Zostawcie marki własne

Premier Morawiecki stwierdził, że polskie firmy nie są dostatecznie promowane w sklepach wielkopowierzchniowych – nikt nie wie o ich istnieniu i trudno im później przebić się z przyzwoitą marżą.
Stąd narodził się plan likwidacji marek własnych (realizowanych zresztą przez te same polskie firmy – tylko pod szyldem Carrefoura, Rossmana, Lidla czy Biedronki – te dwa markety są liderami produkcji marek własnych).
To postanowienie ideologicznie słuszne i stanowiące cios w przywileje marketów, ale niestety rykoszetem odbije się bardzo mocno na polskim kliencie – gdyż Morawiecki i spółka zdają się nie rozumieć, że to właśnie klienci najbiedniejsi, z mało zasobnymi portfelami władają do koszyków marki własne najczęściej. Zamiast mydła Palmolive wybierają mydło lidlowe, a zamiast chipsów Lays – biedronkowe prażynki. Rossmanowe kosmetyki są tanie, nietestowane na zwierzętach i po prostu dobrej jakości. Więcej – Instytut badawczy ABR SESTA na zlecenie portalu Money.pl postanowił sprawdzić, czy marki własne rzeczywiście są popularne wśród konsumentów i jakie konsekwencje może nieść ich zlikwidowania. Okazuje się, że rekordzista – mydło w płynie właśnie – podrożeje a o 165 procent. O 10 proc. podrożeje cukier, woda i soki o 60 proc., czekolada – aż o 107 (drugie miejsce na podium).
Dobra zmiana? Niekoniecznie.
– Jeżeliby doszłoby do realizacji ww. scenariusza, to w miejsce marek własnych pojawiłyby się produkty odpowiadające im jakością, tylko nieco droższe. Wprowadziliby je producenci, niekoniecznie związani z polskim biznesem. Konsumenci, nie mając alternatywy, płaciliby więcej. Starszym osobom mogłoby to przypominać czasy, gdy rynek był sztucznie regulowany. Oczywiście teraz półki nie świeciłyby pustkami. Wielu specjalistów pracowałoby nad nowymi rozwiązaniami, lecz niekoniecznie korzystnymi dla klientów – mówi Andrzej Wierzchoń, Senior Manager Sales w TERRITORY Influence/TRND CEE.
Regulujcie polski rynek mądrze, nie kosztem jego odbiorców, którzy od tych regulacji zbiednieją jeszcze bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *