u. Raz za razem wyciągał z kieszeni, jak je nazywał, „gadżety”. Biało-czerwoną opaskę ze strajku, zaproszenie na zjazd „Solidarności”, pożółkłą „bibułę” ze stanu wojennego. A na końcu opaskę swojej babci z powstania warszawskiego. Wszystko oryginalne – zapewniał. Strach upychać po kieszeniach tak ważne pamiątki, bo po pierwsze mogą wypaść, a po drugie, jak deszcz zacznie padać, to się atrament na zaproszeniu na zjazd Solidarności rozmaże. Co planuje na przyszłość, mówca nie wyjawił.

Bez lidera

W dzisiejszej polskiej polityce najcenniejszy jest lider. Udowadnia to przy okazji każdego sondażu Paweł Kukiz. Nie stoi za nim żadna siła polityczna, żadna partia, w Sejmie nawet klub poselski ma z miesiąca na miesiąc mniejszy. A jednak sondaże lokują go niezmiennie, jako czwartą „siłę polityczną” w Polsce, po PiS i tandemie PO – Nowoczesna. W KOD jest dokładnie odwrotnie, w pierwszym szeregu każdej manifestacji widzimy polityków niemalże wszystkich liczących się partii, a za nimi idą tłumy ludzi. Tymczasem sam KOD nie ma lidera z prawdziwego zdarzenia.
Mateusz Kijowski jest na pewno główną postacią KOD-u. Choć ostatnio depcze mu po piętach Radomir Szumełda, wiceprzewodniczący zarządu głównego KOD, do niedawna działacz Platformy Obywatelskiej w Trójmieście. Do sporu obu panów doszło przy planowaniu obchodów 13 grudnia. Szumełda nazwał Kijowskiego „solistą”, a przez moment zanosiło się nawet, że KOD zorganizuje dwa marsze. Doceniając wkład Kijowskiego i Szumełdy w działalność Komitetu Obrony Demokracji, nie sposób nie zauważyć, że jeszcze wiele czasu musi upłynąć, zanim któregoś z nich będziemy mogli nazwać charyzmatycznym liderem. Takim liderem każdego marszu, w którym uczestniczy, okazuje się być Władysław Frasyniuk, którego wystąpienia robią na zebranych duże wrażenie. Ale dla Frasyniuka udział w zgromadzeniach ma charakter „gościnnych występów”, bo wielokrotnie zapewniał, że do polityki wracać nie zamierza.

Ślepa uliczka WRD

W relacjach z marszów odbywających się w całym kraju wielokrotnie przewijały się słowa „była moc”. Zgadzam się, ta „moc”, to bardzo ważny element budowania społeczeństwa obywatelskiego. Przechodzenia od machania ręką i mówienia z obrzydzeniem „ja do polityki się nie mieszam”, do uświadamiania sobie, jak wiele może zależeć od każdego obywatela i wyborcy, jeśli tylko zechcą wspólnie dążyć do wyznaczonego celu.
Osobiście duże nadzieje wiązałem z porozumieniem Wolność Równość Demokracja (WRD), które pojawiło się na politycznym zapleczu KOD-u. Skupiło w swoim gronie co najmniej kilkanaście partii i organizacji, w tym również SLD. Wydawało się, że stanowić będzie polityczną busolę dla spontanicznych i siłą rzeczy nieuporządkowanych manifestacji ulicznych. Niektórzy zaczynali nawet wspominać o tym, że WRD może stać się zaczynem przyszłej koalicji wyborczej. Znaczna liczba partii i organizacji o charakterze lewicowym, podpisanych pod koalicją Wolność Równość Demokracja, pozwalała sądzić, że plan polityczny WRD, a tym samym i KOD-u, będzie w znacznym stopniu odzwierciedlał oczekiwania SLD.
Nie wiem, czy operowanie czasem przeszłym, nie jest przedwczesne. Może coś się jeszcze zmieni. Ale póki co, odnoszę wrażenie, że WRD ma taki sam wpływ na decyzje KOD-u, jak premier Szydło na swój rząd. I tu, i tam decydują „soliści”.

Warszawski marsz bez SLD

Przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty dużo wcześniej zapowiedział, że SLD nie weźmie udziału w warszawskim marszu KOD-u, gdyż, jego zdaniem, 13 grudnia powinien pozostać czasem refleksji nad tragicznymi wydarzeniami, a nie czasem eskalacji politycznego konfliktu. I ta decyzja wydaje się racjonalna. Ale w niektórych miastach działacze SLD brali udział w manifestacjach. Ci, którzy się na to zdecydowali, znaleźli się, moim zdaniem, w swoistej pułapce. Dla środowiska Sojuszu Lewicy Demokratycznej dwoma najgorętszymi tematami ostatnich dni była bez wątpienia sprawa emerytur, drastycznie zmniejszonych ustawą „deubekizacyjną” oraz zapowiedziany 13 grudnia przez szefa MON, Antoniego Macierewicza zamiar zdegradowania generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego. Logika nakazywała, aby podczas wystąpień na manifestacjach, SLD szczególnie głośno piętnował te skandaliczne decyzje rządu PiS. Ale można się było spodziewać, że dla wielu uczestników marszu w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, ani generał Jaruzelski, ani byli pracownicy służby bezpieczeństwa nie byli, delikatnie mówiąc, mile wspominanymi uczestnikami tamtych wydarzeń. Jestem bardzo ciekaw, czy któryś z działaczy SLD zdecydował się na poruszenie tych ważnych dla SLD tematów podczas manifestacji?

