Zwykły, szary człowiek Ważny tunajt

Kiedy będziecie czytać Państwo ten tekst, jak będę wracał z Dublina do Warszawy, z przesiadką w Londynie. Czemu tak? Ponieważ zespół na K. wcale nie lata za granicę czarterami ani nawet biznesem, tylko tanimi liniami, bo stadiony zapełnia kto inny. Nam zostają kluby i klubiki, ale i tak jest fajnie. Znamy więc dobrze normalny, ludzki żywot, choć mam wątpliwości, czy wszyscy politycy, w kampanii tokujący o życiu zwykłych ludzi i o tym, jak je dobrze znają i jak los zwykłego, szarego człowieka leży im na sercu, wciąż jeszcze wiedzą, o czym mówią.

Miała być zwykła rodzina i apel do prezesa Kaczyńskiego, żeby go wysłuchał. W mig odkryto humbug; żadna to rodzina, tylko wynajęci za pieniądze aktorzy. Zdaję sobie sprawę, że przewidywanie konsekwencji swoich najprostszych posunięć i rozbrajanie potencjalnych min, to nie jest to, co Koalicja Obywatelska potrafi najlepiej, ale na elementarną antycypację, lub raczej, jej brak, nie ma usprawiedliwienia. Aby jednak głos KO w kampanii mocno wybrzmiał, lider tejże na konwencji w Ostrowie Wielkopolskim przypominał o oderwaniu liderów PiS-u od tzw. normalnego życia, a to już zdaniem Grzegorza Schetyny, hańba i wstyd. Zrazu, gdym się o tym dowiedział, przypomniała mi się opowieść o hańbie i wstydzie jednego z moich kolegów.
Pewnego zimowego poranka, mój znajomy postanowił wybrać się na narty do Francji. Sam lot trwał niezbyt długo, jakieś 2 godziny. Znacznie dłużej, procentowo, trwało rozwożenie wycieczki po górskich kurortach. Autobus pełen mężczyzn i kobiet w średnim wieku. Dzieci brak, albo przynajmniej mało. Naokoło biało, zimno i daleko do domu; cóż można robić podczas takiej podróży. Gdzieś tak po 1,5 godziny jazdy, czyli w połowie drogi, kiedy pasażerowie byli już dobrze rozbawieni, ze swojego miejsca podniosła się pani pilot wycieczki i przez autobusowy mikrofon oznajmiła: „Przypominam Państwu, że wszelkie szkody na zdrowiu, powstałe na stoku, a spowodowane pod wpływem alkoholu, nie są objęte ubezpieczeniem, które Państwo wykupiliście”. Na raz, po tych słowach, z ostatnich rzędów ktoś krzyknął: „Hańba!”, a z naprzeciwka: „Wstyd!”.
Mówienie o hańbie i wstydzie przez lidera Koalicji Obywatelskiej, w odniesieniu do życia Polaków i ich przyziemnej egzystencji, przypomina właśnie sytuację z autobusu do Courchevel. Rację mają KOalicjanci, przypominając, że to wstyd i hańba, w jaki sposób urzędnik pisowski doi budżet i się na nim pasie, ale wiarygodność tego przekazu jest na poziomie jak powyżej. Wstydem w Polsce jest to, że ludzie nie mogą dostać się do lekarza specjalisty na czas i czekają w kilkuletnich kolejkach. Często nie doczekują. Zbyt często. Hańbą, że w XXI wieku, musimy zbierać pieniądze na leczenie dzieci po ludziach, bo Państwo nie finansuje zabiegów ani nie szkoli lekarzy za granicą, za to dozbraja parawojsko w coraz to nowsze zabawki do zabijania. Takie rzeczy mogą rozpalić policzki ze wstydu. I to robią. Dlaczego jednak, ja muszę wstydzić się za mój kraj na co dzień, a polityk od święta, tj. na czas kampanii?
W przekazie kampanijnym liczy się nie tylko co kto mówi, ale również kim ten ktoś był i jest w oczach Polaków. Cygara i winko w „pieczarze”, oraz bardziej niż sztuczna proteza ludowości nie wzięły się znikąd. Apele o wsłuchanie się w głos polskiej rodziny, która za PiS-u ubożeje, głosić śmie ktoś, kto za sowich rządów ani nie obniżył ludziom podatków, choć wcześniej to deklarował, a podniósł za to wiek emerytalny. Jak tu komuś takiemu uwierzyć.
Wczoraj, po koncercie, rozmawiałem na papierosie pod hotelem z polskim robotnikiem, który pracował w Cork przy budowie hipermarketu. Jest w Irlandii od kilku lat. Skumał się z kolesiem z Belfastu, monterem, i razem jeżdżą tam, gdzie akurat jest robota. Dostaje w Irlandii 33 euro na godzinę. To tyle, ile dniówka mojej żony, lekarza. Nie specjalnie ma ochotę wracać, bo i po co. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Na wybory nie pójdzie, bo nie chce mu się stać w kolejce w konsulacie. Zresztą, co to zmieni, skoro scena polityczna w Polsce jest zabetonowana jak szalunki u niego na odcinku. 13 października, w niedzielę, będzie miał pewnie kaca po sobocie. Poleży do południa, poogląda telewizję, zrobi pranie…
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.