Wyższe zasiłki? Może latem

Związki zawodowe i lewica od dawna domagają się, by w tarczach antykryzysowych wzmocnić ochronę bezrobotnych. Ale akurat to nie jest jedna ze spraw, które rząd zamierza załatwiać w trybie ekspresowym.

Nowelizacji ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy nie będzie w najbliższym czasie. A to praktycznie wyklucza możliwość wypłacania wyższych zasiłków dla bezrobotnych od czerwca, chociaż minister Jadwiga Emilewicz już kilka razy sugerowała, że rząd kwestią zasiłków się zajmuje. W takim układzie również „świadczenie solidarnościowe”, jakie obiecywał na ostatniej konwencji wyborczej Andrzej Duda, w najlepszym razie będzie mogło trafiać do beneficjentów od 1 lipca.

O jakich kwotach w ogóle mowa?

NSZZ „Solidarność”, która ze wszystkich podmiotów ma bodaj największe szanse, by przekonać prawicowy rząd do prospołecznych ruchów, sugeruje podniesienie kwoty zasiłku do 1300 zł i dodatkowe wypłacanie przez trzy miesiące świadczenia solidarnościowego – 1200 zł. To znacznie mniej, niż proponowała Lewica, wnosząc projekt ustanowienia zasiłków w wysokości równej połowie utraconej ostatniej pensji, a także świadczenia kryzysowego w wysokości 2100 zł.

Z przecieków okołorządowych wynika, że o ile projekt opozycyjnego socjaldemokratycznego klubu raczej nie zostanie przetestowany w praktyce, to już pomysł świadczenia solidarnościowego nie został przez premiera Morawieckiego kategorycznie odrzucony. Z tym, że świadczenie obowiązywałoby jedynie w okresie zagrożenia epidemicznego. Nie zostałoby z nami na stałe.

Nawet jednak tak ograniczona forma pomocy wywołuje już sprzeciw części organizacji pracodawców. Wyższe zasiłki to w ich oczach tylko zachęta, by nie przyjmować ofert pracy za niskie wynagrodzenie. Nie brakuje też obaw, że jeśli z jednej puli będzie wypłacana pomoc dla pracowników i dla biznesu, to dla tego drugiego zostanie mniej.

Co znamienne, pomysł „zawieszania stosunku pracy”, rzucony w przestrzeń publiczną przez minister rodziny, pracy i polityki społeczne, nie wywołał wśród pracodawców nawet w połowie tak gniewnych reakcji.