Niepoliczalni

Tym razem policja nieoczekiwanie oznajmiła, że uczestnicy obu głównych demonstracji, KOD-u i PiS-u, nie byli liczeni. Dlaczego? Oglądając obie demonstracje w którejś z telewizji (niebędącej telewizją publiczną), można było na oko oszacować, że demonstracja PiS-u na Placu Trzech Krzyży, była wyraźnie mniejsza od konkurencji. Czy wobec tego Jarosław Kaczyński ma powód do zmartwienia? Z jednej strony, na pewno tak. Rok temu, po wygranych wyborach, zapowiadał, że konieczne będą masowe demonstracje poparcia dla rządzących. Tak, jak to się dzieje u jego bratanka Orbana na Węgrzech. „Kiedy przychodzi trudna chwila jest wielki wiec, są setki tysięcy ludzi, przemawia premier. I my też musimy coś takiego zrobić” – mówił Kaczyński w kinie Wisła w październiku 2015 roku. Czasy nie są łatwe dla rządzących, toczących boje o „dobrą zmianę” na rozlicznych frontach. A tych wieców poparcia, z setkami tysięcy ludzi, ani widu, ani słychu. Ale jednocześnie Kaczyńskiemu jest bardzo na rękę rozwój sytuacji w opozycji.

Wentyl bezpieczeństwa

W obliczu tylu konfliktów i napięć społecznych, które zafundowali nam rządzący w ostatnim roku, potrzebne jest jakieś „ujście” niezadowolenia i gniewu przeciwników PiS-u – taki „wentyl bezpieczeństwa”. I na razie taką funkcję spełnia z powodzeniem KOD. Regularnie raz na miesiąc można na ulicach i placach do woli wykrzyczeć swoje niezadowolenie. Poza jednym przypadkiem, „czarnym marszem” kobiet, rządzący są głusi na wszystko to, co mówią protestujący. I demonstracje są im nawet na rękę. Niech sobie pokrzyczą i powspominają czasy sprzed 35 lat.
Co zatem zrobić, aby działania opozycji stały się naprawdę groźne dla Kaczyńskiego? Trzeba już teraz myśleć, jak spontaniczny protest przeistoczyć w realną silę polityczną, która zagrozi PiS-owi w wyborach za trzy lata. Zarzekanie się liderów KOD-u, że nie myślą o tworzeniu partii politycznej, że nie mają politycznych ambicji – jest bez sensu. A poza tym, jak sądzę, fałszywe. Takie „pływanie” od demonstracji do demonstracji, to czas dla Kaczyńskiego. Nie twierdzę w żadnym razie, że z KOD-u powinna wykluć się partia polityczna. To nierealne, pamiętajmy, że to stowarzyszenie nie było w stanie przez rok swego istnienia nawet przeprowadzić normalnych, demokratycznych wyborów w swoich szeregach.
A więc, kto z kim? Kto z SLD? Albo, SLD z kim? Nie wiem! To zadanie, niezwykle trudne, dla wszystkich polityków opozycji. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę, że chowanie się skłóconych na co dzień partii i polityków pod szeroko rozpostarty parasol KOD-u nie daje żadnych gwarancji przyszłego sukcesu wyborczego.

Najnowsze

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Nie ufamy sądom

Nie ufamy sądom

Dlaczego ludzie boją się sądów? Bo człowiek, którego nie stać na adwokata, jest na z góry przegranej pozycji. W...

Sprawdź również

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?

Część pierwsza – miłe złego początki Tekst archiwalny, napisany ponad osiem lat temu. Choć od tamtego czasu zmienił się mój sposób patrzenia na rzeczywistość społeczną i rynek pracy, zasadnicza wymowa tego tekstu pozostaje dla mnie aktualna — tym bardziej dziś, gdy...

Prawo do strajku tylko na papierze

Prawo do strajku tylko na papierze

1 maja w Warszawie odbyła się demonstracja „Dość zakazu strajków! Czas na silne związki zawodowe!”. Protest rozpoczął się w południe pod Sejmem. Uczestnicy domagali się zmian w przepisach o rozwiązywaniu sporów zbiorowych i przywrócenia pracownikom realnego prawa do...

Ekonomia społeczna wychodzi z niszy. Ruszył rządowy komitet

Ekonomia społeczna wychodzi z niszy. Ruszył rządowy komitet

Ruszyły prace Krajowego Komitetu Rozwoju Ekonomii Społecznej V kadencji. Nowe gremium ma doradzać rządowi w sprawach ekonomii społecznej, która coraz częściej wychodzi poza tradycyjne ramy pomocy społecznej. W środowisku spółdzielczym wraca postulat, by mówić o niej...

Chiny stawiają granicę zwolnieniom przez AI

Czy emeryci przebalowali trzynaste emerytury?

Ponoć seniorzy mieli przehulać trzynaste emerytury, tak jak rodzice przepić 800 plus. Z tymi bzdurami postanowiła rozprawić się Gazeta Senior, publikując raport, z którego wynika, że blisko połowa respondentów (48 proc.) przeznacza...

Łukasz Litewka nie żyje. Poseł Lewicy zginął w wypadku

Łukasz Litewka nie żyje. Poseł Lewicy zginął w wypadku

Łukasz Litewka nie żyje. Poseł Nowej Lewicy zginął w czwartek w wypadku drogowym na terenie Zagłębia. Miał 36 lat. Informację o jego śmierci potwierdził rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik.  Litewka został wybrany do Sejmu w 2023 roku z okręgu nr 32. Pochodził z...